True Star

Rozdział 224 min. lektury

Charles niczym motyl oblatywał przyjęcie dookoła. Jego urok i poczucie humoru zebrały pokaźny tłum mężczyzn i kobiet, z których wielu było dobrze znanych w kręgach klasy wyższej. Rzecz jasna pokaźna liczba składała się ze wschodzących gwiazd sceny rozrywkowej. Aby uniknąć zaduszenia się na śmierć w tej masie, Tang Feng powoli oddalił się od Charlesa. Trzymając kieliszek szampana, skierował się w stronę balkonu. Nocna bryza owiała jego twarz jak niewidzialny szyfon, dodając wieczorowi nutę tajemnicy. Popatrzył nieco w górę i upił łyk złotego płynu, który prześlizgnął się między jego zębami, znacząc gorącą ścieżkę w dół jego żołądka. Niebo tej nocy było wyjątkowo piękne. Księżyc wisiał osamotniony w oddali, zakrzywiony niczym błyszczące ostrze. Niezliczona ilość gwiazd wydawała się niezwykle cenna na tle brudnego, zapracowanego miasta.

Niektórzy ludzie przypominali komety, byli co prawda piękni, lecz przemijali prędko jak błysk światła. Inni przypominali gwiazdy, jaśniejące, lecz przyćmiewane przez tysiące innych powyżej oceanu. Tylko ku księżycowi historyczne postaci kierowały swoje poematy, wyrażając ciągle na nowo swoje uczucia. Nawet teraz Tang Feng przyglądał mu się jak odurzony. Wpatrywał się w niego bezmyślnie, bez specjalnych emocji lub potrzeby liryczności. Po prostu dlatego, że zakrzywiony księżyc był pierwszą rzeczą, którą zobaczył.

Dlaczego jesteś tu sam? – zabrzmiał nagle męski głos.

Ja cię nie znam. Ty nie znasz mnie. Nagle rozpoczynając rozmowę, jest więcej niż pewne, że ma jakiś cel.

Prezes Su. – Tang Feng oderwał wzrok od księżyca i uśmiechnął się ciepło w stronę mężczyzny. Jego rysy już wcześniej wydawały się miękkie, lecz w spokojnym świetle księżyca wyglądały nawet łagodniej. Niespodziewanie napotykając jego spojrzenie, Su Qi Cheng niemal doznał wstrząsu w sercu.

Mógłbym zapytać o to samo, czyż nie? Co robi tutaj prezes Su?

W środku jest zbyt nudno. Chciałem zaczerpnąć nieco świeżego powietrza. – Su Qi Cheng uśmiechnął się. – Nie sądziłem, że również tutaj będziesz. A, właśnie, dobrze tańczysz tango. Lu Tian Chen nigdy nie wspominał o tym, że masz takie talenty. Naprawdę utrzymywał cię w sekrecie.

Szczerze powiedziawszy, Su Qi Cheng wywoływał miłe pierwsze wrażenie. Lecz był to ten typ nieszkodliwej, życzliwej osoby, wobec którego Tang Feng czuł największą potrzebę obrony. Obojętność Lu Tian Chena wyrażała się wprost na jego twarzy, zupełnie jakby oznajmiał światu: „trzymaj się z daleka, jeśli chcesz przeżyć”.

Złe intencje Charlesa kryły się dokładnie w jego oczach. Jedno spojrzenie w jego stronę i wiedziałeś, że planował coś niegodziwego. Tang Feng obawiał się najbardziej właśnie ludzi pokroju Su Qi Chenga. To nie tak, że nie lubił osób o dobrej osobowości, ale bycie „dobrym” było naprawdę nieprawdopodobne w przypadku przewodniczącego firmy. Zwłaszcza biorąc pod uwagę kwestię tego, jak bardzo „Lu Tian Chen kocha Ge Chena”, spokojne podejście Su Qi Chenga do tej sprawy było przerażające. Albo kochał on Ge Chena tak bardzo, że mimo wszystko nadal za nim szalał, albo najzwyczajniej w świecie o to nie dbał.

Tang Feng nie mógł na tym etapie stwierdzić, która opcja była prawdziwa, lecz przynajmniej wiedział, że Su Qi Chenga nie należało prowokować. W takim układzie, załatwienie sobie psa obronnego byłoby prawdopodobnie mądrzejsze niż posługiwanie się Charlesem jako szczęśliwym talizmanem.

Schlebiasz mi, prezesie Su. Jeżeli my aktorzy nie posiądziemy szerokiego wachlarza umiejętności, nasza praca może prędko zostać zabrana przez innych.

Nie ważne co planujesz, zgaduję, że możemy pozwolić sobie na rundkę Tai Chi.

Tang Feng uśmiechnął się szeroko.

Tłumaczenie: Berenice96

Tom I
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 125
Rozdział 126
Rozdział 127
Rozdział 128
Tom II
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Rozdział 139
Rozdział 140
Rozdział 141
Rozdział 142
Rozdział 143
Rozdział 144
Rozdział 145
Rozdział 146
Rozdział 147
Rozdział 148
Rozdział 149

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: