Nikt nie wiedział, co wydarzyło się poprzedniej nocy – z wyjątkiem Jian Qianyuan i jej nieszczęsnego, zmarłego partnera.
Lin Qiushi przypomniał sobie, że wczoraj dziewczyna również unikała obiadu. Jednak kiedy siedział dziś przed tym samym mdłym posiłkiem, jej dziwne zachowanie nasunęło mu niepokojące przypuszczenie. Czy Jian Qianyuan również mogła zostać dotknięta przez tego potwora?
Kobieta zupełnie nie przejmowała się tym, co myślą inni. Po skończeniu posiłku wyszła z jadalni, klepiąc się z zadowoleniem po lekko wzdętym brzuchu. Wychodząc, zdawała się zauważyć zszokowane spojrzenia, jakie wszyscy jej posyłali, i odpowiedziała zimnym uśmiechem.
– Smakują całkiem nieźle. Jeśli chcecie, powinniście wszyscy spróbować – mruknęła do siebie.
Nikt jej nie odpowiedział, więc wzruszyła ramionami z obojętnością i odeszła.
Lin Qiushi obserwował, jak wchodzi do kajuty. Gdy pomieszczenia się przestawiły, zniknęła z ich oczu.
Położenie kajut ciągle się zmieniało. Co kilka minut przed pokładem pojawiał się nowy pokój. Niektórzy mieli szczęście, znaleźli swoje rzeczy w pokojach i je wynieśli. Inni nie mieli tyle szczęścia, bo nigdy nie udało im się odnaleźć swoich pierwotnych kajut.
Lin Qiushi z kolei dokonał nowego odkrycia. Przemierzając korytarze, mieli farta i ponownie zobaczyli zamknięte pomieszczenie, które odkryli dzień wcześniej. Tyle że coś się zmieniło. Drzwi były teraz szeroko otwarte, a łańcuch, który zamykał je od środka, leżał na podłodze w kawałkach. Wyglądało na to, że został gwałtownie zerwany.
– Pamiętam ten pokój – powiedział Lin Qiushi. Spojrzał na tabliczkę na drzwiach, myśląc o numerze kajuty, którą widzieli wczoraj. – Czy teraz coś w nim jest?
Ruan Nanzhu stał w drzwiach i wpatrywał się w ciemne wnętrze.
– Nic nie słyszysz? – zapytał.
– Nie. – Lin Qiushi pokręcił głową po chwili nasłuchiwania. Był pewien, że nie słyszy żadnego ruchu.
– Więc to coś pewnie odeszło. – Ruan Nanzhu podszedł i zrobił krok do środka, niedbale zapalając lampę naftową stojącą na stole obok.
Słabe światło oświetliło niezbyt duże pomieszczenie, dzięki czemu mogli dokładnie przyjrzeć się jego wnętrzu.
Pokój był jednocześnie normalny i nienormalny. Normalne było jego wyposażenie, identyczne z tym, w którym spali zeszłej nocy. Nienormalne były dodatkowe przedmioty: sterta rybich łusek.
Łuski te były porozrzucane po całym pomieszczeniu, wypełniając je odrażającym, rybim smrodem. Lin Qiushi zauważył również, że na podłodze rozmazała się jakaś ciecz przypominająca wodę, ale nieco bardziej lepka. Widok ten był niepokojący.
Na ścianach i meblach dookoła nich widniały ślady ostrych pazurów, które świadczyły o tym, że w tym właśnie pokoju kiedyś przetrzymywano potwora.
Lin Qiushi przyjrzał się śladom pazurów i stwierdził, że są niezwykle głębokie. Skoro mogły tak uszkodzić drewnianą podłogę, to łatwo było wywnioskować, że kruche ludzkie ciało nie wytrzymałoby ani jednego ciosu.
Gu Longming dusił się z obrzydzenia, ale Ruan Nanzhu wyjął serwetkę z jego kieszeni i zebrał kilka łusek. Choć na razie nie wiedzieli, do czego służą, lepiej było być przygotowanym na wszelki wypadek.
Przeszukali resztę pokoju w poszukiwaniu innych wskazówek. Szybko znaleźli w kącie męski but. To przypomniało Lin Qiushiemu o mężczyźnie, którego wczoraj pożarto. Czy potwór zaciągnął swoją ofiarę z powrotem do pokoju?
Gdy nad tym rozmyślał, Gu Longming powiedział:
– Czas prawie się skończył. – W chwili, gdy weszli, zaczął odliczać i do upływu pięciu minut pozostało jeszcze tylko kilka sekund.
– Wynośmy się stąd – odparł Ruan Nanzhu. – To miejsce najwyraźniej nie nadaje się już do niczego.
Lin Qiushi się zgodził.
Niedługo po tym, jak opuścili pokój, przeniósł się w inne miejsce. Wyraz twarzy Lin Qiushiego był nieco przygnębiony. Ruan Nanzhu zapytał, co go trapi.
– Myślę, że sytuacja może być gorsza, niż myśleliśmy.
– Co masz na myśli? – zapytał Gu Longming z powątpiewaniem.
– Czy pozycja potwora jest naprawdę ustalona? – zapytał Lin Qiushi. – Czy może się poruszać?
Zanim zobaczył ten pokój, myślał, że może przebywać wyłącznie w jednym miejscu. Jednak widząc ten zniszczony łańcuch, sformułował porażającą hipotezę: potwór mógł się poruszać i to po całym labiryncie. Chociaż, podobnie jak ludzie, nie mógł znaleźć wyjścia, to wszyscy zagubieni stanowili dla niego pożywienie.
– Prawdopodobnie masz rację. – Ruan Nanzhu zerknął na zegarek. – Wciąż jest trzynaście osób. To wystarczy, żeby go wyżywić przez dziesięć dni.
Gu Longming zmusił się do śmiechu.
– Żartujecie, prawda?
Ruan Nanzhu wzruszył ramionami.
– Tylko jeśli lubisz taki rodzaj humoru.
Podczas kolacji Lin Qiushi myślał, że zobaczy tego NPC pokrytego robakami, ale się nie pojawił. Wyglądało na to, że mogli go spotkać jedynie podczas śniadania.
Wszyscy oprócz Jian Qianyuan nadal apatycznie jedli kolację. Kiedy dziewczyna pojawiła się w jadalni, kontynuowała pożeranie ryb. Jej nieokiełznany sposób jedzenia sprawił, że pozostali mieli jeszcze mniejszy apetyt i wszyscy rozeszli się po przełknięciu makaronu.
Ich trójka postąpiła tak samo. Przed wyjściem Lin Qiushi przyjrzał się bliżej Jian Qianyuan, chcąc sprawdzić, czy zaszły jakieś zmiany w jej ciele. Ku jego zdziwieniu, kobieta wciąż była zwykłym człowiekiem. Poza nagłą miłością do ryb nie było w niej nic dziwnego.
– Naprawdę boję się, że jutro stanie się potworem. – Obecne odczucia Gu Longminga wobec Jian Qianyuan były złożone. On i Lin Qiushi myśleli o tym samym.
Tej nocy Lin Qiushi nie spał zbyt wiele. Jego umysł był wypełniony myślami o kobiecie, o tym, jak się zmieniała i o powiązaniach między wszystkimi wskazówkami. Ruan Nanzhu wyjął łuski ryb z kieszeni, położył je na stole i obecnie przyglądał się im uważnie.
Dziś nie padało, a na niebie wisiał czysty, jasny księżyc, rzucając srebrzystą poświatę na pokład statku i powierzchnię oceanu. Morski wiatr wpadał przez okno z solą i ciepłem, a łóżka pod nimi lekko się kołysały. Gdyby nie były to drzwi, nastrój przypominałby raczej leniwe wakacje.
Lin Qiushi spojrzał w bok. Krajobraz za oknem zmieniał się co pięć minut.
Czasem widział pokład, a czasem rufę. Czasem była to tylko czarna ściana. Jego towarzysze zdawali się już spać, ich oddechy były równomierne. Jednak tuż przed tym, jak Lin Qiushi również zasnął, usłyszał dziwny dźwięk – coś poruszało się po pokładzie. Było ciężkie, na tyle ciężkie, że drewniane deski skrzypiały lekko i zdawało się, że nie ma na sobie butów. Lin Qiushi słyszał nawet przywieranie ciała do drewna.
Dźwięk ten był coraz bliżej i w końcu ucichł przy ich oknie.
Lin Qiushi wstrzymał oddech. Przez półprzymknięte oczy zobaczył gigantyczny cień zasłaniający światło. W następnej chwili poczuł zapach znajomej rybiej zgnilizny i już wiedział dokładnie, czym jest to coś, co stało nieopodal.
Ten gigantyczny potwór z głową ryby, którego widzieli wczoraj w nocy. Stał tuż za oknem, a jego nos drgał, jakby szukał konkretnego zapachu. Lin Qiushi wstrzymał oddech i nie odważył się ruszyć ani o milimetr.
W świetle księżyca zobaczył, jak ta istota powoli położyła ręce na oknie, a następnie zaczęła potrząsać ramą, używając połączonych błoną palców.
Rama nie była zbyt mocna, trzaskając głośno od każdego pchnięcia. Ruan Nanzhu i Gu Longming również natychmiast się obudzili, a pierwszą rzeczą, jaką zobaczyli, była gigantyczna sylwetka stojąca na zewnątrz. Słyszeli też ten niski, zwierzęcy ryk.
Lin Qiushi pomyślał początkowo, że Gu Longming, świeżo wybudzony ze snu, krzyknie na ten widok, ale zamiast tego tylko zadrżał, po czym zniżył głos:
– Jasna cholera, czy ja właśnie mam koszmar? Czemu to coś jest u naszych drzwi…
Ruan Nanzhu również zachował spokój. Wyciągnął z kieszeni nóż obiadowy, który ukradł z jadalni.
– Może odkryło, jak apetycznie wyglądamy? – powiedział.
– …czy wyglądam smakowicie? – zapytał z niedowierzaniem Gu Longming, klepiąc się po twarzy.
Ruan Nanzhu spojrzał na niego ze współczuciem.
– Myślę, że niektóre potwory lubią ekstremalne smaki.
Tymczasem Lin Qiushi szczerze pochwalił stalowe nerwy u tych dwóch osób.
Potwór jednym pchnięciem wybił dziurę w oknie, roztrzaskując szybę w drobny mak, który rozsypał się po podłodze. Potem zaczął próbować się wdrapać do środka. Odkrywszy, że okno jest za małe, jego grudkowate, białe oczy wykrzywiły się, a wzrok powędrował w stronę drewnianych drzwi.
– Kurwa – zaklął Gu Longming. – To chyba nie próbuje się dostać do środka, prawda?!
– Na to wygląda. – Ruan Nanzhu zmarszczył brwi. – Czyli śmierć jest przypadkowa? Nie… Niemożliwe! Coś przegapiliśmy!
Gdy tak rozmawiali, ryboczłek zaczął walić w drzwi, a i tak już kruche drewno szybko zaczęło się łamać pod jego naporem. Lin Qiushi słyszał nawet, jak zaczyna pękać.
– Kiedy wpadnie, powstrzymam go, a wy uciekniecie przez okno. – Głos Ruan Nanzhu brzmiał wciąż czysto i spokojnie. – Rozumiesz, Linlin?
– Nie – powiedział Lin Qiushi. – Nie zostawię cię tu samego. Nie popełnij znowu tego samego błędu.
Zmarszczył brwi, wyglądając na bardzo niezadowolonego.
Ruan Nanzhu zamilkł, a potem westchnął, jakby z czegoś rezygnował.
– Dobrze, jak chcesz.
Podał Lin Qiushiemu nóż obiadowy.
– Ja też was nie zostawię – dodał Gu Longming, zdenerwowany, ale pewnie stojący obok nich.
Choć wyglądał na zirytowanego, Ruan Nanzhu nie próbował ich od tego odwieść. Spojrzał na zegarek.
– Trzydzieści sekund. Wytrzymajcie trzydzieści sekund i zatrzymajcie go na zewnątrz…
Lin Qiushi i Gu Longming natychmiast zrozumieli. Po trzydziestu sekundach pokoje się zmienią, a wtedy będą mogli stąd uciec, gubiąc potwora.
Jednak te trzydzieści sekund nie były takie łatwe do zdobycia, bo ryboczłek już użył swoich ostrych pazurów, żeby oderwać połowę desek. Wydawało się, że za chwilę przeciśnie pokryte łuskami ciało przez szczelinę.
Gu Longming odwrócił się i przyniósł stół, żeby zablokować drzwi. Ruan Nanzhu przyciągnął łóżko, żeby wzmocnić blokadę.
Jednak obserwowanie partnera nagle o czymś mu przypomniało. Przypomniał sobie, że pierwszą rzeczą, jaką zrobił rybolud, gdy podszedł do ich okna, było poruszenie nosem i powąchanie…
– Daj mi łuski, które dzisiaj zebrałeś! – krzyknął Lin Qiushi.
– Co? – Ruan Nanzhu się zdziwił.
– Łuski, które znalazłeś w pokoju potwora… – powtórzył głośno.
Na szczęście Ruan Nanzhu zareagował błyskawicznie. Gdy tylko zrozumiał, co Lin Qiushi miał na myśli, wyciągnął z kieszeni małą papierową sakiewkę i wyrzucił ją na zewnątrz przez wyrwę w oknie.
Łuski rozsypały się po całym korytarzu, a rybolud, który był bliski wyważenia drzwi, zatrzymał się, po czym podszedł do nich i pochylił się, jakby chciał je podnieść.
Widząc to, Lin Qiushi poczuł, jak napięcie ustępuje. Jednak już w następnej chwili, gdy odkrył, że to tylko łuski, rybolud wydał wściekły ryk. Odwrócił się i ponownie rzucił w ich stronę.
To zamieszanie jednak wystarczyło. Ryboczłek rzucił się na nich, ale w tej samej chwili pokój zmienił położenie, a potwór zniknął im z oczu.
Lin Qiushi w pośpiechu otworzył zniszczone drzwi i upewniwszy się, że nie ma go na zewnątrz, przeszedł do innego pokoju wraz z Ruan Nanzhu i Gu Longmingiem.
Jego złe przeczucie wkrótce się spełniło, ponieważ jakieś dwie minuty później rybolud ponownie odnalazł ich pokój. Całkowicie zniszczył drzwi i wskoczył do środka. W tym momencie ukrywali się nieopodal i obserwowali wszystko przez okno.
Rozległy się niekończące odgłosy demolowania. Upewniwszy się, że ofiara uciekła, rybolud odszedł, ciężko dysząc. Wyglądało jednak na to, że znalazł nowy cel – jego ogromna paszcza była lekko otwarta, odsłaniając ostre, cienkie zęby upchnięte w środku i sączącą się spomiędzy nich ślinę.
Nie odważyli się wydać choćby jednego dźwięku, dopóki nie zniknął w oddali. Wtedy Gu Longming odetchnął głęboko z ulgą.
– Kurczę, czy on szedł za zapachem ryby?! Naprawdę myślałem, że już po nas!
Nikt z nich nie przypuszczał, że ryba tak zadziała. Gdyby Lin Qiushi nie zareagował tak szybko, wszyscy trzej byliby już martwi.
Choć potwór zniknął, wyraz twarzy Ruan Nanzhu się nie rozluźnił. Jego poważne spojrzenie zdawało się niepokoić Gu Longminga, który zapytał:
– O co chodzi, Zhu Meng?
– Myślę, że Jian Qianyuan niedługo umrze – powiedział Ruan Nanzhu.
Gdy Gu Longming miał właśnie zapytać dlaczego, przypomniał sobie dziwne wydarzenia, które rozgrywały się wokół niej w ciągu dnia. Wyglądało na to, że zjadła mnóstwo ryb, na tyle dużo, że kiedy wyszła z jadalni, wszyscy poczuli od niej ten ciężki, zgniły zapach. Skoro nawet oni mogli go wyczuć, to ten potwór niewątpliwie również nie będzie miał z tym problemu.
I rzeczywiście, niedługo po odejściu ryboluda, wyostrzony słuch Lin Qiushiego wychwycił kobiecy krzyk. Dobiegał z bardzo daleka i słyszał go dość niewyraźnie. Gu Longming i Ruan Nanzhu nie słyszeli go wcale.
Krzyki nie ustawały, towarzyszyły im szlochy i zawodzenie, aż w końcu ucichły, pozostawiając jedynie przerażające, wręcz jeżące włosy na głowie odgłosy żucia.
Te dźwięki dochodziły z pokładu. Lin Qiushi w ogóle nie chciał wiedzieć, co zastaną tam następnego dnia. Oczywiście na pewno będzie to kolejne wydrążone ciało, pozbawione wszystkich wnętrzności i mięsa.
Wyglądało na to, że Ruan Nanzhu zauważył, że ma problemy ze snem. Położył się obok niego, opierając brodę na czubku jego głowy. Delikatnie pocałował kosmyki włosów.
Ciepło jego ciała dało Lin Qiushiemu odrobinę ukojenia, ale ten przerażający dźwięk wciąż zdawał się rozbrzmiewać w jego uszach. Miał wrażenie, że wciąż słyszy zawodzenie Jian Qianyuan…
– Już nie żyje – powiedział Lin Qiushi.
– Mh – odparł Ruan Nanzhu. – Idź spać. To normalne.
– Może udałoby mi się znaleźć sposób, żeby ją uratować – westchnął Lin Qiushi.
– Najpierw musiałeś sam się uratować. – Palce Ruan Nanzhu przeczesały włosy partnera. – Wciąż brakuje nam długiego miecza, żeby go zabić.
W micie bronią, której Tezeusz użył do zabicia Minotaura, był długi miecz. Nie widzieli jednak na statku niczego, co mogłoby zranić ryboluda, bo noże obiadowe z pewnością nie wchodziły w grę.
– Znaleźliśmy sznurek – powiedział Lin Qiushi. – Mamy też aperitif.
Po śmierci Jian Qianyuan, zrozumiał, co tak naprawdę to oznaczało.
Ruan Nanzhu pocałował czubek ucha Lin Qiushiego.
– Śpij już. Porozmawiamy o tym jutro.
Mężczyzna wydał z siebie odgłos potwierdzający i zamknął oczy. Próbował, ale nie udało mu się zasnąć, przeleżał zmęczony do rana.
Pogoda dziś nie dopisała. Gęsta warstwa chmur ponownie pokryła całe niebo. Było tak mgliście i ciemno, że co słabsi mogli się obawiać.
Lin Qiushi wstał wcześnie i wyszedł na pokład z Ruan Nanzhu i Gu Longmingiem. Nikt nie był zaskoczony obecnością kolejnego ciała. Choć jego twarzy nie dało się już rozpoznać, po ubraniu zauważyli, że to rzeczywiście Jian Qianyuan.
Jej brzuch był rozerwany, a wszystkie ryby, które zjadła poprzedniego dnia, zniknęły razem z wnętrznościami.
Shen Juexin, który cierpiał na chorobę morską, zwymiotował ponownie. Towarzystwa przy burcie dotrzymało mu kilka słabszych dziewcząt o niższym progu tolerancji.
Lin Qiushi dostrzegł też dziewczynę, która kilka dni temu dała mu znać o występku Ruan Nanzhu. Jej niepewna aura nowoprzybyłej zniknęła, a wyraz twarzy był teraz bardzo poważny, jakby była już w stanie zaakceptować każdą przerażającą scenę, która na nią czekała.
Minęły dwa dni. Jian Qianyuan była drugą ofiarą, którą zjedzono.
Grupa szybko zajęła się ciałem dziewczyny, choć oznaczało to jedynie wrzucenie go do oceanu i obserwowanie, jak ryby rozszarpują to, co z niej pozostało.
– Też widziałem wczoraj tego potwora. – Liczba osób, które widziały potwora, wzrosła, a ktoś drżącym głosem opisywał, co wydarzyło się poprzedniej nocy. – Przeszedł obok moich drzwi i podszedł do pokoju Jian Qianyuan. Rozwalił je i wyciągnął ją na pokład… To było zbyt przerażające. Nie mogłam jej pomóc. Nie mam szans z tym potworem.
Nikt nie mógł pokonać dwumetrowego ryboluda. Gdyby mieli broń palną, może by dali radę, ale w tych okolicznościach, mając do dyspozycji tylko noże obiadowe, nikt nie chciał ryzykować życiem.
Lin Qiushi był trochę zmęczony. Znalazł miejsce do siedzenia w jadalni i zaczął przerzucać groszek na talerzu.
Pojawił się również NPC, który przynosił im jedzenie, i wyglądał dokładnie tak samo, jak pierwszego dnia, kiedy go zobaczyli. Nawet jego wyraz twarzy pozostał niezmieniony.
Lin Qiushi i Ruan Nanzhu wymienili spojrzenia. Potem Ruan Nanzhu wstał pierwszy i podszedł do NPC.
– Witam, proszę pana – przywitał się.
NPC milczał, spoglądając na niego zimno. Zachowywał się jak robot, który nie miał zaprogramowanych reakcji na przywitania.
– Dzień dobry, proszę pana. – Ruan Nanzhu odezwał się do niego po raz drugi.
Mężczyzna nadal nie odpowiadał.
Ruan Nanzhu przechylił głowę i rzucił talerz z jedzeniem prosto pod jego nogi. Ryby rozsypały się wokół, a talerz pękł, rozpadając się na kawałki.
– Co robisz? – odezwał się w końcu mężczyzna, brzmiąc na niezadowolonego.
– Chciałam tylko zapytać, czy zawsze zabierasz ze sobą tyle owadów, kiedy przygotowujesz jedzenie?
– Nie wiem, o czym mówisz.
Ruan Nanzhu machnął ręką i złapał jednego z owadów o ludzkiej twarzy, które krążył wokół mężczyzny.
– Na pewno?
Widząc to, NPC odłożył chochlę do nakładania jedzenia i chciał odejść, ale Ruan Nanzhu złapał go za ramię.
– Dokąd idziesz?
Mężczyzna zaczął się gwałtownie trząść.
Obserwując z daleka, Lin Qiushi pomyślał na początku, że się boi, a może jest zły, ale bardzo szybko zdał sobie sprawę, że to wcale nie było tak… Mężczyzna się rozpływał.
Jego ciało kurczyło się gwałtownie, zmieniając się w czarną masę. Ta bryła rozproszyła się po jadalni z brzęczeniem – to była chmara latających owadów.
Wszyscy w jadalni byli oszołomieni tą sceną, po czym zaczęli tłuc te robale. Jednak owady szybko się pojawiały i znikały, wylatując z jadalni. A NPC, który stał tuż przed nimi, był teraz tylko pustym kompletem ubrań.
– Skurwysyn! – Gu Longming w ogóle się tego nie spodziewał. – Ten człowiek był komarowym demonem?
Lin Qiushi również nie wiedział, co powiedzieć.
Ruan Nanzhu podrapał się po głowie i zerknął na nich.
– Czy to oznacza, że odtąd nie będzie już nikogo, kto by nas karmił rybami?
– …na to wygląda.
Ruan Nanzhu uniósł dłonie z niewinnym wyrazem twarzy. Miny pozostałych jednak nie były zbyt wyrozumiałe. Kto wie, co im przyjdzie do głowy?
– Ogromna szkoda, prawda? – zapytał Ruan Nanzhu.
Grupę zatkało. Wcale im go nie było szkoda!
Tłumaczenie: Ashi
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Tom II
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53
Tom III
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77
Tom IV
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95
Tom V
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 126
Rozdział 126
Tom VI
Rozdział 127
Rozdział 128
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6
Ekstra 7
Ekstra 8
Ekstra 9
Ekstra 10