Zaraz po Nowym Roku nadszedł czas kolejnych drzwi Gu Longminga.
Ruan Nanzhu wybrał wskazówkę, na której widniało znane wszystkimi imię – Minotaur. Strzegący labiryntu potwór ze starożytnej mitologii greckiej z głową byka i ciałem człowieka.
W micie było to stworzenie o niezwykle gwałtownym temperamencie, zrodzone z człowieka i białego byka. Zamknięte w labiryncie na Krecie, zjadało co roku siedem par chłopców i dziewcząt. Zostało zabite przez króla Aten, Tezeusza. Rzecz w tym, że taka wskazówka nie dawała zbyt wielu informacji o drzwiach. Dopiero gdy weszli do środka i natknęli się na prawdziwą sytuację, mogli powiązać ją z podpowiedzią.
Odpowiednio wcześniej pokazali tę wskazówkę Gu Longmingowi. Po otrzymaniu jej mężczyzna wyraził szczerą wdzięczność, a Lin Qiushi równie otwarcie zalecił przygotowanie się – powiedział, że w tej sytuacji nie może odpowiadać za jego życie i że powinien się odpowiednio zabezpieczyć.
Gu Longming zgodził się na wszystkie warunki i powiedział, że przygotowania ma już za sobą.
Drzwi przypadały mniej więcej na dziesiąty dzień nowego roku księżycowego, kiedy świętowanie dobiegało końca i wszyscy znów byli zajęci.
Lin Qiushi przygotował wszystko i zaczął czekać na otwarcie się drzwi.
Dziesiąty nadszedł szybko. Było jasne, słoneczne popołudnie i w rezydencji przebywało niewiele osób. Tylko on siedział w salonie i zajadał się świeżo przygotowanymi przez Lu Yanxue pestkami dyni. Kunszt kulinarny tej kobiety był, jak zwykle, bezkonkurencyjny. Usmażone przez nią pestki dyni były doprawione pięcioma przyprawami i aromatyczne jak diabli. Lin Qiushi potrafił spędzić całe popołudnie, jedząc garść za garścią tego przysmaku.
Ruan Nanzhu już się przebrał i czekał na górze. Lin Qiushi uznał, że nadszedł już czas, więc podniósł swój ciężki plecak i poszedł na górę, żeby go poszukać.
Z powodu ostatnich drzwi celowo wypełnił swoją torbę dużą ilością jedzenia. Rzeczy pierwszej potrzeby z zewnątrz można było wnieść do środka, ale broń, która była wbrew zasadom drzwi, już nie. Na przykład nie można było wnosić do środka pistoletów ani innej broni palnej.
Po przekroczeniu drzwi, oczywiście, mogły obowiązywać pewne ograniczenia, jak na przykład w przypadku sanatorium, gdy NPC przedstawił im zasadę, że nie wolno im jeść jedzenia przyniesionego z zewnątrz. Rzeczywistość była taka, że tego typu ograniczenia były rzadkie, ale Lin Qiushi wolał dmuchać na zimne. W każdym razie warunek z dziesiątych drzwi, gdzie musieli otworzyć skrzynię, jeśli chcieli jeść, dość mocno odcisnął się mu w psychice.
Lin Qiushi wszedł do sypialni Ruan Nanzhu i usiadł z nim na łóżku na chwilę. Szybko poczuł, jak atmosfera wokół niego się zmienia. W mgnieniu oka mężczyzna, który siedział tuż obok niego, zniknął bez śladu. Lin Qiushi otworzył drzwi sypialni przed sobą i zobaczył, że to, co pierwotnie było korytarzem, teraz było serią dwunastu czarnych, metalowych drzwi. Cóż za znajomy widok.
Podszedł do szóstych drzwi i szarpnął je. W następnej chwili został wciągnięty przez ogromną siłę. Krajobraz wokół niego również dramatycznie się zmienił, a kiedy ponownie otworzył oczy, poczuł lekkie kołysanie pod stopami.
Lin Qiushi przyjrzał się uważniej i odkrył, że pojawił się na dużym, starym statku. Zbliżał się zachód słońca, a czarne chmury wisiały przerażająco nisko na niebie, jakby miały za chwilę zakryć horyzont. Ciemnozielona woda morska miotała się przed nim, niesiona przez wiatry gwałtownymi falami.
Poczuł słony zapach oceanu, a z powodu ogromnych fal, starożytny pokład pod jego stopami kołysał się nieustannie. Zobaczył, że podłogi kurczowo trzymają się stworzenia oblepione wodorostami, co tworzyło niezwykle nieprzyjemny widok.
Zrobił kilka kroków naprzód i zobaczył w kabinie statku słabe światło. Poszedł korytarzem, wszedł do środka i usłyszał żałosne zawodzenie.
– Aaach, dlaczego ja tu jestem? Co wy mi, do cholery, zrobiliście?!
Minęło trochę czasu, odkąd ostatni raz słyszał krzyki nowicjusza. Lin Qiushi był wręcz nieco zaskoczony. Natychmiast dostrzegł płaczącą osobę. To była młoda kobieta, ocierająca łzy dłońmi.
– Cholerni zboczeńcy, musieliście mnie porwać. Zadzwonię na policję i każę was wszystkich aresztować!
Większość ludzi słuchała jej szlochu w milczeniu. W końcu nowicjusze reagowali na wiele sposobów: większość płakała, niektórzy próbowali uciekać, a ci naprawdę słabi psychicznie niemal natychmiast mieli załamanie nerwowe.
Zauważył, że wokół dziewczyny krążyło kilka osób, które nie wyglądały najlepiej i które wydawały się w różnym stopniu przerażone. Najwyraźniej nie były gotowe na wejście przez drzwi i prawdopodobnie również były nowicjuszkami. Jednak przynajmniej nie lamentowały bez końca jak ta młoda kobieta i w porównaniu z nią zachowywały względny spokój.
Lin Qiushi przeszukiwał wzrokiem tłum i bardzo szybko znalazł swój cel – kobietę siedzącą w kącie i uśmiechającą się do niego. Miała na sobie długą suknię, dokładnie taką samą, jaką nałożył Ruan Nanzhu przed ich wejściem.
Miał już scenariusz w głowie, więc powoli podszedł do kobiety i wyciągnął do niej rękę.
– Yu Linlin.
– Zhu Meng. – Kobieta uścisnęła jego rękę i się uśmiechnęła. – Czerwona nić przeznaczenia znalazła nas za tymi drzwiami, cieszmy się tym spotkaniem.
Lin Qiushi nie mógł powstrzymać się od śmiechu.
– Rzeczywiście. Cieszmy się tym spotkaniem.
Ach ta jego mała królowa dramatu! Robiła przedstawienie, nawet gdy nie było wolnej sceny.
Gdy rozmawiali, przez drzwi wpadł młody mężczyzna. Choć jego twarz była nieznajoma, ubranie zdradziło jego tożsamość – to był Gu Longming, który umówił się z nimi na spotkanie przez internet.
Mężczyzna był kompletnie przemoczony. Kiedy wszedł do środka, zaczął przeklinać pod nosem.
– Skurwysyny, wrzucacie mnie na szalupę ratunkową?! Czemu po prostu nie wrzucicie mnie do oceanu? Cholera, zazdrościcie mi urody, czy co…
Choć mówił cicho, Lin Qiushi miał doskonały słuch i bez trudu słyszał wszystkie te bzdury, które wygadywał. Przez chwilę nie wiedział, czy się śmiać, czy płakać.
Oczywiście, nie roześmiał się. Odchrząknął tylko raz i zakrył usta dłonią, tłumiąc chęć uśmiechu. Wzrok Gu Longminga przesunął się po zebranych i bardzo szybko spoczął na nich. Podszedł z promiennym uśmiechem, witając ich, jakby spotkali się zupełnie przypadkiem.
Z założenia ta sztuczka sprawdzała się tylko w przypadku początkowych drzwi. W późniejszych były same cwane lisy, a brak partnera był czymś dziwnym.
Lin Qiushi kiedyś martwił się, czy ktoś rozpozna ich jako członków tej samej drużyny. Teraz jednak już o tym nie myślał.
Kabina starego statku nie była ani duża, ani jasna. Jedynym oświetleniem było kilka maleńkich lamp naftowych nad głową, migoczących w rytm kołysania statku. Niebo na zewnątrz robiło się coraz ciemniejsze, a liczba ludzi stale rosła. W końcu zatrzymała się na czternastu.
Wszyscy rozglądali się oceniająco i bardzo szybko podzielili się na drużyny, z pominięciem garstki nowicjuszy. Nie mając większego wyboru, musieli stworzyć własną drużynę.
Gdy tłum zaczął głośno dyskutować, z zewnątrz wszedł mężczyzna w średnim wieku. Jego strój przypominał nieco średniowiecznego pirata, a w ręku trzymał kołyszącą się lampę naftową.
– Witamy w Czarnym Szkierze – powiedział mężczyzna. Jego głos brzmiał dość chrapliwie, jakby długotrwałe picie lub palenie spowodowało nieodwracalne uszkodzenia gardła. – Mam nadzieję, że wszyscy będziecie się tu dobrze bawić.
Gdy skończył to mówić, roześmiał się jak szalony, a jego wysoki śmiech, przypominający drapanie paznokciami po tablicy, sprawił, że na skórze pojawiła się gęsia skórka.
– Za dziesięć dni Czarny Szkier dopłynie do portu. Nasza podróż się wtedy zakończy, więc cieszcie się czasem, który możemy razem spędzić.
Gdy tylko skończył mówić, ktoś wybiegł z kabiny. Lin Qiushi pomyślał początkowo, że ta osoba się przestraszyła, ale wkrótce potem z zewnątrz dobiegły odgłosy gwałtownych wymiotów. Wyglądało na to, że jakiś pechowiec cierpi na chorobę morską.
– Gdzie my, do licha, jesteśmy? – Szlochająca młoda dziewczyna przestraszyła się mężczyzny. – Czy my kręcimy przedstawienie? Naprawdę, naprawdę się boję, czy mogę przestać? Nie chcę już grać, błagam…
Mężczyzna całkowicie ją zignorował. Po prostu obserwował tłum chłodnym wzrokiem.
Dziewczyna zdawała się chcieć podejść i go chwycić, ale kiedy dotarła do jego boku, nagle się zatrzymała, a jej twarz zbladła. Cofnęła się o kilka kroków, jakby zobaczyła coś naprawdę przerażającego.
Wzrok Lin Qiushiego nie był zbyt dobry i z powodu słabego światła nic nie widział. To Ruan Nanzhu spokojnie wyjaśnił sytuację:
– Ta osoba jest pokryta jakimiś czarnym owadami.
Gu Longming zadrżał.
– On żyje czy nie?
– Nie wiem – powiedział Ruan Nanzhu. – Tak czy inaczej, nie wygląda to najlepiej.
W typowych okolicznościach tylko NPC, który dostarczał im kluczowych informacji, był w miarę normalny. Jeśli nawet on nie był normalny, to tak naprawdę nie było mowy o żadnych normalnych osobach.
Lin Qiushi nawet nie podejrzewał, że tym razem za ich drzwiami będzie starożytny statek. Do tego mieli limit czasowy, który wynosił dziesięć dni.
– Chodźcie, zaprowadzę was tam, gdzie będziecie spać – powiedział mężczyzna. – Wkrótce zrobi się ciemno… i będzie padać.
Po tym znów zaczął się maniakalnie śmiać, a grupa była jeszcze bardziej zaniepokojona.
Zaprowadził ich do kabin gościnnych i zaczął dzielić pokoje. Większość pokoi była dwuosobowa, choć parę było trzyosobowych. Początkowo dostali pokój dwuosobowy, ale Gu Longming bezczelnie poszedł i znalazł człowieka, który był skłonny się z nimi zamienić.
– Będziesz się targować nawet o taką rzecz? – Lin Qiushi rzucił Gu Longmingowi spojrzenie pełne podziwu.
– No cóż, boję się śmierci, prawda…? – powiedział mięśniak. Nie chciał spać sam i choć bycie piątym kołem u wozu nie było do końca w porządku, to zdecydowanie było o wiele lepsze niż śmierć.
Uśmiech Ruan Nanzhu był nieprzenikniony.
– To sprawiedliwe.
Planowali przeprowadzić inspekcję całego statku, ale ponieważ zapadła już ciemna noc, poruszanie się na zewnątrz byłoby zbyt niebezpieczne. Najpierw mieli odpocząć i poczekać do jutra, żeby snuć plany.
I tak wszyscy trzej otrzymali klucze, poszli do swojego pokoju i szybko się umyli, po czym położyli się do łóżek.
Kiedy Ruan Nanzhu poszedł się przebrać, Gu Longming wykorzystał okazję, by szturchnąć Lin Qiushiego, szepcząc:
– Hej, niefajnie, stary. Dlaczego mi nie powiedziałeś, że masz taką śliczną dziewczynę?
– …mh – odparł niejasno.
– Och, ona jest oszałamiająca – powiedział Gu Longming z westchnieniem. – Gdybym miał taką dziewczynę, też chciałbym spędzać z nią całe dnie.
Mówiąc to, patrzył na Lin Qiushiego z wyrazem zazdrości i podziwu. Ten obserwował go i zastanawiał się, jak zareagowałby, gdyby dowiedział się, że Ruan Nanzhu jest drag queen. Oczywiście, nie mógł tego teraz zdradzić. Gu Longming nie był jeszcze częścią Obsydianu, a fakt, że ich przywódca nosił kiecki i szpilki, był ich największą tajemnicą.
Po tym jak Ruan Nanzhu się przebrał, wrócił do pokoju.
– O czym rozmawiacie?
– O niczym – odpowiedział krótko Lin Qiushi. – Powiedział, że jesteś ładna.
Ruan Nanzhu odpowiedział znaczącym „och”, a Gu Longming nagle poczuł dreszcz na plecach.
Łóżka na statku wydzielały bardzo nieprzyjemny zapach wilgoci. Fale i wiatr stawały się coraz silniejsze, a nawet sypialnie zaczynały się kołysać. Lin Qiushi przypomniał sobie ich nowego kolegę, który cierpiał na chorobę morską i wcześniej nieustannie wymiotował. Pomyślał, że ten facet jest już prawie martwy.
Niebo na zewnątrz stopniowo całkowicie pociemniało, pozostawiając jedynie wyjący wiatr i szum fal uderzających o siebie. Z zamkniętymi oczami Lin Qiushi poczuł senność – ale zanim zdążył zasnąć, obudził go nagły grzmot. Jakby piorun uderzył tuż nad ich głowami. Głośny huk sprawił, że cała trójka natychmiast się obudziła. Potem lunął ulewny deszcz. Pogoda zachowywała się, jakby chciała zniszczyć świat.
Ich kwatera zakołysała się jeszcze mocniej. Lin Qiushi usiadł na łóżku.
Przez okno spojrzał na mrok na zewnątrz. Zobaczył tam jednak dwa światełka. Wydawało się, że jedynymi źródłami światła na pokładzie były lampy naftowe, ale jakim cudem świeciły tak jasno w trakcie burzy…? Gdy się nad tym zastanawiał, nagle poczuł, że coś jest nie tak z tymi dwoma światłami, a siedzący za nim Ruan Nanzhu odezwał się cicho:
– Nie patrz tam więcej.
– Hm?
– To nie są światła. To oczy.
Para żółtych, nieludzkich oczu. Ich właściciel wodził wzrokiem po ciemności ze złośliwym zamiarem, niczym bestia szukająca swojej ofiary.
Lin Qiushi natychmiast się odwrócił.
– Co to jest?
– Nie wiem, nie potrafię powiedzieć – powiedział Ruan Nanzhu. – Ma humanoidalny kształt, ale nie wydaje się być człowiekiem.
Brwi Lin Qiushiego lekko się zmarszczyły, lecz gdy ponownie spojrzał przez okno, oczy zniknęły. Grzmoty rozbrzmiewały nieprzerwanie, a odór morskiej soli stawał się coraz mocniejszy i bardziej duszący.
Ruan Nanzhu wdrapał się na jego łóżko i, tuląc się do siebie, bardzo szybko zasnęli. Jednak jedyny singiel obecny w pokoju, Gu Longming, nie miał tyle szczęścia. Leżąc na łóżku obok, wpatrywał się w nich żałośnie, myśląc, że w ciągu najbliższych dni dostanie tyle psiej karmy, że aż przytyje.
Ulewa trwała do świtu i choć deszcz ustał, pogoda nie poprawiła się ani trochę. Czarne chmury burzowe wciąż wisiały nad statkiem, a kiedy zadzwonił budzik, Lin Qiushi myślał, że jeszcze nie nadszedł ranek. Sprawdził jednak godzinę i zobaczył, że jest 8:00. Na zewnątrz było jeszcze ciemno.
– Dzień dobry – przywitał się Ruan Nanzhu.
– Dzień dobry. Dziś jest tak ciemno na zewnątrz.
– Prawdopodobnie będzie dalej padać – odparł Ruan Nanzhu. Wyszedł na pokład z Lin Qiushim i obserwował czarną wodę kłębiącą się pod statkiem.
Spojrzawszy w dal, nie widzieli lądu, tylko bezkresne morze. Jedynie ten stary statek pod ich stopami wydawał się czymś realnym.
Ten rodzaj izolującego środowiska łatwo obciążał psychikę. Nawet dla Lin Qiushiego widok był niepokojący.
– Chodźmy na śniadanie – zawołał do nich Gu Longming.
– Ten to ma grubą skórę – skomentował Ruan Nanzhu po usłyszeniu głosu ich towarzysza.
– Tak – powiedział Lin Qiushi. – Ma dość dobre nerwy.
Za drzwiami nie trzeba było być zbyt bystrym, ale zdecydowanie konieczna była odwaga. W obliczu przerażających sytuacji strach mógł sprawić, że człowiek tracił znaczną część swoich zdolności poznawczych. Najmądrzejsza osoba mogłaby nie mieć silnego serca, a i tak zrobić za drzwiami więcej niż tępy, bojaźliwy Cheng Qianli.
Udali się do jadalni, gdzie panowała atmosfera, którą można by śmiało nazwać martwą. Lin Qiushi początkowo nie wiedział dlaczego. Jednak po zobaczeniu menu nie mógł powstrzymać się od uczucia przygnębienia.
Oferowano tylko ryby. I to nawet nie były świeże ryby – Gu Longming szturchnął pałeczkami wpatrującą się w niego z martwym wzrokiem głowę i zapytał:
– Czy to w ogóle nadaje się do jedzenia?
Już sam widok był obrzydliwy.
– Wygląda ohydnie – powiedział Lin Qiushi. – Spróbuj.
Gu Longming wyjął kawałek mięsa ze skrzeli i włożył do ust. Skrzywił się.
– Kurwa, odjęli budżet na jedzenie w tych drzwiach, czy co? To jest wstrętne. Wygląda, jakby leżało na dworze przez trzy dni. Spróbujesz?
– Och, nie, nie, dziękuję.
Gu Longminga zatkało.
Śniadanie serwowane w jadalni składało się głównie z nieświeżej ryby. Poza tym były tylko pozbawione smaku kluski i groszek. Atmosfera była już wystarczająco nieprzyjemna, ale jedzenie przed nimi było teraz solą na ranę.
Jednak Lin Qiushi i Ruan Nanzhu zupełnie się tym nie przejęli. Po zobaczeniu tego posiłku wymknęli się z powrotem do pokoju i wyjęli z toreb przygotowane przez siebie jedzenie. Gu Longming patrzył, jak wyciągają butelkę sosu chili, a jego oczy wybałuszyły się ze zdumienia.
– Wzięliście nawet sosiwo?! Przyjechaliście tu na piknik?
– Chcesz trochę? – Lin Qiushi polał sosem makaron, który przynieśli z mesy.
– Tak, tak, tak. Więcej, proszę. – Wyraz twarzy Gu Longminga był bezwstydny.
Po skończonym śniadaniu zabrali się za przeszukanie statku.
Miał w sumie trzy pokłady, zbudowane trochę na wzór żaglowców z wielkiej ery morskiej średniowiecza. Był niezwykle stary, cały pokryty śladami minionych czasów.
Poza tym NPC nie widzieli na pokładzie żadnych innych członków załogi. Na całym statku prawdopodobnie znajdował się tylko on jeden. Tym razem zostawił im misję: „czekajcie na powrót do portu”, ale Lin Qiushi miał powody, by sądzić, że jeśli nie znajdą drzwi w ciągu dziesięciu dni, ich podróż rozpocznie się od nowa – a oni doświadczą jej jeszcze raz.
Kiedy Lin Qiushi wszedł na drugi pokład, usłyszał coś w rodzaju dudnienia i nie był pewien, czy jego towarzysze też to zauważyli. Zapytał więc:
– Słyszeliście to?
– Co? – Gu Longming najwyraźniej nic nie usłyszał.
– Myślę, że tak, ale niezbyt wyraźnie – odparł Ruan Nanzhu.
– Chyba dobiegało stamtąd… – Lin Qiushi podążył za dźwiękiem. – Chodźmy zobaczyć.
Zanim jednak zdążyli się zbliżyć, poczuli mocny, rybi smród. Był obrzydliwy i mdły, ale na szczęście Cheng Yixiego nie było w pobliżu, bo zemdlałby natychmiast, czując ten zapach.
Źródło dźwięku i zapachu znajdowało się w tym samym pomieszczeniu. Byli już wystarczająco blisko, by Gu Longming i Ruan Nanzhu również mogli usłyszeć dudnienie. Zwolnili kroku i przez okno zajrzeli do pokoju.
To była kuchnia z wiszącymi w niej nożami i innymi narzędziami. Najbardziej rzucającą się w oczy rzeczą były jednak martwe ryby zawieszone na hakach po bokach.
Osoba w fartuchu stała pośrodku pomieszczenia, odwrócona do nich plecami i ze spuszczoną głową. Coś kroiła. Po chwili obserwacji Gu Longming o mało się nie zakrztusił i powiedział:
– Nie mówcie, że robi nam obiad…
Ruan Nanzhu był bardzo spokojny.
– To możliwe.
Gu Longming miał odruch wymiotny. Tego ranka nawet zjadł kawałek tej ryby! Lin Qiushi ze współczuciem poklepał go po ramieniu.
Jednakże ta osoba była drugim NPC, którego znaleźli na statku.
Stali we trójkę przy oknie, obserwując przez chwilę i zauważyli, że poza siekaniem ryb, ten człowiek nie robił nic innego. Postanowili więc najpierw pójść i sprawdzić, czy nie ma czegoś innego równie interesującego gdzie indziej.
Wkrótce odkryli jeszcze bardziej osobliwy pokój. Był zamknięty na klucz i miał zasłonięte okna. W środku panowała cisza, ale wciąż czuli ten silny zapach stęchlizny. Lin Qiushi początkowo myślał, że to swąd z kuchni, ale po uważnym powąchaniu stwierdził, że odór dochodzi z wnętrza pokoju.
– Wchodzimy? – Gu Longming przycisnął się do okna, próbując zajrzeć do środka, ale nic nie mógł zobaczyć.
Ruan Nanzhu zastanowił się chwilę.
– Spróbujmy – powiedział w końcu i wyjął spinkę do włosów, aby otworzyć zamek.
Obserwując jego zręczne ruchy, Gu Longming szeroko otworzył oczy. Potem spojrzał na Lin Qiushiego.
– Czy to… czy to jest podstawowy zestaw umiejętności, który posiadacie?
Lin Qiushi uśmiechnął się i zażartował:
– Tak. Musisz nauczyć się otwierać zamki, jeśli chcesz do nas dołączyć.
Gdy to powiedział, rozległ się dźwięk kliknięcia. Ruan Nanzhu naprawdę otworzył zamek, ale o dziwo, gdy nacisnął klamkę, okazało się, że drzwi były jeszcze zamknięte na łańcuch. Mogli co najwyżej zrobić szparę – nie dało się ich otworzyć szerzej.
– Czekaj – powiedział nagle Lin Qiushi, powstrzymując Ruan Nanzhu przed wsunięciem do środka ręki, by poluzować zatrzask. – Zaczekaj chwilę. W środku coś się rusza.
Ruan Nanzhu zatrzymał się i ledwo odsunął się o pół kroku, gdy zza drzwi wysunęła się pokryta łuskami dłoń o ostrych szponach. Przez szparę w drzwiach wyjrzała para żółtych oczu, wpatrując się w świat na zewnątrz ze złośliwym zamiarem.
Tłumaczenie: Ashi
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Tom II
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53
Tom III
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77
Tom IV
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95
Tom V
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 126
Rozdział 126
Tom VI
Rozdział 127
Rozdział 128
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6
Ekstra 7
Ekstra 8
Ekstra 9
Ekstra 10