Atmosfera się oziębiła, gdy odkryto pierwsze ofiary z ich drużyny.
Gdy nowicjuszka spojrzała na opłakany stan tego pokoju, nieśmiało zapytała, czy powinni zająć się zwłokami. Ruan Nanzhu pokręcił głową, mówiąc:
– Nie ma potrzeby. Te zwłoki wkrótce znikną.
Znikanie zwłok na wszelkie możliwe sposoby było po prostu normą w światach drzwi.
Ta pani najwyraźniej nie rozumiała, co miał na myśli, mówiąc „wkrótce znikną”. Wydawała się być bardzo zaniepokojona, ponieważ gwałtownie trzęsła się od stóp do głów. Jednak nie była jedyną, która się bała – miny pozostałych również były powykrzywiane, a ani jedna osoba się nie odezwała.
Przyzwyczajony do takich zdarzeń Lin Qiushi wydawał się spokojny. Twarz Xia Rubei jednak od dawna była blada. Spojrzała na trupy i natychmiast weszła do swojego pokoju, odmawiając wyjścia, bez względu na to, jak ją przekonywali.
Widząc, jak nieśmiała była, Lin Qiushi był ciekaw metod, których użyła, aby przejść przez trzy poprzednie drzwi. Czy to możliwe, że Li Dongyuan przeprowadził ją przez wszystkie? Ale sądząc po jego osobowości, nie wyglądał na kogoś, kto zrobiłby przysługę w zamian za nic. Lin Qiushi nie miał pojęcia, co było takiego dobrego w Xia Rubei, że tak chętnie ją chronił.
– Chodźmy. Dzisiaj powinniśmy zajrzeć do archiwów i sprawdzić, czy znajdziemy jakieś informacje o tamtej klasie. – zaproponował Ruan Nanzhu po tym, jak skończył oglądać zwłoki.
– Możemy tak zrobić. – Li Dongyuan skinął głową.
Zatem najpierw zjedli śniadanie na stołówce, a później skierowali się do archiwów.
Apetyt Xia Rubei był okropny, prawdopodobnie dlatego, że właśnie zobaczyła trupa. Zostawiła jedzenie nietknięte, a jej brwi nie przestawały marszczyć się z niesmakiem.
Na szczęście Ruan Nanzhu w tym momencie zdawał się nad czymś rozmyślać, więc nie zwracał na nią uwagi. W przeciwnym razie z pewnością byliby świadkami kolejnej sceny.
Widząc, że Xia Rubei straciła apetyt, Li Dongyuan próbował namówić ją do jedzenia, ale w obliczu jej uporczywej odmowy nie miał innego wyjścia, jak tylko westchnąć i poddać się, zakładając, że zje, gdy znów poczuje głód.
Archiwum znajdowało się w dość odległym zakamarku szkoły. Cały budynek miał w sumie trzy piętra i to dość przestarzałe. Kierownikiem był starszy facet po sześćdziesiątce. Ruan Nanzhu rozmawiał z nim raczej swobodnie i, co zaskakujące, mężczyzna ich nie zatrzymał. Wręcz przeciwnie, dał im pozwolenie na wejście do archiwum w celu znalezienia poszukiwanych informacji.
Stęchły odór, który narastał przez lata, wypełniając całe archiwum, wystarczył, by ich przydusić. Xia Rubei zaczęła cicho kaszleć zaraz po wejściu, co skłoniło Li Dongyuana do zapytania o jej samopoczucie.
– Myślę, że mam alergię na kurz – powiedziała Xia Rubei z wielkim trudem.
– W takim razie możesz poczekać na zewnątrz. – Li Dongyuan jej nie zmuszał.
Xia Rubei radośnie skinęła głową. Światła w archiwach były przyćmione, a całe pomieszczenie zajmowały wysokie półki wypełnione dokumentami. Widok z zewnątrz, a co dopiero od środka, był przerażający. Xie Rubei była oczywiście szczęśliwa, że nie musiała za nimi iść – Li Dongyuan przypomniał jej, żeby siedziała spokojnie przy drzwiach i powiedział, że wyjdą tak szybko, jak to możliwe.
Gdy weszli do środka, Ruan Nanzhu uśmiechnął się i zauważył:
– Nie spodziewałam się, że przywódca Białego Jelenia okaże się tak miłym dżentelmenem wobec dziewcząt.
– Mengmeng, jesteś zazdrosna? – Usta Li Dongyuana wygięły się w uśmiechu, gdy spojrzał na Ruan Nanzhu.
– Nie czuję zazdrości. Jestem tylko ciekawa. Co jest takiego atrakcyjnego w tej Xia Rubei, że tak ją rozpieszczasz?
Li Dongyuan nie miał zamiaru odpowiadać, tylko się uśmiechnął i odparł:
– Naprawdę jesteś zazdrosna.
Ponieważ odmówił odpowiedzi, Ruan Nanzhu już nie pytał. Odwrócił się i poszedł do archiwum.
Dokumenty zostały uporządkowane chronologicznie. Po krótkim czasie spędzonym na poszukiwaniach znaleźli informacje dotyczące uczniów klasy 2-3 sprzed trzech lat. Wtedy dopiero co zapisali się do tej szkoły.
Ruan Nanzhu wyciągnął rękę, aby wyjąć należące do nich akta. Otworzył pierwszą stronę i zobaczył grupowe zdjęcie z podpisem zapisanym czarnym węglem na odwrocie – „klasa druga”.
– Znalazłam to – oznajmił Ruan Nanzhu. – To jest ich zdjęcie grupowe.
Lin Qiushi nachylił się ku towarzyszowi i zobaczył zdjęcie w jego dłoni.
Fotografia była raczej zwyczajna i nie widział w niej nic szczególnego. Grupa uczniów na zdjęciu wyglądała młodo i delikatnie, a nauczyciele wszystkich przedmiotów stali po obu stronach tłumu.
– W ich klasie jest w sumie trzydzieści cztery osoby… – zauważył Ruan Nanzhu i nagle zmarszczył brwi. – Coś mi tu nie pasuje.
Wręcz przeciwnie, Lin Qiushi nie zauważył nic złego, ale skoro Ruan Nanzhu wypowiedział te słowa, to musiał znaleźć coś dziwnego. Jednak w tej chwili nie mogli dokładnie ustalić, co to było.
– Czekaj… – Lin Qiushi nagle odkrył, że rzeczywiście coś jest nie tak. – Trzydzieści cztery osoby? Ale na tym zdjęciu jest ich tylko trzydzieści trzy.
Wszyscy byli schludnie ustawieni w trzech rzędach, przy czym jedenaście osób tworzyło jeden rząd. Na pierwszy rzut oka można było wyraźnie zobaczyć całkowitą liczbę uczniów w tej klasie.
– Tak, chodzi o liczbę osób! – Ruan Nanzhu się zgodził. – Tutaj wymieniono trzydzieści cztery biografie, więc gdzie jest ostatnia?
Spojrzeli na siebie i dostrzegli ten sam wyraz w swoich oczach. Oczywiste było, że obaj domyślili się, że zaginioną osobą jest Satchan.
– Powinny być tu zapisane ogólne informacje o uczniach. – Li Dongyuan wziął pliki i zaczął je skrupulatnie przeglądać. – …Ktoś oderwał jedną stronę.
Powinno być trzydzieści cztery strony biografii, ale w tej chwili było ich tylko trzydzieści trzy. Jedna ze nich została wyrwana, tak jak brakująca na zdjęciu postać.
– Widziałem już tę osobę wcześniej. – Ruan Nanzhu nagle wskazał na kogoś na zdjęciu.
– Widziałeś? – Lin Qiushi był zaskoczony jego komentarzem.
– Nie pamiętasz? – powiedział Ruan Nanzhu. – Uczeń trzeciego roku, którego poznaliśmy wczoraj w stołówce.
Naturalnie, Lin Qiushi go pamiętał.
– Ale czy on nie jest z klasy 3-3?
– Oczywiście, że jest z klasy trzeciej. Problemem jest to, że w tej szkole jest klasa druga.
– Sugerujesz, że wszyscy z klasy 2-3 nie żyją?
– Być może.
Ponieważ ta osoba nie umarła, to z całą pewnością była wyjątkiem lub zrobiła coś niezwykłego, aby uniknąć tego losu. I to była niezwykle ważna wskazówka. Rozglądali się jeszcze przez chwilę, chcąc sprawdzić, czy są jakieś inne.
Gdy pochylili głowy, przeglądając informacje, Lin Qiushi usłyszał odgłos kroków dochodzący zza regału. Na początku pomyślał, że to Xia Rubei i nawet zawołał ją po imieniu, ale wkrótce zdał sobie sprawę, że coś jest nie tak, ponieważ te kroki nie były rytmiczne. Zamiast tego usłyszał bardzo ciche stukotanie… był to dokładnie ten sam dźwięk, który wcześniej słyszał w budynku szkoły.
Lin Qiushi wyciągnął rękę, by chwycić dłoń Ruan Nanzhu i brodą wskazał w tamtą stronę.
Jego towarzysz najwyraźniej nie usłyszał tego dźwięku, ale z wyrazu twarzy Lin Qiushiego wywnioskował, że tamten coś zauważył.
– Chodźmy już – nalegał Lin Qiushi. – Praktycznie wszystko już obejrzeliśmy.
Li Dongyuan wydawał się mieć coś do powiedzenia, ale Ruan Nanzhu uciszył go gestem. Gdy dotarło do niego, co się dzieje, powiedział:
– W porządku.
Odłożyli akta i ruszyli w stronę wejścia.
Gdy tylko zrobili kilka kroków, ciężka półka za nimi nagle zawaliła się na miejsce, w którym przed chwilą stali. Ten alarmujący wypadek przykuł uwagę kierownika. Wpadł w ogromną złość, gdy zobaczył, co się stało i zaczął ich pouczać.
Ruan Nanzhu nie miał żadnych wymówek i jedynie przeprosił cichym głosem. Biorąc pod uwagę, że był całkiem ładną kobietą i łatwiej było mu wzbudzić w kimś litość, gdy zachowywał się tak pokornie, kierownik archiwum w końcu ich puścił, nie pouczając ich już więcej.
Dopiero wtedy pozwolono im wyjść. Po dotarciu do drzwi Ruan Nanzhu cicho zapytał:
– Widziałeś to?
– Co takiego? – zapytał Lin Qiushi.
– Krwawe odciski dłoni za tą półką.
– Nie.
– Ja to widziałem – odparł z boku Li Dongyuan.
– To nie ma znaczenia. Nie ma sensu, nawet jeśli to widziałeś.
Lin Qiushi był rozdarty między płaczem a śmiechem podczas słuchania ich rozmowy.
Dotarli do drzwi i zobaczyli Xia Rubei siedzącą na krześle obok, zanudzoną na śmierć. Widząc, że w końcu wychodzą, powiedziała:
– Jak szybko z waszej strony! Co to był za dźwięk, który rozległ się ze środka?
– Jeden z regałów się przewrócił – odparł Li Dongyuan – Ktoś zrobił to celowo.
– Celowo? Czy to była osoba, która właśnie weszła? – zastanawiała się Xia Rubei.
– Osoba, która właśnie weszła? Ktoś inny wszedł do archiwów? – Ruan Nanzhu natychmiast zaczął ją wypytywać.
– Tak. Dziewczyna. Twierdziła, że jest uczennicą szkoły. Wtedy kierownik ją wpuścił. – Xia Rubei objęła się ramionami, przerażona. – Nie widzieliście jej?
– Nie – Ruan Nanzhu pokręcił głową.
Lin Qiushi usłyszał, jak ktoś wchodzi, ale sądząc po incydencie, który miał miejsce przed chwilą, być może ta osoba wcale nie była człowiekiem.
– Jak wyglądał ten uczeń? – zapytał Li Dongyuan.
– To była dziewczyna. Wyglądała dość młodo. Nie widziałam dobrze jej twarzy, ale miała długie włosy – opisała Xia Rubei. – Właściwie była taką zwyczajną młodą dziewczyną.
– To prawdopodobnie ona – stwierdził Ruan Nanzhu. – Gratulacje. Być może byłaś pierwszą osobą, która poznała bossa.
Xia Rubei zaniemówiła.
– Skoro masz tyle szczęścia, możesz zostać nagrodzona podwojoną ilością punktów doświadczenia.
Ruan Nanzhu prawie przeraził Xia Rubei na śmierć.
Li Dongyuan czuł się bezsilny, próbując przekonać Ruan Nanzhu, aby nie straszył już tej kobiety, ponieważ jaki był sens w zastraszaniu własnego członka drużyny?
Ruan Nanzhu oparł się o Lin Qiushiego i zalotnie mruknął:
– Ja też się bardzo boję, dlaczego ty się o mnie nie martwisz?
Li Dongyuana zatkało. Naprawdę się boisz? Dlaczego czuję, że jesteś jeszcze odważniejsza ode mnie?
– Chcę iść do toalety. Linlin, proszę, chodź ze mną – oświadczył Ruan Nanzhu, gdy wychodzili z budynku.
– Chodźmy wszyscy razem – zaprotestował Li Dongyuan.
Lin Qiushi pomyślał w swoim sercu: Przyjacielu, dlaczego jesteś taki zdenerwowany? Czy to możliwe, że zdałeś sobie sprawę, że „ona” może iść do tej samej toalety co ja? Na szczęście toalety w tej szkole były oddzielnymi kabinami, inaczej Ruan Nanzhu naprawdę zaryzykowałby ujawnienie swojej tożsamości.
Gdy dotarli z toalet, Xia Rubei i Ruan Nanzhu weszli do damskiej toalety, a Lin Qiushi i Li Dongyuan do męskiej.
Lin Qiushi wszedł do kabiny i miał właśnie rozpiąć spodnie, gdy usłyszał, że ktoś puka do jego drzwi. Gdy miał zamiar zapytać „Li Dongyuan, dlaczego pukasz do moich drzwi?”, poczuł, że coś jest strasznie nie tak. Jego towarzysz przecież korzystał z kabiny po prawej stronie, więc dlaczego odgłosy pukania dochodziły z lewej strony?
– Yu Linlin. – Głos Li Dongyuana zabrzmiał po drugiej stronie. – Czy na ścianach są jakieś słowa?
Lin Qiushi był raczej zaskoczony, gdy to usłyszał. Szybko zdał sobie sprawę, że rzeczywiście na ścianie było kilka rzędów napisanych słów. Po uważnej lekturze, włosy na plecach Lin Qiushiego natychmiast stanęły dęba.
Na pomalowanych na biało ścianach, małymi literami zapisano kilka linijek: „Satchan tak naprawdę nazywa się Sachiko, ale odkąd była mała, mówiła na siebie Satchan. Och, jakie to zabawne! Satchan naprawdę kocha banany, ale może zjeść tylko połowę swoich ulubionych bananów. Och, jakie to żałosne! Satchan odeszła w dalekie miejsce i wkrótce o mnie zapomni. Och, jaki jestem samotny, Satchan!”.
A ostatni wers tekstu piosenki to zakazane zdanie, które nigdy nie powinno być wymówione na głos: „Straciłam nogi, więc czy nie dasz mi swoich?”.
– Widzisz je? – naciskał Li Dongyuan.
Lin Qiushi w milczeniu wpatrywał się w te słowa, po czym z żalem odpowiedział:
– Przepraszam. Szczerze mówiąc, nie potrafię czytać. Moja rodzina była biedna, więc nie mogłem chodzić do szkoły. Właściwie nie znam zbyt wielu słów. Może sam zerkniesz, jak skończę sikać?
Druga strona już się nie odezwała. Lin Qiushi domyślił się, że osoba, która chciała, aby wyrecytował te słowa na głos, zaniemówiła z powodu jego ignorancji.
W każdym razie Lin Qiushi nie załatwił swoich potrzeb i po prostu szybko wybiegł z kabiny. Jednak kto mógł przypuszczać, że gdy podszedł do drzwi, wszyscy już na niego czekali?
– Dlaczego tak długo to trwało? – zapytała go Ruan Nanzhu.
– Niewydolność nerek, co? – Li Dongyuan zaśmiał się i zaatakował werbalnie Lin Qiushiego.
Lin Qiushi nie zwrócił na niego uwagi.
– Ile czasu mi to zajęło?
Ruan Nanzhu spojrzał na zegarek.
– Ponad dziesięć minut.
Lin Qiushi westchnął.
– Właśnie spotkałem Satchan.
Wyrazy twarzy pozostałych trzech osób nagle zamarły na jego słowa, szczególnie Xia Rubei. Początkowo zdenerwowana, była tak zszokowana, że cofnęła się o kilka kroków.
– Satchan? Tę Satchan ze wskazówki?
– Tak – potwierdził Lin Qiushi. – Naśladowała głos Li Dongyuana i chciała, żebym przeczytał na głos zapisane na ścianie słowa. Gdyby nie ta wskazówka, pewnie bym to zrobił.
– Wejdźmy i rozejrzyjmy się – zaproponował Ruan Nanzhu.
Ponownie weszli do męskiej toalety. Pomijając strach, Xia Rubei była trochę nieśmiała, ale Ruan Nanzhu nie okazywał najmniejszego dyskomfortu – w końcu to było miejsce, do którego naprawdę należał.
Lin Qiushi znalazł kabinę, do której wszedł wcześniej. Otworzył drzwi i od razu został powitany widokiem czerwonych odcisków dłoni pokrywających niegdyś białe ściany i zakrywających każde słowo, które przed chwilą zobaczył. Było ich jeszcze więcej w kabinie po lewej stronie, gdzie cienka warstwa krwi pokrywała nawet podłogę. Wyglądało to tak, jakby ktoś, kto był ciężko ranny, czekał w tej kabinie przez długi czas.
– Chwila, nagle sobie coś przypomniałam… – Oczy Xia Rubei rozszerzyły się na widok krwistoczerwonych odcisków dłoni. – Dziewczyna, która przed chwilą weszła do archiwum, była kaleką!
Na wzmiankę o kalectwie wszyscy natychmiast przypomnieli sobie nogę, którą straciła Satchan.
– Kulała, gdy szła. Wtedy nie zwróciłam na to uwagi, ale teraz, gdy o tym myślę… – Jeszcze intensywniejsze dreszcze przeszły przez całe ciało Xia Rubei.
– Chodźmy. W każdym razie znamy już ogólne warunki śmierci. Po prostu nie możemy wymawiać tych słów, a wszystko będzie dobrze – odparł Ruan Nanzhu.
Ważność wskazówki stała się w tym momencie jeszcze bardziej oczywista – byłoby bardzo trudno nie paść ofiarą Satchan, gdyby nie wiedzieli o tym wcześniej. Gdyby doszło do najgorszego, mogliby wręcz umrzeć, nie zdając sobie sprawy z sytuacji. Pomyśleć, że Satchan wiedziała nawet, jak niszczyć dowody…
Łagodne promienie słońca oświetliły ich, gdy opuścili archiwum. Ciepło natychmiast rozwiało strach i niepokój.
– Co teraz powinniśmy zrobić? Znaleźć tego studenta z trzeciej klasy? – zapytał Lin Qiushi.
– Chwila, rzucę okiem… – odparł Ruan Nanzhu i wyciągnął coś z kieszeni. Po dokładniejszym przyjrzeniu się Lin Qiushi zdał sobie sprawę, że mężczyzna ukradł zdjęcie z archiwum.
– Kiedy to zrobiłaś? – Przez cały ten czas stał tuż obok niego, a mimo to nawet nie zorientował się, kiedy do tego doszło.
– Przed chwilą.
Ten facet nie tylko był ekspertem w otwieraniu zamków, ale był jeszcze lepszy w kradzieży. Lin Qiushi zaczął już kwestionować prawdziwą naturę jego zawodu.
Ruan Nanzhu zdawał się wiedzieć, o czym myśli. Nawet nie podniósł głowy, szybko mówiąc:
– Ach, nie jestem złodziejem.
– Och, rozumiem…
Zdjęcie wyglądało jeszcze dziwniej w świetle słonecznym. Jego kolory były przyćmione, a miny wszystkich były niesamowicie sztywne. Ruan Nanzhu trzymał je przez chwilę, zanim nagle zapytał:
– Widzicie to?
– Co takiego?
– Na ich twarzach widać jakiś cień.
Lin Qiushi przyjrzał się fotografii i stanowczo pokręcił głową, dając do zrozumienia, że nie widzi żadnego cienia.
– No to nieważne. – Ruan Nanzhu nie kontynuował już dyskusji na ten temat.
Stojący obok Li Dongyuan zrobił minę, która w tym momencie mówiła sama za siebie.
Gdy wyszli z archiwów, było już południe, idealna pora na lunch. Postanowili udać się do stołówki, aby zjeść i omówić plany na resztę dnia.
Podczas posiłku Lin Qiushi rozejrzał się, sprawdzając, czy dostrzeże tego ucznia z trzeciej klasy. Niestety, tak jak się spodziewał, szanse na ponowne spotkanie były mniejsze niż kiedykolwiek.
Xia Rubei nie miała apetytu rano i wciąż się to nie zmieniło. Li Dongyuan próbował namówić ją na owsiankę, ale widząc, że nadal odmawia, w końcu się poddał.
Jeśli ktoś był w stanie jeść do syta, to był to Ruan Nanzhu. Po pochłonięciu posiłku posunął się nawet do tego, że zalotnie namawiał Li Dongyuana, by kupił mu dwie dodatkowe pałki z kurczaka.
– Ja też chcę kurczaka! – Xia Rubei, która początkowo nie miała zamiaru jeść, nagle przemówiła do Li Dongyuana. – Starszy bracie Meng, chcę ich trzy!
– Chcę cztery.
– Chcę pięć!
– Chcę sześć.
Xia Rubei zacisnęła zęby, a jej oczy się zaczerwieniły. Zmusiła się, by powiedzieć:
– Chcę siedem…
Lin Qiushiego zatkało. O co wy rywalizujecie? A poza tym, Ruan Nanzhu, dlaczego jesteś tak doświadczony w nękaniu młodych kobiet? Czy to nie jest trochę niesprawiedliwe, że taki kawał chłopa porównuje swój apetyt do apetytu kobiety…?
Li Dongyuan zrobił dobrą minę do złej gry.
– Czy wy naprawdę mogłybyście aż tyle zjeść?
– Mogłabym zjeść dwa razy tyle, ale nie chcę jeść za dużo – odparł Ruan Nanzhu, spojrzał nieśmiało na Xia Rubei i się uśmiechnął. Jego wzrok celowo spoczął na talii dziewczyny. – Boję się, że będę gruba.
Xia Rubei prawie zemdlała ze złości, słysząc te słowa.
– Mogę tyle zjeść i nie boję się być gruba!
Li Dongyuan totalnie zaniemówił. Wstał i poszedł kupić udka z kurczaka.
Kilka minut później Ruan Nanzhu i Xia Rubei zajadały się pałkami. Kurczak podawany na stołówce tej szkoły był naprawdę pyszny. Został zamarynowany, był delikatny w środku i wypełniony bogatymi sokami z każdym kęsem, wydzielając unikalny, aromatyczny zapach przypraw, których użyto.
Xia Rubei była głodna, bo nie jadła przez cały dzień. Te udka z kurczaka podsyciły jej apetyt. Zjadła cztery na jednym oddechu i siłą wcisnęła piąte, po czym spojrzała na pozostałe dwa, raczej zaniepokojona.
Ruan Nanzhu spokojnie zjadł cztery pałki, po czym sięgnął po piątą. Po tym machnął ręką w stronę Lin Qiushiego.
– Więcej już nie zmieszczę.
Słysząc jego słowa, Xia Rubei odetchnęła z ulgą i cicho wypuściła powietrze.
– Starszy bracie Meng, ja też już nie mogę.
– To w porządku. Dokończę. – Początkowo myślał, że Ruan Nanzhu będzie dalej rozwścieczać Xia Rubei, prowokując ją, dopóki nie zje ich wszystkich i nie zrujnuje sobie żołądka, ale niespodziewanie Ruan Nanzhu wiedział, gdzie postawić granicę.
Po wytarciu rąk Ruan Nanzhu zaproponował, aby przyjrzeli się miejscu, w którym uczniowie trzeciej klasy mieli lekcje. Wszyscy się zgodzili i tak skierowali się w stronę budynku dydaktycznego.
Ruan Nanzhu był w trakcie oglądania dziwnego grupowego zdjęcia. Wyglądało na to, że znalazł na nim jakąś wskazówkę, ale Lin Qiushi nie był w stanie dostrzec żadnego cienia, o którym wspomniał… tak samo jak oni nie mogli usłyszeć tego, co Lin Qiushi mógł usłyszeć.
– Wygląda na to, że mają teraz lekcje. – Po przybyciu do budynku szkoły Lin Qiushi usłyszał głosy nauczycieli dochodzące z góry.
– Czy oni nie zamierzają zdawać egzaminu końcowego? – Ruan Nanzhu nagle sobie przypomniał tę kwestię. – Ile dni do niego zostało?
– Nie jestem pewien. – Lin Qiushi pokręcił głową. – Powinniśmy zapytać.
Zostało tylko dziesięć minut do przerwy, więc rozejrzeli się po budynku szkoły. Większość uczniów tutaj była z trzeciego roku. Ponadto było w sumie szesnaście klas artystycznych i ścisłych, rozproszonych na czterech lub pięciu piętrach.
Przerwa jeszcze się nie zaczęła, gdy znaleźli salę, w której powinien być uczeń ze zdjęcia. Czekali jeszcze chwilę na zewnątrz, aż w końcu zadzwonił dzwonek.
Gdy tylko nauczyciel odszedł, Ruan Nanzhu natychmiast wszedł do klasy i zaczął szukać swojego celu.
W chwili, gdy uczeń ich dostrzegł, spojrzał na nich nerwowo, najwyraźniej przypominając sobie, jak spotkali się na krótko w stołówce poprzedniego dnia.
– Czy mogłabym z tobą chwilę porozmawiać? – zapytał Ruan Nanzhu.
– O czym chcesz rozmawiać? – Uczeń był bardzo ostrożny.
– Jesteś pewien, że mogę pytać tutaj? – Ruan Nanzhu się rozejrzał.
Ludzie, którzy urodzili się, by przyciągać wzrok, zawsze zwracali uwagę innych, gdziekolwiek się pojawili. Z powodu Ruan Nanzhu, spojrzenia całej klasy skupiły się na nich.
Uczeń zacisnął usta, a jego wyraz twarzy stał się skostniały.
– Porozmawiajmy na zewnątrz – powiedział. – Ale mówię wprost, że nic nie wiem.
Podążyli za chłopakiem na mały balkonik na końcu korytarza.
– Czy możesz nam powiedzieć, jak się nazywasz?
– Jestem Ko Shinobu – oświadczył uczeń. – Pospiesz się i powiedz mi, czego chcesz. Już prawie czas wracać do klasy.
– Badamy coś, co wydarzyło się w twojej klasie. – Ruan Nanzhu od razu przeszedł do rzeczy. Natychmiast wyjął zdjęcie, które znaleźli w archiwum. – Chcieliśmy zapytać, kim jest osoba, której brakuje na zdjęciu.
W chwili, gdy wyjął zdjęcie, wyraz twarzy Ko Shinobu spochmurniał.
– Gdzie to znaleźliście?
Ruan Nanzhu uniósł brew.
– Czy to zdjęcie jest aż tak wyjątkowe?
Ko Shinobu nie wydał z siebie ani jednego dźwięku, ale Lin Qiushi wyraźnie widział głęboki strach wyłaniający się z głębi jego oczu, jakby to nie było zwykłe zdjęcie, ale mściwy duch, który zginął niesprawiedliwie. Przełknął ślinę, a jego głos się załamał, gdy wyjąkał:
– Nie wiem, o czym mówisz.
– Chyba jednak wiesz – oświadczył Li Dongyuan. Następnie kontynuował przerażająco spokojnym tonem: – Nie zamierzamy utrudniać ci życia. Chcemy jedynie poznać tożsamość zaginionej osoby ze zdjęcia. Jak się nazywa?
Ko Shinobu utkwił wzrok w fotografii i nic nie powiedział. Powoli cofnął się o krok, przestraszony i niepewny.
– Nie chcesz tego szybko zakończyć? – Głos Li Dongyuana był lekki i uwodzicielski. Przypominał głos złego ducha próbującego nakłonić kogoś do otwarcia puszki Pandory. – Powiedz. Powiedz to, a wszystko będzie dobrze. Czy ty sam też się tego nie boisz?
Wargi Ko Shinobu zadrżały i w końcu wypowiedział jedno słowo:
– Sachiko.
– Sachiko?
– Tak, to ona – wyjąkał chłopak. – Osoba, która nigdy nie powinna była znaleźć się w naszej klasie…
Wyglądał, jakby był w transie i miał zamiar wszystko wygadać, ale właśnie wtedy zadzwonił dzwonek, wyrywając go z odrętwienia. Wydawało się, że zdał sobie sprawę z tego, co właśnie powiedział, co bardzo go przestraszyło. Nie zwracając już uwagi na Li Dongyuana, odwrócił się i uciekł.
Li Dongyuan bezradnie patrzył na oddalającą się postać i westchnął:
– Było tak blisko.
– Czyż nie? – Ruan Nanzhu rzucił Li Dongyuanowi znaczące spojrzenie. – Tak blisko. To ogromna szkoda.
Tłumaczenie: Ashi
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Tom II
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53
Tom III
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77
Tom IV
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95
Tom V
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 126
Rozdział 126
Tom VI
Rozdział 127
Rozdział 128
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6
Ekstra 7
Ekstra 8
Ekstra 9
Ekstra 10