True Star

Rozdział 131 – Przeszkoda II10 min. lektury

Panie reżyserze, myślę, że gra Tang Fenga przed chwilą była bardzo dobra. Pod niektórymi względami już przewyższył oczekiwania, które miałem względem niego. Czy celowo poddaje go pan presji?

Drugi reżyser zagaił rozmowę z Li Wei w czasie przerwy. Przez cały czas obserwował zza monitorów. Rozpoczynając od pierwszej próby, uważał, że Tang Feng grał dosyć dobrze. Nie rozumiał, dlaczego reżyser z takim uporem zarządzał kolejne cięcia. Li Wei jadł lunch w swojej przyczepie. Kiedy usłyszał pytanie, uśmiechnął się tajemniczo. Odłożył pałeczki, po czym wziął łyk wody.

Uważasz tak tylko dlatego, że porównujesz go z innymi aktorami w tym samym wieku – wyjaśnił. – Chociaż masz rację, w porównaniu z tymi niedoświadczonymi, młodymi aktorami, jest naprawdę wyjątkowy. Nie zaledwie odrobinę, ale przewyższa ich o parę klas. Obojętnie, czy chodzi o zrozumienie odgrywanej postaci, czy też zachowanie na planie, jest po prostu wyjątkowy.

W takim razie, czy zamiast tego porównuje pan Tang Fenga z doświadczonymi aktorami? – Drugi reżyser był zszokowany.

To był zwyczajnie zbyt wysoki standard, by mierzyć nim młodego aktora. Tang Feng miał przed sobą długą drogę, więc wystawienie go do walki przeciwko aktorom, którzy mieli wieloletnie doświadczenie, było po prostu niesprawiedliwe. Li Wei potrząsnął głową.

Nie porównuję go z weteranami. Po prostu twierdzę, że Fiennes i on są do siebie podobni. Śmierć Fiennesa pozostawiła dziurę w naszym filmie, ale nigdy nie wybrałbym przypadkowego aktora, by ją zamiast niego wypełnił. Jeżeli wybrałem kogoś nowego, chcę, żeby nie tylko osiągnął poziom Fiennesa, ale nawet go przewyższył!

O ile drugi reżyser był wcześniej zszokowany, teraz stał się oszołomiony. Otworzył szerzej oczy i wpatrywał się przez dłuższą chwilę w Li Wei, zanim wreszcie zrozumiał, o czym on mówi. Pokręcił głową.

Nie, nie, to jest niedorzeczne. Jak to możliwe? Fiennes był urodzonym aktorem. Geniuszem uznawanym przez publikę. Tang Feng jest zbyt młody. Gdyby osiągnął poziom Fiennesa, to byłby cud.

Jeśli zaś chodziło o przewyższenie go? Nie do pomyślenia.

Drugi reżyser nie mylił się, myśląc w taki sposób. Gdyby ktoś nagle oświadczył, że nowy, nieznany piosenkarz przewyższy Króla Popu, Michaela Jacksona, nikt nie potraktowałby go poważnie. Uważaliby, że to nic więcej niż głupia fantazja. Jednakże Li Wei naprawdę wierzył we własne słowa. Tak jak wyjaśnił wcześniej Tang Fengowi, młody aktor miał w sobie coś niepowtarzalnego. Posiadał urok, który mógł go wyróżnić nawet w tłumie tysięcy osób. Dla reżysera, odkrycie utalentowanego aktora było niekiedy bardziej ekscytujące niż kręcenie filmu. Film mógł być nagrany zawsze, lecz nie było gwarancji, że za każdym razem odnajdzie obiecującą sadzonkę do pielęgnowania. Musiał poddać Tang Fenga presji. Chociaż sprawi to, że aktor będzie obciążony zarówno fizycznie, jak i psychicznie, diament nigdy nie zacznie błyszczeć, dopóki nie będzie wypolerowany i oszlifowany do odpowiedniego kształtu. Wystawienie Tang Fenga na próbę było jego decyzją, jednak oczekiwania Leroya również zrobiły swoje. Jeżeli spełni ich oczekiwania, ten film wypchnie go prosto na widok publiki. Jeżeli nie zniesie nacisku, będzie to oznaczało, że nie ma zdolności, by przetrwać w wypełnionym rywalizacją środowisku.

***

Po wyjściu Xiao Yu Tang Feng skulił się na kanapie. Zakrył twarz dłońmi i podgiął nogi, opierając głowę między kolanami. Po graniu przez ponad dwadzieścia lat, wyrobienie sobie kilku nawyków było nieuniknione – seria niewielkich ruchów oraz ekspresji. Łącząc wszystko w jedną całość, dawało to jego grze „gęste i płynne” wrażenie, o którym wspomniał reżyser Li Wei. W większości przypadków płynna i nieskazitelna gra dodałaby filmowi atrakcyjności. Jednakże istniały przypadki, gdy tego typu gra nie była odpowiednia. Na świecie nie było aktora, który zadeklarowałby, że może zagrać w filmie każdego typu. Nawet ci utalentowani mieli chwile przeciętności. Tang Feng był dobrym aktorem, lecz miał swoje wady. Nie było możliwe, by zagrał dowolną rolę w filmie dowolnego rodzaju i odniósł sukces. Myślał, że będzie w stanie zagrać dobrze w produkcji reżysera Li Wei. Bądź co bądź, została ona stworzona dla Fiennesa Tanga. Ale Tang był postacią, która nie wymagała od aktora żadnych wygórowanych zdolności. Wręcz przeciwnie. Jego charakter był wrażliwy, pełen naiwności i kruchości. Można by rzec, że był pełen nerwowej energii. Kruchość… Kruchość… Cecha, którą Tang Feng usiłował odrzucić przez całe swoje życie, ironicznie była tą najbardziej potrzebną. Musiał zdjąć zbroję, którą się otoczył i ujawnić przed wszystkimi swoją miękką, delikatną stronę. Niczym ślimak bez muszli. Jednak łatwiej było powiedzieć niż zrobić.

Kruchość. Wrażenie kruchości. Może zacznę myśleć o smutnych rzeczach.

Tang Feng wziął głęboki oddech. Zamknął oczy, trzymając głowę w dłoniach. Po zanurzeniu się w ciemności pod swoimi powiekami mógł słabo dosłyszeć ciche rozmowy ludzi przechodzących obok jego przyczepy. Zastanawiał się, czy mówili o nim. Może rozmawiali o tym, jak zmarnował cały poranek na jedną scenę. Jak zmarnował całą rolkę filmu i nie miał z niej do pokazania nic oprócz kupy śmieci. Poczuł się dosyć marnie, kiedy ta myśl pojawiła się w jego głowie. Lecz zamiast celowo ignorować te ponure myśli, jak to zazwyczaj robił, chwycił się za ich wici i zanurzył wraz z nimi. Przypomniał sobie czas, gdy został porzucony na ulicy przez rodziców. Nieco przypominało to sytuację filmowego Tanga, który nigdy nie ujrzał twarzy swoich własnych. Kiedy został przygarnięty przez jakiegoś dobrodusznego nieznajomego, zapewne płakał, zmarznięty i wygłodniały. Dla noworodka płacz z powodu dyskomfortu był naturalnym instynktem. Nie wiedział, że w tamtym momencie został naznaczony piętnem niechcianego dziecka.

Siedząc przy oknie w sierocińcu, pragnął być normalny. Chciał wtulić się w ciepłe ramiona matki, być rozpieszczonym jak każde inne dziecko. Chciał siedzieć na ramionach ojca, podskakując do góry i na dół wraz z jego krokami. W czasie zasypiania chciał, by ktoś opowiedział mu historię, pocałował w czoło i życzył dobrej nocy. Marzył o latach dzieciństwa, którego nigdy nie miał. Ale nie miał nikogo, kto by go rozpieszczał. Nikogo, kto uniósłby go wysoko w powietrze. A także nikogo, kto przeczytałby mu bajkę na dobranoc lub łagodnie pocałował go w czoło. Mógł jedynie siedzieć przy oknie z nadzieją, że ktoś przyjdzie, by zabrać go z sierocińca. Rzeczywistość, w której funkcjonował, zmusiła go do prędkiego dorośnięcia. Podczas gdy wszyscy dookoła biegali i grali w gry, on nauczył się zadbać o siebie. Nauczył się motywować samego siebie w czasie nauki oraz zażywać na czas leki. Wielokrotnie pragnął stać się ptakiem, rozłożyć skrzydła i lecieć ponad ziemią. Jednak mógł tylko siedzieć obok boiska do piłki nożnej, obserwując rówieśników grających z przyjaciółmi. Ponieważ nie miał żadnych przyjaciół, nikt nie zapraszał go do gry. Dzieci lubiły hałas i podekscytowanie, więc nie chciały bawić się z kimś, kto nie mógł robić niczego oprócz czytania książek. W takim wieku, dzieci nie posiadały żadnych złych zamiarów. Podążały tylko za swoimi naturalnymi instynktami. Jednakże ich bezpośrednie czyny i słowa często bolały najmocniej.

***

Gdy Lu Tian Chen otworzył drzwi przyczepy, ujrzał Tang Fenga skulonego na kanapie. Aktor zdawał się dusić własnymi emocjami, wydając dźwięki przypominające porzuconego kotka. Xiao Yu powiedziała wcześniej, że nagrania nie układały się najlepiej dla Tang Fenga, dlatego osobiście przyszedł, by sprawdzić sytuację.

Tang Feng, co się dzieje? – Lu Tian Chen był niespodziewanie ciepły jak na kogoś, kto zawsze wyglądał na zimnego i obojętnego.

Jego głos był lekki, zupełnie jakby mówił do dziecka. Nie miał zamiaru traktować Tang Fenga jak dziecko, lecz skonfrontowany z aktorem w równie wrażliwym stanie, nie wiedział co zrobić.

Mówią, że za niedługo umrę. – Stłumiony głos Tang Fenga dotarł spomiędzy jego kolan, nie mając w sobie nic ze zwyczajnej spokojnej i łagodnej intonacji.

Kto tak powiedział? – Lu Tian Chen podszedł i przykucnął.

Tang Feng nadal trzymał głowę między kolanami, całym ciałem kuląc się na kanapie. Lu Tian Chen zerknął na niego, zatrzymując wzrok na bosej stopie aktora. Jego palce były podgięte, drżąc wraz z każdym słowem, które z siebie wyciskał.

Wszystkie… wszystkie dzieci.

Tang Feng mógł ujrzeć wkoło siebie gromadkę dzieci, zatapiającą go w swoim klekotaniu.

Jesteś taki sam jak my. Wszyscy zostaliśmy porzuceni przez rodziców, ale myślę, że twoi musieli cię naprawdę nienawidzić. Bo jesteś chory! Nauczyciel powiedział, że możesz umrzeć w każdej chwili i nie pożyjesz długo. Dlatego nikt nie chce cię adoptować. Bo jesteś słabszy od kota! Nie będziesz żył nawet tyle, co kot!

Idź stąd! Nie podchodź bliżej! Jesteś chory. Nie chcę się zarazić.

Co? Chcesz grać z nami w koszykówkę? Nie, nie chcemy z tobą grać. Jeszcze nas przestraszysz.

Wielu, wielu ludzi. – Trzymając rękę na czole, Tang Feng wziął głęboki oddech.

Prawie został pochłonięty przez ciemną przestrzeń własnych wspomnień, przez wszystko, o czym nie chciał pamiętać. Kiedy wreszcie ktoś był skłonny go zaadoptować, nie mógł nawet przypomnieć sobie swojego szczęścia. Był zarazem szczęśliwy i zmartwiony. Bał się, że odstraszy swoich nowych rodziców, jeśli jego serce zacznie się buntować. Nie chciał spowodować kłopotu i ich unieszczęśliwić, więc zmusił się do dojrzałego zachowania, przez cały czas utrzymując uśmiech na twarzy. Gdy prześladowano go w szkole, zawijał się w koce i płakał w łóżku, zamiast komukolwiek powiedzieć. Po otarciu łez nadal był silnym, dojrzałym i optymistycznym Fiennesem Tangiem.

Wszystko w porządku.

Tang Feng podniósł głowę. Poprzez łzy czające się pod powiekami zobaczył zmartwioną twarz kucającego tuż przed nim mężczyzny.

Tłumaczenie: Berenice96

Tom I
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 125
Rozdział 126
Rozdział 127
Rozdział 128
Tom II
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Rozdział 139
Rozdział 140
Rozdział 141
Rozdział 142
Rozdział 143
Rozdział 144
Rozdział 145
Rozdział 146
Rozdział 147
Rozdział 148
Rozdział 149

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: