Po omówieniu wszystkiego z Tan Zaozao Ruan Nanzhu natychmiast zaczął analizować treść wskazówki.
Miały to być trzecie drzwi celebrytki. Mając to na uwadze, nie powinno być zbyt trudno je rozwiązać, ale zachowanie ostrożności nigdy nie zaszkodzi. Zawsze lepiej dmuchać na zimne. W tej chwili na leżącej przed nim wskazówce były napisane dwa słowa – Kobieta deszczu1.
Po poznaniu wszystkich szczegółów Ruan Nanzhu poinformował Lin Qiushiego, czego można się spodziewać, krótko wyjaśniając tło Kobiety deszczu. Był to portret namalowany przez ukraińską artystkę. Obraz przedstawiał upiornie bladą kobietę, ubraną w duży czarny kapelusz. Jej oczy były lekko zamknięte, a krople deszczu spadały z ronda kapelusza, ściekając po jej policzkach. Można było odnieść wrażenie, że właśnie uczestniczyła w pogrzebie, ponieważ miała na sobie szaty czarne jak węgiel, a wyraz jej twarzy był uroczysty i mroźniejszy niż zimowa noc spowita ciemnymi chmurami.
Lin Qiushi widział już wcześniej ten obraz. Owszem, była to tylko replika, jednak nadal był dość dobrze zaznajomiony z tym dziełem sztuki. Chociaż tajemnicza kobieta na portrecie miała zamknięte oczy, im dłużej się ją obserwowało, tym szerzej zdawały się otwierać i wpatrywać wprost w czyjąś duszę.
Całe dzieło miało mroczny i złowieszczy ton, w którym chłodniejsze barwy padającego deszczu mieszały się z atramentowymi odcieniami ponurych chmur, tworząc nutę dysharmonii i niepokoju, poczucie melancholii i grozy.
Jakby tego było mało, historia tego obrazu była dość osobliwa. To dzieło sztuki zostało kupione przez trzy różne osoby jedna po drugiej, tylko po to, by ostatecznie zostać przez wszystkich zwrócone. Według raportów kupujący zgodnie twierdzili, że po zakupie obrazu zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Uczucie bycia śledzonym przez tę kobietę w czerni nie przestawało ich dręczyć. Była jak rzep, który przyczepiał się do czyjegoś ciała. Nawet w snach nigdy nie mogli uciec od jej nawiedzającej postaci.
Każdej nocy kobieta zdawała się być coraz bliżej nich, coraz bliżej i bliżej… W końcu nabywcy nie byli w stanie znieść tej męczącej sytuacji, więc z obawą o swoje życie zwracali obraz jego pierwotnej właścicielce. Oczywiście tak naprawdę ten surrealistyczny obraz jedynie wywoływał negatywne uczucia.
Lin Qiushi zamknął stronę internetową po przeczytaniu tych informacji. Ruan Nanzhu, który siedział obok niego, wręczył mu srebrną bransoletkę i powiedział, żeby nosił ją na nadgarstku przez kilka następnych dni. Ponadto ostrzegł go, żeby zdjął i schował ją natychmiast po wejściu przez drzwi, aby nikt inny jej nie zauważył.
– Czy martwisz się, że inne organizacje mogą się o nich dowiedzieć?
– Cóż – odpowiedział Ruan Nanzhu. – Po części tak, ale robię to głównie z innego powodu.
– Jakiego? – zdziwił się Lin Qiushi.
Ruan Nanzhu spojrzał na bransoletkę.
– Ponieważ są przeklęte. Och, nawiasem mówiąc, kolczyk, który obecnie nosisz, również jest przeklęty. Jego efekty nie są jednak tak intensywne.
Lin Qiushi odruchowo dotknął rubinowego kolczyka na płatku ucha. Po tym, jak Ruan Nanzhu siłą przekłuł mu ucho, całkowicie o nim zapomniał, jakby nigdy nie istniał. Stwierdzenie, że był jedynie nieco zaskoczony stwierdzeniem Ruan Nanzhu, byłoby sporym niedopowiedzeniem.
– Jest przeklęty?
– Tak, ale nie masz się o co martwić. Poza tym, że można go używać do znajdowania ludzi, jest praktycznie bezużyteczny.
Lin Qiushi, uspokojony przez Ruan Nanzhu, skinął głową z ulgą.
Mówiąc o przeklętych przedmiotach, nie dowiedział się jeszcze, jak używać pamiętnika, który przynieśli z poprzednich drzwi. Jedną rzeczą, którą odkrył, było to, że nie można było w nim nic zapisywać, ponieważ wszystko magicznie znikało.
– Nie ma powodu do obaw. Masz mnóstwo czasu, aby dowiedzieć się, do czego można wykorzystać dziennik.
Lin Qiushi mruknął potwierdzająco.
W nadchodzących dniach poświęcił cały swój wolny czas na zbadanie wskazówki, którą otrzymali. Jednak nie miało znaczenia, jak bardzo przeszukiwał sieć, ponieważ nie było zbyt wielu informacji na temat Kobiety deszczu. Obraz ten od dawna był zakazany w galeriach sztuki i nie można go było wystawiać, ponieważ za każdym razem widzowie doświadczali emocjonalnego cierpienia, a w wielu przypadkach halucynacji.
Mówiono, że oryginalna artystka tego portretu cierpiała na poważne zaburzenia psychiczne, co doprowadziło do powstania tego przejmującego obrazu przesiąkniętego wszystkimi jej emocjami. Oczywiście, oficjalne oświadczenie głosiło, że incydenty te spowodowane były użyciem szkodliwych produktów przez artystkę – zanieczyszczonych farb i niehigienicznego płótna. Jednak nikt nie wiedział, ile w tym było prawdy.
Tajemnicą pozostaje, co obecnie dzieje się z tym obrazem, ale rzekomo został ukryty z dala od ludzkiego wzroku.
Tan Zaozao również była świadoma wskazówki dotyczącej jej drzwi. Jej stan psychiczny był niewzruszony, była też pewna siebie i opanowana. Prezentowała zupełnie inną osobowość niż Xu Xiaocheng z poprzedniego świata drzwi, która płakała i krzyczała, gdy tylko coś się wydarzyło – od lekkiego powiewu wiatru po delikatny szelest trawy.
Tan Zaozao oświadczyła, że to wszystko było częścią jej występu, na co Ruan Nanzhu zareagował pogardą.
– Z czego się śmiejesz? – wkurzyła się Tan Zaozao, rumieniąc się ze wstydu.
– A co? Czy nie wolno mi się śmiać, jeśli ktoś opowie zabawny dowcip?
Tan Zaozao prychnęła głośno.
– Tym razem też przebierzesz się za kobietę?
– Nie, nie będę się przebierał.
– Czemu nie…? – Wydawała się strasznie rozczarowana.
– Po prostu nie.
Gdy kontynuowali tę wymianę zdań, Lin Qiushi roztargnionymi ruchami grzebał w lodach, od czasu do czasu nabierając odrobinę na łyżeczkę. Chwilę później Tan Zaozao spojrzała na niego i czule wydęła usta.
– Linlin, proszę, przekonaj go, żeby przebrał się za kobietę.
– Czy jego wygląd naprawdę ma aż tak wielkie znaczenie?
– Oczywiście, że tak! Szkoda, że nie nosi damskich ubrań codziennie, biorąc pod uwagę, jak świetnie w nich wygląda!
Lin Qiushego zatkało. Dlaczego w ogóle uwierzył, że Tan Zaozao może mieć uzasadniony powód?
Moment wejścia przez drzwi był już bliski. To były dopiero jej trzecie drzwi, więc Tan Zaozao nie miała najlepszego wyczucia, kiedy się pojawią. W rezultacie Lin Qiushi, który pewnej nocy spał spokojnie w łóżku, został obudzony o nieludzkiej porze przez nieuzasadnione uczucie niepokoju. Zanim się zorientował, sypialnia, którą znał, zaczęła się zmieniać.
Wkrótce zobaczył, że ściany wokół niego zniknęły, a na ich miejscu pojawiło się dwanaście złowrogich drzwi. Utworzyły pierścień wokół niego, a on sam znalazł się w jego sercu.
Wstał z łóżka i szybko się przebrał, zanim podszedł do trzecich drzwi. Wziął długi, głęboki oddech, przygotowując się na to, co miało nadejść, po czym je otworzył.
W mgnieniu oka krajobraz się zmienił. Gdy fale mdłości ustąpiły, a jego wzrok odzyskał ostrość, stał się w pełni świadomy nowego świata, do którego trafił.
Przed oczami Lin Qiushiego wznosiła się wspaniała, starożytna twierdza, pozornie licząca sobie setki lat. Stała imponująco wysoka i wyprostowana pośrodku pustego pola, otoczona żelaznym ogrodzeniem, które wyglądało, jakby było nie do zdobycia.
Lin Qiushi stał sam przy kępie krzewów. Jałowe łąki rozciągały się tak daleko, jak sięgał wzrok. Nie było widać ani jednej duszy. Mając w pamięci instrukcje Ruan Nanzhu, pierwszą rzeczą, jaką zrobił po wejściu do tego świata, było zdjęcie bransoletki z nadgarstka.
W przeciwieństwie do poprzednich drzwi, kiedy jakoś wpadł na innych ludzi w ciągu pierwszych kilku minut po przybyciu, to był pierwszy raz, kiedy był naprawdę sam, całkowicie odizolowany i bez wsparcia. Na szczęście nie spotkały go żadne okropności i mógł tylko mieć nadzieję, że jego szczęście potrwa, dopóki nie spotka innych żywych ludzi.
Zmierzając w stronę bram zamku, Lin Qiushi przyglądał się ponuremu krajobrazowi.
Teren był opustoszały, otoczony zaniedbanymi krzakami, które nie były przycinane od wieków, i dzikimi chwastami, które rosły niekontrolowanie. Zieleń była gęsta, z bluszczami wyrastającymi wszędzie, oplatającymi wszystko na swojej drodze i zasłaniającymi widoczność zwiedzającym. Za żelaznym ogrodzeniem rozciągała się bezkresna, dusząca mgła, zdradziecko okrywająca ziemię i wyglądająca, jakby mogła zagrażać intruzom. Już samo spojrzenie sprawiało, że odwiedzający czuli się nieswojo, chcąc trzymać się od niej z dala.
Lin Qiushi stopniowo pokonywał dystans dzielący go od wrót zamku. Jednak zanim zdążył postawić stopę w środku, usłyszał przenikliwe zawodzenie dochodzące z wnętrza.
– Pomocy! Pomóżcie mi, ach…! – To był krzyk młodej kobiety. Straciwszy kontakt z rzeczywistością, całkowicie się załamała i leżała na podłodze. Jej żałosne i chrapliwe krzyki były wręcz nie do zniesienia.
– Czy możesz przestać płakać? Wyjesz tak już od ponad godziny. – Ktoś z tłumu ludzi ją zrugał, a ich cierpliwość do jej bolesnego wrzasku się kończyła. – Jeśli nam nie wierzysz, to wyjdź i zobacz. Zobacz sama, czy możesz stąd uciec.
Lin Qiushi natychmiast zrozumiał, co się działo. To było powszechne i nieuniknione zjawisko, które miało miejsce za każdym razem, gdy wchodził do świata drzwi – pojawił się nowy przybysz.
Ci, którzy po raz pierwszy tu trafili, zawsze byli w stanie delirium i zaprzeczenia, nieustannie starając się to wszystko zracjonalizować. Jednak ich reakcje były zupełnie przewidywalne.
Myśląc o tym, Lin Qiushi otworzył masywne drzwi zamku i wszedł do środka.
Na razie w tym świecie zebrało się tylko pięć osób, wylegujących się lub stojących bezczynnie w holu na pierwszym piętrze zamku. Zauważyli go, ale nikt go nie przywitał. Albo patrzyli na niego z dystansem, albo mierzyli go nieufnym wzrokiem.
Lin Qiushi znalazł miejsce, by usiąść i zaczął rozglądać się po otoczeniu. W ciągu kilku chwil znalazł to, czego szukał.
W pewnej odległości od reszty znajdował się atrakcyjny mężczyzna ubrany w prosty t-shirt i dżinsy. Chociaż mężczyzna po prostu siedział niepozornie w kącie, nadal przyciągał sporo uwagi. Już sam jego zapierający dech w piersiach wygląd wystarczał, by oczarować gapiów, a zadziorny, przypominający łzę pieprzyk w kąciku oka tylko podkreślał jego zmysłowy urok. Wyraz jego twarzy był zimny, a jego aura przytłaczająca i niesamowicie nieprzystępna, mimo to ludzie wokół niego nie mogli powstrzymać się od rzucania w jego stronę spojrzeń co jakiś czas.
Dopiero teraz Lin Qiushi zrozumiał, dlaczego Ruan Nanzhu wolał się przebierać. Chociaż piękne kobiety naturalnie przyciągały wzrok, to były dość powszechne. Jednak piękny mężczyzna jego kalibru był rzadkim widokiem, który z pewnością przykuwał niepotrzebną uwagę. Do tego nie tylko zwracał uwagę innych ludzi, ale istniała nawet możliwość, że przyciągał niewłaściwą uwagę rzeczy, których nie powinien prowokować.
Ruan Nanzhu dostrzegł jego spojrzenie, po czym odwrócił wzrok.
Rycząca dziewczyna była najwyraźniej nowicjuszką. Nie potrafiła zaakceptować nielogicznej sytuacji, w której się znalazła i mogła jedynie opłakiwać swój nędzny los gorzkimi krzykami.
Rozsiadła się na kanapie, a jej czerwone oczy przepełnione strachem i podejrzliwością błyszczały od łez. Ciągle zerkała na innych i jąkała się nerwowo, plotąc wszystko, co jej ślina na język przyniosła.
– Gdzie jest to miejsce? Czy możecie mnie po prostu puścić? To tylko program telewizyjny, prawda? Naprawdę nie chcę brać w tym udziału, błagam was…
– To nie jest jakiś program telewizyjny! Argh, kurwa, jesteś tak cholernie wkurzająca! Tylko beczysz i wrzeszczysz! Na litość boską, po prostu się zamknij! Mój mózg zaraz eksploduje od twojego cholernego płaczu! – Ostatnia struna powstrzymująca jego gniew pękła, a młody mężczyzna, który nie mógł już znieść szlochu dziewczyny, w końcu wybuchł, krzycząc gwałtownie. – Jeśli chcesz płakać, to śmiało, ale zostaw nas w spokoju i wypierdalaj stąd! Nie obchodzi nas, gdzie sobie pójdziesz! Po prostu przestań nas niepokoić!
Łzy dziewczyny przestały płynąć, gdy usłyszała dzikie ryki mężczyzny. Spojrzała na jego agresywną postawę i czknęła z szoku. Jej twarz przybrała jaskrawy odcień czerwieni, gdy przełknęła jęki, które groziły jej wyrwaniem się z ust.
Choć rzeczywiście dość głośno się darła, wszyscy obecni przymykali na to oczy, udając, że nic nie słyszeli i nie widzieli. Mówiąc szczerze, lepiej było zaakceptować rzeczywistość sytuacji tak wcześnie, jak to możliwe. Niestety, w obliczu tak wielkich, wstrząsających zmian, większość ludzi odmawiała zaakceptowania okoliczności.
Z hukiem drzwi zamku otworzyły się szeroko i do środka weszła grupa ludzi.
Tan Zaozao była na końcu. Miała na sobie lekką, pomarańczową sukienkę, a do jej piersi przypięła biały bukiecik. Jej wyraz twarzy był delikatny, bardzo rozdzierający serce, a od czasu do czasu wydawała ciche szlochy, lekko pochlipując.
Szkoda, że ktoś ukradł jej rolę, zanim zdążyła pokazać skalę swoich umiejętności aktorskich. Nowicjuszka płakała już od ponad godziny, ale wciąż nie dawała żadnych oznak, że przestanie. Po tym, jak tamten mężczyzna na nią nakrzyczał, ucichła na mniej niż pięć minut, po czym znów zaczęła głośno zawodzić, a jej ciało trzęsło się od spazmatycznych szlochów. Uszy Lin Qiushiego odrętwiały od jej nieustannego jęczenia.
Pięciu mężczyzn i pięć kobiet, łącznie na terenie zamku było dziesięć osób. Wśród nich było dwoje nowych przybyszów – tragiczna bohaterka, której kanaliki łzowe najwyraźniej nie działały prawidłowo, biorąc pod uwagę, że płakała godzinami, oraz drżący, czarnowłosy młodzieniec, który skurczył się w kącie jak plama pleśni.
Gdy wszyscy zebrali się razem, w zamkowych korytarzach rozległ się głuchy dźwięk dzwonu. Wkrótce u stóp schodów pojawił się dżentelmen w czarnym garniturze.
Mężczyzna podszedł do nich lekkim, pełnym gracji krokiem i powitał ich uprzejmym uśmiechem.
– W końcu przybyliście. Moja pani długo na was czekała. Zapraszam za mną.
Po tych słowach obrócił się na pięcie i udał na drugie piętro.
Ci, którzy byli zaznajomieni z tego typu sytuacjami, wiedzieli, że to sygnał i możliwy trop, więc podążyli za stewardem. Nowicjusze, chociaż nie mieli pojęcia, co się dzieje, nie odważyli się oddalić od tłumu i również weszli na drugie piętro za pozostałymi.
Wnętrze zamku było dość okazałe i przestronne, a schody wyglądały, jakby nie miały końca. Wspięli się na górę i przeszli przez bezkresny korytarz. Kilka lamp naftowych, które wisiały na korytarzu, słabo oświetlało ich drogę, migocząc co jakiś czas. Pod każdym słabym źródłem światła wisiały osobliwe obrazy olejne.
Dlaczego właściwie uważał te obrazy za tak osobliwe? Cóż, dlatego, że temat pracy nie był rozpoznawalny na żadnym z nich. W jednej chwili obraz zdawał się ucieleśniać scenerię, a w drugiej dawał życie postaci człowieka. Nieregularne zderzenie kolorów, chaotycznie rozmazujące się po płótnie, tworzyło zniekształcony obraz, wzbudzając u ludzi poczucie niepokoju i dyskomfortu.
Gruby dywan na podłogach zamku tłumił odgłosy ich kroków. Oprócz trzaskania migoczących płomieni cały korytarz był niepokojąco cichy, pozbawiony jakiegokolwiek dźwięku, jakby ktoś go wyciszył.
Na końcu korytarza znajdowały się lekko uchylone drewniane drzwi. Steward podszedł do nich i je otworzył, a następnie odwrócił się i skłonił nisko, uprzejmie wyciągając rękę w geście zaproszenia.
Ruan Nanzhu wystąpił naprzód, objął prowadzenie i wszedł do pokoju.
Lin Qiushi podążył za nim i wkrótce jego oczom ukazał się niezwykły widok.
Jak się okazało, drzwi prowadziły do jadalni. W centrum pomieszczenia znajdował się wielki stół, na którym ustawiono różne smakowite dania. A na samym końcu stołu siedziała ich gospodyni, pani tego zamku.
Smukła kobieta ubrana była w dość gotycki strój. Wszystkie elementy jej stroju, od długiej, powłóczystej sukni po masywny kapelusz spoczywający na jej głowie, były czarne jak smoła. Jej cera miała popielaty trupi odcień, niemal tak śmiertelnie biały jak duch. Głębokie, atramentowe oczy kobiety były niepokojąco duże. W słabym świetle te pozbawione duszy oczy przypominały ciemną, niekończącą się otchłań. Jej cienkie usta, które były pokryte różową szminką, wygięły się w subtelny uśmiech – jeśli to w ogóle można było uznać za uśmiech.
Ten niepokojący widok sprawił, że wszyscy dostali gęsiej skórki. Napięta cisza zapadła w pokoju i ani jedna osoba nie odważyła się wydać dźwięku. Nawet nowicjuszka, która przed chwilą nieustannie szlochała, przestała płakać ze strachu.
– Proszę, siadajcie. – Głos stewarda rozbrzmiał w ponurym korytarzu. – Cieszcie się w pełni tą pyszną ucztą.
Jak zwykle, Ruan Nanzhu zareagował jako pierwszy. Wybrał pierwsze lepsze krzesło, sięgnął po wilgotny ręcznik, który został mu podany i wyczyścił ręce.
Lin Qiushi usiadł obok niego.
Jedno po drugim, inni również zaczęli zapełniać wolne miejsca. Gdy wszyscy już usiedli, gospodyni podniosła mały dzwonek i zadzwoniła nim, dając sygnał do rozpoczęcia posiłku. Od początku do końca nie powiedziała ani słowa, a jej złowieszczy wyraz twarzy również nie zmienił się ani trochę. W milczeniu wzięła nóż i widelec i powoli zaczęła pochłaniać jedzenie.
Lin Qiushi obserwował ją kątem oka. Zauważył, że dłonie kobiety były odrobinę za duże w stosunku do jej wychudzonej sylwetki. Jej knykcie wystawały, a kruche paznokcie miały blady niebieskoszary kolor. Tymi powykręcanymi dłońmi elegancko chwyciła zimne sztućce i starannie pokroiła krwisty stek, po czym nakłuła kawałek widelcem. Następnie ostrożnie podniosła widelec do szerokich, szkarłatnych ust, a krew z mięsa kapała z jej warg.
To, czego właśnie był świadkiem, było tak obrzydliwe, że Lin Qiushi natychmiast zaczął mieć wątpliwości, czy gospodyni jest w ogóle człowiekiem. Nie mogąc już dłużej znieść tej ohydnej sceny, szybko odwrócił wzrok, tylko po to, by zauważyć, że Tan Zaozao, która siedziała obok niego, obsesyjnie wpatrywała się w gospodynię… tak jakby opętał ją diabeł.
Lin Qiushi kaszlnął cicho, przywracając uwagę celebrytki do teraźniejszości.
– Jedz – mruknął.
– Mhm. – Tan Zaozao zdawała sobie sprawę ze swojego nienormalnego zachowania. Skinęła głowę i zaczęła kroić stek, nie spoglądając już ani razu w kierunku tej kobiety.
Posiłek był zaskakująco pyszny. Każde danie, od przystawek po desery, wręcz kipiało bogatymi, kuszącymi smakami. Gdyby nie ich obecna sytuacja, niewątpliwie delektowaliby się każdym kęsem tych wykwintnych przysmaków. Niestety, nikt tak naprawdę nie miał teraz apetytu, by czymkolwiek się delektować.
Oczywiście, jedynym wyjątkiem był Ruan Nanzhu, który miał jaja ze stali. Nie wyrażał najmniejszego dyskomfortu ani niechęci do jedzenia, odkąd usiadł przy stole. Pochłonął wszystkie dania, wylizywał talerze i wciąż miał w żołądku miejsce na owoce.
W końcu wszyscy po prostu gapili się na wielki apetyt Ruan Nanzhu. Ten jednak, jakby nie dostrzegał niczego nienaturalnego lub niezręcznego w swoim zachowaniu i po prostu kontynuował objadanie się do woli.
Gdy skończył jeść, spokojnie odłożył nóż i widelec i wytarł usta.
Dopiero gdy ostatnia osoba skończyła posiłek, gospodyni cicho wstała z krzesła i wolnym krokiem wyszła przez drzwi.
– Drodzy goście, moja pani zabierze was teraz do miejsca, które chcieliście zobaczyć. Jeśli macie ochotę, idźcie za nią – oznajmił steward.
Tłum pośpieszył za madame, wchodząc po krętych schodach. Ciężko było powiedzieć, ile pięter było w tym starożytnym zamku. Wspinając się po schodach, Lin Qiushi liczył te, które minęli – gospodyni ostatecznie zaprowadziła ich na siódme piętro.
Szybko dotarła na koniec korytarza, otworzyła drzwi i weszła do środka.
Nie ośmielając się pójść za nią, wszyscy woleli obserwować sytuację z zewnątrz.
Sądząc po wnętrzu, pokój był najprawdopodobniej pracownią. Było tam mnóstwo narzędzi malarskich – pędzli różnych rozmiarów, drewnianych palet do mieszania pigmentów, rozrzuconych szkiców, pojemników z farbą, poplamionych płacht ochronnych i wiele innych – ale najbardziej w oczy rzucała się sztaluga z płótnem, które było przysłonięte bawełnianą plandeką i wyraźnie umieszczone na samym środku pokoju.
Właśnie wtedy za nimi rozległ się głos stewarda:
– Długo oczekiwany obraz zostanie ukończony za kilka dni. W tym czasie proszę powstrzymać swoją ciekawość. Docenilibyśmy, gdybyście nie podglądali. Zamiast tego, jeśli chcecie, wykorzystajcie ten czas, aby podziwiać zachwycający widok tego majestatycznego zamku. Gdy moja pani ukończy obraz, będziecie mogli ocenić go własnymi oczami.
Po wysłuchaniu tego przemówienia Lin Qiushi w końcu zidentyfikował ich role. Według stewarda byli patronami, którzy podziwiali umiejętności malarskie tej damy i mieli spędzić kilka dni w tym zamku, aż dzieło sztuki zostanie ukończone. Mając te informacje, podejrzewał, że klucz do wyjścia miał coś wspólnego z ostatnim obrazem.
– Nie wolno wam przeszkadzać mojej pani, gdy tworzy swoje arcydzieło – poinformował steward. – Robi się już późno, więc proszę, wróćcie do swoich komnat, by odpocząć.
Po tych słowach zaprosił wszystkich z powrotem na dół.
Ich kwatery mieszkalne znajdowały się na trzecim piętrze i każdemu przydzielono oddzielną sypialnię. Klucze do nich zostały przydzielone losowo, a wydrukowane na nich numery odpowiadały numerom pokoi.
Lin Qiushi miał sporo szczęścia, bo jego sypialnia znajdowała się naprzeciwko pokoju Ruan Nanzhu. Niestety, tego samego nie można było powiedzieć o Xu Xiaocheng. Widząc, że przydzielono jej pomieszczenie w odległym kącie, gorzko ścisnęła klucz w dłoni i niezadowolona marudziła do siebie przez wiele godzin.
Sypialnia była dość duża i przestronna, umeblowana i pięknie udekorowana. Czy to było przytulne łóżko o niewiarygodnych rozmiarach, czy ozdobna, misternie zaprojektowana toaletka, wszystko po prostu zapierało dech w piersiach. Cała sypialnia odzwierciedlała odrobinę dawnych czasów, przenosząc go z powrotem do epoki renesansu.
Pani zamku wydawała się bardzo lubić obrazy, nawet powiesiła jeden na środku pokoju. Dzieło przedstawiało opuszczony zamek atakowany przez zasłonę deszczu. Jego nastrój był dość ponury i niepokojący. Lin Qiushi spojrzał na obraz tylko przez chwilę, zanim zdjął go ze ściany, położył na ziemi i przykrył płótnem. Ponieważ wskazówką, którą otrzymali, była Kobieta deszczu, Lin Qiushi miał powód sądzić, że wszystkie obrazy w tym świecie są złowrogie.
Po umyciu się wrócił do łóżka. Przed pójściem spać sprawdził telefon z przyzwyczajenia – brak sygnału nie był zaskoczeniem.
Potem położył się na łóżku na jakiś czas, choć ten płynął niezwykle wolno. W końcu Lin Qiushi wstał i udał się do pokoju naprzeciwko, lekko pukając do drzwi, które Ruan Nanzhu wkrótce otworzył ze zgrzytem.
– Nanzhu. – Lin Qiushi wszedł do środka, tylko po to, by zauważyć, że w tym pokoju również znajduje się obraz. Dzieło sztuki zdawało się przedstawiać krzewy przy bramie zamku i podobnie jak na obrazie w jego własnym pokoju, pogoda była deszczowa i ponura.
– No dobra. – Ruan Nanzhu wrócił do Lin Qiushiego po umyciu włosów. Krople wody błyszczały wśród pasm, stopniowo spływając po szyi. Kiedy osuszał wilgotne włosy, zapytał: – Co znalazłeś?
– Wygląda zbyt podobnie do Kobiety deszczu – zaczął Lin Qiushi. – Jakby wyszła prosto z samego obrazu.
Ruan Nanzhu się zamyślił.
– To fakt.
Chociaż nie powiedział tego wprost, było jasne, że Lin Qiushi miał na myśli gospodynię. Każdy, kto zobaczył zarówno Kobietę deszczu, jak i panią tego starożytnego zamku, z pewnością skojarzyłby je ze sobą. Podobieństwo było po prostu zbyt niesamowite.
Ruan Nanzhu wskazała na obraz wiszący na ścianie.
– Masz też taki w swoim pokoju?
Lin Qiushi skinął głową.
– Tak, ale przedstawia co innego. To obraz starego zamku.
– Zdejmij go – polecił Ruan Nanzhu.
– Już to zrobiłem – odpowiedział Lin Qiushi. – A co z Tan Zaozao?
– Pójdę i sprawdzę, co u niej. Może powiem jej, żeby przyszła i przespała się tutaj.
Lin Qiushi mruknął ze zrozumieniem.
– Nie masz nic więcej do powiedzenia?
Lin Qiushi sądził, że Ruan Nanzhu dopytuje o jakieś wskazówki, więc po prostu pokręcił głową, dając do zrozumienia, że nie znalazł żadnych innych tropów, i przyrzekł, że poszuka ich jutro.
– …Zapomnij o tym, to nie ma znaczenia.
Mówiąc szczerze, gdyby miał wybór, to wolałby zostać na noc z Ruan Nanzhu, ponieważ byli od siebie zależni i troszczyli się o siebie nawzajem. Jednak musiał wziąć pod uwagę Tan Zaozao, która naprawdę potrzebowała opieki i ochrony. Mając to na uwadze, Lin Qiushi nie miał innego wyboru, jak tylko to przełknąć i potulnie zaakceptować obecny układ.
Po rozmowie z Ruan Nanzhu Lin Qiushi wrócił do swojego pokoju.
Wchodząc do środka, zamarł, nie mogąc oderwać wzroku od obrazu wiszącego na ścianie – tego samego, który wrócił na swoje pierwotne miejsce, mimo że jakiś czas temu został zdjęty i przykryty płótnem.
Po długiej, bolesnej sekundzie ciszy Lin Qiushi zrobił krok naprzód, by ponownie go zdjąć. Tym razem nie położył go po prostu w kącie po zakryciu materiałem, tylko wsadził go do szuflady, a następnie oparł o nią masywny stołek.
Razem z nadejściem nocy zaczęła szaleć głośna, nieposkromiona burza. Lin Qiushi leżał w łóżku, słuchając gorzkiego wycia wiatru wiejącego nieubłaganie i szeleszczącego liśćmi na czubkach drzew.
Wspaniały kryształowy żyrandol zwisał z sufitu jego sypialni. Dręczony bezsennością Lin Qiushi wpatrywał się w niego bezmyślnie, a jego myśli zaczynały błądzić gdzie indziej. Wiedział, że powinien iść spać, ale w ogóle nie mógł zasnąć. Chciał tylko opróżnić wszystkie myśli i stracić przytomność, ale z każdą mijającą sekundą stawał się coraz bardziej niespokojny i rozbudzony.
Wiatr na zewnątrz stawał się coraz silniejszy. Jego złowieszcze wycie stawało się coraz głośniejsze. Lin Qiushi nagle poczuł słaby zapach deszczu w powietrzu, ten wyjątkowo świeży i ziemisty zapach, który powstawał, gdy pierwsze krople spadały na suchą glebę. Początkowo był dość łagodny, ale stawał się coraz bardziej intensywny, ostatecznie przenikając każdy kąt jego pokoju. W ciągu kilku chwil nozdrza Lin Qiushiego zostały gwałtownie zaatakowane przez ten przytłaczająco gęsty, wilgotny odór.
Lin Qiushi od dłużej chwili wpatrywał się nieruchomo w sufit i zanim się zorientował, nad jego głową zaczęła pojawiać się ciemna plama wody, wyraźnie widoczna na tle białych ścian. Energicznie potarł oczy, wierząc, że płatają mu figle. Jednak plamy wciąż tam były, dokładnie w tym samym miejscu… najwyraźniej nie był to tylko wytwór jego wyobraźni.
Przecież nad jego pokojem było jeszcze kilka innych pięter. Jak woda mogła tu tak po prostu przeciekać? Straszne uczucie niepokoju ogarnęło Lin Qiushiego, gdy stopniowo zdawał sobie sprawę z tej złowrogiej sytuacji. Mętne plamy wody stawały się ciemniejsze i bardziej widoczne, powiększając się tuż przed jego oczami. Nie śmiejąc już dłużej leżeć w łóżku, szybko wstał i włączył światło.
Błysnęło, a cały pokój się rozświetlił. Gdy tylko zapaliły się światła, Lin Qiushi spojrzał na sufit i odkrył, że jest on nieskazitelnie biały… nie było na nim absolutnie nic niezwykłego.
Czy to była tylko halucynacja? A może złowieszczy znak? Lin Qiushi postanowił zgasić światło. Czarne plamy pojawiły się ponownie w ciemności. Były znacznie większe niż wcześniej i wkrótce zaczęły się dziwnie wypaczać, przybierając kształt… kobiecej twarzy.
Lin Qiushi włączył ponownie światło. Rozejrzał się wokół, po czym podszedł do okna, odblokował je i otworzył na oścież.
Na zewnątrz zaczął padać deszcz. Nie był szczególnie ulewny, ale jego delikatne odgłosy były głośne i wyraźne. Chłodne krople co jakiś czas uderzały w liście, tworząc czysty, stały rytm.
Lin Qiushi spoglądał na krajobraz za oknem, skupiając uwagę na zamglonym ogrodzie osłoniętym delikatną zasłoną deszczu.
Ukryta w mrocznych głębinach ogrodu kryła się ciemna postać ubrana w płaszcz przeciwdeszczowy i kapelusz. Stała nieruchomo pośród krzewów i w milczeniu patrzyła na stary zamek, niczym gość czekający na wpuszczenie lub tajemniczy właściciel dokonujący inspekcji własnego domu.
Jednakże dokładniejsze przyjrzenie się niewyraźnej sylwetce ujawniło, że był to po prostu cień drzewa. Ludzka sylwetka stała się niewyraźna i rozmyta, a wkrótce całkowicie zniknęła, wtapiając się w pień.
Wyglądało na to, że nerwy Lin Qiushiego zaczynają brać górę i wyczarowywać dość przerażające iluzje, które oszukują jego umysł.
1. Kobieta deszczu (Женщина дождя) – obraz namalowany w 1996 r. techniką automatyzmu surrealistycznego (metoda twórcza, która opiera się na wyzwoleniu myśli spod kontroli rozumu) przez ukraińską artystkę, Svetlanę Telets. Naprawdę jest uważany za przeklęty i został zwrócony przez trzech właścicieli. Wywoływał bezsenność, koszmary, pecha, konflikty między mieszkańcami domu, w którym wisiał, poczucie bycia obserwowanym i wrażenie, że ktoś chodzi po mieszkaniu. Od 2008 r. nie wiadomo, co się z nim dzieje.
Tłumaczenie: Ashi
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Tom II
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53
Tom III
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77
Tom IV
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95
Tom V
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 126
Rozdział 126
Tom VI
Rozdział 127
Rozdział 128
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6
Ekstra 7
Ekstra 8
Ekstra 9
Ekstra 10