Kaleidoscope of Death

Rozdział 26 – Powrót do rzeczywistości26 min. lektury

Tang Yaoyao… – Xu Xiaocheng była przerażona tą sceną. Wyraz czystej grozy wypełniający jej oczy stawał się coraz bardziej intensywny, im dłużej patrzyła na Tang Yaoyao. – Co się dzieje z twoim ciałem?

Słysząc jej słowa, Tang Yaoyao opuściła głowę i podejrzliwie spojrzała na siebie, tylko po to, by w końcu zobaczyć, co się dzieje. Mogła tylko patrzeć z przerażeniem, jak skóra na całym jej ciele stała się jaskrawo czerwona, jakby krew płynąca jej żyłami była o kilka sekund od przelania się i tryśnięcia po całej podłodze.

Aaaaaaaaaaach! – Wydając najbardziej przerażający wrzask, Tang Yaoyao zaczęła gorączkowo pocierać i drapać swoje ciało, wbijając paznokcie w skórę, jakby jej działania mogły w jakiś sposób powstrzymać rozrost zaczerwienienia. Jednak ku jej przerażeniu, te czynności tylko spowodowały, że szkarłatne ślady rozprzestrzeniały się jeszcze szybciej, aż w końcu całe jej ciało stało się czerwone.

Aaaaaach! Ratujcie mnie! Niech ktoś mnie uratuje! Aaaaach! – Gdy nieustanne, żałosne wrzaski wylewały się z jej ust, ciało Tang Yaoyao zaczęło wykazywać więcej zmian. Jej skóra i mięśnie zaczęły sztywnieć, jakby nastąpiło stężenie pośmiertne i wkrótce osunęła się na podłogę jak manekin.

Wszystko to wydarzyło się w mgnieniu oka. Nikt nie mógł przetworzyć tego, czego właśnie byli świadkami. Zanim zdołali zareagować, już było po tragedii, która spotkała Tang Yaoyao. Kobieta leżała rozciągnięta na podłodze, jej szeroko otwarte oczy wpatrywały się pusto w sufit, a ona sama straciła wszelkie oznaki życia. Wyglądało to tak, jakby całe jej ciało zostało zanurzone w szkarłatnej farbie. Nawet białka jej oczu zostały zabarwione tym diabolicznym czerwonym odcieniem.

Całkowicie przerażona Xu Xiaocheng zaczęła wyć bezwstydnie. Lin Qiushi również oniemiał, widząc tę scenę. Słowa mu umknęły, a w ustach pozostał mu tylko gorzki smak.

Zhang Xinghuo wypuścił powietrze, które wstrzymywał i głupio zauważył:

I oto kolejny trup. Czy naprawdę będziemy w stanie to przeżyć?

Jego pytanie spotkało się z grobową ciszą. Z wyjątkiem ich ciężkich oddechów nie było słychać żadnego dźwięku. Wszyscy pozostali byli spięci.

Ciało Tang Yaoyao leżało sztywno na ziemi. Lin Qiushi nie odważył się długo na nie patrzeć, ale nie mógł nie zauważyć, że było w nim coś dziwnie podejrzanego. W porównaniu do osób, które zmarły wcześniej, ciału Tang Yaoyao niczego nie brakowało. Innymi słowy, żadna część jej ciała nie zniknęła wraz z jej śmiercią. Zamiast tego po prostu padła martwa na ich oczach, bez żadnego ostrzeżenia.

Podczas gdy grupa stała w miejscu, wciąż próbując przetworzyć to, co się właśnie wydarzyło, gospodyni, która zawsze wydawała się być zajęta czymś w kuchni, wkrótce pojawiła się ponownie. Stanęła w drzwiach, uśmiechając się do tłumu i lekko wycierając ręce o fartuch, i powiedziała:

Przygotowałam dla was wszystkich coś absolutnie pysznego! Może skosztujecie?

Oczywiście nikt jej nie odpowiedział.

Aj, aj. – Kobieta zachichotała. – Czemu wszyscy macie takie ponure miny? Niedługo będziemy świętować urodziny. Kiedy nadejdzie ten czas, wasze miny z pewnością będą pogodniejsze. Na pewno będziecie skakać z radości! – Chichotała bez końca, aż nie mogła już dłużej wytrzymać i zaczęła niepokojąco rechotać. Jej śmiech był szczególnie przerażający, mrożąc wszystkich do szpiku kości. Po tym ogłoszeniu kobieta obróciła się na pięcie i wróciła do kuchni, aby kontynuować robienie nie wiadomo czego.

Spokojnie. – Po długiej chwili Ruan Nanzhu w końcu przerwał ciszę. W jego głosie nie było śladu paniki ani obaw. Wręcz przeciwnie, jego ton był niesamowicie spokojny i opanowany. – Teraz nie powinno być już żadnych zgonów.

Skąd wiesz? – zapytała nieśmiało Xu Xiaocheng.

Intuicja. – Ruan Nanzhu obdarzył ją uśmiechem. – Moja intuicja nigdy nie kłamie.

Usłyszawszy, co powiedział Ruan Nanzhu, Zhang Xinghuo, który stał obok nich, zmarszczył brwi w zamyśleniu.

Naprawdę mam nadzieję, że masz rację. Z drugiej strony, intuicja kobiety jest zazwyczaj trafna. Powiedziałbym nawet, że przerażająco trafna, a zwłaszcza pięknej kobiety…

Ruan Nanzhu zamruczał z uznaniem.

Masz dobry gust.

Lin Qiushi zamilkł. Skąd ta pewność siebie? Jak gruba jest twoja skóra? Jak do cholery możesz mu tak odpowiadać, nie czując wstydu?

Niemniej jednak, mimo że Ruan Nanzhu nie był kobietą, jego intuicja była z pewnością równie trafna, jeśli nie bardziej. W ciągu następnych dwóch dni nie doszło do żadnych zgonów. Podobnie jak maltretowani więźniowie oczekujący na wyrok, mogli jedynie z trudem przełknąć ten pozbawiony smaku chleb, czekając na nadchodzące przyjęcie urodzinowe.

W przeddzień przyjęcia Ruan Nanzhu i Lin Qiushi postanowili wrócić na dach, aby sprawdzić sytuację. Kiedy poszli tym razem, faktycznie znaleźli coś dziwnego.

Co to jest? – Po zauważeniu nowych obiektów Lin Qiushi nie zareagował zbyt gwałtownie. Po prostu podszedł, aby przyjrzeć się im bliżej. Na dachu ustawiono kilka dużych pojemników. Niektóre z nich zawierały biały płyn, a inne czerwoną, mięsistą substancję. Ale dopiero po tym, jak zobaczył, co znajduje się obok tych pojemników, zachłysnął się powietrzem. Szklany słoik został ustawiony obok nich i wypełniony czymś, co wyglądało na małe, okrągłe przedmioty. Gdyby ktoś dokładnie mu się przyjrzał, odkryłby, że to, co wyglądało na kule, było w rzeczywistości ludzkimi gałkami ocznymi.

Patrząc na te gałki oczne, Lin Qiushi pomyślał o mężczyźnie z czwartego piętra, który został brutalnie zamordowany. Na podstawie tych obserwacji nie było trudno zgadnąć, że większość tych nierozpoznawalnych przedmiotów i substancji w rzeczywistości należała do członków ich grupy.

Mózg Zeng Ruguo. Mięso i wnętrzności Zhong Chengjiana. I zakrwawione kości Tang Yaoyao…

Nie mów mi, że to są… – Lin Qiushi stanął twarzą w twarz z Ruan Nanzhu.

Prawdopodobnie tak.

Lin Qiushi nic więcej nie dodał.

Chodźmy – powiedziała Ruan Nanzhu. – Jutro otrzymamy odpowiedzi na wszystkie pytania.

W porządku. – Lin Qiushi skinął głową.

I znów, kolejna noc minęła bez przygód, aż w końcu hałas budzika wyrwał ich ze snu. Budząc się w całkowitej ciemności, Lin Qiushi ledwo mógł uwierzyć, że jest już poranek. Myślał, że wciąż jest noc, ponieważ w pokoju było ciemno jak w budzie, a światło słońca zostało całkowicie przesłonięte przez gęste, ponure chmury.

Z drugiej strony, Ruan Nanzhu już się obudził. Opierał się o wezgłowie łóżka i wydawał się pogrążony w myślach.

Już jest ranek? – Lin Qiushi wstał z łóżka i sprawdził godzinę, żeby się upewnić.

Tak. – Ruan Nanzhu rozwiał jego wątpliwości. – Dzisiaj w ogóle nie było jasno.

Chociaż dni tutaj były zazwyczaj pochmurne, wciąż pojawiało się okazjonalnie światło. Ale dziś naprawdę nie było ani jednego promienia słońca. Wszystko było spowite ciemnością. Tylko przyćmione, żółte światło ich lamp zapewniało im jakiekolwiek pole widzenia.

Lin Qiushi wkrótce się ubrał i opuścił pokój wraz z Ruan Nanzhu.

Przyjęcie urodzinowe trojaczków miało się odbyć dziś w południe i jeśli spekulacje Ruan Nanzhu były słuszne, coś musiało się wydarzyć. W chwili, gdy obaj wyszli ze swojego pokoju, dostrzegli Xu Xiaocheng i Zhang Xinghuo stojących na korytarzu. Wyraźnie nie odważyli się wejść do mieszkania gospodyni.

Wygląda na to, że wszyscy już jesteśmy. – W tej chwili w zespole pozostały tylko cztery osoby. – Wejdźmy do środka.

Po tych słowach wykonał pierwszy krok.

Włączono tylko małą lampę, słabo oświetlającą otoczenie, ale Lin Qiushi nadal wyraźnie widział zmiany w pokoju. Wyglądało to tak, jakby ktoś starannie udekorował całe miejsce. Na ścianach wisiały kolorowe wstążki, podłogi posypano błyszczącym konfetti, a na sofie siedziało kilka ogromnych, wystrojonych lalek. To była naprawdę piękna scena, wręcz malowniczy widok idealnego przyjęcia urodzinowego.

Gdy tylko weszli do rezydencji, usłyszeli znajomą melodię dochodzącą z sypialni. Happy Birthday śpiewano po angielsku. Jednak cichy głos, który śpiewał, brzmiał zbyt mechanicznie i fałszywie, jednocześnie niesamowicie i niepokojąco.

Ubrana w śliczną czerwoną sukienkę i trzymająca w ramionach lalkę dziewczynka siedziała niemo na rogu sofy. Beznamiętnie obserwowała, jak cztery osoby wchodzą do pokoju.

Kim jestem? – zapytała nagle dziewczynka.

Ruan Nanzhu nie stracił ani chwili i spokojnie odpowiedział:

Jesteś Xiao Tu.

Widziałaś moje starsze siostry? Powinny świętować ze mną urodziny, ale jeszcze nie wróciły.

Widziałam je – powiedział jej Ruan Nanzhu. – One nie żyją

Dziewczynka powoli zamrugała. W milczeniu wpatrywała się w Ruan Nanzhu, po czym zwróciła się w stronę pozostałych. Jej paciorkowate oczy stopniowo zlustrowały stojące przed nią cztery osoby. Lin Qiushi spodziewał się, że będzie dalej zadawać pytania, ale nieoczekiwanie skinęła głową, a następnie cicho wyznała:

Wiem.

Gdy tylko skończyła zadawać pytania, odgłos kroków stał się głośniejszy. Wydawało się, że dochodzi z kuchni. Kobieta nuciła radośnie i wydawała się być w niezwykle pogodnym nastroju. Niedługo wyszła z pomieszczenia, gwiżdżąc wesoło i popychając ogromny przedmiot w stronę salonu.

Gdy weszła do środka, Lin Qiushi w końcu rozpoznała, co ze sobą przyniosła.

To był ogromny tort urodzinowy i już po pierwszym spojrzeniu każdy mógł stwierdzić, że to piękne arcydzieło. Tort miał w sumie trzy puszyste warstwy. Świeży lukier maślany pokrywał go niczym kocyk czystego białego śniegu, garście błyszczących czerwonych owoców nieznanego pochodzenia zdobiły boki, a na szczycie zapalone były trzy duże świece, migoczące słabo.

Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, moje słodkie dziecko. – Kobieta złożyła gratulacje, promieniejąc.

Dziewczynka wstała i patrzyła na nią bez słowa.

Szybko, zaśpiewaj piosenkę. Będziemy mogli zjeść ciasto, kiedy skończysz śpiewać – naciskała gospodyni, a następnie wydała z siebie radosny śmiech. – I pamiętaj, aby zaoferować naszym drogim sąsiadom kilka kawałków.

Dziewczynka przytuliła lalkę mocniej do piersi i zaczęła śpiewać Happy Birthday na głos. Cichy i niedojrzały głos dziecka odbijał się echem w słabo oświetlonym pokoju, podkreślając nieopisaną nienormalność tej dziwacznej atmosfery.

Gdy piosenka urodzinowa dobiegła końca, dziewczynka stanęła na palcach i zdmuchnęła świeczki. Kobieta zachichotała radośnie i podała jej nóż do ciasta, mówiąc: – Moja kochana córko, pokrój tort.

Dziewczynka wzięła nóż, który jej podano, i położywszy go na krawędzi ciasta, mocno nacisnęła i zaczęła kroić. Śnieżnobiały kremowy lukier został starannie rozkrojony pod naciskiem gładkiego ostrza, odsłaniając czerwone wnętrze.

Wzdychając z podziwu i pożądania, Xu Xiaocheng, która od dawna nie jadła do syta, zaczęła się ślinić. Wytarła usta, przełknęła ślinę i mruknęła, oblizując wargi:

To ciasto red velvet! Moje ulubione…

Chociaż wyglądało hipnotyzująco pysznie dzięki swojej wilgotności, nieodpartej puszystości i gęstemu lukrowi, to przez to, co zobaczył poprzedniej nocy, Lin Qiushi stracił cały apetyt i nie chciał zjeść ani kawałka.

No dalej. Poczęstuj ich – nalegała kobieta. – Niech spróbują dzieła mamy.

Za namową matki dziewczynka podzieliła ciasto na kilka dużych kawałków, położyła każdy na talerzu i rozdała je wszystkim.

Zhang Xinghuo i Xu Xiaocheng entuzjastycznie przyjęli swoje talerze bez wahania, ale wciąż nie odważyli się jeść. Po prostu z zapałem wpatrywali się w duże porcje. Chciwy i niecierpliwy wyraz ich twarzy był jeszcze bardziej zaciekły niż u żarłocznych wilków.

Jednak gdy dziewczynka zaproponowała Ruan Nanzhu porcję, nie wyciągnął ręki, by wziąć od niej talerz. Powietrze wokół niego stało się mroźne, a on stawał się coraz bardziej obojętny. Nawet nie próbując ukryć swojej wrogości, spojrzał na dziewczynkę zimnymi oczami.

Zjedz ciasto – rzekła dziewczynka.

Nie chcę jeść – odpowiedział Ruan Nanzhu. – Nie jestem zainteresowana.

Dziewczynka nadal go nękała tym samym monotonnym głosem.

Jedz ciasto.

Ruan Nanzhu stanowczo powtórzył:

Nie chcę. – Jego stanowczy głos pokazał, jak bardzo był nieugięty. Nie było miejsca na kompromis.

Z powodu jego upartej odmowy, oczy matki wkrótce wypełniły się nutą szaleństwa. Kobieta zapytała:

Och, dlaczego nie chcesz jeść?

Po prostu nie chcę jeść. – Ruan Nanzhu wzruszył ramionami. – Nie ma innego powodu.

Ty…

Już miała coś powiedzieć, gdy Ruan Nanzhu nagle zrobił krok do przodu. Nikt nie mógł zgadnąć, co myślał, dlatego jego następny ruch był dla wszystkich szokiem. Podniósł rękę i gwałtownie przewrócił stół, na którym leżał tort.

Majestatyczne, śnieżnobiałe ciasto spadło na podłogę i nie ocalał ani okruszek. W chwili zetknięcia z podłogą rozprysło się na wszystkie strony. Śliniący się Xu Xiaocheng i Zhang Xinghuo, którzy stali z boku, nie mieli nawet czasu, by opłakiwać utracone smakołyki, ponieważ w chwili, gdy uderzyło o ziemię, ich nozdrza zaatakował niezwykle ostry i niewiarygodnie odrażający zapach. Pochylili głowy i spojrzeli w dół, tylko po to, by odkryć, że wygląd ciasta w ich rękach całkowicie się zmienił, dosłownie tuż pod ich nosami.

Apetyczny czerwony aksamitny tort przeobraził się w gnijący, zmielony miąższ. Soczysty biały lukier przeobraził się w mdłą, papkowatą masę mózgów. Okrągłe, piękne egzotyczne owoce, które zdobiły tort, stały się mętnymi ludzkimi gałkami ocznymi. I na koniec, trzy duże świece, które właśnie zgasły, okazały się trzema okropnymi, zakrwawionymi kośćmi.

O cholera! – Xu Xiaocheng, całkowicie przestraszona i zniesmaczona, od razu puściła talerz.

Gdy gospodyni to zobaczyła, jej wyraz twarzy natychmiast się zmienił. Wymuszony uśmiech zniknął, a wszystko, co pozostało, to obłąkańczy gniew i szaleństwo. Jednak zanim mogła cokolwiek zrobić, Ruan Nanzhu podszedł do niej i dźgnął ją nożem.

Wszyscy byli zszokowani jego brutalnością, a Lin Qiushi nie był wyjątkiem. Wpatrywał się w Ruan Nanzhu szeroko otwartymi oczami, gdy tamten bezlitośnie rąbał kobietę nożem, który zdobył bóg wie skąd. Jego zaciekły atak był więcej niż okrutny, całkowicie pozbawiony litości.

Hehehe! – Widząc tę scenę, dziewczynka stojąca obok nich zaczęła chichotać radośnie. Odrzuciła lalkę, którą trzymała w dłoni i po prostu stała w miejscu, klaszcząc i śmiejąc się z zachwytu. – Mama nie żyje! Mama nie żyje!

W ciągu kilku sekund Ruan Nanzhu poćwiartował kobietę na kilka części. Jego całe ciało wkrótce pokryło się krwią.

Xu Xiaocheng i Zhang Xinghuo myśleli, że Ruan Nanzhu oszalał. Przerażeni, odwrócili się na pięcie i wyskoczyli przez drzwi, nie odwracając się. Tylko Lin Qiushi okazywał mu trochę troski. Zmartwiony zapytał:

Czy wszystko w porządku?

Ruan Nanzhu odwrócił się, żeby na niego spojrzeć. Cała jego twarz była zachlapana krwią i wyglądał jak śmierć we własnej osobie. Naturalne było, że dwaj najwięksi tchórze uciekli od niego w popłochu. Niezrażony i raczej obojętny na ich reakcję, prychnął z rozbawieniem, po czym uśmiechnął się z politowaniem.

Nie boisz się mnie?

Lin Qiushi wyciągnął rękę i delikatnie otarł krew z jego twarzy.

Nie boję się.

Masz odwagę dotknąć tej krwi? Nie boisz się, że zostaniesz nią poplamiony?

Też już jej dotknąłeś. – Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak rozwija się fabuła bajki, ale całkowicie wierzył, że Ruan Nanzhu nigdy nie zachowa się w ten sposób bez powodu. Więc chociaż na samym początku był dość zaskoczony, szybko się opanował i zaczął rozważać powód jego działań.

Cóż… – mruknął Ruan Nanzhu. – Jakiś czas temu zorientowałem się, że klucz nie jest w środku tortu.

Lin Qiushi zmarszczył brwi.

Nie ma go tam?

Rozmawiał o tym z Ruan Nanzhu poprzedniej nocy i oboje zgodzili się, że klucz najprawdopodobniej był ukryty w torcie. Oczywiście, w pierwszej kolejności spróbowali potwierdzić swoje podejrzenia, ale nawet po zniszczeniu ciasta nadal nie mogli znaleźć ani śladu klucza.

Ruan Nanzhu powoli wyciągnął rękę i powiedział:

Oto on. – Na jego dłoni leżał piękny brązowy klucz, choć był cały we krwi. Sądząc po późniejszych niespodziewanych działaniach Ruan Nanzhu, Lin Qiushi był w stanie odgadnąć, skąd się wziął. Lekko rozszerzył oczy i cicho wyszeptał:

Klucz był w jej ciele…?

Tak jest. – Ruan Nanzhu poklepał się po kolanach, wycierając dłonie, a następnie wyprostował plecy. – Później wyjaśnię ci to szczegółowo. Na razie musimy wyjść. Szybko.

Lin Qiushi skinął głową i razem pośpiesznie opuścili mieszkanie.

Gdy wyszli z pokoju, okaleczone ciało matki drgnęło. Nagle jej rozrzucone kończyny zaczęły się składać z powrotem z niezwykłą prędkością. Wkrótce na środku pokoju pojawiła się chuda kobieta z obłąkanym wyrazem twarzy, ociekająca krwią od stóp do głów. Bardzo powoli podniosła ręce do góry, chwyciła za głowę i ją przekręciła, wykręcając pod kątami niewyobrażalnymi dla ludzi. Ochrypłym głosem histerycznie wrzasnęła:

Dokąd wszyscy idziecie? Dlaczego nie zjecie mojego ciasta? Lepiej wróćcie szybko… – Chwyciła ostry nóż i nie poprawiając powykręcanych kończyn, wybiegła z pokoju, by ich złapać.

Ruan Nanzhu zdawał się to wszystko przewidzieć. Z ręką Lin Qiushiego mocno zaciśniętą w swojej, pociągnął go za sobą i pobiegł na górę.

Xu Xiaocheng i Zhang Xinghuo nie mieli pojęcia, co się dzieje, ale gdy tylko dostrzegli brązowy klucz w dłoni Ruan Nanzhu, strach na ich twarzach zamienił się w mieszankę niedowierzania, ekscytacji i ulgi. Oboje pobiegli za nimi na dach budynku.

Otworzę kłódkę. Wy ją rozproszcie… – Ruan Nanzhu chwycił żelazny zamek od drzwi prowadzących na dach i zaczął się nim bawić.

Lin Qiushi wyraził zgodę i stanął za nim, obserwując. Usłyszał odgłos ciężkich kroków dochodzący z dołu, a w następnej chwili przed nimi pojawiła się oszalała kobieta, która przed chwilą została pocięta na kawałki. Jej wyraz twarzy był zdeformowany, a oczy szalone. Z ostrym nożem w dłoni zaczęła czołgać się po schodach. Być może dlatego, że jej ciało zostało niedawno złożone na nowo, jej ruchy były raczej ociężałe, sztywne i niezdarne. Jak noworodek, krzywo wlokła się w górę, zwijając się i zginając nienormalnie przy każdym kroku. Na szczęście dla nich, nie była zbyt szybka.

W tak stresujących okolicznościach przeciętny człowiek dawno straciłby zimną krew, ale ręce Ruan Nanzhu nawet nie drgnęły, gdy skupił się na otwieraniu zamka. Krzyknął:

Dajcie mi jeszcze dziesięć sekund!

Lin Qiushi wiedział, że Ruan Nanzhu absolutnie nie może sobie pozwolić na rozproszenie uwagi w tym kluczowym momencie. Biorąc głęboki, zdecydowany oddech, zrobił krok do przodu, wyciągnął swój telefon komórkowy i mocno rzucił nim w głowę kobiety. Ta straciła równowagę, gdy urządzenie uderzyło ją w skroń, a Lin Qiushi natychmiast wykorzystał tę okazję, podnosząc nogę i kopiąc ją tak mocno, jak tylko mógł. To jedno kopnięcie wyczerpało całą jego siłę i, jakby kopał ceglany mur, prawie skręcił kostkę.

Na szczęście kobieta cofnęła się trochę. I właśnie gdy szykowała się do kolejnego natarcia, za Lin Qiushim rozległ się dźwięk zamka spadającego na ziemię.

Idźcie! – ryknął Ruan Nanzhu, otwierając drzwi.

Zhang Xinghuo i Xu Xiaocheng rzucili się pędem za Ruan Nanzhu. Lin Qiushi również pobiegł za nimi, ale kobieta najwyraźniej w końcu zrozumiała, że planują ucieczkę, więc rzuciła się na niego z całych sił.

Lin Qiushi zdołał jej uniknąć, uchylając się na bok, jednak jego ramię mimo tego zostało przecięte jej ostrzem.

W tym momencie jednorazowe czarne torby, które były ułożone na dachu, zaczęły się wiercić. Niektóre z nich wręcz stopniowo rosły, przyjmując kształt człowieka, a nawet uciekały w popłochu od reszty worków.

Ruan Nanzhu objął prowadzenie i pośpieszył do przodu. Dotarł do czarnych żelaznych drzwi i natychmiast je otworzył. Ciężkie wrota jęknęły i zaskrzypiały, gdy mocno je pociągnął, a z wnętrza otwartych drzwi rozbłysła jasna aureola światła.

Kiwając głową Zhang Xinghuo i Xu Xiaocheng, Ruan Nanzhu rozkazał:

Wy pierwsi.

Odmawiając pozostania w tym miejscu dłużej, oboje chętnie się zgodzili. Bez chwili wahania wskoczyli przez świecące drzwi.

Ruan Nanzhu odwrócił się w stronę Lin Qiushiego i wyciągnął rękę.

Chodź tu, szybko…

Lin Qiushi rzucił się szaleńczo w stronę towarzysza. Kiedy w końcu zbliżył się do Ruan Nanzhu, ten natychmiast złapał go za rękę i gwałtownie pociągnął, przyciągając go w swoje ramiona. Z ciałami owiniętymi wokół siebie, obaj wpadli tyłem w świetlisty otwór za nimi.

Lin Qiushi nie wiedział, czy to tylko wytwór jego wyobraźni, ale poczuł, jakby coś uderzyło go w tył głowy w chwili, gdy tylko przekroczył próg.

Gdy upadli, obaj zostali delikatnie otuleni ciepłym, miękkim blaskiem. Cienie wokół nich wkrótce zostały wypędzone przez światło, a krew na ciele Ruan Nanzhu również stopniowo zbladła.

Za drzwiami znajdował się tunel, który zdawał się ciągnąć w nieskończoność w nieznaną pustkę. To był ten sam krajobraz co wcześniej. Dzięki temu wiedzieli, że w końcu uciekli z koszmarnego świata drzwi.

Ruan Nanzhu wziął Lin Qiushiego za rękę i szedł prosto przed siebie. W ogóle się nie odzywali, nie było potrzeby wypowiadania słów. Po prostu szli dalej razem, harmonijnie i trzymając się za ręce, aż znów zaatakowało ich znajome uczucie zawrotów głowy.

Kiedy Lin Qiushi w końcu otworzył oczy, tuż przed nim ukazał się znajomy widok jego własnych drzwi i zwykłych ścian wokół niego.

Ruan Nanzhu stał u jego boku i patrzył na niego w milczeniu.

Po długich staraniach Lin Qiushi niepewnie zapytał:

Czy już jesteśmy na zewnątrz?

Tak. – Ruan Nanzhu wsadził coś do kieszeni. – Chodź do pokoju.

Lin Qiushi już miał za nim iść, ale w chwili, gdy zrobił krok, uderzył go spazm zawrotów głowy. Świat zaczął wirować i zdał sobie sprawę, że zaraz upadnie, więc zamknął oczy i przygotował się na uderzenie. Ale zamiast uderzyć o zimną podłogę, wpadł w ciepłe objęcia.

Czy odniosłeś jakieś obrażenia w świecie drzwi? – zapytał Ruan Nanzhu.

Tak – wybełkotał znużony Lin Qiushi. Było tak, jakby cała siła go opuściła i nie miał nawet energii, żeby odpowiedzieć.

Ruan Nanzhu zamilkł i nie czekał dłużej. Bez chwili wahania podniósł Lin Qiushiego i wszedł do środka. Trzymał w ramionach mężczyznę, który miał 180 centymetrów wzrostu i ważył ponad 70 kilogramów, ale nawet się nie spocił. Kiedy weszli do sypialni, delikatnie położył Lin Qiushiego na łóżku i powiedział:

Prześpij się.

Lin Qiushi nie był już w stanie mówić, nie wspominając o choćby otwarciu ust. Po prostu zamknął oczy i pozwolił swojej świadomości odpłynąć, zapadając w głęboki sen.

Lin Qiushi nie wiedział, jak długo spał, ale kiedy się obudził, obok jego łóżka leżał biały kwiat, a w powietrzu unosił się zapach środków dezynfekujących. Dręczyły go niezliczone dziwne sny. Chaotyczne obrazy migały w jego umyśle co jakiś czas. Jeden niewyraźny epizod znikał, tylko po to, by zostać zastąpionym przez nową bezładną scenę. Czasami słyszał kogoś krzyczącego i zawodzącego w udręce, innym razem dostrzegał kogoś odbierającego sobie życie. Wszystko to było tak dziwne, a jednocześnie niepokojąco znajome. Z powodu tych krótkich, mrożących krew w żyłach snów Lin Qiushi był przez kilka minut otumaniony. Minęło sporo czasu, zanim w końcu otrząsnął się z oszołomienia i zdał sobie sprawę, że uciekł ze świata drzwi i teraz leży na szpitalnym łóżku podłączony do kroplówki.

Obok niego siedział pełen werwy młodzieniec, młody chłopak, którego często widywał w willi, Cheng Qianli. Widząc, że Lin Qiushi otwiera oczy, Cheng Qianli podskoczył i się przywitał.

Lin Qiushi, wstałeś! Jak się czujesz?

Czuł się, jakby trafił do piekła i z powrotem. Całe jego ciało bolało, a on był pozbawiony energii. Zamyślony zastanawiał się:

Jak długo spałem…?

Nie tak długo. Dlaczego? Czy coś jest nie tak?

Mój kot…

Cheng Qianliego zatkało. Cholera. Czy on teraz mówi poważnie? Ten facet jest jak jedna z tych szalonych kociar, których jedynym celem w życiu jest obsesja na punkcie kotów. Każdego dnia myśli tylko o kotach, kotach, kotach, ach! To tak, jakby całe jego życie kręciło się wokół kotów! Nie potrafi o nich zapomnieć nawet na sekundę! Spójrzcie na niego — dosłownie dopiero co się obudził, ale nie zapomniał wspomnieć o swoim kocie!

Wszystko w porządku. Spałeś tylko pół dnia – powiedział Cheng Qianli. – Z twoim kotem też wszystko okej.

Lin Qiushi odetchnął z ulgą.

Co się ze mną stało?

Zachorowałeś – odparł Cheng Qianli. – To była tylko wysoka gorączka, nic poważnego. Czy zrobiłeś sobie krzywdę po tamtej stronie?

Tak – przyznał Lin Qiushi. – Dźgnięto mnie w ramię.

Cóż, nieważne, już wszystko w porządku. Na szczęście tym razem to była tylko gorączka. Pamiętaj tylko, żeby nie doznać obrażeń w światach drzwi. Nawet nieznaczne rany mogą być śmiertelne dla ludzi w chwili, gdy wrócą do rzeczywistości.

Lin Qiushi skinął głową.

A co z Nanzhu?

Starszy brat Ruan miał coś do załatwienia, więc przed chwilą wyszedł, ale powiedział mi, żebym się tobą zajął. Jak było? Jak się czułeś, doświadczając świata drzwi po raz drugi?

Nie tak źle. – odparł szczerze. Po chwili dodał: – Jednak było bardzo niebezpiecznie, prawie stamtąd nie wyszedłem.

Dreszcze przebiegły po kręgosłupie Lin Qiushiego na myśl o kobiecie z nożem. Teraz, gdy o tym pomyślał, to naprawdę był bardzo bliski śmierci.

Kurczę, co jest z tym „prawie stamtąd nie wyszedłem”? Nie udało ci się uciec bezpiecznie i zdrowo? – Cheng Qianli prychnął. – Poza tym, starszy brat Ruan wszedł za tobą do środka, więc prawdopodobnie nic poważnego nie mogło ci się stać. – Następnie zmienił temat: – No i co ty na to? Chcesz jabłko? Obiorę jedno dla ciebie!

Lin Qiushi nie nadążał za żywiołowością młodzieńca, więc po prostu skinął głową w milczeniu, z radością przyjmując uprzejmość Cheng Qianliego.

Musiał przyznać, że po wyjściu ze świata poczuł się, jakby odrodził się jako nowa osoba, jakby odkrył nowe życie. Czy to było jaskrawe słońce, czy paląca temperatura, czy nawet głośne i hałaśliwe głosy ludzi, wszystko to napełniało go czystą satysfakcją i nie mógł kochać życia bardziej.

Lin Qiushi radośnie żuł cierpkie jabłko i czuł się, jakby był w siódmym niebie. Jako osoba, która gardziła szpitalami, odkrył, że teraz nawet to miejsce nie wydawało mu się aż takie nieprzyjemne.

Cheng Qianli siedział obok niego, grał w gry i od czasu do czasu go zagadywał. Przy nieustannym paplaniu Lin Qiushi wkrótce stał się senny. Właśnie przysypiał, gdy usłyszał jakieś szuranie dochodzące z boku. Instynktownie otworzył oczy, tylko po to, by zobaczyć stojącego obok Ruan Nanzhu.

Mężczyzna stał tyłem do światła, a cienie przesłaniały jego rysy, więc Lin Qiushi nie mógł dostrzec jego wyrazu twarzy. Jednak głos był niezwykle delikatny, bardzo kojący.

Obudziłeś się?

Lin Qiushi cicho zawołał jego imię:

Nanzhu…

Ruan Nanzhu czule pogłaskał go po czole i delikatnie wyszeptał:

Śpij spokojnie. Już wyszliśmy, wróciliśmy.

W chwili, gdy Lin Qiushi usłyszał ten głos i słowa, jego szaleńczo bijące serce cudownie się uspokoiło. Jego oczy się zamknęły i ponownie zapadł w głęboki sen. Tym razem te dziwne koszmary go nie dręczyły. Nie było nic poza spokojem cichej nocy, która go otaczała, pozwalając mu spać wygodnie.

Tłumaczenie: Ashi

Tom I Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32

Tom II
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53

Tom III
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77

Tom IV
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95

Tom V
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 126
Rozdział 126

Tom VI
Rozdział 127
Rozdział 128
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6
Ekstra 7
Ekstra 8
Ekstra 9
Ekstra 10

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: