Na widok cylindra slenderman rzucił się na Ruan Nanzhu. Jego wysoka i imponująca sylwetka sprawiała, że był niesamowicie zwinny, niczym nadmiernie figlarna bestia. Lin Qiushi obserwował wszystko, a na jego ciele pojawiła się warstwa potu. Na szczęście Ruan Nanzhu miał wytrzymałość znacznie lepszą od normalnych ludzi. Wykręcał i obracał swoje ciało, unikając ataków slendermana w niemal niemożliwych pozycjach.
W tym momencie potwór był zaledwie kilka metrów od Ruan Nanzhu. Jeśli będzie kontynuował atak, mężczyźnie będzie bardzo trudno go uniknąć.
– Szybko, rzuć mi cylinder…! Szybko…! – krzyknął głośno Lin Qiushi.
Ruan Nanzhu spojrzał na niego i jednym rzutem czarny cylinder poszybował w jego kierunku. Napięcie w powietrzu osiągnęło szczyt, ale Lin Qiushi nigdy nie czuł się tak spokojny. Złapał cylinder, który Ruan Nanzhu mu rzucił, po czym odwrócił się i pobiegł przed siebie.
Slenderman zawył ze złości i chwilę później rozległ się dźwięk jego kroków. Lin Qiushi nie odważył się zatrzymać. Biegł naprzód z całą mocą, na jaką go było stać.
– Rzuć! Na prawo! – Głos Ruan Nanzhu dobiegł z daleka. Lin Qiushi odwrócił się, tylko po to, by zobaczyć, że slenderman był zaledwie kilka metrów za nim. Za kilka sekund zostanie złapany przez to stworzenie. Widząc bardzo zaniepokojonego Ruan Nanzhu, powtórzył jego ruch i rzucił cylinder.
Ruan Nanzhu złapał przedmiot i po raz kolejny zwrócił na siebie uwagę potwora. Podczas gdy oni grali na czas, Dong Tianwen, która stała pod tablicą ogłoszeń, w końcu zawołała:
– Drzwi są otwarte! Chodźcie tu szybko!
Lin Qiushi podniósł głowę, by spojrzeć w tamtą stronę i zobaczył, że kawałek deski na dole tablicy został poluzowany. Delikatne białe światło sączyło się z małego otworu. Było czymś, z czym Lin Qiushi był bardzo dobrze zaznajomiony – ścieżką do domu i życia.
– Idź do drzwi – powiedział Ruan Nanzhu, zaciskając zęby. Wyraźnie nie chciał ponownie rzucać cylindra i postanowił sam go nieść, chociaż slenderman był zdecydowanie od niego szybszy. Prawie go dogonił.
– Daj mi to! Szybko! Daj mi to! – Warstwa zimnego potu perliła się na całym ciele Lin Qiushiego, gdy głośno krzyczał do towarzysza.
Ruan Nanzhu wciąż się wahał.
– Nie zastanawiaj się dłużej! Zginiesz…! – Patrząc na ruchy przyjaciela, Lin Qiushi miał ochotę kląć. – Szybko…!
Slenderman był już tuż za Ruan Nanzhu!
Po chwili wahania Ruan Nanzhu w końcu przekazał mu cylinder. Tym razem Lin Qiushi nie zaczął z nim uciekać, lecz z całej siły rzucił go w przeciwnym kierunku.
Od kiedy kapelusz pojawił się w zasięgu wzroku, cała uwaga slendermana była na nim skupiona. Po tym jak Lin Qiushi rzucił cylinder, chociaż potwór był bardzo wściekły na nich obu za przekomarzanie się z nim, nadal postanowił skierować się w stronę przedmiotu. Lin Qiushi wypuścił powietrze i szybko pobiegł w stronę drzwi.
W tym momencie cała grupa już przez nie przeszła. Pozostali tylko oni. Ruan Nanzhu był trochę bliżej drzwi i przybył pierwszy. Ale nie rzucił się do środka, zamiast tego czekając na Lin Qiushiego.
Lin Qiushi nie zauważył, że slenderman uśmiechnął się do nich złowrogo. Już chciał powiedzieć, że w końcu im się udało, ale zobaczył, że na twarzy Ruan Nanzhu pojawiło się przerażenie.
– Lin Qiushi…!
Nie wiedział, co tak strasznego zobaczył jego przyjaciel, że nie mógł powstrzymać się od wykrzyczenia jego prawdziwego imienia.
Szybko odwrócił głowę i zobaczył dziwaczny cień, który dosięgnął go, wybuchając złowieszczym śmiechem.
Cień zdecydowanie należał do slendermana, który po zdobyciu kapelusza dostał niesamowity zastrzyk siły. Jego prędkość również drastycznie wzrosła. Wcześniej Lin Qiushi powinien był dotrzeć do drzwi, ale teraz… najwyraźniej stracił szansę na ucieczkę.
Slenderman wyciągnął rękę w jego stronę.
Czas zdawał się stanąć w powietrzu. Lin Qiushi czuł, jak para lodowatych dłoni mocno zaciska się na jego szyi. Jego wzrok się zamglił, a ciało ogarnął chłód.
Czy teraz umrze? Te spokojne myśli dźwięczały mu w głowie, jakby… jakby śmierć nie była tak bolesna, jak myślał.
Gdy ciemność ogarnęła jego wzrok, Lin Qiushi nagle poczuł, że jego ciało zostało uwolnione. Slenderman wydał z siebie rozdzierający serce krzyk, jakby odczuwał wielki ból.
Lin Qiushi upadł na ziemię i zaczął kaszleć.
Nadarzyła się okazja dla Ruana Nanzhu. Rzucił się do przyjaciela, wziął go w ramiona, po czym pognał w stronę żelaznych drzwi promieniujących światłem.
W ostatniej chwili tuż przed opuszczeniem tego świata Lin Qiushi zobaczył istotę, która zaatakowała slendermana. Była to czarna mgła w kształcie dwójki dzieci trzymających się za ręce. Stali przed potworem, zakrywając połowę jego ciała. Slenderman wciąż się z nimi zmagał. Źródłem czarnej mgły wydawał się być sam Lin Qiushi. Lekko pochylił głowę i zobaczył, że wydostawała się z jego plecaka… I tak nasuwało się pytanie, co było w jego plecaku?
Po tym, jak Ruan Nanzhu wniósł go do drzwi, zimno zniknęło z jego ciała. Mimo to nadal czuł się trochę chwiejnie. Opierając się o ramię towarzysza, Lin Qiushi lekko kaszlnął.
– Wszystko w porządku?
Lin Qiushi pokiwał głową, dając do zrozumienia, że nie ma się o co martwić.
– Skąd wzięła się ta czarna mgła przed chwilą? – zapytał.
– Nie wiem.
– Wyglądało, jakby wydobywała się z mojego plecaka. – Otworzył plecak, aby sprawdzić, co to takiego mogło być.
Za każdym razem, gdy wchodzili do środka, przynosili kilka niezbędnych rzeczy i jedzenie na nagłe sytuacje. Poza tymi rzeczami Lin Qiushi zabierał też coś innego – pamiętnik, ten, który zdobył w świecie bębnów z ludzkiej skóry. Był to pamiętnik młodszej siostry, który znalazł Ruan Nanzhu i mu oddał.
– Czy to dzięki temu? – Ruan Nanzhu wspomniał wcześniej, że dziennik może mieć jakieś specjalne właściwości, ale Lin Qiushi nigdy nie przyjrzał mu się dokładnie. Nawet się nie spodziewał, że zobaczy, jak działa tu cuda.
Po tym, jak wyjął pamiętnik i go otworzył, zobaczył, że napisano tam słowo „śmierć” na czerwono i przekreślono je bardzo dużym krzyżykiem. Wcześniej na pewno tego tam nie było.
– Prawdopodobnie – powiedział Ruan Nanzhu. – Na szczęście wziąłeś go ze sobą.
Lin Qiushi gorzko się zaśmiał.
– Zawsze go ze sobą noszę… Ale ile razy można użyć tego notatnika?
Ruan Nanzhu pokręcił głową.
– Na pewno niewiele. To były drzwi niskiego poziomu. Trafił się dość użyteczny artefakt, ale przeważnie można go użyć tylko raz czy dwa razy.
– Na szczęście udało mi się wyjść.
– Mhm – mruknął potwierdzająco Ruan Nanzhu, po czym dodał: – Chodźmy.
Dla osoby, która przeszła wielu drzwi, bycie w sytuacjach zagrażających życiu ostatecznie stawało się normą. Lin Qiushi miał sporo szczęścia, ponieważ dołączył do zespołu Ruan Nanzhu, więc nie doświadczył prawdziwego niebezpieczeństwa. Jednak po tych wydarzeniach wyraźnie zdał sobie sprawę, że za drzwiami w każdej chwili mogli umrzeć.
Droga była bardzo długa, ale żaden z nich się nie odezwał. Dotarłszy do końca korytarza, Ruan Nanzhu odwrócił głowę i zapytał:
– Bałeś się?
Lin Qiushi pokręcił przecząco głową.
– Nie bałeś się?
– To nie jest takie przerażające, jak myślałem – odparł szczerze. Miał na myśli umieranie.
Ruan Nanzhu lekko zmarszczył brwi, po czym spojrzał na niego, jakby stał przed nim ktoś całkowicie mu obcy.
Lin Qiushi poczuł, jak przechodzi go dreszcz
– O co chodzi?
– Nic – odpowiedział, nie mówiąc nic więcej.
Gdy opuścili drzwi i wrócili do rzeczywistości, Lin Qiushi pojawił się na sofie w salonie. Początkowo chciał zerwać się na nogi, aby poszukać Ruan Nanzhu, ale gdy tylko wstał, jego wzrok pociemniał i natychmiast upadł na ziemię. Gdy ponownie otworzył oczy, leżał już w szpitalu, a w ramię miał wbity wenflon. Obok stała pielęgniarka, podpinając kroplówkę.
Chen Qianli siedział obok niego, bawiąc się telefonem. Widząc, że się budzi, westchnął i powiedział:
– Qiushi, jak mogłeś mieć takiego pecha? Inni ludzie wychodzą stamtąd zdrowsi niż wcześniej, a ty znowu wylądowałeś w szpitalu…
– Ja też chciałbym wiedzieć dlaczego. – Na jego szyi do tej pory widniał czarny odcisk dłoni. Wyglądał, jakby był torturowany. Szpital miał zamiar wezwać policję, ale Ruan Nanzhu najwyraźniej zdołał ich od tego odwieść.
– Jak to wyjaśnił? – zapytał z ciekawością Lin Qiushi.
Cheng Qianli się skrzywił.
– Naprawdę chcesz wiedzieć?
– Oczywiście.
– Powiedział, że czasami lubicie się ostrzej zabawić.
Lin Qiushiego zatkało. Kurwa. Nic dziwnego, że przed chwilą pielęgniarka miała dziwny wyraz twarzy!
Nie było już nadziei dla jego reputacji. Lin Qiushi spojrzał w sufit, robiąc sobie w myślach notatkę, że następnym razem, gdy zdarzy mu się zostać rannym, muszą go zabrać do innego szpitala. Bóg wie, czy w następnych drzwiach nie zrani się w jeszcze inną, o wiele dziwniejszą część ciała!
Gdy Ruan Nanzhu dowiedział się od Cheng Qianliego, że Lin Qiushi się obudził, niemal natychmiast przybył do szpitala.
W męskiej postaci po tej stronie drzwi zawsze był chłodny i trzymał dystans. Nawet gdy pytał Lin Qiushiego o samopoczucie, jego maniery się nie zmieniały.
– Jak się czujesz? – zapytał Ruan Nanzhu.
– Da się wytrzymać. – W rzeczywistości nie czuł się zbyt dobrze. Ciężko mu było nawet mówić.
– To świetnie. Twoje ciało jest w dobrej kondycji. Wrócisz do formy za trzy do czterech dni.
Lin Qiushi skinął głową.
Ruan Nanzhu odwrócił się i odszedł. Po jego wyjściu Lin Qiushi zobaczył kilka pielęgniarek tłoczących się przy drzwiach z zainteresowanymi spojrzeniami. Na początku myślał, że są zainteresowane Ruan Nanzhu, ale pod koniec dnia pytania, które mu zadawano, brzmiały następująco: „Czy on jest twoim chłopakiem?”, „Jak długo jesteście razem?” i tak dalej.
Ten pies Cheng Qianli tylko śmiał się z jego nieszczęścia przez te kilka dni. Później, gdy Lin Qiushi opuszczał szpital, lekarz eufemistycznie odradzał mu przesadzanie w trakcie takich zabaw. Cheng Qianli w końcu nie mógł się powstrzymać i ryknął głośnym śmiechem, a łzy prawie popłynęły mu z oczu.
Po wyjściu ze szpitala czekał go długi okres rekonwalescencji. Podczas odpoczynku Lin Qiushi usłyszał plotki dotyczące swojej pracy. Coś o członkach Białego Jelenia, którzy mieli przeprowadzić przyjaciela Tan Zaozao, Zhang Yiqinga, przez drzwi i wpadli w kłopoty. Ten Król Srebrnego Ekranu ledwo uszedł z życiem z zaledwie drugich drzwi, a trzeba wiedzieć, że drugie były najłatwiejsze.
Ta wiadomość zaskoczyła Lin Qiushiego.
– Prawie umarł? Jak to możliwe? Li Dongyuan przecież jest doświadczony.
Chociaż Cheng Qianli miał niskie IQ, był całkiem biegły w plotkowaniu.
– Li Dongyuan nie przyjął tego zlecenia i Biały Jeleń miał pecha. Pojawił się wśród nich zdrajca i mało tego, dał im nawet fałszywą wskazówkę!
Lin Qiushi zamilkł. Skoro mowa o fałszywych wskazówkach, przypomniał sobie sytuację, gdy Li Dongyuan ich oszukał.
Oczywiście, nie był jedynym, który miał taką myśl. Dzień po tym incydencie Li Dongyuan pośpieszył do ich willi, aby zażądać wyjaśnień.
– Ruan Nanzhu! Ty łobuzie! – Nie można sobie pozwolić na to, żeby to przegapić. W porównaniu do jego wersji za drzwiami, w prawdziwym życiu Li Dongyuan o dziecięcej twarzy niczym nie różnił się od wściekłego chihuahua. Stał przy drzwiach i skakał tam i z powrotem, przyciągając wiele spojrzeń.
Lu Yanxue początkowo chciała omówić kolację z Lin Qiushim, ale gdy go zobaczyła, obudziła się w niej matczyna natura.
– Yuanyuan, chcesz się napić?
– Kim do cholery jest Yuanyuan… – mruknął Li Dongyuan.
Lu Yanxue nic nie odpowiedziała. Podeszła do lodówki, wyjęła kartonik mleka i podała go mężczyźnie.
Początkowo Li Dongyuan chciał odmówić, ale stanie w drzwiach przez tak długi czas sprawiło, że zachciało mu się pić, więc bezczelnie przyjął propozycję i wziął dwa łyki.
Lin Qiushi naprawdę miał ochotę się roześmiać.
Li Dongyuan natychmiast to zauważył i ze złością powiedział:
– Lin Qiushi, masz czelność się śmiać? Jak śmiesz! Prawie umarłem przez Ruan Nanzhu…!
– Nie śmiałem się – odparł spokojnie Lin Qiushi.
Li Dongyuan spojrzał na niego z niedowierzaniem.
– Nie śmiałeś się? To dlaczego się trzęsiesz?
– Jest mi zimno. – Następnie spojrzał na wielkie słońce wiszące na niebie na zewnątrz i dodał: – Moje serce. Jest zimne.
Li Dongyuana zatkało. Każdy z was z Obsydianu naprawdę należy do elity. Elity oszustów!
Li Dongyuan robił zamieszanie przez dłuższą chwilę, gdy w końcu Ruan Nanzhu zszedł z piętra, w ogóle się nie spiesząc. Miał na sobie prostą białą koszulę i dżinsy. Był to bardzo zwyczajny zestaw ubrań, ale wyglądał w nim, jakby był na bieżąco z aktualnymi trendami mody. Podszedł do Li Dongyuana i przemówił do niego z wysokości 1,9 metra:
– Daję ci trzy minuty. Albo się wyniesiesz, albo cię wyrzucę.
Li Dongyuan nic nie odpowiedział. Po chwili spokojnie wziął kolejny łyk napoju, po czym żałośnie spojrzał na Lin Qiushiego.
Lin Qiushi nie miał nic do powiedzenia, pomyślał: Dlaczego tak na mnie patrzysz? Jak miałbym niby go przekonać?
Ruan Nanzhu zaczął podwijać rękawy.
– Wygląda na to, że wybrałeś drugą opcję.
Li Dongyuan dokończył napój jednym łykiem, odwrócił się i uciekł. Wiedział, że Ruan Nanzhu nie żartuje. Nie ma niczego, do czego ten drań nie byłby zdolny.
Lin Qiushi odwrócił się od Li Dongyuana i zdał sobie sprawę, że Ruan Nanzhu na niego patrzy. Z jakiegoś powodu po plecach zaczął ściekać mu pot. Zaśmiał się sucho.
– O co chodzi?
– Dobrze się znacie?
Lin Qiushi natychmiast wyprostował plecy i wyjaśnił:
– Nie, nie znam go. Znam tylko jego imię, nawet nie rozmawialiśmy zbyt wiele.
– To dlaczego patrzył na ciebie przed chwilą?
Lin Qiushi zamilkł. Ja też chcę to wiedzieć!
– Trzymaj się od niego z daleka – stwierdził chłodno Ruan Nanzhu. – Li Dongyuan nie jest tak prostą osobą, jaką się wydaje na pierwszy rzut oka.
Lin Qiushi skinął kilkukrotnie głową, jakby tłukł ząbki czosnku. Po raz kolejny zademonstrował swoją serdeczną miłość do Obsydianu, dezaprobatę dla Białego Jelenia i wściekłość na Li Dongyuana z powodu jego silnej woli życia.
Chociaż Ruan Nanzhu nie zmienił wyrazu twarzy, powinno go to uszczęśliwić. Skinął głową z zadowoleniem, odwrócił się i odszedł.
Kiedy Ruan Nanzhu wyszedł, Lin Qiushi zapytał:
– Czy Li Dongyuan próbuje zdystansować mnie i Ruan Nanzhu?
Cheng Qianli zajadał się przekąskami, oglądając show z boku. Wyraził aprobatę dla teorii Lin Qiushiego.
– Tak, to lafirynda bez poczucia wstydu.
Lin Qiushi był zaskoczony.
– Gdzie nauczyłeś się takich słów?
– Z telenoweli.
Lin Qiushi spojrzał na telewizor, który był włączony.W lewym górnym rogu widniał tytuł serialu: Zbiegła konkubina Jego Królewskiej Wysokości.
– …Nie oglądaj zbyt wielu seriali.
Twoje IQ i tak nie jest wysokie, czy nie staniesz się jeszcze głupszy, gdy zatrujesz sobie myśli tanimi serialami? – pomyślał Lin Qiushi.
Podsumowując, Biały Jeleń miał ogromnego pecha. Kłopoty, niezależnie od tego, czy wewnętrzne, czy zewnętrzne, nadchodziły nieustannie. Ale to, co czyniło ich najbardziej nieszczęśliwymi ze wszystkich, to fakt, że urazili Zhang Yiqinga.
Lin Qiushi początkowo myślał, że ta sprawa nie ma już z nim nic wspólnego. Po prostu oglądał show z pozycji widza. Kto by pomyślał, że po kilku dniach zadzwoni Tan Zaozao!
– Qiushi, nie mam już pomysłów! – wrzasnęła kobieta, gdy tylko odebrał. – Naprawdę musisz mi pomóc.
– Co się stało?
– Spotkajmy się. Postawię ci obiad i będziemy mogli spokojnie porozmawiać.
Lin Qiushi się zgodził.
Tej nocy oboje siedzieli w pokoju VIP pewnej restauracji. Po tym, jak zamówili swoje dania, Tan Zaozao zaczęła opowiadać mu o swoim problemie. W rzeczywistości Lin Qiushi mógł się domyślić, że był on mniej lub bardziej związany z Zhang Yiqingiem. Tan Zaozao powiedziała, że mężczyzna doznał szoku po wyjściu ze swoich drugich drzwi i że zamknął się w swoim pokoju, pogrążony w depresji.
– Pytałam, ale nie chciał nic powiedzieć. Jest po prostu zbyt uparty! Gdyby mnie wtedy posłuchał i nie szukał Białego Jelenia, to nie miałaby miejsca… – Uśmiechnęła się gorzko. – Jesteśmy teraz po prostu w prześwietnej sytuacji! Nawet starszy brat Ruan jest obrażony.
– O co chcesz mnie zapytać?
– Chciałbym tylko zapytać, czy mógłbyś mi pomóc przekonać starszego brata Ruan… – wyszeptała cicho.
– Skąd ten pomysł?
– Znam podejście starszego brata Ruana. – Od kilku dekad obracała się w kręgu rozrywki i widziała najróżniejszych ludzi, a mimo to wciąż stała pod murem, jeśli chodzi o Ruan Nanzhu. Westchnęła. – Ale ty jesteś wyjątkowy.
Lin Qiushi był oszołomiony.
– Nie zauważyłeś tego?
Lin Qiushi pomyślał przez chwilę.
– Nanzhu rzeczywiście traktuje mnie bardzo dobrze.
– Widzisz, nie musisz nawet nazywać go starszym bratem Ruan.
– Chciałem go tak nazwać – powiedział bezradnie – ale jestem od niego starszy. Nie mógłbym go przecież nazwać młodszym bratem Ruan, prawda?
Tan Zaozao zatkało. Nawet o tym nie pomyślała!
W rzeczywistości Lin Qiushi zamierzał nazwać Ruan Nanzhu „starszym bratem”, ale ten go powstrzymał, beznamiętnie mówiąc, że ma zaledwie dwadzieścia pięć lat – o cały rok mniej niż dwudziestosześcioletni Lin Qiushi.
Uzbrojony w tę wiedzę Lin Qiushi w końcu uznał, że wiek źle na niego wpływa.
Tan Zaozao chciała się zaśmiać, gdy o tym usłyszała, ale pomyślała, że nie wypada, więc zmusiła się do normalnego wyrazu twarzy.
– Niezależnie od tego, Qiushi, jesteś jedyną osobą, która mogłaby przekonać starszego brata Ruan. Proszę, pomóż mi, błagam cię! – Niewątpliwie ta piękna dziewczyna była całkiem urocza, gdy tak kokietowała. Jednak umysł Lin Qiushiego był jasny. Nie był typem, który dawał się zwieść pięknu. W przeciwnym razie nie byłby singlem do dwudziestego szóstego roku życia.
Gdy się nad tym zastanowił, to było dość żałosne.
– Nie chodzi o to, że nie chcę ci pomóc, ale nie jestem wystarczająco pewny, że uda się go przekonać. A może go po prostu poinformuję o tym? Ale jeśli nie posłucha, nie będę miał wyboru.
Tan Zaozao westchnęła. Pewnie i tak by nic więcej nie ugrała.
W kręgu rozrywkowym istniało całkiem sporo takich grup, ale takie jak Obsydian, z którymi było bezpieczniej przebywać, bo miały niezwykle wysoki wskaźnik sukcesu, były niezwykle rzadkie. W końcu nie każdy regularnie odwiedzał nadprogramowe drzwi, by zdobywać wskazówki. Inne grupy często nawet nie miały ich dla siebie.
Podsumowując, Obsydian był najlepszym wyborem, ale Zhang Yiqing postanowił dać się przekonać Białemu Jeleniowi. Na wzmiankę o Białym Jeleniu Tan Zaozao poczuła swędzenie zębów i powiedziała, że Li Dongyuan nie jest osobą godną zaufania.
Po dyskusji rozeszli się w swoje strony. Lin Qiushi wrócił do willi, ale zobaczył kilku nieznajomych siedzących w salonie, którzy najwyraźniej omawiali jakieś sprawy z Ruan Nanzhu.
Widząc jego powrót, Ruan Nanzhu pomachał do niego.
Lin Qiushi posłusznie podszedł.
– Usiądź – Ruan Nanzhu wskazała na sofę – i słuchaj.
Skinął głową, usiadł i słuchał przez chwilę. Dopiero wtedy zdał sobie sprawę, że ci ludzie byli tutaj, aby kupić od nich wskazówki. Właśnie byli w trakcie negocjacji, gdyż chcieli je pozyskać za najniższą możliwą cenę.
Wskazówki, które mieli w sprzedaży, były z drzwi niskiego poziomu. Wszystkie pochodziły albo z trzecich, albo z czwartych drzwi. Zaledwie kilka było z piątych i wyłącznie jedna z szóstych – ta wskazówka była obecnie sprzedawana za ośmiocyfrową kwotę.
Spędził sporo czasu z Ruan Nanzhu, więc nie zdawał sobie sprawy, że wskazówki są tak cenne. Obserwując rozgrywającą się scenę, nagle uświadomił sobie, co wcześniej powiedziała Tan Zaozao.
– Starszy bracie Ruan, nie chodzi o to, że nie chcemy kupić, ale te ceny są zdecydowanie za wysokie – powiedział mężczyzna, który wyglądał na lidera zespołu. Uśmiechnął się gorzko. – W związku z tym, że chcemy kupić ich sporo, to czy nie możemy liczyć na jakąś zniżkę?
–To jest już bardzo tanio. – Odstawił szklankę wody na stół i zacisnął usta. – Po co ci pieniądze, jeśli umrzesz?
Wszyscy wybuchnęli gorzkim śmiechem.
– Cena się nie zmieni – powiedział beznamiętnie Ruan Nanzhu, ale wszyscy wiedzieli, że był poważny. – To twój wybór, czy chcesz je kupić, czy nie.
Po krótkiej dyskusji mimo wszystko zdecydowali się na zakup. Wtedy Lin Qiushi zobaczył, jak Ruan Nanzhu wyciągnął terminal płatniczy i postawił go przed klientami, by mogli przeciągnąć swoje karty.
Jego uczucia były naprawdę ambiwalentne, gdy obserwował nieziemsko piękną twarz Ruan Nanzhu i terminal płatniczy. Nie wiedział, za ile sprzedawano te wskazówki, ale był pewien, że nie była to drobna kwota.
Po krótkiej wymianie zdań Ruan Nanzhu niegrzecznie powiedział:
– Idźcie już. Nie odprowadzę was do drzwi.
Ci ludzie gorzko się zaśmiali.
– Starszy bracie Ruan, naprawdę jesteś zbyt bezwzględny. Przynajmniej nas odprowadź!
– A zapłacicie mi za to ekstra? – zapytał beznamiętnie mężczyzna.
Nic więcej nie powiedzieli i szybko odeszli.
Gdy wszyscy odeszli, Ruan Nanzhu znów spojrzał na Lin Qiushiego.
– Gdzie byłeś?
Lin Qiushi wiedział, że nie zdoła ukryć przed nim tej sprawy, więc postanowił być szczery.
– Zjadłem obiad z Tan Zaozao.
– Och. Chodzi o Zhang Yiqinga, prawda?
– Tak. Chce, żebym cię przekonał.
Ruan Nanzhu uniósł brwi.
– A jak zamierzasz mnie przekonać?
Co masz przez to na myśli? – pomyślał Lin Qiushi, milcząc.
– Powinieneś być bardziej szczery, prawda? – dodał Ruan Nanzhu.
Lin Qiushi spojrzał na Ruan Nanzhu i terminal płatniczy, nagle wszystko rozumiejąc.
– Och, och, och. Rozumiem. – Wyciągnął kartę kredytową. – Przesunąć?
Ruan Nanzhu zatkało.
Milczeli przez dłuższą chwilę, spoglądając na siebie.
– Nanzhu…? – zapytał w końcu cicho Lin Qiushi.
Ruan Nanzhu podniósł terminal płatniczy, odwrócił się i odszedł.
Lin Qiushi był zdezorientowany, patrząc na jego oddalający się tyłek.
– Jeśli nie chcesz mojej karty, mogę ci to przelać przez alipay. Wiem, że są opłaty transakcyjne za terminale… – zawołał.
Ruan Nanzhu nawet się nie odwrócił, idąc milcząco na górę. Po chwili Lin Qiushi usłyszał dźwięk trzaskających drzwi.
Przez następne trzy dni Ruan Nanzhu nie powiedział do niego ani jednego zdania. Traktował go jak powietrze.
Lin Qiushi był zdziwiony. Co do cholery się stało?
Tłumaczenie: Ashi
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Tom II
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53
Tom III
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77
Tom IV
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95
Tom V
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 126
Rozdział 126
Tom VI
Rozdział 127
Rozdział 128
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6
Ekstra 7
Ekstra 8
Ekstra 9
Ekstra 10