Widząc beznamiętny wyraz twarzy Lin Qiushiego, Ruan Nanzhu skrzywił się i rzucił:
– Nie chcesz mnie pocałować?
– Zhu Meng, przestań żartować… – odparł bezradnie mężczyzna.
Ruan Nanzhu śmiało do niego podszedł.
– Ale ja nie żartuję. Mówię całkiem poważnie.
Lin Qiushi ostrożnie wpatrywał się w jego twarz, próbując ustalić, czy żartuje. Jednak w ciemnych oczach jego towarzysza nie było śmiechu – tylko wyraźne odbicie jego samego. Nie mając innego wyboru, Lin Qiushi pochylił głowę i odgarnął zbłąkane włosy z twarzy Ruan Nanzhu, delikatnie muskając ustami jego czoło. To był prosty pocałunek, bez żadnych głębszych emocji czy pragnień, jakby po prostu spełniał nierozsądne żądanie młodszej siostry.
– No, pocałowałem cię. Jesteś zadowolona? – zapytał po fakcie Lin Qiushi.
Ruan Nanzhu zamilkł na chwilę. Następnie cicho wypuścił powietrze, lekko potrząsając głową. Nie mówiąc ani słowa, podniósł rękę i powoli skinął na Lin Qiushiego, dając do zrozumienia, że powinien podejść jeszcze bliżej.
Myśląc, że Ruan Nanzhu szepnie mu na ucho, o czym rozmawiali z Meng Yu, Lin Qiushi posłusznie pochylił głowę raz jeszcze. Jednak kto mógł sobie wyobrazić, że mężczyzna nagle owinie dłoń wokół jego karku, mocno chwytając i przyciągając go bliżej, by złożyć na jego ustach zdecydowany pocałunek.
Lin Qiushi osłupiał.
W końcu skosztowawszy wykwintnej słodyczy, której tak długo pragnął, Ruan Nanzhu uśmiechnął się z zadowoleniem. Oblizując usta, zaśmiał się.
– To jest pocałunek. Teraz jestem zadowolona.
– Ty…!
– Tak, tak, co ja? – Jego figlarne, pełne rozbawienia oczy wygięły się w półksiężyce. – Och, może chcesz to zrobić jeszcze raz?
Lin Qiushi potarł bolące skronie.
– Zapomnij o tym. – W końcu zdał sobie sprawę, że Ruan Nanzhu specjalnie go drażnił, celowo powodując kłopoty. W prawdziwym świecie był taki normalny, więc dlaczego jego osobowość po tej stronie zmieniała się o 180 stopni? Nie zawracając sobie już głowy tym, o czym rozmawiali, Lin Qiushi całkowicie zrezygnował z myślenia i przygnębiony wepchnął sobie do ust bułkę gotowaną na parze.
Ostatecznie sprawa, o której dyskutowali Ruan Nanzhu i Meng Yu, pozostała tajemnicą, ale Lin Qiushi nie miał zamiaru się tego dowiadywać. Niechaj ta rozmowa pozostanie sekretem, gdyż cena wiedzy była trochę zbyt wysoka.
Widząc, że wyczerpany Lin Qiushi wycofał się i nie chciał mieć już nic wspólnego z tą sprawą, Cheng Qianli odważnie podszedł do tematu i bezczelnie o to zapytał. Jednak kto by pomyślał, że Ruan Nanzhu po prostu zmruży oczy, a następnie z obojętnością odpowie:
– Co? Chcesz, żebym ciebie też pocałowała? Czy ja wyglądam na kogoś, kto interesuje się dziećmi?
– Chodzi mi o to, że jeśli jesteś chętna… – odparł nieśmiało Cheng Qianli.
– Kręcisz na siebie bat.
Cheng Qianli natychmiast zwiądł, zamknął się w sobie i poczuł się przygnębiony.
W trakcie ich rozmowy przybyła przewodniczka. Stała na otwartej przestrzeni niedaleko od nich, machając flagą i jak poprzednio zawołała:
– Zbierzcie się wszyscy! Zbierzcie się!
Tłum powoli przesunął się do przodu, ostatecznie gromadząc się w kręgu wokół kobiety. Gdy wszyscy zebrali się wokół niej, policzyła ich, a następnie ogłosiła:
– Jest tu dwanaście osób! Skoro wszyscy są obecni, możemy ruszać!
Gdy tylko słowo „dwanaście” wyszło z jej ust, w tłumie rozległ się pomruk konsternacji i obaw. Ci, którzy początkowo nie rozumieli znaczenia jej słów, wkrótce szeroko otworzyli oczy ze zrozumienia.
– Jak może nas być tylko dwunastu? – wyjąkał ktoś ze strachu. – Czy to znaczy, że jedno z nas nie jest człowiekiem?
– NPC zazwyczaj nie kłamią, co oznacza, że wśród nas kryje się potwór. Ale kim on może być… – Ich paniczne wrzaski stawały się coraz głośniejsze. Cynizm i podejrzliwość rozprzestrzeniały się wśród członków niczym zaraza, podstępnie nawiedzając głębiny ich umysłu i osadzając trujące poczucie strachu głęboko w ich duszach.
Trzynaście osób wyruszyło dalej. Zazwyczaj wszyscy dzielili się na grupy po dwie lub trzy osoby, biorąc pod uwagę nieparzystą liczbę. Jednak tak było kiedyś – teraz zespoły dwuosobowe szukały dodatkowych partnerów, a każdy chciał otaczać się nie mniej niż dwiema innymi osobami.
Lin Qiushi i pozostali zawsze podróżowali w czteroosobowej grupie, więc ta nowa sytuacja nie miała na nich wpływu.
– Czy naprawdę jest wśród nas potwór? – Xu Jin się wzdrygnęła. W tym momencie jej cera była śmiertelnie blada, a jej źrenice latały na wszystkie strony jak u przestraszonego królika. Słychać było, jak głośno przełknęła ślinę. Jej oczy ostrożnie przesunęły się w stronę Ruan Nanzhu, ostrożnie ją obserwując.
– Co słychać? – Ruan Nanzhu zauważył czujne spojrzenie Xu Jin. Podszedł do niej na luzie. Jego usta się uśmiechały, ale ten uśmiech nie sięgał oczu. – Myślisz, że jestem potworem, co?
– N-Nie! Wcale nie!
Ruan Nanzhu odwrócił się, by spojrzeć na Lin Qiushiego.
– Linlin, ona nazywa mnie potworem, łaa!
Lin Qiushi milczał. Ach, zaczynamy od nowa. Koleś, czy to naprawdę konieczne? Dla kogo właściwie robisz to przedstawienie?
– Proszę, nie zrozum mnie źle! Nie powiedziałam, że jesteś potworem. Po prostu jesteś najpiękniejsza z nas wszystkich… – wyjaśniła szybko Xu Jin.
Ruan Nanzhu potarł brodę.
– Oho, rozumiem. Więc o to ci chodziło.
Xu Jin szybko skinęła głową.
– Linlin, kto twoim zdaniem jest najpiękniejszy ze wszystkich?
Obecnie serce Lin Qiushiego cierpiało z powodu różnorodnych, pogmatwanych emocji, od nieszczęścia po zaprzeczenie. Jako heteroseksualny mężczyzna, naprawdę nie był skłonny przyznać, że przebierający się za kobietę Ruan Nanzhu, który w rzeczywistości był wcieleniem boga męskości, był najpiękniejszy ze wszystkich obecnych. Jednak bez względu na to, jak trudno było to przyznać, była to zimna prawda. Oszałamiający wygląd Ruan Nanzhu w przebraniu naprawdę nie miał sobie równych.
Ruan Nanzhu żałośnie spojrzał na Lin Qiushiego, a jego duże, piękne oczy wypełniły się oczekiwaniem. To było dla niego zbyt wiele i poważnie nie mógł tego znieść! Uginając się pod pełnym nadziei spojrzeniem towarzysza, Lin Qiushi w końcu skinął głową.
– Dziękuję, starsza siostro Xu Jin. – Całkowicie zadowolona Ruan Nanzhu uśmiechnęła się olśniewająco.
Twarz Xu Jin zmarszczyła się z goryczy, a ona sama odpowiedziała krzywym grymasem. Było to aż nazbyt oczywiste, że uznała Ruan Nanzhu za najbardziej podejrzanego. Kto normalny zakochałby się w tym makabrycznym świecie? Kto bezmyślnie by się bawił i zdradzał, będąc w związku z dobrym mężczyzną…
Oczywiście nie odważyła się wyrazić swojej opinii. Mogła tylko zatrzymać te myśli dla siebie.
Dziś mieli ponownie odwiedzić miejsce otoczone pagodami.
Po kilku godzinach pieszej wędrówki grupa w końcu dotarła do celu. Zwiedzili to miejsce już dwa dni temu, więc byli lepiej przygotowani i o wiele spokojniejsi. Zamiast pośpiesznie rzucić się do wieży w poszukiwaniu schronienia, zaczęli przeszukiwać teren w poszukiwaniu jakichkolwiek wskazówek.
Chociaż wiedział, że w zespole jest ktoś, kto nie powinien się tam znaleźć, Ruan Nanzhu był niezwykle zrelaksowany, jakby znajdował się na wycieczce. Spokojnie okrążył najwyższą wieżę i nagle wyciągnął ostre narzędzie, po czym ruszył w stronę ceglanego muru.
Zaskoczony jego nieoczekiwanym zachowaniem Lin Qiushi zapytał półszeptem:
– Co robisz?
– Chcę tylko sprawdzić, czy jest coś w środku.
– W środku?
– Czy nie mówiłeś ostatnio, że słyszałeś odgłosy drapania dochodzące z wnętrza ścian?
– A co jeśli po prostu mi się przesłyszało…?
– To nie ma znaczenia. Bardziej ufam twojemu zmysłowi słuchu niż tobie – odparł chłodno Ruan Nanzhu.
Lin Qiushi zamilkł.
Z opuszczoną głową Ruan Nanzhu całkowicie skupił się na ścianie przed sobą, skrupulatnie w niej dłubiąc. Obok niego Xu Jin nerwowo szarpnęła za ubranie Lin Qiushiego.
– Chcę iść do łazienki. Czy możesz pójść ze mną?
Lin Qiushi zamarł.
– Ja?
Xu Jin skinęła głową.
Nie wiedząc, co sądzić o tej sytuacji, Lin Qiushi się zawahał.
– N-Nie sądzę, żeby to było odpowiednie. Co powiesz na to, żeby Zhu Meng ci towarzyszyła…?
Ledwo skończył mówić, gdy Xu Jin zaczęła gorączkowo potrząsać głową. Rzuciła ukradkowe spojrzenie na Zhu Meng, zanim ściszyła głos do szeptu:
– Starszy bracie Linlin, mam ci coś do powiedzenia.
Widząc jej zaniepokojony wyraz twarzy, Lin Qiushi się zawahał.
– Czy jest to coś, czego nie możesz tutaj powiedzieć?
Głos Xu Jin był prawie niesłyszalny, ale pełen wzburzenia.
– Nie uważasz… nie uważasz, że Zhu Meng jest trochę dziwna… trochę inna od nas… powiedzmy, jakby nie była człowiekiem?
Lin Qiushiego zatkało.
– Popatrz tylko na jej wygląd i charakter. Jak taka kobieta może być taka jak ona, tak bezczelna… – kontynuowała Xu Jin.
Lin Qiushi całym sercem zgodził się z jej stwierdzeniem. Oczywiście, nie było takiej kobiety jak Zhu Meng, ale to dlatego, że „ona” była w rzeczywistości „nim”.
Xu Jin spojrzała na Lin Qiushiego.
– Nie uważasz?
W Lin Qiushim aż kipiało od sprzecznych emocji. W pewnym sensie szczerze współczuł Xu Jin; w końcu Ruan Nanzhu, od wyglądu aż po osobowość, był niezwykle tajemniczy i podejrzany. Jednak znali się już od dłuższego czasu i po przejściu kilku ciężkich prób stali się sobie bardzo bliscy. Prawdę powiedziawszy, jedynymi osobami, których tożsamości był pewien, byli Ruan Nanzhu i Cheng Qianli.
– Ja… Ja się z tym nie zgadzam. – Lin Qiushi mógł tylko dać Xu Jin niejasną odpowiedź, aby ją uspokoić. – Chociaż Zhu Meng wydaje się podejrzana, stara się jak najlepiej nam pomóc, abyśmy wszyscy mogli przetrwać. Gdyby naprawdę była potworem, dlaczego miałaby nam pomagać?
Xu Jin wydawała się nieco zawstydzona po wysłuchaniu jego wyjaśnień. Rozchyliła usta, najwyraźniej chcąc zaprzeczyć, ale ostatecznie nie była w stanie nic powiedzieć. Mimo to nadal wyglądała na raczej nieprzekonaną. Nadal trzymała się swojej opinii na ten temat, a Lin Qiushi mógł tylko uspokoić ją swoim kojącym tonem.
W trakcie ich rozmowy osoba, która obgadywali, również dokonała pewnych postępów. Ruan Nanzhu w końcu odłupał dużą część ceglanego muru, odsłaniając wnętrze.
Cheng Qianli, który od samego początku obserwował jego poczynania, wydał z siebie okrzyk zdumienia i zaczął szaleńczo przeklinać, gdy zobaczył, co kryje się w środku.
– Co się stało? – Słysząc krzyki, Lin Qiushi podszedł do Cheng Qianliego, aby zobaczyć, co go tak zaniepokoiło. Odkrycie Ruan Nanzhu odebrało mu mowę.
Cement pod ceglanymi ścianami był inkrustowany powykręcanymi ludzkimi kośćmi. Szkielety były ułożone jeden obok drugiego i powciskane w masę w nienaturalnych pozycjach. Na każdy metr kwadratowy przypadało około trzech do czterech trupów.
– Hmm. – Ruan Nanzhu nie był ani trochę zaskoczony tą sceną. – Mówiłam, że musi być coś w tych murach.
Lin Qiushi przypomniał sobie odgłosy drapania dochodzące zza ścian i jego twarz pobladła. Trzęsąc się niekontrolowanie, Xu Jin skuliła się za jego plecami i zaczęła płakać ze strachu.
– No cóż, teraz wiemy, co jest w tych pagodach. – Ruan Nanzhu podniósł się i otrzepał ręce. – A tak w ogóle, o czym rozmawialiście?
– Ach. – Lin Qiushi spojrzał na skuloną Xu Jin. – To nie było nic istotnego.
– Nic istotnego? – Ruan Nanzhu zamyślił się i spojrzał na Xu Jin, po czym podszedł do przestraszonej dziewczyny. Powoli wyciągnął rękę i pogłaskał jej plecy. – Xu Jin, czego się tak boisz?
Ciało dziewczyny zaczęło się trząść jeszcze bardziej niż wcześniej. Ogarnęła ją panika, nie potrafiła powstrzymać ani szczękania zębami, ani łez spływających po twarzy.
– Och? Może… to mnie się boisz? – Na twarzy Ruana Nanzhu pojawił się subtelny uśmiech. Trudno było go opisać słowami. Chociaż jego wyraz twarzy nie był brzydki czy nieestetyczny, miał w sobie coś szczególnie przerażającego. Jedno spojrzenie powodowałoby koszmary u dzieci. – Dlaczego? Czy jestem aż tak straszna?
Xu Jin po prostu pokręciła głową, nie śmiąc wymówić ani słowa, z obawy, że powie coś nieodpowiedniego i przekroczy granicę.
Lin Qiushi nie wiedział, czy płakać, czy się śmiać.
– No już, przestań ją straszyć.
Ruan Nanzhu westchnął i rozłożył dłonie w geście poddania, udając bezradność.
– Dobra, dobra. Już nie będę. – Następnie wrócił do dziury w ścianie, aby kontynuować badanie kości.
Po chwili Xu Jin w końcu się uspokoiła. Nadal płacząc, spojrzała kątem oka na Ruan Nanzhu i żałośnie otarła łzy.
Czy Ruan Nanzhu jest naprawdę taki straszny? Pomyśleć, że była aż tak przerażona! – pomyślał Lin Qiushi.
– Ta pagoda mieści tysiące kości – powiedziała Ruan Nanzhu.– Nawet jeśli szkielet tej młodszej siostry został tu ukryty…
– Jak w ogóle moglibyśmy ją znaleźć? – Cheng Qianli spojrzał na niezliczone ciała ułożone jedno na drugim. – Nawet gdybyśmy szukali aż do śmierci, na pewno nie będziemy w stanie znaleźć jej szczątków…
– Cóż – zaczął Ruan Nanzhu – jest inny sposób.
Nie mogąc zrozumieć, co się stało, Cheng Qianli potargał włosy, aż zamieniły się w ptasie gniazdo.
– Jak to?
Oczy Ruan Nanzhu zabłysły przebiegłym światłem, gdy uważnie obserwował chłopaka. Zdając sobie sprawę, że coś jest nie tak, Cheng Qianli czujnie spojrzał na niego szeroko otwartymi oczami, jego ciało było napięte, a plecy wyprostowane.
– Pamiętasz ten kościany flet, który wczoraj potajemnie ukradłeś? – powiedział w końcu Ruan Nanzhu, wyciągając rękę.
– O kurwa, nie! Chyba żartujesz! Chyba nie chcesz go użyć?!
– Mhm.
Czysta panika zabarwiła twarz Cheng Qianliego na śmiertelną biel. Zaniepokojony krzyknął:
– Naprawdę nie żartujesz? Naprawdę myślisz, by go użyć?! Ale to kość z ludzkiej nogi! I nawet nie wiesz, co się stanie! Co jeśli to będzie coś złego…
– To, że nie wiemy, co się stanie, nie oznacza, że nie powinniśmy spróbować. – Ruan Nanzhu rozkazał: – Daj go.
Cheng Qianli bez słowa wyjął długi flet z kości, który nosił w torbie, i posłusznie podał go przyjacielowi.
Ruan Nanzhu wziął instrument i obrócił go w dłoniach, uważnie go oglądając. Następnie, niezwykle naturalnie, podniósł flet do ust i dmuchnął, wydając unoszący się, łagodny dźwięk.
Z gracją zagrał Sister Drum na flecie. Dźwięk był przyjemny, ale niewytłumaczalne poczucie pustki utrzymywało się w ślad za każdą nutą, lekko przyćmiewając harmonijną melodię dziwnym uczuciem niesamowitości i ponurości.
Chrup. Lin Qiushi usłyszał dziwny dźwięk dochodzący z boku i zamarł na chwilę. Wkrótce odkrył, że jego źródłem niespodziewanie okazała się być wieża. Brzmiało, jakby ktoś od środka drapał ściany, było to słychać coraz głośniej i wyraźniej. Na początku tylko on mógł to zauważyć, ale wkrótce Cheng Qianli i Xu Jin również usłyszeli hałas. Wyrazy ich twarzy natychmiast się zmieniły.
– Zhu Meng, przestań grać. Coś chyba się stało. – Lin Qiushi przerwał Ruan Nanzhu, uniemożliwiając mu dalsze dmuchanie w instrument.
Mężczyzna się posłuchał. Gdy spojrzał w górę na iglicę pagody, zobaczył, że okrągły dysk zawieszony na szczycie wieży lekko zadrżał.
– Odsuńcie się, wieża wygląda, jakby miała się zawalić! – ostrzegł, po czym odwrócił się, by samemu uciec dalej.
Szybko za nim podążyli, a pozostali członkowie grupy zdali sobie sprawę z anomalii i również rozproszyli się na wszystkie strony. Wkrótce wieża runęła na ziemię z głośnym hukiem, odsłaniając niezliczone szkielety w środku.
Mimo to, nagłe zawalenie się pagody nie przeraziło innych tak bardzo, jak to, co wydarzyło się później. Na ich oszołomionych oczach szkielety zaczęły drgać, powoli ustawiając się w pewien kształt. Ich ruchy były początkowo powolne i nieco niepewne, ale wraz z upływem sekund ich prędkość rosła w nieregularnie szybkim tempie. Szkielety jęczały i stękały, łamiąc się, wspinając się jeden na drugiego i ostatecznie tworząc pojedynczą wysoką pagodę wykonaną wyłącznie z ludzkich kości.
Świadków tej przerażającej sceny całkowicie zatkało.
W międzyczasie dźwięk bębnów zaczął ponownie rozbrzmiewać z oddali. Śpiewający głos młodej dziewczyny podążał za każdym odbijającym się uderzeniem bębna: om mani padme hum, om mani padme hum…
Cóż, bardziej precyzyjnie byłoby powiedzieć, że nie był to śpiew, lecz skandowanie.
– Nie wejdziemy do tej wieży, prawda? – wykrztusiła Xu Jin.
– Wygląda na to, że nie mamy wielkiego wyboru. – Ruan Nanzhu powoli opuścił flet z kości, a jego palce podświadomie przesuwały się po nim, lekko go głaszcząc. Wyraz jego twarzy był dość skomplikowany – zdawał się przypominać sobie historię stojącą za tą ludową piosenką.
Młodsza siostra, która kochała swoją starszą siostrę aż do szaleństwa, szukała jej, podążając za nią i jej śladami. Dopiero po usłyszeniu śpiewu buddyjskich mantr odkryła, że osoba, za którą rozpaczliwie goniła, dawno temu stała się tym samym bębnem, który nosiła blisko piersi. Jak zareagowała, gdy dowiedziała się o tym fakcie? Jak przyjęła okrutną prawdę o nieszczęśliwym losie swojej ukochanej starszej siostry?
– Chodźmy. – Lin Qiushi był niespodziewanie spokojny.
– Nie idę. Nie idę. Nie idę – powtarzała histerycznie Xu Jin. Wydawała się śmiertelnie przerażona. Pomiędzy szlochami prawie krzyczała: – Nie chcę iść…
Mówiąc to, zatoczyła się i odeszła, nie oglądając się za siebie, próbując oddalić się jak najdalej od tego miejsca. Nawet po tym, jak upadła na ziemię, a jej torba spadła z ramienia, po prostu podniosła się i czmychnęła, całkowicie ignorując upuszczony bagaż.
– Xu Jin… – Lin Qiushi próbował ją dogonić, ale Ruan Nanzhu zatrzymał go w pół kroku.
– Jeśli nie chce iść, to nie powinniśmy jej zmuszać. W każdym razie, dopóki wejście jest otwarte, każdy może wejść.
Lin Qiushi westchnął.
Cheng Qianli podszedł do nich i podniósł zapomnianą torbę Xu Jin. Dość zaskoczony, zauważył:
– Jest taka lekka… czy ona nie włożyła tu wcześniej dwóch butelek wody? Dlaczego wydaje się o wiele lżejsza, jakby nic w środku nie było? – Ponieważ wiedzieli, że dzisiaj czeka ich długa wędrówka, postanowili wcześniej przygotować coś do jedzenia i picia. Cheng Qianli wyraźnie widział, jak Xu Jin wpycha do swojej torby dwie butelki wody. Od czasu przybycia tutaj nie rozdzielali się aż do teraz i nie widział, aby Xu Jin wypiła choć łyk wody.
– Otwórz i sprawdź – zażądał nagle Ruan Nanzhu.
– Jesteś pewien, że powinienem? Cheng Qianli czuł się trochę nieswojo. – Chodzi mi o to, że to jej rzeczy osobiste.
– Nadal masz na tyle rozsądku, żeby rozmawiać o prywatności w obliczu śmierci?
Niestety, Cheng Qianli nie mógł zaprzeczyć tak solidnemu argumentowi. Nie wahając się dłużej, natychmiast otworzył torbę Xu Jin, aby zajrzeć do jej wnętrza. Była mlecznobiała, najwyraźniej zrobiona z owczej skóry. Wyglądała całkiem zwyczajnie, a dziewczyna nosiła ją na plecach, gdziekolwiek się udawała, od czasu do czasu pakując trochę jedzenia czy innych przedmiotów codziennego użytku.
Po otwarciu torby Xu Jin odkrył, że jest ona całkowicie pusta. Przez chwilę nie mógł wykrztusić ani słowa.
– Nic nie ma…
– Daj mi spojrzeć. – Wziął torbę i dokładnie ją przeszukał, wywracając ją na drugą stronę i sprawdzając każdą przegródkę, zanim natknął się na stary, złożony na pół kawałek papieru w jednej z kieszonek.
– Co to jest? – Kiedy Cheng Qianli zobaczył papier, był oszołomiony. – Czy to nie jest…
– Czy to nie jest fragment pamiętnika, który znaleźliśmy na szczycie wieży? – Lin Qiushi dokończył zdanie. – Nanzhu, pamiętasz, jak przeglądałeś pamiętnik i zauważyłeś, że jedna strona została wyrwana?
– Tak, tak! – Myśląc o tym samym zdarzeniu, Cheng Qianli dodał: – Ja też to pamiętam! Ruan Nanzhu natychmiast wziął notatnik i go wtedy schował.
Przysłuchując się ich rozmowie, Ruan Nanzhu rozłożył kartkę papieru.
W rzeczywistości była to stara fotografia w sepii. Uwieczniono na niej bliźniaczki trzymające się za ręce. Miały na sobie długie, zwiewne sukienki, a ich usta były rozchylone w szerokim uśmiechu, odsłaniającym ich perłowe zęby. Na pierwszy rzut oka nie było nic szczególnie dziwnego w tym zdjęciu, ale po dłuższych oględzinach Lin Qiushi zauważył coś niepokojącego w pełnych życia bliźniaczkach na portrecie.
Obie siostry na tym zdjęciu wyglądały dokładnie tak samo jak Xu Jin.
Mrożące uczucie strachu wniknęło do serca Lin Qiushiego, a zimny pot spłynął mu po kręgosłupie.
– Ona… Kiedy wyrwała tę stronę?
– Kto wie. – Głos Cheng Qianliego był mdły, a jego oczy puste. – Jedno wiem na pewno. Nie wspięła się wtedy z nami na szczyt wieży.
W tym momencie Lin Qiushi przypomniał sobie zdarzenie, które miało miejsce podczas incydentu na szczycie pagody. Nim utknął w iluzji zobaczył Xu Jin uderzającą w bęben.
Nagle kilka dziwnych rozbieżności, których wcześniej nie zauważył, zalało jego umysł. Jako nowicjuszka, która rzekomo dopiero co wkroczyła do świata drzwi, Xu Jin radziła sobie całkiem nieźle. Chociaż zawsze płakała i się bała, nigdy nie popełniła żadnych błędów. Jakby tego było mało, Li Qiushi czasami zapominał, że taka osoba w ogóle z nimi była…
– Więc… ona nie jest człowiekiem? – Cheng Qianli przełknął ślinę.
– Na to wygląda.
– A co jeśli dowie się, że wiemy, że nie jest człowiekiem? – Lin Qiushi spojrzał na zdjęcie.
Ruan Nanzhu złożył znowu kartkę i schowała ją z powrotem do torby.
– To trochę bardziej skomplikowane. Jest zbyt wiele nieznanych czynników i okoliczności w tej sytuacji. Porozmawiamy o tym szczegółowo później. – Spojrzał na pagodę z kości przed swoimi oczami i powiedział: – Robi się późno. Na razie chodźmy i obejrzyjmy wnętrze.
– Dobra. – Lin Qiushi skinął głową, zgadzając się.
Gdy zbliżyli się do wieży, zauważyli Meng Yu stojącego przy wejściu. Był zupełnie sam i jak zwykle szeroko się uśmiechał. Na ich widok podszedł i radośnie się przywitał.
– Tu jesteście.
– Czekałeś na nas? Chcesz wejść razem? – zapytał Ruan Nanzhu.
– Zgadza się. Klucz powinien być tutaj. Pozwoliłem innym iść naprzód, ponieważ czułem się trochę nieswojo. Po prostu nie mogę im całkowicie zaufać, wiesz, jak to jest. – Nie obchodziło go, jak bezdusznie brzmiał dla innych. Z drugiej strony, z jego imponującą aurą i dominującym usposobieniem, jego protekcjonalna mowa nie brzmiała arogancko. Raczej wydawała się całkiem akceptowalna dla pewnego siebie mężczyzny, jakby jego sposób mówienia był czymś naturalnym.
Na jego słowa Ruan Nanzhu cmoknął.
– W takim razie nie idziemy. Panie Li Dongyuan, proszę przynieść nam klucz.
Na twarzy Meng Yu pojawił się nieprzyjemny wyraz.
– Skąd znasz moje imię?
– Kto go nie zna? – Ruan Nanzhu wyniośle uniósł brodę, a jego wyraz twarzy był chłodny i pełen kpiny. – Wszyscy wiedzą, że Biały Jeleń otrzymał duże zlecenie z pokaźnym wynagrodzeniem. I obawiam się, że jedyną osobą w tej organizacji, która jest w stanie sprostać tak wielkiej prośbie, jest jedynie pan, panie Dongyuan.
Po wysłuchaniu Ruan Nanzhu, oczy Li Dongyuana rozbłysły intensywnym zainteresowaniem. Uważnie obejrzał go od góry do dołu, po czym się zamyślił.
– Pomyśleć, że nigdy nie zauważyłem takiej kobiety jak ty. Interesujące, bardzo interesujące. Muszę z tobą miło i długo pogawędzić, kiedy już stąd wyjdziemy. – Zachichotał z rozbawieniem. – W końcu tak interesującą młodą kobietę naprawdę trudno spotkać.
Podsłuchując ich rozmowę, Lin Qiushi z przekąsem pomyślał: O tak, to naprawdę interesujące, bardzo interesujące… Tak bezwstydna „dziewczyna”, która tam na dole jest większa od niejednego faceta, jest rzeczywiście trudna do znalezienia, ach.
Po tych słowach Li Dongyuan obrócił się na pięcie i śmiało wszedł do pagody.
– Czy da sobie radę sam? – zapytał Lin Qiushi, widząc, jak mężczyzna lekkomyślnie wchodzi do pagody.
Ruan Nanzhu wydawał się tym zupełnie niezainteresowany. Obojętnym tonem odpowiedział:
– Byłoby wspaniale, gdyby wyszedł bezpiecznie. Ale nawet jeśli nie wyjdzie, to nie jest to dla nas wielka strata. Teraz musimy jedynie czekać.
Podczas gdy bezczynnie siedzieli na zewnątrz wieży, zaczęli rozmawiać o sprawie dotyczącej Xu Jin.
Żaden z nich nie wiedział, kiedy kobieta wróci, ani jaki wyraz twarzy powinni mieć, stając z nią twarzą w twarz. Lin Qiushi taktownie ostrzegł Ruan Nanzhu, aby nie nękał jej tak bardzo, ale ten bez ogródek odmówił, słusznie argumentując, że gdy Xu Jin ujawni swoją tożsamość, na pewno nie będzie mógł już z nią zadzierać, więc jeśli przestanie ją teraz drażnić, tak naprawdę nic nie zyska i straci źródło rozrywki. Z ekonomicznego punktu widzenia nie było w tym dla niego praktycznie żadnych zysków ani korzyści, więc po co miałby robić coś tak nudnego?
– …Czy naprawdę aż tak cię bawi czepianie się nieśmiałej dziewczyny?
– Niezupełnie. Jeśli miałbym być szczery, czepianie się ciebie jest o wiele zabawniejsze.
Lin Qiushi zamilkł.
Słońce zaczynało zachodzić, a Li Dongyuan jeszcze nie wrócił.
Zwykle Lin Qiushi byłby teraz zestresowany, ale po spojrzeniu na niewzruszonego Ruan Nanzhu, jego serce dziwnie się uspokoiło.
Kiedy do przybycia przewodnika pozostało zaledwie pięć minut, z wnętrza pagody rozległ się niezwykły dźwięk. Trzask, chrupnięcie… To był dźwięk pękających kości. Wkrótce budowla zaczęła się rozpadać, a ludzkie szczątki spadały wokół nich, uderzając o ziemię w nieładzie.
Przy wejściu do wieży pojawiła się ciemna sylwetka. Lin Qiushi skupił się na zacienionej postaci, aż w końcu rozpoznał Li Dongyuana. Jednak to nie ten przystojny mężczyzna przykuł jego uwagę, a piękny, brązowy klucz, który trzymał w dłoni.
Teraz, gdy mieli już klucz, Lin Qiushi poczuł ulgę, a jego ciało i umysł znacznie się odprężyły.
Li Dongyuan podszedł do nich, oddając im ten niezwykle cenny przedmiot.
– Dla ciebie. Czekam na spotkanie z tobą, panno Zhu.
Ruan Nanzhu z szerokim uśmiechem przyjął klucz, ściskając go w dłoni.
– Współpraca z tobą to przyjemność.
– Cała przyjemność po mojej stronie – odpowiedział Li Dongyuan.
Lin Qiushi nie spodziewał się, że ten tak łatwo odda klucz, więc został mile zaskoczony. Z drugiej strony Cheng Qianli ani trochę się nie zdziwił. Wyglądał, jakby bycie świadkiem takich interakcji było dla niego czymś normalnym.
Gdy tylko zegar wybił ostatnią minutę, przewodniczka szybko się przed nimi pojawiła. Machnęła małą flagą w dłoni i ogłosiła powrót, wzywając wszystkich do pośpiechu. Przez cały czas niebo robiło się złowrogo coraz ciemniejsze.
W końcu Lin Qiushi dostrzegł Xu Jin, która przed chwilą uciekła z płaczem. Cheng Qianli podała jej rzeczy, a ona oczywiście wzięła torbę, zupełnie nieświadoma, że została przeszukana.
– Naprawdę weszliście do tej wieży? – zapytała cicho Xu Jin. – Znaleźliście kości młodszej siostry?
– Nie – odpowiedział Ruan Nanzhu. – Nic nie znaleźliśmy.
– Och. – Xu Jin brzmiała, jakby była nieco zagubiona, sfrustrowana i rozczarowana. Jej usta były otwarte i wyglądała, jakby miała coś do powiedzenia, ale w końcu przełknęła słowa, po raz kolejny decydując się milczeć.
Gdyby to było wcześniej, Cheng Qianli bez wątpienia powiedziałby jej, żeby wyrzuciła z siebie to, co chce powiedzieć. Jednak po tym, jak dowiedział się, że Xu Jin nie jest człowiekiem, poczuł, że powinien trzymać się od niej z daleka. Jeszcze przypadkowo się wygada i zada pytania, których nie powinien zadawać, dotknie coś, co powinno być pozostawione w spokoju.
Podróż powrotna wypełniona była ponurą ciszą. Nikt się nie odezwał, dopóki nie dotarli na miejsce.
Jak zwykle przewodniczka krótko wspomniała o planach na następny dzień, po czym odeszła, zostawiając ich na kolację. Kiedy zajadali się mdłym jedzeniem, Lin Qiushi zauważył, że oczy Xu Jin nieustannie błądzą po kieszeni Ruan Nanzhu, obsesyjnie zerkając na nią co jakiś czas.
Mężczyzna trzymał tam tylko jedną rzecz. Był to kościany flet zrobiony z nogi starszej siostry.
A Xu Jin wydawała się nim bardzo zainteresowana.
Tłumaczenie: Ashi
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Tom II
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53
Tom III
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77
Tom IV
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95
Tom V
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 126
Rozdział 126
Tom VI
Rozdział 127
Rozdział 128
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6
Ekstra 7
Ekstra 8
Ekstra 9
Ekstra 10