Kaleidoscope of Death

Rozdział 122 – Minotaur18 min. lektury

Noc robiła się coraz ciemniejsza, a ponieważ pokój, w którym wcześniej spali, znajdował się teraz w zupełnie innym miejscu, musieli wybrać jakiś inny. Dobrą wiadomością było to, że nadal dało się je zamknąć od środka, więc nie musieli się martwić, że ktoś w nocy ich napadnie.

Wybrali sypialnię z trzema łóżkami, w której znajdowały się torby poprzednich lokatorów. Lin Qiushi powiedział, że jutro je zabiorą, bo jeśli zostaną w pokoju, mogą ich już nie znaleźć. Ruan Nanzhu skinął głową na zgodę.

Niedługo po tym, jak poszli spać, na zewnątrz znowu zaczął padać deszcz. Wyjący wiatr morski dodawał mu siły, a statek wydawał się kruchy na bezkresnym oceanie. Wydawało się, że w każdej chwili mogą zniknąć pod czarną taflą.

Statek kołysał się niemiłosiernie, a łóżka przypominały hamaki, bujające się w tę i z powrotem. Było okropnie niewygodnie i nawet Lin Qiushi, który nie miał choroby morskiej, musiał usiąść na łóżku, żeby poczuć się trochę lepiej. Łatwo było się domyślić, że mniej odporny człowiek straciłby całą zawartość żołądka.

Linlin, wszystko w porządku? – zapytał Ruan Nanzhu, widząc, że nie wygląda najlepiej. Kołyszące się łóżka najwyraźniej nie robiły na nim wrażenia. Nadal leżał pod kołdrą, kompletnie niewzruszony.

Lin Qiushi pokręcił głową na znak, że wszystko jest w porządku.

Jestem tylko trochę oszołomiony. Posiedzę chwilę.

To, co widział z okna, również nieustannie się zmieniało. Czasem widział korytarz, czasem kil. W tej chwili akurat patrzył na górny pokład, gdzie woda deszczowa spływała z desek.

Wszystkie lampy naftowe na zewnątrz zgasły i na pokładzie widać było tylko niewyraźne kształty. Lin Qiushi obserwował przez chwilę, a kiedy deszcz ustał, postanowił położyć się z powrotem i zasnąć. Jednak gdy tylko się położył, zauważył na pokładzie dwie niewyraźne postacie.

Jedna z postaci miała około dwóch metrów wzrostu, druga zaś leżała bezwładnie na podłodze. Była trzymana i ciągnięta po ziemi przez wyższą postać.

W ich grupie nie było nikogo wyższego niż dwa metry. Najwyraźniej istota, która pojawiła się przed Lin Qiushim, nie była człowiekiem. A tym, co trzymał w uścisku…

Lin Qiushi odwrócił się i spojrzał na Ruan Nanzhu.

Nie potrzebowali słów, żeby się porozumieć. Ruan Nanzhu podszedł do niego i podążał za jego wzrokiem. Gdy zobaczył tę gigantyczną postać, jego wyraz twarzy natychmiast spoważniał.

Lin Qiushi nie odważył się odezwać. Ta istota była w tej chwili całkiem blisko nich. Każdy dźwięk, jaki by wydali, prawdopodobnie przyciągnąłby jej uwagę. Co by się wtedy stało, nie wiedzieli.

Ta potężna postać zatrzymała się na pokładzie. Pochyliła się, chowając twarz w ciele, które ciągnęła. W następnej chwili Lin Qiushi usłyszał niezwykle nieprzyjemny dźwięk – odgłos żucia surowego mięsa. Ostre zęby przecinały skórę i odrywały mięśnie kawałek po kawałku. Potem nastąpiło gwałtowne żucie i połykanie. W powietrzu unosił się dziki zapach. To był swąd krwi.

Lin Qiushi rozumiał wszystko, co się działo. Deszcz na zewnątrz stopniowo ustawał. Burzowe chmury rozproszyły się, odsłaniając surowy, biały księżyc. W jego chłodnym blasku w końcu mógł wyraźnie wszystko zobaczyć.

Przed nimi stał potężny potwór. Jego głowa przypominała dawno martwą rybę, a skrzela na szyi pulsowały z wigorem. Całe ciało lśniło mdłą, przytłumioną zielenią. Najbardziej niepokojącą rzeczą była para ogromnych, białych oczu. Nie miały powiek i po prostu siedziały wybałuszone w oczodołach, wpatrując się intensywnie w swoją ofiarę.

Przed stworzeniem leżał na wpół pożarty człowiek. Twarz już została zjedzona, więc nie sposób było określić jego wyglądu. Jedynie ubranie z grubsza wskazywało, że to był mężczyzna.

Obserwując tę scenę, Lin Qiushi wstrzymał oddech. Przypomniał sobie minotaura, potwora z labiryntu – kiedy pożerał ludzi, czy wyglądał tak samo, jak ten potwór?

Stwór nie spieszył się, zjadając większość ciała ofiary. Z pyska wydobywał mu się dziwny syczący dźwięk, który brzmiał jak wyciśnięty siłą z gardła. Choć nie rozumieli, co mówił, Lin Qiushi wyczuwał w nim satysfakcję. Wydawał się zadowolony. Jedzenie było pyszne, mógł więc najeść się do syta.

Po uczcie odwrócił się i odszedł, wchodząc do najbliższego pomieszczenia. Następnie sceneria znów się zmieniła, a zarówno pomieszczenia, jak i pokład zniknęły z ich pola widzenia.

Lin Qiushi w końcu mógł przemówić.

Co to jest…? – zapytał.

Ruan Nanzhu zmarszczył brwi.

Syrena?

W pewnym sensie to rzeczywiście był rodzaj trytona.

To musi być minotaur – powiedział Lin Qiushi. – Czy możemy go pokonać?

Ruan Nanzhu postukał palcem w brodę.

Daj mi broń, to spróbuję.

Jednak nie mogli wnieść broni przez drzwi, zresztą byłoby to bardzo lekkomyślne. Musiał istnieć sposób, żeby łatwo zabić potwora bez konieczności bezpośredniej konfrontacji z nim.

Lin Qiushi przypomniał sobie, że w micie o Minotaurze pojawiała się wzmianka o kłębku nici. Ruan Nanzhu zdawał się pomyśleć o tym samym. Gdy obaj rozważali tę kwestię, Gu Longming, który spał smacznie obok nich, w końcu się obudził.

Czemu nie śpicie? Już się prawie wyspałem…

Ruan Nanzhu spojrzał na Lin Qiushiego.

Czy on zawsze tak dobrze śpi?

Powiedział, że zachowuje się tak tylko, gdy jest ze mną.

Och – powiedział Ruan Nanzhu. – W takim razie nie wchodźcie już razem do żadnych drzwi.

Gu Longming miał zdezorientowany wyraz twarzy i wyraźnie nie rozumiał, o co chodzi.

Odpocznijmy – dodał Ruan Nanzhu – Jutro zbierzemy więcej informacji. Zbyt mało wiemy o tym statku.

Lin Qiushi skinął głową i zgodził się z sugestią partnera. Wrócili do łóżek i tym razem, nie musząc już obawiać się deszczu i fal, szybko zasnęli.

Następnego ranka wstali wcześnie i udali się na górny pokład. Było tam już sporo ludzi, patrzących na ciało, z którego zostały tylko kości. Wszyscy byli ożywieni i dyskutowali.

Jak to się mogło stać, jak… – rozległ się kobiecy głos z tłumu. – Tu jest potwór. Na tym statku jest potwór!

Co do cholery wydarzyło się wczoraj wieczorem? – zapytał Song Yongning.

Wczoraj słyszeliśmy jakieś hałasy. Wyszedł, żeby się rozejrzeć i już nie wrócił.

Chyba widziałam wczoraj tego potwora. – przemówiła kobieta, wyglądająca na dość młodą. Mówiła cicho. – Miał głowę ryby, zaciągnął tego człowieka na pokład i zjadł…

To dlaczego go nie uratowałaś?! – Gdy nowicjuszka usłyszała, co dziewczyna miała do powiedzenia, najwyraźniej znalazła ujście dla swojej złości. Zaczęła krzyczeć wściekła, a nawet rzuciła się na mówiącą. – Po prostu patrzyłaś, jak go tak zabijają?!

Dziewczyna przestraszyła się i zaczęła płakać.

Ja też się bałam!

Dość – powiedział jeden ze zirytowanych obserwatorów, powstrzymując nowicjuszkę. – Za co obwiniasz kogoś innego? Skoro się martwiłaś, to dlaczego nie wyszłaś sama? Pokład cały czas był w tym samym miejscu.

Kobieta spojrzała na niego gniewnie, chcąc powiedzieć coś jeszcze, ale oznajmił chłodno:

Nie obwiniaj innych za własną niekompetencję.

Nowicjuszka zaczęła głośno zawodzić.

Lin Qiushi milczał, po prostu obserwując zwłoki.

Mógł stwierdzić, że potworowi bardzo smakowało jedzenie, jakie mu podano. Nie tylko zjadł wszystkie miękkie wnętrzności, ale także odgryzł większość mięsa z kości, pozostawiając jedynie czaszkę i stosunkowo chude kawałki kończyn.

Co zrobić ze zwłokami?

Było dość gorąco, a po jednej nocy na pokładzie ciało zaczęło już gnić. Krążyły nad nim nawet owady, co sprawiało nieprzyjemny widok.

Wrzućcie to do oceanu – powiedział ktoś leniwie. – Nie możemy tego tu po prostu zostawić.

Ku zaskoczeniu wszystkich, lamentująca kobieta się nie wtrąciła. Pociągała tylko nosem, bojąc się spojrzeć ponownie na nieszczęsne zwłoki.

Dwóch mężczyzn znalazło więc postrzępioną szmatę, owinęło w nią ciało i wrzuciło do oceanu. W chwili, gdy wpadło do wody, zaczęło się kołysać i obracać. Lin Qiushi przyjrzał się bliżej i odkrył, że ocean jest pełen małych ryb o ostrych zębach – jakie to szczęście, że nie było ich tam, kiedy Xiao Mo wpadła do wody.

Wygląda na to, że dla nowicjuszy, którzy próbowali przejść przez swoje pierwsze drzwi, ten świat był dość łaskawy. Przynajmniej dawał im szansę na samodoskonalenie.

Ciało zniknęło, pozostały po nim jedynie wyraźne plamy krwi na deskach pokładu. Song Yongning wyciągnął mop i wyczyścił deski. I tak zniknął ostatni ślad po istnieniu tej osoby.

Grupa stanęła na pokładzie i zaczęła dyskutować na temat potwora.

To jakaś syrena – powiedziała dziewczyna, która widziała potwora. – Jest naprawdę wysoki, ma co najmniej dwa metry wzrostu i bardzo muskularny… Zaciągnął tę osobę na pokład i pożarł ją, a później wszedł do jakiegoś pomieszczenia.

A potem? – zapytał Song Yongning.

A potem pokoje się zamieniły miejscami – odpowiedziała dziewczyna. – Nie wiem, gdzie podział się potwór.

Kajuty zamieniały się nieustannie i znalezienie potwora w tej nieskończonej liczbie pomieszczeń było praktycznie niemożliwe. Poza tym, nawet gdyby go znaleźli, nie byli pewni, czy uda im się go pokonać.

Ruan Nanzhu zdawał się nad czymś zastanawiać, więc milczał.

Spojrzenie Lin Qiushiego padło na owady wciąż krążące po pokładzie. Zbliżył się do jednego, wyciągnął rękę i go złapał – a kiedy przyjrzał mu się bliżej, zmarszczył brwi.

Co się stało? – Ruan Nanzhu zauważył dziwny wyraz twarzy partnera.

Widziałeś kiedyś takie komary? – Lin Qiushi otworzył dłoń i pokazał mu złapanego owada.

Gdy zobaczył rzecz w dłoni Lin Qiushiego, przestraszył się. Owad miał ludzką twarz i chociaż była dość wykrzywiona, bez wątpienia należała do człowieka – miał oczy i nos, a także usta w kształcie igły, które wyglądały jak jakaś broń.

Był nie większy od ziarenka ryżu. Musieli się przyjrzeć, żeby zobaczyć detale. Ten widok mu coś przypomniał.

Pamiętasz NPC, który nas wprowadził?

Lin Qiushi zastanowił się i zrozumiał, co Ruan Nanzhu miał na myśli.

Masz na myśli owady na jego ciele?

Ten NPC rzeczywiście był pokryty gęstą masą robaków. Po prostu nie przyjrzeli mu się wtedy bliżej. Widząc teraz przerażający wygląd tych owadów, skojarzyli go z tymi na jego ciele.

Mh – mruknął Ruan Nanzhu. – Chyba jest w jadalni.

Lin Qiushi spojrzał na zegarek. Była mniej więcej pora lunchu.

Chodźmy, pójdziemy zobaczyć.

Jedzenie przynosił im codziennie ten pokryty robactwem NPC. Szczerze mówiąc, nie było z czego się cieszyć, bo widząc pełzające po jego ciele insekty, trudno było nie zastanawiać się, czy któryś z nich nie wpadnie im na talerz.

Ruan Nanzhu wpadł na pomysł. Wyjął z torby termofor i zerwał etykietę, zostawiając po niej kleistą powierzchnię. Następnie obszedł tego człowieka i wkrótce przedmiot pokrył się warstwą czarnych owadów.

Po krótkiej analizie potwierdzili, że na NPC jest to samo robactwo, co na pokładzie – owady o ludzkiej twarzy.

Obrzydliwe. – Gu Longming wyraził ogromną odrazę. – Niemożliwe, żeby wszystkie robale na statku to były te, prawda? Zabiłem kilka zeszłej nocy.

Najprawdopodobniej tak. – Lin Qiushi obserwował insekty w zamyśleniu. – Powiedzcie… czy myślicie, że te owady mają coś wspólnego z labiryntem?

Chodzi ci o… – Ruan Nanzhu zerknął na towarzysza.

Lin Qiushi skinął głową.

Sznurek.

Najwyraźniej labirynt, w którym się znajdowali, bardzo różnił się od labiryntu minotaura z opowieści. Wszystkie pomieszczenia nieustannie się zmieniały, więc zwykły bawełniany sznurek nie byłby w stanie odnaleźć ukrytego w nim potwora. Czy jednak mógłby istnieć w jakiś inny sposób, na przykład w formie owadów…?

Oczy Gu Longminga rozbłysły.

To możliwe!

Te insekty o ludzkiej twarzy najwyraźniej wyjątkowo dobrze reagowały na krew, a po tym, jak potwór zjadł człowieka, jego ciało musiało być całe pokryte krwią. Być może te naprawdę mogłyby im pomóc w śledzeniu śladów bestii.

Ale skąd wziąć owady… – Spojrzenie Gu Longminga powędrowało ku beznamiętnemu NPC, który sam wyglądał na zbolałego. – Chyba nie od niego, prawda?

Najprawdopodobniej tak – powiedział Ruan Nanzhu.

Gu Longming czuł obrzydzenie już od samego patrzenia.

Jeśli owady są sznurkiem, to co jest aperitifem? – Lin Qiushi oparł brodę na dłoni i szturchał leżącą przed nim, zupełnie nieapetyczną, martwą rybę. – Myślę, że to jest ważniejsze.

W micie tuż po tym, jak Tezeusz użył kłębka nici, aby wejść do labiryntu i odnaleźć minotaura, to zabił go, gdy ten pił aperitif. Najwyraźniej napój reprezentował tu coś jeszcze. Tylko jeszcze nie wiedzieli co.

Na tym statku nie było ani kropli alkoholu. Gu Longming nawet wczoraj narzekał, mówiąc, jak nienormalne jest to, że w takim miejscu nie ma rumu.

Nawet nie tknęli martwych ryb na stole, zamiast tego jedli dalej to, co przynieśli. Mieli wystarczająco dużo jedzenia na co najmniej dziesięć dni, co powinno im wystarczyć na wydostanie się z drzwi.

Czas wyznaczony przez NPC wynosił właśnie dziesięć dni, co oznaczało, że jeśli nie znajdą drzwi i nie wyjdą w ciągu tego czasu, na statku z pewnością nastąpi straszliwa zmiana.

Czy naprawdę dotrzemy do brzegu w ciągu dziesięciu dni? – zapytał Gu Longming.

Niemożliwe – powiedział Ruan Nanzhu. – Najbardziej prawdopodobne jest, że po upływie limitu czasu potwór wpadnie w szał i wymorduje grupę ludzi. Potem wszystko się zresetuje.

Przeżyliby kolejne dziesięć dni, a potem kolejne, i tak w kółko, aż na statku zostałaby tylko jedna osoba – i ona, chroniona prawem drzwi, byłaby niezwyciężona. Mogłaby robić, co zechce, a znalezienie klucza i drzwi stałoby się tylko kwestią czasu.

Ale… – Gu Longming pomyślał, że tu tkwi problem. – Ale dla zwykłych ludzi nie ma sposobu, żeby łatwo połączyć te rzeczy, prawda? Na przykład te owady. – Postukał w owady o ludzkich twarzach, które Lin Qiushi położył na stole. – Czy przeciętniaki mogłyby to zauważyć?

Za drzwiami jest mnóstwo czasu, nie trzeba się spieszyć – powiedział słabo Ruan Nanzhu. – O ile tylko wyjdziesz, zanim oszalejesz.

Gu Longminga zatkało.

Na słowa Ruan Nanzhu Lin Qiushi przypomniał sobie nowicjusza, który dołączył kiedyś do Obsydianu – Qin Budaia. Wyglądało na to, że utknął w drzwiach na zbyt długo i nawet po wyjściu nie był w stanie się pozbierać. W końcu się go pozbyli.

Gdy rozmawiali, NPC skończył przynosić jedzenie i odwrócił się, by odejść. Lin Qiushi próbował podążyć za nim, ale gdy tylko wszedł przez jedne z drzwi, zniknął im z oczu.

NPC powinien pojawiać się o określonych porach, więc nie musieli się martwić, że zniknie. A co do sposobu, w jaki mieliby zbierać owady z jego ciała… to było nieco bardziej irytujące.

Butelką? Świeżą krwią? Tylko skąd mieliby ją wziąć? Podczas gdy debatowali nad tą sprawą, w jadalni ponownie wybuchła kłótnia. Tym razem kłócili się cierpiący na chorobę morską Shen Juexin i kobieta, która straciła towarzysza tego ranka, Jian Qianyuan.

Po tym, jak zobaczyła na wpół zjedzone ciało swojego partnera, najwyraźniej przeżyła poważny szok emocjonalny i pozostała bardzo drażliwa. Jednak to nie jej postawa robiła największe wrażenie, a przerażający sposób, w jaki jadła.

Podczas gdy wszyscy wyrażali obrzydzenie do stęchłych ryb, ona zachowywała się, jakby były przepyszne. Energicznie wpychała do ust to blade, cuchnące mięso z wyrazem zadowolenia na twarzy, wyglądając na całkowicie usatysfakcjonowaną.

Shen Juexin, który cierpiał na chorobę morską, widząc, jak Jian Qianyuan zajada się mięsem, nie mógł już tego znieść, zatoczył się na zewnątrz i zwymiotował prosto na deski pokładu wszystko, co miał w żołądku.

To najwyraźniej podrażniło kruche nerwy Jian Qianyuan, która zaczęła krzyczeć, uderzając nawet mocno dłońmi o stół.

Czego wymiotujesz, do cholery? Myślisz, że jestem obrzydliwa, prawda?!

Zdziwiony krzykami Shen Juexin wyjaśnił, że to tylko choroba morska.

To dlaczego nie zwymiotowałeś wcześniej? – odpowiedziała chłodno kobieta. – Dlaczego czekałeś, aż zacznę jeść, żeby zwymiotować…?!

Nie zrobiłem tego celowo. Cały czas powstrzymywałem się od tego, ale teraz nie mogłem już dłużej wytrzymać.

Jian Qianyuan rzuciła głową ryby, którą trzymała w dłoni, prosto pod stopy Shen Juexina, a z jej gardła wyrwał się stłumiony krzyk. To rozwścieczyło mężczyznę. Przekrzykiwali się bez końca, a w pewnym momencie on prawie zwymiotował jej na buty. Gdy sytuacja się zaogniła, wszyscy szybko zaczęli ich rozdzielać.

Jian Qianyuan wciąż była niezwykle agresywna, drapiąc do krwi ramiona powstrzymujących ją ludzi. Nie mając innego wyjścia, grupa mogła tylko chwycić coś, czym mogłaby ją związać, a następnie szybko wypędzić Shen Juexina z jadalni.

Zignoruj ją, wiesz, że jej przyjaciel niedawno umarł. Jest sama, nie miej jej tego za złe – namawiali mężczyznę, próbując go uspokoić.

Ona jest śmieszna – powiedział Shen Juexin, obrażony. – Przecież nie chciałem wymiotować. A poza tym, jak ona w ogóle mogła zjeść tę rybę…

Nikt nie odpowiedział, bo miał rację. Ryba naprawdę nie nadawała się do spożycia – mięso było mączyste, kruszące się w mgnieniu oka. Nie było solone, ale wyglądało, jakby leżało na stole przez jakiś czas i czuć było nawet delikatny zapach zgnilizny. Jian Qianyuan narzekała na nie poprzednim razem, ale teraz nagle zajadała je z ogromnym apetytem. Oczyściła nawet głowy ryb z mięsa, wywołując jeszcze większe obrzydzenie u obserwatorów.

Jian Qianyuan, obecnie przywiązana do krzesła, zdołała się uspokoić.

Możecie mnie teraz puścić. Nie będę się z nim dalej kłócić.

Qianyuan, musisz ochłonąć. Wiemy, że jesteś zdenerwowana – Ktoś wciąż próbował z nią poważnie rozmawiać. – Musisz być silna.

Kobieta nie odezwała się, tylko skinęła głową.

Pozostali rozwiązali liny i ją uwolnili. Myśleli, że odejdzie, ale zamiast tego usiadła ponownie przy stole, kontynuując zajadanie się tym obrzydliwym daniem. Kiedy wszyscy to zobaczyli, ich wyrazy twarzy zmieniły się na gorsze.

Gu Longming nie mógł się powstrzymać i zapytał ściszonym głosem:

Czy to aż takie dobre?

Jian Qianyuan rzuciła mu zimne spojrzenie.

A co, jeśli powiem, że jest paskudne? Czy dałbyś mi coś innego do jedzenia?

Gu Longming zamilkł.

Choć taką właśnie odpowiedź otrzymał, sposób, w jaki Jian Qianyuan jadła, jasno wskazywał, że bardzo jej smakowało. Wydawało się, że smak zgniłej ryby jest dla niej szczególnie pyszny, w jej gestach nie widać było wahania, a usta wypełniała nieskończona ilość mięsa.

W obliczu takiego dylematu wszyscy milcząco opuścili jadalnię, bez słowa wychodząc na zewnątrz. Byli wyraźnie zniesmaczeni, a gdyby patrzyli dalej, ktoś mógłby zwymiotować jak Shen Juexin. Gdyby Jian Qianyuan to zobaczyła, mogłoby wybuchnąć kolejne zamieszanie.

Jak ona może to jeść? – zapytał Gu Longming, a jego twarz pociemniała.

Myślicie, że Jian Qianyuan nas okłamała? – odezwał się nagle Ruan Nanzhu.

Co? – Gu Longming się zdziwił.

Masz na myśli to, co wydarzyło się wczoraj wieczorem? Myślisz, że Jian Qianyuan coś ukrywa? – mówiąc to, Lin Qiushi spojrzał w stronę jadalni.

Tłumaczenie: Ashi

Tom I Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32

Tom II
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53

Tom III
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77

Tom IV
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95

Tom V
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 126
Rozdział 126

Tom VI
Rozdział 127
Rozdział 128
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6
Ekstra 7
Ekstra 8
Ekstra 9
Ekstra 10

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: