Kaleidoscope of Death

Rozdział 128 – Cofając czas19 min. lektury

Obsydian znany był również jako Łzy Apacza. Według legend łzy przelane po stracie bliskich formowały się w te czarne kamienie. Każdy, kto go posiadał, miał być wiecznie szczęśliwy i nigdy więcej nie płakać.

Lin Qiushi dowiedział się o znaczeniu nazwy dopiero znacznie później. Zapytał Ruan Nanzhu, kto ją wymyślił, ale ten odparł, że stał za tym zapewne któryś z jego seniorów.

Obsydian był wtedy złożony z zupełnie innych ludzi. Tyle że z biegiem czasu przychodzili i odchodzili, przychodzili i odchodzili. Jedyne, co pozostało niezmienne, to nazwa.

Zauważywszy, że Lin Qiushi jest w złym stanie psychicznym, Ruan Nanzhu wybrał się na długie wakacje i zabrał go na tropikalną wyspę.

Było ciepło i wilgotno, a ocean miał piękny, lazurowy kolor. Były tam białe, piaszczyste plaże i strzeliste palmy kokosowe, a od czasu do czasu kraby pustelniki uroczo przemykały między kamyczkami. Chodzenie boso po drobnym piasku trochę piekło – miękkie ziarenka wślizgiwały się między palce, przynosząc ze sobą delikatne łaskotanie.

Ruan Nanzhu stał w wodzie. Podciągnął nogawki spodni i patrzył w dół. Wyglądało na to, że coś pociera. Lin Qiushi siedział pod parasolem plażowym niedaleko i obserwował, jak nagle przerywa to, co robił, odwraca się i zaczyna wracać.

Wyspa była mała. Nie było wielu ludzi wokół i panował wyjątkowy spokój. Po ponad miesiącu pobytu blada skóra Ruana Nanzhu znacznie pociemniała, ale w kolorze czekoladowym wyglądał jeszcze bardziej apetycznie. Podchodząc, niedbale ściągnął mokrą koszulkę i odsłonił atrakcyjne mięśnie brzucha w kolorze pszenicy. Na jego skórze wciąż widniały krople wody, spływające z szyi w dół na klatkę piersiową, a następnie znikające pod szczupłą talią.

Ruan Nanzhu podszedł do Lin Qiushiego i coś mu podał. Mężczyzna wziął przedmiot i zobaczył, że to ogromna, piękna, wielobarwna muszla. Ujął ją z uśmiechem, pytając:

– Czy da się na niej grać?

– Nie wiem. – Ruan Nanzhu usiadł obok i podwinął nogi. Rozłupał kokosa, wsunął do środka słomkę i zaczął popijać.

Lin Qiushi z kolei próbował grać na muszli. Był jednak niedoświadczony i nie udało mu się wydobyć z niej ani jednego dźwięku. Przechylił głowę, a jego wyraz twarzy był nieco zmartwiony.

Widząc to, Ruan Nanzhu wziął od niego muszlę i po dokładnym obejrzeniu wskazał na jej spód.

– Myślę, że musimy ten kawałek odciąć.

– Spróbujemy?

– Później pójdziemy poszukać narzędzi – powiedział Ruan Nanzhu. – Co chcesz zjeść na kolację?

Lin Qiushi się przeciągnął.

– Zrobię coś. Pożyczyłeś ruszt do grilla, pamiętasz? Ale nie chcemy ryby, prawda?

Ruan Nanzhu mruknął potwierdzająco, po czym obaj położyli się pod parasolem, aby się zdrzemnąć.

Jednak kto by pomyślał, że chwilę później niebo odmówi im tej przyjemności? Gęste chmury deszczowe pokryły błękit, a na horyzoncie coś błysnęło. Ruan Nanzhu obudził się pierwszy. Odwrócił głowę i zobaczył Lin Qiushiego, wciąż pogrążonego w głębokim śnie, i coś w jego sercu się ścisnęło. Podszedł bliżej i pocałował go w usta, by go obudzić.

– Zaraz będzie padać.

Lin Qiushi otworzył zaspane oczy i – zanim zdążył zareagować – został podniesiony przez Ruan Nanzhu i zabrany do małego domku na plaży.

Leżał na miękkim łóżku, a długie palce eleganckich dłoni przeczesywały jego włosy. To przyjemne uczucie sprawiło, że nie potrafił odróżnić snu od rzeczywistości.

– Miałem sen – mruknął.

– Jaki? – zapytał Ruan Nanzhu.

– Śniło mi się, że umarłeś – powiedział Lin Qiushi. – Byłem tak przestraszony.

Ruan Nanzhu ścisnął jego dłoń i pocałował koniuszki jego palców.

– Nie bój się. Jestem tutaj.

– Śnił mi się też Qianli – dodał Lin Qiushi. – Śniło mi się, że siedział tuż obok mnie i pytał, czy chcę obejrzeć film. Wybrał coś, co widziałem już wiele razy. – Otworzył oczy. – Wydawało się to takie realne…

Widząc partnera w takim stanie, Ruan Nanzhu poczuł ból w piersi. Reakcja Lin Qiushiego na śmierć zawsze była dość powściągliwa. Dopiero gdy Qianli umarł, wszystkie jego emocje wybuchły. Wszystkie uczucia, które w nim krążyły, narosły w nim tak bardzo, że chwilami ledwo mógł złapać oddech.

Lin Qiushi rozwodził się nad swoimi dziwacznymi snami. Śniło mu się również, że Ruan Nanzhu zagrał w jednym z filmów Tan Zaozao i również został gwiazdą. A Tan Zaozao nie umarła, wyszła za mąż, nawet urodziła uroczą córeczkę…

W miarę jak mówił i mówił, głos Lin Qiushiego stopniowo się zniżał. Zdawał się zdawać sobie sprawę, że wszystko, co mówił, to fantazje, które nigdy nie miały szans się spełnić.

Ruan Nanzhu zawołał go po imieniu i pocałował. Próbował wyrwać go z fantazji.

– Qiushi, jestem przy tobie.

Lin Qiushi spojrzał na niego, szeroko otwierając oczy.

– Nanzhu.

– Nie zostawię cię – powiedział Ruan Nanzhu. Po tym, co się stało z Cheng Yixiem, pewna myśl w jego umyśle nabrała mocy. – Jeśli coś mi się stanie, nie będę nalegał, żebyś żył dalej.

Lin Qiushi wpatrywał się pustym wzrokiem w partnera. Nie spodziewał się, że powie coś takiego.

– To właściwie dobrze – powiedział Ruan Nanzhu. – Gdyby nie było drzwi, pewnie już bym nie żył. Nigdy nie dołączyłbym do Obsydianu i nigdy nie poznałbym was wszystkich. To kradzione chwile i nie możemy być zbyt chciwi… – mówiąc to, pocałował go na pożegnanie.

Emocje Lin Qiushiego stopniowo opadły. Za oknem lał deszcz, niosąc ze sobą wyjący morski wiatr, który szeleścił zasłonami. Ziewnął i usiadł na łóżku. Jego wzrok stopniowo się przejaśniał.

– Kiedy przestanie padać?

– Za jakąś godzinę – powiedział Ruan Nanzhu. – Nie ma pośpiechu. W końcu jest jeszcze wcześnie.

Więc z powrotem legli na łóżku, patrząc na deszcz za oknem. To, że mogli tak po prostu marnować czas, było naprawdę cudowne – nie musieli myśleć o drzwiach, nie musieli się martwić o konsekwencje ewentualnej porażki. Wystarczyło, że byli ze sobą i patrzyli na siebie.

Deszcz padał jeszcze przez ponad godzinę, zanim w końcu ustał. Ruan Nanzhu wyszedł pierwszy, wyjął sprzęt do grillowania, który pożyczył z hotelu, i zaczął go przygotowywać.

Nie był zbyt dobry w gotowaniu i siedział z pochyloną głową, próbując rozgryźć, jak pokroić kawałek wołowiny.

Lin Qiushi uznał ten widok za dość zabawny.

– Ty rozpal ogień. Ja przygotuję jedzenie – zaproponował w końcu.

– Okej – Ruan Nanzhu skinął głową.

Szczerze mówiąc, gdyby nie chcieli kłopotów, mogliby poprosić o pomoc kucharza z hotelu, ale woleli zrobić wszystko sami.

Po pewnych doświadczeniach wszystko w rzeczywistości stało się piękniejsze. Nawet to, co przyziemne i błahe, przestało być tak irytujące.

Lin Qiushi pokroił wołowinę i przygotował trochę warzyw. Następnie obaj zaczęli grillować jedzenie nad morzem.

Wołowina, którą mieli, była najwyższej jakości i do przyprawienia wystarczyła odrobina soli. Gdy tylko kawałek był gotowy, Lin Qiushi wepchnął go do ust Ruan Nanzhu, a to, w połączeniu z jego ciemną karnacją, sprawiło, że poczuł się, jakby karmił czarnego niedźwiedzia w zoo. Im dłużej karmił Ruan Nanzhu, tym bardziej nie mógł powstrzymać się od śmiechu.

Ruan Nanzhu oczywiście zauważył, że Lin Qiushi się z niego śmieje. Przełknął wołowinę i zapytał:

– Z czego się śmiejesz?

– Nie uważasz, że wyglądam, jakbym karmił niedźwiedzia?

Ruan Nanzhu uniósł brwi.

– Hahaha, jak te w zoo… – Zanim zdążył skończyć mówić, zrzędliwy czekoladowy miś już gryzł go w szyję, po czym otworzył pysk, obnażając rząd równych, białych zębów.

– Jeśli będziesz się śmiał, to niedźwiedź cię zje.

Lin Qiushi zdołał stłumić chichot, ale jego ramiona nadal drżały. Najwyraźniej nie mógł powstrzymać się od śmiechu.

Ruan Nanzhu wyciągnął więc rękę i po prostu go podniósł. Lin Qiushi był dorosłym mężczyzną, ale w jego rękach wyglądał jak zabawka. Jakby zupełnie nic nie ważył, Ruan Nanzhu posadził go sobie na ramieniu.

– Nie, nie… ogień! Ogień wciąż płonie!

– Nie przejmuj się tym – powiedział Ruan Nanzhu, po czym zaniósł Lin Qiushiego do domu.

Oczywiście tego, co wydarzyło się później, nie należy opisywać.

Kiedy odpoczęli, Lin Qiushi poczuł lekki głód – w końcu jeszcze nie jadł obiadu. Czubkiem palca u nogi szturchnął Ruan Nanzhu w plecy i oznajmił:

– Jestem głodny.

Mężczyzna wstał, odgarniając spocone włosy do tyłu. Potem poszedł obejrzeć pozostawione przez nich palenisko, oznajmiając bez entuzjazmu:

– Wszystko się zwęgliło…

– Co ty nie powiesz. Zostawiliśmy to tam na tak długo… – zrzędził Lin Qiushi.

– Poczekaj tu chwilę, pójdę po coś – odparł Ruan Nanzhu. Wrócił do domu i wziął kurtkę, założył ją i wyszedł.

Po odprowadzeniu go spojrzeniem Lin Qiushi rozciągnął się na łóżku i zaczął się lenić. Sięgnął po leżący obok telefon i zobaczył kilka nieprzeczytanych wiadomości. Zostały wysłane pół miesiąca temu, ale ich nie przeczytał. Prawda była taka, że odkąd tu przyjechał, prawie w ogóle nie korzystał z telefonu.

Zastanowił się przez chwilę. Kiedy otworzył wiadomości, odkrył, że wiele osób się z nim skontaktowało. Niektórzy martwili się o jego stan zdrowia, inni pytali o jego sytuację. Lin Qiushi odpowiedział kilkoma prostymi zdaniami, po czym usłyszał kroki.

Spojrzał w górę i zobaczył Ruan Nanzhu niosącego wielki talerz jedzenia. Z trudem otworzył drzwi nogą i przecisnął się przez szparę.

– Czemu aż tyle wziąłeś? – Lin Qiushi odłożył telefon i poszedł pomóc mu wnieść jedzenie.

Ruan Nanzhu uniósł brew.

– Jeszcze wcześnie, prawda? Później znowu możesz zgłodnieć.

Lin Qiushiego zatkło. Jak mógł nie zrozumieć, co ten mężczyzna miał na myśli? Jego uszy zrobiły się jaskrawoczerwone.

– Ej, przydałoby się trochę umiaru.

Obaj byli dorośli – na tej rajskiej wyspie byli tylko we dwóch i nie istniały żadne tabu, więc zrobili już prawie wszystko, co można było zrobić.

– Ale co jeśli nie wystarczy? – odpowiedział bezczelnie Ruan Nanzhu.

Jak to możliwe, że Lin Qiushi nigdy nie zdawał sobie sprawy, jak bezwstydny potrafi być jego wybranek?

Naprawdę był głodny, więc sięgnął po jedzenie na talerzu i zaczął powoli jeść.

Ruan Nanzhu zauważył leżący z boku telefon.

– Ktoś do ciebie dzwonił?

Przez miesiąc, który tu spędzili, Lin Qiushi prawie nie dotykał telefonu. Ruan Nanzhu też nie pytał, bo gdyby naprawdę przydarzył się jakiś nagły wypadek, to ktoś skontaktowałby się z nim bezpośrednio.

– Nie – odparł Lin Qiushi. – Przeglądałem tylko stare wiadomości.

Zamilkł na chwilę, po czym cicho zapytał:

– Czy są jakieś wieści o Yixie?

Ruan Nanzhu pokręcił głową.

Spodziewał się takiej odpowiedzi, ale i tak była dziwnie rozczarowująca. Oczy Lin Qiushiego zamknęły się i kontynuował jedzenie.

– Chyba domyślam się, dokąd poszedł – powiedział Ruan Nanzhu. – Pamiętasz jeszcze Zhuo Feiquana?

Reakcja Lin Qiushiego była niemal gwałtowna. Jego oczy rozszerzyły się, gdy spojrzał na Ruan Nanzhu.

– Masz na myśli siostrę Zhuo Feiquana, Zhuo Mingyu?

– Tak. Może Cheng Yixie już to przewidział.

Właściwie on też spodziewał się śmierci jednego z bliźniaków, ale nie spodziewał się, że będzie to Qianli.

– Wtedy on… – Lin Qiushi chciał powiedzieć kilka rzeczy.

Jednak Ruan Nanzhu pokręcił głową, przerywając mu.

– To wszystko tylko domysły.

Lin Qiushi westchnął w duchu i nie kontynuował tematu.

Ich mały, rajski świat był cudowny. Nie musieli za bardzo myśleć o trudnych sprawach. Wystarczyło po prostu cieszyć się życiem.

Codziennie budzili się, kiedy chcieli, jedli pyszne jedzenie i podziwiali piękne widoki. W towarzystwie ukochanej osoby taki styl życia stopniowo przywracał Lin Qiushiemu zdrowie. Jego stan psychiczny zaczął się poprawiać i choć postępy były powolne, jego tendencja do odpływania myślami znacznie się zmniejszyła. Widząc tę poprawę, Ruan Nanzhu mogła w końcu odetchnąć z ulgą.

Spędzili tak łącznie dwa miesiące, zanim wrócili do Obsydianu.

W tym czasie Chen Fei przeprowadzał Gu Longminga przez kolejne drzwi. Choć nie był tak dobry jak Ruan Nanzhu, wciąż zaliczał się do ekspertów i trenował go w wielu drzwiach niższego poziomu, posiłkując się wskazówkami. Zasadniczo zapoznawał go z codziennym życiem w Obsydianie.

Widząc ich wracających z wakacji, Gu Longming był bardzo podekscytowany.

– Linlin! – wykrzyknął. – Wreszcie wróciłeś!

– Mhm – powiedział Lin Qiushi. – Jak się masz?

– Całkiem nieźle. – Kasztan leżał zwinięty w kłębek w ramionach Gu Longminga. Sądząc po tym, jak sprawnie głaskał to stworzenie, wyglądało na to, że on również był ukrytym kocim fanatykiem. – Dlaczego zrobiłeś się taki ciemny?

Zarówno Lin Qiushi, jak i Ruan Nanzhu mocno się opalili, a ich kolor skóry zbliżył się do odcienia czekolady. Jednak im to w zupełności nie przeszkadzało – po prostu wyglądali na zdrowszych.

Lin Qiushi obejrzał ciemniejszą skórę na ramieniu i się uśmiechnął.

– Opalenizna.

Gu Longming się zaśmiał.

– Opaliłeś się dość równomiernie.

Lin Qiushi pomyślał, że to wcale nie jest prawda. Jak zdejmie spodnie, to cała ta część będzie biała… szczególnie u Ruan Nanzhu… och… to było naprawdę seksowne…

Oczywiście, nigdy nie powiedziałby tego na głos. W końcu Ruan Nanzhu siedział tuż obok niego. Zmienił więc temat, pytając, jak się powodzi Obsydianowi.

Chociaż śmierć Cheng Qianliego była dla nich ogromnym ciosem, wszyscy ciężko pracowali, aby wydostać się z depresji i powrócić do dawnej normalności i otwierania drzwi.

Minęło pół roku. Lin Qiushi miał jednak wrażenie, że przybył z innego świata, jakby te wydarzenia miały miejsce zaledwie wczoraj.

Drugiego dnia po powrocie Ruan Nanzhu, Bai Ming przyszedł i powiedział, że ma z nim pewną sprawę do omówienia.

– Kiedy ostatnio byłeś za drzwiami? – Bai Ming usiadł na sofie w salonie i zadał pierwsze, przenikliwe pytanie.

– Pół roku temu – odparł szczerze Ruan Nanzhu.

– Pół roku?! – Bai Ming wydawał się zszokowany tą odpowiedzią. Zmierzył go wzrokiem od stóp do głów i zapytał: – Czy naprawdę jesteś Ruan Nanzhu? Czy może zostałeś zamieniony na kogoś innego?

Ruan Nanzhu rzucił mu gniewne spojrzenie.

– Przejdź do rzeczy.

Bai Ming skinął brodą na znak, że powinni udać się do gabinetu na górze.

– Ty też chodź – powiedział Ruan Nanzhu do partnera, który właśnie oglądał telewizję.

Lin Qiushi wskazał na siebie.

– Ja?

– Mh. – Po potwierdzeniu, Ruan Nanzhu poszedł pierwszy na górę. Tymczasem Bai Ming był równie zaskoczony, jak Lin Qiushi. Szybko jednak zaakceptował ten rozwój sytuacji.

– Zazdroszczę wam obu – zaśmiał się.

Lin Qiushi zastanowił się, czego właściwie można im zazdrościć. W końcu liczbę osób, które uwiodły swoich idoli, można policzyć na palcach jednej ręki.

Weszli do gabinetu, a Bai Ming i Ruan Nanzhu zaczęli rozmawiać o interesach. Pierwsze słowa natychmiast przykuły uwagę Lin Qiushiego.

– Czy spotkałeś kogoś, kto przeszedł dwunaste drzwi?

– Nie. – Odpowiedź Ruan Nanzhu składała się z jednego słowa.

W pokoju na chwilę zapadła cisza.

– Naprawdę?

– Tak.

– Ale jak to możliwe? – zapytał Bai Ming. – Zgodnie z zasadami…

Przerwano mu, nim dokończył myśl.

– Zapomnij o zasadach dotyczących drzwi. Moim zdaniem drzwi jedenaste i dwunaste rządzą się swoimi prawami.

Bai Ming zmarszczył brwi.

– Kiedyś rozmawiałem z kimś, kto przeszedł jedenaste – powiedział Ruan Nanzhu. Bai Ming obserwował go. – Nie miał wiele do powiedzenia, ale ciągle podkreślał jedną rzecz. „Nie traktuj innych ze złymi intencjami”.

– …co to znaczy? – zapytał Bai Ming. Przez chwilę nie mógł pojąć, co mówił Ruan Nanzhu.

– Znaczy to dokładnie to, co znaczy.

– Na przykład, żeby nie zabijać ludzi? – Bai Ming wstał i zaczął powoli chodzić po pokoju. – A co z dwunastymi drzwiami? Co się stało w jego dwunastych drzwiach?

– Umarł – powiedział Ruan Nanzhu. – Nie dał rady ich przejść.

Odpowiedź była dość oczywista, ale i tak była ona dziwnie rozczarowująca. Bai Ming westchnął.

– Więc do tej pory tak naprawdę nie wiemy, czy dwunaste drzwi da się przejść? A co, jeśli to wszystko farsa i nie ma żadnego odrodzenia?

Ruan Nanzhu nie odpowiedział. Rysował palcem pętle na okrągłym, czarnym, drewnianym stole i zapytał:

– Czemu panikujesz?

Bai Ming się nie odezwał.

Obserwując wyraz twarzy mężczyzny, Ruan Nanzhu najwyraźniej coś dostrzegł, a w jego spojrzeniu pojawił się wyraz, który jednocześnie przypominał śmiech i nim nie był.

– Bai Ming, zakochałeś się?

Bai Ming nieuprzejmie wskazał na Lin Qiushiego, który przez cały czas siedział z boku i nic nie mówił.

– A ty niby nie?

– Tak. – Ruan Nanzhu zaczął się uśmiechać, ale w jego uśmiechu była nuta kpiny i odrobina schadenfreude. – Ale się nie boję, on szybko rośnie, więc możemy żyć i umierać razem.

Bai Ming prychnął.

– Pozwoliłbyś na to?

– A dlaczego miałbym nie pozwolić?

Kiedyś to naprawdę byłoby jego piętą achillesową, ale po tylu doświadczeniach Ruan Nanzhu w końcu doszedł do punktu, w którym zrozumiał, że być może bycie zostawionym wcale nie jest takie szczęśliwe. Czy dobrze było po prostu przetrwać? Niekoniecznie.

Bai Ming spiorunował go wzrokiem, próbując dostrzec choćby cień wahania. Ostatecznie jednak mu się nie udało.

Ruan Nanzhu stał niewzruszony, tak pewny siebie, że Bai Ming mu zazdrościł. Lin Qiushi, który siedział u jego boku i łagodnie na niego spoglądał, stał się niczym filar Ruan Nanzhu, wspierając go, gdy nieugięcie parli naprzód.

Co do Bai Minga, to on nie miał tyle szczęścia. Westchnął głęboko, w końcu mówiąc:

– Tak, zakochałem się.

Ruan Nanzhu wybuchnął śmiechem.

– Czy nie mówiłeś, że tylko się zabawiasz?

Nie powinno się ufać pogodnemu i przyjacielskiemu wyglądowi Bai Minga, bo tak naprawdę był dość chłodnym człowiekiem, często spędzając czas w towarzystwie mężczyzn i kobiet wszelkiego pokroju. Nie sądzili, że nadejdzie dzień, w którym i on zostanie trafiony strzałą amora.

– Skąd miałem wiedzieć, że to tak się skończy? – Bai Ming nigdy nie udawał przed Ruan Nanzhu. Westchnął, opierając się o sofę. – Był po prostu taki cholernie słodki, a ja naprawdę myślałem, że tylko się z nim droczę…

– Ale to fajna zabawa, prawda?

– Superancka – zaśmiał się z bólem Bai Ming. – Dobra, wasze jedenaste drzwi będą za niecałe dwa lata, tak? Możesz zdradzić, jaką macie wskazówkę?

– Jasne. – Ruan Nanzhu wzruszył ramionami. – Brak rozwiązania.

– Hę? – Przez chwilę Bai Ming nie mógł zrozumieć, co usłyszał. – Brak rozwiązania?

– Właśnie tak jest na niej napisane – wyjaśnił Ruan Nanzhu. – Przeszedłem dziesiąte drzwi dwukrotnie i za każdym razem wskazówka brzmiała: „Brak rozwiązania”.

Bai Minga zatkało. Jego wyraz twarzy się skrzywił i w końcu nie mógł powstrzymać przekleństwa. Tak wiele poświęcali, wchodząc przez drzwi i jedyną podpowiedzią było coś takiego? Czy drzwi z nich kpiły?

– Nie panikujesz? – zapytał Bai Ming. – Zabierasz swojego małego ukochanego w drzwi z taką wskazówką?

– To nie ja jestem tym małym ukochanym, on jest młodszy ode mnie – poprawił go Lin Qiushi, odzywając się po raz pierwszy.

– Może wiekiem jesteś starszy, ale pod innymi względami to ja jestem większy.

Lin Qiushi zamilkł. Ruan Nanzhu, ty bezwstydny…!

– Doszło do czegoś takiego, a ty żartujesz! – mruknął Bai Ming.

– Przejdziemy przez ten most, kiedy do niego dotrzemy, więc nie ma sensu panikować.

Bai Ming nie miał na to nic więcej do powiedzenia – wykonał jedynie gest szacunku w stronę Ruan Nanzhu i pogratulował mu tego bezprecedensowego optymizmu.

Wszyscy mówili, że prawdziwa miłość to zarówno miękka chrząstka, jak i twarda zbroja, która ją chroniła. Wyglądało na to, że Lin Qiushi naprawdę poświęcał mu wiele uwagi. Bai Ming, obserwując swojego dobrego przyjaciela w tym momencie, nie mógł powiązać tej osoby z okropnie niepewnym siebie Ruan Nanzhu z przeszłości.

Wszyscy się rozwijali. Lin Qiushi też to robił, podobnie jak Ruan Nanzhu.

– Dobra, to idę – powiedział Bai Ming. –Jestem umówiony z nim na kolację. Ostatnio kręci nowy film i trudno mu znaleźć czas, żeby się ze mną spotkać. – Wstał i zaczął się szykować do wyjścia.

– Do zobaczenia. – Ruan Nanzhu mu pomachał.

– Zadzwoń do mnie, jeśli coś się wydarzy, zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby pomóc – dodał Bai Ming. – Do jedenastych drzwi pozostały wam jeszcze dwa lata, więc pracuj ciężko do tego czasu, Ruan Nanzhu.

– Mh, tak zrobię – odpowiedział mężczyzna. Patrzył, jak Bai Ming wychodzi z gabinetu i schodzi na dół.

Lin Qiushi również miał zamiar wyjść, ale Ruan Nanzhu go powstrzymał. Spojrzał na niego zdezorientowany i zobaczył dziwny uśmiech na jego twarzy.

– Qiushi.

– Hmm?

Ruan Nanzhu wskazał na biurko stojące przed nimi.

– Chcę spróbować tutaj.

Lin Qiushi potrzebował chwili, aby zrozumieć, co miał na myśli, a gdy już mu się to udało, jego uszy po chwili zrobiły się czerwone.

– Ruan Nanzhu! – krzyknął. – Jesteś bezwstydny!

– Tak, jestem bezwstydny – przyznał szczerze.

Lin Qiushi przez moment zatęsknił za Ruan Nanzhu, który był niczym nieosiągalny, chłodny kwiat postawiony na wysokim regale.

Tłumaczenie: Ashi

Tom I Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32

Tom II
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53

Tom III
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77

Tom IV
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95

Tom V
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 126
Rozdział 126

Tom VI
Rozdział 127
Rozdział 128
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6
Ekstra 7
Ekstra 8
Ekstra 9
Ekstra 10

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: