Nie mogę już dłużej się powstrzymać. Kiedy usłyszał, co powiedział Qin Budai, Lin Qiushi poczuł dreszcz głęboko w kościach. Stojąca przed nim osoba miała świeżą krew na ustach i patrzyła na niego parą zaczerwienionych oczu. Spojrzenie, które tak wiele w sobie kryło, wywoływało gęsią skórkę. Wszystkie instynkty Lin Qiushiego podniosły alarm, że ta osoba jest bardzo, ale to bardzo niebezpieczna.
Qin Budai stopniowo zbliżał się coraz bardziej. Jego kroki w końcu zatrzymały się przed Lin Qiushim i powoli wymówił jego imię. Jego ton był zarówno mdły, jak i chłodny, wysyłając bardzo mieszane sygnały.
W tym momencie Lin Qiushi chciał się odwrócić i uciec, ale czuł też, że gdy odsłoni plecy, wydarzy się coś całkowicie poza jego kontrolą. Całkowicie stłumił chęć ucieczki.
– Qin Budai, czy wszystko w porządku?
Mężczyzna uśmiechnął się złowieszczo.
– Nic mi nie jest.
Prawdopodobnie byłoby lepiej, gdyby wcale się nie uśmiechał. To tylko sprawiło, że jego wyraz twarzy wydawał się jeszcze bardziej nikczemny.
Gdy tylko stanęli w impasie, głos Chen Feia dobiegł ostrożnie zza kuchenki.
– Co robicie?
Chen Fei sięgnął i włączył światło. Cała kuchnia rozświetliła się, a on mógł dobrze przyjrzeć się rozgrywającej się scenie.
– Qin Budai…? Co robisz? – Jego spojrzenie padło na kawałek mięsa, który mężczyzna przed chwilą żuł i nagle najwyraźniej zrozumiał, co się wydarzyło. Na chwilę zaparło mu dech w piersiach. – Wyszedłeś właśnie z drzwi?
Qin Budai powoli skinął głową.
– Głodny? – Chen Fei brzmiał bardzo spokojnie, jakby nie widział nic złego w tej sytuacji. – Pozwól, że ugotuję ci coś do jedzenia.
Qin Budai nie odezwał się, tylko odwrócił się i odszedł.
Chen Fei obserwował, jak odchodzi, ale nie zatrzymywał go, tylko lekko westchnął.
– Co się, u licha, stało? – Lin Qiushi nie był tak doświadczony jak Chen Fei i nie mógł zrozumieć, co się dzieje z Qin Budaiem. Szczerze mówiąc, obecny stan mężczyzny przypominał mu potwory za drzwiami.
– Prawdopodobnie wpłynął na niego świat drzwi. – Chen Fei podszedł do lodówki i wyciągnął stek. Naprawdę planował go usmażyć dla Qin Budaia. – Ludzka psychika jest krucha. Po silnym szoku może być podatna na zaburzenia. – Po tych słowach spojrzał na Lin Qiushiego. – Nie każdy potrafi przyjmować rzeczy tak spokojnie jak ty.
Lin Qiushi nie wiedział, co powiedzieć.
– Najgorzej, gdy wszyscy inni są martwi, ale drzwi i klucz się nie pojawiły. – Chen Fei rozpalił palnik, rozgrzał olej i wrzucił stek na patelnię, aż skwierczał. – Jesteś uwięziony sam w drzwiach, nie wiedząc, jak długo tam będziesz tkwił…
Jego głos stawał się coraz niższy.
To rzeczywiście był koszmar.
Być uwięzionym w środku, samemu. Sama myśl o tym wywołała dreszcze w całym ciele. Lin Qiushi oparł się o framugę.
– Qin Budai… będzie dobrze, prawda?
Chen Fei pokręcił głową.
– Nie wiem.
– Co masz przez to na myśli?
– Chodzi mi o to, że nie wiem, czy wyzdrowieje i będzie w stanie oddzielić rzeczywistość od świata drzwi.
Lin Qiushi zmarszczył brwi.
– A jeśli mu się to nie uda?
Ruchy Chen Feia zatrzymały się, a na jego twarzy pojawił się szyderczy uśmiech.
– Jeśli mu się nie uda? Jeśli mu się nie uda… To po nim.
Zabijanie ludzi za drzwiami było w porządku, ale w świecie realnym obowiązywały pewne prawa i sankcje.
Ponadto tacy ludzie stawali się bardzo niebezpieczni. Nawet jeśli nie będą zabijać, to nadal mogą popełniać inne drastyczne przestępstwa. Ci, którzy nie potrafili odróżnić rzeczywistości od fikcji, nie mogli dalej przebywać w willi. Oczywiście, Chen Fei nie powiedział tego Lin Qiushiemu, ponieważ nie uważał tego za konieczne.
Stek był gotowy. Chen Fei nałożył go na talerz i zaniósł do jadalni, podając go Qin Budaiowi.
Mężczyzna rozkroił stek nożem, ale jego wzrok zatrzymał się na Lin Qiushim. Nadal czuł głód, a usmażony kawałek mięsa nie był w stanie zaspokoić żądzy, która go przepełniała. Jednak nie odważył się tego okazać – mógł jedynie trzymać głowę nisko, udając, że radośnie się zajada.
Chen Fei obserwował wszystko z boku. Lin Qiushi zauważył, że jego brwi się zmarszczyły, a w oczach pojawiła się dociekliwość, jakby był w trakcie diagnozowania stanu Qin Budaia.
– Co widziałeś za drzwiami? – zapytał w końcu.
Na wzmiankę o drzwiach Qin Budai nie mógł powstrzymać dreszczu. Otworzył usta, ale nic nie powiedział, jakby słowa nie mogły opisać świata, który zobaczył.
– Hmm?
Odpowiedź Qin Budaia była niejasna.
– To był bardzo przerażający świat. Nie było wiele do jedzenia. Cały czas byłem głodny.
Chen Fei milczał, pogrążony w myślach. W międzyczasie Qin Budai skończył jeść stek, uprzejmie się pożegnał i wrócił na górę, aby położyć się spać.
Lin Qiushi pozostał tam, gdzie był, obserwując go. Nadal czuł, że coś jest z nim nie, ale nie potrafił konkretnie powiedzieć, co to było.
– Jutro zapytam brata Ruan – powiedział nagle Chen Fei.
– O co?
– O to, do którego świata wszedł Qin Budai.
Qin Budai był nowicjuszem, który niedawno zaczął swoją przygodę z drzwiami. Nie miał szczęścia Lin Qiushiego – przeprowadzono go tylko przez parę drzwi i zostawiono samego przy ostatnich.
Lin Qiushi skinął głową na znak zgody.
Tej nocy nie spał zbyt dobrze. Jego umysł, gdy się wiercił i przewracał, był wypełniony obrazem Qin Budaia jedzącego surowe mięso. Mówiąc szczerze, po zobaczeniu tej sceny, nawet jego poczucie rozróżnienia między rzeczywistością a światem drzwi wydawało się rozmyte. To było okropne uczucie i wypełniło go niepokojem. Następnego dnia zszedł na dół, mając pod oczami dwa worki.
Cheng Qianli właśnie wrócił ze spaceru z Tostem, który teraz kręcił swoim małym, grubym tyłkiem, bawiąc się z Kasztanem. Chłopak zauważył, że wygląda na niewyspanego.
– Co się stało? Wyglądasz, jakbyś się jeszcze nie obudził.
Lin Qiushi ziewnął.
– To nic takiego. Wczoraj późno się położyłem.
– Och. Chodź, zjedz śniadanie. Mój brat właśnie skończył gotować.
Cheng Yixie zrobił owsiankę, a także kilka drobnych potraw. Siedział i powoli jadł przy stole. Lin Qiushi podszedł, żeby powiedzieć dzień dobry. Potem nałożył sobie porcję i też zaczął jeść.
Ludzie w rezydencji zaczęli się stopniowo budzić. Lin Qiushi zobaczył Chen Feia. Chwilę później przyszedł Qin Budai.
Nie miał już tej przerażającej aury z poprzedniej nocy. Przebrał się w świeży strój i miał uśmiech na twarzy. Podszedł do Lin Qiushiego, witając się.
– Przepraszam, że cię wczoraj wystraszyłem – powiedział Qin Budai. – Dopiero wróciłem z drzwi i nie do końca się pozbierałem. – Uśmiechnął się przyjaźnie. – Naprawdę przepraszam.
– Nie przejmuj się tym – powiedział Lin Qiushi. – Już… się ogarnąłeś?
Qin Budai skinął głową na znak, że tak.
Chen Fei siedział obok nich, obserwując ich interakcję. Przyglądał się Qin Budaiowi, nie zdradzając niczego, wyraźnie nie wierząc jego słowom. Wkrótce zszedł także Ruan Nanzhu. Zachował swój typowy dystans i po jedzeniu od razu ruszył w drogę, ale Chen Fei go powstrzymał.
– Bracie Ruan – powiedział Chen Fei. – Chciałbym z tobą o czymś porozmawiać.
Ruan Nanzhu skinął głową i obaj odeszli w kąt.
Lin Qiushi wiedział, że Chen Fei prawdopodobnie opowiadał Ruan Nanzhu o tym, co wydarzyło się z Qin Budaiem. Prawdę mówiąc, mężczyzna teraz wcale nie wydawał się być dziwny. Trudno było powiązać go z osobą, która poprzedniego wieczoru maniakalnie konsumowała surowe mięso. Jednak mimo wszystko, jeśli naprawdę mu się poprawiło, to nie Lin Qiushi był od oceniania. Uznał, że lepiej zostawić tę sprawę Chen Feiowi.
Lin Qiushi skończył jeść i wrócił do swojego pokoju.
Trwała wiosna. Promienie słońca rozlewały się po pokoju, chłodny wiatr muskał gałęzie, a Lin Qiushi siedział przy oknie, włączając komputer, aby przejrzeć forum dla osób wchodzących przez drzwi.
Na tym forum było wiele interesujących postów. Lin Qiushi wyrobił już sobie nawyk codziennego ich czytania. Od niechcenia wziął cukierka ze stołu i włożył go do ust. Poruszył myszką i zaczął przeglądać.
Posty były chaotyczne i pełne dziwnych opowieści. Niektórzy rozmawiali o świecie za drzwiami, inni wspominali o miejskich legendach. Pozostali organizowali spotkania.
Lin Qiushi czytał to wszystko z fascynacją.
Ponieważ dopiero co wyszli przez drzwi, Ruan Nanzhu nic mu nie zorganizował, pozwalając mu po prostu odpocząć.
Osobiście uważał, że marnowanie dnia w ten sposób jest całkiem fajne. Zjadł lunch, zdrzemnął się i pozwolił, by dzień minął mu tak po prostu.
Po tym, jak Chen Fei rozmawiał z Ruan Nanzhu tego ranka, obaj opuścili rezydencję. Nikt nie wiedział, dokąd poszli. Jednak Lin Qiushi przyzwyczaił się już do tego, że tutaj każdy pojawiał się i znikał, kiedy tylko chciał.
Cheng Qianli i Cheng Yixie również zniknęli. Lin Qiushi domyślił się, że Cheng Yixie zabrał brata do drzwi na niższym poziomie w ramach treningu.
W rezydencji nadal byli Yi Manman, Lu Yanxue i Qin Budai. Zjedli razem prostą kolację, a Lin Qiushi udał się do swojego pokoju, aby odpocząć.
Po prysznicu położył się na łóżku i grał w sudoku. Ta nieistotna gra zawsze szybko go uspokajała, a także miała tę zaletę, że wywoływała w nim senność.
Jednak gdy stopniowo wypełniał kratki, nagle usłyszał pukanie do drzwi.
– Kto tam? – Lin Qiushi podszedł do drzwi i otworzył je, by zobaczyć stojącego tam Qin Budaia.
– Cześć. Czy mogę z tobą porozmawiać przez minutę?
Lin Qiushi zamrugał.
– Teraz?
Qin Budai skinął głową.
Lin Qiushi się zawahał.
– Jasne… Chodźmy porozmawiać do gabinetu. Daj mi chwilę, przyjdę, jak się przebiorę.
Qin Budai cicho go obserwował. Obecnie Lin Qiushi był ubrany w białą bawełnianą piżamę, a jego długa szyja i zgrabne obojczyki były doskonale widoczne. Był przystojny, o łagodnym temperamencie. Wyglądał na pierwszy rzut oka na kogoś, z kim łatwo się dogadać. Wyglądał też… smacznie. Qin Budai nagle oblizał usta.
Lin Qiushi spojrzał na niego nieufnie. Poczuł, że coś jest z nim nie tak.
– Qin Budai?
– Potrzebuję tylko pięciu minut. To będzie szybkie – mówiąc to, przecisnął się przez drzwi sypialni.
Lin Qiushi zauważył jego ruchy i cofnął się o krok, przyjmując pozycję obronną.
– Potrzebujesz czegoś?
Qin Budai uważnie go obserwował. W jego oczach pojawił się nieopisany głód.
– Qin Budai?
– Ja…
Rzucił się na Lin Qiushiego, nim skończył mówić.
Chociaż Lin Qiushi był przygotowany, to i tak pod naporem mężczyzny padł na łóżko.
– Qin…
Gdy tylko imię opuściło jego usta, palce Qin Budaia zacisnęły się mocno na jego ustach. To wcale nie była siła człowieka – spokojnie mógł go pokonać jedną ręką. Oczy Lin Qiushiego rozszerzyły się, obserwując pożądliwe spojrzenie skupione na jego szyi.
– Tylko skosztuję – powiedział lekko Qin Budai. – Wezmę tylko jeden kęs…
Pochylił się i zaczął lizać jego skórę.
Lin Qiushi przypomniał sobie kawałek mięsa, który Qin Budai rozdarł poprzedniej nocy i zaczął walczyć na nowo całą swoją siłą. Jednak jego wysiłki przypominały jętkę rzucającą się na pień drzewa.
Qin Budai, wpatrując się w gardło Lin Qiushi, przełknął ślinę. Rozchylił usta, odsłaniając białe rzędy zębów i zaczął gryźć…
– Mmph…! – Lin Qiushi kontynuował walkę.
Gdy tylko poczuł zimny dotyk zębów, ktoś zapukał do drzwi. Strach wymalował się na jego twarzy, gdy Qin Budai spojrzał na drzwi.
Puk, puk, puk. Pukanie trwało.
Lin Qiushi spotkał się wzrokiem z Qin Budaia. Myślał, że skoro ktoś tu jest, to ten go uwolni – ale zamiast tego w oczach mężczyzny pojawiła się determinacja.
– Przepraszam – powiedział cicho Qin Budai tuż przy uchu Lin Qiushiego. – Wyglądasz zbyt apetycznie. Naprawdę… nie mogę już nic na to poradzić. Nawet jeśli mnie odkryją, nie chcę odpuścić… – Jego zęby wróciły na szyję Lin Qiushiego i zaczęły wywierać mocniejszy nacisk.
Oczy Lin Qiushiego otworzyły się szeroko, gdy poczuł tępy ból rozprzestrzeniający się po jego ciele. Nie sądził, że Qin Budai faktycznie ugryzie.
Z głośnym hukiem zamknięte drzwi zostały wyważone.
Qin Budai, leżący na Lin Qiushim, został schwytany przez parę rąk, uniesiony i brutalnie rzucony o ścianę. Krzyknął z bólu, podczas gdy Lin Qiushi próbował usiąść na łóżku. Zobaczył stojącego obok Ruan Nanzhu, patrzącego na wszystko z chłodnym wyrazem twarzy.
Ruan Nanzhu się nie odezwał. Podszedł do Qin Budaia, biorąc po drodze zieloną ozdobę z brązu ze stolika, po czym złapał go za brodę, by otworzyć mu usta. Przerażony mężczyzna trząsł się cały.
– Jeśli tak bardzo lubisz jeść, to bierz – powiedział Ruan Nanzhu lodowatym tonem. Następnie wepchnął przedmiot prosto do ust Qin Budaia, łamiąc mu przy okazji dwa zęby.
Mężczyzna zemdlał z bólu. Dopiero wtedy Ruan Nanzhu go puścił i wrócił do Lin Qiushiego. Na jego czole pojawiła się głęboka bruzda, a on sam wydawał się być w okropnym nastroju.
– W porządku?
– Tak. Byłem nieostrożny.
Nie sądził, że Qin Budai zaatakuje go w takich okolicznościach. Chociaż Chen Fei go ostrzegał, nadal nie docenił wpływu, jaki miały na niego drzwi.
Ruan Nanzhu wpatrywał się w Lin Qiushiego.
Lin Qiushi był strasznie zawstydzony. Zauważył, że spojrzenie przyjaciela jest skierowane na jego szyję, więc sięgnął, by ją dotknąć. Dopiero wtedy wyczuł ślad zęba, jaki Qin Budai zostawił na jego gardle. Chociaż skóra nie została przerwana, to i tak bardzo bolało.
Czy to wymagało zastrzyku przeciwtężcowego…? Kiedy Lin Qiushi o tym myślał, Ruan Nanzhu nagle się nad nim pochylił.
Zaskoczony jego ruchem, Lin Qiushi miał właśnie zapytać, co robi, gdy ten złapał go mocno za ramiona – chwilę później zaczął mocno pocierać miejsce, w którym przyjaciel został ugryziony. W pierwszej chwili Lin Qiushi pomyślał, że w jakiś sposób zaraził się nienormalnym stanem od Qin Budaia, więc mocno go odepchnął i krzyknął z bólu.
– Ruan Nanzhu, uspokój się! To ja, Lin Qiushi!
Ruan Nanzhu go ugryzł. Dopiero po kilku sekundach puścił, patrząc z zadowoleniem na ślad, który teraz był przykryty pozostawionym przez niego siniakiem.
– Wiem, że jesteś Lin Qiushim – odparł spokojnie.
– Zaraziłeś się od niego?! – Lin Qiushi chwycił się za szyję, sycząc z bólu. – Po co mnie ugryzłeś?!
– Dezynfekcja – wyrzucił z siebie mężczyzna.
Lin Qiushiego zatkało. Co do cholery było nie tak z Ruan Nanzhu?!
Po tych słowach Ruan Nanzhu odciągnął omdlałego Qin Budaia i wyszedł. Lin Qiushi spojrzał na bałagan w swoim pokoju, rozbite drzwi i przez chwilę nie wiedział, co robić.
Ugryzienie Qin Budaia nie rozerwało skóry, ale Ruan Nanzhu już tak. Lin Qiushi obejrzał ranę, ostrożnie zastanawiając się, czy nie powinien pójść na zastrzyk przeciw wściekliźnie lub coś w tym stylu. Nigdy wcześniej nie został ugryziony przez człowieka, więc szukał w internecie, co robić.
Okazało się, że to nie był najlepszy pomysł. Wyszukanie informacji sprawiło, że Lin Qiushi był przerażony na śmierć, myśląc, że prawdopodobnie kopnie w kalendarz jeszcze tej samej nocy.
Dlatego następnego ranka pobiegł do szpitala. Po obejrzeniu rany, lekarz powiedział znacząco:
– Wy, młodzi, musicie się kontrolować.
Lin Qiushi milczał, nie rozumiejąc. Kontrolować co, kontrolować swoją dietę?
– Nie potrzebujesz szczepionki, wystarczy dezynfekcja. Dopóki osoba, która cię ugryzła, nie ma żadnych chorób zakaźnych, nie powinno być żadnych problemów.
– Ale w internecie napisali…
Lekarz uderzył pięścią w stół.
– Czy możecie przestać korzystać z google, kiedy jesteście chorzy? Tylko wam po tym odbija! – Lekarz wyglądał na jakieś trzydzieści jeden, może trzydzieści dwa lata – wciąż był dość młody. Przepisał Lin Qiushiemu jakieś lekarstwo i z obrzydzeniem machnął na niego ręką.
Lin Qiushi wrócił do rezydencji.
Po tym, jak Qin Budai został zabrany wczoraj wieczorem, Lin Qiushi nie zapytał, co z nim zrobią, a dziś nigdzie go nie było widać. Nie znalazł rónież Ruan Nanzhu, więc poszedł zapytać Chen Feia, o co chodzi.
Chen Fei spojrzał na ranę na szyi Lin Qiushiego i westchnął.
– To była moja wina, nie powinienem był zostawiać go samego. Myślałem, że będzie w stanie to znieść, ale kto wiedział, że jego samokontrola jest aż tak okropna?
– Gdzie on teraz jest? – Sposób, w jaki Ruan Nanzhu go wczoraj wieczorem wyciągnął z jego pokoju, wyglądał, jakby zabierał go prosto do krematorium.
– Został wysłany gdzie indziej – powiedział Chen Fei. – Jest miejsce poświęcone takim ludziom jak on. Drzwi wpłynęły na jego postrzeganie rzeczywistości, więc potrzebuje terapii.
Czy terapia zadziała, to już inna historia, ale ten typ człowieka był niebezpieczny, gdziekolwiek by go nie umieścili. Gdyby Ruan Nanzhu nie pojawił się wczoraj wieczorem, Qin Budai mógłby po prostu zagryźć go na śmierć.
– Och… – Lin Qiushi zastanowił się chwilę, zanim cicho zapytał: – A Nanzhu? Jak to możliwe, że go nie widziałem?
– Myślę, że wyszedł na jakieś sprawunki. Czy z twoją raną wszystko w porządku? Przebił skórę. Byłeś z tym u lekarza?
Lin Qiushi pomyślał, że żadna skóra nie zostałaby uszkodzona, gdyby Ruan Nanzhu też go nie udziabał. I jeszcze twierdził, że to dezynfekcja, ale jego ugryzienie było o wiele mocniejsze – to było najśmieszniejsze. Nie żeby Lin Qiushi powiedział to na głos. Pokręcił tylko głową, żeby pokazać, że wszystko w porządku i że już był w szpitalu. Qin Budai zniknął z rezydencji.
Nikt nie pytał, co się z nim stało. Nawet Cheng Qianli, który nigdy nic nie rozumiał, nie wspomniał o nim więcej.
Wydawało się, że wszyscy byli już przygotowani na nagłe pożegnania.
Zaledwie trzy dni po tym incydencie Lin Qiushi ponownie spotkał Ruan Nanzhu. Jego rana już się zagoiła. Wrócił ze spaceru z Tostem i Cheng Qianlim, widząc Ruan Nanzhu siedzącego w salonie i jedzącego owoce.
Słysząc ich kroki, Ruan Nanzhu tylko podniósł wzrok i spojrzał na nich spokojnie.
– Wróciłeś, bracie Ruan – przywitał się radośnie Cheng Qianli.
– Mhm – odpowiedział Ruan Nanzhu i spojrzał na Lin Qiushiego.
Z jakiegoś powodu Lin Qiushi poczuł się trochę nieswojo. Uważał, że Ruan Nanzhu tamtego wieczoru był dziwny i najwyraźniej nadal mu nie przeszło.
– Zagoiło się? – zapytał Ruan Nanzhu.
Lin Qiushi wiedział, że chodzi o jego ranę i skinął głową.
– Tak.
– Och.
Być może Lin Qiushi przesadził, ale wydawało mu się, że usłyszał nutę rozczarowania w tonie Ruan Nanzhu.
– Dziękuję za tamtą noc… – Gdyby nie Ruan Nanzhu, prawdopodobnie już by nie żył.
– Nie przejmuj się tym.
Lin Qiushi się zawahał.
– Czy stan Qin Budaia się poprawił?
Ruan Nanzhu powoli przeżuł owoc w ustach, połknął go i dopiero odpowiedział na pytanie.
– Nie wiem. On sam decyduje o swoim losie.
– Czy takie rzeczy zdarzały się już wcześniej?
– Regularnie.
Lin Qiushi nie spodziewał się, że otrzyma taką odpowiedź.
– Spośród stu nowicjuszy, dziewięćdziesięciu dziewięciu rozwinie problemy psychiczne. – Ruan Nanzhu wstał. – Setnym jest Cheng Qianli.
Słysząc to z boku, Cheng Qianli spojrzał na niego zdezorientowany.
– Co masz przez to na myśli? – zapytał.
Lin Qiushi pieszczotliwie pogłaskał głowę chłopaka.
– Nic, brat Ruan po prostu cię chwali.
– Och, heheheh.
Lin Qiushi też uważał, że osiągnięcie tego samego poziomu głupoty co Cheng Qianli wcale nie jest takie proste.
– Przygotuj się – powiedział Ruan Nanzhu. – Dziewiąte drzwi Cheng Yixie wkrótce się otworzą.
Serce Lin Qiushiego zadrżało.
– Ja też idę?
– A nie chcesz?
– Nie… nie wiem…
Ruan Nanzhu go nie zmuszał.
– To w porządku, jeśli nie chcesz. Masz trzy dni, żeby się nad tym zastanowić.
Lin Qiushi skinął głową na znak akceptacji.
Gdy to powiedział, Ruan Nanzhu odwrócił się i odszedł. Patrząc na jego oddalającą się postać, Cheng Qianli powiedział, że nie wie dlaczego, ale czuł, że ostatnio brat Ruan jest jakiś inny.
– Co w nim jest innego? – Szczerze mówiąc, po przeżyciu tego incydentu z Qin Budaiem zdał sobie sprawę, że był zbyt pewny siebie w prawdziwym świecie. Gdyby to było za drzwiami, nigdy nie wpuściłby Qin Budaia do pokoju.
– Nie wiem. – Cheng Qianli podrapał się po swojej głupiej głowie. – Naprawdę nie mogę określić…
Lin Qiushi spojrzał na Cheng Qianliego i przez chwilę martwił się, jak on przejdzie przez resztę drzwi. Zbyt łatwo mógł sobie wyobrazić Cheng Yixiego z załamaniem nerwowym spowodowanym zamartwianiem się o głupiego młodszego brata.
Tłumaczenie: Ashi
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Tom II
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53
Tom III
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77
Tom IV
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95
Tom V
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 126
Rozdział 126
Tom VI
Rozdział 127
Rozdział 128
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6
Ekstra 7
Ekstra 8
Ekstra 9
Ekstra 10