True Star

Rozdział 31 – Kto chciałby z tobą jechać II5 min. lektury

Za oknem grzmoty i błyski mieszały się ze sobą. Krople deszczu wielkie jak ziarna fasoli uderzały o szybę jedna za drugą. Było dopiero popołudnie, ale niebo wyglądało tak ciemno, jakby nadciągała apokalipsa. Podpierając głowę rękami, Tang Feng wyglądał przez okno na ociekające deszczem miasto. Zabłąkane pasma czarnych włosów, które wdawały się wyjątkowo miękkie, opadły na policzek mężczyzny. Wdzięczny łuk tworzony przez jego podbródek i szyję sprawiał, że wyglądał jak dumny, czarny łabędź.

Wycieraczki wędrowały tam i z powrotem, pozbywając się deszczu. Krople były wycierane od razu, gdy tylko opadły na szkło. Jakość izolacji akustycznej samochodu była wyjątkowo dobra – nie dało się usłyszeć nawet pojedynczego dźwięku z zewnątrz. W rezultacie w samochodzie słyszalne były jedynie oddechy dwóch mężczyzn. Cisza była wystarczająca, aby sprawić, by każdy poczuł się niezręcznie. Jaka szkoda, ze żaden z nich nie należał do typu, którego łatwo zawstydzić. Jeden z nich spokojnie prowadził samochód. Drugi rozmyślał o przesłuchaniu i całkowicie lekceważył prowadzącego.

Kim jesteś? – Pytanie niespodziewanie wybuchnęło w cichej atmosferze. Głos był miękki, jednak w uszach Tang Fenga brzmiał jak eksplozja.

Prezesie Lu, jestem Tang Feng, twój pracownik. – Celowo położył nacisk na ostatnie dwa słowa.

Jeżeli nadal nazywasz siebie prezesem firmy i widzisz mnie jako swojego pracownika, wtedy proszę, nie dogaduj się tak dobrze z kimś z innej agencji tuż przed moim nosem.

Wiedział, że nie o to pytał Lu Tian Chen, ale postanowił udawać głupka do samego końca. Nawet po badaniu DNA fakt, że był Tang Fengiem, pozostałby niezmieniony.

Uskarżasz się, że nie postrzegam cię jako pracownika? – Co było zaskakujące, mężczyzna naprawdę podążył za tym tematem i kontynuował rozmowę.

Nie, to ja nie jestem dobrym pracownikiem. – Odwracając się od okna, Tang Feng wsparł głowę o miękkie siedzenie. Zmrużył oczy. Mimo że nie był zaznajomiony z Miastem S, był całkiem pewny, że ta droga nie prowadziła do rezydencji Charlesa.

Dobrze, że to rozumiesz. – Słowa Lu Tian Chena były aroganckie.

Tang Feng powstrzymał przemożną chęć wywrócenia oczami i rzekł z roztargnieniem:

Prezesie Lu, jesteś pewny, że to właściwa droga, by zabrać mnie do domu?

Więc już uważasz rezydencję Charlesa za swój dom? To jest tylko na miesiąc, a kiedy się skończy, będziesz musiał się wyprowadzić. – Lu Tian Chen kontynuował jazdę, nie odpowiedziawszy na pytanie Tang Fenga.

Z pewnością się wyprowadzi. Żyjąc przez miesiąc z Charlesem, zaledwie wypełniał umowę, którą poprzedni Tang Feng zawarł z tym mężczyzną. Poza tym Charles nie był taką złą osobą.

Za każdym razem, gdy myślał o tym, że poprzedni Tang Feng był zwykłym pionkiem w rękach Lu Tian Chena, z jego ust wyrywało się westchnienie. Na tym świecie nie było łatwo o szefa tak strasznego, jak Lu Tian Chen. Aby powstrzymać się przed wypaplaniem jadowitych słów, Tang Feng zamknął usta. W końcu jego kontrakt biznesowy nadal był pod kontrolą Lu Tian Chena.

Samochód obrócił się, aby zaparkować przed dobrze znaną w mieście ekskluzywną restauracją. Gdy Tang Feng był supergwiazdą, odwiedził raz to miejsce. Jedzenie było całkiem dobre, a ceny jeszcze lepsze. Czy skąpy, sarkastyczny i przykry prezes Lu zapraszał go na wspólny posiłek? Siedząc na przednim siedzeniu pasażera, Tang Feng posłał spojrzenie mężczyźnie obok.

Twoje oczy zdają się mówić, że jestem zbyt skąpy, by zapraszać pracowników na jedzenie. – Lu Tian Chen uśmiechnął się nagle. Mężczyzna zawsze przybierał poważny i oschły wyraz twarzy. Jego niespodziewany uśmiech nie sprawił, że Tang Feng uznał go za bardziej przystojnego. Sprawił tylko, że zjeżyły mu się włosy na karku.

Prezesie Lu, moje oczy nie mogą mówić. – Tang Feng popatrzył na drzwi samochodu, które rzecz jasna nadal były zamknięte. Jeżeli Lu Tian Chen ich nie odblokował, nie mógł wyjść. Co jeszcze robili w środku?

Według mnie twoje oczy są całkiem zdolne do mówienia. – Lu Tian Chen skinął
na Tang Fenga. Ten spojrzał skonfundowany na mężczyznę.

Pocałuj mnie. – Lu Tian Chen wyrzekł te słowa prosto i naturalnie.

Co powiedziałeś, prezesie Lu? – Tang Feng z pewnością musiał źle usłyszeć.

Pocałuj mnie. – Lu Tian Chen wyciągnął rękę i chwycił ramię Tang Fenga. – Tak, jak zrobiłeś to przed chwilą z Gino.

Dlaczego?

Przecież tak bardzo mnie wcześniej nie trawiłeś.

Twoje całowanie się jest okropne, haniebne.

O co chodziło z tym strasznym powodem? Czy Ge Chen miał być w takim razie lepszy? W ramionach Gino był jak przepióreczka, nie wykazująca chociażby najmniejszej wytrzymałości. Tang Feng przynajmniej był zdolny opierać się przez jakiś czas.

Tłumaczenie: Berenice96

Tom I
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 125
Rozdział 126
Rozdział 127
Rozdział 128
Tom II
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Rozdział 139
Rozdział 140
Rozdział 141
Rozdział 142
Rozdział 143
Rozdział 144
Rozdział 145
Rozdział 146
Rozdział 147
Rozdział 148
Rozdział 149

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: