Po dwukrotnym przejściu przez dziesiąte drzwi Ruan Nanzhu mógł mieć pewność, że wskazówka dotycząca jedenastych nie ulegnie już żadnym dodatkowym zmianom.
Dziesiąte drzwi były zbyt trudne i nie dało się ich przejść po raz trzeci. Poza tym dwa razy to było wystarczająco dużo, a nie mogli ryzykować życia, próbując ponownie. Gdyby Cheng Yixie nie odszedł, być może udałoby im się zdobyć trzecią wskazówkę, ale los nigdy nie był posłuszny ludziom i nie mieli na to wpływu.
Większość ludzkiego życia wyglądała podobnie – była przemijająca i pełna zmiennych.
Ruan Nanzhu powiedział, że Ye Niao również emanował światłem i był osobą idealnie pasującą do drzwi. Postąpił dokładnie tak, jak przewidzieli, szybko adaptując się do życia w Obsydianie. Jego otwarta i żywiołowa osobowość sprawiała, że atmosfera w rezydencji nie stawała się zbyt przygnębiająca.
Dwa lata to nie jest dużo czasu, ale nie jest to też mało.
Odkąd Cheng Yixie opuścił Obsydian, Lin Qiushi nie widział go więcej. Tak po prostu zniknął tak bez śladu na oczach wszystkich, jakby w ogóle go tam nie było.
Wraz z nim zniknął mężczyzna, który kiedyś często tu bywał, ten Zhuo Feiquan. Odwiedził ich raz po tragedii bliźniaków, rozkładając się bezceremonialnie na kanapie w salonie i pytając:
– Gdzie jest ten mały idiota Cheng Qianli? Gdzie się podział?
Nikt nie odpowiedział na jego pytanie.
Być może miny wszystkich były wystarczająco wymowne, bo Zhuo Feiquan zrozumiał. Zaczął coś mówić, ale zaraz zamilkł i w końcu nic nie powiedział, po czym odszedł. Potem już się nie pojawił. Zniknął bez śladu.
Przez dwa lata Lin Qiushi nie przestawał przekraczać drzwi.
Poziomy wysokie i niskie, nie wybrzydzał. Robił to średnio dwa razy w miesiącu. Czasami towarzyszył mu Ruan Nanzhu. Czasami był sam.
W tym czasie po raz kolejny miał okazję zobaczyć Ye Niao w przebraniu… ale mniejsza z tym. Nie mówmy o tym. Oczy go piekły na samą myśl.
Przechodząc przez tyle drzwi, spotykał najróżniejszych ludzi. Silnych i słabych – setki różnych sposobów, w jakie ludzie zachowywali się w obliczu śmierci, zawsze wywoływały w nim głębokie westchnienie.
Ruan Nanzhu nie zrezygnował z próby dotarcia do Cheng Yixiego, choć tak naprawdę nigdy nie otrzymał odpowiedzi. Dopiero pewnego dnia wiedzieli, że jest miejsce, w którym chłopak na pewno się pojawi.
Tego dnia przypadała rocznica śmierci Cheng Qianliego.
Lin Qiushi i Ruan Nanzhu udali się do grobu, w którym go pochowano i przycupnęli nieopodal. Po chwili oczekiwania zobaczyli postać pojawiającą się przed nagrobkiem Cheng Qianliego.
Postać miała na sobie maseczkę i kapelusz, więc trudno było dostrzec jakiekolwiek rysy, ale Lin Qiushiemu wystarczyło jedno spojrzenie, aby upewnić się, że to Cheng Yixie.
– Idziemy? – zapytał.
Ruan Nanzhu pokręcił głową.
– Dajmy mu chwilę.
Lin Qiushi westchnął.
Cheng Yixie stał przed grobem brata przez bardzo długi czas, zanim w końcu przed płytą położył kwiaty, które trzymał w dłoni. Gdy przygotowywał się do odejścia, Lin Qiushi nie mógł się powstrzymać od zawołania jego imienia.
– Yixie!
Postać się zatrzymała, aż w końcu się odwróciła, by na niego spojrzeć.
Lin Qiushi szybko do niego podszedł. Chciał powiedzieć temu dziecku tak wiele, ale nie wiedział, od czego zacząć.
Jednak to Cheng Yixie odezwał się pierwszy.
– Dawno się nie widzieliśmy.
Jego wzrok utkwiony w Lin Qiushim był zimny. W porównaniu z jego charakterystycznym dystansem z przeszłości, jego spojrzenie teraz przypominało zamarznięte jezioro – głęboko ciemne i lodowate do szpiku kości, bez śladu ciepła.
– Dawno się nie widzieliśmy – powtórzył Lin Qiushi.
Ruan Nanzhu również podszedł do chłopaka i obejrzał go od stóp do głów, nie odzywając się ani słowem.
– Mam jeszcze coś do zrobienia, więc pójdę już. – Cheng Yixie spojrzał na zegarek, a jego ton głosu był obojętny.
– Ty… – Lin Qiushi chciał zapytać, czy Cheng Yixie czuł się dobrze, ale uznał, że takie pytanie było zbędne. Bo każdy by zauważył, że wcale nie ma się najlepiej.
Cheng Yixie wcale nie czuł się dobrze. Posiwiał jeszcze bardziej i choć zakrył włosy kapeluszem, wciąż było to dość widoczne.
– Idź – powiedział Ruan Nanzhu, tłumiąc wszystkie słowa, które cisnęły się na język. – Jeśli coś się wydarzy, zadzwoń do nas. Zawsze tu dla ciebie jesteśmy.
Cheng Yixie skinął głową, wciąż bez śladu emocji na twarzy, po czym odwrócił się, by odejść.
Lin Qiushi i Ruan Nanzhu patrzyli w milczeniu, jak odchodzi. Prawda była taka, że nie wiedzieli, jak pocieszyć Cheng Yixiego. Choć minął rok, pewnych rzeczy nie dało się zapomnieć.
Lin Qiushi powoli rozpakował cukierka i włożył go do ust. Poczuł, jak słodycz rozlewa się po jego języku. Wziął Ruan Nanzhu za rękę.
– Chodźmy – powiedział.
Obaj w końcu opuścili cmentarz.
Wiedząc, że Cheng Yixie wciąż żyje, Lin Qiushi mógł trochę się uspokoić. Nie odważył się prosić o zbyt wiele. Nie spodziewał się jednak, że kilka dni później otrzymają od niego list. W liście było napisane jedynie, że otrzymał wskazówkę do jedenastych drzwi.
Wskazówka, którą otrzymałem, jest wyjątkowa. Są to tylko dwa słowa: „Życie i Śmierć” – napisał.
Lin Qiushi przeczytał treść listu i wypowiedział na głos dwa wyszczególnione słowa:
– Życie… i śmierć?
Ruan Nanzhu zmarszczył brwi, pogrążając się w głębokim zamyśleniu.
Ich wskazówką było „Brak rozwiązania”, ale Cheng Yixie zdobył „Życie i śmierć”. Dziwna myśl zrodziła się w głowie Lin Qiushiego.
– Czy to możliwe, by wszystkie jedenaste drzwi były takie same?
Palce Ruan Nanzhu pocierały list, przyglądając się tym dwóm słowom.
– To możliwe.
– Czy twój starszy kolega przekazał ci jakieś informacje, zanim wszedł przez jedenaste drzwi? – Lin Qiushi spojrzał na Ruan Nanzhu.
– Nie, wtedy byłem jeszcze nowicjuszem. Nie potrafiłem nawet myśleć o czymś tak odległym, jak jedenaste drzwi.
Nie mieli więc jak zdobyć więcej informacji, ponieważ nie znali nikogo, kto zaszedłby tak daleko. Właściwie, już samo to, że cali i zdrowi przeszli przez dziesiąte drzwi, było godne podziwu.
Życie, śmierć. Życie, śmierć. Co oznaczały w tej wskazówce? Gdyby to były jakiekolwiek inne drzwi, przynajmniej mogliby pomyśleć, że połączą fakty i przeanalizują podpowiedź, gdy już będą w środku. Jednak to były drzwi wysokiego poziomu, gdzie każdy fałszywy krok mógł ich kosztować życie. Nawet Ruan Nanzhu nie śmiał być zbyt pewny siebie.
Chociaż zostało im jeszcze rok, już przygotowywali się do tego momentu.
Obaj przeprowadzili wiele badań na podstawie słów „życie” i „śmierć” – od mitów Wschodu po opowieści Zachodu, od świątyni Yanluo po Anubisa… Choć nie wiedzieli, czy cokolwiek z tego się przyda, musieli coś zrobić. Łatwiej było znieść to w ten sposób, niż po prostu siedzieć i czekać.
W ciągu tych dwóch lat Ye Niao przeszedł siódme drzwi. Kiedy Lin Qiushi zapytał, czy chce przeskoczyć parę poziomów, Ye Niao zastanowił się chwilę, ale ostatecznie odrzucił ofertę. Powiedział, że to tak naprawdę nie ma sensu. Cokolwiek go czeka w życiu, i tak w końcu nadejdzie.
Lin Qiushi podziwiał jego ostrożność i samodyscyplinę. W końcu, w obliczu takiej pokusy, nie każdy potrafił jej się oprzeć.
Ich dzień sądu wyznaczony był na 27 marca. Ponieważ to przedostatnie drzwi, to wiedzieli dokładnie, kiedy się pojawią.
Ruan Nanzhu z bardzo poważnym wyrazem twarzy narysował w kalendarzu okrąg wokół 26 marca i nawet nakreślił obok niego serduszko.
– Źle zaznaczyłeś. Wchodzimy dzień później – poprawił go Lin Qiushi, gdy to zobaczył.
– Nic źle nie zaznaczyłem – powiedział Ruan Nanzhu.
Lin Qiushi zamrugał.
– Musimy to zrobić jeszcze kilka razy przed drzwiami.
Lin Qiushi zamilkł. Zajęło mu kilka sekund, zanim zdał sobie sprawę, że ten drań opowiada sprośny żart i przez dobrą minutę nie mógł nic powiedzieć. Odkąd nawiązał relację z Ruan Nanzhu, jego bardziej towarzyska osobowość stawała się coraz bardziej widoczna w prawdziwym świecie. Uważał to za dobrą rzecz – z tą różnicą, że z jakiegoś powodu Ruan Nanzhu często był zazdrosny o siebie samego.
– Wolisz Zhu Meng czy Ruan Nanzhu? – zapytał po wyjściu z drzwi.
Lin Qiushi mógł tylko powiedzieć, że woli oczywiście Ruan Nanzhu.
Jednak za drzwiami musiał zmieniać odpowiedź, choć ostatnio Zhu Meng zaczęła odstawiać jedno ze swoich ulubionych przedstawień.
– Wczoraj zadzwonił mężczyzna o imieniu Ruan Nanzhu i powiedział mi, że go kochasz!
– …czy nie mogę kochać was obojga?
– Tak, pozwalam ci na to.
Lin Qiushi westchnął w duchu. Po co tyle scenariuszy?
Czas ich jedenastych drzwi powoli się zbliżał. Atmosfera w domu znów zaczęła gęstnieć.
Nie trzeba dodawać, że były to niezwykle trudne drzwi, więc zanim Lin Qiushi wszedł do środka, starannie rozplanował, jak potoczą się sprawy po jego śmierci. Odkrył jednak, że jest kompletnie oderwany od rzeczywistości. Jego jedyny przyjaciel, Wu Qi, zmarł tragicznie, a on sam dawno nie utrzymywał kontaktu z rodziną. Poza przyjaciółmi z tej rezydencji nie było nikogo, z kim musiałby się pożegnać.
Lin Qiushi nie spodziewał się, że miesiąc przed jedenastymi drzwiami Ruan Nanzhu zabierze go do swojego rodzinnego domu.
Z jakiegoś powodu cały czas myślał, że jego dom będzie stosunkowo opuszczonym miejscem, ale w chwili, gdy tam dotarli, od razu pojawiła się piękna kobieta w średnim wieku i rzuciła się na Ruan Nanzhu, szlochając.
Ruan Nanzhu pozostał niewzruszony i powoli ją odepchnął.
– Mamo – przywitał się.
Lin Qiushi niezręcznie stał obok niego.
Następnie został pobieżnie zapoznany ze strukturą rodziny Ruan Nanzhu. Poszczęściło mu się – miał odnoszącego sukcesy starszego brata, surowego ojca i czarującą matkę. Mimo tego rodzina wydawała się zupełnie normalna, a Ruan Nanzhu zdawał się w ogóle do niej nie pasować.
Do tego wprost przedstawił Lin Qiushi jako swojego partnera.
Lin Qiushi był początkowo nieco zdenerwowany, ale zobaczył, że całkiem spokojnie to zaakceptowali. Dopiero później zdał sobie sprawę, że ta rodzina jest w zasadzie taka sama jak krewni Yi Manmana, i uznał, że coś poszło nie tak ze stanem psychicznym Ruan Nanzhu…
– Mój synek jest wspaniały, ma tylko mały problem z fantazjami, to wszystko – powiedziała do Lin Qiushiego ocierająca łzy matka, gdy Ruan Nanzhu poszedł do łazienki. – Cierpi na tę chorobę od małego. Dziękuję. To pewnie dzięki pańskiemu towarzystwu czuje się o wiele lepiej…
Lin Qiushi nie odważył się odezwać, myśląc, że nie może powiedzieć matce Ruan Nanzhu, że on też ma mały problem z fantazjami, prawda? Gdyby się nad tym zastanowić, byłoby to zrozumiałe. W końcu, w oczach ludzi bez drzwi, czas spędzony za nimi był po prostu wpatrywaniem się w przestrzeń.
Tyle że po powrocie do rzeczywistości ich reakcje potrafiły być gwałtowne. Niektórzy płakali, inni się śmiali, a niektórzy nawet rzucali się prosto z budynku…
Było jasne, że rodzina Ruan Nanzhu nadal się o niego troszczyła, ale to właśnie ta troska stała się dla niego swego rodzaju ciężarem. Nie rozumieli, co robił i nie mogli pojąć, dlaczego unikał normalnych ścieżek życia.
Na świecie nie istniało coś takiego jak czysta empatia.
Po posiłku zebrali się do domu. Siedząc w samochodzie, Ruan Nanzhu spojrzał na Lin Qiushiego i zapytał:
– Nie masz nic do powiedzenia?
– A co mam powiedzieć… twoja mama jest bardzo młoda?
Ruana Nanzhu milczał.
Lin Qiushi uśmiechnął się szeroko.
– Nie mam nic do powiedzenia. – Zawahał się chwilę, po czym kontynuował: – Są dobrymi ludźmi.
Po prostu niektórych rzeczy nigdy nie było im dane zrozumieć.
– Właściwie mam sporo szczęścia. Cała moja rodzina uważa, że jestem szalony i chciała wysłać mnie za granicę na leczenie, ale mnie do tego nie zmuszali.
Na wzmiankę o szaleństwie Lin Qiushi przypomniał sobie Yi Manmana, który był praktycznie prototypem członka Obsydianu – jego rodzina myślała, że oszalał, a nawet próbowali siłą zamknąć go w szpitalu psychiatrycznym. W porównaniu z tym postawa rodziny Ruan Nanzhu stanowiła jaskrawy kontrast.
– To prawda, z perspektywy kogoś z zewnątrz wszyscy jesteśmy szaleni – powiedział bezradnie Lin Qiushi. – Na chwilę odpływamy, a potem zaczynamy szlochać i krzyczeć.
– Minęło prawie pięć lat, odkąd ostatnio byłem w domu – dodał Ruan Nanzhu. Lin Qiushi obserwował go i zrozumiał, co sugeruje. I rzeczywiście, kontynuował powoli: – Nie jesteśmy aż tak blisko. W ten sposób, kiedy mnie stracą, nie będą tak smutni.
Lin Qiushi musiał się roześmiać.
– Nie byłbym tego taki pewien. – Przypomniał sobie, jak zaczynali swój związek i jak Ruan Nanzhu nagle się wycofał. Myśląc o tym teraz, doszedł do wniosku, że prawdopodobnie próbował z nim zrobić to samo, co ze swoją rodziną.
Po prostu teraz obaj mogli stać pewnie i stać się dla siebie filarami, wspierając się nawzajem.
Przez pół miesiąca poprzedzające ich drzwi cała rezydencja aż huczała od imprez. Spotykali się co wieczór, żeby pić i bawić się do późnej nocy.
Tłumione emocje pod ciężarem imprezowania wybuchły pewnej nocy i wszyscy w rezydencji zaczęli płakać – Chen Fei, Yi Manman, Lu Yanxue i Ye Niao.
– Lin Qiushi, ty mały skurwysynu, musisz wyjść cały! – krzyknął Ye Nia.
– Bracie Ruan, będziemy tu na ciebie czekać – zapłakał Chen Fei.
Yi Manman i Lu Yanxue płakali tak bardzo, że nie mogli wykrztusić z siebie ani słowa.
Lin Qiushi również miał łzy w oczach, gdy widział, co się dzieje, i tylko Ruan Nanzhu pozostał tak twardy, jak zawsze, mówiąc:
– Jeszcze nie umarliśmy, dlaczego płaczecie?
Jednak wszyscy wypili za dużo, by zwrócić uwagę na jego słowa i dalej dawali wyraz wszystkim uczuciom, które kryły się w ich sercach.
Lin Qiushi leżał na sofie, z mózgiem całkowicie pochłoniętym przez alkohol. Mimo to czuł trudną do opisania radość. Byli ludzie, którym zależało na jego życiu i śmierci, ludzie, którzy chcieli, żeby przeżył. Czuł się tak dobrze zaopiekowany, że nie mógł powstrzymać łez.
Wszyscy płakali i biegali wokół. W domu zapanował chaos.
Ruan Nanzhu podszedł do Lin Qiushiego i usiadł obok, a następnie posadził go na swoich kolanach, stukając palcami w czubki jego uszu.
– Twoje uszy są jak uszy elfa.
Lin Qiushi obserwował Ruan Nanzhu, jednocześnie oszołomiony i podekscytowany.
Mężczyzna po kilku drinkach wciąż prezentował się wyjątkowo atrakcyjnie. Jego chłodny wygląd złagodził lekko pijacki blask, w oczach migotały mu promienie, a usta były czerwone i wilgotne, co wyglądało dość apetycznie.
Lin Qiushi podniósł rękę i dotknął gęstych rzęs Ruan Nanzhu, śmiejąc się.
– Są takie długie.
Ruan Nanzhu go obserwował.
– Kiedyś myślałem, że to wystarczy, ale teraz… – mruknął Lin Qiushi, czując ciepło skóry partnera. Pomiędzy jego brwiami pojawił się cień smutku. – Chcę się z tobą zestarzeć. Czy to zbyt egoistyczne?
– Nie. Wszyscy tego chcą. To normalne. – Ruan Nanzhu pocałował czubek jego ucha, po czym dodał ochrypniętym głosem: – Ja czuję to samo.
Lin Qiushi odpowiedział olśniewającym uśmiechem.
– To wspaniale. Boisz się?
– Kiedyś się bałem, ale już nie.
Teraz mieli siebie nawzajem.
Serce Lin Qiushiego również się uspokoiło.
– Ja też się nie boję.
Spojrzeli sobie w oczy i uśmiechnęli się jednocześnie. Ruan Nanzhu podniósł Lin Qiushiego i ruszył prosto na drugie piętro.
– Już wychodzicie? Jeszcze nawet nie zdążyliśmy się napić… – zawołał Ye Niao, widząc, że odchodzą.
Chen Fei natychmiast uderzył go w głowę.
– Obudź się, chłopcze, oni są zakochani.
Ye Niao uznał, że to miejsce nie było przyjazne dla singli.
Spędzili kilkanaście dni jak na karnawałowym festynie apokaliptycznym, ale tydzień przed dwudziestym siódmym wszyscy stopniowo zaczęli się uspokajać.
Ruan Nanzhu poszedł odszukać Chen Feia i zaczął delegować pewne zadania. Początkowo mężczyzna stawiał opór, ale usłyszał coś, co go uspokoiło.
– Nie mogę zagwarantować, że wyjdę żywy. Jeśli umrę, musicie utrzymać Obsydian. Wszyscy wciąż tu są. Musicie ich chronić.
Chen Fei niechętnie się zgodził.
W przeciwieństwie do Ruan Nanzhu Lin Qiushi nie miał nic do roboty, więc poszedł pomóc Lu Yanxue przy kolacji. Kobieta wyglądała na dość przygnębioną. Starała się, jak mogła, żeby się rozweselić, ale widział, że jej uśmiech był wymuszony.
On też nie chciał jej widzieć w takim stanie i subtelnie zasugerował, że skoro nie chce się uśmiechać, to nie ma takiej potrzeby. Rozumiał, co czuje. Gdy Lu Yanxue to usłyszała, nie mogła już dłużej się powstrzymywać, rzuciła się w jego ramiona i zaczęła zawodzić.
– Nie mogę sobie tego wyobrazić. Nie mogę sobie nawet wyobrazić, co się stanie, jeśli was już nie będzie. Boję się pomyśleć, co będzie, gdyby coś ci się stało…
Lin Qiushi pogłaskał ją po włosach, jakby pocieszał dziecko w kryzysie. Nie wiedział, co robić, i mógł tylko powiedzieć:
– Będzie dobrze. Wszystko będzie dobrze.
Lu Yanxue płakała tak bardzo, że aż zaczęła się dusić.
Dwa dni przed ich jedenastym drzwiami wrócił Cheng Yixie. Jego powrót wprawił wszystkich w osłupienie, ale pod ich radością krył się niepokój.
Chłopak urósł i schudł. W ciągu dwóch lat całkowicie przeobraził się w dojrzałego mężczyznę.
Wiedział, kiedy Lin Qiushi i Ruan Nanzhu przejdą przez drzwi, więc zapewne postanowił wrócić do rezydencji, bo bał się, że zobaczy ich po raz ostatni.
Nie śmieli rozmawiać o przyszłości. Zapytali jedynie, jak spędził ostatnie dwa lata. Cheng Yixie odpowiadał z przerwami, ale Lin Qiushi zauważył, że na jego szyi wisiał nowy wisiorek. Taki sam widział wcześniej na szyi Zhuo Feiquana…
– Gdzie jest Zhuo Feiquan? – zapytał Ruan Nanzhu.
– Nie żyje. – Ton Cheng Yixie był matowy, jakby śmierć nie mogła już wywołać w nim żadnych emocji. – Umarł w zeszłym roku. Nie przeszedł przez dziesiąte drzwi.
Ruan Nanzhu nie powiedział nic więcej.
Po godzinie Cheng Yixie wstał, żeby wyjść. Lu Yanxue zapytała, dlaczego do nich nie wróci, ale chłopak uśmiechnął się tylko przelotnie i wypowiedział trzy słowa:
– Nie jestem godzien.
Słysząc to, Lin Qiushi poczuł się, jakby igły wbijały mu się w serce. Spojrzał na Ruan Nanzhu, ale zobaczył, że jego usta zacisnęły się w wąską linię. Nie powiedział nic, co mogłoby przekonać Cheng Yixiego do pozostania.
– Zawsze trzeba płacić cenę za pójście na skróty – powiedział Ruan Nanzhu po wyjściu chłopaka.
Lin Qiushi wiedział, co miał na myśli.
Najprawdopodobniej Ruan Nanzhu również chciał powiedzieć Cheng Yixiemu, że jest mile widziany w Obsydianie, ale ostatecznie milczał, ponieważ chłopak sprzeniewierzył się ich zasadom. Niektóre rzeczy są nieodzowne i bez względu na okoliczności nie można ich złamać.
Dwudziesty szósty marca spędzili w łóżku.
Rozmawiali o miłości, nie odwracając nawet od siebie wzroku. Zasnęli wtuleni w swoje ramiona, a słońce zaszło i wstało ponownie. W końcu nadszedł najważniejszy dzień.
Dwudziesty siódmy marca. Dzień, w którym miały pojawić się jedenaste drzwi.
Był jasny, słoneczny wiosenny dzień – lekki wietrzyk muskał ich włosy, a promienie słońca oślepiały.
Lin Qiushi i Ruan Nanzhu zjedli razem śniadanie. Następnie spakowali wszystko, co chcieli ze sobą zabrać i usiedli razem na łóżku. Jedli cukierki, rozmawiając, aż nagle wszystko wokół nich się zmieniło.
Osoba siedząca obok Lin Qiushiego nagle zniknęła, więc wiedział, że nadeszła pora. Z plecakiem w ręce wstał i otworzył najbliższe drzwi. Zobaczył tam znajomy długi korytarz.
Na korytarzu było dziesięć zamkniętych par drzwi. Pozostały tylko dwie pary na samym końcu sali.
Lin Qiushi wszedł do środka, a następnie podszedł do jednych z nich. Wziął głęboki oddech, chwycił klamkę i powoli je otworzył.
Scena wokół niego zawirowała, a obca siła wciągnęła go do środka. Kiedy jednak rozejrzał się uważnie, jego oddech się załamał.
Przeszedłszy przez tyle drzwi i widząc tyle osobliwych scenariuszy, nigdy nie widział niczego tak przerażającego. Zimny pot wystąpił mu na plecy, a gęsia skórka pojawiła się na ramionach – znalazł się w swojej dawnej sypialni. Lin Qiushi dobrze pamiętał, że to właśnie w tym miejscu po raz pierwszy spotkał Ruan Nanzhu w rzeczywistości.
Zgadza się, Lin Qiushi wrócił do swojego starego mieszkania, które już dawno przestał wynajmować.
Zaśmiał się gorzko. To był prawdziwy koszmar.
Tłumaczenie: Ashi
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Tom II
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53
Tom III
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77
Tom IV
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95
Tom V
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 126
Rozdział 126
Tom VI
Rozdział 127
Rozdział 128
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6
Ekstra 7
Ekstra 8
Ekstra 9
Ekstra 10