Gdy rój owadów się rozproszył, szybko opuścili jadalnię. Jednak gdy tylko wyszli na zewnątrz, zauważyli, że owady zatrzymały się na korytarzu, trzepocząc skrzydłami i tworząc w powietrzu cienką czarną linię, prowadzącą do jakiegoś nieznanego pomieszczenia.
Prawdopodobnie to właśnie była ich nić. Lin Qiushi myślał, że to będzie bardziej skomplikowane, ale jakimś cudem eksperyment Ruan Nanzhu był owocny.
– Czy pójdziemy za nim i zobaczymy, dokąd nas zaprowadzą?
– Jasne. – Ruan Nanzhu spojrzał na zegarek i potwierdził, że jest jeszcze wcześnie. – Chodźmy.
Udali się w kierunku wskazanym przez owady, w stronę, gdzie znajdowały się wszystkie kajuty.
Co pięć minut położenie pomieszczeń zmieniało się, a wraz z tym zmieniał się również kierunek, który wskazywały owady. Zawisając w powietrzu, wszystkie były połączone w sznur. Podążali ich śladem, ale bardzo szybko odkryli coś niepokojącego – w pewnym momencie owady rozdzieliły się na dwa roje. Jeden wskazywał w lewo, a drugi w prawo, w przeciwnych kierunkach.
– Dlaczego to się dzieje? – Gu Longming był kompletnie zdumiony, widząc rozdzielone owady. Złapał jednego i uwięził go w dłoni. Kiedy go puścił, ten szybko wrócił do pierwotnej pozycji. – Dlaczego się rozdzieliły? Chyba że… – Zrozumiał coś. Z bolesnym wyrazem twarzy spojrzał na Lin Qiushiego. – Chyba że są dwa potwory?
Wydawało się, że to jedyna odpowiedź, ale Lin Qiushi nie sądził, że sprawa będzie taka prosta.
– Rozdzielimy się i zobaczymy? – zapytał.
Ruan Nanzhu pomyślał chwilę.
– Dobrze, Gu Longming pójdzie z tobą w lewo, a ja w prawo.
Lin Qiushi skinął głową, nie sprzeciwiając się. Przypomniał tylko Ruan Nanzhu, że jeśli znajdzie coś podejrzanego, nie powinien robić nic na siłę. Tym razem celem było zebranie informacji.
Słysząc szczerą sugestię, Ruan Nanzhu nie mógł powstrzymać się od uśmiechu.
– Wiedziałam, że nasz Linlin jest już dorosły. Teraz się o mnie martwi, jakie to wzruszające.
– …Mówię bardzo poważnie.
– Tak, wiem, że mówisz poważnie. – Podszedł i cmoknął Lin Qiushiego w kącik ust. – Będę ostrożny. Do zobaczenia później.
Lin Qiushi pomachał mu ręką.
– Do zobaczenia później.
Podczas ich rozmowy przestrzeń wokół nich ponownie się zmieniła, a kierunek, w którym podążali, uległ kolejnej zmianie. Tym razem owady zdawały się prowadzić ich w stronę najniższego pokładu.
Lin Qiushi i Gu Longming nie tracili czasu i pokonali resztę drogi, mając nadzieję, że znajdą pomieszczenie, do którego prowadziły ich owady, zanim wszystko znów się zmieni.
Obaj byli szybcy, w ekspresowym tempie znajdując wskazane pomieszczenie. Tutaj też owady fruwały w powietrzu i oblepiały drzwi gęstą warstwą. Gdy tylko się zbliżył, Lin Qiushi poczuł silny, gnijący odór ryb.
Zapach był naprawdę ostry. Mniej więcej tak samo okropny, jak ten, który unosił się w kajucie poprzednim razem. Oczywiste było, że w tym pokoju znajdą zamkniętego gigantycznego ryboluda.
Lin Qiushi nie spieszył się i nie próbował wejść. Zamiast tego przyłożył ucho do drzwi i nasłuchiwał, czy w środku nie słychać żadnych dźwięków. W pomieszczeniu było na tyle cicho, że wydawało się, jakby nic w nim nie było, ale słyszał coś dziwnego: świszczący oddech… Dochodził z bliska, jakby od tego, co znajdowało się w środku, dzieliły go tylko pojedyncze drzwi.
Gu Longming z kolei patrzył przez okno. Wydawało się, że dostrzegł coś w atramentowej czerni, a jego twarz lekko zbladła, gdy cofnął się o kilka kroków. Wskazał gestem wnętrze pokoju Lin Qiushiemu, kiwając głową, by dać do zrozumienia, że coś tam jest.
Lin Qiushi wstał i także zajrzał przez okno.
Przez szparę w zasłonach dostrzegł parę żółtych oczu ukrytych w ciemności. Były to rybie oczy, z idealnie okrągłymi źrenicami i białkami emanującymi jasnym, złotym blaskiem. W tej chwili patrzyły w stronę drzwi w niezbyt przyjazny sposób.
Te oczy powoli się poruszyły, jakby istota wyczuła, że na zewnątrz stoją ludzie. Lin Qiushi zobaczył, jak powoli otwiera paszczę, wypełnioną białymi zębami i językiem delikatnie świecącym na niebiesko.
Chwila… żółte oczy? Lin Qiushi zamarł. Poczuł, że coś zrozumiał i szybko wyciągnął telefon komórkowy, włączając latarkę, by oświetlić pomieszczenie.
Gdy światło wdarło się do pokoju, Lin Qiushi w końcu mógł wyraźnie zobaczyć istotę. To było trudne do opisania stworzenie – a przynajmniej nigdy nie widział czegoś podobnego.
Miał gigantyczną rybią głowę i kruche ludzkie ciało. Z powodu tak dużej dysproporcji stworzenie nie mogło nawet stać prosto, leżąc jedynie na podłodze. Najbardziej rzucający się w oczy był długi, ostry róg wyrastający z jego „czoła” – wyglądał ostro i zabójczo… a pierwszą rzeczą, jaka przyszła Lin Qiushiemu na myśl, był długi miecz, który zabił mitycznego minotaura.
Uwagę ryboluda przykuło światło, a z jego paszczy wydobył się dziwny ryk. Gu Longming, widząc jego dziwny wygląd, nie mógł powstrzymać się od pocierania ramion, wymuszając uśmiech.
– Co to do cholery jest?
– To, co widzieliśmy w pierwszym pomieszczeniu, chyba hybryda ryby i człowieka – powiedział Lin Qiushi. – Pamiętasz te żółte oczy?
Gu Longming skinął głową, potwierdzając, że pamięta.
Na wzmiankę o żółtych oczach w końcu zrozumiał. Oczy ludożerczego rybo-potwora nie były żółte, lecz niepokojąco białe. Tego rodzaju detale łatwo się jednak zacierały w szokujących sytuacjach i tylko dzięki słowom Lin Qiushiego mógł teraz mgliście sobie przypomnieć.
– Więc są dwa potwory? – Gu Longming przełknął ślinę. – Jeśli chodzi o cel jego istnienia, czyżby… – Jego wzrok padł na ostry jak igła róg na szczycie głowy potwora i wypowiedział słowa, o których myślał Lin Qiushi: – Długi miecz?
– Możemy tak przypuszczać.
Jak dotąd nie znaleźli na statku innego odpowiedniego przedmiotu przypominającego broń. Prawda była taka, że w chwili, gdy Lin Qiushi wyraźnie przyjrzał się wyglądowi tego ryboluda, pomyślał podobnie. Gu Longming najwyraźniej wyciągnął te same wnioski co on.
Dźwięk ich rozmowy zdawał się pobudzać potwora. Zaczął dość gwałtownie pełzać, wijąc się w groteskowy i przerażający sposób. Widząc jego zdenerwowanie, Lin Qiushi poczuł się źle. Złapał więc Gu Longminga i cofnął się o kilka kroków.
W chwili, gdy się cofnęli, długi, ostry kolec wysunął się z solidnej, drewnianej ściany. Istota w pokoju użyła rogu na głowie, żeby przebić się na wylot – dwa, trzy razy, zostawiając po sobie kilka dziur. Gdyby się nie cofnęli, to łatwo było sobie wyobrazić, jak bolesne by to było.
Jednak gdy Lin Qiushi potwierdził tożsamość istoty w pokoju, nadszedł czas na kolejną zmianę. Pokój przed nimi zniknął, zastąpiony przez kolejną, zwykłą sypialnię. Sznur owadów znowu się pojawił, a miejsce, gdzie znajdowała się ryba, przeniosło się na górny pokład.
Gu Longming czuł obrzydzenie na samą myśl o tej istocie. Właściwie to lubił jeść ryby przed tymi drzwiami, ale po kilku dniach marynowania się w rybim smrodzie odruchowo poczuł mdłości na samą myśl o tym smaku. Niestety, nawet po wyjściu z drzwi minie jeszcze trochę czasu, zanim przestanie go brzydzić ryba.
– Chodź, pójdziemy zobaczyć, gdzie jest Zhu Meng.
Gu Longming skinął głową.
Obaj opuścili dolny pokład i ruszyli w górę. Znaleźli Ruan Nanzhu stojącego na górnym pokładzie z głową wychyloną za burtę. Odwrócił się, słysząc odgłos ich kroków.
– Co znaleźliście?
– Myślę, że znaleźliśmy długi miecz.
Oczy Ruan Nanzhu błysnęły.
– Naprawdę?
Lin Qiushi skinął głową i szybko opisał mu, co zobaczył. Zwrócił uwagę na długi róg, który widzieli na głowie ryboluda, i na to, że wyglądał na solidny i ostry, jakby stanowił potężną broń ofensywną.
Ruan Nanzhu powiedział, że w pokoju, który znalazł, zobaczył olbrzymiego potwora, który poprzedniej nocy zjadł tamtą kobietę.
– Ale jak mamy zabić tego ryboluda? – zapytał Gu Longming, kucając na deskach i z przygnębieniem zajadając cukierki, które dał mu Lin Qiushi. – Nie sądzę, żeby z tym stworem było łatwiej się uporać niż z jego mniejszą kopią, którą spotkaliśmy przed chwilą.
Najbardziej martwiła ich nie szerokość, ale głębokość potencjalnej rany. Gdy była głęboka, trudno się goiła, zwłaszcza na statku, na którym brakowało nawet podstawowego sprzętu medycznego. Było oczywiste, że po ukłuciu tym rogiem, nawet jeśli nie umarło się natychmiast, powikłania takie jak tężec mogły zabić w ciągu kilku następnych dni.
Ruan Nanzhu wysłuchał obaw Gu Longminga i pocieszył go, mówiąc:
– Nie martw się, jeśli naprawdę zajdzie taka potrzeba, to cię dobijemy.
– …a możecie tego nie robić? Dziękuję.
Lin Qiushi uważał to za pewien paradoks. Musieli najpierw zabić żółtookiego ryboluda, zanim mogli zabić potwora symbolizującego minotaura, ale w tym właśnie tkwił problem – jak to zrobić? Czy naprawdę wystarczyłoby wzięcie noża obiadowego i stanięcie z nim twarzą w twarz?
Gdy tak zastanawiali się, co zrobić, nagle z jadalni dobiegł ich hałas – krzyki przerażenia i wrzaski pełne bólu.
Po tym od razu wiedzieli, że stało się coś jeszcze. Lin Qiushi wymienił spojrzenia z Ruan Nanzhu i ruszył w stronę jadalni. Zanim jeszcze wszedł do środka, poczuł zapach krwi. Spojrzał w dół i zobaczył jej kałużę na deskach. W środku leżał ranny mężczyzna, zakrywając dłońmi ranę na brzuchu. Rana wydawała się bardzo głęboka i sączyła się z niej jasnoczerwona krew.
Gu Longming zrobił kilka kroków do przodu.
– Co się stało? Jak się zranił? – Zdjął kurtkę i, używając jej jako bandaża, zaczął opatrywać rany ofiary wyćwiczonymi ruchami. Próbował zatamować krwawienie.
Widząc jego zachowanie, Lin Qiushi zaczął snuć domysły na temat pracy Gu Longminga w prawdziwym świecie.
– Odkrył, że owady zdają się zmierzać w określonym kierunku, więc poszliśmy za nimi. – Osobą, która to mówiła, był towarzysz mężczyzny. Najwyraźniej był on świadkiem całego zajścia. Kontynuował drżącym głosem: – Ale kiedy tam dotarliśmy, z pokoju wysunął się długi kolec i wbił prosto w jego ciało.
Gu Longming zmarszczył brwi.
– Nie wygląda to dobrze. Wydaje mi się, że przebił nerkę. – Nie było pod ręką żadnych przydatnych środków medycznych, a biorąc pod uwagę ilość krwi wokół, ta osoba prawdopodobnie…
– Przyniosłam środek hemostatyczny w sprayu, czy możesz go użyć? – zapytała stojąca obok dziewczyna.
– Daj – powiedział Gu Longming. – Mogę tylko spróbować… traktować martwego konia jak żywego, prawda?
Zrobił, co mógł i zacisnął opaskę uciskową na ciele ofiary, aby ograniczyć krwawienie. Po zużyciu połowy hemostatyku w sprayu udało mu się zatamować nieustające krwawienie.
– Co dźgnęło twojego przyjaciela? – Widząc, że sytuacja się uspokoiła, ktoś zwrócił się do mężczyzny, który przeżył.
– Wyglądało jak ryba – odpowiedział ocalały. – Nie jestem pewien… Widziałem go tylko przelotnie, zanim to się stało.
– Pójdziemy sprawdzić. – Tłum był wyraźnie zainteresowany tą rybą i rozszedł się po statku. Chwilę później w środku pozostała tylko garstka ludzi.
– Jak to wygląda? Czy mój przyjaciel przeżyje?.
Gu Longming westchnął.
– Jeśli wyjdzie stąd jak najszybciej, może zostanie uratowany, ale… – Nie było to miejsce, do którego mogli przychodzić i z którego mogli wychodzić, kiedy chcieli.
Wszyscy ucichli. Gu Longming spojrzał na krew na rękach.
– Idę szybko umyć ręce. – Wstał i poszedł do łazienki.
Oddech ofiary stawał się coraz słabszy i mimo że Gu Longming zrobił wszystko, co mógł, kilka godzin później mężczyzna mimo wszystko zmarł.
Cała jadalnia była wypełniona zapachem krwi. Zbiegiem okoliczności nadeszła też pora kolacji – zestawy obiadowe z martwymi rybami akurat trafiły na stoły, a smród ryb i swąd krwi sprawiły, że wszyscy mieli jeszcze mniejszy apetyt. Nikt nawet nie pomyślał o jedzeniu, a większość wyszła z pomieszczenia.
Ruan Nanzhu jednak pozostał na swoim miejscu. Lin Qiushi również go nie poganiał, bo wiedział, że skoro zostaje, to musi mieć ku temu powody.
Gu Longming był nieco przygnębiony, że nie udało mu się uratować tamtego człowieka. Bez większej energii i apetytu grzebał w makaronie na talerzu.
Kiedy większość osób opuściła jadalnię, Ruan Nanzhu wyciągnął kilka plastikowych toreb z kieszeni.
– Co planujesz zrobić? – Lin Qiushi się zdziwił.
– Nie sądzę, żeby drzwi zmusiły nas do bezpośredniego starcia z tym czymś. Różnica siły jest zbyt duża.
– Więc chcesz… – Obserwował, jak Ruan Nanzhu zbierał wszystkie martwe ryby ze stołu i napychał sobie kieszenie, aż pękały w szwach. – Chcesz nakarmić to coś rybami?
– To właśnie aperitif upił minotaura w micie – odparł Ruan Nanzhu. – Teraz mniej więcej wiemy, czym on jest.
Zjedzona ryba fermentowała w brzuchu ofiary, a po rozcięciu żołądka można było ją skosztować. Był to w istocie rodzaj przystawki.
Ruan Nanzhu postanowił więc użyć ich obiadu, aby zwabić minotaura do żółtookiego ryboluda. Nie wiedzieli, czy to zadziała, ale musieli spróbować.
Ta metoda mogła być o wiele bardziej niezawodna niż wzięcie noża kuchennego do walki z potworem.
Ruan Nanzhu spakował wszystkie martwe ryby i zabrał je ze sobą, podążając śladami owadów, aby ponownie odnaleźć pomieszczenie, w którym mieszkał żółtooki rybolud.
W pomieszczeniu było już o wiele więcej dziur. Wyraźnie widać, że zwierzę zrobiło je ostrą bronią, którą miało na głowie.
Ruan Nanzhu gestem nakazał Lin Qiushi i Gu Longmingowi stanąć dalej, po czym jednym rzutem wrzucił torbę, którą trzymał w ręku, przez szczelinę w oknie.
Martwe ryby rozprysły się po całej ziemi, a potwór rzucił się na nie z ekscytacją. Podniósł je łapami i zaczął agresywnie obgryzać. Jadł szybko i w krótkim czasie pochłonął cały worek ryb, który wrzucił mu Ruan Nanzhu. Dobrze, że byli przygotowani, szybko wrzucając również pozostałe „porcje”.
Podczas posiłku Ruan Nanzhu stał i obserwował z boku. Lin Qiushi bardzo się martwił, że się zrani, ponieważ krew ostatniej ofiary wciąż ściekała ze ściany koło okna.
Żółtooki rybolud dokończył wszystkie ryby, nie zostawiając nawet jednej głowy. Kiedy był już pełny, rozejrzał się wokół zadowolony, po czym położył się spać na ziemi.
– Chodźmy – powiedział Ruan Nanzhu.
Na zewnątrz było już trochę ciemno i chociaż naprawdę chciał zobaczyć, co się dziś wieczorem wydarzy, zostanie tu nie było mądrym posunięciem.
Więc wszyscy trzej poszli i znaleźli inny pokój, w którym mogliby odpocząć. Położyli się do łóżek, czekając na nadejście wieczoru.
Ostatni promień światła zniknął wraz ze słońcem chowającym się za horyzontem. Nie widać było ani skrawka księżyca ze względu na burzowe chmury rozpostarte na niebie niczym płachta materiału, a słychać było jedynie wyjący morski wiatry. Lin Qiushi nie mógł spać, bezmyślnie wpatrując się w okno.
Ruan Nanzhu najpierw spał w innym łóżku, ale w trakcie nocy jakimś cudem znalazł się obok Lin Qiushiego. I tak oto obaj byli teraz przytuleni do siebie.
Nie odzywali się ani nawet na siebie nie spojrzeli. Znali się jak łyse konie, jakby przeżyli już setki i tysiące identycznych sytuacji.
Czekali na odpowiedź na swój eksperyment.
Około trzeciej nad ranem ich czekanie w końcu przyniosło rezultaty.
Uszy Lin Qiushiego wychwyciły coś w rodzaju ryku dzikiej bestii, a potem odgłosy zaciętej bitwy. Byli dość daleko od tych dźwięków i nie mogli dokładnie zrozumieć, co się dzieje, ale bitwa trwała bardzo długo. Dopiero gdy słońce prawie wzeszło, stopniowo hałas zanikał.
– Kto twoim zdaniem wygrał? – zapytał cicho Ruan Nanzhu.
– Nie wiem – powiedział Lin Qiushi. – Właściwie nie robi nam to różnicy.
Choć początkowo wszystko szło zgodnie z planem, wydarzyło się coś nieoczekiwanego – wkrótce po tym, jak odgłosy walki ucichły, na statku rozległy się ludzkie krzyki i płacz. Słysząc to, Lin Qiushi wyczołgał się z łóżka, zerwał na równe nogi i podszedł do okna. Chciał zobaczyć, co dzieje się na zewnątrz, ale poranek był zbyt ciemny i nie mógł niczego dostrzec.
Na szczęście wzrok Ruana Nanzhu zadziałał w kluczowym momencie. Zobaczył, jak rybolud wciąga na górny pokład walczącego człowieka.
– Jak to możliwe?! – Kiedy Lin Qiushi usłyszał, co się dzieje, nie mógł uwierzyć. – Nikt dziś nie jadł ryb w jadalni…
Ruan Nanzhu zmarszczył brwi.
– Pamiętasz… gościa, którego Jian Qianyuan wczoraj zraniła?
Jego towarzysz pokiwał głową.
– Nie sądzę, żeby w ogóle przyszedł dzisiaj do jadalni.
Lin Qiushi przez cały dzień był skupiony na dwóch potworach i niczego nie zauważył.
– Ale czyż to nie dobrze, że nie przyszedł do jadalni?
Czy to nie oznaczało, że nie zjadł ryby, więc dlaczego potwór miałby go atakować?
Ruan Nanzhu tylko się skrzywił.
– Ryby można znaleźć nie tylko w jadalni.
Lin Qiushiemu od razu przypomniała mu się ta brudna kuchnia.
– W kuchni jest mnóstwo ryb do zjedzenia – kontynuował Ruan Nanzhu. – Musi być jakaś ofiara.
Lin Qiushi westchnął. Myślał, że tej nocy nie będzie ofiary, ale teraz, kiedy o tym pomyślał, doszedł do wniosku, że był naiwny. Za drzwiami wcale nie było miło. Im dłużej tu zostaną, tym większe będą straty.
Krzyki tej osoby stopniowo ucichły, pozostawiając po sobie jedynie ciszę długiego wieczoru.
Udało mu się jeszcze usnąć przed świtem. Nie wiedział jednak, czy śnił mu się jakiś koszmar, czy może jednak wcale nie zasnął, ale miał wrażenie, że przez resztę wieczoru ta istota krążyła wokół pokoju, w którym się znajdowali. Czuł nawet mdły odór ryb.
Trzeciego dnia żadne z nich nie było w dobrym humorze. Nie spali dobrze od kilku nocy, bo wiele rzeczy ich niepokoiło.
Kilka dni takich wydarzeń sprawiło, że grupa była już otępiała na myśl o pojawieniu się kolejnego ciała na pokładzie. Pozbyli się go w wyćwiczonych ruchach i wyszorowali pokład do czysta, zachowując się, jakby nic się nie stało.
Lin Qiushi nie był skupiony na pokładzie. Wyszedł wcześnie do jadalni, mając nadzieję na znalezienie śladów insektów. Niestety, owady, które wczoraj utworzyły nić, zniknęły.
– Nie ma pośpiechu. – Ruan Nanzhu zerknął na zegarek. – Jeszcze wcześnie.
Lin Qiushi przytaknął ze zrozumieniem.
Bez nici nie mogli znaleźć dwóch potworów, więc mogli tylko czekać. Około jedenastej w końcu pojawił się człowiek, na którego czekał Lin Qiushi – NPC, który wczoraj przeobraził się w owady, ponownie przyszedł do jadalni. Miał na sobie te same ubrania, ten sam wyraz twarzy i wyglądał zupełnie jak przeciętny NPC, który ciągle resetuje się w grze.
Tym razem nie potrzebowali Ruan Nanzhu, aby ktoś do niego podszedł i mocno poklepał go po ramieniu.
Powtórzyło się to, co wydarzyło się wczoraj. Owady zleciały się, a potem rozproszyły, znikając z jadalni. W tym samym momencie na zewnątrz utworzyły się dwie nici, rozchodzące się w nieznanych kierunkach.
Lin Qiushi, Ruan Nanzhu i Gu Longming ruszyli za jedną z nich, aby znaleźć miejsce, którego szukali. Kilka minut później trafili do właściwego miejsca. Kajuta wyglądała zupełnie inaczej niż wczoraj, ponieważ już z zewnątrz wyraźnie było widać, że poprzedniej nocy rozegrała się tu zacięta bitwa. Drewniane listwy okienne były całkowicie zmiażdżone, a zamek w drzwiach został brutalnie wyrwany.
Wyglądało na to, że dwa potwory rzeczywiście stoczyły zaciętą walkę. Sądząc jednak po incydencie z poprzedniej nocy, wydawało się, że minotaur uzyskał przewagę.
Tłumaczenie: Ashi
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Tom II
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53
Tom III
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77
Tom IV
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95
Tom V
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 126
Rozdział 126
Tom VI
Rozdział 127
Rozdział 128
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6
Ekstra 7
Ekstra 8
Ekstra 9
Ekstra 10