Kaleidoscope of Death

Rozdział 72 – Ogień19 min. lektury

W pokoju były tylko dwa łóżka, więc ktoś musiał spać na kanapie. Lin Qiushi bardzo świadomie pokazał swoje mocne strony, szanując starszych, kochając młodych i zawsze stawiając kobiety na pierwszym miejscu – stanowczo oznajmił, że będzie spał na kanapie. Cheng Yixie i Ruan Nanzhu mogli zająć łóżka.

Cheng Yixie nie zawracał sobie głowy zbędnymi rozmowami, po prostu przebrał się w piżamę i położył się do łóżka. Ruan Nanzhu z kolei siedział na łóżku i przez chwilę obserwował Lin Qiushiego. To sprawiło, że obserwowany mężczyzna stał się dość nerwowy.

– Czemu na mnie patrzysz?

– Ponieważ jesteś przystojny.

Lin Qiushi zamilkł.

– Chcesz się do mnie wcisnąć? – zapytał Ruan Nanzhu, klepiąc materac łóżka.

Lin Qiushi odmówił, mówiąc, że przyjdzie, jeśli naprawdę nie będzie mógł zasnąć. Na tę odpowiedź Ruan Nanzhu tylko lekko przechylił głowę, powiedział, że w porządku i nie nalegał już więcej.

Sofa była szeroka i miękka, i wcale nie było na niej niewygodnie. Okrył się cienkim kocem i spojrzał na podłogę. Położyli na niej ręcznik, zakrywając jasną powierzchnię lustra, tak aby osoby pod nimi nie mogły już zaglądać do pokoju. Po obejrzeniu innych luster odkryli, że były to zarówno lustra weneckie, jak i zwykłe. Spędzili trochę czasu na zakrywaniu ich ręcznikami. Ten apartament był całkiem nowy i wyglądał na świeżo odnowiony. Zwinięty na sofie Lin Qiushi zasnął.

Pierwsze noce w świecie drzwi były zazwyczaj spokojne. Lin Qiushi myślał, że będzie mógł spać do rana, ale o północy niespodziewanie obudził go Cheng Yixie.

Kiedy Lin Qiushi się obudził, zobaczył chłopaka siedzącego na łóżku ze zmarszczonymi brwiami i nieustannie drgającym nosem, jakby coś wąchał.

– Yixie, co się dzieje? – zapytał oszołomiony.

– Czuję zapach – powiedział cicho Cheng Yixie. – …czegoś spalonego. A ty?

Zaskoczony Lin Qiushi chwilę popracował nosem, ale nie mógł wyczuć żadnego zapachu. Pokręcił przecząco głową.

– Nie. Nic nie czuję.

Cheng Yixie zamilkł. Wstał, podszedł do ściany i przykucnął, aby się jej przyjrzeć.

To zachowanie było naprawdę nieco dziwne. Obserwując od tyłu Lin Qiushi miał właśnie zapytać, ale Ruan Nanzhu go wyprzedził.

– Co się dzieje?

Cheng Yixie nadal przyglądał się ścianie.

Niewyraźna złota tapeta pokrywała niemal każdy kąt pokoju. Lin Qiushi obserwował, jak Cheng Yixie wstał, wziął nóż do owoców ze stołu, a następnie wrócił do ściany, aby zacząć ją zeskrobywać.

Kilka minut później tapeta zniknęła, odsłaniając czarną plamę. W słabym świetle Lin Qiushi zobaczył spaloną ścianę. Jego wyraz twarzy był nieco oszołomiony.

– Czy w tym pokoju był… pożar? – Ta ściana wyglądała na zwęgloną. Coś ewidentnie się tu wydarzyło.

Cheng Yixie zaczął cicho kaszleć, jakby dusił się jakimś swądem.

Widząc go w takim stanie, Ruan Nanzhu wstał i poszedł do łazienki. Stamtąd wziął mokry ręcznik i podał go chłopakowi.

– Przyłóż to do twarzy.

Cheng Yixie wziął go i przycisnął do nosa i ust. Dopiero wtedy kaszel nieco się złagodził.

– Wygląda na to, że coś się wydarzyło w tym budynku – powiedział Ruan Nanzhu.

Gdy tylko skończył mówić, Lin Qiushi również poczuł zapach spalenizny. Na początku pomyślał, że to jego własny zmysł węchu płata mu figle, więc spojrzał na Ruan Nanzhu, ale ten jedynie skinął głową.

– Ja też to czuję.

Szybko poszedł do łazienki i przygotował dwa kolejne mokre ręczniki, jeden wręczając Lin Qiushiemu.

– Spojrzę na zewnątrz – powiedział.

– Ja też. Chodźmy razem – wtrącił Lin Qiushi, zakrywając usta i nos ręcznikiem.

Ruan Nanzhu nie odmówił i podszedł do drzwi. Na zewnątrz pokoju było cicho. Nikt inny najwyraźniej jeszcze nie odkrył tej osobliwości. Jednak w chwili, gdy Cheng Yixie opuścił pokój, jego brwi zmarszczyły się jeszcze bardziej.

Ruan Nanzhu spojrzał na niego.

– Zapach jest silniejszy?

Cheng Yixie skinął głową, przeszukując wzrokiem hol, jakby miał nadzieję coś dostrzec. Lin Qiushi usłyszał cichy odgłos. To był dziwny dźwięk, trochę jak drapanie w drzwi… Jego wzrok podążył za źródłem, a w tym samym czasie Cheng Yixie wskazał koniec holu.

Na tym końcu korytarza znajdowały się pokoje z pojedynczymi łóżkami. Mieszkały tam tylko dwie kobiety.

Zrobili kilka kroków w tamtym kierunku. Lin Qiushi miał zamiar skierować się w stronę źródła hałasu, ale Ruan Nanzhu wyciągnął rękę i go powstrzymał.

– Co się dzieje? – Lin Qiushi się zdziwił.

Ruan Nanzhu nie odpowiedział, tylko nagle szarpnął głową.

Lin Qiushi spojrzał we wskazanym kierunku i odkrył, że sufit korytarza również był wyłożony rzędem luster. Wszystko się w nich odbijało. Postać w lustrze również zadarła w tym momencie głowę, kopiując dokładnie ruchy Lin Qiushiego.

Wtedy Ruan Nanzhu ponownie wskazał na koniec korytarza.

Lin Qiushi zrozumiał. Spojrzał w górę. Od tego spojrzenia oddech zamarł mu w gardle, ponieważ druga strona korytarza w odbiciu była pochłonięta szalejącym ogniem.

Płomienie buchały. Towarzyszył im gęsty, czarny dym.

W końcu wiedział, skąd pochodził ten odrażający zapach. Odwrócił wzrok, a następnie spojrzał z powrotem na świat poza lustrem. Prawdziwy korytarz wciąż był pogrążony w ciemności, pozbawiony choćby iskierki.

Cheng Yixie nie mogąc się powstrzymać, zaczął znowu kaszleć.

– Czy ogień się tu rozprzestrzeni? – zapytał Lin Qiushi.

Ruan Nanzhu pokręcił głową.

– Nie wiem.

Lin Qiushi obserwował korytarz w lustrze, a ogień stawał się coraz bardziej zaciekły. Nawet metalowe drzwi antywłamaniowe zdawały się wypaczać pod wpływem ciepła. Dudnienie, jakby ktoś uderzał w drzwi, stało się wyraźniejsze i towarzyszyło mu niskie zawodzenie – wydawało się, że w pokojach są ludzie.

– Pomocy, pomocy…! – wołano.

Lin Qiushi nie mógł być pewien, czy tylko on to usłyszał.

– Czy wy to słyszycie?

Ruan Nanzhu i Cheng Yixie pokręcili głowami, dając do zrozumienia, że nic nie słyszeli.

– Nic nie słyszałem, ale widziałem – powiedział nagle Ruan Nanzhu.

– Co widziałeś? – zapytał niepewnie Lin Qiushi.

– Rękę wyciągniętą z pokoju. – Następnie przyjrzał się bliżej. – Teraz są dwie.

Gdy Lin Qiushi myślał, że w ogóle nic nie widzi, czyjaś ręka lekko dotknęła jego pleców. Przestraszył się na tyle, że oblał się zimnym potem i odwrócił się gwałtownie. Zobaczył mężczyznę i kobietę. Miał dość mgliste wrażenie o tych dwóch osobach – prawdopodobnie byli to ludzie z grupy, którą spotkali wcześniej na dole.

– Na co patrzycie? – zapytała kobieta.

Pojawili się bezgłośnie i żadne z nich niczego nie zauważyło. Gdyby Lin Qiushi nie widział ich wcześniej, uznałby, że to duchy. Pomyślał, że za dziewiątymi drzwiami naprawdę kryją się przysłowiowe przyczajone tygrysy i ukryte smoki.

W porównaniu do niego Ruan Nanzhu wydawał się całkiem spokojny.

– Oglądamy fajerwerki – odparł.

Kobieta uśmiechnęła się na to.

– Fajerwerki? Czy są ładne?

– Przeciętne.

– Ładniejsze ode mnie?

Ruan Nanzhu również się uśmiechnął.

– Ładniejsze od ciebie, ale nie tak ładne jak ja.

Uśmiech zniknął z twarzy kobiety, a w jej oczach rozbłysła wściekłość. Spojrzała na Ruan Nanzhu nieprzyjaźnie.

Mężczyzna obok niej zrobił krok naprzód. Przedstawił się, powiedział, że są rodzeństwem, że nazywa się Luo Qianshan, a jego młodsza siostra to Luo Qianshui.

– Czy na końcu korytarza jest pożar? – zapytał.

Nikt po stronie Lin Qiushiego nie odpowiedział na to pytanie, ponieważ w pewnym sensie byli przeciwnikami, a dawanie wskazówek przeciwnikom nie było zbyt mądrym posunięciem.

– Płonie. – Luo Qianshui również zobaczyła obraz w lustrze, który był zupełnie inny od rzeczywistości. Spojrzała na Luo Qianshana. Czy ludzie w środku zostaną spaleni żywcem?

– Nie wiem.

I tak stali teraz w piątkę, obserwując w milczeniu.

Ogień nie wydawał się rozprzestrzeniać, ograniczając się do tego jednego pokoju. Lin Qiushi zerknął na nieprzejrzystą noc za oknem i nie powstrzymał małego ziewnięcia.

Ruan Nanzhu spojrzał na niego.

– Chodź, wróćmy do łóżka – powiedział.

– Już nie będziemy patrzeć?

– A zamierzasz tu stać i patrzeć całą noc?

Słuszna uwaga. Poza tym obok nich stały dwie przerażające osoby. Zignorowali rodzeństwo i ruszyli w stronę swojego pokoju.

Zmysł węchu Cheng Yixiego był nieco zbyt wrażliwy. Z tego powodu dym wciąż powodował u niego kaszel i nie wyglądał zbyt dobrze.

Ruan Nanzhu wszedł do pokoju jako ostatni. Zanim to zrobił, spojrzał jeszcze raz w dół korytarza i zmarszczył brwi.

Następnie, będąc już w pokoju, natychmiast powiedział do swoich towarzyszy:

– Wyszli z pokoju.

– Kto?

– Spaleni ludzie – odpowiedział Ruan Nanzhu. Chwilę przed wejściem do środka zobaczył dwie postacie na końcu korytarza: jedną dużą, jedną małą. Wyglądało to na dorosłego trzymającego dziecko za rękę. Ich ciała były zwęglone i wciąż płonęły. W milczeniu stali po prostu na korytarzu, obserwując każdy pokój. To był bardzo niepokojący widok.

Słysząc te słowa, Lin Qiushi przypomniał sobie pewną część wskazówki: „z historią jako zwierciadłem można zrozumieć fale losu”. Czy „historia” może oznaczać to, co wydarzyło się w tym wieżowcu?

Gdy wszyscy troje siedzieli zamyśleni, zapach spalenizny stopniowo zaczął zanikać.

– Idźmy spać. – Ruan Nanzhu spojrzał na zegarek. – Pomyślimy o tym jutro. Nie możemy być zmęczeni.

Więc wszyscy wrócili do swoich łóżek.

Normalni ludzie, po takim spotkaniu, prawdopodobnie byliby prześladowani przez te przerażające obrazy i mieliby trudności z zaśnięciem. Jednak Lin Qiushi uznał, że nie mogą być już zaliczani do grona normalnych. Nie tylko zasnął szybko, ale nieźle się wyspał i nie obudził się aż do następnego ranka.

Słońce wzeszło, a wraz z nim zapach popiołu. Obudzony snopami światła wpadającymi przez okna francuskie, Lin Qiushi otworzył oczy.

– Dzień dobry – przywitał się Ruan Nanzhu.

– Mhm – mruknął Lin Qiushi, pocierając oczy. Wstał z sofy i wszedł do łazienki, żeby się umyć.

Cheng Yixie najwyraźniej obudził się wcześnie. Był już przebrany i stał w milczeniu przy oknie, obserwując krajobraz.

– Śniadanie jest na drugim piętrze – powiedział Ruan Nanzhu. – Chodźmy. Właściwie jestem trochę głodny.

Wyszli ze swojego pokoju i zobaczyli, że w restauracji zebrało się już wiele osób.

Lin Qiushi rozejrzał się po pomieszczeniu i szybko dostrzegł osoby, których szukał – kobiety, które mieszkały w pokojach z pojedynczym łóżkami.

Wydawały się pełne wigoru i wesoło rozmawiały, jakby wszystko, co wydarzyło się poprzedniej nocy, w ogóle na nie nie wpłynęło.

Kiedy Lin Qiushi nadal ich obserwował, Ruan Nanzhu tuż przy jego uchu wydał dźwięk, który jednocześnie był śmiechem i nie był.

– Patrzysz na nie tak uważnie… Co, są ładniejsze ode mnie?

– Oczywiście, że jesteś najprzystojniejszy – odparł zirytowani Lin Qiushi.

– Och, nie brzmisz zbyt szczerze. – Ruan Nanzhu zjadł kęs chleba, po czym dodał: – To rodzeństwo też tu jest.

Chodzi o osoby, które poznali wczoraj wieczorem na korytarzu, Luo Qianshana i Luo Qianshui. Właśnie wchodzili, chłopak uśmiechał się do Lin Qiushiego, a kobieta groźnie patrzyła na Ruan Nanzhu.

Wyglądało na to, że Luo Qianshui już żywiła urazę do Ruan Nanzhu za jego wczorajszą prowokację.

Ruan Nanzhu wcale się nie bał, wskazał brodą w kierunku dziewczyny i pochylił się nad ramieniem Lin Qiushiego.

– Ojej, spojrzenie tej kobiety jest przerażające, aż się trzęsę ze strachu – oświadczył nieśmiało.

Lin Qiushi nie wiedział, czy ma się śmiać, czy płakać. Cheng Yixie z kolei zdawał się być przyzwyczajony do pasji Ruan Nanzhu i po prostu beznamiętnie żuł chleb.

Gdy najedli się do syta, pojawił się boy hotelowy, który wczoraj dał im karty do pokojów, trzymając w ręku stos papierów. Prawdopodobnie były to przewodniki turystyczne, o których wspominał.

– Czy wszyscy dobrze spali wczoraj w nocy? To są przewodniki turystyczne, każdy powinien uważnie je przejrzeć, jak już dostanie jeden – powiedział z uśmiechem, a następnie zaczął je rozdawać.

Lin Qiushi również dostał kopię. Otwierając ją, odkrył, że to naprawdę przewodnik po malowniczych miejscach w tym mieście, a kilka stron było poświęconych lustrzanemu wieżowcowi.

Dowiedział się, że ten hotel był lokalnym punktem orientacyjnym, odnowionym dwa lata wcześniej. Wcześniej wyglądał całkiem inaczej. Lustra zostały przymocowane na całej zewnętrznej części budynku.

Kiedy Lin Qiushi przeglądał książkę, usłyszał, jak Cheng Yixie znów zaczyna cicho kaszleć.

Ekhe, ekhe. Zakrywając nos, Cheng Yixie z trudem wydusił:

– Coś się pali….

– Co takiego? – Zarówno Lin Qiushi, jak i Ruan Nanzhu byli zdezorientowani, ponieważ żaden z nich nie wyczuł niczego.

Jednak wkrótce nie było to konieczne, ponieważ zaczął pojawiać się gęsty dym – płonąca rzecz była w rzeczywistości człowiekiem. Była to jedna z kobiet mieszkających w pokojach jednoosobowych.

Na początku z jej ciała unosił się tylko dym. Jednak gdy przestraszone spojrzenia padły na nią, wokół wystrzeliły też oślepiające i żarzące się węgle. Zdawały się wychodzić bezpośrednio z jej ciała, pochłaniając ją całą w mgnieniu oka.

– Aaaaaaach! – Kobieta wydała z siebie okropny ryk i rzuciła się na ziemię, miotając się jak szalona, ale ponieważ ogień palił ją od środka, nie przyniosło to żadnych korzyści. Lin Qiushi chwycił butelkę mleka ze stołu i próbował ugasić płomienie na jej ciele, ale to również nie zrobiło żadnej różnicy.

W ciągu minuty na oczach tłumu kobieta, która kiedyś była piękna jak kwiat, zamieniła się w spalone, czarne zwłoki.

Ktoś zwymiotował na miejscu. Inni również nie wyglądali najlepiej.

Mówiono, że spalenie było najboleśniejszą śmiercią. Lin Qiushi powoli wrócił do Ruan Nanzhu i odłożył butelkę po mleku, którą trzymał w dłoni.

Wygląda na to, że to, co wydarzyło się wczoraj wieczorem, było przyczyną śmierci tej kobiety.

– Xiao Yan! Xiao Yan! – Druga kobieta szlochała głośno, rzucając się w amoku na podłogę obok zwęglonych resztek.

Lin Qiushi obserwował sytuację z boku i nic nie mówił.

– Wszystko w porządku? – zapytał Ruan Nanzhu.

Lin Qiushi pokiwał potwierdzająco głową. W rzeczywistości widział już wiele krwawych widoków, ale ten przed nim był odrobinę zbyt przerażający… Dziewiąte drzwi rzeczywiście były trudne. Już pierwszej nocy ktoś został zabity.

– Obrzydliwe – powiedziała lodowato siedząca nieopodal Luo Qianshui, po czym wstała i odeszła. – To naprawdę odpychające.

Jej brat był tuż za nią, gdy wychodziła z restauracji.

Postawa Luo Qianshui mogła być chłodna, ale tak naprawdę była normą. Po takiej scenie większość osób w pokoju patrzyła na zwłoki z otępiałymi minami. Tylko w pięcioosobowej grupie, która zabrała ze sobą nowicjuszy, ludzie wymiotowali i się trzęśli ze strachu.

– Bardzo się boję, siostro Xia – powiedział młody mężczyzna do przywódczyni.

Kobieta o imieniu Xia prawdopodobnie była tą, która ich tu przyprowadziła.

– Nie ma się czego bać. Dopóki będziesz uważnie słuchać i przestrzegać zasad, nic się nie stanie.

Choć słowa te były powierzchowne, to rzeczywiście było wszystko, co mogli zrobić. Przerażenie na twarzy młodego człowieka nie zmalało.

Ruan Nanzhu również wstał.

– Chodźcie, rozejrzymy się.

Wyszli z restauracji na ulicę w pobliżu wieżowca.

W przeciwieństwie do poprzednich światów ten wydawał się szeroko dostępny. Na ruchliwej ulicy ciągnęły się niekończące strumienie ludzi, a po obu stronach były sklepy wszelkiego rodzaju. Kursowały też autobusy, które mogły zabrać ich gdzie indziej. Nawet waluta, której używano, była taka sama jak w ich oryginalnym świecie.

Rozglądając się po otoczeniu, Lin Qiushi poczuł prawdziwą ciekawość.

– Czy możemy pójść w inne miejsca?

– Tak – powiedział Ruan Nanzhu. – O ile wrócisz przed zapadnięciem zmroku.

– A co jeśli nie zdążę?

– Wtedy możesz doświadczyć naprawdę dziwnych sposobów umierania. – Mówił rzeczowo. Wyraźnie doświadczył już wcześniej takiej sytuacji.

– Czy ten świat jest kompletny? – Choć starał się trzymać się w ryzach, w sercu Lin Qiushiego wciąż było wiele pytań. Spojrzał na naleśnikarnię, która była po drugiej stronie ulicy. – Czy to jedzenie jest jadalne?

– Mh – powiedział Ruan Nanzhu. – Powinny smakować całkiem nieźle.

Lin Qiushi wydał więc własne pieniądze na trzy naleśniki, po jednym dla każdego. Wybrał ten o smaku czekoladowym, z lodami w środku naleśnika. Ugryzł i pomyślał, że jest naprawdę dobry.

– To jaka jest różnica między tym światem a rzeczywistością? – wymruczał.

– Różnica? Największa to prawdopodobnie to, że ten świat ma duchy. Zamierzam zapytać o wieżowiec.

Podszedł do kilku pobliskich sklepów i zadał właścicielom kilka pytań.

Trzeba przyznać, że korzyści płynące z przebieraniem się za kobietę były w tym momencie naprawdę widoczne. Właściciele sklepów byli bardzo przyjaźnie nastawieni do Ruan Nanzhu. Pewien trzydziestoparolatek podarował mu nawet pudełko cukierków ze swojej cukierni, mówiąc, że jeśli znajdzie czas dziś wieczorem, mogą coś zaplanować.

Ruan Nanzhu bez ogródek odmówił.

Warto też zaznaczyć, że NPC tutaj i NPC z poprzednich drzwi byli zupełnie inni. Tutejsi wydawali się o wiele bardziej normalni. Nie było sposobu, aby stwierdzić po ich mowie lub czynach, że ten świat różni się od rzeczywistości.

To wystarczyło, by Lin Qiushi był nieco oszołomiony.

– Czy naprawdę jesteśmy w środku drzwi?

– Oczywiście – odparł Ruan Nanzhu, spoglądając na Lin Qiushiego. – Im trudniejsze drzwi, tym bardziej przypominają rzeczywistość. Dziesiąte drzwi, przez które wszedłem… – Na to zatrzymał się, a w jego spojrzeniu pojawił się smutek, jakby przypomniał sobie coś nieprzyjemnego. Widząc to, Lin Qiushi nie drążył tematu. Po prostu udawał, że nic nie zauważył.

Udało im się zebrać sporo informacji na temat wieżowca. Dwa lata temu w budynku wybuchł pożar, w którym zginęła trzyosobowa rodzina. Pochodzili spoza miasta i spotkał ich tak nieprzyjemny los.

– Spaliło się całe piętro? – Ruan Nanzhu dowiedział się o tym z małego stoiska z gazetami obok wieżowca. Było dobrze utrzymane, a towar sprzedawał starszy mężczyzna.

– Tak, całe piętro – powiedział starzec. – Potem wieżowiec został odnowiony. Elewacja była cała czarna od dymu, więc wszystko zostało zakryte lustrami. – Poprawił okulary i zmartwionym głosem dodał: – Odbicie słońca naprawdę razi w oczy…

Lin Qiushi przypomniał sobie matkę i córkę, które widział w lustrach. Wyglądało na to, że były ofiarami pożaru.

– Lepiej, żebyście tam nie mieszkali, w środku są duchy – powiedział starzec. – Mówią, że każdej nocy ktoś płacze…

– Które piętro spłonęło? – zapytał Lin Qiushi.

– Trzydzieste czwarte – odpowiedział starzec.

Trzydzieste czwarte piętro, czyli dokładnie tam, gdzie mieszkali. Wyglądało na to, że klucz miał coś wspólnego z tym pożarem.

Wkrótce nadeszła pora lunchu. Udali się z powrotem do wieżowca.

Była równa dwunasta. Promienie słońca spadały z nieba, odbijając się od zewnętrznych luster budynku i oślepiając wszystkich blaskiem. Cały wieżowiec był tak jasny, że nie można było patrzeć na niego bezpośrednio, jakby był otoczony kulą oślepiającego ognia. Lin Qiushi rzucił tylko jedno spojrzenie, a i tak łzy napłynęły mu do oczu.

– Och, wyglądasz słodko, kiedy płaczesz – rzucił z boku Ruan Nanzhu.

Lin Qiushi łypnął na niego zaczerwienionymi oczyma. Chwilę później ten drań wcielił się w dramatyczną królową i przy wszystkich w restauracji oznajmił, że Lin Qiushi powinien przestać płakać, bo bierze za niego odpowiedzialność.

Lin Qiushi nic nie mówił. Nieważne. Bylebyś się dobrze bawił.

Cheng Yixie przez cały ten czas milczał, sprytnie udając, że jest częścią tła. Lin Qiushi mocno podejrzewał, że Ruan Nanzhu również wiele razy wcześniej tak go oszukał.

Choć nadeszła pora lunchu, wiele osób nie wróciło po jedzenie. W końcu byli przy zatłoczonej ulicy, na której mieli multum opcji. Nie było powodu, aby wciskać się do tej restauracji.

Luo Qianshan i Luo Qianshui, których poznali wcześniej, również tu byli. Widząc Ruan Nanzhu, Luo Qianshui po raz kolejny spojrzała na niego złowrogo.

Ruan Nanzhu przyjął to z uśmiechem, poklepał się po piersi i zapytał, dlaczego poczuł się, jakby goniła go jakaś gryząca suka. To niemal wystarczyło, by Luo Qianshui rzuciła się na niego z pięściami.

Lin Qiushi po raz kolejny wyraził swój podziw dla umiejętności Ruan Nanzhu do drażnienia kobiet, choć słowo „drażnić” zyskało zupełnie nowe znaczenie, w zasadzie sprowadzając się do prowokacji. Jeśli wściekłe kobiety wcieliłyby się w byki, to Ruan Nanzhu byłby powiewającą czerwoną flagą, która je wkurzała…

Tłumaczenie: Ashi

Tom I Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32

Tom II
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53

Tom III
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77

Tom IV
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95

Tom V
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 126
Rozdział 126

Tom VI
Rozdział 127
Rozdział 128
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6
Ekstra 7
Ekstra 8
Ekstra 9
Ekstra 10

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: