Zhu Ruyuan się pojawiła. Mało tego, jeszcze usłyszała wszystko, o czym rozmawiali.
Zhou Hanshan był tak przerażony, że nie mógł przestać się trząść. Niczym osaczona myszka, wstrzymywał oddech, jakby w każdej chwili mógł pojawić się u jego boku drapieżnik.
– Słyszała… – wyjąkał Zhou Hanshan. – Słyszała wszystko.
Gu Longming poklepał go po ramieniu, pocieszając:
– Nie zastanawiaj się nad tym za długo. Ona chce twojej śmierci, niezależnie od tego, czy cię słyszała, czy nie, więc jakie to ma znaczenie?
Chłopak wcale nie poczuł się pocieszony.
Bez Lin Qiushiego i Gu Longminga prawdopodobnie już dawno by umarł. Czy to nagłe wybicie okien w budynku dydaktycznym, czy nagły upadek gigantycznego żyrandola w bibliotece, wszystko to mówiło mu, że coś go ściga. Jeden fałszywy krok i mógł stracić życie.
– Co ja mam niby zrobić? – mruknął, patrząc na Lin Qiushiego. Wyglądał na kompletnie wyczerpanego.
– Rozwikłamy tę zagadkę – powiedział Lin Qiushi. – Zastanów się dobrze. Kiedy wypowiedziałeś życzenie, czy zrobiła coś godnego uwagi?
Jeśli Zhou Hanshan nie kłamał, to z ich rytuałem był poważny problem. Rozpoczęli go, ale nie mogli go zakończyć, pozwalając Zhu Ruyuan robić z nimi, co jej się podobało.
– Coś godnego uwagi? – zapytał Zhou Hanshan. – Coś godnego uwagi…
Zastanowił się nad tym przez chwilę, ale w końcu pokręcił głową.
– Nie zrobiła nic godnego uwagi. – Po chwili dodał niepewnym tonem: – Jej ciało nagle zaczęło w dotyku przypominać rzeźbę… czy to coś godnego uwagi?
– Jej ciało przypominało w dotyku rzeźbę? – zapytał Gu Longming. – Nie wyglądała inaczej?
– Nie – odpowiedział z przekonaniem Zhou Hanshan. – Nie zmieniła się…
Przecież gdyby zmieniła wygląd i zaczęła przypominać posąg, ludzie wokół niej na pewno by to zauważyli.
To przypomniało coś Lin Qiushiemu.
– Kto pierwszy wypowiedział życzenie? – zapytał.
– Ja – Zhou Hanshan podniósł rękę.
– Ona nie wypowiedziała życzenia?
– Ona? Masz na myśli Zhu Ruyuan? – Chłopak się zastanowił. – Nie, też wypowiedziała.
Wyglądał, jakby się nieco rozluźnił.
– Zgadza się… to ona pierwsza wypowiedziała życzenie! Jak mogłem zapomnieć o tak ważnej rzeczy!
Po odkryciu, że Zhu Ruyuan nie jest człowiekiem, bez wątpienia założył, że jej życzenie nie ma znaczenia. Po tym przypomnieniu Lin Qiushiego ze zdumieniem uświadomił sobie, że to ona była pierwszą osobą, która wypowiedziała życzenie.
– Czego sobie życzyła? – zapytał Lin Qiushi.
– Ona… Ona… – powiedział Zhou Hanshan. – Nie wiem. Powiedziała, że jej marzeniem jest zdobycie nagrody, ale teraz nie do końca w to wierzę. Chyba mnie okłamała.
Od kiedy poznał prawdziwą tożsamość Zhu Ruyuan, stracił do niej wszelkie zaufanie.
Ani Lin Qiushi, ani Gu Longming nie odpowiedzieli. Obaj myśleli o tym, co powiedział chłopak.
Być może życzeniem Zhu Ruyuan wcale nie było zdobycie nagrody, jak sama twierdziła, ale śmierć wszystkich wokół niej. Jeśli tak, to jej życzenie spełniło się – sądząc po obecnej sytuacji, Zhou Hanshan był jedynym szczęśliwcem, który przeżył.
Gu Longming rzucił Lin Qiushiemu spojrzenie, nie ukrywając niczego. Zrozumieli się od razu.
– Chodźmy zapalić – poprosił Lin Qiushi.
– Okej. – Gu Longming skinął głową.
Zhou Hanshan zwiesił głowę, nie mając już ani krzty energii. Gu Longming kazał mu jeszcze trochę pospać, a kiedy się obudzi, będą mogli pójść na kolację.
Zhou Hanshan odpowiedział niewyraźnym mruknięciem. Jasne było, że będzie miał trudności z zaśnięciem.
Wyszli na korytarz. Gu Longming zapalił papierosa i poczęstował Lin Qiushiego, który odrzucił jego ofertę.
– Jak to widzisz? – zapytał Gu Longming. – Musisz już mieć jakąś teorię, prawda?
Lin Qiushi oparł się o barierkę, krzyżując ramiona.
– Myślisz, że NPC to ludzie?
Gu Longming przechylił głowę.
– Nie… Jeśli weźmiemy pod uwagę standard moich pierwszych drzwi, to NPC zdecydowanie nie są ludźmi.
Podobnie jak gospodyni w ich poprzednich wspólnych drzwiach – choć wyglądała jak człowiek, była bardziej przerażająca niż prawdziwe ghule, więc trudno było myśleć o niej jak o osobie. Jednak Zhou Hanshan był inny. Choć urodził się za drzwiami, potrafił śmiać się i płakać. Wydawał się żywy, zupełnie jak człowiek. Gdyby nie te przerażające okoliczności, Gu Longming mógłby nawet uwierzyć, że to ktoś z zewnątrz, udający NPC.
– Czyli mógłbyś to zrobić? – Lin Qiushi zadał najważniejsze pytanie. – O ile Zhou Hanshan jest kluczową postacią?
Po niedawnej rozmowie z chłopakiem jasno zrozumieli sedno sprawy – życzenie Zhu Ruyuan jeszcze się nie spełniło. I tu właśnie tkwił problem. Co, jeśli jej życzeniem była śmierć Zhou Hanshana? Czy wystarczyło stać z boku i patrzeć, jak umiera, czy musieli pomóc Zhu Ruyuan? Lin Qiushi i Gu Longming natychmiast zrozumieli ten problem i wyszli na korytarz, zapalając papierosa.
– Nie mógłbym tego zrobić. – Gu Longming był bardzo bezpośredni. – On jest zbyt podobny do człowieka. Nie mogę traktować go jak NPC.
Lin Qiushi nie odpowiedział.
– A ty? – zapytał Gu Longming. – Czy mógłbyś to zrobić?
Nieco zirytowany strząsnął z dłoni odrobinę popiołu.
– Tak naprawdę nie musimy nic robić. To tchórz, a Zhu Ruyuan chce jego śmierci. Jeśli go zostawimy, prawdopodobnie nie dożyje poranka.
Lin Qiushi przypomniał sobie, jak Zhou Hanshan drżał i płakał, i mógł tylko głęboko westchnąć. To był pierwszy raz, kiedy zetknął się z taką sytuacją. To była niemal próba charakteru.
Na szczęście obaj byli zdolni to wytrzymać. Gdyby Zhou Hanshan spotkał kogoś innego, było wysoce prawdopodobne, że już by go porzucili. W końcu dla ludzi z zewnątrz był tylko NPC. Znacznie ważniejsze było znalezienie wyjścia i jak najszybsze wydostanie się stąd.
– Co robimy? – Gu Longming już skończył palić.
Lin Qiushi spojrzał na dziedziniec i odetchnął.
– Nie możemy go zabić. A przynajmniej nie możemy zainicjować jego śmierci.
Gu Longming skinął głową, wrzucił niedopałek do kosza i wrócił do środka. Nie zadał pytania, nad którym Lin Qiushi najmniej chciał się zastanawiać – co, jeśli bez śmierci Zhou Hanshana nie będą mogli wyjść przez te drzwi?
Lin Qiushi pozostał na korytarzu. Szczerze mówiąc, w głębi serca czuł, że to pytanie wielokrotnego wyboru to pułapka. Normalnie drzwi nigdy nie zachęcają ludzi do zabijania się nawzajem, więc dlaczego nagle miałyby go zmusić do zabicia NPC?
Opierając się o barierkę, wciąż rozważał możliwość, że przegapił coś bardzo ważnego.
Obiad ponownie podano w szkolnej stołówce. Smakował przeciętnie. Każdego nurtowały jakieś myśli i nikt nie miał ochoty na jedzenie, więc ostatecznie wszyscy wyszli, nie zjadając zbyt wiele.
Po powrocie Lin Qiushi wpadł na kolejną grupę osób. Nie byli z nim blisko, więc na jego widok tylko się przywitali.
Lin Qiushi zastanowił się chwilę, ale mimo to postanowił opowiedzieć im o drewnianych lalkach, żeby nie zrobili tego, co partner Zuo Sisi, i nie wrzucili ich nieświadomie do wody. Wszystko mogło się zdarzyć.
Kiedy usłyszeli, co miał do powiedzenia, niektórzy mu uwierzyli, a inni nie. Lin Qiushi nie miał nic przeciwko ich postawie, ponieważ robił to tylko dla własnego spokoju.
Niebo szybko pociemniało i nastał wieczór.
Zhou Hanshan usiadł na łóżku, patrząc smętnie przed siebie.
– Życzenie Zhu Ruyuan. Czy chce, byśmy wszyscy umarli?
– Co? – Wyraz twarzy Lin Qiushiego natychmiast spoważniał. – Co właśnie powiedziałeś?
– Właśnie mówiłem, że Zhu Ruyuan może zażyczyła sobie, abyśmy wszyscy umarli… – wymruczał chłopak, zwracając się w jego stronę.
Lin Qiushi poderwał się i wykrzyknął:
– To paradoks!
– Co masz na myśli? – Gu Longming nie zrozumiał.
– Zhou Hanshan nie zdobył nagrody, co oznacza, że jego życzenie się nie spełniło. To nie jest zgodne z zasadą równoważnej wymiany! Ale jeśli życzeniem Zhu Ruyuan jest, aby dołączył do niej tam na dole, to życzenie Zhou Hanshana z pewnością się nie spełni. – Lin Qiushi poczuł, że zrozumiał kluczową kwestię. – Więc przynajmniej na razie rzeźba nie powinna próbować cię zabić, ponieważ jeszcze nie spełniła twojego życzenia! Być może nasze założenie było błędne…
– Zgadza się, zginęli, bo ich życzenia się spełniły, ale moje nie – powiedział Zhou Hanshan. – Co to jednak znaczy?
– To proste – powiedział Lin Qiushi. – To znaczy, że to, co próbuje cię zabić, może nie być rzeźbą.
– Co to więc może być?
– No jak to co, twoja dziewczyna, oczywiście – zażartował Gu Longming. – Chłopie, ona naprawdę nie może się doczekać, aż dotrzymasz jej towarzystwa.
Twarz Zhou Hanshana była poszarzała, co wskazywało, że ten żart wcale go nie rozbawił.
– Musimy jeszcze raz przyjrzeć się tej rzeźbie. Czy podczas rytuału były jakieś sztywne wymagania co do czasu? – zapytał Lin Qiushi.
– Surowe wymagania? O tym nie wiem. Odprawialiśmy go w nocy. – Przez okno patrzył na ciemny wieczór na zewnątrz. – W zupełnie normalną noc.
– Mh. – Lin Qiushi skinął głową. – Chodźmy spać. Jutro pójdziemy sprawdzić.
Jednak Zhou Hanshan w ogóle nie mógł zasnąć. Widok Zhu Ruyuan wpatrującej się w niego przez okno w ciągu dnia pozostawił w nim głęboką traumę i jego wzrok wciąż wędrował w stronę okna… mimo że zasłony były już zasłonięte.
Gu Longming zasnął najszybciej. Gdy zamknął oczy, pokój wypełnił się dźwiękiem jego równego oddechu. Lin Qiushi pozostawał w stanie półsnu, tak że najcichszy odgłos mógłby go wybudzić. Myślał, że tej nocy zbudzi go jakiś dziwny hałas, ale udało mu się przespać do rana.
O świcie najpierw zajrzał do Zhou Hanshana. Gdy odkrył, że żyje, westchnął z dziwną ulgą.
Choć spędzili wieczór spokojnie, inni nie mieli tyle szczęścia. Tej nocy dwie osoby zginęły w straszliwy sposób. Wydawało się, że coś rozszarpało je na strzępy.
Kiedy Lin Qiushi podszedł, by obejrzeć ich ciała, Zuo Sisi również tam była. Pod jej oczami pojawiły się czarne kręgi, a na widok Lin Qiushiego zdołała się jedynie skrzywić.
– Dzień dobry.
– Dzień dobry – odpowiedział Lin Qiushi. – Źle spałaś?
– Nie spałam – powiedziała Zuo Sisi. – Mój przyjaciel omal nie utonął wczoraj w nocy.
– Omal nie utonął? Gdzie?
Jedynym miejscem z wodą w akademiku powinna być łazienka.
– W umywalce. Około północy coś usłyszałam, więc wstałam i zobaczyłam go pochylonego w łazience z twarzą w umywalce pełnej wody… – Westchnęła ciężko. – Chciałam go wyciągnąć, ale był za silny…
– Wszystko z nim w porządku?
– Nic mu nie jest. Na szczęście miska była plastikowa. Wzięłam nóż z kuchni i przebiłam ją na wylot. – Spojrzała na pokój z dwoma poćwiartowanymi osobami. – Myślę, że ci dwaj rozwalili swoje lalki na kawałki…
Wczoraj zniszczyli swoje lalki, więc dziś sami zostali zniszczeni. Nie było w tym nic dziwnego.
– A co z tobą? Nie znalazłeś lalki? – zapytała Zuo Sisi.
Lin Qiushi pokręcił głową na znak, że nie wynieśli żadnych lalek z pokoju zabaw.
– W porządku. Człowieku, naprawdę chcę się stąd jak najszybciej wydostać. – Zuo Sisi była trochę zirytowana. – Tych rzeczy po prostu nie da się uniknąć… Kto wie, ile jeszcze dni wytrzymamy.
Powiedziawszy to, odwróciła się i odeszła.
Lin Qiushi wszedł do pokoju, w którym mieszkali zmarli i rzeczywiście znalazł w kącie porozrzucane kończyny drewnianych figurek. Podniósł kawałki i po dokładnym obejrzeniu zmarszczył lekko brwi. Miał wrażenie, że dostrzegł coś dziwnego…
Kilka minut później Lin Qiushi położył drewnianą figurkę przed Zhou Hanshanem.
– Czy ta lalka różni się czymś od twojej?
Zhou Hanshan zerknął w dół.
– Wyglądają prawie tak samo, ale moja jest trochę bardziej zniszczona.
Widzieli już wcześniej lalkę chłopaka – znaleźli ją w rzeźbie, którą rozbił Gu Longming. Niestety figurka też się rozpadła, ale Lin Qiushi wyraźnie pamiętał, że wyglądała nieco inaczej niż ta, którą obecnie trzymał w dłoni.
– Tak, różnią się. Moja lalka nie ma powłoki – powiedział Zhou Hanshan. – Czy to jakiś problem?
Lin Qiushi nie odpowiedział na pytanie, mówiąc tylko:
– Chodź, zajrzymy do sali klubowej.
Po zjedzeniu czegoś udali się prosto tam.
Ktoś wyłamał zamek, więc drzwi stały otworem, oszczędzając Lin Qiushiemu wysiłku. Po wejściu do środka zaczął rozglądać się po całym pomieszczeniu w poszukiwaniu drewnianych figurek. Zgodnie z przewidywaniami, bardzo szybko znaleźli pudełko, w którym były schowane.
W środku znajdowało się ponad dwadzieścia lalek, wszystkie precyzyjnie wyrzeźbione i dopracowane w najdrobniejszych szczegółach. Zostały nawet pokryte przezroczystą powłoką ochronną.
– Dlaczego jest tu tylko ten rodzaj? – zapytał Lin Qiushi.
– Nie wiem… – Zhou Hanshan również był zdumiony. – To Zhu Ruyuan rozdała nam lalki. Nie wiem, ile jest rodzajów.
Lin Qiushi nic nie powiedział, tylko odwrócił się i poszedł do schowka. Tutaj zamek również był wyrwany, chociaż rzeźba okryta białym materiałem wciąż stała nietknięta. Wyglądało na to, że pozostali, zanim potwierdzili jej moce, również nie chcieli jej ruszać bez powodu. W końcu wszystko, co znajdowało się za drzwiami, niosło ze sobą ogromne ryzyko.
Jednak w porównaniu z poprzednim razem rzeźba wyraźnie urosła. Lin Qiushi zdjął tkaninę i zobaczył, że jej wygląd jest jeszcze bardziej misterny, aż po pasma włosów. Jej wyraz twarzy również wydawał się wyjątkowo żywy, jakby w każdej chwili mogła się zwinnie poruszyć.
Widząc to, Zhou Hanshan wyraźnie się przestraszył.
– Coraz bardziej przypomina Zhu Ruyuan…
Lin Qiushi nie odpowiedział.
– Wygląda jakby powstały z tej samej formy… – kontynuował chłopak. Bardzo ostrożnie pogłaskał posąg, lecz wyraz jego twarzy natychmiast się zmienił i cofnął się o kilka kroków.
– O kurwa, kurwa!
– Co? – Lin Qiushi spojrzał w jego stronę.
– Jest ciepła, rzeźba jest ciepła… – wyjaśnił Zhou Hanshan w panice. – Posąg ma temperaturę ciała!
Zaskoczony Lin Qiushi przycisnął dłoń do kamienia, ale stwierdził, że sytuacja jest gorsza, niż opisał to chłopak. Posąg nie tylko emanował ciepłem ciała, ale w dotyku przypominał nawet skórę.
Rzeźba, która miała być twarda i zimna w dotyku, była teraz ciepła i miękka. Stała w miejscu niczym przebrany człowiek, jakby miała się za chwilę poruszyć.
Gu Longming również podszedł i jej dotknął. On też się wystraszył.
– To…to kurwa nie zamieni się na końcu w człowieka, prawda?
Zhou Hanshan zdawał się być u kresu wytrzymałości. Pochylił się i zaczął szlochać.
– Tak się boję, Zhu Ruyuan, dlaczego mi to robisz? Nie skrzywdziłem cię, dlaczego mnie tak traktujesz…
Gdy tylko Zhou Hanshan to powiedział, przez drzwi wleciały dwie rzeczy, uderzając Lin Qiushiego i Gu Longminga. Zamarli na chwilę, zanim zdali sobie sprawę, czym w nich rzucono – połamanymi drewnianymi figurkami, identycznymi jak w znalezionym wcześniej pudełku. Jedyną różnicą było to, że obie lalki nie miały głów.
– Kurwa! – Gu Longming nie mógł powstrzymać się od przekleństw. – Co mamy z tym zrobić?! Dotknęliśmy ich, więc teraz musimy wziąć za to odpowiedzialność? To jakaś pieprzona dziewica z konserwatywnej społeczności, czy co?!
To była naprawdę żywa i obrazowa analogia.
Wystarczyło spojrzeć nieodpowiednio na dziewicę z konserwatywnej społeczności, by musieć się z nią ożenić. Lin Qiushi, przychodząc tutaj, pomyślał, że dopóki nie dotkną lalek, wszystko będzie w porządku. Nie spodziewał się, że tutejsze duchy będą tak wredne.
Lin Qiushi podniósł należącą do niego lalkę i potwierdził, że rzeczywiście nie miała głowy. Niewątpliwie, jeśli nie pospieszą się i nie znajdą drzwi i klucza, to taki będzie ich koniec.
Zhou Hanshan nie wiedział, co jeszcze mógłby powiedzieć. Skulony na ziemi, zdawał się tracić całą energię, a jego wyraz twarzy był żałosny. Wyciągnął nawet rękę i trzymał w ramionach stojącą obok rzeźbę.
– Zhu Ruyuan, czego ty u licha chcesz? Chcesz mojego życia? Jeśli naprawdę chcesz, po prostu je sobie weź – mówił otępiałym głosem chłopak. Zdawało się, że strach odebrał mu wolę życia. Z głową opartą na rzeźbie, mruczał do siebie: – Nie będę już uciekał. Czy mogę z tobą zostać?
Po tych słowach Lin Qiushi zobaczyła, jak rzeźba się porusza. Powoli, bardzo powoli opuściła głowę. Choć jej ruchy były tak wolne, że wręcz przypominały halucynację, był pewny, że rzeźba rzeczywiście się porusza. Pochyliła głowę i obserwowała ukochanego łagodnym wzrokiem. Z białych, gipsowych źrenic sączyła się cienka warstwa czerwonej cieczy, spływając po jej policzkach i kapiąc na podłogę.
Rzeźba płakała. Tyle że nie miała łez. Z jej oczu płynęła świeża krew. Zhou Hanshan również to dostrzegł. Zamarł na chwilę i wyszeptał:
– Ruyuan, czy to ty? Płaczesz?
Rzeźba oczywiście nie mogła mu odpowiedzieć.
– Chcesz, żebym umarł? – zapytał Zhou Hanshan. – Jeśli chcesz, żebym umarł, skiniesz głową?
W tym momencie przez okno wpadł gwałtowny podmuch wiatru. Szarpnął zasłonami, wydając odgłos przypominający ludzkie wycie. Kiedy wiatr ucichł, rzeźba przestała płakać. Zamarła w pewnej pozycji, ale jej wzrok spoczął na Gu Longmingu.
– Czy ona na mnie patrzy? – zapytał niepewnie mięśniak.
Przekrzywiwszy głowę, Lin Qiushi obserwował rzeźbę. Z jakiegoś powodu czuł, że w jej oczach kryje się jakieś znaczenie. Obszedł ją od tyłu, podążając za jej spojrzeniem, i rzeczywiście stwierdził, że uwaga posągu skupiła się na Gu Longmingu. Tylko że miejsce, w które była skierowana, było dziwne… Wydawało się, że wpatruje się w kieszeń od spodni.
– Co masz w kieszeni?
– Ach? Co mam w kieszeni?
Mężczyzna sięgnął do środka i wyciągnął lalkę, która wcześniej w niego uderzyła.
– Tylko to. Dlaczego pytasz?
– Odłóż to na bok – powiedział Lin Qiushi.
Chociaż Gu Longming był zupełnie zdezorientowany, bardzo ostrożnie położył lalkę na podłodze obok swoich stóp.
Lin Qiushi obserwował oczy rzeźby i odkrył, że jej wzrok naprawdę się poruszał. Stopniowo przeniósł się z Gu Longminga na podłogę obok niego. Jego towarzysz także to zauważył i poczuł skurcz w sercu.
– Co to znaczy? Obserwuje lalkę? Czy to ona nimi w nas rzuciła? Ona nas celowo prowokuje, czy co…
Lin Qiushi pokręcił głową i wyjaśnił:
– Prawdopodobnie daje nam jakąś wskazówkę.
– Wskazówkę? – Gu Longming pogłaskał się po brodzie. – Czy ona sugeruje, że powinniśmy zrobić to, co one?
Lin Qiushi nie odpowiedział, bo prawdę mówiąc, on również nie wiedział, dlaczego rzeźba patrzyła na drewnianą lalkę. Stali w pokoju, a pośród cichego szlochu Zhou Hanshana, w jego umyśle zrodził się mglisty pomysł.
– Zhou Hanshan – zawołał.
Chłopak spojrzał na Lin Qiushiego ze łzami w oczach.
– Powiedziałeś, że aby spełnić życzenie, potrzebna jest lalka, prawda?
– Tak – przytaknął Zhou Hanshan. – Dlaczego pytasz…?
Lin Qiushi spojrzał na rzeźbę.
– Powiedz, myślisz, że ona mówi nam, że powinniśmy pomyśleć kolejne życzenie?
Zhou Hanshan zamarł.
– Jeśli naszym życzeniem jest, aby to wszystko się skończyło – powiedział Lin Qiushi – to czy ono będzie mogło się spełnić?
To życzenie, podobnie jak życzenie Zhou Hanshana, stanowiło paradoks niemożliwy do spełnienia.
Tłumaczenie: Ashi
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Tom II
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53
Tom III
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77
Tom IV
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95
Tom V
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 126
Rozdział 126
Tom VI
Rozdział 127
Rozdział 128
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6
Ekstra 7
Ekstra 8
Ekstra 9
Ekstra 10