Gdy Lin Qiushi skończył mówić, wzrok Zhou Hanshana padł na posąg i chłopak przez dłuższą chwilę milczał.
Krwawe łzy rzeźby wyschły, a jej oczy znowu znieruchomiały. Jakby wskazówka, którą im właśnie dała, była tylko złudzeniem.
Gu Longming pochylił się i podniósł drewnianą figurkę. Wpatrywał się w lalkę w swojej dłoni.
– Zhou Hanshan, serio, jak długo się umawialiście? – zapytał.
– Pół roku – odpowiedział Zhou Hanshan. Skierował się w głąb schowka i usiadł na zakurzonej ławce. – Zwykle spotykaliśmy się na zajęciach klubowych… Powiedziała, że jest zajęta szkołą, a ja mówiłem, że doskonale to rozumiem.
Kiedyś narzekał, że miłość ogłupia ludzi, ale teraz odkrył, że to prawda. Nawet sposób, w jaki się poznali, był pełen niespójności – prawdziwe poznanie się i kochanie nie podlegało żadnej dyskusji. Już sam początek tej historii był błędem, ale on był głupi. Przedłużył ten błąd i zapłacił za niego bolesną cenę.
Lin Qiushi słuchał Zhou Hanshana, ale nie podjął tematu rozmowy. Dopiero gdy Zhou Hanshan skończył, powiedział:
– Odprawmy dzisiaj rytuał.
– Co?
Zhou Hanshan początkowo myślał, że się przesłyszał, ale widząc spokojny wyraz twarzy Lin Qiushiego, zdał sobie sprawę, że mężczyzna naprawdę powiedział to, co powiedział.
– Masz na myśli, że mamy wymyślić kolejne życzenie?
– Nie zostało już dużo czasu. – Lin Qiushi wziął do ręki roztrzaskaną lalkę. – Nie chcecie tak skończyć, prawda?
Ich drewniane lalki były zniszczone. Mogli uciekać, ale nie dało się ukryć na zawsze i w każdej chwili mogło się wydarzyć coś, co pozbawiłoby ich życia. Więc opuszczenie tego świata i zakończenie wszystkiego było najlepszym rozwiązaniem, choć podjęcie takiej decyzji wcale nie było łatwe.
– Nie wyczuwam w tym żadnej złości. A ty? – Lin Qiushi patrzył na rzeźbę.
W tej chwili rzeźba była już bardzo podobna do człowieka. Czy to przez ciepło ciała, czy fakturę skóry, szybko zbliżała się do człowieczeństwa. Zhou Hanshan wpatrywał się w nią przez chwilę. Nagle wstał i przycisnął policzek do jej piersi. Chwilę później zbladł i spojrzał na nich przez ramię.
Lin Qiushi mógł odgadnąć, co miał na myśli, patrząc jedynie na jego wyraz twarzy.
– Słyszę bicie serca – powiedział po chwili chłopak.
Gu Longming się zdziwił.
– Bicie serca?
Szok już niemal obezwładnił Zhou Hanshana.
– Zgadza się, bicie serca.
Przyglądając się rzeźbie, delikatnie pogłaskał jej policzek swoją dłonią.
– Czy ona ma zamiar stać się człowiekiem…?
Choć to było jedynie pytanie, wszyscy dobrze wiedzieli, że za kilka dni rzeźba przed nimi może stać się człowiekiem. Nie wiedzieli tylko, jaką cenę trzeba będzie zapłacić, żeby ożyła.
Lin Qiushi postanowił, że tej nocy zostanie w sali klubowej, aby wypowiedzieć życzenie. Grał w sudoku, a Gu Longming z pochyloną głową przyglądał się lalce, którą trzymał w dłoni. Zhou Hanshan milczał w kącie. Atmosfera w pokoju była napięta i pełna nerwów.
W międzyczasie Lin Qiushi i Gu Longming poszli razem do łazienki.
– O czym myślisz, Yu Linlin? – zapytał po drodze mięśniak.
– O Zhou Hanshanie.
– Dlaczego? – Obecne wrażenie Gu Longminga na temat Zhou Hanshana było zupełnie inne niż wcześniej, ponieważ, szczerze mówiąc, to on był katalizatorem wszystkiego, co się wydarzyło. – Gdyby nie zakochał się w Zhu Ruyuan, ta sytuacja mogłaby nigdy nie mieć miejsca.
– Racja. Myślisz, że on nadal kłamie w jakiejś sprawie?
Gu Longming skinął głową.
Każdy miał sekrety. A niektóre z nich mogły pozostać tajemnicą aż do śmierci.
– Wieczorem powinieneś być ostrożny – powiedział Lin Qiushi. – Nie sądzę, żeby wypowiedzenie życzenia było takie łatwe.
– Czy ta osoba spróbuje nas powstrzymać? – zapytał Gu Longming.
Lin Qiushi spuścił wzrok, myjąc ręce. Zimna woda spływała po regularnych liniach jego dłoni.
– Mówisz o Zhu Ruyuanie, czy masz na myśli Zhou Hanshana?
– Zhou Hanshana? – Gu Longming nie zrozumiał. – Dlaczego miałby nam zabronić wypowiadania życzeń?
– Bo może nasze życzenia są sprzeczne z jego. – Lin Qiushi zakręcił wodę i sięgnął po ręcznik papierowy, żeby wytrzeć ręce. – Pamiętasz, gdzie go spotkaliśmy?
– W klasie… Zaraz, tych troje… – Gu Longmingowi nagle coś przyszło do głowy. Nagle przypomniał sobie, co ta trójka uczniów robiła w klasie. – Oni też wtedy wypowiadali kolejne życzenie?
– Tak. – Usta Lin Qiushiego uniosły się w delikatnym uśmiechu. – Powiedz, jak wiele, twoim zdaniem, Zhou Hanshan tak naprawdę przed nami ukrywa?
Przepołowiony Xiao He, ścięty przyjaciel oraz ocalały Zhou Hanshan – kiedy spotkali ich po raz pierwszy, byli w klasie i rozsmarowywali krew na swoich drewnianych figurkach. Według chłopaka roztarcie krwi na lalkach było częścią procesu wypowiadania życzeń, ale w tym przypadku istniała oczywista luka logiczna – w klasie nie było żadnej rzeźby.
Jeśli jednak wszystko było tak, jak powiedział Zhou Hanshan, to dlaczego odprawiali rytuał w klasie? Albo życzenia nie miały żadnego efektu, albo wcale nie chodziło o posąg.
– Właściwie Zhou Hanshan nie jest jedynym ocalałym w szkole – powiedział Lin Qiushi. – Pamiętasz bibliotekarza?
– Tak. – W głowie Gu Longminga panował chaos, ale wciąż czuł, że we wszystkich tych powiązanych ze sobą tropach jest kluczowy punkt i to właśnie od niego należy zacząć analizę tego wszystkiego. – Bibliotekarz… Masz na myśli…
– On wciąż żyje – powiedział Lin Qiushi. – I ma też tę lalkę. To oznacza, że Zhou Hanshan kłamie.
Gu Longming zaśmiał się z bólem.
– Mam wrażenie, że rozwiązuję naprawdę trudne zadanie matematyczne.
Lin Qiushi podniósł dłoń do góry.
– Zadanie matematyczne byłoby o wiele prostsze. Po prostu nie przemyśleliśmy jeszcze wielu szczegółów. Bibliotekarz wciąż żyje, co jest dowodem na jedno.
– Na co? – zapytał Gu Longming, nie mogąc tego pojąć.
– Spełnienie życzenia cię nie zabija – powiedział Lin Qiushi. – To prawda, że trzeba zapłacić cenę, ale niekoniecznie jest nią życie.
Po tym zdaniu mięśniak zapadł w milczenie.
– To dlaczego oni…
– Zaczynam podejrzewać, że rzeźba i Zhu Ruyuan to zupełnie co innego – powiedział Lin Qiushi. – Rzeźba spełnia życzenia, a duch pełen urazy popełnia mordy. Oczywiście to tylko przypuszczenie i nie mam żadnych dowodów.
– Dlatego chcesz wypowiedzieć życzenie?
Zastanawiał się, dlaczego jego towarzysz chciał to zrobić. Teraz stało się jasne, że Lin Qiushi chciał coś udowodnić.
– Tak. Do rana wszystkie tajemnice zostaną rozwiązane. Miej oko na Zhou Hanshana, kiedy nadejdzie czas.
– Okej. – Gu Longming skinął głową.
– Chodźmy. – Lin Qiushi skończył, ale zauważył, że Gu Longming wciąż się w niego wpatruje. Poczuł się trochę dziwnie. – Czemu się na mnie gapisz?
– Myślę, że bardzo się zmieniłeś – powiedział Gu Longming. – Czy po tym, jak przeszedłeś ze mną przez drzwi, przeszedłeś jeszcze przez wiele innych?
– Wcale nie – powiedział Lin Qiushi. Pytanie Gu Longminga wydało mu się dziwne. – Wszedłem tylko przez jedne drzwi na niskim poziomie z przyjacielem… Co jest?
– Nic. Robisz naprawdę szybkie postępy – powiedział Gu Longming. – W porównaniu z ostatnim razem, teraz jesteś jeszcze lepszy. – Z westchnieniem dodał: – Może niektórzy ludzie po prostu naturalnie nadają się do drzwi.
Brwi Lin Qiushiego drgnęły w górę. Nie sądził, że usłyszy to również od Gu Longminga. Chociaż Ruan Nanzhu powiedział mu coś podobnego w przeszłości, nie wzbudziło to w nim żadnych szczególnych uczuć. Myślał, że po prostu w ten sposób próbuje zachęcić nowicjusza.
Gdy wrócili do pokoju, zobaczyli Zhou Hanshana wpatrującego się w stół i wyglądającego na osowiałego.
Lin Qiushi spojrzał na zegarek.
– Chodźcie, pójdziemy na lunch.
– Nie jestem głodny – powiedział Zhou Hanshan. – Nie mam ochoty jeść.
– Czyli nie boisz się zostać tu sam?
Zhou Hanshan pomyślał o tym, wyglądając na przerażonego.
– Dobrze. Zatłoczona stołówka jest trochę bardziej kojąca.
Wszyscy mieli mnóstwo spraw na głowie. Jedzenie nie sprawiało im teraz przyjemności. W stołówce Lin Qiushi dostrzegł Zuo Sisi i po chwili namysłu podszedł do niej i się przywitał.
– Gdzie byłeś? – zapytała Zuo Sisi. – Nie widziałam cię cały ranek, a cię szukałam.
– Sala klubowa – powiedział Lin Qiushi. – Coś się stało?
Zuo Sisi spojrzała w bok.
– Wiesz kim jest ten NPC, którego chronisz?
– Co z nim?
Kobieta najwyraźniej coś odkryła i przybyła specjalnie, by mu o tym powiedzieć.
– Nazywa się Zhou Hanshan… Był bardzo blisko z grupą martwych dzieci.
Lin Qiushi skinął głową na znak zrozumienia.
– Jego koledzy z klasy mówili, że spotyka się z dziewczyną o imieniu Zhu Ruyuan. – Widząc spokojną postawę Lin Qiushi, Zuo Sisi jeszcze bardziej zniżyła głos. – Ale sprawdziłam to. W ogóle nie ma dziewczyny z czwartej klasy o imieniu Zhu Ruyuan.
– Dziękuję – powiedział Lin Qiushi. – Zgadza się, Zhu Ruyuan nie jest z czwartej klasy.
– A z której? – Oczy Zuo Sisi były szeroko otwarte.
– Ona nie żyje. – Po chwili namysłu Lin Qiushi wyjawił to kobiecie.
Wyraz twarzy Zuo Sisi drgnął.
– …Mówisz poważnie?
– Tak.
– To dlaczego jesteś taki spokojny? – Kiedy usłyszała tę nowinę, na jej ramionach pojawiła się gęsia skórka.
– To nie tak. Wcześniej też się przestraszyłem.
Zuo Sisi westchnęła.
– Dobra, jesteś w tym lepszy. Znalezienie tych informacji zajęło mi tak długo, a wy już o tym wiedzieliście… Drzwi i klucz? Macie jakieś wskazówki?
– Niewiele.
Zuo Sisi wiedziała, że ich grupa ma na pewno więcej informacji na ten temat, ale nie byli na tyle blisko, by swobodnie wymieniać się informacjami, więc rozsądnie nie pytała dalej. Kazała mu jedynie uważać na Zhou Hanshana, wspominając, że coś może być nie tak z tym NPC.
Podziękowawszy jej, Lin Qiushi wrócił do swojego stołu.
– Czego sobie zażyczysz dziś wieczorem? – Zhou Hanshan nie miał apetytu. Zadał pytanie, dźgając pałeczkami ryż na talerzu.
– Jakie życzenie twoim zdaniem byłoby odpowiednie? – zapytał Lin Qiushi.
– Żeby to wszystko szybko się skończyło, oczywiście. – Chłopak był jak chodzący trup. – Nie mogę już tego znieść.
– Dobrze – powiedział Lin Qiushi. – W takim razie niech to się szybko skończy.
Czas oczekiwania zawsze jest długi. Noc, która w pozostałe dni nadchodziła tak szybko, dziś wydawała się odległa o całe lata.
Czekali i czekali w sali klubowej. Zhou Hanshan, leżąc na stole, nawet zasnął.
Lin Qiushi nie odważył się odpocząć. Złamana drewniana figura przed nim przypominała mu, że wypadek może się zdarzyć w każdej chwili. Kiedy ta istota pragnęła twojej śmierci, nie dbała o to, czy odpoczywasz, czy nie.
Na zewnątrz zaczął padać deszcz. Wskazówka godzinowa powoli się przesuwała, aż w końcu wybiła godzina 20:00. Niebo pociemniało. Gwiżdżący wiatr niósł ze sobą deszcz. Lin Qiushi spojrzał na zegarek i nawiązał kontakt wzrokowy z Gu Longmingiem. Najwyższy czas.
Lin Qiushi szturchnął śpiącego Zhou Hanshana, aby go obudzić.
– Czas wstawać, na dworze jest ciemno.
Zhou Hanshan podskoczył, podnosząc się ze stołu.
– Miałem sen – mruknął.
– Co ci się śniło? – zapytał go Gu Longming.
– Moi przyjaciele – powiedział Zhou Hanshan. – Mówili, że za mną tęsknią.
Przetarł twarz dłonią.
– Ja… też za nimi tęsknię. – Potem zachichotał z bólem. – Może wkrótce do nich dołączę.
Gu Longming nie odpowiedział, tylko poklepał go po ramieniu, aby dodać mu otuchy. Gdy zapadła noc, weszli do składzika i wypchnęli rzeźbę na zewnątrz.
Wciąż stała nieruchomo, czuć od niej było jedynie ciepło człowieka. To wywołało w nich różne, dziwne emocje, a Zhou Hanshan ostrożnie ją dotknął, mamrocząc pod nosem, że przecież nie zmieni się w człowieka, prawda? Jeśli naprawdę się zmieni, co mieli zrobić?
– Czy możemy teraz wypowiedzieć życzenie?
– Tak – powiedział Zhou Hanshan. – Natnij palec i wetrzyj krew w drewnianą lalkę. A potem pomyśl życzenie przy rzeźbie… – Spojrzał na Lin Qiushiego. – Czego sobie życzysz?
Mężczyzna nie odpowiedział. Sztylet, który wyjął z kieszeni i trzymał na palcu, nagle się zatrzymał.
– Co? – zapytał Zhou Hanshan.
Lin Qiushi spojrzał na ziemię.
W pokoju były w sumie trzy osoby. Od kolacji stąd nie wychodzili, a deszcz zaczął padać od razu po ich posiłku. Jednak teraz w sali pojawiły się dodatkowe ślady wodnistych stóp. Ciągnęły się od drzwi i sądząc po rozmiarze, należały do kobiety.
Tak jak Lin Qiushi zauważył wcześniej w klasie, w pomieszczeniu była jeszcze jedna osoba. Po prostu jej nie widzieli. Po chwili podał sztylet Zhou Hanshanowi i powiedział:
– Ty pierwszy.
Chłopak był zaskoczony. Wyraźnie się nie spodziewał takiej reakcji.
– …Ale ja już wypowiedziałem życzenie.
– Kto powiedział, że nie można mieć dwóch?
– Nie wiem, czego sobie życzyć. – Zhou Hanshan wydawał się nieco spanikowany. – Ja…
Lin Qiushi obserwował go uważnie.
– Zhou Hanshan, czego właściwie wtedy sobie życzyłeś?
– Ja…
– Nie kłam – powiedział Lin Qiushi. – Jeśli skłamiesz, rozwalę tę rzeźbę na twoich oczach.
Mówiąc to, podszedł do posągu. Widać było, że nie żartuje.
Zhou Hanshan zamilkł. Wyglądał, jakby jakieś słowa same cisnęły mu się na usta.
– Pomyśl życzenie. – Głos Lin Qiushiego był bardzo lekki, ale nikt nie pomyślał, że żartuje. – Życz sobie, żeby to wszystko się skończyło.
Zhou Hanshan trzymał w dłoni sztylet, a jego wyraz twarzy stał się nieprzenikniony. Gu Longming również zauważył zmianę w zachowaniu chłopaka. Marszcząc brwi z podejrzliwością, wpatrywał się w niego i zawołał jego imię:
– Zhou Hanshan?
– Wiesz już wszystko, prawda? – powiedział spokojnym tonem chłopak, odkładając sztylet i się uśmiechając.
Lin Qiushi westchnął. Jego przypuszczenie rzeczywiście się sprawdziło. Zhou Hanshan wciąż coś przed nimi ukrywał i odgrywał bardzo ważną rolę w całej tej sytuacji. Gu Longming również zauważył tę zmianę i instynktownie przeklął.
– Zhou Hanshan, pozwól mi zgadnąć. Życzenie, które wtedy wypowiedziałeś, tak naprawdę się nie spełniło… ale było blisko, prawda?
Chłopak był niewzruszony. W porównaniu z jego tchórzliwą, nerwową wersją, ten Zhou Hanshan wydawał się zupełnie inną osobą.
– Zdenerwowałeś się? – zapytał Lin Qiushi. – Kiedy zdałeś sobie sprawę, że sposób spełnienia twojego życzenia był inny, niż sobie wyobrażałeś?
Nastolatek westchnął głęboko.
– Naprawdę nie cierpię mieć do czynienia z mądrymi ludźmi. – Wstał z krzesła i podszedł do rzeźby, delikatnie głaszcząc ją dłonią. – Zgadza się, jest inaczej, niż myślałem. Więc… nie mogę umrzeć. – Odwrócił się i spojrzał na Lin Qiushieg. – Zamiast tego będę musiał was obu zmusić, żebyście umarli za mnie.
Gdy to powiedział, do pokoju wpadł gwałtowny podmuch wiatru. Lampy nad ich głowami zatrzeszczały i prawie zgasły.
Lin Qiushi usłyszał szum deszczu. Odwracając się, zobaczył Zhu Ruyuan stojącą tuż za nim. Miała na sobie długą suknię, a z jej bladej twarzy wpatrywały się w Lin Qiushiego wściekłe oczy. Woda, którą zostawiła na podłodze, przemieniła się w czerwoną krew.
Gu Longming podskoczył na jej widok i odruchowo cofnął się o kilka kroków, ale Lin Qiushi zachował spokój. Wsunął dłoń do kieszeni, a kiedy ją wyciągnął, na czubku palca widniała kropla krwi. Potarł nią drewnianą figurkę i wypowiedział na głos:
– Życzę sobie, żeby życzenie Zhou Hanshana nigdy się nie spełniło.
Początkowo nastolatek zachowywał spokój, ale gdy usłyszał słowa Lin Qiushiego, natychmiast się skrzywił. Z rykiem rzucił się na niego ze sztyletem w dłoni.
– Jak śmiesz…!
Lin Qiushi zwinnie zareagował i uniknął ataku Zhou Hanshana, a następnie kopnął go w dłoń, wytrącając sztylet z jego uścisku. Chłopak był od początku słaby. Pokonanie Gu Longminga nie wchodziło w grę, ale najwyraźniej nie miał szans nawet w starciu z Lin Qiushim.
Mężczyzna uderzył go pięścią w brzuch i powalił na podłogę. Za ich plecami usta Zhu Ruyuan rozwarły się w odrażającym uśmiechu.
– Jak sobie życzysz – powiedziała.
– Nie! – krzyknął Zhou Hanshan.
Wtedy dźwięk tłuczonego kamienia rozniósł się po całym pomieszczeniu. Lin Qiushi spojrzał w górę i zobaczył, że stojąca obok nich rzeźba zaczęła rozpadać się na małe kawałki.
Zhou Hanshan rzucił się w jej stronę, wyjąc i płacząc, próbując osłonić ją dłońmi, złożyć ją z powrotem. Jednak bez względu na to, jak bardzo się starał, nie mógł powstrzymać rozpadu rzeźby. Zhou Hanshan zebrał fragmenty w ramiona i zapłakał z rozpaczy.
– Tak blisko. Byliśmy tak blisko…
Lin Qiushi po prostu mu się przyglądał.
Wyraz twarzy Gu Longminga był o wiele bardziej skomplikowany.
– Więc co zrobiłeś… Czy oddałeś życie swoich przyjaciół za to coś?
Zhou Hanshan nie odpowiedział na pytanie Gu Longminga. Całą swoją uwagę skupił na rzeźbie. Była całkowicie roztrzaskana, a kiedy Lin Qiushi podszedł bliżej, znalazł wśród kawałków miedziany klucz. Chociaż już wcześniej się tego domyślił, Lin Qiushi odetchnął z ulgą, gdy tylko go zobaczył.
Nastolatek siedział odrętwiały na podłodze, nadal trzymając rzeźbę w ramionach.
– Życzeniem Zhu Ruyuan było, aby rzeźba miała duszę. Twoim życzeniem było być razem z Zhu Ruyuan – powiedział Lin Qiushi, podnosząc klucz. – Były dwa sposoby, abyście mogli być razem. Umrzeć lub by rzeźba stała się człowiekiem. Wybrałeś ten drugi.
Zhou Hanshan podniósł głowę i w milczeniu obserwował Lin Qiushiego.
– Tym, kto może spełniać życzenia, prawdopodobnie nie jest Zhu Ruyuan, ale ta rzeźba… prawda?
Ramiona Zhou Hanshana drżały. Jakby płakał, ale też jednocześnie się śmiał.
– Twoim życzeniem nigdy nie było zdobycie tej nagrody… więc nie ma tu paradoksu. Cena, którą zapłacili, była po prostu częścią rachunku ich przyjaciela.
Jak to możliwe, że przywrócenie życia zmarłemu było tak proste? Lin Qiushi podejrzewał, że rzeźba Zhu Ruyuan również zyskała własną duszę – to ona wyglądała dokładnie jak Zhu Ruyuan i to ona spełniała życzenie Zhou Hanshana.
– Chciało mnie zabić. – Zhou Hanshan wyglądał na wyczerpanego. – Bo nie mogło spełnić mojego życzenia.
Duszy wciąż brakowało pewnej części. Bez niej Zhu Ruyuan nigdy nie mogłaby stać się człowiekiem.
– Nie. – Lin Qiushi wrzucił klucz do kieszeni. – Nigdy nie pomyślałeś, że to Zhu Ruyuan próbuje cię zabić?
Chłopak zamarł.
– Może nie chce, żebyś dalej podążał tą drogą – powiedział Lin Qiushi. – Myślisz, że była szczęśliwa, przemieniając się z posągu w człowieka?
Zhou Hanshan spojrzał na roztrzaskane fragmenty, które trzymał w ramionach.
– Oczywiście, to wszystko jest tylko przypuszczeniem. – Po chwili zwrócił się do Gu Longminga: – Chodźmy.
Mięśniak skinął głową i wyszedł za nim. Kiedy jednak dotarli do drzwi, usłyszeli stłumiony jęk dochodzący z wnętrza. Lin Qiushi obejrzał się i zobaczył Zhou Hanshana leżącego w kałuży krwi. W jego brzuchu tkwił ostry sztylet.
To nie był zaskakujący widok, a po prostu niepokojący.
Gu Longming westchnął, a Lin Qiushi odwrócił się i bez wahania wyszedł z pokoju.
Każdy musiał w jakiś sposób zapłacić za swoje czyny. Zhou Hanshan doprowadził do śmierci wszystkich swoich przyjaciół – niezależnie od tego, czy zrobił to celowo, czy nie, był to dług, który musiał spłacić.
Tłumaczenie: Ashi
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Tom II
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53
Tom III
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77
Tom IV
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95
Tom V
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 126
Rozdział 126
Tom VI
Rozdział 127
Rozdział 128
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6
Ekstra 7
Ekstra 8
Ekstra 9
Ekstra 10