Po kilku miesiącach Lin Qiushi stanął przed szóstymi drzwiami.
Był przekonany, że Cheng Qianli, który również przechodził przez swoje szóste drzwi, wejdzie z nimi tak jak ostatnio. Niespodziewanie jednak Ruan Nanzhu postanowił pozwolić im tym razem wejść osobno.
Chociaż ta decyzja była dość niejasna, Ruan Nanzhu zawsze miał swoje własne powody, więc Lin Qiushi postanowił się nie wtrącać.
Do drzwi zostało jeszcze około dwóch tygodni, gdy Cheng Qianli dostał wskazówkę. Normalnie każdy członek Obsydianu pomagał w rozwikłaniu zagadki, ale tym razem zrobiono wyjątek. Wskazówka Cheng Qianliego pozostała tajemnicą dla wszystkich w willi, z wyjątkiem jego samego i jego brata.
Cheng Qianli był bardzo szczęśliwy, gdy zrozumiał wskazówkę. Kiedy Lin Qiushi zapytał go, z czego dokładnie się tak cieszy, chłopak odpowiedział:
– Hehehe, mój brat nie pozwala mi ci powiedzieć.
Chociaż Cheng Qianli czasami miał mętlik w głowie, był bardzo posłuszny poleceniom brata, jeśli chodziło o ważne sprawy.
– Powiem ci od razu, jak wyjdę. Masz już swoją? – dodał chłopak, gdy już skończył chichotać.
Lin Qiushi pokręcił głową.
– Jeszcze nie. – Na razie Ran Nanzhu nie dawał znaku życia. Wydawał się nad czymś rozmyślać.
– Masz starszego brata Ruana, który ci towarzyszy, więc się nie martw. Nic się nie stanie – powiedział Cheng Qianli.
– Mhm – Lin Qiushi skinął głową. – Mam nadzieję, że wszystko pójdzie gładko dla nas obu.
Cheng Qianli uśmiechnął się szczerze.
– Jasne, życzę ci spokojnej podróży.
Kilka dni później Lin Qiushi w końcu otrzymał wskazówkę do swoich drzwi. Tym razem było to tylko jedno słowo: Slenderman.
– Co to jest? – zapytał Lin Qiushi. – Jakiś folklor?
– To zagraniczna miejska legenda – odpowiedział Ruan Nanzhu. – Jej tytuł to również „Slenderman”. Czy kiedykolwiek o tym słyszałeś?
Po namyśle Lin Qiushi skinął głową.
– Coś mi świta. – Przypomniał sobie, że oglądał film z tego gatunku.
Ruan Nanzhu rzucił mu kilka arkuszy.
– Najpierw spójrz na to. Chociaż nie ma zbyt wielu informacji, to i tak lepsze to niż nic.
Liu Qiushi wziął kartki i zaczął czytać.
Na papierze zapisano szczegółowe informacje o Slendermanie. To miejska legenda o bezimiennym, humanoidalnym potworze z długimi, cienkimi kończynami, przez co wyglądał jak człowiek-pająk. Te stworzenia zwykle wędrowały po pustkowiach lub w małych miasteczkach. Polowały głównie na dzieci, które były pozostawione same sobie. Oczywiście mogły i często chciały położyć ręce na dorosłych. Dzieci, które były celem, niewytłumaczalnie znikały, a dorośli doświadczali złowrogich objawów, takich jak ciągłe krwawienia z nosa, koszmary, a nawet halucynacje.
Informacje te zawierały również drobiazgową listę metod i szczegółowych wskazówek, w jaki sposób ci szczupli mężczyźni mordowali swoje ofiary. Na przykład lubili nadziewać dzieci na gałęzie drzew i zostawić tak, dopóki nie wykrwawią się na śmierć. Wyrywali też ich wnętrzności, aby umieścić je w plastikowych torbach… Nawet poza światem drzwi ci, którzy mieli słabe serce, prawdopodobnie byliby trochę przestraszeni, czytając o tej miejskiej legendzie.
Lin Qiushi bardzo szybko skończył przyswajać informacje. Myślał, że to już wszystkie potrzebne przygotowania, kiedy dowiedział się, że Ruan Nanzhu chce zabrać go na zakupy po ubrania.
Lin Qiushi był zdezorientowany.
– Kupujesz ubrania? Jakie ubrania?
Ruan Nanzhu się uśmiechnął.
– Ubrania, które założysz do szóstych drzwi.
Pozostali mieszkańcy willi spojrzeli na niego ze współczuciem, gdy z zakłopotanym wyrazem twarzy został zabrany przez Ruan Nanzhu do centrum handlowego. Na początku ubrania były zwykłymi męskimi. Następnie obaj dotarli do sekcji odzieży damskiej…
Ruan Nanzhu najwyraźniej znał tę rutynę. Powiedział, że kupuje ubrania dla swojej dziewczyny, ale wciąż zerkał w stronę Lin Qiushiego.
Lin Qiushi początkowo nie zrozumiał i trochę głupio zapytał:
– Nanzhu, masz dziewczynę?
– Nie.
– To dlaczego kupujesz damskie ubranie?
– Nie ja je kupuję, a ty.
– Ale ja też nie mam dziewczyny…
Ruan Nanzhu, który trzymał kilka toreb w rękach i szedł przodem, aż się odwrócił ze zdziwienia.
– To ty będziesz je nosił. Po co ci dziewczyna?
Mózg Lin Qiushiego wyłączył się na trzy sekundy. W końcu zrozumiał, o co w tym wszystkim chodzi. W jego oczach pojawił się nieporównywalny z niczym niepokój.
– Nanzhu, ja mam je nosić? Ja? Nosić?
Ruan Nanzhu potwierdził.
– Dokładnie. Będziesz je nosił.
– Ale… widzisz, jak wyglądam. Czy w ogóle mogę nosić damskie ubrania…? – zaprotestował Lin Qiushi.
Ruan Nanzhu obdarzył go wyrazem twarzy, który mówił więcej niż tysiąc słów.
– Co myślisz o swoim wyglądzie?
– Jestem przeciętny?
Ruan Nanzhu pogrążył się w milczeniu, patrząc na Lin Qiushiego z rosnącym niedowierzaniem. Mężczyzna dostał gęsiej skórki od tego spojrzenia. Nie odważył się o nic więcej pytać i posłusznie podążył za Ruan Nanzhu z powrotem do willi.
Trzeciego dnia Ruan Nanzhu wyciągnął Lin Qiushiego, który ukrywał się w swoim pokoju, i zaczął go przebierać.
Jako ktoś, kto spędzał większość czasu, siedząc w biurze, Lin Qiushi nie miał solidnej budowy ciała, tylko typową sylwetkę przeciętnego dorosłego mężczyzny. Jego rysy twarzy sprawiały, że wyglądał łagodnie i wyrafinowanie. Miał podwójne powieki i chociaż jego oczy nie były specjalnie duże, pięknie się wyginały, gdy się uśmiechał. Sadzając go na krześle, Ruan Nanzhu wyjął swój sprzęt i przygotował się do nałożenia makijażu.
Lin Qiushi był tak zdenerwowany, że nie mógł oderwać oczu od niego.
– Nanzhu… czy możemy o tym trochę porozmawiać?
Ruan Nanzhu prychnął.
– O czym chcesz rozmawiać?
– Czy możemy tego nie robić?
– Czy to nie ty pytałeś, czy przebieranie się jest zabawne? Mogę opowiadać pół dnia, ale to nic w porównaniu z doświadczeniem tego na własnej skórze. – Jego usta wygięły się w bardzo nieprzekonującym uśmiechu. – Nie martw się, za drzwiami będę cię bardzo dobrze chronił.
Lin Qiushi był o włos od płaczu.
Nie wiedział nic o produktach do makijażu, które miał przed sobą. Czuł, jak Ruan Nanzhu nakłada mu makijaż na twarz przez długi czas. Tak długi, że gdy już prawie zasypiał, Ruan Nanzhu w końcu się wyprostował, otrzepał ręce i powiedział:
– Gotowe. – Ruan Nanzhu podała mu lustro. – Najpierw spójrz, a potem wybierz fryzurę, która ci się podoba.
