W tym momencie, stojąc twarzą w twarz z całkowicie oszołomionym Jiang Yingruim, Lin Qiushi w końcu zrozumiał, dlaczego Ruan Nanzhu tak wysoko cenił sobie aktorstwo. Ten, który uderzył pierwszy, stał się niewinnym małym kociakiem, drżącym w ramionach towarzysza. Dodatkowe chlipanie byłoby oczywiście jeszcze lepsze, ale Lin Qiushi wciąż był w tym nowy i nie miał jeszcze wystarczającej wprawy, aby płakać przy byle okazji.
Ale to, co zrobił, już wystarczyło.
Feng Yongle wpadł we wściekłość.
– Ty bydlaku, co do cholery zrobiłeś Qiuqiu!
Plecy Jiang Yingrui wciąż go bolały i ledwo co zdążył podnieść się z podłogi, gdy stanął twarzą w twarz z wściekłym Feng Yongle. Uśmiechnął się słabo.
– Co niby zrobiłem? To ona mnie pierwsza uderzyła…
– Jak mogła uderzyć cię pierwsza! – Feng Yongle wyraźnie mu nie wierzył. Mocno zmarszczył brwi i spojrzał na Jiang Yingruiego, jakby ten był tylko nikczemnym oportunistą. – Spójrz na nią, czy ona wygląda na kogoś, kto atakuje pierwszy?!
Jiang Yingrui spojrzał na Lin Qiushiego, który skulił się jak królik, i zapadł w milczenie.
Rzeczywiście może i nie zaatakowała go pierwsza, ale nie zmienia to faktu, że faktycznie dostał w kość od dziewczyny. Jiang Yingrui wiedział, że nikt mu nie uwierzy, więc po prostu rzucił Lin Qiushiemu wściekłe spojrzenie, odwrócił się i odszedł. Wydawał się naprawdę wkurzony.
Lin Qiushi wciąż lekko się trząsł. Feng Yongle, patrząc z boku, pomyślał, że się boi. Jednak tylko Ruan Nanzhu, który teraz mocno go obejmował, wiedział, że tak naprawdę powstrzymuje śmiech.
– W porządku, wszystko w porządku – powiedział Feng Yongle. – Qiuqiu, nie bój się. Ten człowiek już odszedł.
Lin Qiushi skinął głową na znak, że zrozumiał. Widząc czerwone obwódki jego oczu, Feng Yongle nie przestawał go pocieszać.
– Nie bój się, ochronimy cię. Nie zostawiajmy jej samej następnym razem, gdybyśmy nie wrócili na czas i coś by się stało…
Ruan Nanzhu pomyślał, że gdyby pobił tego gościa na śmierć, to rzeczywiście byłyby kłopoty. Jednak na głos zgodził się z Feng Yongle i powiedział, że to jego wina, bo nie przemyślał dobrze tej sprawy.
Incydent zakończył się porażką Jiang Yingruiego. Nie było prawdopodobne, że powie wszystkim, że Lin Qiushi skopał mu tyłek – a nawet gdyby to powiedział, kto by mu uwierzył?
Po tym całym zamieszaniu Lin Qiushi nagle przypomniał sobie o czymś innym. Wyciągnął telefon i wpisał: Pielęgniarka ostrzegała nas, żebyśmy nie wychodzili po 20:00. To zasada sanatorium czy dla nas?
Ruan Nanzhu i Lin Qiushi znali się już na tyle dobrze, że wystarczyło im jedno spojrzenie, by się zrozumieć.
– Pójdę zapytać pacjenta.
Poszli do pobliskiego pokoju, znaleźli tam stosunkowo zdrowego pacjenta i zapytali go o „godzinę policyjną”.
Pacjent był ubrany w numerowany szpitalny fartuch i miał beznamiętną minę. Na ich pytanie odpowiedział chłodno:
– Oczywiście, że nie możemy wyjść w nocy.
– Dlaczego? – zapytał Feng Yongle. – Od jak dawna obowiązuje ta zasada?
– Od dawna. I skąd miałbym wiedzieć dlaczego? – Jego ton był bardzo zimny, a palce nerwowo zaciśnięte w pięść. – Może zajmują się czymś, czego nie mogą nam pokazać.
Lin Qiushi zastanowił się chwilę nad słowami pacjenta.
– Więc o… – Feng Yongle chciał zapytać o coś więcej, ale pacjent zaczął krzyczeć, do tego dość agresywnie.
– Nie wiem! Przestań mnie pytać, nic nie wiem, przestań mnie pytać! – krzyczał i nawet mocno uderzał rękami w metalową ramę łóżka. Był tak zaciekły, że wydawał się gotowy skoczyć na nich i walczyć w każdej chwili.
Widząc go w takim stanie, zrozumieli, że nie dowiedzą się już więcej i szybko odeszli.
– Czy możemy wyjść w nocy, czy co… – Feng Yongle był trochę zaniepokojony, ponieważ ta sprawa nie wydawała się jeszcze do końca jasna. Nie mieli też odwagi tego sprawdzić. Jeśli wyjście z pokoju w nocy było warunkiem śmierci, to byli w kropce.
– Dowiemy się rano.
– Jak? – Feng Yongle nie zrozumiał.
Ruan Nanzhu wskazał na pokój ze zwłokami, których pilnowali przez cały ten czas.
– Jeśli jutro będzie pusty lub liczba ciał się zmniejszy, to znaczy, że zajmują się nimi w nocy. Jeśli tak jest, to powinniśmy móc opuścić pokoje.
– Rozumiem!
– Jeśli liczba ciał się nie zmniejszy, będziemy musieli użyć innej metody, aby znaleźć tunel – powiedział Ruan Nanzhu. – Ale inne metody są o wiele mniej wydajne. – Dni mijały jak z bicza trzasło, a wskazówka co do klucza nie była jeszcze oczywista, więc nie mogli tracić zbyt wiele czasu na kwestię tunelu.
Omówili tę sprawę przy obiedzie. Po południu nadeszła kolej Feng Yongle na pilnowanie pokoju, podczas gdy Lin Qiushi i Ruan Nanzhu poszli szukać wskazówek gdzie indziej.
Zrobili rundkę wokół sanatorium i potwierdzili, że w całym zakładzie nie ma ani jednego lekarza. Okazjonalnie spotykali jedynie pielęgniarki.
Szczerze mówiąc, pielęgniarki zdawały się być w gorszym stanie niż pacjenci. Każda z nich wydawała się być nieprzytomna i wpadała w panikę, gdy ktoś do niej mówił lub ją przesłuchiwał.
– Nic nie wiem. – Ta nie była wyjątkiem. Ruan Nanzhu nie otworzył nawet ust, żeby zapytać, gdy pielęgniarka odwróciła się i odbiegła. Mężczyzna miał tego dość, więc szybko wyciągnął rękę i złapał kobietę za ramię, powstrzymując ją przed ucieczką.
– Nawet o nic cię nie zapytaliśmy, dokąd uciekasz?
Pielęgniarka wydawała się okropnie przestraszona.
– Chyba że już wiesz, o co zapytamy? – Ruan Nanzhu uniósł brew.
Pielęgniarka przełknęła ślinę i się rozejrzała.
Mężczyzna zwiększył nacisk chwytu.
– Hm?
Pielęgniarka wyglądała na zbolałą. Ale gdy Lin Qiushi myślała, że naprawdę nic nie powie, przemówiła cicho:
– Ona go szuka.
– Co?
– Szuka go… To on ją zabił.
Jej słowa były niejasne i tajemnicze, ale Ruan Nanzhu zdawał się rozumieć.
– To gdzie on jest?
– Nie wiem, nikt nie wie… – powiedziała pielęgniarka. – Ale jest w tym sanatorium. – Po tych słowach siłą wyrwała się z uścisku i pośpiesznie odeszła.
– Ten lekarz jest w sanatorium, ale ono przecież nie jest duże… – odezwał się cicho Lin Qiushi, ponieważ nie było nikogo w pobliżu i nie było sensu zawracać sobie głowy pisaniem.
Ruan Nanzhu pokręcił głową, nie odpowiadając i pogrążając się w głębokiej kontemplacji.
Dzień zakończył się w ten sposób. Nie znaleźli więcej wskazówek, gdzie jest lekarz. Słowo „lekarz” wydawało się tutaj tabu. Zarówno pacjenci, jak i pielęgniarki mocno na nie reagowali, albo wyglądając na przerażonych, albo po prostu odwracając się i uciekając.
Feng Yongle kucał przy pokoju z trupami przez prawie cały dzień. Po ponownym spotkaniu wymienili się wskazówkami.
– Ludzie często tu przychodzili i wychodzili, zawsze przynosząc nowe ciała do środka. Pokój musi być już pełny… Będą musieli go opróżnić.
Siedzieli w kawiarni i rozmawiali przy kolacji. Ruan Nanzhu z kolei opowiedział mu swoją hipotezę.
– Ale gdzie mamy znaleźć doktora? – powiedział Feng Yongle, wzdychając.
Tak, to było pytanie.
Tuż przed zakończeniem posiłku Ruan Nanzhu wyjął z miski niewielką grudkę ryżu, włożył ją do plastikowego woreczka i schował do kieszeni.
Zrobił to szybko. Feng Yongle w ogóle nic nie zauważył.
Ruan Nanzhu niczego nie wyjaśnił, tylko lekko się uśmiechnął do Lin Qiushiego. Lin Qiushi o nic pytał.
Po kolacji wrócili do swoich kwater. Feng Yongle westchnął z uznaniem, jak fajne były te drzwi, że minęły już trzy dni i nikt jeszcze nie umarł…
– Zakładam, że gdy skończy nam się czas, to prawie cała grupa zginie naraz – odpowiedział leniwie Ruan Nanzhu. – I tylko jeden z nas się wydostanie… Myślisz, że będziesz tym szczęściarzem?
Feng Yongle roześmiał się zupełnie bez humoru.
– Nie odważyłbym się tak myśleć.
Szanse wynosiły jeden do czternastu, a przegrana oznaczała śmierć, więc kto śmiałby się o to zakładać?
– Pogadajcie beze mnie, mam coś do załatwienia. Wyjdę na chwilę. – Ruan Nanzhu nagle wstał, otworzył drzwi i wyszedł.
Feng Yongle się przestraszył.
– Dokąd idziesz?
Ruan Nanzhu go zignorował.
– Dokąd ona idzie? – Feng Yongle zwrócił swoje zdziwione spojrzenie na Lin Qiushiego, który jedynie podniósł dłonie ku niebu, dając do zrozumienia, że on również nie wie.
Na szczęście Ruan Nanzhu wrócił tak szybko, jak wyszedł. Nie minęły nawet trzy minuty. Feng Yongle nadal chciał zapytać, co zrobił, ale spojrzenie Ruan Nanzhu sprawiło, że musiał zrezygnować.
Lin Qiushi również był bardzo ciekawy, więc Ruan Nanzhu podszedł blisko jego ucha i wymamrotał:
– Spokojnie, dowiesz się jutro.
Lin Qiushiego zatkało. Więc co takiego do cholery zrobiłeś?
Zapadła noc. Położyli się na swoich łóżkach, szykując się do zaśnięcia.
Dźwięk stukania wysokich obcasów znów rozległ się na korytarzu. Lin Qiushi był już do tego przyzwyczajony i po prostu zachowywał się, jakby tego nie słyszał. Zgodnie z zasadami z ostatnich dwóch dni, pielęgniarka z myślami samobójczymi powinna być w pobliżu zaraz po zmroku, aby wyskoczyć z budynku. Lin Qiushi miał nadzieję, że przynajmniej będzie cicho, aby go więcej nie obudzić.
Z tymi myślami Lin Qiushi zasnął.
Chociaż był gotowy na to, że zostanie obudzony, Lin Qiushi i tak był w szoku, gdy obudził go głośny, okropny krzyk. Otworzył oczy i zobaczył, że Feng Yongle również się ocknął. Ich przerażone spojrzenia się spotkały.
– Pomocy…! Pomocy…! – Tym razem nie słychać było uderzeń wypadającego przez okno ciała o twardą ziemię, ale żałosny krzyk człowieka. Ktoś był przestraszony i biegł wzdłuż korytarza, jakby go coś ścigało.
Lin Qiushi natychmiast się obudził, ponieważ głos wołający o pomoc był bardzo znajomy – wyraźnie należał do Xue Zhiyun, dziewczyny, która próbowała ich oszukać.
– Ratujcie mnie! – Krzyki Xue Zhiyun były okropne. Straszne. Jakby goniło ją coś niewyobrażalnie przerażającego.
– Aaaaach, aaaaAAACH! – Pomiędzy krzykami słychać było odgłos ostrej broni wbijającej się w ciało. Wydawało się, że dźwięk rozlegał się tuż za ich drzwiami.
Znowu rozległy się pospieszne kroki. W końcu Xue Zhiyun chyba została złapana przez tę rzecz, a jej krzyki stawały się coraz słabsze.
Lin Qiushi i Feng Yongle usiedli na swoich łóżkach.
Dźwięki wydawane przez Xue Zhiyun w końcu ucichły. Lin Qiushi usłyszał, jak coś ciężkiego ciągnięto wzdłuż korytarza, a potem głośny łomot – najwyraźniej dziewczyna została wyrzucona przez okno.
To było piąte piętro. Nawet jeśli Xue Zhiyun przeżyła atak na korytarzu, to na pewno nie przeżyła upadku.
Lin Qiushi powoli wstał i podszedł do okna. Przez szybę mógł zobaczyć ciało dziewczyny.
Upadła twarzą w dół, a jej ciało było całe połamane. Nie było mowy, żeby nadal żyła. Tuż obok niej stał pokryty krwią ghul – pielęgniarka, która bez końca wyskakiwała z budynku nocą. Uśmiechała się złowrogo, w dłoni trzymając długi ostry nóż. Jego ostrze było pokryte świeżą krwią.
Lin Qiushi powoli wycofał się do swojego łóżka
Na zewnątrz rozległ się odgłos przekleństw, a potem jeszcze więcej żałosnych błagań i pospiesznych kroków. Noc, która powinna być cicha, ożyła tymi hałasami.
Ani Lin Qiushi, ani Feng Yongle nie mogli zasnąć. Ruan Nanzhu był jednak tak zrelaksowany jak zwykle. Poza tym, że początkowy hałas go wybudził, wciąż leżał w łóżku i wyglądało na to, że naprawdę znowu zasnął.
Lin Qiushi po prostu siedział na swoim posłaniu całą noc. Wypuścił oddech dopiero gdy na zewnątrz pojawił się świt. Feng Yongle zachował się podobnie do Lin Qiushiego. Gdy tylko nastał dzień, obaj pobiegli otworzyć drzwi pokoju, chcąc zobaczyć, co się dzieje na zewnątrz. Gdy tylko to zrobili, byli oszołomieni widokiem, jaki ukazał się na korytarzu.
Każdy centymetr był przesiąknięty świeżą krwią. Nawet sufit został pokryty czerwienią.
Lin Qiushi rozejrzał się wokół i bardzo szybko odnalazł pomieszczenie, w którym doszło do incydentu – był to pokój zajmowany przez grupę Jiang Yingruiego.
Nagle coś sobie uświadomił. Podszedł do drzwi pokoju, chcąc zobaczyć, jaki mają numer. Numery pokoi były tutaj nieco szczególne. Drukowano je na kawałku tektury i wkładano w przezroczystą ramkę. Z tego powodu bez problemu dało się je pozamieniać.
Jednak Lin Qiushi był ostrożny, ponieważ pokój przed nim nie miał numeru 502. Nie został podmieniony, co miało sens. Jiang Yingrui myślał wcześniej o zmianie numeru pokoju i z pewnością sam byłby bardzo ostrożny.
Nagle coś zauważył.
– O co chodzi? – zapytał Feng Yongle.
Lin Qiushi pokręcił głową i wskazał wnętrze pomieszczenia.
– Powinniśmy zajrzeć do środka? Och, w środku też jest krew… – Odwrócił się i wszedł do pokoju.
W tym samym momencie Lin Qiushi wyciągnął kartę z numerem pokoju. Od razu zauważył, że coś jest nie tak – była zdecydowanie za gruba. Odwrócił tabliczkę i zobaczył na odwrocie kolejny numer: 502.
W ułamku sekundy zrozumiał, co zrobił Ruan Nanzhu – użył kleistego ryżu, aby przykleić tabliczkę 502 na odwrocie oryginalnej karty z numerem pokoju Jiang Yingruiego.
Lin Qiushi, zerkając w dół, oderwał dodatkową tekturkę, wytarł palcami ślady ryżu i odłożył na miejsce oryginalny numer pokoju, ten drugi chowając szybko do własnej kieszeni.
Feng Yongle nie widział, co zrobił jego towarzysz, wciąż oglądając pokój zbryzgany krwią. Najwyraźniej niczego nie znalazł, więc opuścił go, potrząsając głową i wzdychając.
– Prawdopodobnie wszyscy nie żyją, co?
Lin Qiushi: Nie wiem, ale widziałam tylko ciało Xue Zhiyun.
Grupa Jiang Yingruiego składała się z trzech osób. Jedną z nich była Xue Zhiyun, a drugą starszy, niewyróżniający się niczym szczególnym mężczyzna. Xue Zhiyun nie mogła być jedyną, która zmarła wczoraj wieczorem. Pytanie więc brzmiało, gdzie podziały się pozostałe dwa ciała?
– Czy mogą być na dole? – mruknął Feng Yongle.
Lin Qiushi: Możliwe…
Inni stopniowo się zbierali. Trzy zgony w ciągu jednej nocy – wszyscy byli naturalnie niespokojni. Dlaczego coś stało się z tym pokojem?
– Gdzie oni wczoraj poszli? Czy wszyscy troje mogli wypełnić zasady śmierci? – grupa dyskutowała przyciszonymi pomrukami. – Myślę, że widziałem, jak weszli do magazynu zwłok.
– Ale ja też tam wszedłem – odpowiedział ktoś z przerażeniem. – Dlaczego ja jeszcze żyję…?
– Może limit śmierci został osiągnięty? – Tym, który mówił, był sympatycznie wyglądający mężczyzna w średnim wieku o imieniu Cheng Dao, jeśli Lin Qiushi dobrze pamiętał. – Nawet jeśli wszyscy spełnili warunek śmierci, w końcu nie ma gwarancji, że wszyscy zginiemy w ciągu jednej nocy.
Po tych słowach wszyscy, którzy wczoraj weszli do pomieszczenia, w którym przechowywano zwłoki, zbledli.
To była prawda. Istniał limit liczby osób, które duchy mogły zabić, w przeciwnym razie śmierć całej grupy w ciągu jednej nocy byłaby powszechnym zjawiskiem.
– Widzieliście ich ciała? – zapytał Cheng Dao. – Widziałem tylko zwłoki dziewczyny.
– Tutaj jest jedno – odpowiedział ktoś. – Ten mężczyzna, który był z nimi.
Podobnie jak Xue Zhiyun, również został zrzucony z piątego piętra przez pielęgniarkę. Po prostu poleciał w innym kierunku, więc Lin Qiushi nie widział jego zwłok.
Początkowo Lin Qiushi myślał, że tym mężczyzną jest Jiang Yingrui, ale po zobaczeniu trupa potwierdził, że to nie on.
– A co z ostatnim ciałem? – Wszyscy poczuli się nieswojo.
Taka sytuacja była z pewnością trudna do przetrwania, chyba że Jiang Yingrui miał jakąś specjalną metodę. Umysł Lin Qiushiego, z jakiegoś powodu, powędrował do drugiej wskazówki z bardziej szczegółowymi podpowiedziami. Czy Jiang Yingrui też…? Lekko zmarszczył brwi.
Gdy tłum dyskutował między sobą, Jiang Yingrui pojawił się za drzwiami. Było zrozumiałe, że przyciągnął uwagę wszystkich obecnych.
– Co? Co się stało? – zapytał uprzejmie, a na jego twarzy pojawił się sztuczny uśmiech.
Widząc go, oczy Lin Qiushi lekko się rozszerzyły – nie spodziewał się, że Jiang Yingrui nagle się pojawi!
– Czemu tak na mnie patrzycie? – Ton mężczyzny był zupełnie spokojny.
– Ty… Czy ty już nie jesteś… – Inni nie mogli w to uwierzyć. Jiang Yingrui powinien już być martwy, więc jak mógł tam stać cały i zdrowy?
– Och – powiedział Jiang Yingrui. – To nie tak. Mieliśmy wczoraj drobną sprzeczkę, więc poszedłem spać do innego pokoju. Nie ma w tym problemu, prawda?
Tłum milczał. Jasne, wyjaśnienie może i było sensowne, ale wszyscy i tak czuli, że coś jest nie tak.
Lin Qiushi również. Obserwował swobodne zachowanie Jiang Yingruiego i nie mógł powstrzymać się od myśli, że kłamie.
Jednak ten nie zawracał sobie głowy dalszymi wyjaśnieniami. Jego spojrzenie przesunęło się po tłumie i zapytał:
– Gdzie jest Ruan Baijie?
– Dlaczego o nią pytasz? – Feng Yongle nie miał cierpliwości do tego człowieka.
– Mam ku temu powód. – Uśmiechnął się. – Ponieważ podejrzewałam, że to Ruan Baijie ich zabiła.
Lin Qiushi obserwował go bez żadnej reakcji.
– O czym ty, do cholery, mówisz! – Feng Yongle był bardzo niezadowolony. – To ty pierwszy próbowałeś nas zabić. Gdybyśmy tego nie odkryli, już byśmy zdechli…!
Jiang Yingrui nic nie powiedział. Po prostu podszedł do drzwi i zdjął kartę z numerem pokoju.
– No i co? – Feng Yongle prychnął.
Jiang Yingrui przyjrzał się tabliczce, którą trzymał w ręku, ale ostatecznie nic nie powiedział. Lin Qiushi włożył ręce do kieszeni i powoli pocierał krawędź karty z numerem 502.
Gdy rozmawiali, w drzwiach pojawił się również Ruan Nanzhu. Skrzyżował ręce na piersi, patrząc na Jiang Yingruiego z uśmiechem, który nie był do końca uśmiechem, i zapytał:
– Hmm? O czym rozmawiacie?
Jiang Yingrui spojrzał w górę i spotkał wzrok Ruan Nanzhu. Można było odnieść wrażenie, że iskry latają między ich skrzyżowanymi spojrzeniami.
– O niczym – odparł mężczyzna i się uśmiechnął. Następnie odwrócił się i odszedł bez słowa.
Ruan Nanzhu obserwował go beznamiętnym wzrokiem.
Lin Qiushi podszedł do przyjaciela i pociągnął go za rękaw. Ruan Nanzhu poklepał go po głowie.
– Dobra dziewczynka.
Lin Qiushi spojrzał na niego z ukosa i miał ochotę powiedzieć: „Nie dotykaj mojej głowy”, a nawet wręcz: „Nie dotykaj moich włosów”.
– Chodź, pójdziemy na śniadanie – powiedział Ruan Nanzhu, przeciągając się.
Gdy nadarzyła się okazja, Lin Qiushi wcisnął kartę z numerem pokoju w dłoń Ruan Nanzhu. Ten nie był tym ani trochę zaskoczony, chowając ją do kieszeni swobodnym gestem.
– Coraz lepiej ci to wychodzi – powiedział Ruan Nanzhu z uśmiechem.
Lin Qiushi również się uśmiechnął i się nie odezwał.
– Nasza kochana Qiuqiu będzie w przyszłości tylko silniejsza. – Ruan Nanzhu przeciągał słowa, a jej ton był pełen dobrego humoru. – Być może to Qiuqiu będzie mnie chronić w przyszłości.
Lin Qiushi chciał, żeby Ruan Nanzhu przestał odstawiać taką szopkę, ale nie miał jak go do tego zmusić. Podejrzewał, że musiał udawać niemą dziewczynę, bo jego przyjaciel bardzo lubił się nad nim znęcać.
Jednak Feng Yongle był bardzo wzruszony ich przyjaźnią.
– Jesteście sobie naprawdę bliskie. Czy w rzeczywistości też tak jest?
– Tak. – Ruan Nanzhu się rozpromienił. – Nawet śpimy w tym samym łóżku każdej nocy.
Feng Yongle wyobraził to sobie i zakaszlał. Z jakiegoś powodu jego wyraz twarzy stał się dziwny.
Lin Qiushi nie rozumiał, co ten sobie pomyślał. Zamiast tego, znowu rozmyślał o Jiang Yingruim. Jego instynkt podpowiadał mu, że wczoraj wieczorem na pewno był w swoim pokoju z pozostałymi, ale jakoś udało mu się uciec przed śmiercią. Jednak w tym momencie nie potrafił konkretnie wskazać, jak to zrobił.
– Dobra, dość myślenia. – Ruan Nanzhu zrozumiał, co działo się w głowie Lin Qiushiego. – Najpierw napełnimy nasze żołądki.
Lin Qiushi skinął głową, wziął do ręki gotowaną na parze bułkę i włożył ją do ust. Ruan Nanzhu obserwował go z szerokim uśmiechem.
Włosy stanęły mu dęba. Lin Qiushi napisał: Czemu się na mnie gapisz?
– Bez powodu. – Mówił powoli i spokojnie. – Po prostu uważam, że jesteś dzisiaj wyjątkowo urocza.
Lin Qiushi zadrżał, mając silne podejrzenia, że ten drań wziął tego ranka niewłaściwe leki.
– Dobra, żartuję. – Ruan Nanzhu ziewnął, opierając brodę na dłoni. – A co z tym doktorem? Macie jakieś przemyślenia?
Lin Qiushi i Feng Yongle pokręcili głowami.
– Mam przypuszczenie – powiedział Ruan Nanzhu. – Jak myślicie, dlaczego pielęgniarka nie była w stanie znaleźć lekarza?
– Dlaczego? – zapytał beznamiętnie Feng Yongle.
– Czy nie wziąłeś pod uwagę, że lekarz może w ogóle nie być częścią tej instytucji?
Lin Qiushi był zaskoczony.
Tłumaczenie: Ashi
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Tom II
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53
Tom III
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77
Tom IV
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95
Tom V
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 126
Rozdział 126
Tom VI
Rozdział 127
Rozdział 128
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6
Ekstra 7
Ekstra 8
Ekstra 9
Ekstra 10