Lin Qiushi zauważył, że Ruan Nanzhu jest wściekły, więc napisał: Uspokój się, nie są tego warci.
Ruan Nanzhu zamilkł, ale chwilę później uśmiechnął się chłodno. Nie odpowiedział Lin Qiushiemu. Wyglądało na to, że dokładnie zapisał w pamięci nazwiska tych ludzi na czerwono – gdy nadarzy się odpowiednia okazja, będzie bezwzględny.
Feng Yongle stał obok nich, patrząc na tabliczkę w dłoni Ruan Nanzhu z wyrazem przerażenia.
– Zatrzymamy to tutaj? – wyjąkał.
– Oczywiście, że nie możemy tego tu zatrzymać – odparł chłodno Ruan Nanzhu. Tabliczka prawdopodobnie by coś przyciągnęła. Chociaż nie wisiała na ich drzwiach, to i tak nie była bezpieczna.
– Co więc zrobimy? – zapytał Feng Yongle. – Jest prawie ósma.
Zgodnie z zasadami nie mogli wychodzić po tej godzinie.
Nie mówiąc ani słowa, Ruan Nanzhu opuścił pokój i przeszedł na drugą stronę korytarza.
Naprzeciwko znajdował się opustoszały pokój, który nie został wybrany przez nikogo z ich grupy. Był zamknięty, ale Ruan Nanzhu bez problemu otworzył zamek. Po ukryciu tabliczki w środku ponownie zamknął drzwi.
– Tymczasowo go tam zostawimy – powiedział Ruan Nanzhu. – I wyjmiemy, gdy będzie przydatny.
Feng Yongle odetchnął z ulgą.
– Ci ludzie byli zbyt odważni. Jak mogli wpaść na coś takiego?
Gdyby nie dobry słuch Lin Qiushiego, prawdopodobnie byłoby po nich. Ruan Nanzhu spojrzał na zachodzące słońce.
– Chodźmy spać.
Była ósma i choć było jeszcze wcześnie, niebo było już zupełnie ciemne.
W całym sanatorium nie słychać było najmniejszego szmeru, jakby nawet pacjenci, tak niespokojni w dzień, zaczęli się bać zapadającego mroku.
Lin Qiushi leżał w łóżku i grał na telefonie. Ruan Nanzhu, leżący na pryczy nad nim, był cichy i brzmiało to tak, jakby już spał.
Po chwili gry Lin Qiushi poczuł senność. Gdy tylko odłożył telefon, żeby się przespać, to nagle usłyszał pukanie i aż podskoczył z szoku. Feng Yongle również nie spał i wyglądał na przestraszonego. Najwyraźniej on też to usłyszał.
Puk, puk, puk. Pukanie były głośne i dochodziło od drzwi naprzeciwko ich pokoju. Spojrzenia Lin Qiushiego i Feng Yongle się spotkały. Obaj dostrzegli ulgę w swoich oczach. Dobrze, że ukryli tamtą tabliczkę. Cokolwiek tam stało i pukało, z pewnością nie było człowiekiem.
Puk, puk, puk! Pukanie stawało się coraz bardziej gwałtowne, aż w końcu rozległ się dźwięk roztrzaskiwanego drewna. Lin Qiushi bardzo wyraźnie usłyszał, jak drzwi naprzeciwko nich się otwierają, a później – być może po odkryciu, że w pokoju nikogo nie ma – rozlega się dźwięk stukania obcasami o podłogę korytarza.
Te dźwięki dochodziły z oddali, stopniowo zanikając. Oni też powoli się uspokoili.
Sen, sen… Lin Qiushi tym razem nie ociągał się i zamknął oczy, żeby zmusić się do spania. Jednak bez względu na to, jak się obracał, po prostu nie mógł zasnąć. Może jego przewracanie się z boku na bok zaniepokoiło Ruan Nanzhu leżącego na pryczy nad nim, ponieważ nagle się odezwał.
– Nie możesz spać?
Lin Qiushi spojrzał w górę, nie wiedząc, co odpowiedzieć.
Chwilę później Ruan Nanzhu zszedł na dół w piżamie. Następnie bardzo naturalnie położył się w jego łóżku.
Miał na sobie długą koszulę nocną i wydawał się trochę blady. Kiedy się położył, wodospad jego czarnych włosów rozlał się po poduszce. Odwrócił głowę, obserwując go swoimi czarnymi oczami. To spojrzenie sprawiło, że serce Lin Qiushiego zabiło mocniej.
Ruan Nanzhu w tym momencie wydawał się na pierwszy rzut oka przesiąknięty wonią kruchości. Jednak bliższa obserwacja ujawniłaby, że ta kruchość to nic innego jak mistyfikacja.
W tych ciemnych oczach kryła się ukryta głębia, niczym w spokojnym jeziorze, jakby samo spotkanie jego wzroku uspokajało serce.
Lin Qiushi poczuł, jak para rąk owija się o jego o talię. Gdy wciąż niepewnie się przekręcał, twarz Ruan Nanzhu była już wtulona w jego szyję.
– Przestań się wiercić i śpij.
Lin Qiushi pomyślał przez sekundę i przestał się szamotać. Zamknął oczy i spróbował ponownie zasnąć.
Trzy minuty później obaj zasnęli, zostawiając Feng Yongle samego z przygnębionym wyrazem twarzy… On również chciał się do nich wcisnąć.
Jednak wiedział, że było to niemożliwe. Gdyby naprawdę się na to odważył, prawdopodobnie nie przeżyłby nocy. Chociaż musiał zauważyć, że widok dwóch młodych kobiet splecionych we śnie był kojącą maścią na zmęczone oczy.
Ruan Baijie miała wyrafinowaną aurę i wydawała być dojrzalsza. Jednak pomimo ładnej twarzy, ta aura sprawiała, że ciężko było się z nią dogadać. Lin Qiuqiu z kolei była jej zupełnym przeciwieństwem. Może i nie była najpiękniejsza, ale i tak przyciągała wzrok. Feng Yongle przez chwilę zastanawiał się nad przymiotnikami: Lin Qiuqiu roztaczała wokół siebie aurę delikatności i współczucia. Jej twarz była bardzo drobna, przez co wyglądała jak słodkie małe zwierzątko. W porównaniu do olśniewającej Ruan Baijie, na pierwszy rzut oka była ewidentnie nieszkodliwa. Ponadto, ze swoją niepełnosprawnością, nie mogła nie przyciągać niektórych osób o szczególnych zamiarach.
Myśląc o tym, Feng Yongle również poczuł senność. Zamknął oczy, a jego oddech się wyrównał.
O północy ponownie dało się usłyszeć huk upadku.
Jednak wyciągnęli wnioski z poprzedniej nocy – gdy się obudzili, leżeli spokojnie w łóżku bez ruchu. Lin Qiushi ocknął się na chwilę, po czym znowu zamknął oczy i zasnął. Ruan Nanzhu, Wróżka Pigułek Nasennych, był rzeczywiście imponująco skuteczny – śpiąc z nim, nie trzeba było się martwić o problemy z zasypianiem.
Przespali całą noc aż do następnego ranka, kiedy Lin Qiushi obudził się wypoczęty i pełen energii.
Gdy tylko wstał, spotkał się ze smutnym spojrzeniem Feng Yongle i się zdziwił.
– Dzień dobry – powiedział mężczyzna. – Czy nic nie słyszałaś wczoraj wieczorem?
Lin Qiushi skinął głową na znak, że tak.
– To dlaczego się nie obudziłyście? – zapytał Feng Yongle. – Ta rzecz była cholernie straszna. Skakała i skakała, w ogóle nie mogłem spać.
Lin Qiushi milczał. Jego słuch powinien być lepszy niż ich klienta, ale skoro go to nie obudziło, to Ruan Nanzhu był niezwykle skuteczny.
– Wystarczy, że żyjesz, prawda? Prosisz o zbyt wiele – powiedział leniwie Ruan Nanzhu. Przytulił się i pocałował płatek ucha Lin Qiushiego. – Czas wstawać, kochanie.
Lin Qiushiego od tego pocałunku przeszedł przeciągły dreszcz. Jego uszy były bardzo wrażliwe i jeden dotyk wystarczył, by całe jego ciało się spięło. Ruan Nanzhu najwyraźniej to odkrył i stał się jeszcze gorszy.
Lin Qiushi potępił go spojrzeniem: wykorzystujesz to, że nie mogę mówić.
Ruan Nanzhu również odpowiedział wzrokiem: mylisz się. Zrobiłbym ci to, nawet gdybyś mógł mówić.
Lin Qiushi osłupiał. Promieniejąc, Ruan Nanzhu wstał, żeby się umyć.
Feng Yongle nie był w stanie zrozumieć tej niewidzialnej wymiany zdań między nimi i w tej chwili był poruszony ich „głęboką, siostrzaną miłością”. Lin Qiushi westchnął i zrezygnował z dalszego drążenia tematu.
Podczas śniadania zaczęli rozmawiać o dźwiękach z zeszłej nocy.
Lin Qiushi i Ruan Nanzhu stwierdzili, że nic nie słyszeli.
– Chyba wiem, o co chodzi z tą tabliczką – powiedział Feng Yongle, krzywiąc się.
– O co? – Ruan Nanzhu ugryzł jajko na twardo.
– Dźwięki skakania dochodziły z drugiej strony korytarza – odparł mężczyzna. – Więc przypuszczam, że pielęgniarka może wyskoczyć tylko z pokoju, który ma ten numer.
Co do tego, co się wydarzyło przed jej skokiem… Nie trzeba było wiele myśleć, żeby wiedzieć, że to nic dobrego.
– Och, rozumiem.
– Czy ty wcale nie jesteś zszokowany?
– Już wiemy, że ta tabliczka spowoduje śmierć osób przebywających w środku, to po prostu inny sposób umierania… Co w tym szokującego?
Feng Yongle zaniemówił.
Rzeczywiście, 502 na drzwiach wyraźnie oznaczało śmierć. Sposób zgonu był już mniej ważny.
Wychodząc po posiłku, wpadli na Jiang Yingruiego i jego zespół. Wśród nich była drżąca Xue Zhiyun, która została wczoraj złapana na gorącym uczynku, gdy robiła coś paskudnego.
Lin Qiushi myślał, że będzie trochę niezręcznie, ale ku ich zaskoczeniu mężczyzna i tak przywitał się z nimi z bezwstydnym uśmiechem. Tym razem go zignorowali i po prostu przeszli obok niego, jak gdyby był powietrzem.
Jednakże sądząc po wyrazie twarzy Ruan Nanzhu, Lin Qiushi miał podstawy sądzić, że Jiang Yingrui już dawno zginąłby z jego rąk, gdyby nie fakt, że zamieniłoby go to w mściwego ducha.
Feng Yongle mruknął pod nosem coś o tych bezwstydnych, pieprzonych skurwysynach.
Ruan Nanzhu uśmiechnął się słabo, ale w jego oczach nie było humoru.
– Nie ma pośpiechu. Jeszcze wiele dni przed nami.
Sanatorium było za duże. Wczoraj rozejrzeli się tylko po kilku piętrach i nie udało im się ich szczegółowo przeszukać. Planowali to kontynuować dzisiaj.
Jednak Ruan Nanzhu stanął w bezruchu na pierwszym piętrze i chwilę się zastanawiał.
– Zauważyliście, że w tym sanatorium czegoś brakuje?
Lin Qiushi: czego?
– Wczoraj nie widzieliśmy ani jednego lekarza, prawda?
Gdy tylko Ruan Nanzhu to powiedział, Feng Yongle klasnął ze zrozumieniem.
– To prawda, naprawdę nie widzieliśmy żadnych lekarzy, tylko kilka pielęgniarek…
Do tego wszystkie były obojętne i zachowywały się, jakby w ogóle ich nie widziały.
– A co z lekarzami? – zapytał Ruan Nanzhu.
Lin Qiushi zastanowił się nad mapą budynku, którą wczoraj widzieli na pierwszym piętrze i napisał: Wydaje mi się, że na szóstym piętrze są gabinety lekarskie, prawda?
– Tak.
Lin Qiushi: Wygląda na to, że wszystkie były zamknięte. Zajrzymy jeszcze raz na górę?
– Jasne – Ruan Nanzhu zgodził się z sugestią Lin Qiushiego.
Prawda była taka, że większość pokoi w tym sanatorium była zamknięta. Niemożliwe było przeszukiwanie ich jeden po drugim, bo zajęłoby to zbyt wiele czasu. Mogli więc tylko poszukać konkretnego pokoju, a następnie otworzyć go, by się rozejrzeć.
Lin Qiushi uważał, że ma szczęście, mając u boku Ruan Nanzhu i zaczął poważnie myśleć o nauce sztuki otwierania zamków, gdy tylko wyjdzie na wolność.
Większość pozostałych pięter była zaludniona pacjentami. Nosili szpitalne fartuchy, niektórzy bezczynnie przechadzali się po korytarzach, inni siedzieli cicho w kątach. Paru mamrotało do siebie, jakby rozmawiali z czymś nieistniejącym. Miejsce, które miało leczyć choroby płuc, bardziej przypominało jeden duży szpital psychiatryczny.
Jednak na szóstym piętrze było cicho. Nie napotkali pacjentów ani pielęgniarek. Oświetlenie na korytarzu było przyciemnione, jak w starym filmie.
Gdy Ruan Nanzhu dotarł na szóste piętro, najpierw zobaczył gabinet dziekana.
Biuro dyrektora znajdowało się w połowie korytarza. Drzwi były zamknięte i nie mogli zajrzeć do środka.
– Odsuńcie się.
Lin Qiushi i Feng Yongle przesunęli się, żeby pozwolić Ruan Nanzhu otworzyć drzwi.
Dwie do trzech minut później zamek przed nimi otworzył się z kliknięciem. Ruan Nanzhu nie pchnął natychmiast drzwi, zamiast tego bardzo ostrożnie je uchylił, aby zbadać sytuację w środku. W pokoju było cicho i wszystko wydawało się niegroźne. Przeszukał ścianę obok framugi i znalazł włącznik światła. Z cichym trzaskiem, upiorne blade światło rozświetliło całe biuro.
Lin Qiushi podążył za Ruan Nanzhu do środka. Gdy już był w środku, jego wzrok natychmiast zatrzymał się na ścianie.
Znajdowała się na niej kolekcja portretów pamiątkowych. Każda postać wyglądała zimno i sztywno, a ich chłodne spojrzenia wlepiały się w obserwatorów. Wszystkie wydawały się mieć jedną wspólną cechę: miały na sobie fartuchy lekarskie.
Lin Qiushi bardzo szybko zauważył, że w najwyższym punkcie znajduje się pusta ramka. Wpatrywali się w nią przez chwilę w milczeniu.
– Dla kogo to przygotowali? – Feng Yongle zaśmiał się bez humoru.
Nikt nie znał odpowiedzi na to pytanie.
Po chwili przyglądania się zdjęciom Ruan Nanzhu odwrócił wzrok gdzie indziej i zaczęli przeszukiwać wnętrze pokoju. Szybko przyniosło to rezultaty. W jednej z szuflad Lin Qiushi odkrył fotografię. Widać było na niej mężczyznę w średnim wieku, dość przystojnego, z krótkimi blond włosami. Miał spokojny uśmiech. Co najważniejsze, też był ubrany w fartuch lekarski.
Trzymając w ręku zdjęcie, przeszukał ścianę i rzeczywiście nie znalazł portretu tej osoby.
– Tu go nie ma – podsumował Ruan Nanzhu.
– Więc ta pusta jest dla niego… – powiedział Feng Yongle. – A co jeśli klucz jest w ramie?
Ruan Nanzhu przemyślał to.
– Zdejmij ją i zobacz.
Feng Yongle skinął głową, znalazł krzesło i wspiął się na nie. Sięgnął w górę, wziął ramkę i zdjął ją z gwoździa.
– To po prostu pusta ramka. Nie wydaje mi się, żeby było w niej coś szczególnego. – Obrócił ją w tę i z powrotem, ale nie zobaczył w niej niczego godnego uwagi.
Lin Qiushi również na nią patrzył, ale nagle po jego ciele przebiegł dreszcz – miał wrażenie, że ktoś go obserwuje. Spojrzał podejrzliwie w górę, rozglądając się wokół i całkiem go zmroziło.
Ponieważ to, co na niego patrzyło, to pamiątkowe portrety na ścianie.
Na początku spoglądały przed siebie, ale teraz wpatrywały się w nich z ukosa. Z powodu ich sztywnej bladości i martwych spojrzeń Lin Qiushi poczuł się nieswojo. Natychmiast wyciągnął rękę i pociągnął Ruan Nanzhu za rękaw.
Ruan Nanzhu zauważył zmianę w wyrazie twarzy Lin Qiushiego i spojrzał tam, gdzie patrzył, natychmiast dostrzegając, co go trapiło.
Oczy portretów powoli zaczęły się poruszać, jakby zmarli wracali do życia. Ramy zaczęły się trząść. Lin Qiushi wpatrywał się w to wszystko szeroko otwartymi oczami – widział osobę na portrecie powoli podnoszącą rękę, wyglądającą, jakby chciała wydostać się z fotografii.
U przeciętnej osoby taki widok z pewnością wywołałby panikę.
Jednak Ruan Nanzhu był bardzo doświadczony. Spojrzał na ramkę, którą wziął od klienta, a jego następnym ruchem było wdrapanie się na krzesło i odwieszenie jej na pierwotne miejsce.
Wszystko wróciło do normy.
Ludzie na portretach powrócili do obojętnych wyrazów twarzy, a ich oczy wpatrzone były bez życia przed siebie. Było tak, jakby wszystko, co właśnie zobaczyli, było iluzją.
Feng Yongle otarł zimny pot z czoła i zaklął.
– Kurwa, ale to mnie wystraszyło.
Strach ogarnął również serce Lin Qiushiego.
– Klucz może kryć się w ramce.
– Przecież ją przed chwilą obejrzeliśmy. – Feng Yongle prychnął. – Nic w niej nie ma…
Ruan Nanzhu spojrzał na niego.
– No właśnie, czy czegoś przypadkiem w niej nie brakuje?
Feng Yongle był zaskoczony.
Lin Qiushi wiedział, co Ruan Nanzhu miał na myśli. Rzeczywiście czegoś brakowało – portretu, który powinien się w niej znaleźć.
– Brakuje zdjęcia? – domyślił się również Feng Yongle.
Ruan Nanzhu skinął głową.
– Gdzie więc go znajdziemy? – Mężczyzna zaśmiał się niezręcznie. – Sanatorium jest takie duże…
– Znajdziemy go. Najpierw stąd wyjdźmy.
Wyszli z gabinetu dyrektora, a Ruan Nanzhu zamknął za nimi drzwi.
Wydawało się, że mają pojęcie o kluczu, ale nadal nie mieli żadnego co do lokalizacji drzwi. Przeszukali całe piętro i każdy kąt, ale nie znaleźli ani jednej wskazówki odnośnie tunelu.
Gdy Lin Qiushi myślał, że nie uda im się dokonać przełomu, Feng Yongle się to udało: znalazł pokój. Do tej pory wyraźnie był zamknięty, ale ktoś złamał zamek, więc mężczyzna pchnął drzwi, żeby je rozchylić.
To wystarczyło, by go przerazić – w tym dużym, szerokim pomieszczeniu znajdowały się stosy czarnych worków. Sądząc po ich kształcie, były to ewidentnie worki na zwłoki.
– Kurwa…! – zaklął Feng Yongle. – Chodźcie zobaczyć, szybko!
Lin Qiushi i Ruan Nanzhu podeszli do drzwi pokoju i także zobaczyli stosy ułożonych na sobie ciał.
– Czy oni nie dbają o te ciała? – mruknął Feng Yongle.
Ruan Nanzhu zmarszczył brwi.
– Co ty właśnie powiedziałeś?
– Zastanawiałem się, czy oni w ogóle zajmują się tymi ciałami… – Odór zgnilizny już rozprzestrzenił się po pokoju i powietrze śmierdziało wyjątkowo mdło. – A o co chodzi?
– Może to jest wyjście. Jeśli muszą posprzątać ciała…
Lin Qiushi zrozumiał i napisał: Chodzi ci o zastosowanie tunelu?
Ruan Nanzhu skinął głową.
Lin Qiushi: Jest to jakaś myśl.
Zgodnie z ich ustaleniami, przez ten tunel pozbywano się ciał. Jeśli pracownicy sanatorium chcieli się pozbyć tuzinów ciał ukrytych w tym pomieszczeniu, to trzeba było je zanieść do tunelu. Musieliby tylko pójść za nimi.
Choć istniała taka możliwość, niełatwo było ją wdrożyć, ponieważ nie wiadomo było, kiedy ciała zostaną zabrane.
– Zamek został wyłamany, więc prawdopodobnie ktoś inny również znalazł to miejsce. Jeśli są wystarczająco mądrzy, to czegoś się domyślą – kontynuował analizę Ruan Nanzhu.
Istniało wiele sposobów na zajęcie się ciałami, głównie pochówek lub kremacja. Nie było tu krematorium, więc pozostawało to pierwsze. Jednak w pobliżu sanatorium nie było żadnych grobów, więc każda wystarczająco inteligentna osoba mogła się domyślić, że kryje się za tym jakaś tajemnicą.
I jeśli ktoś to zrozumiał, to właśnie on był ich konkurencją.
– Najpierw pójdę zapytać pacjentów, czy coś wiedzą – powiedział Feng Yongle. – Nie możemy przecież po prostu czekać…
Ruan Nanzhu skinął głową, zgadzając się z tokiem myślenia mężczyzny.
Wtedy Lin Qiushi zasygnalizował, że może tu zostać sam i pilnować tego miejsca. W końcu był niemową, więc nie mógł nikogo przepytać.
– Dobrze. Będziemy w pobliżu. Jeśli coś się stanie, zrób hałas, a my od razu przyjdziemy.
Lin Qiushi skinął głową na znak zrozumienia.
Odeszli, podczas gdy Lin Qiushi został w kącie, aby obserwować otoczenie. Po chwili zobaczył niespodziewane nadejście znajomej postaci. To był Jiang Yingrui, który wcześniej próbował ich wyeliminować.
Lin Qiushi zamarł na jego widok. Próbował się ukryć, ale było już za późno.
– Panna niemowa. – Jiang Yingrui podszedł do niego, uśmiechając się dziwnie. – Jesteś tutaj sama?
Lin Qiushi obserwował go w milczeniu.
– Gdzie są twoi przyjaciele? – zapytała Jiang Yingrui, stojąc przed Lin Qiushim. – Nie ma ich tobą? Zostawienie cię samej w takim świecie jest bardzo niebezpieczne, wiesz?
Gdyby Lin Qiushi rzeczywiście był bezradną i niemą kobietą, być może czułby strach, a nawet przerażenie, stając twarzą w twarz z tym człowiekiem. Jednak nią nie był, więc w obliczu tego, co w praktyce było groźbą, jego jedyną reakcją było kilka mrugnięć oczami.
– Nie boisz się? – zapytał cicho Jiang Yingrui.
Lin Qiushi nadal nie reagował.
– Czemu mi nie odpowiadasz? – Jiang Yingrui był coraz bliżej Lin Qiushiego. To naruszenie jego przestrzeni osobistej było bardzo inwazyjne, więc wyraz jego twarzy natychmiast zlodowaciał. Wyciągnął telefon i napisał: Nie mam ci nic do powiedzenia.
– Widzieliście ten pokój? W środku są same trupy.
Wyraz twarzy Lin Qiushi mówił wprost: “I co z tego? Spieprzaj”.
–Powiedz… – Głos Jiang Yingrui nagle ucichł. – …gdybym wsadził cię do torby i wrzucił do tamtego pokoju, myślisz, że by to zauważyli?
To było już za dużo. Lin Qiushi chłodno spojrzał na mężczyznę, rozważając pobicie go, żeby się go pozbyć, kiedy ten nagle się uśmiechnął.
– Oczywiście, że żartuję. W końcu panna niemowa jest taka słodka, nie mógłbym tego zrobić.
Lin Qiushi pomyślał: Ty nie możesz, ale ja tak.
Jiang Yingrui nie przestawał się uśmiechać.
– Dopiero co zeszliście z najwyższego piętra, prawda? Co znaleźliście?
Lin Qiushi obserwował Jiang Yingruiego bez wyrazu.
– W porządku, nie mów mi. I tak zaraz sami to sprawdzimy. W takim razie zostawię cię tutaj, żebyś dalej stała na straży.
Pomachał Lin Qiushiemu, odwrócił się i odszedł.
Lin Qiushi rzucił się do przodu i kopnął go w środek pleców, co posłało mężczyznę prosto na zimną posadzkę.
– Co do… – Jiang Yingrui był kompletnie zszokowany jego zachowaniem. Prawdopodobnie nie przypuszczał, że tak łagodnie wyglądająca osoba może zrobić coś tak brutalnego.
Lin Qiushi tylko splunął w kierunku Jiang Yingruiego i pokazał mu środkowy palec.
Widząc, jak mężczyzna gapi się na niego z otwartymi ustami, Lin Qiushi poczuł się jeszcze bardziej usatysfakcjonowany. Pomyślał, że niemi ludzie jednak nie są w takiej kiepskiej sytuacji, skoro czyny często wyrażały więcej niż słowa.
Wściekły Jiang Yingrui zaczął się śmiać.
– Nie myśl, że nie uderzę dziewczyny…
Ledwo podniósł się z ziemi, gdy przybył Ruan Nanzhu, który usłyszał hałasy. Lin Qiushi natychmiast rzucił się w ramiona towarzysza ze zbolałym wyrazem twarzy.
– Co, kurwa, zrobiłeś mojej Qiuqiu?!
Jiang Yingruiego zatkało. To ja zostałam kopnięty, dlaczego udajesz ofiarę?!
Tłumaczenie: Ashi
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Tom II
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53
Tom III
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77
Tom IV
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95
Tom V
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 126
Rozdział 126
Tom VI
Rozdział 127
Rozdział 128
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6
Ekstra 7
Ekstra 8
Ekstra 9
Ekstra 10