Charles niczym motyl oblatywał przyjęcie dookoła. Jego urok i poczucie humoru zebrały pokaźny tłum mężczyzn i kobiet, z których wielu było dobrze znanych w kręgach klasy wyższej. Rzecz jasna pokaźna liczba składała się ze wschodzących gwiazd sceny rozrywkowej. Aby uniknąć zaduszenia się na śmierć w tej masie, Tang Feng powoli oddalił się od Charlesa. Trzymając kieliszek szampana, skierował się w stronę balkonu. Nocna bryza owiała jego twarz jak niewidzialny szyfon, dodając wieczorowi nutę tajemnicy. Popatrzył nieco w górę i upił łyk złotego płynu, który prześlizgnął się między jego zębami, znacząc gorącą ścieżkę w dół jego żołądka. Niebo tej nocy było wyjątkowo piękne. Księżyc wisiał osamotniony w oddali, zakrzywiony niczym błyszczące ostrze. Niezliczona ilość gwiazd wydawała się niezwykle cenna na tle brudnego, zapracowanego miasta.
Niektórzy ludzie przypominali komety, byli co prawda piękni, lecz przemijali prędko jak błysk światła. Inni przypominali gwiazdy, jaśniejące, lecz przyćmiewane przez tysiące innych powyżej oceanu. Tylko ku księżycowi historyczne postaci kierowały swoje poematy, wyrażając ciągle na nowo swoje uczucia. Nawet teraz Tang Feng przyglądał mu się jak odurzony. Wpatrywał się w niego bezmyślnie, bez specjalnych emocji lub potrzeby liryczności. Po prostu dlatego, że zakrzywiony księżyc był pierwszą rzeczą, którą zobaczył.
– Dlaczego jesteś tu sam? – zabrzmiał nagle męski głos.
Ja cię nie znam. Ty nie znasz mnie. Nagle rozpoczynając rozmowę, jest więcej niż pewne, że ma jakiś cel.
– Prezes Su. – Tang Feng oderwał wzrok od księżyca i uśmiechnął się ciepło w stronę mężczyzny. Jego rysy już wcześniej wydawały się miękkie, lecz w spokojnym świetle księżyca wyglądały nawet łagodniej. Niespodziewanie napotykając jego spojrzenie, Su Qi Cheng niemal doznał wstrząsu w sercu.
– Mógłbym zapytać o to samo, czyż nie? Co robi tutaj prezes Su?
– W środku jest zbyt nudno. Chciałem zaczerpnąć nieco świeżego powietrza. – Su Qi Cheng uśmiechnął się. – Nie sądziłem, że również tutaj będziesz. A, właśnie, dobrze tańczysz tango. Lu Tian Chen nigdy nie wspominał o tym, że masz takie talenty. Naprawdę utrzymywał cię w sekrecie.
Szczerze powiedziawszy, Su Qi Cheng wywoływał miłe pierwsze wrażenie. Lecz był to ten typ nieszkodliwej, życzliwej osoby, wobec którego Tang Feng czuł największą potrzebę obrony. Obojętność Lu Tian Chena wyrażała się wprost na jego twarzy, zupełnie jakby oznajmiał światu: „trzymaj się z daleka, jeśli chcesz przeżyć”.
Złe intencje Charlesa kryły się dokładnie w jego oczach. Jedno spojrzenie w jego stronę i wiedziałeś, że planował coś niegodziwego. Tang Feng obawiał się najbardziej właśnie ludzi pokroju Su Qi Chenga. To nie tak, że nie lubił osób o dobrej osobowości, ale bycie „dobrym” było naprawdę nieprawdopodobne w przypadku przewodniczącego firmy. Zwłaszcza biorąc pod uwagę kwestię tego, jak bardzo „Lu Tian Chen kocha Ge Chena”, spokojne podejście Su Qi Chenga do tej sprawy było przerażające. Albo kochał on Ge Chena tak bardzo, że mimo wszystko nadal za nim szalał, albo najzwyczajniej w świecie o to nie dbał.
Tang Feng nie mógł na tym etapie stwierdzić, która opcja była prawdziwa, lecz przynajmniej wiedział, że Su Qi Chenga nie należało prowokować. W takim układzie, załatwienie sobie psa obronnego byłoby prawdopodobnie mądrzejsze niż posługiwanie się Charlesem jako szczęśliwym talizmanem.
– Schlebiasz mi, prezesie Su. Jeżeli my aktorzy nie posiądziemy szerokiego wachlarza umiejętności, nasza praca może prędko zostać zabrana przez innych.
Nie ważne co planujesz, zgaduję, że możemy pozwolić sobie na rundkę Tai Chi.
Tang Feng uśmiechnął się szeroko.
Tłumaczenie: Berenice96
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67 Rozdział 68 Rozdział 69 Rozdział 70 Rozdział 71 Rozdział 72 Rozdział 73 Rozdział 74 Rozdział 75 Rozdział 76 Rozdział 77 Rozdział 78 Rozdział 79 Rozdział 80 Rozdział 81 Rozdział 82 Rozdział 83 Rozdział 84 Rozdział 85 Rozdział 86 Rozdział 87 Rozdział 88 Rozdział 89 Rozdział 90 Rozdział 91 Rozdział 92 Rozdział 93 Rozdział 94 Rozdział 95 Rozdział 96 Rozdział 97 Rozdział 98 Rozdział 99 Rozdział 100 Rozdział 101 Rozdział 102 Rozdział 103 Rozdział 104 Rozdział 105 Rozdział 106 Rozdział 107 Rozdział 108 Rozdział 109 Rozdział 110 Rozdział 111 Rozdział 112 Rozdział 113 Rozdział 114 Rozdział 115 Rozdział 116 Rozdział 117 Rozdział 118 Rozdział 119 Rozdział 120 Rozdział 121 Rozdział 122 Rozdział 123 Rozdział 124 Rozdział 125 Rozdział 126 Rozdział 127 Rozdział 128 Tom II
Rozdział 129 Rozdział 130 Rozdział 131 Rozdział 132 Rozdział 133 Rozdział 134 Rozdział 135 Rozdział 136 Rozdział 137 Rozdział 138 Rozdział 139 Rozdział 140 Rozdział 141 Rozdział 142 Rozdział 143 Rozdział 144 Rozdział 145 Rozdział 146 Rozdział 147 Rozdział 148 Rozdział 149