Lin Qiushi wziął lustro i na pierwszy rzut oka był trochę oszołomiony. Widział twarz kobiety, może nie oszałamiająco pięknej, ale wciąż wystarczająco ładnej, by przyciągać wzrok. Była to dość łagodna twarz i prawdopodobnie dlatego, że jej właścicielka czuła teraz ogromną niesprawiedliwość, miało się wrażenie, że była bardzo smutną osobą, co uruchamiało instynkt opiekuńczy u innych.
Lin Qiushi nie mógł się powstrzymać i powiedział:
– Kurwa.
– Dziewczyna nie powinna przeklinać – pouczył go Ruan Nanzhu, po czym zapytał. – Wolisz długie czy krótkie włosy?
– Długie… – Miał na myśli, że podobają mu się dziewczyny z długimi włosami, ale kto by pomyślał, że Ruan Nanzhu sięgnie po perukę i zacznie układać ją na głowie Lin Qiushiego.
Mężczyznę kompletnie zatkało.
Po zabezpieczeniu peruki Ruan Nanzhu rozpoczął ostatnie szlify. Prawdopodobnie początkowo chciał, aby Lin Qiushi założył spódnicę, ale widząc, że był przerażony aż do omdlenia, postanowił nie przesadzać za pierwszym razem. Zamiast tego wybrał strój, który był dość androgyniczny.
Zmuszony do założenia damskich ubrań Lin Qiushi chciał po prostu odwrócić się i uciec – od tej pory planował zawsze uważać na słowa.
Gdy wszystko było gotowe, Ran Nanzhu spojrzał na stojącą przed nim osobę z zadowolonym uśmiechem. Lin Qiushi wyglądał czysto i wyrafinowanie. Jego twarz nie miała podkreślonych żadnych ostrych linii i była raczej łagodna. Przy takiej twarzy, odrobina makijażu wystarczyła, aby ukryć wszelkie oczywiste mankamenty. Dodając do tego fakt, że osobowość Lin Qiushiego była bezkonfliktowa od samego początku, ten nowy wygląd wydawał się całkiem harmonijny.
– Czy mam to nosić po tamtej stronie? – Lin Qiushi czuł złość, ale w obecności wielkiego mistrza nie odważył się jej wyrazić. Mógł tylko przełknąć niesprawiedliwość, próbując przekonać Ruan Nanzhu, by zmienił zdanie.
– Nanzhu, myliłem się, czy mogę…
Ran Nanzhu uniósł brwi.
– Nie.
– Nawet nie wiem, jak mam podwyższyć ton głosu – zaprotestował. Chociaż głos Ruan Nanzhu był trochę niejednoznaczny, z pewnością nikt nawet by nie pomyślał, że jest mężczyzną.
– W takim razie ćwicz.
– Pozostało nam tylko kilkanaście dni, zanim będziemy musieli wejść…
Ruan Nanzhu obdarzył go półuśmiechem.
– Rób to powoli, nie ma pośpiechu. W przyszłości będzie mnóstwo okazji. A jeśli chodzi o ten raz, jeśli nie możesz tego zrobić, po prostu udawaj, że jesteś niemy.
Lin Qiushi zamilkł.
Ruan Nanzhu postukał palcem w stół.
– Delikatna i krucha niema dziewczyna, czyż ta osobowość nie jest bardzo interesująca?
Lin Qiushi wciąż milczał. Tan Zaozao, wprowadź go do branży rozrywkowej, a następny Oscar z pewnością będzie należał do Chin.
Chociaż Ruan Nanzhu tak powiedział, ostatecznie w sposób „sprawiedliwy i uwzględniający poglądy innych” przedstawił Lin Qiushiemu plan B: jeśli nie chciał pozostać niemy, mógł po prostu powiedzieć, że jest mężczyzną, którego hobby jest przebieranie się za kobiety.
W końcu Lin Qiushi postanowił cierpieć w milczeniu dla dobra ogółu i udawać niemego. Nie chciał być obiektem kpiny. Wystarczyło, że z powodu tego całego incydentu z przebieraniem się, Lin Qiushi musiał także znosić śmiech innych osób w willi.
– Hahahaha Lin Qiushi, w końcu sobie nagrabiłeś. – Cheng Qianli był tym, który nie zostawił mu ani odrobiny godności. – Chociaż wyglądasz naprawdę dobrze, o wiele lepiej niż Chen Fei.
– Hę?
Wyraz twarzy Chen Fei, który stał z boku, wyraźnie spochmurniał.
– Masz czelność gadać o mnie głupoty? Cheng Qianli, idź znaleźć lustro i spójrz na siebie.
– Hmph. Nawet gdybym był dziewczyną, byłbym niezrównaną pięknością.
– Naprawdę? – odparł Ruan Nanzhu, śmiejąc się.
Cheng Qianliemu dreszcz przebiegł po całym ciele po usłyszeniu głosu Ruan Nanzhu.
– Nie, nie, nie, tylko żartowałem.
Ruan Nanzhu spojrzał na niego i usiadł przy stole.
– Jak idą przygotowania?
– Całkiem nieźle. Tym razem świat wydaje się być dosyć prosty.
Ruan Nanzhu mruknął i nie okazał dalszego zainteresowania. Wyglądało na to, że był pewny umiejętności Cheng Yixiego, ale Lin Qiushi nie wiedział, czego dokładnie dotyczyła kłótnia, którą podsłuchał.
Cheng Yixie raczej nie wydawał się być kimś, kto łatwo wchodził w spory. Lin Qiushi jednak nic o tym nie wiedział, ponieważ czas przejścia przez drzwi szybko się zbliżał.
Pewnego popołudnia, gdy Lin Qiushi jadł przekąskę z Cheng Qianlim w salonie, chłopak nagle zniknął.
Na początku myślał, że Cheng Qianli zapewne poszedł do łazienki. Dopiero po chwili oczekiwania, nie widząc żadnych oznak jego powrotu, zdał sobie sprawę, że prawdopodobnie wszedł przez drzwi.
Pół godziny później nagle pojawił się z powrotem na sofie.
Jego twarz była śmiertelnie blada, a dłoń ściskała klatkę piersiową, gdy łapał oddech. Lin Qiushi, widząc to, zapytał:
– Czy wszystko w porządku? Qianli?
Cheng Qianli spojrzał na niego przestraszonym wzrokiem i bez słowa pobiegł na górę. Widząc jego gorączkowy stan, Lin Qiushi pośpieszył za nim.
Chłopak od razu skierował się do sypialni Cheng Yixie, nie pukając, a szarpnięciem otwierając drzwi.
Cheng Yixie siedział na łóżku. On również wydawał się dopiero co wrócić i w sumie wyglądał tak, jak zawsze.
– O co chodzi? – zapytał, patrząc na spanikowanego Cheng Qianliego.
– Bracie… – Cheng Qianli rzucił się na Cheng Yixie, mocno go ściskając. – Myślałem, że nie będziesz w stanie wyjść. Myślałem, że nie będziesz w stanie wyjść…
Chłopak nic nie powiedział, tylko lekko poklepał Cheng Qianliego po plecach, aby go uspokoić.
Cheng Qianli sprawiał wrażenie przerażonego, a jego twarz była kredowo biała. Wydawał się jeszcze bledszy od Cheng Yixie.
Bracia przytulali się przez chwilę, a gdy się uspokoili, Cheng Qianli zdawał się być nieco zawstydzony i nieśmiało wypełzł z objęć Cheng Yixie.
– Jestem głodny. Pójdę coś zjeść – powiedział, pocierając nos.
Cheng Yixie nie zatrzymał go, patrząc, jak odchodzi.
Widząc, że nic poważnego się nie stało, Lin Qiushi również postanowił odejść. Niespodziewanie usłyszał głos Cheng Yixie.
– Qiushi, jeśli pewnego dnia coś mi się stanie, czy pomożesz Qianliemu?
Lin Qiushi był zaskoczony.
– Nieważne, to nic takiego – powiedział nagle Cheng Yixie. – Możesz iść.
Po tych słowach zamknął drzwi, nie dając Lin Qiushiemu szansy na odpowiedź.
Szczerze mówiąc, Cheng Yixie nie zachowywał się ani trochę jak szesnastolatek. Był zimny i opanowany, wyglądał raczej jak Ruan Nanzhu. Być może te słowa były wywołane niebezpieczeństwami, których doświadczył w szóstych drzwiach.
Wróciwszy do salonu, Cheng Qianli zaczął ponownie zajadać się przekąskami, lecz teraz jadł bezmyślnie, a zmęczenie malowało się na jego twarzy.
Lin Qiushi zadał mu kilka pytań i dowiedział się, że tym razem świat za drzwiami był starożytnym polem bitwy i że doświadczyli wielu niebezpieczeństw. Na szczęście udało im się bezpiecznie uciec.
– Cierpimy na chorobę dziedziczną – powiedział Cheng Qianli, opowiadając o rzeczach, o których wcześniej nie mówił Lin Qiushiemu. – Nie mogliśmy wykonywać żadnych wymagających czynności, a gdy było naprawdę źle, nie mogliśmy nawet chodzić. Lekarze powiedzieli, że nie będziemy w stanie przeżyć więcej niż osiemnaście lat.
Lin Qiushi słuchał.
– Wtedy mój brat wszedł przez drzwi i jego objawy zaczęły ustępować… a potem ja również wszedłem.
Drapiąc się po głowie, Cheng Qianli się uśmiechnął.
– Czasami myślałem, że te drzwi wcale nie są takie straszne. Gdyby nie one, nie mógłbym żyć jak normalny człowiek i to tak długo. Dostałem więcej, niż było mi przeznaczone.
– Nie myśl w ten sposób, dni są jeszcze długie – pocieszył go Lin Qiushi.
– No tak, dni są jeszcze długie. – Spojrzenie Cheng Qianliego stało się nieco puste. – I nie wiem, jak moje życie się skończy.
Lin Qiushi poczuł się trochę smutny. Tylko w takich chwilach zdawał sobie sprawę, że wszyscy w tej willi są ludźmi na skraju śmierci. Niektórzy są psychicznie przygotowani, inni nie, ale bez wyjątku wszyscy poczuli jej duszący swąd.
– Oby twoje następne drzwi poszły gładko. – Cheng Qianli nagle wstał. – Idę odpocząć, jestem zmęczony.
Lin Qiushi skinął głową i patrzył, jak ziewając, zmierza w stronę schodów.
Prawdopodobnie dlatego, że nie miał silnych pragnień, Lin Qiushi był raczej spokojny, gdy wszedł przez drzwi. Mógł zaakceptować śmierć, ale był również gotów przyjąć nowe życie.
Drzwi Lin Qiushiego powinny nadejść mniej więcej w tym samym czasie, co Cheng Qianliego, więc później tej nocy obudził się gwałtownie. Kiedy otworzył drzwi sypialni, zobaczył dwanaście żelaznych drzwi pojawiających się na korytarzu.
Pierwsze pięć było zapieczętowane, a ostatnich sześciu nie dało się otworzyć. Tylko te, które były szóste w rzędzie, mogły zostać otwarte.
Po tym znajomym, oszałamiającym uczuciu, Lin Qiushi pojawił się na asfaltowej drodze. Nie było nic wokół drogi poza czarnym znakiem wskazującym na wprost. Zapisano na nim dwa słowa: Waterway Town.
Było trochę zimno. Lin Qiushi owinął się ciaśniej ubraniem i zaczął powoli iść przed siebie. Droga była bardzo szeroka i spowita gęstą mgłą. Po sześciu lub siedmiu minutach marszu, w końcu w oddali pojawiła się jakaś postać. Wyglądała znajomo i kiedy ją zobaczył, oczy Lin Qiushiego rozbłysły i krzyknął:
– Mengmeng!
Osoba przed nim odwróciła głowę w jego stronę. Nie rozpoznawał jej twarzy, ale otaczała ją znajoma aura.
– Masz cukierka? – zapytał napotkany człowiek.
– Tak, tak, tak. Lubię jeść cukierki truskawkowe o smaku miętowym.
– Nie lubię jeść słodyczy, bo boli mnie czwarty ząb.
Po zakończeniu wymiany haseł i potwierdzeniu tożsamości osoby stojącej przed nim Lin Qiushi wypuścił oddech.
– Nie sądziłem, że spotkamy się tak wcześnie. Chwila, dlaczego jesteś ubrany jak mężczyzna? – Jego oczy się rozszerzyły.
– A mówiłem, że przebiorę się z tobą za dziewczynę? – Ruan Nanzhu gestem nakazał mu milczenie i się uśmiechnął. – Niemi ludzie nie potrafią powiedzieć tak wielu słów.
Lin Qiushi nie wiedział, czy ma się śmiać, czy płakać.
– Czy mogę…
– Nie. – Ruan Nanzhu wiedział, o co Lin Qiushi chciał go zapytać i bezlitośnie mu odmówił. – Po prostu odegraj swoją rolę jako dziewczyna, dobrze?
Lin Qiushi pociągnął za perukę i odkrył, że zamieniła się w prawdziwe włosy. I z jakiegoś powodu był również niższy niż pierwotnie.
– Chodźmy. Porozmawiamy więcej, gdy znajdziemy pozostałych. – Ruan Nanzhu rozejrzał się dookoła. –Ta mgła naprawdę sprawia, że człowiek czuje się źle.
Tak więc obaj ruszyli naprzód.
Lin Qiushi, idący za Ruan Nanzhu, dyskretnie rozpiął spodnie i zajrzał w głąb. Kiedy zobaczył, że pewien organ jest nadal cały i zdrowy, wypuścił głęboki oddech.
Na szczęście zmieniła mu się tylko fryzura i nic więcej, w przeciwnym razie zapłakałby się na śmierć.
Kontynuowali marsz i w końcu zobaczyli inny krajobraz we mgle. Przed nimi pojawiło się podupadłe miasteczko. Choć było w całości zbudowane w stylu zachodnim, większość szyldów była po chińsku.
Lin Qiushi nagle poczuł się trochę ciekawy.
– Czy kiedykolwiek zetknąłeś się ze światem, który mieścił się poza Chinami?
– Czyż właśnie w takim nie jesteśmy?
– Ale tablice są po chińsku.
– Prawdopodobnie bierze pod uwagę nasz poziom kulturowy, więc powstrzymał się od używania angielskiego. – Spojrzał na Lin Qiushiego. – W końcu niektórzy ludzie nie potrafią czytać i pisać nawet po chińsku.
Lin Qiushi wiedział, że Ruan Nanzhu naśmiewa się z niego, bo udawał analfabetę w ostatnich drzwiach i niezręcznie powiedział:
– Wtedy okoliczności były szczególne…
Weszli do miasta i zobaczyli grupę ludzi zebranych na małym miejskim placu. Ruan Nanzhu jednym spojrzeniem oszacował liczbę zgromadzonych osób:
– Ośmioro.
Lin Qiushi już rozpoczął swój występ i nie wydał ani jednego dźwięku. Wyszli z mgły, przyciągając spojrzenia. Niektórzy spojrzeli na przystojnego Ruan Nanzhu, podczas gdy inni spojrzeli na Lin Qiushiego.
W tym świecie był trochę niższy, więc ubrania na nim wisiały. Jego cera była raczej blada i wydawał się dość przestraszony. Para czarnych źrenic bezradnie patrzyła na Ruan Nanzhu. To właśnie widzieli obcy, ale tak naprawdę…
Lin Qiushi: Kurwa, kurwa, wszyscy się na mnie gapią.
Ran Nanzhu: Niech patrzą, przecież nie brakuje ci kończyny.
Lin Qiushi: A co jeśli odkryją, że jestem mężczyzną?
Ruan Nanzhu: To wyjmiesz tego wielkiego gościa i nastraszysz ich na śmierć.
Lin Qiushi: …
Powyższa rozmowa miała miejsce, gdy wymienili spojrzenia. Lin Qiushi stwierdził, że nie ma już nic do powiedzenia.
Ktoś do nich podszedł. Prawdopodobnie dlatego, że Ruan Nanzhu nie wydawał się osobą łatwą w obejściu, wybrał sobie za cel pozornie żałosnego, słabego, małego i bezradnego Lin Qiushiego.
Zanim Lin Qiushi zdążył zareagować, Ruan Nanzhu wyciągnął rękę, by zablokować tej osobie drogę.
– Coś się stało?
– Nie. – Osoba, która do nich podeszła, była przystojnym mężczyzną, wyglądającym na dwudziestolatka, ubranym zgodnie z najnowszymi trendami mody. Wydawał się być bardzo zainteresowany Lin Qiushim. – Chciałem tylko zapytać, czy potrzebujecie pomocy.
– Wygląda na to, że jest niemową. – Ruan Nanzhu wpatrywał się w niego, stojąc przed Lin Qiushim.
– Nie możesz mówić? – Mężczyzna wydawał się to uważać za interesujące. – Miło cię poznać, nazywam się Wang Tianxin.
– Lu Meng – odparł Ruan Nanzhu.
Wang Tianxin uśmiechnął się, widząc opiekuńczego „Lu Menga”.
– Znacie się?
– Nie, ale spotkaliśmy się, gdy tylko weszliśmy przez drzwi. Nasze spotkanie musiało być przeznaczone.
Lin Qiushi wyciągnął telefon i coś napisał: Nazywam się Yu Qiuqiu i bardzo miło mi was poznać.
– Och, więc nazywasz się Yu Qiuqiu. To bardzo słodkie imię. – Był trochę niższy od Ruan Nanzhu. Pochylił się lekko i zrobił delikatną minę. – Nazywam się Wang Tianxin i jeśli to w porządku, chciałbym się z tobą zaprzyjaźnić.
Lin Qiushi udawał, że jest trochę przestraszony i wycofał się w bezpieczne miejsce za plecami Ruan Nanzhu. Ten, kto jest niewytłumaczalnie troskliwy, ukrywa złe intencje. Wang Tianxin najwyraźniej miał jakiś motyw, sądząc po tym, że zachował się natarczywie wobec osoby, którą właśnie poznał. Chociaż tak naprawdę się go nie bał, Lin Qiushi nie był na tyle głupi, żeby podać się na srebrnej tacy.
Ruan Nanzhu powiedział bardzo otwarcie:
– Wydaje się, że się ciebie boi. Powinieneś trzymać się od niej z daleka.
Wang Tianxin rzucił Ruan Nanzhu gniewne spojrzenie i odszedł.
Lin Qiushi nie spodziewał się, że tak łatwo się podda. Ruan Nanzhu zaśmiał się zimno, jakby już zgadł, o co chodziło Wang Tianxinowi.
Kolejni ludzie przybywali jeden po drugim.
Jak zwykle, były dwie nowe osoby – dwóch mężczyzn. Jeden z nich był stosunkowo spokojny, podczas gdy drugi od razu się załamał, szlochając przez cały czas. Na szczęście, poza płaczem ta nowa osoba nie zrobiła niczego niewłaściwego.
Po tym, jak zrezygnował z Lin Qiushiego, Wang Tianxin wkrótce znalazł inną dziewczynę. W krótkim czasie dobrze się zapoznali, rozmawiali i śmiali.
Lin Qiushi spojrzał na Ruan Nanzhu. Przyjaciel wiedział, o co chciał zapytać i odpowiedział mu łagodnie:
– Za drzwiami jest typ ludzi, którzy zawsze lubią znaleźć partnera do współpracy. Oczywiście nie chodzi jedynie o współpracę przy znalezieniu klucza. Być może są też przyzwyczajeni do robienia czegoś innego.
Lin Qiushi: Na przykład?
Ruan Nanzhu spojrzał na niego, uśmiechając się szeroko, ale nie podał żadnych szczegółów. Lin Qiushi wzdrygnął się, widząc ten uśmiech.
Wang Tianxin był wyraźnie doświadczony w takich sprawach, a jego cel był bardzo precyzyjny. Z dala od innych znajdował najbardziej delikatne z pozoru dziewczyny, pytał o ich samopoczucie i rozpieszczał je, a tym samym łatwo zyskiwał ich zaufanie.
A Lin Qiushi, jako niema dziewczyna, która nie była w pełni sprawna fizycznie, była ewidentnie jego ulubionym celem. Po prostu jego plany zostały zrujnowane przez Ruan Nanzhu i był zmuszony zmienić obiekt zainteresowania.
– Trzymaj się mnie i nie daj się oszukać.
Lin Qiushi spojrzał na niego z wściekłością, myśląc, że nawet jeśli zostanie oszukany, to wszystko będzie w porządku. Jeśli dojdzie do najgorszego, po prostu zdejmie spódnicę i zagra w „zobaczmy, kto jest większy”.
Tłumaczenie: Ashi
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Tom II
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53
Tom III
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77
Tom IV
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95
Tom V
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 126
Rozdział 126
Tom VI
Rozdział 127
Rozdział 128
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6
Ekstra 7
Ekstra 8
Ekstra 9
Ekstra 10