Kaleidoscope of Death

Rozdział 68 – Śmierć motyla19 min. lektury

Pójście do gabinetu w tej chwili było w zasadzie dość ryzykowne. Jednak czasami trudno było zasłużyć na wskazówki, nie podejmując żadnego ryzyka.

Lin Qiushi i Ruan Nanzhu weszli po schodach i szybko dotarli na piętro, na którym mieściło się biuro.

Zbliżała się północ. Całe sanatorium pogrążyło się w ciemności, a jedynie pokój na najwyższym piętrze był podświetlony, przyciągając uwagę. Sporadycznie dało się słyszeć, jak skacząca przez okno pielęgniarka uderza o ziemię. To było naprawdę bardzo niepokojące.

Nie weszli prosto do biura i zamiast tego najpierw znaleźli kryjówkę, aby z niej spokojnie obserwować, co się dzieje. Zamek w gabinecie dyrektora został zerwany, więc każdy, kto chciał, mógł wejść do środka. Patrząc przez okno, Lin Qiushi mógł niewyraźnie dostrzec poruszającą się w środku postać.

To człowiek, prawda? – zapytał cicho.

Prawdopodobnie – odpowiedział Ruan Nanzhu.

Gdyby to nie był człowiek, to pewnie nie miałaby cienia.

W takim razie co robił tak późno w biurze dyrektora? Lin Qiushi właśnie o tym pomyślał, gdy zobaczył, że drzwi się otwierają.

Ze środka wyszła osoba, której nigdy by się nie spodziewał. To była dziewczyna, którą spotkali wcześniej w ciągu dnia, Hu Die. Jej wyraz twarzy był chłodny, a skóra, pod białym światłem, wydawała się jeszcze bardziej blada niż zwykle. W jej ramionach znajdowała się tajemnicza paczka.

Zanim Lin Qiushi zdążył coś powiedzieć, Ruan Nanzhu, który do tej pory stał za nim, nagle zrobił krok do przodu i krzyknął:

Hu Die!

Dziewczyna się zatrzymała. Lin Qiushi wyraźnie zobaczył, że jej wyraz twarzy zmienił się w przerażenie.

Co niesiesz? – zapytał cicho Ruan Nanzhu.

Spojrzawszy na nich, Hu Die natychmiast się odwróciła i zaczęła uciekać. Na szczęście Ruan Nanzhu był przygotowany. Zrobił kilka kroków do przodu, by zatrzymać Hu Die w biegu, chwytając ją mocno za ramię.

Lin Qiushi szybko podążył za nim, obserwując, jak jego przyjaciel uśmiecha się chłodno w twarz Hu Die.

Dlaczego uciekasz?

Hu Die spojrzała na Ruan Nanzhu ze strachem i urazą.

To nie twoja sprawa. To nie ma nic wspólnego z tobą…

Ruan Nanzhu całkowicie ją zignorował i sięgnął po jej torbę.

Hu Die trzymała ją mocno, ale ostatecznie była kobietą – jej siły nie można było porównać z siłą mężczyzny. Paczka w jej ramionach trafiła w posiadanie wroga.

Kiedy Ruan Nanzhu ją otworzył i zobaczył, co jest w środku, zmarszczył brwi, a jego wyraz twarzy stał się kwaśny. Lin Qiushi również podszedł bliżej i zobaczył, że to nie była torba, a kawałek materiału owinięty wokół zwłok niemowlęcia. Najwyraźniej zostały zabrane z biura. Spojrzał na Hu Die i zobaczył, że cała się trzęsie.

Puść mnie…! – powiedziała Hu Die. – Puść mnie, ona już wraca, a kiedy zobaczy, że dziecko zniknęło, wszyscy będziemy martwi!

Ruan Nanzhu patrzył na Hu Die lodowato.

Ona? Mówisz o pielęgniarce? Więc dlaczego ukradłaś jej dziecko?

Nie ukradłam, po prostu myślałam, że ta rzecz jest ważna! Może klucz jest w środku… Więc po prostu zabrałam ją ze sobą, żeby rzucić okiem!

Oczywiste było, że Hu Die chciała, aby jej zaufali, ale jej wymówka miała po prostu zbyt wiele luk. Nawet Lin Qiushi miał trudności z uwierzeniem w to.

Tę rzecz można zabrać tylko w nocy… – Hu Die stawała się coraz bardziej roztrzęsiona, jakby się czegoś bała. – Zaczyna beczeć, jeśli ruszy się ją w ciągu dnia!

Ruan Nanzhu uniósł brew.

Dobra, najpierw wróćmy do pokoju.

Hu Die zareagowała tak, jakby otrzymała ułaskawienie od samej śmierci.

Jednak Ruan Nanzhu nie zamierzał jej puścić. Trzymał Hu Die w uścisku i pozwolił Lin Qiushiemu wziąć pakunek.

Zaczęli schodzić na dół.

Tuż przed dotarciem do schodów Lin Qiushi usłyszał kolejny dźwięk, taki, który sprawił, że wszystkie jego włosy stanęły dęba. Dźwięk obcasów uderzających o deski podłogi. Ta skacząca z budynku pielęgniarka wróciła!

Sytuacja była na tyle poważna, że choć Lin Qiushi nie chciał ujawniać swojej tożsamości, to i tak nie miał wyboru.

Ona już idzie! – wyszeptał do Ruan Nanzhu.

Kiedy usłyszała męski głos, Hu Die spojrzała na niego zszokowana. Z zaskoczenia jej usta otworzyły się szeroko.

Ty… jesteś mężczyzną?

Ruan Nanzhu zignorował ją, zwracając się tylko do Lin Qiushiego.

Skąd?

Lin Qiushi uważnie się wsłuchał.

Z czwartego piętra. – Spojrzał w górę i wskazał na schody prowadzące na dach. – Myślę, że dźwięk dochodzi stamtąd!

Idziemy stąd – powiedział Ruan Nanzhu.

Wyraz twarzy Hu Die wydawał się zagubiony, jakby fakt, że Lin Qiushi był mężczyzną, wywarł na niej wielkie wrażenie. Lin Qiushi uważał to za dość dziwne. Przecież nie znał Hu Die i nawet jeśli był mężczyzną, to dlaczego aż tak to nią poruszyło? To nie miało aż tak dużego znaczenia za drzwiami, prawda? W końcu to tylko płeć.

Gdy tylko dotarli na szóste piętro, usłyszeli mrożące krew w żyłach zawodzenie kobiety dochodzące z biura dyrektora. Ten krzyk był przeszywający i sprawił, że dreszcze przeszły im po całym ciele.

Lin Qiushi odniósł wrażenie, że trzymanie w rękach martwego dziecka stało się trudniejsze. W tym samym momencie padł na niego wzrok Hu Die.

Przytrzymam ciało. Ta rzecz jest niebezpieczna – powiedziała cicho.

Ruan Nanzhu łypnął na nią, ale zamiast tego sam wziął pakunek z rąk Lin Qiushiego.

Nie, ja je wezmę.

Hu Die wyglądała okropnie blado i wyraźnie chciała powiedzieć coś jeszcze, ale Ruan Nanzhu zignorował ją i przyspieszył kroku.

Schodząc z szóstego piętra, nie odważyli się zwlekać, biegnąc sprintem na czwarte piętro. Jednak gdy opuścili klatkę schodową i dostrzegli koniec korytarza, oddechy zamarły im w płucach.

Pielęgniarka stała tuż na końcu korytarza. Ponad połowa kości w jej ciele była złamana i podpierała się o ścianę. W dłoni trzymała zakrwawiony nóż, a ta przerażająca twarz dziwnie się do nich uśmiechała.

Odwrócili się natychmiast i pobiegli z powrotem po schodach. Jednak pielęgniarka była szybsza, pojawiła się za nimi już po chwili.

Lin Qiushi nie miał czasu zareagować, nim pielęgniarka podniosła długie ostrze w dłoniach. Jego nozdrza wypełnił zapach zgniłego mięsa – śmierdziało okropnie, jak śmierć.

Ostrze opadło. Pielęgniarka, co zaskakujące, w pierwszej kolejności zaatakowała Hu Die.

Wyraz twarzy Ruan Nanzhu był dziwny. Wydawał się na coś czekać. Lin Qiushi chwycił go za rękaw, ciągnąc w przeciwną stronę, ale zamiast tego Ruan Nanzhu odwrócił uścisk i złapał go za nadgarstek, a następnie przyłożył palec do ust, dając mu znak, żeby siedział cicho.

Lin Qiushi zatrzymał się i spojrzał na Hu Die. Dziewczyna dostała nożem w brzuch. Jej wyraz twarzy był jednak dziwny. Wyglądało to tak, jakby wcale nie bała się nadchodzącej śmierci, a zamiast tego obserwowała Lin Qiushiego i Ruan Nanzhu. To było spojrzenie pełne złośliwości, niczym spojrzenie publiczności czekającej pod sceną na dobry występ.

Cios za ciosem, pielęgniarka zamieniała Hu Die w istną miazgę. Ciało dziewczyny osunęło się sztywno na podłogę. Zamknęła oczy i tak po prostu umarła.

Pielęgniarka spojrzała w górę i zobaczyła, że stoją w kącie. Ostrze w jej dłoni wciąż ociekało krwią.

Ruan Nanzhu wyjął z kieszeni dwie pozostałe matrioszki, wybrał tę najmniejszą i rzucił ją przed pielęgniarkę.

Znaleźliśmy go.

Pielęgniarka zatrzymała się.

Jest tuż za tobą.

Pielęgniarka nie poruszyła się, najwyraźniej rozważając słowa mężczyzny.

Możemy się go pozbyć po raz ostatni dla ciebie. On i tak powinien był umrzeć. – Przekazał pielęgniarce paczkę z martwym dzieckiem, którą trzymał w rękach.

Po tych słowach pielęgniarka przyjęła to, co jej zaoferowano, odwróciła się i odeszła.

Lin Qiushi był w szoku. Ruan Nanzhu westchnął z ulgą, śmiejąc się bez humoru.

Dobrze, że zadziałało.

Udało ci się z nią porozumieć? – To było dla niego najbardziej szokujące.

Ruan Nanzhu pokręcił głową i nie powiedział nic więcej, jakby nie chciał już dłużej omawiać tej kwestii.

Ciało Hu Die leżało tuż przed nimi, poćwiartowane na kawałki przez pielęgniarkę. Trudno było stwierdzić, czy to w ogóle był człowiek.

Wracamy?

Nie, będziemy tu stać na straży.

Co będziemy pilnować? – Lin Qiushi był trochę zdezorientowany.

Ruan Nanzhu wskazał na ciało Hu Die.

Jego oczywiście. Musi wyjść. – Zaśmiał się. – Czy nie obiecaliśmy pielęgniarce?

Lin Qiushi zamrugał.

Więc stali tam, gdzie byli, a czas płynął. Około trzeciej nad ranem zwłoki przed nimi rozpoczęły dziwną transformację. Lin Qiushi usłyszał osobliwy dźwięk, więc spojrzał na zwłoki Hu Die i zobaczył, że ciało się wije. Oczy, które do tej pory były zamknięte, otworzyły się szeroko.

Lin Qiushi miał się właśnie wycofać, gdy Ruan Nanzhu złapał go w pasie.

Nie bój się.

I było tak, jakby Lin Qiushi naprawdę już się nie bał. Szczerze mówiąc, kiedykolwiek Ruan Nanzhu był obok niego, czuł się bezpiecznie i pewnie, jakby wszystko, co robili, było pod kontrolą i nic nie mogło pójść źle.

Oczywiście Lin Qiushi wiedział, że to uczucie było złe. Nie mógł być nadmiernie zależny od Ruan Nanzhu. Pewnego dnia będą musieli się rozstać.

W tym momencie poczuł się trochę zagubiony.

Jednak ta drobna emocja szybko została stłumiona, ponieważ scena przed nimi stawała się coraz bardziej przerażająca. Hu Die podniosła się z ziemi. Śmiertelne rany najwyraźniej nie zrobiły na niej żadnego wrażenia. Jej ciało było w kawałkach i w każdej chwili jakaś część jej mogła po prostu odpaść. W oczach dziewczyny wyraźnie widać było łakomstwo, gdy obserwowała Ruan Nanzhu.

Pomocy… – powiedziała Hu Die, początkowo powoli, ale bardzo szybko wracając do normalnego tonu. – Pomocy… Proszę, pomóżcie mi, jeszcze nie umarłam…

Stali nieporuszeni – na twarzy Lin Qiushiego malował się wyraz zamyślenia, podczas gdy Ruan Nanzhu spoglądał na nią beznamiętnie.

Hu Die stawała się coraz bardziej świadoma i najwyraźniej coś sobie przypomniała. Jej wyraz twarzy się skrzywił, gdy mówiła niskim, jadowitym tonem:

Dlaczego? Dlaczego nie jesteś martwy?! – krzyknęła wściekle, krzywiąc się.

Myślałeś, że zginiemy jak Xue Zhiyun i pozostali?

Hu Die nie odpowiedziała.

Jaka szkoda – powiedział Ruan Nanzhu. – Puściła nas, bo możemy pomóc jej się ciebie pozbyć. – Tu zaczął się śmiać. – Najważniejsze to nie pozwolić ci znaleźć nowego ciała. Czyż nie, Jiang Yingrui?

Oddech Hu Die stał się krótki i szybki.

Nie wiem, o czym mówisz…

Nieważne. – Patrząc na tę osobę, Ruan Nanzhu przybrał bardziej żałosny ton. – Hej, zgadnij, dlaczego zaatakowała cię pierwszego.

Hu Die była zaskoczona.

Co za idiota. – Ruan Nanzhu zaczął się śmiać. –To dlatego, że włożyłem ci do kieszeni tabliczkę pokoju 502.

Hu Die była tak wściekła, że cała się trzęsła. Sięgnęła w dół i, jak można się było spodziewać, wyciągnęła z kieszeni tabliczkę z numerem 502. Najprawdopodobniej Ruan Nanzhu wsunął ją do jej kieszeni, kiedy ją wcześniej złapał. Hu Die myślała, że kiedy obudzi się o świcie, znajdzie ich ciała poćwiartowane na kawałki. Niespodziewanie, Ruan Nanzhu i Lin Qiushi pojawili się przed nią i to w doskonałym zdrowiu – ta suka pozwoliła im żyć!

Wyraz twarzy Hu Die był pełen jadu. Rzuciła na ziemię tabliczkę, trzęsąc się z wściekłości. Lin Qiushi, który stała z boku i patrzył, był absolutnie pewny, że gdyby miała w tej chwili w ręku jakąkolwiek broń, zamachnęłaby się nią w ich stronę bez wahania.

Trzymając się ściany, Hu Die odwróciła się, by odejść.

Dokąd idziesz?

To nie twoja sprawa – odpowiedziała chłodno Hu Die.

Oczywiście, że to moja sprawa. – Ruan Nanzhu podszedł do Hu Die i kopniakiem powalił ją z powrotem na ziemię. Nie był dla niej wcale łagodny, a kiedy „dziewczyna” znów leżała na podłodze, przytrzymał ją stopą na plecach. – Naprawdę myślisz, że pozwolę ci odejść i znaleźć inne ciało?

Panika przemknęła przez twarz Hu Die.

O czym ty, do cholery, mówisz…

Ale Ruan Nanzhu nie odezwał się, zamiast tego spoglądając na Lin Qiushiego.

Która godzina?

Lin Qiushi zerknął na telefon.

Trzecia czterdzieści.

Był prawie świt. A tuż przed świtem była najciemniejsza godzina.

Nie widzieli żadnych świateł, jedynie słabe lśnienie księżyca ledwo oświetlało widok przed nimi.

Hu Die, pod stopą Ruan Nanzhu, zaczęła się szarpać. Mocno. Krzyczała, próbując podnieść się z podłogi. Mężczyzna był bezwzględny. Wymierzył jej kolejnego kopniaka, niemal ją nokautując.

Lin Qiushi wywnioskował, co się dzieje: Hu Die nie była Hu Die. Albo raczej ta, która kiedyś była Hu Die, już nią nie była.

Pozostali w impasie.

O szóstej rano niebo zalało światło świtu.

Ludzie zaczęli wychodzić ze swoich pokoi, kierując się na śniadanie do stołówki. Leżąca na ziemi Hu Die w końcu się poddała.

Ruan Nanzhu cały czas ją obserwował. Ani razu nie oderwał od niej wzroku.

Jego czujność się opłaciła, bo gdy tylko wzeszło słońce, Hu Die, która zdawała się być u kresu sił, rozpoczęła kolejny gwałtowny atak, rzucając się na stojącego w kącie Lin Qiushiego, zaskakując go tym. Na szczęście Ruan Nanzhu był przygotowany, łapiąc Hu Die i rzucając nią o ścianę.

Bam! Ciało dziewczyny uderzyło mocno w mur. Hu Die w końcu zdawała się rozumieć, że nie ma szans i zaczęła wyć. Normalnie Lin Qiushi mógłby jej współczuć, ale po poznaniu prawdziwej tożsamości Hu Die, w jego sercu zapanował tylko spokój.

Gdyby Ruan Nanzhu nie był tak sprytny, na pewno już byłoby po nich dzięki Hu Die. Łagodne traktowanie wroga nie było wcale mądrym posunięciem. Lin Qiushi nic nie mówił, tylko patrzył w milczeniu. Jego wyraz twarzy w tej chwili był bardzo podobny do wyrazu twarzy Ruan Nanzhu.

Puść mnie, nie chcę umierać. – Hu Die szlochała. – Nic nie zrobiłem! Nie chcę umierać…

Wyraz twarzy Ruana Nanzhu był dziwny, tak jakby nie rozumiał, co Hu Die powiedziała.

Nic nie zrobiłeś? Jesteś tego pewien?

Hu Die zamilkła.

Czy nie wiesz, co zrobiłeś?

Powoli odwracając głowę, Hu Die spojrzała na Ruan Nanzhu.

Nic nie wiem.

A potem jej ciało zaczęło mutować. Jej brzuch powoli zaczął puchnąć, wyglądając jakby była w zaawansowanej ciąży. Hu Die wiła się i walczyła, jakby stała się jedną wielką poczwarką.

Następnie rozległ się dźwięk rwanej skóry. Lin Qiushi wyraźnie widział, jak coś rozrywa brzuch Hu Die, wypełzając z wnętrza. Na początku myślał, że to dziecko, ale kiedy w końcu to coś wyszło, zobaczył twarz, która naprawdę nie była aż tak nieznajoma. Widział już wcześniej tę przystojną twarz i czuprynę złotych włosów w gabinecie – to był dyrektor sanatorium.

W tym momencie wszystkie przypuszczenia Ruan Nanzhu okazały się prawdziwe.

Dyrektor rzeczywiście nie był w sanatorium, ale przebywał w ciałach innych ludzi. Były one medium, przez które każdej nocy uciekał przed pielęgniarką, która planowała go zabić.

Lin Qiushi chciał wiedzieć, czyje ciała zajmował – czy byli to ludzie ze świata drzwi, czy z zewnątrz? Czy Jiang Yingrui i Hu Die naprawdę istnieli?

Z powodu sabotażu Ruan Nanzhu dyrektor stracił szansę na znalezienie nowego ciała. Wydawał się dość słaby, osuwając się na podłogę i przez długi czas pozostając w bezruchu.

Ruan Nanzhu nie podszedł bliżej. Zamiast tego obserwował z daleka tę dziwną i całkowicie absurdalną scenę.

Co jeszcze musimy zrobić? – zapytał Lin Qiushi.

Wydaje mi się, że nic więcej. Musimy po prostu poczekać do wieczora.

Bez ochrony dyrektor zostanie prawdopodobnie łatwo zabity przez pielęgniarkę.

Było prawdopodobne, że zwłoki niemowlęcia, które ta osoba próbowała zabrać, należały do abortowanego dziecka pielęgniarki, a ten blondyn był jego ojcem.

Doktor zaczął ich przeklinać. Lin Qiushi po prostu udawał, że nic nie słyszy.

Chodź. Feng Yongle czekał na nas całą noc.

Lin Qiushi skinął głową. Całkowicie zignorowali blondyna i odwrócili się, żeby odejść.

Podążył za towarzyszem, krocząc nieco wolniej.

Hu Die i Jiang Yingrui… Według ciebie są z tego świata czy z prawdziwego?

Prawdopodobnie z prawdziwego.

Lin Qiushi zamilkł. Czyli jednak byli z zewnątrz.

Pozostały tylko dwie matrioszki, więc powinien móc jeszcze zmienić ciało tylko raz. Niestety, wpadł na nas i wszystko stracił.

Rzecz ta przebywała w ciele Jiang Yingruiego, a następnie przeniosła się do ciała Hu Die. Lin Qiushi był nadal nieco ostrożny.

Ale dlaczego Jiang Yingrui próbował zachować to dla niego w tajemnicy?

Dlaczego miałby nie zachować tego w tajemnicy? – powiedział Ruan Nanzhu. – Czy ktoś w ogóle by mu uwierzył? A nawet gdyby mu uwierzono, nie miałoby to dla niego żadnych korzyści. Po prostu by go unikali.

Lin Qiushi milczał, zamyślony.

Jeśli chodzi o tego dyrektora – powiedział Ruan Nanzhu – ukrywał się w ciałach osób z zewnątrz. Jeśli pielęgniarka chce go zabić, musi przestrzegać zasad. Nie może atakować bez przyczyny.

Dyrektor wyraźnie chciał, żeby pozostali zginęli jak najszybciej, bo wtedy wzrastały szanse na to, że Jiang Yingrui będzie ostatnią żyjącą osobą. Jednak tak się nie stało. Jiang Yingrui ostatecznie nie zdołał pokonać Ruan Nanzhu. Oczywiście, gdyby to był ktokolwiek inny, wynik nie byłby tak pewny.

Podeszli do drzwi swojego pokoju, otworzyli je i zobaczyli Feng Yongle, który nerwowo krążył w środku. Kiedy ich zobaczył, głośno westchnął z ulgą, krzycząc:

W końcu wróciłyście! Cholera, byłem tak przestraszony! Myślałem, że coś wam się stało!

Ruan Nanzhu skinął głową.

Nic się nie stało.

Czyli znalazłyście tunel? – zapytał Feng Yongle.

Tak. Klucz prawdopodobnie pojawi się dziś wieczorem – odparł Ruan Nanzhu.

Łał, macie też klucz? – Feng Yongle był tak podekscytowany, że aż zaczął kręcić się w kółko. – Doskonale. Więc niedługo stąd wyjdziemy?

Jeśli nic nieoczekiwanego się nie wydarzy.

Dyrektor, bez ochrony w postaci czyjegoś ciała, był całkowicie zdany na łaskę pielęgniarki. Jeśli chciała go zabić, musiała tylko czekać do wieczora.

Pusta ramka w gabinecie może w końcu zostać zapełniona.

Jednak Lin Qiushi przypomniał sobie coś jeszcze. Wpisał: Właśnie sobie przypomniałem. Dlaczego Hu Die ukradła martwe dziecko wczoraj wieczorem? Czy zwłoki mogłyby mieć jakieś zastosowanie?

Ruan Nanzhu zastanowił się chwilę, po czym pokręcił jedynie głową. To z pewnością było możliwe. Nie mogli tego udowodnić, pozostało im jedynie snucie hipotez.

Feng Yongle nie wiedział, co się stało.

Co? Hu Die ukradła martwe dziecko? Co do cholery wydarzyło się wczoraj w nocy? – zapytał zdezorientowany.

Pytania zaczęły się na nowo. Gdy Feng Yongle zaczął mówić, Ruan Nanzhu tylko na niego łypnął, ale nie zadał sobie trudu, by odpowiedzieć choć jednym słowem.

Feng Yongle poczuł się tym trochę skrzywdzony.

Jestem po prostu normalnym człowiekiem…

Czyli ja nie jestem normalna?

Oczywiście, że nie jesteś normalna. Sposób, w jaki mówicie, przypomina cholerny język migowy. Czy nie możecie po prostu mówić wprost, żebym zrozumiał?

Nie.

Feng Yongle zamilkł. Dlaczego tak stanowczo mnie odrzucasz?!

Lin Qiushi radośnie grał niemowę.

Feng Yongle ostatecznie nadal nie wiedział, co wydarzyło się poprzedniej nocy, i zrezygnował z prób dowiedzenia się prawdy.

W ciągu dnia sprawdzili tunel, który znaleźli poprzedniej nocy i potwierdzili, że rzeczywiście prowadził na zewnątrz. Tunel w środku był wypełniony czarnymi workami. Samo zaglądaniem tam było przerażające i gdyby mieli inne wyjście, nikt nie odważyłby się tam wejść. Przyjrzawszy się mu bliżej, Feng Yongle pocierał swoje ramiona i śpiewał pieśni ku czci Buddy.

Ruan Nanzhu zmarszczył brwi.

To jest świat zachodni. Jaki masz tu pożytek z Buddy?

Czyli powinienem powiedzieć „amen”?

Ruana Nanzhu zamilkł.

Lin Qiushi uważał, że sto razy lepsze byłoby skandowanie „Ruan Nanzhu, jesteś świetny”! W końcu on był w tym świecie bogiem. Istniał naprawdę i był bardzo pożyteczny. Ruan Nanzhu spojrzał na Lin Qiushiego, sprawiając wrażenie, jakby dobrze wiedział, o czym myślał.

Z niezręcznym uśmiechem Lin Qiushi zaczął udawać, że nic się nie stało. Szczerze mówiąc, wciąż zastanawiał się, czy Ruan Nanzhu potrafi czytać w myślach – albo jak to możliwe, że zawsze potrafi dokładnie odgadnąć, co myśli?

Tłumaczenie: Ashi

Tom I Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32

Tom II
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53

Tom III
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77

Tom IV
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95

Tom V
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 126
Rozdział 126

Tom VI
Rozdział 127
Rozdział 128
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6
Ekstra 7
Ekstra 8
Ekstra 9
Ekstra 10

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: