Przy wtórze bezsensownego mamrotania Gu Longminga Lin Qiushi powoli zapadł w sen.
Myśli Ruan Nanzhu zawsze trudno było odgadnąć, ale to, co powiedział Gu Longming, rzeczywiście mu o czymś przypomniało. Zmiana w Ruan Nanzhu nastąpiła po sprowadzeniu Zhuang Rujiao z Białego Jelenia. Czy jego obawy mogły pojawić się po spotkaniu z tą kobietą? Lin Qiushi pomyślał, że musi go szczerze o to zapytać, kiedy wróci. Jeśli rzeczywiście coś było nie tak, może uda się to rozwiązać, gdy obaj o tym porozmawiają.
Pierwszego wieczoru nic się nie wydarzyło. Następnego ranka wszyscy się obudzili. Niektórzy byli pełni energii, podczas gdy inni mieli cienie pod oczami. W szczególności dwójka nowicjuszy wyraźnie nie radziła sobie w świecie drzwi. Ten o imieniu Xiao Mian próbował nawet opuścić szkołę, choć oczywiście ostatecznie wrócił zdruzgotany i wcale nie w lepszym stanie.
– Już ci mówiłem, że nie ma ucieczki, dlaczego mi nie wierzysz?
Jego współlokatorem był starszy mężczyzna, który najwyraźniej nazywał się Wang Yao. Widok Xiao Miana marnującego czas na taką sprawę napawał go dezaprobatą.
Xiao Mian wymusił uśmiech.
– Myślałem, że to żart…
– No i co widziałeś? – prychnął Wang Yao.
– Wszystko jest spowite mgłą – odpowiedział Xiao Mian. – Na początku myślałem, że to tylko poranna mżawka, ale kiedy wyszedłem na zewnątrz, zdałem sobie sprawę, że na ulicy nie ma ani jednej osoby…
To, że ulice były puste po ósmej rano, było ewidentnie sytuacją nienormalną. Poza tym to była szkoła i wszyscy ci uczniowie zdawali się pojawiać znikąd. Widok ten przyprawiał o dreszcze. Xiao Mian zdał sobie więc sprawę, że miejsce, do którego wszedł, różniło się od rzeczywistości. Nie był to też żaden program telewizyjny ani sztuczka oszusta. To był prawdziwy, nieziemski świat.
– Dobrze, że wróciłeś – powiedział Wang Yao. – W przeciwnym razie dzisiejszy poranek mógłby być ostatnim, kiedy się widzieliśmy.
Uśmiechał się, mówiąc to, ale twarz Xiao Miana pobladła jeszcze bardziej. Mężczyzna nie odezwał się już więcej, tylko spuścił głowę i zaczął jeść śniadanie, które miał przed sobą.
Po wysłuchaniu ich rozmowy Lin Qiushi zwrócił się do Gu Longminga i powiedział:
– Idziemy zobaczyć klasę, w której doszło do tych incydentów?
– Jasne, jasne. – Gu Longming skinął głową.
Wczoraj wieczorem Lin Qiushi dał mu wskazówkę dotyczącą tych drzwi. „Oko za oko, ząb za ząb” – to werset z Biblii, oznaczający, że za to, co zniszczyłeś komuś innemu, musisz zapłacić tę samą cenę. Nie kryła się za tym żadna inna przerażająca historia. Lin Qiushi nie mógł w tej chwili wymyślić, jak zastosować tę frazę wewnątrz drzwi.
Gu Longming również nie miał pojęcia, więc chcieli najpierw udać się na miejsce zdarzenia, aby lepiej zrozumieć sytuację. Tam mieli dojść do porozumienia.
Kiedy przyprowadził ich do akademika, NPC z poprzedniego wieczoru przekazał grupie podstawowe informacje. Pierwsze incydenty miały miejsce w klasie 3-3 wydziału rzeźbiarstwa. W ciągu tygodnia zmarły aż trzy osoby z tej klasy. Wszystkie zginęły w wyjątkowo makabryczny sposób i oczywiście, po policyjnym śledztwie ogłoszono, że te przypadki były samobójstwami.
Śmierć tej trójki była dopiero początkiem. Przerażające incydenty zaczęły się mnożyć i w ciągu pół roku osiem osób ze szkoły poniosło śmierć. Sprawa natychmiast przyciągnęła uwagę opinii publicznej. Ponieważ policji nie udało się znaleźć rozwiązania, szkoła, nie mając innego wyjścia, mogła jedynie zwrócić się do prywatnych detektywów, chcąc jak najszybciej poznać przyczynę problemu.
Plany zajęć na uczelniach były dość skomplikowane, ale wczoraj NPC przekazał im harmonogram dla klasy 3-3.
Lin Qiushi rzucił okiem. Dziś rano mieli zajęcia z rzeźbienia w drewnie. Znaleźli klasę i zobaczyli, że siedzi w niej już około dziesięciu uczniów.
Inni członkowie grupy również do nich dołączyli, idąc kawałek przed nimi. Kiedy dotarli do sali lekcyjnej, spotkali ucznia, którego mogli zapytać o informacje.
– Przepraszam, czy możemy przerwać ci na chwilę? – zapytała dziewczyna, która wyglądała na całkiem słodką i uroczą. Wydawała się bardzo sympatyczna, a nawet jej imię było urocze – Zuo Sisi.
– O co chodzi? – zapytał student.
Zuo Sisi się uśmiechnęła.
– Wygląda na to, że szkoła poprosiła nas o zajęcie się tą sprawą…
Gdy tylko usłyszał „tą sprawą”, wyraz twarzy ucznia całkowicie się zmienił. Machnął ręką, dając do zrozumienia, że nic nie wie, po czym odwrócił się, ignorując każde kolejne pytanie.
Początkowo Zuo Sisi była przyjazna, ale gdy chłopak zaczął ją ignorować, mogła tylko go szturchnąć.
– Naprawdę nie zamierzasz nam nic powiedzieć? To jeszcze nie koniec, wiesz o tym, prawda? Nie boisz się, że pewnego dnia spotka cię nieszczęście?
Uczeń nadal milczał, ale na jego twarzy malowały się wątpliwości.
Widząc, że jego upór słabnie, Zuo Sisi szybko kuła żelazo, póki gorące.
– Jesteśmy profesjonalistami, na pewno wam pomożemy. Czy nie byłoby lepiej dla was wszystkich, gdybyśmy szybko rozwiązali tę sprawę?
– O co chcesz zapytać? Lekcja zaraz się zacznie – odezwał się w końcu uczeń.
– W twojej klasie zginęły trzy osoby, prawda? Kto zginął pierwszy? Jak to się stało? – zapytała Zuo Sisi.
Uczeń zacisnął usta, po czym cicho powiedział:
– Pierwszą, która zginęła, była Liu Xiaoyu. Nie wiem, w jaki sposób… Wiem tylko, że zmarła w klasie, w której ustawiliśmy kamienne rzeźby.
– Naprawdę nie wiesz, jak umarła?
– Nie wiem – odparł stanowczo uczeń, ale Lin Qiushi uważał, że kłamie. Gdy mówił, delikatnie ciągnął za materiał spodni. Z tego powodu wyglądał na wyjątkowo zdenerwowanego.
– Chodźmy. – Lin Qiushi zwrócił się w stronę Gu Longminga.
– Tak po prostu? O nic nie zapytamy?
– Mh – odpowiedział Lin Qiushi. – Są zbyt przestraszeni, więc nie sądzę, żebyśmy dostali jakiekolwiek odpowiedzi. Równie dobrze możemy poszukać starych informacji ze szkoły.
Gu Longming spojrzał na ucznia drżącego pod wpływem przesłuchania Zuo Sisiego i się zastanowił.
– Jasne, tak zróbmy.
Odeszli więc od klasy i poszli do pobliskiej biblioteki. Chcieli zobaczyć wydarzenia, które miały miejsce w szkole w ciągu ostatnich kilku miesięcy.
Na miejscu Lin Qiushi powiedział bibliotekarzowi, po co przyszli. Bibliotekarz przyjrzał im się uważnie, zanim wręczył im plik dokumentów, wyjaśniając, że pozostał on po policyjnym śledztwie i może im się przydać. Powinni jednak zwrócić go, gdy tylko skończą z nim pracę.
Lin Qiushi z wdzięcznością przyjął informację i podziękował bibliotekarzowi. Następnie znaleźli kąt i zaczęli przeglądać dokumenty.
Wśród nich znajdowały się dane wszystkich ośmiu ofiar. Było to trzech chłopców i pięć dziewcząt. Wszyscy byli studentami trzeciego roku na wydziale rzeźbiarstwa. Jedyną różnicą były zajęcia, na które uczęszczali.
Spośród ośmiu ofiar, pierwsza została znaleziona w pracowni rzeźbiarskiej. Jej głowa została ucięta i umieszczona na rzeźbie przedstawiającej ludzkie ciało. To był groteskowy widok – Lin Qiushi znalazł w aktach zdjęcia z miejsca zbrodni. Choć zostały ocenzurowane, łatwo było sobie wyobrazić, jak okropna była ta scena.
Drugą ofiarę również znaleziono w tej pracowni. Był to chłopak, który zginął w podobny sposób jak pierwsza dziewczyna. Jedyną różnicą było to, że jego oczy zostały wydłubane, pozostawiając jedynie dwa puste, krwawe oczodoły.
Śmierć trzeciej ofiary też miała miejsce w pracowni rzeźbiarskiej. Sposób, w jaki umarła, różnił się od śmierci dwóch pozostałych – zmarła ze strachu.
Jeśli pierwsze trzy zgony zdawały się mieć jakiś schemat, to pięć kolejnych wyglądało po prostu na przypadkowe zabójstwa. Miejsca śmierci ostatnich pięciu ofiar były rozsiane po całej szkole: w łazienkach, klasach, a nawet w bibliotece. Sposoby, w jakie umierali, były również bardzo osobliwe. Lin Qiushi widział nawet jedną śmierć w wyniku perforacji oczodołu przez kompas.
– Kurczę, aż boli od samego czytania. – Gu Longming, z pochyloną głową, cmoknął ze zdumienia. – To tak, jakby spełniły się wszystkie twoje wyobrażenia o śmierci w szkole.
Większość uczniów w pewnym momencie zastanawiała się, jak to jest, gdy przypadkowo dźgnie się kompasem w oko, ale niespodziewanie, to właśnie tutaj się to wydarzyło.
Lin Qiushi uważnie przejrzał informacje i na samym końcu znalazł notatki na temat relacji ofiar w życiu prywatnym. Odkrył również zdjęcie grupowe. Na zdjęciu były cztery osoby, z których trzy nie żyły. Pozostał jeden chłopiec, szeroko uśmiechający się na zdjęciu.
– On nie umarł? – Lin Qiushi był trochę zszokowany.
– Co? Ten facet żyje? – Po obejrzeniu zdjęcia Gu Longming ponownie przekręcił je na przód i potwierdził, że z osób na zdjęciu pozostał jeszcze jeden szczęśliwiec, który przeżył.
Najwyraźniej ta osoba była ich wskazówką. Musieli być sobie bliscy, ale tylko troje z nich nie żyło. Jak więc ten ostatni przeżył?
Lin Qiushi zastanowił się przez chwilę, po czym wyjął zdjęcie z pliku i schował je do własnej kieszeni.
– Wszyscy ci ludzie mają jeszcze jedną wspólną cechę.
– Hm? – Gu Longming spojrzał z ciekawością.
– Należeli do tego samego klubu. – Lin Qiushi wskazał na łatwą do przeoczenia kolumnę, w której wypisano zainteresowania, hobby i kluby każdej ofiary.
Wszyscy byli studentami sztuki, a ich zainteresowania były zróżnicowane. Jednak każdy z nich należał do klubu o nazwie Stowarzyszenie Miłośników Rzeźby. Ze względu na ich kierunek studiów nie było to niczym szczególnym, więc Lin Qiushi po prostu o tym wspomniał, żeby nic nie przeoczyli.
– No dobrze, ale oni wszyscy studiują rzeźbiarstwo. To całkiem normalne, że dołączają do tego klubu. Myślę, że problem tkwi w tym uczniu. – Gu Longming wciąż myślał o zdjęciu grupowym. – On nie umarł, więc musi być ważny w tej sprawie.
– Mhm, możemy pójść i go zobaczyć. On też jest w trzeciej klasie. – Lin Qiushi spojrzał na plan lekcji. – Wkrótce powinni wyjść z sali. Poczekajmy na niego na zewnątrz.
– Okej. – Gu Longming skinął głową.
Oddali dokumenty bibliotekarzowi i wyszli.
Ta biblioteka była stosunkowo nowa. Miała w sumie sześć pięter i może cztery lub pięć wind. Lin Qiushi i Gu Longming wjechali windą na pierwsze i właśnie mieli wychodzić, gdy coś zauważyli – w holu na pierwszym piętrze wystawiono wiele białych rzeźb. Większość z nich przedstawiała uczniów w szkolnych mundurkach z głowami pełnymi długich, falujących loków. Niektórzy mieli na sobie plecaki, jakby mieli wyjść na zewnątrz. Inni pochylali głowy nad książkami.
Trzeba przyznać, że choć w ciągu dnia rzeźby te wyglądają świetnie, to widok ich w nocy z pewnością mógłby kogoś nieźle przestraszyć. Gu Longming był nimi bardzo zainteresowany.
– Te posągi są dziwne – powiedział po tym, jak je dokładnie obejrzał.
– Jak to? – zapytał Lin Qiushi.
– Wszystkie wyglądają tak samo. – Gu Longming, głaszcząc brodę, rozejrzał się w lewo i prawo. – Mają praktycznie takie same twarze…
Lin Qiushi również im się przyjrzał.
– Tak, wyglądają tak samo, ale czy wszystkie rzeźby nie są w zasadzie takie same?
– Nie, wcale nie – powiedział Gu Longming. – A przynajmniej te na górze różnią się od tych na parterze.
Na pozostałych piętrach też były rzeźby, choć nie tak liczne, jak na pierwszym. Stały po jednej, czasami dwie.
Zastanowiwszy się nad tym, Lin Qiushi postanowił zapytać o to przechodzącego ucznia.
– Hej, mamy tylko takie szybkie pytanie. Dlaczego na pierwszym piętrze jest tyle posągów?
Uczeń, którego trzymał w uścisku Gu Longming, rzucił im dziwne spojrzenie.
– To zasada obowiązująca w szkole.
Gu Longming gwałtownie stanął na baczność.
– Zasada? Jaka zasada?
– Duplikat każdej rzeźby, która zdobędzie nagrodę poza szkołą, stanie w bibliotece szkolnej…
– Czy nie powinno tu być więc ich mnóstwo?
– Tak jakby – powiedział student. – To tylko w tym roku jest ich tyle. Wcześniej praktycznie nikt nie zdobywał nagród. Te statuetki są co roku wymieniane, nie stoją tu długo.
– Czy masz listę tegorocznych laureatów? – zapytał Lin Qiushi.
– Nie. – Uczeń spojrzał na nich jak na dziwaków. – Chcecie listę laureatów? Luzik. – Wskazał na broszury leżące przy drzwiach. – To są broszury promocyjne szkoły. Są tam wymienieni wszyscy, którzy zdobyli ważne nagrody. Mogę już iść? Muszę się jeszcze pouczyć.
Dopiero wtedy Lin Qiushi odpuścił. Podziękował uczniowi, odwrócił się i chwycił jedną z broszur.
Przerzucając ostatnie kilka stron, rzeczywiście zobaczył listę laureatów, o której wspominał uczeń. Po jej zobaczeniu Gu Longming zaklął.
– To lista laureatów? Raczej jakaś cholerna lista ofiar…
Nie było przesadą stwierdzenie, że to lista ofiar, ponieważ praktycznie wszyscy tegoroczni laureaci zginęli.
– Mimo to, nagrody przecież nie mogą być przyznawane wyłącznie uczniom z tej szkoły, więc dlaczego tylko tutaj dochodzi do tych incydentów? – zapytał Gu Longming.
– Nie wiem – powiedział Lin Qiushi. – Wróćmy do klasy i zobaczmy. Chcę znaleźć ucznia z tego zdjęcia.
– W porządku. – Gu Longming skinął głową.
Wrócili do klasy, ale szczęście im nie sprzyjało. W połowie drogi zadzwonił dzwonek oznajmiający koniec zajęć. Studenci tłumnie wylewali się z sal. Wydział Rzeźby miał dziś tylko dwa wykłady, więc nikogo mogło już nie być na miejscu, uniemożliwiając im znalezienie poszukiwanego.
Mimo to postanowili wrócić do klasy. Sala lekcyjna znajdowała się na szóstym piętrze. Gdy tylko Lin Qiushi wyszedł z windy, naszło go dziwne przeczucie. Zmarszczył lekko brwi.
– Uważaj.
– O co chodzi? – zapytał cicho Gu Longming.
– Coś tu jest nie tak – powiedział Lin Qiushi. – Jest za cicho…
To był budynek dydaktyczny. Nawet po zakończeniu lekcji nie powinno być tak spokojnie. Było tak cicho, że dałoby się usłyszeć spadającą szpilkę.
Gu Longming skinął głową, a jego wyraz twarzy stał się bardziej ostrożny.
Powoli ruszyli w stronę sali lekcyjnej. Zanim jeszcze tam dotarli, usłyszeli już dochodzące z wnętrza odgłosy kłótni:
– Już ci mówiłem, żebyś tego nie robił, dlaczego mnie nie posłuchałeś? Próbujesz umrzeć?
– Jesteś zbyt naiwny! Myślisz, że jeśli się teraz wycofasz, wszystko po prostu przestanie się dziać? Nie przestanie. Mówię ci, to nigdy się nie skończy. Chce naszego życia… – odparł gniewnie ktoś inny.
– Co więc zrobimy? – zapytała przygnębiona trzecia osoba. – Gdybyśmy tylko nie zrobili…
– Czy jest sens to mówić? To już się stało… – Osoba mówiąca była coraz bardziej wściekła, wrzeszcząc: – Więc chodź tu natychmiast!
Potem rozległy się jakieś odgłosy szurania. Lin Qiushi cicho podszedł do okna i zajrzał do środka. Przez szparę w zasłonach zobaczył trzech uczniów stojących w pokoju. Otaczali biurko i najwyraźniej o czymś rozmawiali.
Gu Longming, stojący za Lin Qiushim, nagle zaklął pod nosem.
– Co? – Lin Qiushi spojrzał na niego.
– Zajrzyj pod biurko.
Zajrzał pod biurko i znalazł pod nim cztery pary nóg… ale przecież wyraźnie widział, że były stały tam tylko trzy osoby. Gęsia skórka pojawiła się na jego ramionach, gdy jeden z trzech uczniów w klasie wyciągnął nożyk i przeciął nim skórę.
Świeża krew spływała mu po ręce na rzecz leżącą na biurku. Gdy tylko skończył, Lin Qiushi dostrzegł wyraźnie kolejną parę nóg pojawiającą się pod stołem… Ilość dziwadeł obecnych w pomieszczeniu rosła…
– Wchodzimy? – Gu Longming był nieco zaniepokojony. – Myślę, że zaraz sami się zabiją.
– Chodźmy. – Pomyślał też, że jeśli nie przeszkodzą w tym, co działo się w klasie, trójka uczniów będzie w tarapatach.
– Okej. – Gu Longming podszedł do drzwi klasy i zapukał, głośno wołając: – Czy jest ktoś w środku?
Z wnętrza dobiegły odgłosy paniki. Po chwili ktoś w końcu odpowiedział niepewnie:
– Tak. Coś się stało?
– Wchodzę.
Gu Longming wcisnął się do środka.
Sale w budynku dydaktycznym nie mogły być zamykane od wewnątrz, tylko od zewnątrz. Oczywiście, w normalnych okolicznościach były otwarte, aby uczniowie mogli się uczyć w ciszy po lekcjach, choć prawdą jest również to, że odkąd w tym budynku zginęli ludzie, nikt już się tu nie uczył. W końcu sama myśl o tym była przygnębiająca.
Trzej studenci wydawali się nieufni wobec Gu Longminga, który właśnie wtargnął do środka. Wszyscy jednocześnie zrobili krok naprzód, by ukryć przedmiot na biurku za nimi.
– Co robicie? – zapytał Gu Longming.
– To chyba nie twoja sprawa, prawda? – Ten po lewej miał bardzo nieprzyjazne nastawienie. – Możesz wyjść? Pracujemy nad naszym zadaniem rzeźbienia w drewnie.
– Nie mogę wyjść – powiedział Gu Longming. – Sale szkolne są otwarte. Mogę iść, gdzie chcę. Więc co wyprawiacie? Zbiorowe samookaleczenie? – Jego wzrok padł na wciąż krwawiące ramię ucznia.
– To nie ma z tobą nic wspólnego! – Wydawali się bardzo zaniepokojeni.
– Co jest na stole? – zapytał Lin Qiushi, po czym kontynuował powoli: – Widzieliśmy cztery osoby, kiedy byliśmy na zewnątrz. Dlaczego teraz jest was tylko troje?
Kiedy usłyszeli „cztery osoby”, wyraz twarzy uczniów uległ znacznej zmianie. Jeden z nich wymusił śmiech.
– O czym ty mówisz? Byliśmy tu tylko we troje.
– Było was czworo. – Lin Qiushi, bardzo spokojnie, przełamał ich wewnętrzne opory. – Gdzie jest osoba ubrana w czerwono-czarne, pasiaste trampki i jasnoniebieskie dżinsy?
Na ten opis trójka studentów zamarła w milczeniu. Ich twarze zbladły jak papier, a krew z nich zniknęła. Jeden z nich – wyjątkowo nieszczęśliwy – zaczął płakać, chwytając się za ramiona.
– Wiedziałem, że umrzemy, naprawdę umrzemy…
Jego ciało powoli zgięło się do przodu, aż kucnął na podłodze, odsłaniając przedmiot stojący na biurku za nimi.
Lin Qiushi widział go teraz wyraźnie. Była to mała drewniana rzeźba przedstawiająca człowieka. Stała na biurku i była przesiąknięta krwią. Jednak ze względu na odległość i kąt, Lin Qiushi nie mógł dostrzec szczegółów figurki.
– Przestań, kurwa, płakać! – zaklął opryskliwie jeden z nich, chwycił drewnianą figurkę i wcisnął ją do kieszeni, chcąc wyjść.
Gu Longming zatrzymał go po połowie kroku.
– Wychodzisz tak po prostu? – Powoli podwinął rękawy, odsłaniając jędrne mięśnie przedramion. – No, stary, pogadamy jeszcze.
Trzeba przyznać, że Gu Longming był od samego początku prawdziwym muskularnym draniem. Jego chuligańska postawa i groźba z jego strony działały bez zarzutu.
Jednak brwi Lin Qiushiego się zmarszczyły. Początkowo Gu Longming myślał, że jego towarzysz jest niezadowolony z jego zachowania i chciał się wytłumaczyć. Jednak potem zobaczył, jak podchodzi do najbardziej defensywnie wyglądającego ucznia i pyta:
– Co to jest na skraju twojej koszuli?
– O czym ty mówisz…
Spojrzawszy w dół, zobaczył, że na rogu jego bladoniebieskiej koszuli zapinanej na guziki widnieje dodatkowy czerwony ślad. Zaczął drżeć od stóp do głów.
Kiedy Lin Qiushi po raz pierwszy zobaczył ten ślad, pomyślał, że to jakiś wzór na ubraniu. Jednak po bliższym przyjrzeniu się, okazało się, że to wcale nie był wzór, a liczne krwawe odciski dłoni. Sądząc po kącie, coś rozmazało się w górę od dołu… Biorąc pod uwagę reakcję ucznia, w ogóle tego nie zauważył.
– Łaaaa! – Osoba kucająca na podłodze zawodziła jeszcze bardziej rozpaczliwie.
– Przestań płakać! Jesteśmy tu, żeby ci pomóc, a nie zrobić krzywdę. Czemu jesteś taki wrogo nastawiony? – Gu Longming położył dłoń na kruchym ciele ucznia przed sobą, mówiąc łagodnym tonem. – No dalej, powiedz o tym braciszkowi. Braciszek to dobry facet, na pewno możemy ci pomóc. – Otworzył usta, odsłaniając wszystkie swoje śnieżnobiałe zęby, najwyraźniej po to, żeby pokazać, że jest osobą współczującą i troskliwą.
Jednak widząc jego uśmiech, uczeń zadrżał i uciekł. Gu Longming nie zdążył go nawet zatrzymać, gdy ten wypruł za drzwi jak szalony.
– O co mu biega? – zapytał Gu Longming, wyglądając na pokrzywdzonego. – Nawet się do niego uśmiechnąłem.
Choć dla tego faceta był to z pewnością cios, Lin Qiushi musiał powiedzieć Gu Longmingowi, że na widok takiego uśmiechu nawet on sam chciałby uciec.
Tłumaczenie: Ashi
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Tom II
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53
Tom III
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77
Tom IV
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95
Tom V
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 126
Rozdział 126
Tom VI
Rozdział 127
Rozdział 128
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6
Ekstra 7
Ekstra 8
Ekstra 9
Ekstra 10