Kaleidoscope of Death

Rozdział 67 – Śmierć Jiang Yingruiego19 min. lektury

Co to znaczy? Co masz na myśli, mówiąc, że lekarz może nie być częścią tej instytucji? – Feng Yongle w ogóle nie zrozumiał słów Ruan Nanzhu, zupełnie zagubiony. – Sugerujesz, że dyrektor jest duchem?

Widziałeś portrety w gabinecie, prawda?

Feng Yongle skinął głową.

Ta martwa pielęgniarka ewidentnie może zaatakować nawet NPC. Jeśli dyrektor jest w tym sanatorium, nie ma szans, żeby jej uciekł. – Zamilkł na chwilę w zamyśleniu. – Oczywiście, jest jeszcze jedna możliwość, że ma sposób na uniknięcie jej. Jednak w ogóle go tu nie widzieliśmy, więc skłaniam się ku drugiej opcji.

Lin Qiushi uważnie słuchał analizy Ruan Nanzhu.

Opcja druga – powiedział cicho Ruan Nanzhu, unosząc dwa palce. – W ogóle nie ma go w sanatorium.

Feng Yongle nadal wyglądał na zaskoczonego, ale Lin Qiushi zrozumiał, co Ruan Nanzhu miał na myśli – że dyrektor ukrył się wśród ludzi, którzy weszli przez drzwi, tak jak Xu Jin z drzwi o bębnie zrobionym z jej siostry.

Widząc, że Feng Yongle nadal nie zrozumiał, Ruan Nanzhu mógł tylko westchnąć i to szczegółowo wyjaśnić.

Feng Yongle patrzył na niego z niedowierzaniem.

Jak to możliwe? Wśród ludzi, którzy przyszli? To musi być niezgodne z zasadami…

I co z tego? W tych światach nie ma ustalonych reguł.

Feng Yongle podrapał się po głowie, wciąż nie do końca w to wierząc.

Oczywiście, na razie to tylko przypuszczenie. Nadal czekamy na dowody – powiedział Ruan Nanzhu. – Jednak teraz możemy z całą pewnością stwierdzić, że klucz ma coś wspólnego z wszystkimi tymi zdjęciami w gabinecie.

Feng Yongle skinął głową.

No dobrze, czy nie mieliśmy pójść i zajrzeć do pokoju ze zwłokami?

Po śniadaniu.

I tak wszyscy trzej znowu zaczęli powoli jeść.

Po śniadaniu kontynuowali działania zgodnie z wczorajszym planem i udali się do przechowalni zwłok.

Lin Qiushi nie był zaskoczony, że część ciał zniknęła. Pozostało tylko dwie trzecie worków ułożonych po sufit. Część z nich najwyraźniej została przeniesiona w inne miejsce zeszłej nocy.

Patrząc na ciała, Ruan Nanzhu zapadł w milczenie i się zastanowił.

Brakujące ciała musiały zostać zabrane do tunelu – powiedział cicho Feng Yongle. – Czy musimy się wymknąć i pójść za nimi nocą? Ale jeśli natkniemy się na tę pielęgniarkę… – W tym momencie musiał przypomnieć sobie okropną śmierć Xue Zhiyuna, gdyż całe jego ciało zadrżało.

Zostanie zabitym przez pielęgniarkę jest lepsze niż czekanie na śmierć. Poza tym są pewne zasady, których nie trzeba przestrzegać.

Rzeczywiście. Lin Qiushi wciąż pamiętał kobietę w świecie deszczu, w którym Ruan Nanzhu zignorował zasady lokaja, włamał się do pracowni artystycznej pani domu i zdobył klucz. Gdyby naprawdę przestrzegali zasad NPC w każdym świecie, kto wie, ile razy by już zginęli?

Były zasady, których należało przestrzegać. Były też zasady, które należało łamać. Oczywiście rozróżnienie ich nie było łatwe. Jeden zły wybór mógł oznaczać zapłacenie ceny swoim życiem.

Naprawdę wydawało się, że im więcej drzwi przeszedłeś, tym łatwiej było ci zdobyć doświadczenie. Trenowanie tak jak Ruan Nanzhu nie jest takie głupie.

Więc wymkniemy się dziś wieczorem i tu zajrzymy? – zasugerował cicho Feng Yongle.

Zobaczymy. Chcę jeszcze raz zajrzeć do gabinetu.

Jasne, chodźmy razem. – Feng Yongle naprawdę nie miał lepszych pomysłów.

Ponownie udali się do gabinetu dyrektora.

Ostatnim razem, gdy przybyli, drzwi do biura były zamknięte na duży zamek, który od tamtej pory został wyrwany. Inni gracze musieli chcieć dostać się do środka, ale bez umiejętności otwierania zamków mogli to zrobić tylko siłą.

Jednak było to też dla nich dość wygodne. Ruan Nanzhu otworzył szeroko drzwi, by odsłonić biuro.

Niewiele się zmieniło od czasu, gdy byli tu ostatnio. Jakaś książka została zrzucona z biurka, wiszące na ścianie portrety poprzekładane.

Spojrzenie Lin Qiushiego padło na pustą ramkę.

Była najbardziej osobliwa, wręcz nachalnie wisząc wśród masy portretów żałobnych. Była jak niekompletne płótno, czekające na zapełnienie.

Głowa Ruana Nanzhu była opuszczona, gdy obserwował ciało niemowlęcia w szufladzie. Przez cały ten czas myślał o czymś, a jego wyraz twarzy był szczególnie poważny.

Powiedzcie – zawołał nagle Ruan Nanzhu – ile waszym zdaniem przyszło tu osób?

Lin Qiushi pokręcił głową na znak, że nie wie.

Mnóstwo, prawdopodobnie… Spójrz na wszystkie te ślady na podłodze. Myślę, że wszyscy tu już byli. – Biuro dyrektora nie było ukryte. Łatwo było je znaleźć i wejść do środka.

Planowali rozejrzeć się jeszcze przez chwilę, gdy z dołu dobiegł ich okropny krzyk. To była jedna z kobiet, które im towarzyszyły.

Wyraz twarzy Feng Yongle stał się surowy.

Coś się stało?

Chodźmy zobaczyć.

Pobiegli więc na pierwsze piętro, skąd dobiegał krzyk. Bardzo szybko zobaczyli, co się stało.

Jeden z rogów korytarza na pierwszym piętrze był umazany krwią. Wśród czerwieni leżała osoba – chociaż nie można było już nazwać jej osobą. Każda kość w jej ciele wydawała się być złamana, a wszystkie mięśnie zostały wyssane, pozostawiając po sobie jedynie płat skóry.

Kiedy Lin Qiushi zobaczył tę osobę, jego oczy rozszerzyły się z szoku. Chociaż nie mógł zobaczyć jej twarzy, nadal mógł rozpoznać po ubraniu, że zmarłym był Jiang Yingrui.

Lin Qiushi instynktownie spojrzał na Ruan Nanzhu, lecz ten tylko uniósł dłonie w geście niewinności, dając do zrozumienia, że nie ma nic wspólnego z obecną sytuacją.

Jak on umarł? – Feng Yongle również był w szoku. – Czyż nie czuł się dobrze jeszcze dziś rano?

Nie wiem… – powiedziała kobieta, która znalazła zwłoki. – Chciałam się tu tylko rozejrzeć, ale znalazłam to.

Nikt nie widział, co się stało? Jak zginął?

Nikt nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie. Wyglądało na to, że nie było nikogo, kto widziałby, jak stracił życie Jiang Yingrui.

Ludzie w ich grupie stopniowo się zebrali. Oprócz dwojga, którzy zginęli wczoraj wieczorem, i Jiang Yingruiego, zostało ich jeszcze jedenaścioro. Wszyscy wpatrywali się uroczyście na trupa i zaczęli szeptać między sobą spekulacje na temat tego, dlaczego umarł tak makabrycznie. Ruan Nanzhu podszedł do niego i rozpoczął pobieżne badanie zwłok. Po chwili wstał.

Pozostali zapytali, czy coś odkrył. Ruan Nanzhu pokręcił głową.

Nic.

Śmierć Jiang Yingruiego była zbyt dziwna i nagła. Lin Qiushi zastanawiał się nawet, jak postąpić, gdyby Jiang Yingrui próbował ich znowu wrobić, ale wtedy ten facet po prostu wstał i umarł.

Ruan Nanzhu skończył oglądać ciało i omiótł wzrokiem zebranych.

Lin Qiushi poczuł, że czegoś szuka. Jednak musiał tego nie znaleźć, ponieważ w następnej chwili machnął do Lin Qiushiego i Feng Yongle, żeby z nim odeszli. Znaleźli bardziej odludne miejsce.

Ruan Nanzhu upewnił się, że nikogo nie ma w pobliżu, po czym powoli wyciągnął coś z kieszeni.

Znalazłem to w kieszeni Jiang Yingruiego.

Co to? – Lin Qiushi przestraszył się i zobaczył, że w rękach Ruan Nanzhu była mała drewniana lalka. Miała wielkość kciuka i wyglądała jak dziecięca zabawka.

Co to jest? Zabawka? – zapytał Feng Yongle.

Palce Ruan Nanzhu pocierały przedmiot. Nagle pękł na pół, odsłaniając mniejszą lalkę w środku. Wtedy Lin Qiushi zrozumiał, że to matrioszka.

Rosyjskie lalki matrioszki trzymane jedna w drugiej, większa trzymająca mniejszą. Pozostały tylko te dwie przed nimi.

To prawdopodobnie ważny rekwizyt – powiedział Ruan Nanzhu. – I to dzięki niemu Jiang Yingrui nie umarł wczoraj wieczorem.

Dostał tę lalkę od wyjątkowego człowieka i uratowała mu życie. Jednak mimo że udało mu się uciec wieczorem, następnego dnia zmarł.

Dlaczego więc zginął…

Ruan Nanzhu westchnął.

Tego właśnie chcę się dowiedzieć. Czy przestaniesz zadawać pytania i na coś się przydasz?

Słysząc irytację w głosie Ruan Nanzhu, wyraz twarzy Feng Yongle stał się nieco niezręczny, a jego śmiech piskliwy.

Przepraszam, jesteś po prostu zbyt dobra. Obawiam się, że moja analiza przerwie twój tok myślenia.

Trudno byłoby opisać wyraz twarzy Ruan Nanzhu jako uśmiech.

Qiuqiu, co o tym myślisz?

Lin Qiushi napisał: Czy osobą, która go zabiła, mógł być ten lekarz?

Jak to?

Lin Qiushi: Nigdy nie widziałam tej pielęgniarki w ciągu dnia. Więc cokolwiek Jiang Yingrui zrobił, by wywołać warunek śmierci… Myślę, że to musi być bardzo szczególny warunek. Ponadto, jeśli naprawdę uważasz, że lekarzem jest ktoś od nas… Może Jiang Yingrui odkrył jakąś wskazówkę dotyczącą klucza na korytarzu na pierwszym piętrze?

To ma sens. Chodźmy to sprawdzić.

Na korytarzu na pierwszym piętrze znów zapadła cisza, gdy zgromadzony tłum się rozszedł, pozostawiając jedynie ciało Jiang Yingruiego leżące cicho na ziemi.

Lin Qiushi tym razem przykucnął, by osobiście mu się przyjrzeć. Feng Yongle mruknął z boku:

Jak wy to robicie, dziewczyny, że jesteście takie odważne i się nie boicie…

Lin Qiushi rzucił mu spojrzenie, ale milczał.

Czego się bać? – odparł Ruan Nanzhu, promieniejąc. – Wiem, że moja kochana Qiuqiu mnie ochroni.

Och – odparł Feng Yongle z osobliwym wyrazem twarzy.

Jiang Yingrui zmarł bardzo dziwnie. W jego brzuchu była ogromna dziura, a brzegi rany były rozdarte, jakby coś go rozerwało od środka. Mówiąc szczerze, Lin Qiushi od jakiegoś czasu myślał, że jego nagła śmierć była bardzo niezwykła. Powoli rozerwał ubranie mężczyzny. Kiedy odkrył coś jeszcze, jego oczy się rozszerzyły.

O co chodzi? – Ruan Nanzhu zobaczył wyraz twarzy Lin Qiushiego, który przywołał go do siebie machnięciem dłoni.

Ruan Nanzhu stanął obok i spojrzał na ciało, tylko po to, by odkryć, że na plecach Jiang Yingruiego znajdowało się mnóstwo ran kłutych, zarówno dużych, jak i małych. Były wyraźnie głębokie, ale ponieważ ciało było już mocno poranione, a rany ochlapane świeżą krwią, niełatwo je było odkryć.

Ruan Nanzhu wcześniej nie przejmował się zbytnio tym zgonem, więc przegapił tę wskazówkę. Teraz zmarszczył brwi, a jego wyraz twarzy był całkiem poważny.

Wygląda na to, że jego nogi też są złamane, Lin Qiushi pisał z szybkością światła. Plus rany na plecach…

Ruan Nanzhu milczał i rozmyślał.

Lin Qiushi: Mam hipotezę.

Ruan Nanzhu spojrzał w górę, a jego wzrok spotkał się z ciemnymi oczami Lin Qiushiego. Wiedział, że w tym momencie myśleli dokładnie o tym samym.

Jiang Yingrui umarł wczoraj wieczorem?

Lin Qiushi ponuro skinął głową.

To z pewnością możliwe.

Po głębszym namyśle uznał, że Jiang Yingrui, który pojawił się przed nimi tego ranka, zachowywał się podejrzanie. Choć wywnioskował, że Ruan Nanzhu maczał palce w tej sprawie, to nie zabrał z samego rana tabliczki z numerem drzwi jako dowód. Zamiast tego zniknął na długi czas, przybywając dopiero po zebraniu się tłumu.

Kiedy przybył, nie wyglądał dobrze. Lin Qiushi nie poświęcił temu zbyt wiele uwagi, biorąc pod uwagę poprzednią noc – byłoby jeszcze dziwniej, gdyby jego prezencja była nienaganna.

Jednak jak się nad tym zastanowił, rzeczywiście wydawało się, że były jakieś subtelne wskazówki. Jak choćby fakt, że Jiang Yingrui zmienił strój. Ponadto gdy odkrył, że nie może udowodnić winy Ruan Nanzhu, odszedł bez chwili zastanowienia.

A chwilę później zmarł.

Lin Qiushi pomyślał o matrioszkach, które Ruan Nanzhu wyjął z jego kieszeni.

Uważasz, że on naprawdę nie żyje? – zapytał nagle Ruan Nanzhu. Jego koniuszek palca pocierał tę zwyczajnie wyglądającą matrioszkę.

Lin Qiushi pokręcił głową na znak, że nie wie.

Myślę, że nie. – Zaczął się śmiać niskim głosem. – Spójrz na tę rozdartą ranę. Czy nie wygląda, jakby coś z niej wyszło?

Lin Qiushi nawet o tym nie pomyślał, dopóki Ruan Nanzhu o tym nie wspomniał. Poczuł, jak wszystkie włosy stają mu dęba. Wyglądało to tak, jakby to coś szamotało się w brzuchu Jiang Yingruiego, aż w końcu rozerwało mu żołądek i wycisnęło się siłą na zewnątrz.

Lin Qiushi: Dziewczyna, która jako pierwsza odkryła zwłoki. Jak ona się nazywa?

Hu Die – odpowiedział Ruan Nanzhu. – Niezbyt dobrze ją pamiętam.

Lin Qiushi: Mhm, rozumiem.

Obserwowanie ich rozmowy, było jak oglądanie języka migowego. Feng Yongle był całkowicie zdezorientowany. W końcu nie wytrzymał i zapytał:

O czym wy, do cholery, rozmawiacie? Co masz na myśli, mówiąc, że Jiang Yingrui umarł wczoraj wieczorem? Jeśli nie żyje, to jak się tu pojawił?

Ruan Nanzhu rzucił mu chłodne spojrzenie.

Jak udało ci się dotrzeć do szóstych drzwi?

Miałem szczęście.

Na jego słowa Lin Qiushi przypomniał sobie Cheng Qianliego. W pewnym sensie osiągnęli to samo, choć grają różne melodie…

Czego Ruan Nanzhu nie mógł znieść najbardziej, to ciągłe pytania. Gdyby to był prawdziwy świat, to na pewno już by sobie poszedł, ale tutaj nie mógł nic na to poradzić. W środku nazywał się Ruan Baijie, więc jego nastawienie było odrobinę lepsze, gdy poklepał Feng Yongle po ramieniu.

Skoro trafiłeś tu tylko dzięki szczęściu, czy naprawdę musisz aż tyle wiedzieć?

Feng Yongle zaniemówił. To, co mówisz, ma sens, ale mimo to chciałbym to obalić.

Obserwując ich interakcję, Lin Qiushi miał ochotę się zaśmiać. Szczerze mówiąc, zaczynał podejrzewać, że Ruan Nanzhu tak szybko go zaakceptował, bo nie zadawał zbyt wielu zbędnych pytań.

Z powodu śmierci Jiang Yingruiego, zaczęli obserwować dziewczynę o imieniu Hu Die.

Choć jej imię oznaczało motyla, nie była zbyt ładna. Ani nawet szczególnie towarzyska. Choć dobrała się z kimś w parę, to rzadko można było ich razem spotkać.

Tacy ludzie nie byli rzadkością za drzwiami. W końcu, zanim komuś w pełni się zaufa, było bezpieczniej poruszać się samemu. Hu Die była takim przypadkiem. Nawet jedząc w stołówce, robiła to sama i wychodziła od razu po skończeniu posiłku.

Jej zachowanie wcale nie było dziwne. Lin Qiushi nawet zastanawiał się, czy może nie przesadzili. Według wniosków, które wyciągnęli, rzeczywiście istniały pewne podejrzenia.

Robimy dziś nadgodziny, zjedzmy jeszcze trochę – powiedział Feng Yongle podczas kolacji, jedząc o wiele więcej niż zwykle. – Naprawdę mam nadzieję, że uda nam się znaleźć tunel.

Lin Qiushi skinął głową, zgadzając się z nim.

Można by powiedzieć, że dziś wiele się wydarzyło. Gdy tylko opuścili gardę, zginęły trzy osoby, co bardzo wszystkich zdenerwowało – choć jednocześnie odetchnęli z ulgą. Przynajmniej ich szanse na przeżycie wzrosły, nawet jeśli nie znajdą klucza.

O godzinie dwudziestej w sanatorium zapadła cisza.

Lin Qiushi znalazł okazję, by oddać tabliczkę pokoju 502 przyjacielowi na przechowanie, choć nie wiedział, gdzie Ruan Nanzhu ją ukrył.

Leżeli w łóżkach, czekając na zapadnięcie zmroku. Wkrótce rozległ się znajomy dźwięk wysokich obcasów uderzających o podłogę na zewnątrz.

Naprawdę wychodzimy? – Feng Yongle wydawał się być bardzo zaniepokojony.

Mhm. Jeśli się boisz, możesz tu zostać. – Ruan Nanzhu nie zamierzał go do niczego zmuszać.

Nieważne, pójdę z wami. – Feng Yongle wydawał się nieco zawstydzony. – W końcu jesteście dwiema damami… Gdyby coś się wydarzyło, byłoby dobrze, gdybym był pod ręką.

Lin Qiushi spojrzał na Ruan Nanzhu. Ta „kobieta” jest prawdopodobnie o wiele silniejsza od ciebie.

Wtedy Ruan Nanzhu wpadł na pewien pomysł, który sprawił, że zmienił zdanie i zaczął stanowczo nalegać, aby Feng Yongle został w pokoju. Mężczyzna planował odmówić, ale Ruan Nanzhu wyciągnął rękę i chwycił go za ramię.

Zostaniesz tutaj – powiedział stanowczo. – Rozumiesz?

Ach… Ach… Już dobrze, już dobrze, bądź delikatna… – Feng Yongle pomyślał, że jego ramię zaraz się złamie od tego uścisku. Dzięki temu odkrył, że ta mała dama jest niesamowicie silna.

Mh – mruknął Ruan Nanzhu. – Idziemy.

Czekali, aż dźwięk obcasów ucichnie i pobiegli prosto na schody po lewej stronie. Gdy upewnili się, że nic nie poszło za nimi, wypuścili powietrze.

Bez Feng Yongle w pobliżu Lin Qiushi w końcu mógł się odezwać. Zapytał cicho:

Dlaczego nie pozwoliłeś Feng Yongle przyjść?

Uznałem, że nas spowolni – odparł całkowicie spokojnie Ruan Nanzhu.

…to wszystko? – Myślał, że jest jakiś inny problem z ich klientem.

Zadaje zbyt wiele pytań – dodał Ruan Nanzhu po chwili ciszy.

Lin Qiushi zamilkł. Teraz był w stanie w to uwierzyć.

Chodźmy.

Pobiegli prosto do pomieszczenia, w którym przechowywano zwłoki. Ten pokój znajdował się na skraju trzeciego piętra. Gdy tam dotarli, nie spieszyli się, ale przez chwilę rozglądali ostrożnie.

Jeszcze nikt nie przyszedł – wyszeptał Lin Qiushi.

Poczekamy.

Pacjenci zgromadzeni na korytarzach zniknęli. Było tak, jakby po zapadnięciu nocy w sanatorium pozostała tylko śmiertelna cisza. Łóżka szpitalne zagracały korytarz, a prześcieradła pokryte były różnorodnymi plamami i wydzielały dość mdły zapach.

To nie było miejsce, do którego ludzie przychodzili po wyzdrowienie. Można było się tu spodziewać jedynie przyspieszenia śmierci.

Obaj stali przy wejściu do klatki schodowej, czekając na jakikolwiek hałas lub ruch. To była słuszna decyzja, by nie zabierać Feng Yongle. Nie był zbyt cierpliwy i nie potrafił spokojnie siedzieć i czekać. Lin Qiushi stał w bezruchu, grając w sudoku na swoim telefonie. Ruan Nanzhu przykucnął u jego boku, milcząco obserwując. Ta spokojna atmosfera sprawiła, że ani trochę się nie bali.

Około godziny 22:00 z korytarza dobiegł jakiś hałas. Lin Qiushi natychmiast się ocknął z letargu i odłożył telefon.

Ruan Nanzhu cicho podkradł się do rogu i spojrzał w dół, w stronę korytarza.

Jak to wygląda? – zapytał cicho Lin Qiushi. – Czy przyszli posprzątać zwłoki?

Ruan Nanzhu spojrzał na niego z dziwnym wyrazem twarzy.

Na to Lin Qiushi również podszedł bliżej i natychmiast zrozumiał powód wyrazu twarzy Ruan Nanzhu. Zwłoki były przenoszone, ale nie przez innych ludzi, a przez siebie. Ciała owinięte czarnym materiałem wyskakiwały z pokoju, kierując się w głąb korytarza.

Lin Qiushiego zatkało. Naprawdę oszczędzacie szpitalowi czasu i wysiłku, nawet w obliczu śmierci.

Chodź. Pójdźmy za nimi.

Lin Qiushi skinął głową.

Nie mogli być pewni, czy trupy ich zauważą, więc zachowali ostrożność. Skradali się wzdłuż ściany i starali się nie wydawać żadnych dźwięków.

Ciała w workach podskakiwały w uporządkowany sposób. Kiedy podszedł do nich, Lin Qiushi nie mógł powstrzymać się od wstrzymania oddechu.

Ruan Nanzhu nagle wziął go za rękę.

Lin Qiushi prawie podskoczył z zaskoczenia, ale zobaczył, jak Ruan Nanzhu bezgłośnie mówi do niego: Zrelaksuj się.

Coś w piersi Lin Qiushiego się rozluźniło. Naprawdę poczuł się mniej zdenerwowany. Mówiąc szczerze, chociaż regularnie wpadali na tego typu rzeczy, to był pierwszy raz, kiedy znalazł się tak blisko trupów. Obaj podążyli za podskakującymi zwłokami w dół, aż do holu pierwszego piętra.

Wkrótce znaleźli to, czego szukali – tunel ukryty za schodami.

W dzień wyglądał jak niewielkie metalowe drzwi. Ponieważ był mały i zasłonięty przez wszelkiego rodzaju przedmioty, trudno było zwrócić na niego uwagę.

Teraz jednak drzwi były otwarte, odsłaniając atramentowo-ciemny tunel. Ciała powoli torowały sobie drogę jedno po drugim.

Lin Qiushi wszystkiemu się przyglądał.

Czy powinniśmy wejść do środka i zajrzeć, co tam jest?

Nie ma takiej potrzeby. Wrócimy tu rano, skoro już wiemy, gdzie jest tunel. – Wejście tam w obecnych okolicznościach byłoby dość ryzykowne. W końcu nie wiedzieli, co jest w środku.

Więc wracamy? – zapytał cicho Lin Qiushi.

Mhm – odparł Ruan Nanzhu. – Chodźmy.

Lin Qiushi nie protestował. Ruan Nanzhu był w końcu starym wyjadaczem i z pewnością miał większe doświadczenie w takich sprawach. I tak zaczęli wracać do swojej kwatery.

Jednak w drodze powrotnej Lin Qiushi nagle coś dostrzegł.

Nanzhu, czy też widzisz światło na najwyższym piętrze? – zapytał niepewnie.

Ruan Nanzhu spojrzał w tamtym kierunku i zmarszczył brwi.

To jest biuro dyrektora.

Lin Qiushi się zatrzymał.

Ktoś tam jest.

Może pójdziemy to sprawdzić?

Po chwili zastanowienia Ruan Nanzhu skinął głową.

Tłumaczenie: Ashi

Tom I Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32

Tom II
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53

Tom III
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77

Tom IV
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95

Tom V
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 126
Rozdział 126

Tom VI
Rozdział 127
Rozdział 128
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6
Ekstra 7
Ekstra 8
Ekstra 9
Ekstra 10

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: