Jeden ze studentów uciekł. Z dwóch pozostałych, jeden był tak przerażony, że trząsł się na całym ciele, a jego twarz była biała jak papier. Drugi padł bezwładnie na ziemię, wyglądając, jakby miał zaraz zemdleć.
Nie mając innego wyjścia, Gu Longming mógł jedynie spojrzeć na osobę, która przynajmniej potrafiła utrzymać się na nogach. Jednak chłopak był tak przerażony tym nagłym spojrzeniem, że nogi się pod nim ugięły i omal się nie przewrócił jak jego przyjaciel. Na szczęście Gu Longming w porę złapał go za ramię i uchronił przed upadkiem na ziemię.
– Czego się tak boisz? – zapytał Gu Longming z lekką irytacją. – Nie zamierzam cię zjeść. To te rzeczy cię zjedzą, więc czego się mnie tak boisz? Chodź, mały człowieczku, uspokój się na chwilę. Powiedz mi, jak masz na imię?
– Ja… ja… – Uczeń został uniesiony w uścisku Gu Longminga jak pisklę. Nie mógł płakać, nawet gdyby chciał. – Jestem Ai Wenrui…
– Ai Wenrui? – zapytał Gu Longming. – Więc co, do cholery, robiliście we troje? I co to ma wspólnego z ludźmi, którzy zginęli?
Na wzmiankę o zabitych Ai Wenrui nie mógł powstrzymać dreszczy. Był zbyt przerażony, by spojrzeć Gu Longmingowi w oczy, i przez dłuższą chwilę milczał.
– Dlaczego nic nie mówisz? – zapytał Gu Longming. – Jeśli powiesz nam teraz, nadal masz szansę na przeżycie. Jeśli nic nie powiesz, jak mamy ci pomóc?
Ai Wenrui był tak przerażony, że z trudem łapał powietrze. Po tym, jak Gu Longming przemówił, minęła kolejna długa chwila, zanim udało mu się wydusić z siebie jedno słowo:
– Rzeźba…
– Co? – Gu Longming się ożywił.
– Ta dziwna rzeźba w sali klubowej – powiedział Ai Wenrui. – …To wszystko przez tę rzecz…
Gu Longming zauważył, że jest wreszcie gotowy do rozmowy, więc puścił go, pozwalając mu stanąć o własnych siłach. Ai Wenrui objął się obiema rękami.
– Wszystko zaczęło się pół roku temu. Wtedy dołączyłem do klubu rzeźbiarskiego…
Gdy to powiedział, drugi uczeń powoli zaczął wstawać z kucek. Jego wyraz twarzy był jednak dziwny, jakby po jakimś potężnym szoku zdrętwiał.
Lin Qiushi zauważył jego stan.
– Uczniu? – zawołał.
– Xiao He? – Ai Wenrui również zauważył, jak dziwnie wyglądał jego przyjaciel. – Xiao He… Co się dzieje?
Uczeń, którego Ai Wenrui nazywał Xiao He, wydał z siebie gardłowy, przypominający śpiew dźwięk, gdy jego wzrok powędrował ku sufitowi. Tknięty złym przeczuciem, Lin Qiushi również spojrzał w górę i zobaczył na suficie coś czerwonego. Gdyby to było dawniej, to mógłby nie rozpoznać, co to było, ale mając doświadczenie z wieloma drzwiami, od razu zrozumiał, co widzi – był to całkowicie obdarty ze skóry człowiek, którego kępki długich włosów zwisały w dół. Czerwień na pierwszy rzut oka przypominała kurtkę, ale bliższe przyjrzenie się ujawniło, że to w rzeczywistości pasma zakrwawionych mięśni.
– Aaaach!
Widząc to, Ai Wenrui wydał z siebie przeraźliwy krzyk i wybiegł z klasy. Gu Longming wyczuł jednak, że coś jest nie tak i mocno go złapał. Xiao He jednak mu się wymknął, biegnąc do drzwi klasy i w chwili, gdy połowa jego ciała przekroczyła próg, rozległ głośny huk. Drzwi zatrzasnęły się z impetem.
Xiao He zawył. Został zmiażdżony na pół przez drzwi – połowa była na zewnątrz, druga połowa w środku. Najbardziej przerażające było to, że nie umarł od razu po przecięciu. Krew lała się z jego rozkrzyczanych ust, a jego ramiona dziko drżały na ziemi.
Ai Wenrui nie mógł już znieść szoku i zemdlał. Gu Longming też nie wyglądał najlepiej. Nie spodziewał się, że śmierć może przytrafić mu się w tak dziwaczny sposób.
Logicznie rzecz biorąc, choć drzwi były metalowe, nie były ostre. Takie trzaśnięcie powinno co najwyżej złamać parę żeber. Świat za drzwiami jednak był poza zasięgiem zdrowego rozsądku, więc choć wydawało się to niemożliwe, i tak do tego doszło.
Gdy Lin Qiushi spojrzał na sufit, tej istoty już nie było.
Przepołowiony Xiao He umarł tak po prostu. Gu Longming z zakłopotanym wyrazem twarzy spojrzał na zwłoki.
– Co robimy? Zadzwonić na policję?
– …najpierw powiedzmy o tym dyrekcji.
– Okej – powiedział Gu Longming. Choć nie wydawało się to do końca stosowne, było to jedyne, co mogli zrobić.
Poszli do pobliskiej sali i powiedzieli nauczycielowi, że w budynku doszło do kolejnego incydentu. Ten wcale nie był zaskoczony, słysząc to.
– Następny zginął? – zapytał mimochodem.
– Mhm – powiedział Lin Qiushi. – Czy mógłbyś zadzwonić na policję?
– Jasne – powiedział nauczyciel. – Trzymaj się jednak z daleka od trzeciego budynku. Tyle osób już tam straciło życie, dlaczego ci uczniowie się nie uczą na swoich błędach…
To budynek, w którym mieściła się klasa 3-3, więc chcąc nie chcąc często tam chodzili.
Lin Qiushi porozmawiał przez chwilę z nauczycielem i dowiedział się, że trójka uczniów z klasy 3-3 zginęła właśnie tam. Poza tym nie pojawiły się żadne nowe informacje. Wyszedł z klasy i zobaczył Gu Longminga siedzącego na zewnątrz z Ai Wenruim w ramionach.
– Jeszcze się nie obudził? – zapytał Lin Qiushi.
– Nie – powiedział Gu Longming. – To dziecko jest dość delikatne.
– To nie delikatność. Normalni ludzie prawdopodobnie nie znieśliby takiego widoku – stwierdził Lin Qiushi. – Wspominali o sali klubowej, prawda? Chcę znaleźć czas, żeby tam zajrzeć.
– Jasne. A może go poniosę i pójdziemy tam teraz? – zaproponował Gu Longming.
– Czy nie jest za ciężki? – zapytał Lin Qiushi.
– Nie, takie małe stworzenie jak on to żaden problem. – Gu Longming poklepał się po muskularnym bicepsie i uniósł Ai Wenruiego jak płócienny worek. – Chodźmy.
– Mhm – Lin Qiushi skinął głową.
Planowali zapytać któregoś ze studentów o lokalizację klubu, ale gdy wychodzili, Ai Wenrui się obudził. W chwili, gdy otworzył oczy, zaczął się gorączkowo szarpać, a z jego gardła wyrywały się krzyki:
– Pomocy, pomocy! Puść mnie, puść mnie!
– Kolego, uspokój się, tego czegoś już tu nie ma!
– Nie, nie, nie, nie! Ona będzie za mną łazić. To nasza wina, to wszystko nasza wina. Nie powinniśmy byli tego robić, nie powinniśmy byli tego robić…
Ai Wenrui zaczął szlochać. Wyglądało na to, że kompletnie się załamał.
– Co masz na myśli? Co zrobiliście? – zapytał pospiesznie Lin Qiushi.
Chłopak odmówił odpowiedzi i próbował wyrwać się z uścisku Gu Longminga. W końcu mięśniak wybuchnął, uderzając go dłonią w plecy i rycząc:
– Jeśli będziesz się tak cholernie rzucał, to uwierz, że sam cię tu zabiję. Nie musimy się męczyć z tymi stworami, żeby to zrobić!
Ai Wenrui zawył po uderzeniu, ale te krzyki trochę rozjaśniły mu umysł. Pociągnął nosem.
– Byłem tylko biernym obserwatorem, nic nie wiem.
– Byłeś obserwatorem? Czego? – powiedział Lin Qiushi, mając nadzieję, że to nie jest kolejna sytuacja jak z Sachiko. Czy ci uczniowie też znęcali się nad innymi?
Niespodziewanie jednak Ai Wenrui otarł twarz i powiedział drżącym głosem:
– Czy… Czy słyszałeś legendę panującą na terenie kampusu?
– Że co? Jaką legendę? – zapytał Gu Longming.
– Każda szkoła ma swoje historie – powiedział Ai Wenrui. – Na przykład, jeśli przejdziesz pod pomnikiem dyrektora o trzeciej nad ranem, czas się zatrzyma, a schody przy pracowni plastycznej mają trzynaście stopni o północy… – Wspominając to, znowu się rozpłakał. – Nie wiedziałem, że tak się to potoczy. Nikt nam tego nie powiedział.
– Co zrobiliście? Jaką legendę kampusu próbowaliście wywołać? – Lin Qiushi już rozumiał, co miał na myśli Ai Wenrui. Ta grupa studentów prawdopodobnie brała udział w jakiejś przerażającej szkolnej legendzie i sprowokowała coś, z czym nie powinno się zadzierać.
Ai Wenrui zwiądł i zamilkł. Jednak dzięki namowom Gu Longminga, kontynuował z niepokojem:
– Najpierw zrobiliśmy nieśmiertelne pióro.
Nieśmiertelne pióro było praktycznie najgorętszym, zawsze szybko wyprzedanym produktem numer jeden wśród rytuałów nadprzyrodzonych. Było szczególnie popularne wśród studentów, ponieważ łatwo można było go użyć, a wymagane przedmioty były powszechne. Zasadniczo w każdej klasie była garstka odważnych dzieciaków, które chciały spróbować.
– O, o tym wiem – powiedział Gu Longming. – Mów dalej.
– Nic się nie stało – kontynuował Ai Wenrui. – Nic nie widzieliśmy i nic nie wyszło. – Znów zaczął płakać. – Gdyby tylko na tym się skończyło. Byłoby dobrze, gdyby się na tym skończyło…
Wyglądało na to, że studenci nie zatrzymali się na nieśmiertelnym piórze.
– Co się potem stało? – Lin Qiushi przeczuwał, że nadchodzą jakieś kluczowe informacje.
– Potem powiedzieli, że w sali ćwiczeń stoi rzeźba, która ma szczególną moc – powiedział Ai Wenrui. – Jeśli wiele osób pomyśli przy niej życzenie, spełni się…
Przez cały ten czas, gdy rozmawiali, wszyscy trzej stali przed budynkiem szkoły.
Przestrzeń na zewnątrz była otwarta. Nie było sufitu ani niczego, co blokowałoby im drogę. Gdyby coś się stało, mogliby z łatwością uciec.
Jednak gdy Ai Wenrui opisywał, co się wydarzyło, Lin Qiushiego ogarnęło dziwne uczucie. Podniósł głowę i zaczął się rozglądać, chcąc znaleźć źródło tej niesamowitości.
– O co chodzi? – zapytał Gu Longming, zauważywszy ruchy Lin Qiushiego.
– Myślę, że coś jest nie tak…
Jego wzrok zatrzymał się na budynku po ich prawej stronie.
To była klasa z zaciągniętymi zasłonami. W środku paliło się światło, dzięki czemu na zasłonach widać było cień postaci. Była to kobieta z długimi włosami, która była ubrana w długą spódnicę. Z tą jedną, cienką warstwą zasłony dzielącej ją od mężczyzn, po prostu stała, wpatrując się w ich stronę.
Gu Longming również zobaczył, na czym zatrzymał się wzrok Lin Qiushiego. Logicznie rzecz biorąc, ta sylwetka nie była przerażająca, ale i tak na jego ramieniu pojawiła się gęsia skórka.
– To człowiek?
– Mh… – powiedział Lin Qiushi. – Coś tu jest nie tak. Zarzuć dzieciaka na plecy i bądź gotowy do ucieczki w każdej chwili.
Gu Longming skinął głową i w mgnieniu oka wziął na ręce Ai Wenruiego.
Chłopak był młodzieńcem o wzroście około 170 cm, lecz w objęciach Gu Longminga wyglądał jak lalka. Normalnie przynajmniej by na to ponarzekał, ale kiedy jego życie wisiało na włosku, kto miałby czas na godność?
Ai Wenrui nie stawiał oporu i posłusznie pozwolił się przerzucić przez ramię jak worek kartofli. Ledwo to zrobili, gdy Lin Qiushi usłyszał trzask tłuczonego szkła. Natychmiast zareagował, wołając do towarzysza:
– Uciekaj!
Gu Longming pędził jak szalony, pokonując ponad dziesięć metrów w zaledwie kilka sekund, a Lin Qiushi był tuż za nim. Z miejsca, w którym przed chwilą stali, dobiegł odgłos czegoś uderzającego o ziemię. Lin Qiushi obejrzał się i zobaczył, że miejsce, w którym stali, było teraz pokryte grubą warstwą rozbitego szkła. Łatwo było się domyślić, że gdyby odeszli chwilę później, mogliby teraz witać boga.
– Ja pierdolę – zaklął Gu Longming. – Kto to, kurwa, rzucił?
Lin Qiushi nie odpowiedział, obserwując z daleka dywan z odłamków szkła. Choć nie było to zbyt wyraźne, był niemal pewien, że na niektórych powierzchniach dostrzegł krwawe odciski dłoni.
– Trzymajmy się z daleka od szkoły.
– Mh – powiedział Gu Longming. – Stój, Ai Wenrui zamilkł.
Lin Qiushi podszedł bliżej i odkrył, że chłopak znowu zemdlał ze strachu. Biedny dzieciak, tyle strasznych sytuacji przeżył w ciągu jednego dnia i kilka razy otarł się o śmierć.
Znaleźli miejsce do siedzenia z dala od budynku szkoły i poklepali Ai Wenruiego, by go obudzić.
Chłopak, który wcześniej zdołał się nieco uspokoić, po tak silnym szoku dosłownie się załamał – po przebudzeniu zaczął szlochać. Szlochał tak bardzo, że Gu Longming był kompletnie sfrustrowany.
– Czy przestaniesz już płakać? Czy mężczyzna nie powinien być twardszy? – nalegał Gu Longming.
– Łaaaa! – ryknął dzieciak, po chwili dodając: – Chcę wypłakać całą wodę, która gromadziła się w mojej głowie, kiedy byłem głupi…
Gu Longminga zatkało.
Lin Qiushi miał ochotę się roześmiać, ale śmiech w takich okolicznościach był ewidentnie nie na miejscu. Dlatego kaszlnął tylko dwa razy, żeby się powstrzymać, i powiedział:
– Przestań na razie płakać i powiedz nam, co się właściwie stało?
Ai Wenrui szlochał bez przerwy. W końcu Gu Longming był na tyle zirytowany, że powiedział:
– No to nie spiesz się z płaczem, my pójdziemy pierwsi, jeśli będziesz jeszcze żył jutro, to porozmawiamy.
Przestraszony, że zostanie sam, Ai Wenrui chwycił Gu Longminga za ramię.
– Proszę, nie odchodź.
– To przestań płakać!
– Ale ja się boję… – zawodził chłopak.
– Kurwa, czego się tak boisz? Myślisz, że jak będziesz się bał, to nie umrzesz? Bądź grzeczny i się pospiesz. Jeśli się odezwiesz, może jeszcze będziesz miał szansę na życie. Jeśli nie, to nie masz żadnych szans.
Podczas gdy rozmawiali, co jakiś czas mijali ich inni studenci. Niektórzy nawet rzucali im od czasu do czasu dziwne spojrzenia. Lin Qiushi usłyszał, jak młoda kobieta przechodząca obok syknęła z pogardą, a potem powiedziała do swojego towarzysza:
– Co za drań! Spójrz, jak doprowadza swojego chłopaka do płaczu…
Lin Qiushi zapadł w dziwne milczenie. Spojrzał raz na Gu Longminga, a potem na Ai Wenruiego, po czym cicho odsunął się o kilka kroków, starając się sprawiać wrażenie, że ich nie zna.
Gu Longming wciąż próbował, resztkami cierpliwości, nakłonić Ai Wenruiego do rozmowy. Bóg jeden wie, że nigdy wcześniej nie miał takiej samokontroli. Gdyby to była rzeczywistość, już dawno zakasałby rękawy i wziął się do roboty. Jednak byli za drzwiami, więc przemoc nic nie dawała – jeśli w końcu po ciosie facet i tak by zginął, jakże niezręcznie byłoby znowu na siebie wpadać jako duchy, co?
– Cicho, nie płacz, bądź grzeczny, Ai Wenrui jest najlepszy – powiedział Gu Longming. – Bądź dzielny, wszyscy twoi bracia są tu, żeby cię wspierać! – Jeszcze chwila i obrzydzi tego dzieciaka na śmierć.
Na szczęście Ai Wenrui zdawał się mu uwierzyć i jego płacz ucichł.
– Mogę wam powiedzieć, chłopaki, ale musicie mnie chronić, nie chcę umierać…
– Jasne, jasne, ochronię cię, przywiążę cię do mojego paska i zabiorę absolutnie wszędzie – powiedział Gu Longming. – Nie jestem typem człowieka, który obiecuje i zdradza.
Słysząc te słowa, Lin Qiushi dyskretnie odsunął się jeszcze bardziej.
– Poszliśmy się pomodlić do tej rzeźby. – Ai Wenrui w końcu przestał płakać i przemówił, mimo czkawki. – Zrobiliśmy tak, jak kazała nam starsza koleżanka… Po modlitwach wszyscy wypowiedzieliśmy życzenie, ale nie spodziewaliśmy się… że się spełni.
– Czego sobie życzyłeś? – Lin Qiushi przypomniał sobie rzeźby, które widzieli w bibliotece. – Chciałeś zdobyć nagrodę?
– To był tylko żart… – próbował wyjaśnić Ai Wenrui. – W tym czasie było tak wielu ludzi, a nikt z nas nie myślał, że to prawda. Naprawdę traktowaliśmy to tylko jako żart.
Jakby nad czymś się zastanawiał, jego wyraz twarzy stał się nieco oszołomiony.
– Kto by pomyślał…kto by pomyślał, że aby spełnić to życzenie, będziemy musieli zapłacić tak wysoką cenę…
– Gdzie teraz jest ta rzeźba?
– Wciąż w sali klubowej – odpowiedział wyczerpany Ai Wenrui. – Kiedy wszystko zaczęło się dziać, wróciliśmy do rzeźby i pomyśleliśmy kolejne życzenie. Ale to nic nie dało. Ludzie ciągle umierali…
Kiedy wypowiedział słowo „umierali”, nie mógł się powstrzymać od spojrzenia w górę, w okno w bocznym budynku. Wyraźnie czuł strach przed rozbitym szkłem spadającym z nieba.
– No to chodźmy ją zobaczyć – powiedział Lin Qiushi. – Chodźmy obejrzeć tę rzeźbę w sali klubowej.
– Teraz? – wyjąkał Ai Wenrui. – Ale ja się boję… Nie mogę nawet chodzić. – Wskazał na swoje chude nogi.
– Nie ma problemu – powiedział Lin Qiushi. – On może cię zanieść.
Gu Longming czuł się nieco skrzywdzony.
– …Nie mogę go przecież ciągle nosić, prawda?
– Wytrzymaj jeszcze trochę.
– Oszczędzam plecy dla mojej przyszłej dziewczyny!
– Dopiero co zszedł z twoich pleców – odparł Lin Qiushi, bezlitośnie obnażając okrutną prawdę.
Gu Longming zamilkł.
Ai Wenrui zerknął na Gu Longminga nieco nieśmiało.
– Przepraszam, nadal lubię kobiety…
– Co za zbieg okoliczności, ja też, kurwa – powiedział mięśniak przez zaciśnięte zęby.
Nie miało znaczenia, czy lubili kobiety – przecież tu ich nie było. Faceci musieli sobie radzić. Z głębokim westchnieniem Gu Longming ponownie wystawił swoje krzepkie plecy w stronę Ai Wenruiego. Chłopak na nie wskoczył, wskazując im drogę przed sobą.
Sala klubowa znajdowała się obok boiska. Według Ai Wenruiego wiele osób tam przychodziło, ponieważ klub rzeźbiarski był gwiazdą na kampusie. Z niezliczonymi nagrodami, miał prestiżową pozycję w uczelni, więc było tam wielu nowych studentów i klub zawsze był aktywny.
Jednak gdy w szkole zaczęły się dziać dziwne rzeczy, jego popularność natychmiast spadła. Stało się tak, ponieważ, choć szkoła nic nie mówiła, wszyscy w klubie doskonale wiedzieli, że większość zmarłych była jego członkami i że wszyscy brali udział w tej nocnej imprezie.
– Nie sądzę, żeby ktoś był w środku – powiedział Ai Wenrui. – Najpierw musimy znaleźć nauczyciela i zdobyć klucz…
– Nie ma potrzeby brać klucza.
– Bez niego nie możemy wejść…
Ledwo skończył mówić, a Lin Qiushi już stał przed drzwiami. Wyjął z kieszeni czarną spinkę do włosów i zaczął otwierać drzwi. Kilka chwil później otworzyły się z kliknięciem. Oczy Ai Wenruiego były szeroko otwarte ze zdziwienia.
– Czy wy, detektywi, macie takie umiejętności?
Lin Qiushi westchnął.
– Życie nie jest takie łatwe, trzeba nauczyć się wszystkiego po trochu.
Ai Wenrui zamilkł. Musisz też nauczyć się otwierania zamków? Czemu to nie wydaje się zbyt sensowne?
Przynajmniej drzwi były otwarte. Cała trójka wparowała do środka, a chłopak włączył światło, rozświetlając całą salę.
Lin Qiushi zaczął rozglądać się wokół. Początkowo myślał, że sala klubowa będzie mała, ale w rzeczywistości była całkiem duża. Wszędzie walały się najróżniejsze przedmioty i narzędzia rzeźbiarskie, a na pierwszy rzut oka widać było, że wszyscy uczniowie są pochłonięci tą formą sztuki.
Na samym środku stał duży drewniany stół. Leżało na nim mnóstwo kart informacyjnych, a także kilka rzeźbionych popiersi.
Choć Ai Wenrui zebrał się na odwagę, żeby ich tu przyprowadzić, wciąż wydawał się trochę przestraszony. Przez chwilę krzątał się w drzwiach.
– Wejdźcie, chłopaki, poczekam tu na was.
– Nie, trzymajmy się razem. – Gu Longming spojrzał na niego. – Jeśli coś ci się stanie na zewnątrz, nie będziemy mogli ci pomóc.
– Nic się tu nie stanie. Nie sądzę, żeby miało się coś wydarzyć, wiesz? – powiedział Ai Wenrui.
– Co masz przez to na myśli? Nie pamiętasz, jak zginął twój przyjaciel? – Gu Longming trzasnął drzwiami, dając Ai Wenruiemu do zrozumienia, że nie powinien tracić czujności.
– Dobra… – Po chwili namysłu Ai Wenrui w końcu posłuchał sugestii Gu Longminga. Gdyby nie uważał ich za wystarczająco godnych zaufania, by pomóc mu uniknąć kilku zamachów na jego życie, w ogóle by ich tu nie przyprowadził.
Gdyby udało im się rozwiązać całą tę sytuację, byłoby to oczywiście najlepsze wyjście… W końcu nie było sposobu, żeby się przed takimi rzeczami zabezpieczyć.
Lin Qiushi wszedł do sali ćwiczeń i rozejrzał się po całym pomieszczeniu.
– Gdzie jest rzeźba?
– Schowaliśmy ją – powiedział Ai Wenrui. – Myślę, że jest tam.
Wskazał na niewielki schowek.
Lin Qiushi podszedł do drzwi magazynku i poświęcił kolejne kilka chwil na otwarcie zamka. Robiąc to, przypomniał sobie, że poznał tę niezwykle przydatną technikę jedynie dzięki Ruan Nanzhu – w przeciwnym razie musieliby się zajmować o wiele bardziej kłopotliwymi sprawami.
Otwierając zamek, Lin Qiushi rzeczywiście zobaczył posąg owinięty w białą tkaninę.
– Ten?
– Tak… – Ai Wenrui obserwował przez chwilę rzeźbę, ale nagle poczuł, że coś jest nie tak. – Nie… To nie jest… chyba ten sam posąg. – Przełknął ślinę. – Tamten był trochę mniejszy.
Lin Qiushi milczał. Czy rzeźba mogła urosnąć?
Tłumaczenie: Ashi
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Tom II
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53
Tom III
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77
Tom IV
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95
Tom V
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 126
Rozdział 126
Tom VI
Rozdział 127
Rozdział 128
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6
Ekstra 7
Ekstra 8
Ekstra 9
Ekstra 10