True Star

Rozdział 132 – Zapierający dech10 min. lektury

Wyglądasz, jakbyś miał się rozpłakać. – Lu Tian Chen nie mógł się powstrzymać od zmarszczenia brwi.

Tang Feng nie tylko wyglądał, jakby miał zacząć płakać, ale jego spojrzenie głęboko przeszyło serca Lu Tian Chena. Wpatrując się w te oczy, odnosił wrażenie, że wpadł do morza pełnego odłamków. Woda sprawiała, że ostre szkło rozrywało jego ciało ze wszystkich kierunków, tworząc niezliczoną ilość ran.

Tang Feng, nie ma potrzeby, żebyś się zmuszał. Każdy ma słaby punkt, ale mamy również prawo by czasami poddać się tej słabości. Nie przeceniaj swojej siły. Nie jesteś aż tak silny, jak uważasz. – Lu Tian Chen objął Tang Fenga. – Jesteś zwyczajnym człowiekiem. Zwyczajnym mężczyzną.

Nie jesteś bohaterem w filmie science fiction. Nie jesteś też protagonistą w jakiejś historii, który musi nieść na swoich barkach los świata.

Jestem… jestem tylko… – zająknął się Tang Feng.

Wziął głęboki oddech, po czym oparł się o ramiona mężczyzny. Wiele lat wcześniej wyobrażał sobie dzień, w którym będzie mógł wtulić się w ramiona innej osoby i wypłakać wszystkie swoje stłumione emocje. Lu Tian Chen zacisnął ręce wkoło talii aktora. Tang Feng czuł, że jego żebra protestują przeciwko tak silnemu uściskowi, lecz równocześnie był bardzo poruszony tym gestem. Sprawiło to niemal, że zapragnął wypuścić emocje, które trzymał na wodzy. Niemal sprawiło, że zapragnął się zrelaksować i pozwolić sobie na zatopienie się w falach własnej słabości oraz nieopanowanych nadziei. Ostatecznie się poddał. Chwycił się mocno wyprasowanego kołnierza marynarki Lu Tian Chena. Materiał zgniótł się w jego pięściach i stał się zupełnie wymięty. Mężczyzna nadal ciasno trzymał Tang Fenga, nie przywiązując wagi do stanu swojej marynarki. Gdy usłyszał stłumione pociągnięcia nosem dobiegające od strony ramienia, ściągnął Tang Fenga z kanapy, tak że cały znajdował się w jego ramionach. Nikt nie stanie się słaby tylko dlatego, że płacze lub ujawnia swoją słabą stronę. Poddanie się emocjom od czasu do czasu nie wpłynie na nikogo negatywnie. W większości przypadków ludzie czują się lepiej po porządnym wypłakaniu się. Traktowanie innych z życzliwością było dobre, lecz zarazem stanowiło formę powolnego męczenia samego siebie, zmuszającego do opanowania własnych emocji. Bycie nadmiernie dojrzałym lub pełnym zrozumienia przypominało więzienie.

***

Po wypłakaniu się Tang Feng czuł się znacznie lepiej. Czuł się dobrze, gdy inni na nim polegali, lecz nawet lepiej, gdy to on miał kogoś, na kim mógł polegać. Ale tylko okazjonalnie. Potrzebował tego tylko od czasu do czasu. Początkowo był nieco zawstydzony, płacząc na ramieniu Lu Tian Chena. Co najlepszego robił czterdziestoletni mężczyzna, płacząc przed kimś o połowę młodszym od siebie? Z drugiej strony, co płacz spowodowany smutkiem miał wspólnego z czyimś wiekiem? Po odjęciu od jego imienia określeń takich jak „człowiek sukcesu” bądź „łagodna osoba”, był jedynie normalnym mężczyzną. Nawet niezrównani bohaterowie komiksów mieli swoje kłopoty oraz słabości. Jak zwyczajni ludzie mogliby być inni? Tang Feng oparł się w ciszy o ramiona Lu Tian Chena. Jego umysł był zupełnie pusty. Nie myślał o niczym ani o przeszłości, ani o przyszłości. Jego myśli całkowicie stanęły w miejscu, uwięzione w chwili. Krótko mówiąc, śnił na jawie. Poczuł lekki dotyk na swoim policzku. Gdy seria ciepłych dotknięć opadła na jego policzki i kark, Tang Feng uświadomił sobie, że Lu Tian Chen go całuje. Te pocałunki nie miały w sobie żadnego seksualnego pożądania albo nieczystej żądzy. Były prostymi pocałunkami. Delikatnymi, czułymi. Były ostrożne, lecz mógł wyczuć cień uwielbienia w każdym z nich. Wreszcie zrozumiał, jak to jest, być przez kogoś cenionym, uważnie trzymanym w dłoniach niczym skarb. Tang Feng zamknął oczy. Być może jego rodzice również pocałowali go w ten sposób w policzek albo czoło, zanim został przez nich pozostawiony na ulicy. Lu Tian Chen potraktował milczenie aktora jako zgodę na kontynuację. Podtrzymując go na nogach, zmienił pozycję tak, by znajdowali się twarzami naprzeciwko siebie. Tang Feng nadal miał przymknięte powieki, lecz Lu Tian Chen nie śpieszył się z robieniem czegokolwiek. Wpatrywał się w stojącego przed nim mężczyznę spokojnym, lecz skupionym wzrokiem, zupełnie jakby chciał zobaczyć wszystko, włącznie z lekkimi zmarszczkami w kącikach oczu aktora. Gładkie czoło. Oczy o nieco uniesionych kącikach oraz wyraźnych powiekach. Gęste rzęsy, które drżały jak skrzydła motyla w czasie deszczu. Nos, który wypuszczał ciepłe powietrze wraz z każdym kolejnym oddechem. A także usta, które wydawały się wyjątkowo miękkie w czasie relaksu. Chłodny wyraz twarzy Lu Tian Chena nagle się rozpłynął. Podczas gdy oczy Tang Fenga były zamknięte, uśmiechnął się łagodnie. Przysuwał się centymetr za centymetrem, zamykając własne oczy dopiero wówczas, kiedy końcówki ich nosów niemal się dotykały. Aż wreszcie pocałował Tang Fenga. Był to pierwszy, prawdziwy pocałunek pomiędzy nimi dwoma. Był delikatny i ciepły, nieniosący w sobie żadnego pożądania, wystarczająco czysty, by wywołać ukłucie w sercu. Nie przeciągali pocałunku zbyt długo i wkrótce się rozłączyli.

Powinieneś odpocząć. Nawet jeśli nie chcesz spać, możesz na chwilę zamknąć oczy. – Lu Tian Chen popchnął Tang Fenga z powrotem na kanapę.

Gdy aktor uchylił powieki, pochylił się i pocałował go w czoło. Usiadł tuż obok Tang Fenga. Ignorując spojrzenie aktora, pociągnął go tak, by leżał na jego nodze. Tang Feng mógł wyczuć ciepło ciała Lu Tian Chena poprzez spodnie. Chociaż prezes zawsze miał zimną minę wydającą się mówić „jesteś mi winny trzydzieści milionów dolarów”, jego ciało było w rzeczywistości bardzo ciepłe. Ponieważ zdecydował się odprężyć, nie zamierzał wstydzić się w obecności mężczyzny. Zmienił pozycję na wygodniejszą i zamknął oczy. Jednak lekcje etykiety były wyryte w jego wnętrzu, więc nie zapomniał wyrazić uznania.

Dziękuję.

Jesteś moim pracownikiem.

Powód, który nie brzmiał wcale jak powód. Tang Feng uśmiechnął się z zamkniętymi oczami. Lu Tian Chen przeciągnął palce przez miękkie, czarne włosy Tang Fenga. Około dziesięciu minut później również położył się na kanapie. Zarzucił ramiona wokół aktora, po czym przyciągnął go do swojej klatki piersiowej, a ich palce splotły się ze sobą.

***

Kiedy Tang Feng pojawił się ponownie o 13.30, reszta ekipy była zszokowana. Ponieważ płakał w czasie przerwy na lunch, jego oczy były nieco zaczerwienione i zapuchnięte. Pomimo tego, że wizażystka starała się zakryć ślady, wrażenie kruchości nadal lśniło w jego oczach. Zdawało się, że pokrywa je warstwa lodu. Trudno było stwierdzić, co takiego kryje się pod tym lodem, a także czy cierpi, czy nie. Stan Tang Fenga sprawił, że reszta zaczęła się o niego martwić. Jeżeli warstwa lodu się rozpadnie, czy odłamki rozetną jego oczy? Czy wybuchnie nagle płaczem?

Ta sama scena, dziesiąta próba! – Osoba nadzorująca scenariusz przygotowała klaps.

Gdy rozległo się donośne klapnięcie, Tang Feng zaczął grać. W przeciwieństwie do poprzednich prób nie zaczął od razu iść w stronę kamery. Trzymając urnę z prochami, stał nieruchomo w miejscu. Podniósł głowę i zamrugał, rozglądając się dookoła. W momencie, gdy to zrobił, jego drobna postać stworzyła wyraźny kontrast z przestrzenią ulicy. Gęsta fala straty oraz oszołomienia przetoczyła się po planie niczym trąba powietrzna. Chociaż nie zrobili jeszcze korekty koloru ani nie dodali muzyki w tle, poprzez samo zbliżenie twarzy Tang Fenga wszyscy mogli poczuć żal przygniatający ich jak ciemność nocy. Tang Feng nie musiał niczego mówić. Jedynie lekkie drżenie rzęs wystarczyło, by ludzie przeżyli jego ból. Nie można było powstrzymać się od zadania pytania, jakie przeżycia sprawiły, że wydawał się równie zagubiony i rozbity. Dlaczego był sam? Skąd przybył? Dokąd zmierzał? Nawet jeżeli pokona przeciwności i będzie podążał swoją drogą, czy kiedykolwiek dotrze do miejsca, w którym pragnie się znaleźć? Może był skazany na to, by iść aż do końca świata. Od początku drogi do końca, od końca do początku, wiecznie schwytany w bóle losu. Zamiast powiedzieć, że Tang Feng odgrywał swoją rolę, lepiej byłoby stwierdzić, że w ogóle nie grał. Nie zawracał sobie głowy przesadnym rozmyślaniem o roli albo o tym, jak powinien przeprowadzić tę scenę. Był Tangiem, a Tang był nim. Obaj żyli na świecie, rozdzieleni zaledwie różnymi płaszczyznami oraz okresem. Jednak obaj mieli takie samo pochodzenie, tak samo okropne dzieciństwo, to samo poczucie straty. W obiektywie uczucia te były uwydatnione. Twarz Tang Fenga była niemal pozbawiona wyrazu, lecz patrzenie na nią było bardziej bolesne niż w przypadku zapłakanej twarzy. Na końcu sceny uniósł głowę, by spojrzeć prosto w kamerę. Reżyser oraz paru innych członków ekipy filmowej, siedzących przed monitorami, zostało obdarowanych szansą ujrzenia całej przemiany. W tamtej chwili twarz Tang Fenga wyryła się głęboko w ich sercach. Mogli odczuć uderzenie, zupełnie jakby ktoś wziął młot kowalski i mocno ich pobił, aż usłyszeli dzwonienie w uszach.

Panie reżyserze, wreszcie wierzę w to, co pan wcześniej powiedział. Tang Feng z pewnością ma kwalifikacje, aby zająć miejsce Fiennesa. – Drugi reżyser wypuścił powietrze z płuc.

Utkwił spojrzenie w obrazie Tang Fenga, wpatrującego się prosto w kamerę. Widok był na tyle oszałamiający, że mogli wykorzystać go jako plakat reklamujący film. Li Wei nie odpowiedział. Był zbyt zszokowany obrotem spraw. Wystąpienie Tang Fenga było wybitne. Jak mógł być aktorem, który dopiero co zadebiutował? Dlaczego nie miał na koncie żadnych wcześniejszych filmów albo innych prac? Wcześniej zakładał, że Tang Feng będzie potrzebował przynajmniej dwóch lub trzech dni na zakończenie sceny. Ale minęła zaledwie przerwa na lunch. Tylko przerwa na lunch! Przypatrując się rezultatom widocznym na monitorach, czuł się nad wyraz wstrząśnięty. Wydał z siebie zduszony śmiech, po czym zakrył twarz dłońmi. Nie mógł uwierzyć w to, jaki skarb udało mu się wydobyć. W końcu rozumiał słowa Leroya. Ten stary facet o wyostrzonym wzroku wiedział już od pierwszego spojrzenia, że Tang Feng ma cechę, która poprzez wszystkie lata była w stanie uchwycić każdego reżysera – nieograniczony potencjał.

Tłumaczenie: Berenice96

Tom I
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 125
Rozdział 126
Rozdział 127
Rozdział 128
Tom II
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Rozdział 139
Rozdział 140
Rozdział 141
Rozdział 142
Rozdział 143
Rozdział 144
Rozdział 145
Rozdział 146
Rozdział 147
Rozdział 148
Rozdział 149

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: