Zdaniem tej nowicjuszki, Ruan Nanzhu od pierwszego dnia żywił do niej szczególną niechęć.
Lin Qiushi zapytał go, czy od początku wyczuwał, że coś jest z nią nie tak, ale kto by pomyślał, że ten tylko odpowie mu płytko:
– Nie. Po prostu nienawidzę ludzi, którzy zaczynają płakać, gdy tylko wejdą do tych światów. Tacy ludzie zwykle zadają zbyt wiele pytań i są zbyt kłopotliwi, by się z nimi użerać. – Po tym stwierdzeniu spojrzał na Lin Qiushiego, satysfakcja błysnęła w jego oczach i się rozpromienił. – Nie masz tendencji do zadawania tak wielu pytań ani wścibstwa, i to mi się podoba.
Lin Qiushi nic więcej nie powiedział. Prawdopodobnie powinienem być wdzięczny za swój brak ciekawości.
Ta tak zwana nowicjuszka nazywała się Yang Meishu. Być może największym błędem, jaki mogła popełnić, było udawanie, że nie ma bladego pojęcia, co się dzieje. Gdy tylko weszła do świata drzwi, zaczęła uporczywie szlochać, co wywołało wstręt u Ruan Nanzhu. Gdyby zmieniła podejście i zamiast tego zachowywała się słodko, naprawdę miałaby szansę się do niego zbliżyć – tak jak Xu Jin w poprzednim świecie.
– Czy nie mówiłeś, że jest tylko jedna wskazówka do każdych drzwi? – Tan Zaozao była dość zdezorientowana po przeczytaniu karteczki trzymanej przez Lin Qiushiego. – O co dokładnie chodzi z tą notatką?
–Niekoniecznie. Po prostu takie przypadki zdarzają się dość rzadko – wyjaśnił Ruan Nanzhu. – Spotkałem się z tą szczególną sytuacją już kilka razy. Nie mam żadnego wyjaśnienia, dlaczego dwie różne notatki mogą znajdować się w tych samych drzwiach, ponieważ sam tego nie wiem. Być może to zjawisko jest wywoływane przez wyjątkowe okoliczności? – Ruan Nanzhu ścisnął kartkę papieru palcami i głęboko się zastanowił. – Albo może… osoby, które otrzymały takie notatki, są w jakiś sposób szczególne. – Oczywiście, były to jedynie jego domysły, których nie da się obecnie udowodnić.
– Więc jak się teraz sprawy mają z Yang Meishu? – zastanawiał się Lin Qiushi. – Czy ona wie, że już odkryłeś jej prawdziwą tożsamość?
Ruan Nanzhu uśmiechnął się radośnie.
– Trudno powiedzieć, ale dowiemy się i to już wkrótce. – Jego ton był lekki i zrelaksowany. – Naprawdę mam nadzieję, że będzie jeszcze żyła, kiedy to zrozumie.
Diabelska złośliwość narastała w głębi oczu Ruan Nanzhu, rażąco oczywista i przerażająca.
***
Yang Meishu leżała w łóżku, pogrążona w ciszy spokojnej nocy.
Ten piękny mężczyzna nie pojawił się w jadalni, aby zjeść z innymi w ciągu dnia. Wyglądało na to, że jej plan zadziałał bez żadnych przeszkód. Sam to na siebie sprowadził. Kto kazał mu odrzucić jej szczere zaloty? Yang Meishu poczuła ukłucie żalu, gdy wspominała tego przystojniaka. Szczerze go lubiła, a on mógł przeżyć. Wielka szkoda, że nie było to już możliwe.
Obecnie potwierdzono śmierć dwóch osób. Oczywiście, ostateczny cel Yang Meishu był wciąż daleko poza jej zasięgiem, ale nie spieszyła się. W końcu cała sytuacja była całkowicie pod jej kontrolą, rozgrywając się dokładnie tak, jak pragnęła. Dopóki ludzie w tym świecie drzwi byli powoli zabijani, to jako jedyna ocalała będzie niezwyciężona. A gdy nadejdzie odpowiedni moment, sprawa klucza i drzwi, przez które można uciec z tego piekła, zostanie łatwo rozwiązana.
Jeśli chodzi o tę szczególną zasadę, że nie powinno się zabijać innych – zmarli, którzy szukali zemsty, zwykle wiedzieli, kim byli ich wrogowie. Jednak ci żałośni ludzie, którzy ginęli zupełnie nieświadomi sytuacji, stawali się wędrownymi duchami, ledwo mogącymi pojąć, że nie żyją i nie mieli bladego pojęcia, na kim się mścić. Nie trzeba chyba dodawać, że zemsta jest niemożliwa, jeśli nie ma się pojęcia, kto lub co doprowadziło do zguby?
Myśląc o tym, Yang Meishu zachichotała z czystej radości. Z radością nuciła melodię, patrząc w sufit. Wkrótce zapadła w głęboki sen.
Kap. Kap. Kap.
Zimne krople wody uderzały w twarz Yang Meishu, delikatnie przywierając do jej skóry. Ospale otworzyła oczy i przez zamglony mrok dostrzegła ciemną, wilgotną plamę pokrywającą sufit. Skaza na śnieżnobiałym suficie powoli się powiększała, a przezroczyste krople wody systematycznie spadały na jej policzki.
Yang Meishu natychmiast zdała sobie sprawę z otoczenia, a zamglenie w jej umyśle się rozjaśniło. Szybko wyszła z łóżka i rozejrzała się dookoła. Pierwotnie zamknięte okno zostało szeroko otwarte, gdy spała. Lodowaty powiew wiatru wdzierał się do środka, zapraszając przenikliwy ziąb bezlitosnego deszczu.
Yang Meishu drżała niekontrolowanie. Chcąc zamknąć okno, podeszła do niego, gdy niespodziewanie zobaczyła stojącą tuż za nim postać .
To była kobieta. Chuda kobieta ubrana w powłóczystą czarną suknię i czarny kapelusz. Jej głowa była lekko odchylona do tyłu, a pozbawione duszy, atramentowe oczy wpatrywały się w Yang Meishu. Niepokojąca mania emanowała z tego niesamowitego spojrzenia. Czarny strój podkreślał upiorność jej bladej twarzy. Była jak przemoczony, rozkładający się trup, milcząco witający deszcz spadający kaskadami na jej sylwetkę.
– Ach! – Yang Meishu zatoczyła się do tyłu ze strachu. Fale zimnego potu zalały jej drżące ciało. Kap. Kap. Kap. Plamy wody na suficie powiększały się, stając się coraz bardziej widoczne. Włosy dziewczyny również stawały się coraz bardziej wilgotne, stopniowo nasiąkając wodą.
Yang Meishu nagle coś sobie przypomniała. Pobiegła w stronę szafki nocnej i chwyciła plecak, pilnie wywracając go na drugą stronę w poszukiwaniu czegoś.
Nie ma go tutaj! Nie ma go tutaj! Nie było śladu przedmiotu, którego szukała! Wywołane śmiertelnym przerażeniem krople potu spływały po jej kręgosłupie, mocząc jej ubranie i obnażając jej rozpacz. Wkrótce kolana Yang Meishu ugięły się pod nią, a ona osunęła się na ziemię z krzykiem:
– Gdzie jest notatka?! Gdzie jest moja notatka…?!
Karteczka zniknęła. Nie było jej na swoim miejscu. Klucza do jej przetrwania nigdzie nie było. Yang Meishu drżała ze strachu jak nowonarodzona sarenka. Sztywno podniosła głowę i spojrzała na sufit, zauważając, że powiększające się plamy wody stopniowo przybierały kształt człowieka.
Przerażona tym widokiem Yang Meishu gorączkowo poderwała się na nogi, rozpaczliwie pragnąc uciec z pokoju tak szybko, jak to możliwe. Jednak gdy podeszła do drzwi i przekręciła klamkę, aby je otworzyć, ze zgrozą odkryła, że jej jedyna droga ucieczki była zamknięta.
– Pomocy! Czy ktoś tam jest?! Pomocy…! – Żałosne krzyki wyrywały się chrapliwie z gardła Yang Meishu. Pozbawiona nadziei obserwowała, jak plamy wody wypaczały się na suficie, wijąc się niespokojnie, jakby pragnęły wyrwać się z tynku, który je więził. Zaczęła wściekle walić pięściami w drzwi, pragnąc opuścić tę okropną komnatę.
– Pomóżcie mi! Ratujcie mnie, ktokolwiek… – Smród zastałej wody wypełnił jej płuca, dusząc ją. Yang Meishu zawyła z bólu. Po raz pierwszy w życiu uświadomiła sobie, jak gorzki był smak rozpaczy.
Jej oczy biegały w panice, aż w końcu zatrzymały się na pewnym przedmiocie. W pewnym momencie zwykły krajobraz przedstawiony na obrazie wiszącym w jej pokoju przekształcił się w szyderczy portret znajomej osoby. Malunek kobiety uchwyconej na płótnie praktycznie odzwierciedlał wygląd pani zamku. W rzeczywistości podobieństwo było tak niesamowite, że równie dobrze mogłaby to być ona z krwi i kości.
– Aaaa… – Yang Meishu straciła cały zdrowy rozsądek i bezmyślnie rzuciła się na obraz. Chwyciła nóż do owoców i zaczęła bezlitośnie ciąć znienawidzony portret. Brutalnie opuszczała ostrze raz za razem.
Wkrótce Kobieta deszczu została rozszarpana na strzępy. Podarte fragmenty płótna upadły na podłogę, a Yang Meishu opuściła nóż. Z potarganymi włosami i szalonym wzrokiem, dyszała nierówno, a jej klatka piersiowa ciężko się unosiła i opadała.
– Nie boję się ciebie – skandowała Yang Meishu w amoku. – Nie boję się ciebie…
Jednak gdy spojrzała w stronę okna, jej serce stanęło.
Postać, która miała stać za oknem, była teraz w środku. Górowała nad Yang Meishu, okrywając tę drżącą młodą damę złowrogim cieniem. W rękach kobiety znajdowała się czarna rama, którą Yang Meishu znała aż za dobrze – to była rama obrazu, której użyła do zabicia innych.
– Nie, nie, nie, nie! – W tym właśnie momencie Yang Meishu zrozumiała powagę swojej sytuacji. Rozejrzała się z przerażeniem, próbując znaleźć prawdziwą ramę, która ją otaczała, ale niestety, było już za późno.
Kobieta chłodno podeszła do Yang Meishu, w końcu zatrzymując się tuż przed nią. Spojrzała na nią pustym wzrokiem, po czym uniosła groźny obiekt i mocno uderzyła nim dziewczynę.
– Aaaaaaaa! – W przeciwieństwie do Xiao Su, która natychmiast straciła przytomność po uderzeniu ramą, Yang Meishu nie została bezpośrednio osadzona w obrazie. Zamiast tego rama przekształciła się w ząbkowaną broń i okaleczyła jej ciało poważnymi ranami szarpanymi, z których wypływały gęste strugi ciepłej, szkarłatnej krwi.
Yang Meishu próbowała się odwrócić i uciec, ale szybko straciła siły. Jej własne ciało ją zawiodło i runęła mocno na ziemię. Kiedy leżała na podłodze, jej zamglone oczy wędrowały po pokoju, wkrótce spoczywając na portrecie, który rozdarła na strzępy.
W końcu martwa ciemność przesłoniła jej wzrok, a ciężkie powieki opadły. Aż do ostatniego tchnienia nie zdała sobie sprawy, co doprowadziło do jej tragicznego końca.
***
Lin Qiushi spał tej nocy bardzo dobrze. Następnego ranka Ruan Nanzhu obudził się niezwykle wcześnie i w raczej przyjemnym nastroju. Powitał go jasnym uśmiechem.
– Dzień dobry. – Lin Qiushi wygładził swoje potargane włosy. – Wyglądasz, jakbyś był w dobrym humorze.
–Oczywiście. – Ruan Nanzhu spojrzał na zegarek. – Nie mogę się doczekać śniadania.
Lin Qiushi nie myślał nic więcej o słowach Ruana Nanzhu. Po prostu uznał, że mężczyzna chciał napełnić swój pusty brzuch. Tan Zaozao zaś wyraźnie się zastanowiła nad jego wypowiedzią.
Po porannej toalecie udali się do jadalni. Ruan Nanzhu znalazł miejsce, w którym mógł usiąść, i zaczął rozglądać się po pokoju, najwyraźniej czegoś szukając.
– Czego szukasz? – zapytał Lin Qiushi, żując świeży chleb.
– Kogoś – odpowiedział Ruan Nanzhu. – Wygląda na to, że ktoś z nas zaginął.
Rzeczywiście, było ich o jedną osobę mniej. Nowicjuszka, o której wczoraj wspominał Ruan Nanzhu, nigdzie nie była widoczna. Nie byli jedynymi, którzy zauważyli tę dziwną sytuację. W końcu ktoś podszedł do partnerki Yang Meishu i zapytał o nią.
– Nie wiem. Zapukałam do jej drzwi, ale ona ich nie otworzyła. Może nadal śpi.
Wszyscy utworzyli tymczasowe zespoły w tym świecie, więc naturalne było, że nie byli sobie bliscy, a tym bardziej lojalni. Nadzieja, że zaangażowane strony będą sumiennie wypełniać swoje obowiązki jako niezawodni członkowie zespołu, była całkowicie bezcelowa. Jednak odpowiedź partnerki była zbyt lekceważąca i niefrasobliwa, co wywołało niezadowolenie u pozostałych.
Zhang Tao, który wcześniej znalazł ramę w krzakach, powiedział:
– Jak niby miałaby nadal spać w tych okolicznościach? Coś musiało się stać. Sprawdźmy to. – Kiedy skończył mówić, spojrzał na Ruan Nanzhu, najwyraźniej czekając na jego aprobatę.
– W porządku. – Ruan Nanzhu skinął głową.
Chociaż Ruan Nanzhu rzadko zabierał głos i wygłaszał własne uwagi, to jednak jakoś podjął się roli lidera, prawdopodobnie ze względu na swój indywidualistyczny charakter i imponująco spokojne usposobienie. Wszyscy zawsze zatrzymywali się, aby najpierw wysłuchać jego opinii, zanim podejmą jakiekolwiek decyzje. Niewątpliwie był niezwykle charyzmatyczny.
Wkrótce dotarli do pokoju Yang Meishu. Już przed wejściem Lin Qiushi wyczuł w powietrzu ostry odór brudnej wody. Dzięki temu natychmiast rozpoznał, że sytuacja w środku nie jest najlepsza. Po tym, jak siłą włamali się do jej pokoju, jego podejrzenia się potwierdziły.
Nie było ani śladu Yang Meishu, jednak pokój był zdemolowany, co rzucało nieco światła na straszną katastrofę, która miała miejsce poprzedniej nocy.
Okna były szeroko otwarte, a ulewny deszcz zalał całą podłogę. Odłamki potłuczonego szkła chaotycznie pokrywały posadzkę.
– Gdzie ona jest? – zastanawiała się głośno Zhang Tao.
Nikt nie potrafił jej odpowiedzieć, choć nie mogli powstrzymać się od spojrzenia na płótno wiszące na korytarzu. Bez zadawania zbędnych pytań, wszyscy byli przekonani, że Yang Meishu nie żyje i już stała się obrazem.
– Poszukajmy jej – powiedział Ruan Nanzhu, po czym odwrócił się na pięcie i wyszedł z pokoju.
Pozostali wkrótce poszli za nim i zaczęli szukać obrazu z Yang Meishu.
Niewątpliwym faktem było, że Ruan Nanzhu miał coś wspólnego z tą sprawą, ale Lin Qiushi nie odważył się zapytać go o to w tej chwili. Poczekał, aż wszyscy wyjdą, zanim wyszeptał:
– Co zrobiłeś?
– Oddałem jej tylko to, co jej się prawnie należało, nic więcej. – Ruan Nanzhu wzruszył obojętnie ramionami. – Kto by pomyślał, że będzie taka głupia?
– Gdzie położyłeś ramę? – zapytała Tan Zaozao, która już dawno zorientowała się, co się dzieje.
Ruan Nanzhu nie odpowiedział, tylko dał im znak, żeby za nim poszli.
Kilka minut później ukradkiem wrócili do pokoju Yang Meishu. Ruan Nanzhu cicho zamknął za nimi drzwi, po czym podszedł do łóżka i ukląkł na dywanie.
Widząc jego zachowanie, Lin Qiushi odgadł, gdzie mężczyzna ukrył ramę. Że też wiedział, że schowanie jej pod łóżko odniesie efekt!
– To naprawdę zadziałało? – Tan Zaozao szeroko otworzyła oczy z niedowierzania.
– Właśnie sprawdzałem, czy to zadziała. Okazuje się, że rezultaty zdecydowanie przerosły moje oczekiwania.
Mężczyzna wyjął obraz spod łóżka i pojawił się pewien problem – nie byli w stanie dostrzec sylwetki dziewczyny na malowidle, ponieważ jego treść była okropnie zawiła, wręcz groteskowa. Niemożliwe było rozpoznanie, co zostało przedstawione. Jednak sądząc po ciepłych czerwonych pigmentach, było całkiem oczywiste, że rozlano sporo krwi.
– Nawet nie widać Yang Meishu. – Z opuszczoną głową Tan Zaozao wpatrywała się w obraz. – Jeśli zamierzasz wiernie uchwycić kogoś na obrazie, przynajmniej pokazać część jego wyglądu, ach…
Bóg jeden wiedział, co zrobiła Yang Meishu, by jej portret wyglądał w ten sposób.
– Jej obraz pozostał w tym samym miejscu, co wskazuje, że nie opuściła pokoju – przeanalizował Ruan Nanzhu. – Skoro nigdy nie opuściła pokoju, to musiała umrzeć z innych przyczyn. – Jego spojrzenie powędrowało w stronę podartego pejzażu. – Musiała podnieść rękę na Kobietę deszczu.
– Mhm. – Lin Qiushi zgodził się z argumentacją towarzysza. – Kiedy jesteś uwięziony w ramie, wszystkie obrazy zamieniają się w coś innego.
Ruan Nanzhu podsumował tragedię Yang Meishu jednym, ostatnim zdaniem:
– Naprawdę, nie ma nic fajniejszego niż darcie kotów.
Tan Zaozao i Lin Qiushi uśmiechnęli się krzywo. Po prostu nie mieli takiego samego nastawienia jak Ruan Nanzhu. Oprócz tych piekielnych demonów musieli uważać na towarzyszy, którzy mogli ich zdradzić w każdej chwili. Takie chwile były naprawdę nieprzyjemne, a nawet wręcz okropne. W rzeczywistości większość ludzi nie byłaby w stanie znaleźć radości w tej sytuacji, a co dopiero śmiać się z tego, przez co właśnie przeszli.
Znaleziono obraz Yang Meishu, ale nikt nie zgadłby, że na tym zniekształconym malunku widać tę młodą kobietę.
Na ten moment potwierdzono śmierć trzech osób: Xiao Su, Yang Jie i Yang Meishu. Nikt nie wiedział, ile jeszcze osób umrze, zanim znajdą klucz.
Mistrzyni nadal malowała, ale teraz miała dwie nowe twarze, które mogła dodać do swojej niedokończonej wersji Ostatniej wieczerzy.
– „Stoisz na moście i podziwiasz krajobraz, a ktoś podziwiający krajobraz z góry patrzy na ciebie. Jasny księżyc ozdabia twoje okno blaskiem, a ty ozdabiasz czyjeś marzenie”. – Ruan Nanzhu trzymał notatkę pierwotnie należącą do Yang Meishu. – Staliśmy się częścią krajobrazu, który podziwialiśmy, a człowiek obserwujący nas z góry to pani tego zamku. Nie rozumiem jednak, dlaczego wskazówka Yang Meishu jest bardziej szczegółowa niż nasza… – Mężczyzna zmarszczył brwi, najwyraźniej mając pewne wątpliwości co do tej sprawy.
– Kto wie – odpowiedziała Tan Zaozao. – Czy możliwe, że drzwi, przez które przeszła, miały wyższy poziom?
Słowa dziewczyny wyraźnie dały Ruan Nanzhu do myślenia. Milczał przez chwilę, po czym w końcu powiedział:
– Nie, ale możliwe, że sposób, w jaki je opuściła, był dość… wyjątkowy.
– Co masz na myśli? – Tan Zaozao była zdezorientowana. – Są inne metody opuszczenia tego miejsca?
– Kto wie – odpowiedział Ruan Nanzhu.
Można było powiedzieć, że gdy odkryją wszystkie warunki śmierci, będą mogli unikać wszelkiego ryzyk, dopóki nie znajdą klucza. Niestety, sprawy nie były takie proste. Trzeciego dnia po śmierci Yang Meishu Lin Qiushiego po raz kolejny spotkało nieszczęście.
Właśnie skończył jeść kolację i wyszedł, aby skorzystać z toalety na końcu korytarza. Jednak wychodząc z łazienki, poczuł, że coś jest nie tak.
Było coś niewytłumaczalnego, co mu zupełnie nie pasowało w tym miejscu.
Nie potrafił dokładnie wyjaśnić tego słowami, ani wskazać tego dziwnego źródła niespójności. Nie widział nic nienormalnego, ale dręczące podejrzenie nie dawało mu spokoju, ostrzegając, że coś jest nie tak.
Jego niepewne kroki ujawniały sprzeczne myśli, które nim targały.
Korytarz był tak długi jak zawsze. Słaby blask lamp naftowych migotał w ciemności. Setki oprawionych obrazów wisiały po obu stronach, ale nie był w stanie dostrzec, co przedstawiają.
Lin Qiushi usłyszał za sobą delikatne odgłosy padającego deszczu, dochodzące z toalety. Stały rytm kapania wywoływał u niego uczucie niepokoju i rozpaczy. Zrobił kilka nieśmiałych kroków do przodu i zatrzymał się na środku.
Dywan pod jego stopami był miękki. Ściany wokół niego były gładkie. Ramy obrazów były mokre…
Chwilunia, ramy były mokre? Lin Qiushi zamarł na ułamek sekundy, zanim gwałtownie się odwrócił, by jeszcze raz spojrzeć na ściany. Krople wody zaczęły skapywać z obrazów wiszących na ścianach – ciężkie krople spływały płytkimi strumieniami, ściekając po ścianach i powoli mocząc miękki dywan.
Zanim się zorientował, z głębi zacienionego korytarza wyłoniła się postać. Jej kształt był aż za dobrze znany. Choć była odwrócona tyłem, Lin Qiushi wyraźnie rozpoznał, że to pani tego zamku – Kobieta Deszczu.
– Lin Qiushi – łagodny głos Ruan Nanzhu przywołał go niczym delikatny szmer wiatru.
Gwałtownie odwrócił głowę, próbując znaleźć źródło dźwięku, lecz nagle zobaczył, jak obraz na ścianie po jego prawej stronie zmienia się w portret Xiao Su. Nawet jako obraz dziewczyna była tak piękna jak zawsze. Z uśmiechem machnęła dłonią na Lin Quishiego, nakłaniając go do podejścia bliżej.
– Yu Linlin.
Dreszcz przebiegł po kręgosłupie mężczyzny.
– Yu Linlin. Dołącz do mnie – mruczała Xiao Su z portretu. – Jestem samotna. Siedzenie tutaj samej jest nudne.
Mówiąc to, wyciągnęła ręce z wnętrza obrazu, próbując go złapać.
Zaskoczony tym widokiem Lin Qiushi odruchowo cofnął się o kilka kroków.
Ramiona Xiao Su przypominały poskręcane węże, wydłużając się i zygzakiem pełznąc w jego stronę.
Lin Qiushi odwrócił się, by pobiec z powrotem do toalety, ale wkrótce z otaczających go portretów wyłoniły się niezliczone, wijące się ręce, chwytając się jego ubrań i ciała.
– Ruan Nanzhu… – Lin Qiushi rozpaczliwie pragnął wyrwać się z ich natarczywych szponów, ale korytarz był zbyt wąski, pozostawiając mu bardzo mało miejsca na manewry. Złapano go za nogi i został siłą wyciągnięty z łazienki.
W pewnym momencie kobieta ubrana na czarno stanęła tuż przed nim. Spojrzała na Lin Qiushiego zimnym wzrokiem, a jej wysoka postać rzucała na niego złowieszczy cień.
Lin Qiushi z trudem podniósł głowę i spojrzał w puste spojrzenie kobiety.
Nie odezwała się. Po prostu stała nad nim, wpatrując się w niego bez mrugnięcia złowrogimi, czarnymi oczami. Następnie pochyliła się do przodu, przysuwając się jeszcze bliżej, aż dzieliło ich od siebie zaledwie kilka centymetrów. Czuł ostry zapach farby unoszący się z jej ciała
Lin Qiushi zamarł w bezruchu, niczym bezbronna żaba w obecności jadowitego węża.
Kobieta powoli wyciągnęła chudą dłoń i chwyciła go za nadgarstek, z łatwością unosząc go w górę. Jej siła była szokująca. Ktoś taki jak Lin Qiushi, który miał 180 centymetrów wzrostu, był niczym bezradny kurczak gotowy na rzeź. Czuł się zupełnie bezsilny wobec jej uścisku, tak jakby jej chwyt wysysał z niego siły.
Podniosła go swobodnie, tak jak się to robi z upuszczonymi przedmiotami, po czym weszła na górę, na sam szczyt zamku.
Zebrawszy całą swoją siłę, Lin Qiushi zaczął się z nią szarpać, ale bezskutecznie. W obliczu potwornej mocy kobiety był jak słaby sześcioletni chłopiec, po prostu niezdolny do oporu. Kobieta wciągnęła go po schodach.
Umrę! Umrę! To był pierwszy raz od dłuższego czasu, gdy Lin Qiushi wyraźnie poczuł nieuchronność śmierci. Złowieszcze przeczucie przytłoczyło go, przyspieszając bicie jego serca i pogrążając jego umysł w rozpaczy. Wiedział, że stopniowo zbliża się do progu śmierci. A w chwili, gdy dotrą na szczyt tego zamku, będzie po nim! Umrze!
– Do diabła! – Wypluwając z siebie serię obscenicznych wulgaryzmów, Lin Qiushi mocno chwycił poręcz przy schodach. Nie mógł zrozumieć, jak to się stało, że nagle został wciągnięty w świat obrazu. Według słów Ruan Nanzhu, dopóki jego postać nie została uchwycona w ramie, wszystko powinno być w porządku… chyba że… były inne ramy, których nie znaleźli?
Poręcz była śliska od wody, a uścisk Lin Qiushiego słabł. Kobieta nawet nie mrugnęła okiem na jego nieustępliwą walkę o przetrwanie. Z beznamiętnym wyrazem twarzy pociągnęła go mocniej, wywierając większy nacisk.
Lin Qiushi, nie mogąc już dłużej się jej opierać, rozluźnił uścisk, a kobieta kontynuowała ciągnięcie go po schodach, jakby zupełnie nic się nie stało.
Wygląda na to, że to już koniec. Lin Qiushi uśmiechnął się gorzko w sercu.
Jednak gdy tylko pogodził się ze swoim nieszczęsnym losem, nagle usłyszał ostry dźwięk tłuczonego szkła. Niebawem widok przed nim zaczął się rozpadać na małe kawałki, powietrze się zniekształcało, a obraz kobiety również się rozmazywał.
– Lin Qiushi…! – wzywała go Tan Zaozao rozpaczliwie. – Wróć do nas…!
– Lin Qiushi! – Ruan Nanzhu również krzyczał jego imię.
Lin Qiushi próbował otworzyć oczy, ale było tak, jakby skleiły mu się powieki. Nie był w stanie tego zrobić.
W końcu dźwięk tłuczonego szkła stał się wyraźniejszy, bliższy. Jasne światło rozlało się przez cienką skórę powiek, docierajac do siatkówki. Z wielkim trudem Lin Qiushi zdołał otworzyć oczy, widząc przestraszoną Tan Zaozao i Ruan Nanzhu z wielką zmarszczką na czole.
–Co się ze mną stało? – jęknął chrapliwie Lin Qiushi.
– Prawie umarłeś – Głos Tan Zaozao zadrżał ze strachu. – Gdyby Ruan Nanzhu nie zorientował się na czas…
Lin Qiushi lekko podniósł głowę i zdał sobie sprawę, że leży na podłodze w łazience, a obok niego walały się odłamki rozbitego lustra.
– Wydawało się, że schwytała mnie w świat obrazu. – Oszołomiony mężczyzna wciąż nie mógł pojąć sytuacji. – Ale myślałem, że nie ma już żadnych ram?
Yang Meishu umarła, więc nie powinno być już żadnych ram, a jednak to mu się przydarzyło…
– Jak malarz może nie mieć więcej ram? Te, których używała Yang Meishu, zostały przez nią dostarczone – odparł Ruan Nanzhu. – Myślałem, że to oczywiste.
Lin Qiushi zamilkł. Masz rację, to oczywiste. Przepraszam za to. Komuś z moim IQ dość trudno jest przetrwać w tych światach drzwi.
Tan Zaozao cicho płakała, siedząc obok niego.
– Ale nie obwiniam cię – zapewnił Ruan Nanzhu. – Kto by się spodziewał, że to będzie tak sprytnie zorganizowane. – Wskazał na rozbite lustro. – Spójrz.
Gdy podniósł głowę, Lin Qiushi zobaczył czarną ramę, skrupulatnie ukrytą pod rozbitym lustrem. Najwyraźniej było to szkło weneckie, więc każdy, kto spojrzałby w lustro, nieuchronnie zostałby „oprawiony”.
Twarz Lin Qiushiego wykrzywiła się w grymasie.
– Ciekawe, czy zmieniła tylko to jedno lustro…
Ruan Nanzhu wzruszył ramionami.
– To jej zamek, więc jak myślisz?
– Yang Meishu po prostu zmarnowała swój czas na te zagrywki.
– Nie tylko Yang Meishu marnowała swój czas na takie zbędne działania. Ja najwyraźniej też. Więc co tam robiłeś? Jak dostałeś się do środka obrazu?
– Po prostu przeszedłem przez korytarz…
– Następnym razem, gdy wydarzy się coś takiego, stań nieruchomo i nie ruszaj się z miejsca.
Lin Qiushi oparł głowę o dłonie i głęboko westchnął. Szczerze czuł, że próba uniknięcia czegoś takiego była daremna. Nagle zdał sobie z czegoś sprawę
– Jak dowiedziałeś się, gdzie jestem? Jak mnie uratowaliście?
Ruan Nanzhu nie odpowiedział od razu na jego pytania. Po prostu wyciągnął rękę i czule uszczypnął płatek ucha Lin Qiushiego.
– To przeznaczenie.
Mężczyzna od razu zrozumiał. Dotarło do niego, że rubinowy kolczyk, który dał mu Ruan Nanzhu, odegrał w tym ogromną rolę.
– Co powinniśmy teraz zrobić? – Tan Zaozao nie miała pojęcia. – Biorąc pod uwagę, że za każdym lustrem mogą znajdować się ramy, czy to nie oznacza, że wszyscy będziemy celem i ostatecznie nas też zabije?
Ruan Nanzhu pokręcił głową.
– To mało prawdopodobne. To nie są drzwi jakiegoś wysokiego poziomu, więc warunki śmierci są raczej ograniczone. Nie może nas wszystkich zebrać w jednym miejscu i zmasakrować, jak jej się podoba. Czy nie zauważyłaś, że za każdym razem, gdy wciągała kogoś do obrazu, musiała chwilę odczekać, zanim porwała do środka kolejną osobę?
– I co z tego?
– To, że powinniśmy spróbować wydobyć klucz w międzyczasie.
Tan Zaozao podejrzliwie zmrużyła oczy, patrząc na Ruan Nanzhu.
– Co masz przez to na myśli?
– Pomyśl o tym. Co jeśli wykorzystam czas, kiedy jest niezdolna do zabijania i spalę wszystkie jej obrazy…
Usłyszawszy tak zwany plan Ruana Nanzhu, twarze Tan Zaozao i Lin Qiushiego pociemniały.
– Ruan Nanzhu, wiem, że jesteś lekkomyślny, ale nie szukaj śmierci, rzucając się na łeb na szyję w niebezpieczeństwo, okej?! Dosłownie igrasz z ogniem! – poradziła przerażona dziewczyna.
– Tylko żartuję.
Całkowite niedowierzanie i wątpliwości przemknęły przez twarze Tan Zaozao i Lin Qiushiego. Ton Ruana Nanzhu był daleki od tonu kogoś, kto po prostu żartował. Nie, on zdecydowanie nie żartował.
Tłumaczenie: Ashi
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Tom II
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53
Tom III
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77
Tom IV
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95
Tom V
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 126
Rozdział 126
Tom VI
Rozdział 127
Rozdział 128
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6
Ekstra 7
Ekstra 8
Ekstra 9
Ekstra 10