Dopiero po południu, gdy obaj wrócili już do rzeczywistości, Ruan Nanzhu domyślił się, że Lin Qiushi najprawdopodobniej odkrył jego mały sekret.
Ruan Nanzhu nie miał nic do roboty tego dnia i czytał książkę na balkonie. A kiedy znalazł interesujący fragment, przeczytał go na głos partnerowi.
– Gdy długo spoglądasz w otchłań, otchłań również wpatruje się w ciebie.
Lin Qiushi przysypiał, ale gdy to usłyszał, mruknął:
– Czyli wszystko, co zrobisz otchłani, odbije się na tobie?
– Na to wygląda – odparł Ruan Nanzhu, ale nie zastanawiał się nad tym zbyt długo i pochylił się, by pocałować go w usta.
– To może powinienem rozpiąć rozporek i skierować go w twoją stronę… – powiedział zamyślony Lin Qiushi.
Ruan Nanzhu na chwilę znieruchomiał, po czym cicho zachichotał. W tym momencie zrozumiał, że jego ukochany wszystko wie.
– Zgadza się, więc powinieneś lepiej traktować swoją otchłań.
Jeśli chodzi o dziwactwa w ich życiu – początkowo Lin Qiushi nie zauważył ich, ponieważ cała jego uwaga skupiła się na Ruan Nanzhu. Jednak po jego powrocie wszystko zaczęło wypływać powierzchnię niczym góry lodowe ukryte w głębi morza.
Lin Qiushi według swoich wspomnień kiedyś nie palił. Nawet jeśli nosił przy sobie papierosy, to dla wygody, by móc poczęstować współpracowników. Jednak po odejściu z pracy całkowicie się uzależnił. Potrafił wypalać po kilka paczek dziennie i nie odczuwał nic wskazującego na to, że pali po raz pierwszy.
A rodzina, która kiedyś była zdystansowana, zaczęła się z nim nieustannie kontaktować, mówiąc, że bardzo się o niego martwią. Bai Ming też – miał być dobrym przyjacielem Ruan Nanzhu, ale teraz zachowywał się, jakby znał Lin Qiushiego od lat…
Przyjął to wszystko bez zagłębiania się w szczegóły.
Odpowiedzi na niektóre pytania nie były aż tak ważne. Dopóki Ruan Nanzhu był u jego boku, czuł, że to wystarczy. A jeśli chodzi o to, kim był Ruan Nanzhu…
Lin Qiushi wyciągnął rękę i chwycił go za płatek ucha.
– Kochany, kim ty właściwie jesteś? – wymamrotał do policzka Ruan Nanzhu.
Ten oderwał się od książki i spojrzał w jego stronę z uśmiechem.
– Jestem twoją herbatą mleczną – powiedział.
Lin Qiushiego zatkało.
– Nie zapytasz mnie, dlaczego jestem twoją herbatą mleczną?
Lin Qiushi uniósł brew.
– Ostatnim razem, gdy słyszałem ten żart, byłem jeszcze dziewicą. A teraz jestem już matką trójki dzieci.
Zaczęli się śmiać, a atmosfera wypełniła się uczuciem radości.
Ruan Nanzhu początkowo myślał, że Lin Qiushi będzie drążył temat, ale ten tylko się przeciągnął i wstał z łóżka. Powiedział, że idzie wziąć prysznic i na tym zakończył temat.
Obserwował, jak Lin Qiushi odchodzi, i rozchylił usta, wypowiadając kilka słów. Gdyby odwrócił się w tym momencie, zobaczyłby Ruan Nanzhu mówiącego mu jedno: „Jestem drzwiami”.
Jestem drzwiami. Zgadza się. Ruan Nanzhu powiedział, że jest drzwiami.
Dwunastymi drzwiami.
Prawda była jednak taka, że przed jedenastymi drzwiami nie zdawał sobie z tego sprawy. Jego wspomnienia były nieskazitelne, jakby naprawdę był przywódcą Obsydianu. Jakby – po tym, jak zaczął przechodzić przez drzwi jako nastolatek, pokonując niezliczone przeszkody i trudności, a w końcu z wielkim trudem dochodząc do dziesiątych drzwi – był zupełnie normalną osobą. Wcześniej nie miał żadnych wspomnień dotyczących drzwi i był głęboko przekonany, że jest zwykłym człowiekiem.
Jego niezachwiane przekonanie zostało nagle zachwiane w jedenastych drzwiach.
Wtedy dni stawały się coraz dłuższe, a noce coraz krótsze. Czas, który Ruan Nanzhu i Lin Qiushi spędzali razem, również się skracał. Kiedy noc już nie nadeszła, pomyślał, że już nigdy nie zobaczy ukochanego i oszalał, szukając klucza i próbując uciec, ale zdawał sobie też sprawę, że pewne rzeczy najwyraźniej wymknęły mu się spod kontroli…
Nie powiedział Lin Qiushiemu, że widywał duchy również w ciągu dnia. Początkowo nie chciał, żeby się martwił. Później zrozumiał, że one nie zrobią mu krzywdy. Przerażające ghule czaiły się na każdym rogu i nawet gdy otwierał swoją walizkę, znajdował w niej ukrytą przerażającą Hako Onnę – choć miała niewinny wyraz twarzy, gdy Ruan Nanzhu ją stamtąd wyciągał.
Od początkowego szoku zmieszanego z przerażeniem do zimnego odrętwienia, Ruan Nanzhu przeżył w ten sposób około pół miesiąca.
Kiedy w pełni pojął, że nigdy więcej nie zobaczy Lin Qiushiego, był już w stanie zrzucić siedzącego na wezgłowiu łóżka ducha na podłogę, mówiąc mu lodowato, żeby nie kucał nad jego głową, bo w ten sposób nie urośnie wysoki… Być może miał przywidzenia, ale pomyślał, że po tym, jak to powiedział, upiorzyca wyglądała na trochę skrzywdzoną.
Ruan Nanzhu ze złością pomyślał: Dlaczego czujesz się skrzywdzona? Nawet ja nie miałem okazji poczuć się skrzywdzony!
W tym momencie, choć jego życie stawało się coraz bardziej nadprzyrodzone, Ruan Nanzhu wciąż był kompletnie nieświadomy. Nie miał pojęcia, co się dzieje, a nawet myślał, że to drzwi go karzą. Wierzył w to, aż pewnego dnia mały duszek w czerwieni poprowadził go w pewne miejsce.
Kiedy dotarł na miejsce, natychmiast rozpoznał, że to mieszkanie, w którym kiedyś mieszkał Lin Qiushi. Tyle że kompleks apartamentów nie został jeszcze w pełni wybudowany i zamiast części współczesnych budynków stały stare bloki.
Ten mały duch stał na piątym piętrze i machał do Ruan Nanzhu. Mężczyzna spojrzał na nią, marszcząc brwi.
– Piąte piętro? Po co mnie tu przyprowadziłaś? – Przyjrzał się uważniej upiorowi i z niedowierzaniem dodał: – Czy ty jesteś Satchan?
Gdy tylko to powiedział, mały duszek przed nim nieśmiało się uśmiechnął… chociaż taka mina na tym okropnie bladym obliczu wcale nie była urocza.
Ruan Nanzhu chciał jak najszybciej opuścić te drzwi, ale wciąż nie miał klucza. Postanowił więc spróbować ostatniej szansy i poszedł zobaczyć, co dokładnie Satchan chciała mu pokazać.
Wjechał na piąte piętro i skierował się do mieszkania na samym końcu. Pchnął ledwo uchylone drzwi. W środku nikogo nie było, tylko stary, zniszczony telewizor stojący na wezgłowiu łóżka. Wyglądało na to, że nadawał jakiś program.
Wzrok Ruana Nanzhu padł na telewizor, a w jego oczach pojawił się lekki szok. Myślał nawet, że ma jakieś zwidy, gdy podbiegł do ekranu. Dopiero wtedy mógł mieć pewność, że telewizor rzeczywiście pokazuje mu młodego Lin Qiushiego.
Chłopak szedł wąską ścieżką. Obok niego pojawiły się dwie osoby, obie były mu znajome – Xiong Qi i Xiao Ke, których spotkali w pierwszych drzwiach. Ruan Nanzhu wstrzymał oddech, wpatrując się w obraz na ekranie.
– Gdzie jesteśmy? – Lin Qiushi wyglądał bardzo młodo, a w jego ciemnych oczach malował się strach. Ostrożnie zapytał: – Kim jesteście?
Obrazy nie przestawały się odtwarzać. W telewizji pokazano, jak Lin Qiushi przeszedł pierwsze drzwi bez Ruan Nanzhu.
Opuszki palców mężczyzny dotknęły lodowatego ekranu, delikatnie muskając policzek Lin Qiushiego przez szybę. Nawet tak młody był niezwykle urzekająco-czarujący.
Był niczym surowa, nieodkryta ruda – każdy, kto znał jej prawdziwą wartość, mógł dostrzec, że w jej wnętrzu kryją się olśniewające skarby.
Taki mądry, odważny i spokojny. Ktoś, kto był miły, ale miał swój limit – Ruan Nanzhu uważał, że w każdych okolicznościach jego ukochany wciąż skupiał na sobie całą uwagę.
Program telewizyjny stał się show, a wszystko kręciło się wokół Lin Qiushiego. O tym, jak wchodził przez drzwi, jak poznał grupę przyjaciół, jak przejął Obsydian…
Ruan Nanzhu obsesyjnie się temu przyglądał. Zaczął się nawet zastanawiać, dlaczego nie mógł mu w tym wszystkim towarzyszyć. Gdyby tylko mógł być z nim, jakież to byłoby cudowne doświadczenie… A potem z powrotem się ocknął, zauważając, że dzieje się coś dziwnego.
Był u boku Lin Qiushiego i przeszedł z nim próbę jedenastych drzwi. W takim razie, dlaczego akurat teraz przyszła mu do głowy taka myśl?
Ruan Nanzhu wyczuł, że coś jest nie tak.
A to poczucie pogłębiało się wraz z kolejnymi minutami odtwarzanego materiału niczym niepowstrzymana pandemia.
Zobaczył rodzinę Lin Qiushiego i zauważył, że ich interakcje były dokładnie takie same, jakie on miał ze swoimi krewnymi. Widział nawet Bai Minga, który powinien być jego przyjacielem. W telewizji jednak był on praktycznie bratem Lin Qiushiego…
Jego ukochany powoli dorastał. Stał się dorosłym, dojrzałym mężczyzną. Ludzie wokół niego pojawiali się i znikali, ale jego początkowa determinacja nigdy nie osłabła, jakby żadna ciemność, która go ogarnęła, nie mogła pozostawić nawet cienia.
Po trzech dniach i trzech nocach nieustannych obserwacji Ruan Nanzhu w końcu coś sobie uświadomił… Nie zachowywał się jak człowiek.
Nie odpoczywał przez trzy dni, ale nie czuł głodu. Nie czuł się też zmęczony. Nadal był pełen energii i utrzymywał optymalną formę. Czas nie miał dla niego znaczenia.
Duch, który go tu przyprowadził, kucnął obok niego i wpatrywał się w niego wielkimi oczami.
Ruan Nanzhu początkowo odnosił się do niej z rezerwą, ale później zaczął się irytować.
– Po co mi to pokazujesz? Chcesz mi powiedzieć, że nie jestem człowiekiem?
Satchan przekręciła głowę i nic nie powiedziała, wciąż się w niego wpatrując.
Ruan Nanzhu miał jeszcze coś do powiedzenia, ale Satchan wskazała palcem na ekran, dając mu do zrozumienia, że powinien oglądać dalej.
Pomyślał, że gorzej już być nie może, więc wyjątkowo się jej posłucha. Nie mógł odejść i nie mógł zobaczyć Lin Qiushiego – nie miało żadnego znaczenia, co teraz zrobi.
Ruan Nanzhu obserwował więc, jak czas Lin Qiushiego upływa.
Był niczym podglądacz, zaglądający w każdy zakątek jego życia od pierwszych drzwi. Widział, jak Lin Qiushi płacze i jak się śmieje. Widział jego promienny uśmiech, gdy zawierał nowe znajomości, patrzył, jak bezgłośnie szlocha, gdy tracił bliskiego przyjaciela. Czas płynął powoli, a Ruan Nanzhu, który nie potrzebował odpoczynku, stracił już wszelkie pojęcie o tym, co się dzieje.
Na koniec obrazy uległy zdecydowanej zmianie.
Ruan Nanzhu obserwował, jak Lin Qiushi wkracza przez dwunaste drzwi, a gdy sceneria się zmieniła, pojawił się w znajomym, wynajętym mieszkaniu.
W tym samym czasie jego otoczenie również się zmieniło. Antyczny wystrój zniknął, zamieniając się w mieszkanie jego ukochanego.
W telewizji Lin Qiushi spał głęboko, a obok niego pojawił się cień. Nie miał żadnego wyraźnego kształtu, będąc jedynie bezkształtną kępką ciemności. Wyciągnął palec i bardzo ostrożnie dotknął policzka mężczyzny. Przesunął się od czoła, przez nos, po usta, niezwykle delikatnie, jakby bał się obudzić śpiącego Lin Qiushiego.
Wtedy kształt cienia zaczął się zmieniać. Czerń się wycofała, a kształtem coraz bardziej zaczął przypominać człowieka, aż w pewnym momencie wyglądał zupełnie jak Lin Qiushi.
Jednak cień najwyraźniej nie chciał mieć tej samej twarzy i szybko zmienił swój wygląd. W chwili, gdy zdecydował się na ostateczną formę, Ruan Nanzhu, który obserwował to wszystko przez ekran, zaśmiał się gorzko – wyglądał dokładnie tak samo jak on.
Zgadza się. Cieniem był Ruan Nanzhu.
Gdyby to był ktokolwiek inny, widok ten mógłby doprowadzić go do szaleństwa, ale on zachował spokój. Szczerze mówiąc, obserwując życie Lin Qiushiego w ostatnich dniach, już się tego domyślił. Tyle że teraz, gdy widział to na własne oczy, wciąż było to dla niego szokujące.
W telewizorze Ruan Nanzhu uśmiechał się tęsknie do Lin Qiushiego. Potem zaczął blaknąć, znikając z pokoju.
A gdy Lin Qiushi obudził się następnego ranka, pierwszą rzeczą, jaką odkrył, było to, że Kasztan nie pozwala mu się dotknąć.
Kot, który był do niego niezwykle przywiązany, syknął i nastroszył futro, jakby w ogóle go nie rozpoznał. A koci niewolnik Lin Qiushi, widząc coś takiego, kompletnie nie wiedział, co zrobić. W obliczu futrzaka siedzącego wysoko na regale z tak pogardliwym wyrazem twarzy mógł jedynie wyjęczeć:
– Kasztan, czemu już nie chcesz tatusia? Kasztan?
Gdy Ruan Nanzhu zobaczył Lin Qiushiego w takim stanie, jego ramiona zaczęły drżeć, a potem z piersi wyrwał mu się serdeczny rechot. Wiedział, że ich historia właśnie się zaczynała.
Rzeczywiście, kilka dni później mężczyzna otworzył drzwi.
Widok korytarza z dwunastoma żelaznymi drzwiami powinien być dla niego znajomym widokiem, ale w jego spojrzeniu nie widać było zrozumienia.
Wnętrze drzwi powinno być widokiem, który już widział, ale ponieważ jego wspomnienia zostały zmienione, wszystko było dla niego obce. Tym razem na ścieżce wiodącej do wioski spotkał nową, nieznajomą twarz.
Ruan Nanzhu, ubrany w damskie ubrania, żałośnie podszedł do Lin Qiushiego ze łzami w oczach.
– Jestem Ruan Baijie – odparł, zapytany o imię.
Tak się poznali.
Ruan Nanzhu uważał się wtedy za zwykłego człowieka. Jego życzenie się spełniło – stał się towarzyszem podróży Lin Qiushiego i integralną postacią, której nie dało się usunąć z jego życia.
To było bardzo satysfakcjonujące, tylko że wszystko musiało się kiedyś skończyć. Nawet dwunaste drzwi musiały się skończyć.
Ruan Nanzhu wciąż nie odzyskał żadnych wspomnień z czasów, gdy nie miał ludzkiej formy. Wiedział tylko, że nie jest człowiekiem, ale kim w ogóle był? Wciąż rozmyślał nad tym pytaniem, gdy spojrzał na siedzącą obok Satchan.
– Nie jestem NPC pilnującym dwunastych drzwi, prawda? – zapytał nagle.
Satchan wpatrywała się w niego, nic nie mówiąc, lecz dostrzegł w jej spojrzeniu nutę pogardy.
Ruan Nanzhu zamilkł. Kurwa, wiedziałem.
Prawdę mówiąc, Ruan Nanzhu uważał, że wymazanie własnych wspomnień do tego stopnia, że prawdopodobnie nigdy ich nie odzyska, było czymś, do czego był zdolny. A teraz osiągnął swój cel i zdobył uczucie ukochanej osoby.
– Jestem z tego powodu trochę szczęśliwy, co mam zrobić? – Nie było tu nikogo oprócz duchów, a Ruan Nanzhu siedział w ciemności, delikatnie się uśmiechając. – Myślę tylko o wszystkim, przez co przeszliśmy i czuję się błogo.
Satchan oczywiście nie udzieliła mu odpowiedzi.
– Ale teraz pojawia się problem. Jak się stąd wydostać? – Ruan Nanzhu podniósł głowę, rozglądając się po nieznanym mieszkaniu. – Mogę się stąd wydostać, prawda? – Zastanowił się przez chwilę, po czym ponownie spojrzał na Satchan. – Co jeszcze wiesz?
Satchan spojrzała na zegar na ścianie.
– Zegar?
Wstał, obserwując nieruchomy, dwunastocyfrowy zegar i pogrążając się w myślach. W końcu go zdjął.
Nie znalazłszy niczego pod pokrywą, już chciał przekręcić pokrętło od ustawiania godziny. Nagle coś mu przyszło do głowy i zadał Satchan ostatnie pytanie:
– Jeszcze jedno… Czy mógłbym umrzeć w którychś drzwiach?
Wyraz twarzy Satchan zrobił się nieco dziwny, lekko współczujący, a jednocześnie sprawiał wrażenie, jakby patrzyła na pacjenta psychiatrycznego. W końcu skinęła głową.
Ruan Nanzhu parsknął śmiechem, myśląc, że to rzeczywiście jego styl – wszystko musiało być zrobione perfekcyjnie i jak najbardziej zbliżone do rzeczywistości.
Zaczął cofać zegar i chwilę później dwa klucze spadły na ziemię. Podniósł je, przeczytał wypisane na nich słowa i nie mógł powstrzymać się od uśmiechu.
Iluzoryczne życie, autentyczna śmierć. Nieważne, jakiego świata pragnął Lin Qiushi, Ruan Nanzhu mu go da.
Mógł wybrać okrutną rzeczywistość albo piękny sen. A władzę wyboru już przekazał swojemu partnerowi.
Dopiero teraz, gdy o tym pomyślał, to wszystko było prawdopodobnie zbędne. Nie musiał się zastanawiać, by poznać wybór Lin Qiushiego. Chwycił klucz i wyszedł na korytarz, widząc tylko jedne drzwi, które wypełniało delikatne białe światło. Podszedł do nich i zdecydowanym krokiem wszedł do środka.
Rzeczywistość uległa odpowiedniej zmianie.
Członkowie Obsydianu, którzy początkowo nie pamiętali osoby o imieniu Ruan Nanzhu, poczuli w swoich umysłach coś wyjątkowego. Kiedy więc zobaczyli go na schodach rezydencji, nikt nie wyglądał na zaskoczonego – podekscytowany Ye Niao nawet zadzwonił do Lin Qiushiego, informując go o jego powrocie.
Po drugiej stronie linii Lin Qiushi był oczywiście wniebowzięty.
Ruan Nanzhu z kolei siedział w salonie i w milczeniu obserwował otoczenie, aby upewnić się, że nie różni się ono od tego, które pamiętał.
– Bracie Ruan, w końcu wróciłeś – powiedział do niego Ye Niao. – Qiushiemu było bardzo ciężko przez ostatni rok.
– Rok? – zdziwił się Ruan Nanzhu. – Minął już rok?
– Tak. Minął już rok.
Pomyślał, że dobrze, że się nie wahał. Gdyby czekał dłużej, dzieci jego ukochanego miałyby już trzy lata i nie miałby do czego wracać…
Lin Qiushi nie pytał, dlaczego Ruan Nanzhu wrócił dopiero teraz. Tak naprawdę najważniejsze dla niego było po prostu to, że wrócił.
Jednak nawet pogrążony w szczęściu Ruan Nanzhu szybko odkrył jedną niefortunną rzecz. Odkąd wrócił, dwunaste drzwi dla wszystkich pozostałych wydawały się zamknięte. Zostały nawet zaplombowane, jakby informując, że właściciela nie ma w domu.
Z intelektem Lin Qiushiego, po połączeniu tego incydentu z innymi osobliwościami, nietrudno było odgadnąć, że jego partner nie był człowiekiem. Kiedy to sobie uświadomił, Ruan Nanzhu poczuł lekką panikę. W końcu nie mógł być pewien, czy Lin Qiushi będzie miał coś przeciwko. Ostatecznie, zastanawianie się, czy ukochany jest bogiem świata drzwi, nie wydawało się szczególnie radosne.
Kiedy więc Ruan Nanzhu wziął telefon, na którym Lin Qiushi przeglądał fora, uważnie obserwował jego reakcję. Dopiero gdy zauważył, że wyraz twarzy jego ukochanego nic się nie zmienił – czego Lin Qiushi najwyraźniej w ogóle nie zauważył – wypuścił wstrzymany oddech.
Oczywiście dopiero później zdał sobie sprawę, że nie chodziło o to, że Lin Qiushi nie wiedział, lecz o to, że udawał, że nie wie. Zupełnie nie obchodziło go, że jego partner nie jest człowiekiem.
– Jak w ogóle zaprzyjaźniłeś się z Bai Mingiem? – Lin Qiushi siedział na sofie z pilotem w ręku, oglądał telewizję i rozmawiał z nim beztrosko.
– Tak się złożyło, że miał ważną wskazówkę dotyczącą trudnych drzwi, a ja miałem ważnego klienta. Więc się umówiliśmy – odpowiedział Ruan Nanzhu.
– Po co więc przychodzi do mnie na codzienne pogawędki? – zapytał zdziwiony Lin Qiushi, spoglądając na niego.
– Hej, możecie przestać udawać, że mnie tu nie ma? – Bai Ming, wściekły, żuł pestki słonecznika, które Ruan Nanzhu właśnie usmażył. – Idźcie sobie żartować gdzie indziej! Poza tym to była miłość od pierwszego wejrzenia, prawda, Qiushi?
– Nie – powiedział Ruan Nanzhu. – Zabieraj pazury.
– Phi, samolub!
Usta Lin Qiushiego wygięły się w łuk, lecz nic nie powiedział.
Bai Ming wstał i pożegnał się, mówiąc, że jego najdroższy zaprosił go na kolację.
– Ma jeszcze czas, żeby jeść z tobą kolację? – zapytał obojętnie Lin Qiushi. – Nie jest zajęty nowym filmem?
– Jest. – Bai Ming westchnął. – Ale lubię go w filmach. Widzieliście jego Drogę królów? Nie będę kłamał, na tym planie…
– Zamknij się – powiedzieli jednocześnie Lin Qiushi i Ruan Nanzhu, natychmiast przerywając sprośną historię mężczyzny. Nie chcieli, żeby podczas oglądania filmu nasuwały im się przykre obrazy.
– Cholera. – Bai Ming uniósł dłonie. – Jesteście coraz bardziej do siebie podobni.
– Czy to źle? – zapytał Lin Qiushi.
– Lubisz spotykać się z kimś, kto ma osobowość tak podobną do twojej?
– Tak. – Lin Qiushi uśmiechnął się szeroko, ale jego ton był całkowicie poważny. – Mam świetną osobowość, czemu miałbym jej nie lubić?
Bai Minga zatkało. Zdał sobie sprawę, że celowo faszerowali go psią karmą, więc odwrócił się i szybko wyszedł, cały czas przeklinając tych drani.
Lin Qiushi i Ruan Nanzhu roześmiali się serdecznie. Potem, patrząc na siebie, dostrzegli w swoich spojrzeniach pewien głęboki sens. Tyle że w tym znaczeniu kryła się również miłość, której nie dało się ukryć.
Dlaczego niektóre rzeczy muszą być tak dokładnie przemyślane? – pomyślał Lin Qiushi. Wystarczało, że Ruan Nanzhu był u jego boku.
Tłumaczenie: Ashi
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Tom II
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53
Tom III
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77
Tom IV
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95
Tom V
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 126
Rozdział 126
Tom VI
Rozdział 127
Rozdział 128
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6
Ekstra 7
Ekstra 8
Ekstra 9
Ekstra 10