Kaleidoscope of Death

Rozdział 56 – Fabryka konserw19 min. lektury

Następnie odwiedzili domy dwójki pozostałych zaginionych dzieci.

Szybko odkryli, że wszystkie ofiary były przez kogoś śledzone na krótko przed swoim zaginięciem. Jednak ich rodzice nigdy nie traktowali ich słów zbyt poważnie.

Och, jak tego żałuję! Gdybym tylko jej uwierzyła, nie zostałaby porwana. Cała wina leży po mojej stronie. To wszystko moja wina… Byłam okropną matką – szlochała matka jednej z zaginionych.

Po pocieszeniu jej Ruan Nanzhu zapytał:

Jeśli mogę zapytać, to czy masz jakieś informacje na temat jej zaginięcia? Jeśli tak, proszę nam o tym powiedzieć. Jest szansa, że to pomoże nam odnaleźć ją jak najszybciej.

Usłyszawszy to, matka zamilkła na chwilę, po czym cicho powiedziała:

Informacje… Słyszałam kiedyś, że na obrzeżach tego miasta ukrywa się potwór… oczywiście to tylko plotka i nikt go tak naprawdę nie widział.

Zainteresowanie Ruan Nanzhu wzrosło.

Potwór? Jaki potwór?

Nie wiem – odpowiedziała matka. – Nie wiemy, jak to wygląda, ale krążą pogłoski, że to stworzenie jest bardzo, bardzo wysokie…

To były wszystkie informacje, jakie posiadała kobieta.

Dzięki przesłuchaniu Ruan Nanzhu dowiedzieli się, że dziewczynka lubiła bawić się w pobliżu fabryki konserw rybnych i choć próbowali jej tego zakazać, często i tak się tam zakradała. Prawdopodobnie właśnie tam widziano ją po raz ostatni.

Fabryka konserw wydawała się być bardzo ważnym miejscem. Lin Qiushi i Ruan Nanzhu jednomyślnie postanowili zwiedzić ją po obiedzie.

Podobnie jak w przypadku innych posiłków, teraz też coś było nie tak ze smakiem. Kilka dań zawierało ryby i wydzielało nieprzyjemny, rybi zapach. Na środku stołu stało kilka otwartych puszek. W porównaniu z resztą potraw wyglądały jak niezły przysmak. Z tego powodu wiele osób wcinało je z zapałem pałeczkami i dziwiło się, jak bardzo były pyszne.

Z uwagi na informacje, które zebrali rano, Lin Qiushi naprawdę nie był nimi zainteresowany. Zjadł kilka rzeczy na chybił trafił, a następnie wyjął telefon, aby uporządkować myśli. Ironicznie, jego tożsamość niemej dziewczyny była dość pomocna, ponieważ nikt nie podszedł, aby z nim porozmawiać. Wszyscy traktowali go, jakby był niewidzialny.

Lin Qiushiemu spodobał się ten spokój.

Ponieważ był to dopiero drugi dzień po wejściu przez drzwi, wśród nich wciąż byli ludzie próbujący zaprzyjaźnić się z Ruan Nanzhu. Ich słowa były pełne pogardy wobec Lin Qiushiego.

Niektórzy byli bardziej taktowni, podczas gdy inni byli bezpośredni, mówiąc, że skoro nie może mówić, to tym bardziej w chwili zagrożenia nie krzyknie. Marnował z nią swój czas, więc czy nie wolałby współpracować z kimś innym?

Słuchając tego wszystkiego, Lin Qiushi był bliski wstania i wyrzucenia z siebie serii obelg. Udało mu się powstrzymać tylko dzięki herkulesowemu wysiłkowi. Przypominając sobie miłość Ruan Nanzhu do odstawiania cyrków, Lin Qiushi przybrał żałosny wyraz twarzy.

Mężczyzna natychmiast odrzucił prośby pozostałych, tak jakby słaby i delikatny wygląd Lin Qiushiego go poruszył. Do tego najwyraźniej uznał ich natarczywe prośby za uciążliwe i natychmiast wyprowadził swoją „partnerkę” z jadalni.

Dlaczego wszyscy wydają się tak chętni, żeby z tobą pracować? Przez twój wygląd? – zapytał ciekawski Lin Qiushi, gdy zmierzali w stronę fabryki konserw.

Ludzka natura polega na szukaniu tego, co im przynosi korzyści, i unikaniu tego, co może im zaszkodzić – powiedział Ruan Nanzhu. – Jeśli nie będą ostrożni i spotkają kogoś silniejszego od siebie, spróbują znaleźć sposób, aby trzymać się blisko niego.

Gdy znaleźli się w pewnej odległości od przetwórni, poczuli ostrą, rybią woń.

Ten zapach sprawiał, że czuło się nieprzyjemnie. Gdyby był tu ktoś, kto nie lubi jeść ryb, natychmiast wzięłoby go na wymioty.

Konserwownia znajdowała się na samym skraju miasta. W pobliżu nie widzieli żadnych oznak zamieszkania, a przy drodze nie było żadnych budynków. Drzewa były rzadkie, ale rosło mnóstwo krzewów. Za drzewami unosiła się gęsta mgła, wyznaczająca granicę tego świata.

Według burmistrza produkcja ustała, a fabryka konserw została zamknięta kilka lat temu. Teraz niszczała w ciszy. Ruan Nanzhu wyjął narzędzia i z łatwością otworzył zardzewiałą żelazną bramę, po czym weszli do środka.

Ta fabryka jest w rzeczywistości całkiem duża. – Lin Qiushi rozejrzał się dookoła. Pierwszą rzeczą, jaką zobaczył, był spory dziedziniec. Na jego obrzeżach rosły metrowej wysokości chwasty. Było oczywiste, że minęło dużo czasu, odkąd ktoś tu wchodził. Na dziedzińcu stało kilka uschniętych drzew, a na ich gałęziach siedziały czarne ptaki. Na pierwszy rzut oka wyglądały jak wrony, ale po dokładnej obserwacji można było zauważyć, że są od nich znacznie większe.

Mhm – mruknął Ruan Nanzhu, idąc przed nim.

Czy to możliwe, że to tutaj zniknęły dzieci? A może raczej, że zostały tu zabrane po porwaniu? – zapytał Lin Qiushi.

Nie wiem. Rozejrzyjmy się, czy są jakieś wskazówki.

Ruszyli dalej. Tuż przed wejściem na halę produkcyjną Lin Qiushi dokonał nagłego odkrycia.

Stało się to przypadkiem. Lin Qiushi potknął się o kamień i odruchowo spojrzał w dół, zauważając coś jeszcze.

Co to jest? – zapytał i pochylił się, żeby bliżej przyjrzeć się znalezisku. – …odcisk palca?

Ruan Nanzhu usłyszał jego głos i spojrzał we wskazane miejsce.

W glebie znajdowała się masa odcisków dłoni. Na pierwszy rzut oka wydawały się być odciśnięte jakby przypadkowo, ale po dokładnym zbadaniu wyglądały jak czyjeś wołanie o pomoc – ktoś został przeciągnięty po ziemi i próbował się czegoś chwycić. Desperackie próby drapania ziemi były przyczyną tych śladów.

Lin Qiushi ostrożnie podążał śladem odcisków dłoni, a Ruan Nanzhu poszedł za nim, uważnie obserwując otoczenie.

Wkrótce dotarli do końca szlaku, gdzie stało gigantyczne, uschnięte drzewo. Jego średnica wynosiła co najmniej dwa metry i wyglądało, jakby dawno umarło. Lin Qiushi zapukał w pień i zmarszczył brwi.

Jest puste. Czy to możliwe, że coś zostało ukryte w środku?

Ruan Nanzhu przyjrzał się drzewu.

To możliwe. – W końcu to właśnie tu zaprowadziły ich odciski dłoni.

Mężczyzna wyjął z kieszeni mały nóż i powoli wbił go w pień. Drzewo gniło, więc ostrze łatwo się w nie wgryzło. Kiedy Ruan Nanzhu wyciągnął narzędzie, Lin Qiushi gwałtownie wciągnął powietrze.

Krawędź ostrza była poplamiona krwią.

Kurwa. – Lin Qiushi nie był w stanie powstrzymać się od wulgaryzmów. Jego mina stała się niezręczna. – Nie zabiłeś naszej wskazówki, prawda?

Nie zrobiłem tego celowo – odparł Ruan Nanzhu po chwili ciszy.

Lin Qiushi zamilkł.

Gdyby nóż dźgnął żywą osobę, ta by wrzasnęła. Ponadto, na tym drzewie nie ma żadnych otworów, więc jak mogłaby się tam dostać?

To rzeczywiście była prawda. Lin Qiushi zwilżył usta.

Więc rozetnijmy je i zobaczmy.

Ruan Nanzhu skinął głową. Tym razem nie wbił noża zbyt głęboko, ale zamiast tego zaczął wycinać większy otwór w pniu. Wkrótce odsłonił wnętrze.

Lin Qiushi podświadomie cofnął się o krok, gdy zdał sobie sprawę, co było w drzewie. Jego wyraz twarzy był nieco zaniepokojony.

W pniu drzewa znajdowało się małe dziecko. Wyglądało, jakby było tam od dawna – niemal całe jego ciało było wrośnięte w pień. Najbardziej zaskakująca jednak była duża rana na jego brzuchu. Chociaż nie było krwi, Lin Qiushi wiedział, że dziecko już nie żyje.

Ruan Nanzhu przechylił głowę.

Za nim jest jakaś plastikowa torba.

Ci, którzy nie znali wskazówki, nie zrozumieliby aluzji, ale Lin Qiushi dokładnie zbadał temat przed wejściem przez drzwi. Natychmiast zrozumiał, o co chodziło – narządy tego dziecka zostały wycięte i umieszczone w plastikowej torbie.

To było coś, co slendermeni lubili robić.

Lin Qiushi westchnął.

Nie sądzę, żeby to dobrze wróżyło pozostałym dzieciakom.

Prawdopodobnie masz rację.

Przyzwyczaił się do widoku śmierci. Z obojętnym wyrazem twarzy Ruan Nanzhu zbadał zwłoki, szukając kolejnych wskazówek.

Lin Qiushi się rozejrzał. Miał przeczucie, że pozostała dwójka zaginionych również była tutaj, w fabryce konserw, ale nie wiedział, gdzie dokładnie je ukryto. Gdy rozmyślał nad tą kwestią, Ruan Nanzhu nagle cofnął się o kilka kroków, szybko i gwałtownie, jakby zobaczył coś dziwnego.

Co się stało? – zapytał zaskoczony Lin Qiushi.

Ruan Nanzhu milczał, wskazując po prostu na zwłoki.

Lin Qiushi spojrzał we wskazanym kierunku i zareagował podobnie do przyjaciela, bo w pewnym momencie oczy dziecka otworzyły się i spojrzały na nich z zimną obojętnością zmarłego. Poczuł, jak robi mu się gęsia skórka. Zaśmiał się sucho.

Nie zamieni się w zombie, prawda?

Nie mogę być pewien. – Ruan Nanzhu spojrzał w niebo. – Robi się późno, najlepiej będzie, jeśli zakończymy poszukiwania na dzisiaj. Wracajmy.

Mhm. – Lin Qiushi zgodził się na tę propozycję. W końcu w świecie drzwi noc była najniebezpieczniejszą porą.

Chodźmy, jutro opowiemy mieszkańcom miasta o tym dziecku – powiedział Ruan Nanzhu. – Chcę zobaczyć, jak zareagują.

Konserwownia znajdowała się dość daleko od miejsca, w którym się zatrzymali na noc. Lin Qiushi i Ruan Nanzhu pospieszyli, by wrócić do gospody przed zmierzchem.

Grupa zebrała się w jadalni, w milczeniu jedząc kolację. Od czasu do czasu słychać było odgłosy ludzi dyskutujących o tym, co znaleźli tego dnia.

Lin Qiushi apatycznie dziobał swój posiłek. Nagle wśród siedzących przy stole doszło do zamieszania. Spojrzał i zobaczył, że czyjś nos zaczął krwawić.

Do diabła, dlaczego z twojego nosa zaczęła lecieć krew? – zapytał towarzysz krwawiącego mężczyzny. – Szybko, zatamuj to chusteczką.

Nie wiem. Po prostu zaczęło krwawić, gdy jadłem.

Mężczyzna wstał i poszedł do toalety. Lin Qiushi i Ruan Nanzhu spojrzeli na siebie porozumiewawczo.

Gdy slenderman zaczynał kogoś atakować, zawsze pojawiały się znaki ostrzegawcze. Niektórzy mieli koszmary lub halucynacje. Inni mieli krwotoki z nosa lub kaszleli krwią. Nie byli pewni, czy ten incydent był zbiegiem okoliczności, czy też znakiem ostrzegawczym.

Mężczyzna szybko wyszedł i równie szybko wrócił. Krwotok z nosa ustał, a on w tej chwili narzekał na okropne jedzenie.

Widząc, że nic się nie stało, Lin Qiushi wstał i poszedł do ich pokoju, a Ruan Nanzhu podążył za nim. Po powrocie położył się na brzuchu na łóżku z telefonem w ręku i rozmyślał nad informacjami, które zebrali.

Ruan Nanzhu usiadł obok niego i ponownie przeczytał pamiętnik Laurena.

Wydaje się, że nie ma nic więcej. Nadal nie mamy wystarczających informacji. – Gdy zrobiło się ciemno, Lin Qiushi poczuł się trochę senny i powiedział: – Chodźmy spać.

Ruan Nanzhu się zgodził.

W porządku.

Po umyciu się Lin Qiushi wszedł do łóżka. Obserwował, jak mgła na zewnątrz zaczynała gęstnieć. Ruan Nanzhu położył na łóżku obok i wkrótce jego oddech się wyrównał… zdawał się zasnąć.

Lin Qiushi również zamknął oczy. Jednak w ciszy nocy nawet upuszczenie szpilki byłoby niepokojąco głośne. Nie wspominając o tym, że słuch Lin Qiushiego był dość ostry. Leżał w łóżku, nasłuchując dziwnego odgłosu.

To był dźwięk kogoś przepychającego się przez zarośla. Stworzenie zdawało się ciągnąć coś ciężkiego, a od czasu do czasu słychać było trzask gałęzi, po których stąpało.

Lin Qiushi natychmiast pomyślał o dziecku w drzewie, które widzieli wcześniej tego dnia. Natychmiast poczuł lekkie zimno i powoli się obrócił.

Ruan Nanzhu, który powinien spać, otworzył oczy. Jego spojrzenie paliło.

Panno niemowo, masz problemy ze snem?

Lin Qiushi spojrzał na niego wściekle, ale zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, Ruan Nanzhu wstał i podszedł bliżej, po czym położył się obok niego, obejmując go w pasie.

Lin Qiushi chciał coś powiedzieć, ale został powstrzymany przez kciuk mężczyzny delikatnie naciskający na jego usta.

Cicho, bądź grzeczna.

Po chwilowym zamieszaniu znowu wylądowali w tym samym łóżku. Na szczęście było wystarczająco duże, więc nie było trudno zmieścić dwóch dorosłych mężczyzn. Na początku Lin Qiushi chciał go wygonić, ale szybko przypomniał sobie o statusie Ruan Nanzhu jako ducha pigułki nasennej i się zawahał. Ostatecznie nic nie powiedział.

Stworzenie na zewnątrz chodziło tam i z powrotem, jakby szukało okazji.

Początkowo Lin Qiushi nasłuchiwał nerwowo, ale później spokojny nastrój Ruan Nanzhu udzielił mu się i zasnął. Obudził się dopiero po świcie.

W nocy najwyraźniej nic się nie wydarzyło i jak zwykle, na śniadaniu w jadalni pojawiło się czternaście osób.

Minęły już dwa dni i niespodziewanie nikt nie zginął. Tego rodzaju sytuacja była dość niezwykła. Gdy o tym myślał, ktoś przeszedł obok niego. Był to mężczyzna, którego nos zaczął krwawić podczas kolacji poprzedniego wieczoru. Wyglądał dość przeciętnie i nie powinien mieć żadnych cech, które przyciągałyby czyjeś spojrzenie. Jednak gdy Lin Qiushi na niego spojrzał, poczuł, jego brwi uniosły się ze zdziwienia.

Mężczyzna miał na sobie czarny cylinder.

Ten kapelusz wyróżniał się na tle jego ubioru, ale nikt inny nie zauważył tej nieścisłości i nie skomentował tego faktu.

Na co patrzysz? – zapytał go nagle Ruan Nanzhu.

Ten kapelusz na jego głowie wydaje się bardzo znajomy… – odpowiedział Lin Qiushi. – Nie miał go wczoraj, prawda?

Ruan Nanzhu lekko zmarszczył brwi. Spojrzał na mężczyznę i przez chwilę mu się przyglądał.

Tak, to dziwne.

Ale nikt tego nie zauważa – dodał Lin Qiushi.

Szczerze mówiąc… – Ruan Nanzhu odstawił szklankę mleka, którą trzymał. – Gdybyś o tym nie wspomniał, ja też bym to uznał za normalne.

Hę?

Nie wiem, jak to wytłumaczyć. To prawie tak, jakby wręcz powinien nosić taki kapelusz. – Podpierając brodę, obserwował mężczyznę kątem oka. – Nie odstaje i nie wydaje się dziwny.

Lin Qiushi zamilkł. To naprawdę był bardzo dziwny kapelusz.

Wyglądałby odpowiednio tylko na kimś, kto jest w formalnym stroju. Jednak nawet w połączeniu z koszulką i dżinsami, tylko Lin Qiushi wydawał się uważać to za dziwne.

Myślę, że wkrótce umrze – mruknął Ruan Nanzhu.

– …ja też tak myślę.

Doszli w tej sprawie do porozumienia.

Ten mężczyzna zdawał się nie zauważać niczego dziwnego i radośnie jadł śniadanie z innymi. Podczas jedzenia opowiedział towarzyszowi o śnie, który miał ostatniej nocy. Lin Qiushi, wykorzystując swój wyostrzony słuch, z łatwością podsłuchiwał ich rozmowę.

Śniło mi się, że ktoś dał mi cylinder i powiedział, że muszę go nosić – powiedział, śmiejąc się. – Wtedy myślałem, że to tylko sen, ale kiedy się obudziłem, kapelusz wisiał na gałęziach za moim oknem.

To bardzo ładny kapelusz – odparł jego towarzysz. – Pasuje ci.

W normalnych okolicznościach komplement ten zabrzmiałby wymuszenie. Jednak ton mówiącego był bardzo szczery i Lin Qiushi mógł stwierdzić, że mówił poważnie. Naprawdę uważał, że ten kapelusz jest bardzo ładny i że pasuje do jego towarzysza. Brzmiało to nawet tak, jakby sam chciał go przymierzyć.

Lin Qiushi spojrzał na Ruan Nanzhu.

Ruan Nanzhu zdawał się rozumieć, co chciał powiedzieć i skinął głową. Wstał i podszedł do mężczyzny w cylindrze.

Coś jest nie tak z tym kapeluszem, który nosisz – powiedział Ruan Nanzhu. – Mam nadzieję, że to nie jest jakiś przeklęty przedmiot.

Jego intencje były jasne, lecz mężczyzna nabrał podejrzeń.

Nie sądzę, żeby tak było. A co, jeśli kryje informację o kluczu?

Ruan Nanzhu wzruszył ramionami.

A co jeśli nie?

Nawet jeśli nie, to i tak wszystko w porządku, przecież to tylko kapelusz.

Ruan Nanzhu nie odpowiedział i odwrócił się, by odejść. Gdyby nie Lin Qiushi, w ogóle by się do niego nie odezwał. Ponieważ mężczyzna uparcie nie chciał go posłuchać, Ruan Nanzhu po prostu uznał, że wykonał swój dobry uczynek tego dnia.

Lin Qiushi zrobił bezradną minę i zaczął ostrożnie pisać coś na telefonie: Jeśli znajdę się pod wpływem tego stworzenia, musisz mnie obudzić.

Ruan Nanzhu uśmiechnął się niejednoznacznie.

Nie martw się, na pewno użyję metody, która ci nie zaszkodzi, żeby przemówić ci do rozsądku.

Lin Qiushi nic więcej nie napisał. Dlaczego twój uśmiech wydaje się taki dziwny?

Mężczyzna w cylindrze wyszedł ze swoim towarzyszem po skończonym śniadaniu. Ruan Nanzhu patrzył za nimi z żalem.

Lin Qiushi myślał, że Ruan Nanzhu, podobnie jak on, żałuje, że ten człowiek może umrzeć. Jednak wkrótce zdał sobie sprawę, że jego przyjaciel tak naprawdę żałował, że nie będzie mógł zobaczyć jego śmierci.

Dzięki temu moglibyśmy zdobyć trochę doświadczenia. – Ruan Nanzhu wyjął z kieszeni cukierki. Zjadł jednego sam, a drugiego podał Lin Qiushiemu.

Co to za cukierki? – Lin Qiushi po raz pierwszy jadł cukierki o takim smaku.

Zwinąłem je Cheng Qianliemu, więc kto wie. – Ruan Nanzhu dał Lin Qiushiemu więcej słodyczy. – Zjedz, panno niemowo.

Mężczyzna wsadził cukierki do kieszeni.

Znaleźli ciało wczoraj i planowali powiedzieć o nim burmistrzowi, ale po drodze minęli tablicę ogłoszeń na placu i odkryli, że powieszono kolejny plakat. Po dokładnych oględzinach dowiedzieli się, że dzień wcześniej zaginęło inne dziecko i że je znają: to była siostra Laurena.

Dlaczego kolejne dziecko zaginęło? – Lin Qiushi zmarszczył brwi.

Nie sądzę, by to dobrze wróżyło. W tym mieście jest tylko ośmioro dzieci – wyznał Ruan Nanzhu.

Lin Qiushi pomyślał chwilę.

– …myślisz, że to nasz limit czasu?

Ruan Nanzhu skinął głową.

Informacje, które przekazał im NPC, nie zawierały limitu czasowego. Jednak pojawienie się plakatu o zaginionej osobie dało im przygnębiające ponaglenie.

Co się stanie, gdy zginą wszystkie dzieci? Lin Qiushi wiedział, że nie chce poznać odpowiedzi.

Chodźmy. Najpierw powinniśmy znaleźć burmistrza.

Przechodząc przez plac, w szeregu zrujnowanych budynków znaleźli burmistrza i opowiedzieli mu o ciele, które znaleźli poprzedniego dnia.

Wyraz twarzy burmistrza był bardzo poważny, ale Lin Qiushi dostrzegł w nim cień paniki – jakby wiedział, co dokładnie się wydarzyło.

Och. Dziękuję. Weźmiemy parę osób, żeby to obejrzały – powiedział burmistrz. – Jest w fabryce, prawda?

Tak, jest w jednym z uschniętych drzew w przetwórni – odpowiedział Ruan Nanzhu. – Panie burmistrzu, naprawdę chcemy pomóc panu znaleźć dzieci. Jeśli pan coś wie i ukrywa to przed nami, to bardzo nam utrudni to zadanie. – Wskazał na plac. – Widzieliśmy, że najwyraźniej zaginęło kolejne dziecko.

Burmistrz zmarszczył brwi i milczał.

Chyba że chce pan czekać, aż wszystkie dzieci znikną, nim będzie pan skłonny powiedzieć nam więcej? – zapytał Ruan Nanzhu.

Burmistrz zatarł ręce, nadal odmawiając odpowiedzi.

Oczy Ruan Nanzhu się zwęziły. Lin Qiushi wiedział, że traci cierpliwość. Wyraźnie nie był w dobrym nastroju. Był na granicy uprzejmości i cierpliwości wobec burmistrza.

Po prostu my też za bardzo nic nie wiemy. – Nie było jasne, czy to z powodu presji wywieranej przez Ruan Nanzhu, ale burmistrz w końcu się odezwał. – Tak naprawdę, takie incydenty zdarzają się kilka razy w roku.

Ruan Nanzhu natychmiast zmienił wyraz twarzy i delikatnie się uśmiechnął.

Och? Co ma pan przez to na myśli?

Chodzi o to, że w naszym mieście mieszka coś dziwnego. Mam wrażenie, że chce zabrać nam dzieci – powiedział burmistrz. – Więc o tej porze roku zawsze mieliśmy wakacje i kazaliśmy dzieciom zostać w domu.

Czy reszta mieszkańców o tym wie?

Burmistrz pokręcił głową.

Nie wiedzą? – Ruan Nanzhu uznał to za nieco zagadkowe. – Więc jakiej wymówki pan używa, żeby dzieci zostały w domu?

Zawsze znajdowaliśmy sposób, aby to usprawiedliwić, więc ta część nie jest ważna. Problem w tym, że w tym roku wydarzyło się coś nieoczekiwanego.

Ruan Nanzhu zabrał głos, zanim zdążył rozwinąć tę myśl:

Najbardziej zaskakujące było to, że mimo pozostania w domu, dzieci nadal znikały?

Burmistrz skinął głową.

Spośród czwórki dzieci, które zaginęły w tym roku, dwoje porwano z domów. Nie wiemy też, jak pozostała dwójka uciekła na zewnątrz…

Lin Qiushi przypomniał sobie dziecko, które znaleźli w fabryce konserw. Wyglądało na to, że złapano je, gdy było w pobliżu.

W rezultacie my również nie wiemy, co dokładnie się dzieje – kontynuował burmistrz. – Czy to dlatego, że dzieci nie były posłuszne, czy dlatego, że to stworzenie…

Stało się potężniejsze.

Burmistrz skinął głową z bólem.

Lin Qiushi natychmiast pomyślał o czarnym cylindrze, który miał na sobie tego ranka jeden z mężczyzn… nie było mowy, żeby ten kapelusz nie był związany ze stworzeniem, o którym mówił burmistrz. Po prostu nie wiedział jeszcze, czy można go było powiązać ze zniknięciem dzieci.

Tłumaczenie: Ashi

Tom I Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32

Tom II
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53

Tom III
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77

Tom IV
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95

Tom V
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 126
Rozdział 126

Tom VI
Rozdział 127
Rozdział 128
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6
Ekstra 7
Ekstra 8
Ekstra 9
Ekstra 10

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: