Kaleidoscope of Death

Rozdział 113 – Wtyka18 min. lektury

Jestem za tobą była prawdopodobnie najpotężniejszą ze wszystkich kart mocy Hako Onny, ponieważ mogła wyeliminować każdą osobę obecną w pomieszczeniu. Jednak miała bardzo ważny warunek aktywacji – można jej było użyć dopiero po odblokowaniu sześciu kart mocy. To była jedyna dobra wiadomość na tym etapie.

Nowicjuszka wcale nie poczuła się pocieszona. Po wysłuchaniu wyjaśnień Ruan Nanzhu zaczęła szlochać, płacząc, że nie powinna była otwierać tej skrzyni, bo wiedziała, że ma pecha – dziesięć lat z rzędu grała na loterii, a nigdy nie wygrała nawet pięciu juanów, a oczywiście w chwili, gdy otworzyła skrzynię, trafiła na coś takiego.

Lin Qiushi też nie wiedział, jak ją pocieszyć. Prawdę mówiąc, naprawdę uważał tę dziewczynę za nieszczęśliwą. Jednak przynajmniej otworzyła kartę, a nie Hako Onnę…

Co mamy zrobić? Czy wszyscy tu umrzemy? – Nowicjuszka płakała i płakała, nieustannie ocierając łzy. – Może jeśli wszyscy zostaniemy w tym samym pokoju, to moc Hako Onny nie będzie mogła zostać aktywowana…

W twoich snach. – Ruan Nanzhu bezlitośnie rozbił jej urojenia. – Nie możemy być wszyscy w jednym pokoju. Taka jest zasada za drzwiami, a jeśli ją złamiemy, to stanie się coś zupełnie poza naszą kontrolą. Poza tym, nawet jeśli te drzwi będą stanowić wyjątek od tej zasady i wszyscy wcisną się do jednego pokoju, w chwili, gdy wtyka Hako Onny znajdzie okazję, by się wymknąć, ta z łatwością zabije wszystkich jednym zamachem.

Więc co zrobimy? – zapytała żałośnie dziewczyna. – Czy po prostu będziemy czekać na śmierć?

Kto wie?

Wrócili do swojego pokoju, a Liang Miye westchnęła i stwierdziła, że szczęście tej dziewczyny naprawdę jest okropne.

To fatalne – powiedział Ruan Nanzhu. – Znalazła akurat tę kartę.

Powiedz, myślisz, że Hako Onna wie, gdzie ukryty jest każdy przedmiot? – zapytał nagle Lin Qiushi.

Trudno powiedzieć. – Ruan Nanzhu pokręcił głową. – Kiedy graliśmy w domu w planszówkę, to o wszystkim wiedziała.

W grze Hako Onna pełniła funkcję sędziego i odpowiadała za rozłożenie wszystkich kart mocy. Po ich rozdaniu nie mogła ich jednak przesuwać, chyba że użyła mocy.

Jednak jak to działało za drzwiami? Ruan Nanzhu przypuszczał, że najprawdopodobniej nie znała lokalizacji przedmiotów. W przeciwnym razie jej wtyka mogłaby po prostu uwolnić wszystkie jej moce za jednym zamachem. W takim przypadku żaden gracz nie miał ucieczki.

Lin Qiushi skinął głową i poczuł, że to ma nieco więcej sensu. Jednocześnie rozważał sprawę wtyki. W domu zostało już osiemnaście osób – wciąż było ich sporo, a znalezienie wśród nich kogoś podejrzanego nie będzie łatwym zadaniem.

Mimo tego kontynuowali rozmowę na ten temat. Ruan Nanzhu powiedział, że na razie nie ma żadnych wskazówek, ale w tonie jego głosu Lin Qiushi coś usłyszał. Spojrzał na przyjaciela i napotkał jego spojrzenie.

Szczerze mówiąc, nie wiem jeszcze, kto jest kretem. Aż za dobrze się ukrywa – mówiąc to, wzrokiem stopniowo powędrował ku skrzyniom znajdującym się przed nimi, zupełnie jakby mówił do nich.

Mam nadzieję, że wkrótce znajdziemy kreta.

Na tym podsumowaniu Ruan Nanzhu zakończył rozmowę. Nadeszła noc i w rezydencji zapadła cisza.

Lin Qiushi leżał w ciemności z zamkniętymi oczami, gotowy do snu. Jednak nagle poczuł, że ktoś wślizguje się na jego posłanie – bez wątpienia był to Ruan Nanzhu.

Zaczęli kolejną rundę intymnych szeptów.

Śpisz? – zapytał Ruan Nanzhu.

Jeszcze nie.

Wiem, o co chcesz zapytać, ale jeszcze nie teraz. – Usta mężczyzny były tuż przy uchu Lin Qiushiego, mówiąc niemal niesłyszalnym szeptem. – Potrzebuję jeszcze trochę czasu.

Mh. – Lin Qiushi zawsze taki był i nigdy nie pytał, gdy jego partner chciał coś zataić.

A Ruan Nanzhu uwielbiał, gdy okazywał mu tak bezgraniczne zaufanie. Objął go ramionami i powiedział:

Śpij teraz.

Lin Qiushi zamknął oczy i obaj zapadli w sen.

Za drzwiami świt oznaczał początek nowego dnia. Jednak w środku, gdy promienie słońca wlewały się przez okno złotymi strużkami, oznaczało to kolejną rundę koszmaru.

Musieli ponownie otworzyć skrzynie, wybierając cele spośród ponad setki. Serca wszystkich podskakiwały do gardła. Jednym cichym kliknięciem, odpowiedź na pytanie o ich życie lub śmierć była ogłaszana przed wszystkimi.

Kolejna ofiara pojawiła się dziś rano. Jeden z weteranów miał pecha i otworzył Hakobito. Został natychmiast wciągnięty. Przerażające wycie, które zaraz po tym dobiegło ze skrzyni, opowiedziało historię jego żałosnego końca. Jego towarzysz upadł, rzucając się na skrzynię ze szlochem.

Lin Qiushi był świadkiem całego zajścia. Westchnął cicho.

Wyciągając rękę, Ruan Nanzhu obrócił jego twarz w swoją stronę i powiedział:

Przestań go obserwować. Czy nie byłoby przyjemniej patrzeć na mnie?

Lin Qiushi się uśmiechnął.

Dobrze. Będę cię obserwować.

Liang Miye mruknęła coś pod nosem o tym, że nie umrze z głodu, nawet jeśli nic nie będzie jadła, bo ma mnóstwo karmy dla psów, która ją nasyci. Przed śniadaniem wybrali dwie skrzynie na pierwszym piętrze. Po sprawdzeniu przez Lin Qiushiego ostrożnie je otworzyli. W jednej z nich znaleźli czarne wieczne pióro.

Nieśmiertelne pióro?! – Lin Qiushi rozpoznał ten przedmiot. Prawdę mówiąc, kiedy je zobaczył, odetchnął z ulgą, bo to było pierwsze użyteczne narzędzie, jakie znaleźli.

Nieśmiertelne pióro było jednym z przedmiotów, które gracze zabierali ze sobą na planszę.

Przedmiotu można było użyć do potwierdzenia, na którym piętrze znajdowała się Hako Onna. Miał on jednak poważną wadę: użycie go w tym samym pomieszczeniu, w którym przebywała, powodowało natychmiastową śmierć gracza.

Lin Qiushi podniósł pióro. W chwili, gdy dotknęło jego dłoni, poczuł uderzenie zimna. Choć wyglądało jak zwykłe pióro wieczne, to otaczała je niejasna, złowroga aura.

Nie sądzę, żeby się na wiele przydało – powiedział, chowając przedmiot do kieszeni.

Z pewnością przyda się w krytycznym momencie – odparł Ruan Nanzhu. – Chodźmy do jadalni i zobaczmy, co znaleźli inni.

Weszli do pomieszczenia i zobaczyli grupę siedzącą wokół stołu z martwym wzrokiem. Niektórzy jedli, inni nie.

Ruan Nanzhu policzył wszystkich. Poza osobą, która przed chwilą umarła i tą, która wciąż płakała, było w sumie szesnaście osób.

Czy ktoś dziś znalazł jakieś kluczowe przedmioty? – zapytał Ruan Nanzhu.

Tłum przez chwilę milczał, aż w końcu jeden z weteranów odpowiedział:

Znalazłem kartę z cyfrą.

Naprawdę? – Oczy Ruan Nanzhu zabłysły. Zebrali już trzy karty. Jeszcze jedna i będzie można otworzyć sejf.

Naprawdę – potwierdził mężczyzna, wyciągając kartę z kieszeni. – Ale… wolałbym nie mieć klucza, jeśli to oznacza, że nie będę musiał otwierać tego sejfu.

Ktoś wcześniej zginął, próbując go otworzyć, a on wyraźnie nie chciał podejmować takiego ryzyka.

W porządku. – Ruan Nanzhu skinął głową.

Nikt inny w domu najwyraźniej nie dostał żadnych przedmiotów. Raczej nie mieli zbyt dużego szczęścia. Liang Miye zażartowała nawet, że gdyby trafił im się choć jeden szczęściarz, to już drugiego dnia by zakończyli tę grę.

Choć było to mało zabawne, to jednak było prawdą. Przy odrobinie farta mogliby z łatwością rozwiązać dylemat, przed którym stanęli.

Po otrzymaniu zebranych kart kodu dostępu Ruan Nanzhu natychmiast udał się na drugie piętro i podjął próbę otwarcia sejfu. Wszyscy poszli za nim. Sun Yuanzhou stał tuż obok niego, obserwując jego ruchy.

Spróbujesz tak po prostu? Nic się nie stanie?

To mało prawdopodobne – odpowiedział Ruan Nanzhu. – Kod dostępu z gry planszowej również można było odgadnąć. Poza tym tam kolejność cyfr nie miała znaczenia, ale w przypadku klasycznego zamka jest konieczna, więc nawet jeśli zdobędziemy wszystkie cztery cyfry, i tak będziemy musieli wypróbować różne kombinacje.

Przez cały czas, gdy mówił, jego dłonie ani na chwilę nie odpoczęły. Zamek wciąż głośno klikał, obracając się pod jego palcami. Kilka minut później usłyszeli ciche zgrzytnięcie. Grube drzwiczki się otworzyły, ukazując zawartość.

Stary miedziany klucz. Jego kształt był im znajomy – to był klucz do drzwi wyjściowych z tego świata.

Klucz, klucz! – Na jego widok wszyscy zaczęli krzyczeć z radości. Niektórzy nowicjusze nawet płakali.

Po tak długim okresie rozpaczy klucz rozpalił na nowo ich pragnienie życia. Oczekiwanie w oczach wszystkich było prawie namacalne.

Jednak gdy Ruan Nanzhu zobaczył ten klucz, zmarszczył brwi.

O co chodzi? – zapytał go Sun Yuanzhou.

Co z tym zrobimy? Czy mam to mieć przy sobie?

Sun Yuanzhou był nieco zdezorientowany. Klucz był konieczny do wyjścia stąd, więc kto by go nie chciał?

Boję się tylko, że zaginie. – Ruan Nanzhu westchnął. – Bo gdy komuś coś się stanie, wszystkie przedmioty noszone przez tę osobę zostaną zniszczone… Osoba mająca ze sobą klucz bez wątpienia stanie się celem Hako Onny.

Co wtedy zrobimy? A jeśli włożysz klucz z powrotem do sejfu? – zapytała jakaś dziewczyna półgłosem. – I jak znajdziemy drzwi, to po niego przyjdziemy.

Wydawało się, że to idealne rozwiązanie, ponieważ Hako Onna nie mogła wejść do sejfu. Jednak ta metoda opierała się na założeniu, że wtyki nie było wśród nich, bo inaczej kto wie, co by się stało.

Będę go mieć przy sobie – oznajmił spokojnie Ruan Nanzhu. – Aby ktoś ze złymi intencjami go nie zabrał.

Tłum milczał. Odkąd powiedział im wczoraj, że Hako Onna może mieć wśród nich kreta, więc zaufanie między wyraźnie osłabło.

Ruan Nanzhu był praktycznie jedyną godną zaufania osobą. Gdyby przestał im mówić, jak używać przedmiotu lub co oznacza karta mocy, staliby się niczym bezgłowe kurczaki, miotające się w oczekiwaniu na śmierć w tej przerażającej rezydencji.

Teraz, gdy mieli już klucz, pozostało im tylko znaleźć drzwi.

Zgodnie z zasadami gry, aby uciec, należy użyć klucza w podziemnym tunelu, który dodatkowo ukryty był w drewnianej skrzyni.

Gdy tłum się rozszedł, Ruan Nanzhu powiedział, że chciałby z kimś porozmawiać.

Chodźmy razem – powiedział Lin Qiushi.

Jasne. Miye, może zostaniesz w pokoju? Zbyt wiele osób przyciągnęłoby uwagę.

Pewnie. – Liang Miye była w tej kwestii bardzo pomocna. Wiedziała, że jej nie oszukają.

Ruan Nanzhu skierował się do sypialni na drugim piętrze. Zapukał, a drzwi się otworzyły, ukazując zaniepokojoną twarz.

Potrzebujesz czegoś?

Lin Qiushi znał tego mężczyznę. To był weteran, który wczoraj znalazł w skrzyni kanister z benzyną. Wyglądało na to, że nazywał się Ren Ruyuan.

Chciałabym z tobą coś omówić – powiedział Ruan Nanzhu.

Dobrze. – Ren Ruyuan zachowywał się przyzwoicie wobec Ruan Nanzhu, ale sposób, w jaki patrzył na Lin Qiushiego, był znacznie mniej życzliwy. Najwyraźniej chętniej ufał „kobietom”.

Użyłeś tamtej benzyny?

Jeszcze nie – odpowiedział mężczyzna.

Chociaż wczoraj powiedział, że użyje jej następnym razem, najwyraźniej nie potrafił się przemóc, żeby zmarnować tak cenny przedmiot.

Świetnie – powiedział Ruan Nanzhu. – Czy wspominałam, że podziemny tunel wiodący do drzwi jest w skrzyni?

Tak. Co z tym?

Nie wspomniałam za to, że… Hako Onna lub jeden z Hakobito mogą pilnować tej skrzyni.

Po chwili ciszy wyraz twarzy Ren Ruyuan drgnął.

Mówisz poważnie?!

Oczywiście, że mówię poważnie – powiedział Ruan Nanzhu. – Jedynym sposobem, żeby uniemożliwić Hako Onnie pilnowanie właściwej skrzyni, jest znalezienie jej natychmiast po zdobyciu klucza.

Był to jedyny sposób, aby mieć pewność, że Hako Onna nie będzie miała wystarczająco dużo czasu na reakcję — odnalezienie klucza i udanie się do wyjścia.

Ren Ruyuan zmarszczył brwi, nadal słuchając Ruan Nanzhu.

Jednak tu też jest problem.

Mężczyzna natychmiast zrozumiał.

Dlatego, że wśród nas ma wtykę?

Nie mogli więc być pewni, czy wyjście kiedykolwiek zostanie znalezione. Jeśli kret już je znalazł i ukrył, to nawet jeśli je odnajdą, i tak będą musieli stawić czoła Hako Onnie lub Hakobito. W ogóle nie będą mogli uciec.

Kurwa. – Ren Ruyuan nie mógł się powstrzymać od przekleństwa, sycząc ze złością: – Lepiej, żebym ich kurwa nie znalazł, bo na pewno ich zabiję…

Kiedy mówił, zrozumiał, dlaczego Ruan Nanzhu do niego przyszedł.

Chcesz, żebym zostawił benzynę na koniec?

Tak. – Ruan Nanzhu skinął głową.

Ren Ruyuan nie odpowiedział.

To jedyny przedmiot, jaki znaleźliśmy do tej pory, który może zaszkodzić Hako Onnie. – Ruan Nanzhu zachowywał spokój. Nie naciskał ani nie próbował odwoływać się do jakiegoś wyższego dobra. – To ty go znalazłeś, więc masz prawo używać go, jak chcesz. Mówię tylko, że jest bardzo ważny.

Ren Ruyuan westchnął cicho.

Dobrze, rozumiem.

Ruan Nanzhu wstał i przygotował się do wyjścia.

Ile drzwi dotąd przeszłaś? – zapytał nagle Ren Ruyuan.

To moje dziesiąte.

Och. Dobrze, dzięki za cynk. Pomyślę o tym.

Lin Qiushi i Ruan Nanzhu opuścili pokój mężczyzny. Obaj byli zajęci myślami – Lin Qiushi zastanawiał się, czy Ren Ruyuan użyje benzyny, ale nie miał pojęcia, o czym myśli towarzysz.

Zdobycie klucza było jak chemiczny stymulant. Wszyscy się nakręcili.

Podczas lunchu grupa z zapałem dyskutowała o możliwej lokalizacji wyjścia. Wiedzieli, że wciąż jest ponad sto nieotwartych skrzyń i jeśli tylko dopisze im szczęście, na pewno uda im się stąd szybko wydostać.

Jak to możliwe, że wydaje się wam to takie proste? – Jednak Sun Yuanzhou bezlitośnie wylał wiadro zimnej wody na optymistyczny tłum. – Czy nie wybiegacie za bardzo w przyszłość?

Wszyscy radośnie wyglądający nowicjusze zamarli. Jeden z nich zapytał nieśmiało:

Bracie Sun, co masz na myśli?

Wciąż nie znaleźliśmy kreta – powiedział chłodno Sun Yuanzhou. – Czy nie rozważałeś możliwości, że już znalazł przejście, ale nam o tym nie powiedział?

W pokoju natychmiast zapadła cisza. Wszystkie uśmiechnięte twarze zdawały się w jednej chwili stężeć.

Ruan Nanzhu jadł z opuszczoną głową. Nie angażował się w tę dyskusję, choć myślał mniej więcej tak samo jak Sun Yuanzhou – po prostu nie uważał za złe, że da się tym ludziom odrobinę nadziei.

Jeśli coś takiego się wydarzy, to jesteśmy kompletnie zgubieni – powiedział Sun Yuanzhou. – Nie otworzymy skrzyń, które już zostały otwarte, więc przejście nigdy się nie odnajdzie.

Cisza przy stole jadalnym przypominała śmierć. Weterani mieli doświadczenie i większość z nich już przemyślała sytuację, którą przedstawiał Sun Yuanzhou, więc mogli zachować spokój. Jednak wśród nowicjuszy znalazł się ktoś, kto nie wytrzymał tak nagłego ciosu i zaczął ryczeć.

To powiedzcie nam, co mamy robić. Mamy tu po prostu czekać, aż umrzemy?!

Sun Yuanzhou rzucił mu zimne spojrzenie.

Gdybym wiedział, co robić, czy siedziałbym tu dalej i rozmawiał z tobą?

Widząc, że zaraz wybuchnie zażarta kłótnia, Ruan Nanzhu nagle się odezwał:

Dobra, wystarczy. Sun Yuanzhou, chcę z tobą porozmawiać w cztery oczy.

Okej – zgodził się mężczyzna. Wstali i wyszli na zewnątrz.

Z pałeczkami w dłoni Lin Qiushi pracowicie wcinał makaron.

Nie jesteś ciekaw, o czym będą rozmawiać? – zapytała go cicho Liang Miye.

Po co tak się ciekawić? I tak nam powie.

Na te słowa Liang Miye zamrugała i się roześmiała.

Kurczę, zazdroszczę wam obojgu.

Lin Qiushi spojrzał na Liang Miye z lekkim zdziwieniem.

Ruan Nanzhu i Sun Yuanzhou stali razem na zewnątrz. Mężczyzna właśnie miał zapalić papierosa, gdy Ruan Nanzhu go powstrzymał:

Nie chuchaj na mnie dymem. Masz, weź cukierka.

Podał mu cukierek. Na widok tego małego, kolorowego przedmiotu usta Sun Yuanzhou drgnęły.

Nie spodziewałem się po tobie takiej dziecinnej strony.

Mojemu partnerowi się podoba – odpowiedział Ruan Nanzhu.

Czy ty i Yu Linlin naprawdę jesteście razem? – Sun Yuanzhou wydawał się nie dowierzać.

Maleńka ma już trzy lata – skłamał Ruan Nanzhu bez ogródek. – A najstarsza jest w gimnazjum. – Na jego twarzy pojawił się serdeczny, matczyny uśmiech. – Dla nich mogę zrobić wszystko.

Sun Yanzhou milczał przez chwilę, po czym westchnął.

Niełatwo być matką.

To prawda. – Ruan Nanzhu również skinął głową.

Dobrze. Po co mnie tu wezwałeś? – Sun Yuanzhou sprowadził ich z powrotem do tematu.

Wiem, że nie jesteś kretem, i ty wiesz, że ja nie jestem kretem. Więc możemy razem pracować, prawda? – zapytał Ruan Nanzhu.

Dlaczego tak mówisz? – Sun Yuanzhou uniósł brew.

Oczywiście, potrzebuję twojej pomocy, żeby znaleźć wtykę.

Jak mogę pomóc? – zapytał Sun Yuanzhou.

Ruan Nanzhu wyciągnął z kieszeni kilka karteczek samoprzylepnych. Wszystkie zostały dostarczone przez Sun Yuanzhou, aby na nich notować zawartość otwartych skrzyń.

To ty je rozdałeś, prawda?

Widząc karteczki samoprzylepne w dłoniach Ruan Nanzhu, coś w spojrzeniu Sun Yuanzhou błysnęło. Równie szybko wrócił do normy i się uśmiechnął.

Coś sugerujesz?

Wszyscy tu jesteśmy starymi wygami – powiedział Ruan Nanzhu. – Czy muszę mówić coś więcej?

Po tym, jak dostał karteczki samoprzylepne, poczuł, że coś jest nie tak, więc on, Lin Qiushi i Liang Miye dokładnie je porównali. Sam wygląd nie zdradzał niczego podejrzanego, ale na karteczkach czuć było bardzo słaby zapach. A Ruan Nanzhu, która zawsze zwracał uwagę na szczegóły, natychmiast wyczuł, że coś jest nie tak.

Jednak Sun Yuanzhou nie zaszkodził jego interesom, więc był zbyt leniwy, żeby cokolwiek powiedzieć. Teraz jednak sytuacja się zmieniła. Potrzebował jego pomocy, żeby ustalić, które skrzynki otworzył kret.

Dobrze. – Sun Yuanzhou włożył cukierek do ust. – Rzeczywiście coś z nimi zrobiłem.

Wyciągnął z kieszeni latarkę ultrafioletową i poświecił nią na karteczki. Pojawiła się liczba osiem. Zawsze nosił przy sobie te przedmioty, na wszelki wypadek, ale zdziwił się, gdy w końcu się przydały.

Ruan Nanzhu kliknął językiem.

Nieźle, bracie Sun, nieźle.

Sun Yuanzhou się roześmiał.

I tak nie jestem tak dobry, jak ty.

Wszyscy byli świadkami zdolności Ruan Nanzhu. W istocie, ktoś, kto miał wskazówkę do dziesiątych drzwi, nie był osobą, z którą można było igrać.

Więc już wiesz, kim jest ten kret? – zapytał Sun Yuanzhou.

Prawdopodobnie – powiedział Ruan Nanzhu. – Chociaż jego IQ nie wydaje się zbyt wysokie. Dlaczego Hako Onna go wybrała?

Wyjął z kieszeni kolejny cukierek, otworzył go i włożył do ust.

Miałaby łatwiej, gdyby wybrała mnie. Gwarantuję, że zabiłabym was wszystkich w najkrótszym możliwym czasie.

Sun Yuanzhou parsknął śmiechem.

Zabić nas wszystkich? Nie sądzę, żebyś dała radę to zrobić. – Każdy, kto miał oczy, widział relację między Ruan Nanzhu a Lin Qiushim. – Zapomniałeś, że jest tu też twój mąż?

Och, on nie jest moim mężem. – Ruan Nanzhu, mrugając oczami, dopisał kolejne strony do swojego scenariusza. – On jest moim kochankiem.

Początkowo promienny uśmiech zniknął z twarzy Sun Yuanzhou.

Jest przystojny i dobry w łóżku. – Uzależnienie Ruan Nanzhu od dramatyzmu w końcu pokazało swoje pazurki. – Rozumiesz, prawda?

Sun Yuanzhou zatkało. Nie, naprawdę nie mógł zrozumieć. Prawie słyszał muzykę w tle graną przez zdradzanego męża – jak leciała ta piosenka? Widziałem krople deszczu spadające na pole zielonej trawy?

Zapomnij o tym. Tak czy inaczej. – Sun Yuanzhou, pocierając nos, postanowił pominąć ten zupełnie niezręczny temat. – Co planujesz potem?

Otworzyć wszystkie skrzynie, które otworzyła wtyka, to oczywiste.

Czy to nie jest zbyt czasochłonne?

Ruan Nanzhu wzruszył ramionami.

A masz jakiś lepszy pomysł?

Nie.

No to widzisz – powiedział Ruan Nanzhu. – To może głupia metoda, ale przynajmniej możemy mieć pewność, że cała nasza praca nie poszła na marne.

Tłumaczenie: Ashi

Tom I Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32

Tom II
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53

Tom III
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77

Tom IV
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95

Tom V
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 126
Rozdział 126

Tom VI
Rozdział 127
Rozdział 128
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6
Ekstra 7
Ekstra 8
Ekstra 9
Ekstra 10

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: