Obie fotografie były grupowymi zdjęciami klasy 2-3. Sachiko nie było na jednym z nich, podczas gdy Ko Shinobu i jego przyjaciel nie byli obecni na drugim. Reszta osób wydawała się stać dokładnie w tych samych miejscach, ale po dokładnych oględzinach można było stwierdzić, że mają zupełnie inne wyrazy twarzy. Xia Rubei dokonała bardzo przerażającego odkrycia.
– Czy to zdjęcie… zostało zrobione z tymi samymi osobami w tym samym miejscu?
– Tak – powiedział Li Dongyuan. – To na pewno nie jest photoshop.
– Dlaczego Sachiko je zostawiła? – Xia Rubei nie odważyła się dotknąć zdjęcia, jakby mogło ją ono poparzyć. – Ja… ja nadal nie rozumiem…
Sądząc po minach towarzyszy, wyglądało na to, że była jedyną osobą, która nie wiedziała, co się dzieje.
Xia Rubei rzuciła Li Dongyuanowi błagalne spojrzenie, ale ten tylko poklepał ją po głowie.
– Nie spiesz się. W końcu zrozumiesz.
Xia Rubei fuknęła. Czy traktujesz mnie jak swojego zwierzaka?!
Lin Qiushi zrozumiał, dlaczego Sachiko zostawiła to zdjęcie. Przyjrzał się obu fotografiom i lekko westchnął.
Zastraszanie było czymś, co zdarzało się w większości szkół, ale raczej nikt nie posuwał się aż tak daleko. Nauczyciele przeważnie nie chcieli zajmować się takimi sprawami, ale nigdy nie pomyśleli, że pozostawienie uczniów samych sobie tylko pogorszy sytuację.
– Chodźmy. – Ruan Nanzhu spojrzał na zegarek. – Już prawie pora lunchu. Złapiemy ich tam.
Li Dongyuan zgodził się i wstał.
Dom Ko Shinobu znajdował się tuż obok szkoły, więc ten wracał tam na lunch. Znaleźli ukryte miejsce w pobliżu bram i czekali na przybycie chłopaka, ale ten jakoś się nie pojawił. Zamiast tego spotkali jego przyjaciela.
Wcześniej o niego zapytali, więc wiedzieli, że nazywa się Mougai. Kiedyś był w tej samej klasie co Ko Shinobu, ale po wypadku przeniesiono ich do osobnych klas.
Mougai był bardziej muskularny niż jego przyjaciel i wyglądał, jakby był bardziej porywczy.
– Czemu mnie szukacie? Nic nie wiem! – wypalił natychmiast.
– Znajdźmy ciche miejsce, żeby porozmawiać – zaproponował Li Dongyuan. – W końcu nie chciałbyś, żeby ktoś inny usłyszał temat rozmowy.
Gdy Mougai miał zamiar się odgryźć, Ruan Nanzhu wyciągnął grupowe zdjęcie i nim pomachał przed jego oczami. Jego wyraz twarzy zmienił się drastycznie, gdy je zobaczył i natychmiast zgodził się na tę sugestię.
Ruszyli więc do małego ukrytego lasu za budynkiem szkoły. Mougai miał bardzo odpychający wyraz twarzy, jednocześnie tłumiąc poczucie strachu.
Ruan Nanzhu od razu przeszedł do konkretów.
– To wy zabiliście Satchan, prawda?
Mougai podskoczył, ale po chwili powiedział ze złością:
– O czym ty mówisz? Nie rozumiem, o czym mówisz. Przecież zginęła w wypadku…
– A jak niby doszło do tego wypadku? Czy ty i Ko Shinobu nie jesteście…
Nagle przerwał mu Li Dongyuan. Spojrzał na Ruan Nanzhu, mówiąc:
– Dacie mi chwilę?
– Pięć minut?
– Wystarczy.
Ruan Nanzhu wyciągnął rękę, by ująć dłoń Lin Qiushiego, po czym obaj odwrócili się, by odejść.
Lin Qiushi poczuł się dziwnie.
– Dlaczego?
– Chodźmy. Daj Li Dongyuanowi pięć minut, a on zajmie się tą osobą.
Lin Qiushi nie mógł w to uwierzyć.
– Czy on naprawdę wie, jak hipnotyzować?
– Zapomniałeś, że wczoraj prawie pozwoliłeś mu się zahipnotyzować? To nic dziwnego, że lider Białego Jelenia posiada własne specjalne umiejętności.
Czekali pod laskiem, dając Li Dongyuanowi trochę czasu. Mimo wszystko wciąż byli konkurentami. Nic nadzwyczajnego, że mężczyzna odmówił pokazania im swojej karty atutowej.
Pięć minut nie było ani krótkim, ani długim czasem oczekiwania. Gdy wrócili, Li Dongyuan już uzyskał odpowiedź.
– Powtórz to jeszcze raz – rozkazał dzieciakowi.
Obecnie Mougai nie był w zwykłym stanie. Jego spojrzenie wydawało się odległe, jakby stracił przytomność i bezmyślnie powtórzył to, co najwyraźniej powiedział przed chwilą:
– Razem z Ko Shinobu zabiliśmy Satchan. Aby ją zastraszyć, chcieliśmy zepchnąć ją na śmietnik, ale przez pomyłkę wpadła na środek drogi. Samochód przejechał po niej i złamał jej nogę…
– Czy moglibyście ją wtedy uratować?
Wyraz twarzy Mougaia lekko drgnął, jakby chciał się uwolnić z hipnozy, ale mu się nie udało i szczerze wyznał wszystko, co Lin Qiushi usłyszał poprzedniej nocy.
– Tak, mogliśmy ją uratować, ale tego nie zrobiliśmy. Uciekliśmy… Ko Shinobu mnie odciągnął. Powiedział, że trafimy za to do więzienia. Nie chcę być uwięziony…
Po wysłuchaniu słów Mougaia Lin Qiushi trochę się zdenerwował.
Tego dnia był środek zimy, więc gdyby Mougai i Ko Shinobu wezwali karetkę na czas, Satchan mogłaby przeżyć. Jednak tego nie zrobili i wybrali tchórzostwo. Satchan, która straciła nogę, została porzucona w zimową noc, umierając z bólu, rozpaczy i samotności.
– To zaszło za daleko… – Lin Qiushi zmarszczył brwi.
Li Dongyuan lekko prychnął.
– To jeszcze nie wszystko. Spojrzał na Mougaia. – No dobra, umarła, ale dlaczego twoja klasa skomponowała tę prześmiewczą piosenkę?
Słysząc to, Mougai zadrżał, a jego spojrzenie stało się jeszcze bardziej przerażone. Jego usta zadrżały, gdy powiedział powoli:
– To… To nie było pierwotnie moim zamiarem. To oni… chcieli to zrobić. Z Ko Shinobu chcieliśmy ich powstrzymać, ale nam się nie udało.
– Zaśpiewałeś ją? – Na koniec Ruan Nanzhu zadał najważniejsze pytanie.
Mougai powoli pokręcił głową.
– Nie. Żaden z nas jej nie zaśpiewał. Nie odważyliśmy się… nie odważyliśmy się…
Byli przecież mordercami, którzy zabili Satchan. Jak mogliby nie mieć obaw przed zaśpiewaniem tej dziwnej piosenki? Poza nimi inni uczniowie ją zaśpiewali, więc wszyscy zginęli.
Ci dwaj pierwotnie byli mordercami i powinni zapłacić za to swoim życiem, ale strach przed piosenką pozwolił im uniknąć śmierci.
Kiedy Li Dongyuan skończył słuchać całej historii, na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Powoli wyciągnął notatkę z kieszeni, a następnie podał ją Mougaiowi.
– No dalej, przecież wiesz o tym, prawda?
Uczeń spojrzał na kartkę i zaczął się pocić. Wyraz strachu na jego twarzy nasilił się i wyglądał, jakby chciał coś powiedzieć. Jednak szept Li Dongyuana zabrzmiał mu w uszach:
– Chciałeś to zaśpiewać od początku, więc dlaczego tak się boisz? Nie ma powodu, żeby się bać. Jesteś bezpieczny, więc nie musisz się krępować.
Gardło Mougaia się zacisnęło, a usta rozchyliły, gdy śpiewał tę piosenkę.
– Satchan tak naprawdę nazywa się Sachiko, ale odkąd była mała, mówiła na siebie Satchan. Och, jakie to zabawne! Satchan naprawdę kocha banany, ale może zjeść tylko połowę swoich ulubionych bananów. Och, jakie to żałosne! Satchan odeszła w dalekie miejsce i wkrótce o mnie zapomni. Och, jaki jestem samotny, Satchan!
Gdy skończył, Lin Qiushi usłyszał, jak ziemia trzęsie się pod ich stopami. Powiedział:
– Zróbcie kilka kroków w tył. Coś jest pod naszymi nogami!
„Straciłam nogi, więc czy nie dasz mi swoich” — ostatnie słowa wyrwały się z ust Mougaia, a z ziemi wyłoniła się niezliczona liczba bladobiałych ramion, mocno chwytając za jego nogi.
Lin Qiushi początkowo myślał, że wciągną go pod ziemię, ale nagle pojawiła się Sachiko. Była w głębi lasu, powoli czołgając się w stronę Mougaia i podpierając się obiema rękami, aż w końcu złapała go za nogę…
Mougai wybudził się po hipnozie Li Dongyuana i zobaczył wszystko, co się działo. Wydał przenikliwy krzyk, a jego twarz wykrzywiła się w przerażającym cierpieniu.
– Satchan, przepraszam… Przepraszam… wybacz mi, Satchan…
Dziewczyna uśmiechnęła się. Przechyliła głowę na bok, chwyciła lewą nogę Mougaia i zaciekle pociągnęła.
Kończyna upadła na ziemię.
– Aaachhhh! – Mougai płakał z bólu.
– Jakie to bolesne, Satchan, jakie to bolesne… – Satchan kąpała się w świeżej krwi, uśmiechając się z zadowoleniem. – Satchan, jakie to bolesne, odpłać się Satchan swoją nogą, dobrze?
Ciało Mougaia opadło bezwładnie po utracie dużej ilości krwi. Satchan objęła jego nogę, a jej oczy wypełniły się radością. Nie spojrzała w kierunku Lin Qiushiego i pozostałych – wyciągnęła jedynie rękę, wskazała pewien kierunek, a następnie wykonała gest oznaczający numer jeden.
Potem wszystko zniknęło. Mougai, który umarł, został wciągnięty w ziemię. Poza kałużą krwi nie było nic, co by wskazywało, że kiedykolwiek istniał.
– Ugh… – To był pierwszy raz, kiedy Xia Rubei widziała coś tak krwawego. Nie mogła powstrzymać wymiotów. Podparła się o pień drzewa, podczas gdy pozostała trójka wciąż zachowała spokojne miny.
Ruan Nanzhu wykorzystał tę chwilę przerwy, by wyjąć zdjęcie, które zostawiła im Satchan. Spojrzał na nie, zanim podał je Lin Qiushiemu.
Mężczyzna spojrzał na zdjęcie i, tak jak się spodziewał, była na nim jeszcze jedna osoba – świeżo zmarły Mougai.
Na zdjęciu stał obok Satchan i miał na twarzy sztywny uśmiech.
Uśmiech Satchan stał się jeszcze bardziej promienny, na tyle, że aż zrobiło mu się zimno. Obok niej była jeszcze jedna luka.
– Skoro nie mogłam zrobić sobie z wami zdjęcia za życia, to spełnijcie moje życzenie po śmierci – wyrecytował Li Dongyuan i delikatnie się uśmiechnął. – Jaka romantyczna mała dama.
Lin Qiushi zawsze uważał, że Li Dongyuan jest zboczeńcem, ale teraz zdał sobie sprawę, że z tą osobą jest coś naprawdę nie tak. Szybko spojrzał na Ruan Nanzhu i zobaczył, że nawet on się uśmiechał… Te dwie osoby są do siebie bardzo podobne pod pewnym względem.
Lin Qiushi cicho podszedł do Xia Rubei, która była tak przerażona, że jej twarz stała się śmiertelnie blada.
– Chodźmy. Został jeszcze jeden – powiedział Li Dongyuan.
– A może najpierw zobaczymy drzwi? – powiedział nagle Ruan Nanzhu.
– Drzwi? Jakie drzwi? – zapytała szybko Xia Rubei. Wydawało jej się, że wymiotowała tylko przez dwie minuty, ale dlaczego teraz miała wrażenie, jakby minął cały wiek?
– Czy Satchan ich nie wskazała? Czy wy w ogóle zwróciliście na nią uwagę?
Lin Qiushi również zobaczył gest Satchan, ale nie sądził, że będzie wskazywała na drzwi.
– Jasne. – Li Dongyuan się zaśmiał. – Chodźmy je zobaczyć.
Następnie poszli w kierunku wskazanym przez Satchan i po przejściu pewnej odległości zdali sobie sprawę, że idą w stronę starego budynku szkoły. Wyglądało na to, że drzwi znajdowały się właśnie tam.
Dotarli do miejsca, w którym znajdowała się pierwotnie klasa Satchan i zgodnie z oczekiwaniami, jej drzwi zamieniły się w żelazne wrota prowadzące z powrotem do ich świata. Wydawało się, że teraz wystarczyło tylko poszukać klucza, a potem mogliby z powodzeniem stąd odejść.
– Mengmeng, może zagramy? – zapytał nagle Li Dongyuan.
– O co chcesz grać? – zapytał Ruan Nanzhu.
– Kto jako pierwszy znajdzie klucz.
– O co się założymy?
– Jeśli mi się uda, musisz mi zdradzić swoją prawdziwą tożsamość. Jeśli przegram… Nigdy więcej nie będę cię niepokoił.
Ruan Nanzhu obdarzył go półuśmiechem.
– Li Dongyuan, czy nie jesteś trochę zbyt przebiegły? Nie znasz mojej tożsamości, więc jak możesz mnie niepokoić?
Li Dongyuan uśmiechnął się i nic nie powiedział.
– Może założymy się o coś innego? Skoro zamierzamy zaryzykować, to zróbmy to na dużą skalę. Jeśli to ja źle zgadłam, opuszczę Obsydian i dołączę do Białego Jelenia. Jeśli ty źle zgadłeś, opuścisz Białego Jelenia i dołączysz do Obsydianu.
Li Dongyuan przestał się uśmiechać, zamiast tego przyglądając mu się uważnie.
– Co jest? Nie odważysz się? – Ruan Nanzhu poruszył brodą, patrząc z pogardą na Li Dongyuana.
Lin Qiushi bardzo dobrze znał tę minę. Była ona wyjątkowo charakterystyczna dla Ruan Nanzhu po tej stronie drzwi.
– Naprawdę nie śmiem – przyznał Li Dongyuan z rezygnacją i z wyrazem bezradności na twarzy. – Mogę tylko zgadywać, ale nie mam pewności… A ty?
Ruan Nanzhu nie odpowiedział. Odwrócił się i wyszedł.
Li Dongyuan został porzucony.
– Mengmeng, jesteś taka bezduszna – mruknął, rzucając wymowne spojrzenie Lin Qiushiemu.
Lin Qiushi spojrzał na niego ze zdziwieniem.
Po południu lekcje zostały wznowione, a Ko Shinobu był w klasie.
Aby nie dopuścić do jego ucieczki, wszyscy stali na straży przy każdym zejściu, chcąc go zatrzymać, gdy tylko skończą się lekcje.
Być może Ruan Nanzhu bał się, że Li Dongyuan znów zahipnotyzuje Lin Qiushiego, więc poszedł razem z nim, a Lin Qiushi z Xia Rubei.
Xia Rubei zupełnie nie wyglądała na osobę, która przeszła przez cztery pary drzwi. Przez cały czas albo się trzęsła, albo jej myśli gdzieś błądziły.
Wreszcie zadzwonił dzwonek oznajmiający przerwę i wszyscy uczniowie pobiegli po schodach, niosąc swoje torby.
Lin Qiushi był bardzo spostrzegawczy. Bał się, że Ko Shinobu wymknie się przez tłum, ale gdy wszyscy już prawie zniknęli, nadal nie mógł dostrzec żadnych śladów nastolatka. Wszedł po schodach, żeby sprawdzić, czy nie poszedł w kierunku Ruan Nanzhu.
Jednak wpadł na przyjaciela, gdy szedł w górę. On również przyszedł szukać Ko Shinobu, który najwyraźniej zaginął.
– Na dole też go nie było – powiedział Lin Qiushi. – Gdzie mógłby się ukryć?
Ruan Nanzhu rozejrzał się wokół.
– Są tu tylko dwie klatki schodowe. Xia Rubei, pilnuj tego miejsca. Krzycz, jeśli coś się stanie. Pójdziemy do klasy, żeby to sprawdzić.
Xia Rubei mruknęła i skinęła głową.
Poszli do klasy, ale wszyscy uczniowie już wyszli. Ruan Nanzhu podszedł do biurka Ko Shinobu i zobaczył, że jego torba wciąż tam jest.
– Jeszcze nie wyszedł.
– Zajrzę do łazienki – zaproponował Lin Qiushi.
Rozeszli się w różne strony, szukając nastolatka. Lin Qiushi poszedł do męskiej toalety, która była tuż obok.
W toalecie było kilka kabin. Przeszukał je jedna po drugiej i nikogo nie zobaczył, więc wyszedł. Gdy dotarł do drzwi, nagle przewróciła się stojąca obok niego miotła.
Lin Qiushi odwrócił się zszokowany.
– Czy ktoś tam jest? – Poczuł, że coś jest nie tak. Po tym, jak skrupulatnie rozejrzał się dookoła, w końcu odkrył, co wywoływało w nim niepokój – okna łazienki były otwarte.
Wyglądało, jakby otwarto je niedawno i ktoś siłą wyrwał zardzewiały zamek. Lin Qiushi wspiął się na okno i spojrzał w dół. Z boku usłyszał szum wiatru. Jego refleks był niewiarygodnie szybki, gdy natychmiast cofnął się o dwa kroki. Coś ostrego świsnęło mu przed nosem.
Lin Qiushi szeroko otworzył oczy i szybko zdał sobie sprawę, że ktoś ukrył się na zewnątrz. Na małym balkonie obok okna, trzymając ostry sztylet, stała osoba, której szukali – Ko Shinobu.
– Kurwa! – Lin Qiushi przeklął i krzyknął głośno: – Znalazłem go! Jest tutaj!
Nastolatek wyraźnie wystraszył się tym krzykiem. Jego stopa się poślizgnęła i w tej samej chwili spadł z balkonu. Wyciągnął rękę, by chwycić się brzegu.
– Pomóż mi…!
W następnej sekundzie niewidzialna siła zdawała się odrywać jego palce, jeden po drugim, od krawędzi balkonu, której się trzymał.
– Aaaaaa! – Z wrzaskiem Ko Shinobu spadł z czwartego piętra. Ta wysokość była wystarczająca, by skazać go na śmierć, a jakby tego było mało, to uderzył głową o bruk. Nagle jego oddech się zatrzymał.
Wszystko to wydarzyło się zbyt nagle. Lin Qiushi nawet nie zdążył zareagować.
Gdy Ruan Nanzhu podbiegł, zobaczył tylko ciało. Spojrzał zszokowany na Lin Qiushiego, mówiąc:
– Całkiem nieźle, Linlin, oszczędziłeś nam mnóstwa kłopotów.
– …Myślisz, że miałem siłę, by nim tak daleko rzucić?
– Czyli sam skoczył? Ha, studenci trzeciego roku powinni częściej rozładowywać stres. Przy zbyt dużej presji łatwo o wypadki.
Lin Qiushi wykrzywił się, słysząc te głupoty.
– Błagam cię, nie mów już nic więcej.
Kiedy tak rozmawiali między sobą, ponownie pojawiła się Satchan. Stała obok ciała Ko Shinobu i nic nie mówiła, ani nic nie robiła.
Lin Qiushi pomyślała, że wygląda na trochę rozczarowaną. Nie była to jej wina. Osoba, którą tak bardzo chciała zabić, ostatecznie popełniła samobójstwo. Musiało ją to trochę zdołować.
Następnie ciało nastolatka zaczęło znikać – tak jak ciało Mougaia zostało wciągnięte pod ziemię przez kilka par rąk.
Ruan Nanzhu wyciągnął zdjęcie z torby i zobaczył, że pojawiła się na nim nowa osoba. To był Ko Shinobu, ze sztywnym wyrazem twarzy stojący tuż obok Satchan, której uśmiech stał się jeszcze szerszy.
Na zdjęciu w końcu byli wszyscy uczniowie klasy drugiej, łącznie trzydziestu czterech, i ani jednego mniej.
Gdy patrzyli na zdjęcie, nagle stanęło w płomieniach. Ruan Nanzhu bał się poparzenia, więc puścił je, a gdy upadło na ziemię, Lin Qiushi usłyszał wyraźny, donośny odgłos brzęknięcia metalu.
Pozostali też najwyraźniej to usłyszeli. Ruan Nanzhu pochylił się i podniósł znajomo wyglądający klucz ze stosu popiołu. Uniósł brew.
– Ta Satchan jest rzeczywiście uczciwą osobą, która dotrzymała słowa.
– Osobą?
– No dobrze, uczciwym duchem.
Znaleźli drzwi i klucz, więc w końcu mogli stąd wyjść.
Pobiegli w kierunku starego budynku, nie chcąc już tu dłużej przebywać.
– A co z innymi? Czy powinniśmy im powiedzieć, że drzwi są otwarte? – zapytała w biegu Xia Rubei.
– Nie ma takiej potrzeby – odparł Li Dongyuan. – Jeśli będą kontynuować śledztwo, z pewnością sami odkryją drzwi. Co więcej, nic ich w tym świecie nie strzeże.
Lin Qiushi przypomniał sobie wszystkie chwile, kiedy „kończyli poziom”. Za każdym razem, gdy otwierali drzwi, jakaś istota ich pilnowała. Nie wiedział, czy tym ludziom uda się wyjść. Jednak gdy biegli, nie mieli czasu myśleć o innych – poświęcili całą swoją energię na ratowanie własnego życia.
Tym razem Ruan Nanzhu nie otworzył drzwi. Dał klucz Li Dongyuanowi.
– Dasz sobie radę, Rubei?
Xia Rubei skinęła głową i podniosła klucz, niecierpliwie czekając na otwarcie żelaznych drzwi.
Rozległ się klik i wrota otworzyły się, odsłaniając jasnobiały tunel za nimi. W tym samym momencie kawałek papieru upadł na ziemię. Xia Rubei natychmiast go podniosła i wbiegła do tunelu.
Li Dongyuan uśmiechnął się lekko.
– Mengmeng, do zobaczenia ponownie.
Ruan Nanzhu spojrzał na niego bez wyrazu i nic nie powiedział. Li Dongyuan nie był z tego powodu zły. Jego uśmiech nie zbladł, gdy wszedł przez drzwi. Ruan Nanzhu wyciągnął rękę do Lin Qiushiego.
– Chodźmy.
Mężczyzna skinął głową i chwycił dłoń Ruan Nanzhu, po czym razem weszli do tunelu.
Ciepłe światło rozproszyło złowrogie powietrze. Przechodząc przez tunel, Lin Qiushi zakończył przejście z jednego świata do drugiego.
Wrócił ze strasznego świata drzwi do jasnej, słonecznej willi. Widok Tosta i Kasztana biegających po pokoju po raz kolejny powitał jego oczy.
Lin Qiushi usiadł na sofie i podniósł szklankę z wodą.
Cheng Qianli zszedł z góry. Zobaczył Lin Qiushiego i zapytał:
– Wróciłeś?
– Tak.
– Czyli się udało?
– Tak. Czy Nanzhu jest na górze?
Cheng Qianli skinął głową.
Choć za drzwiami spędzili kilka dni, to tutaj minęło zaledwie dziesięć minut. Lin Qiushi odpoczywał przez chwilę na sofie, a potem poszedł na górę, by poszukać Ruan Nanzhu.
Zapukał do drzwi i zdał sobie sprawę, że nie były zamknięte. Otworzyły się po lekkim pchnięciu.
– Nanzhu? – Po uchyleniu drzwi Lin Qiushi zrobił krok do pokoju i zamarł. Ruan Nanzhu zdjął ubrania, kładąc je na łóżku. Był nagi.
Wyraz twarzy Lin Qiushiego nagle stał się niezręczny. Odwrócił się, by wyjść, ale jego towarzysz powoli przemówił:
– Obaj jesteśmy mężczyznami, więc dlaczego panikujesz?
– …Och! – Dopiero wtedy dotarło do niego, że to prawda. Obaj byli mężczyznami i nie było się czego wstydzić. Jednak nadal trudno mu było się przełamać. Miał wrażenie, że Zhu Meng i Ruan Nanzhu nie zamienili się jeszcze całkowicie miejscami. Wbrew woli patrząc na Ruan Nanzhu, przypominał sobie uśmiech Zhu Meng.
Twarz Lin Qiushiego zrobiła się czerwona jak burak.
– Czy naprawdę jestem taki przystojny? – Ruan Nanzhu ubrał się i odwrócił, zauważając wyraz twarzy Lin Qiushiego. – Jesteś cały czerwony.
– Nie… ja… – Nie wiedział, jak to wytłumaczyć.
– Nie? Nie jestem przystojny? – Ruan Nanzhu podszedł do Lin Qiushiego z dominującą postawą, która przy jego wzroście prawie dwóch metrów była naprawdę imponująca.
Lin Qiushi nawet cofnął się o kilka kroków, zmuszając się do przełknięcia śliny.
– Nie o to mi chodziło. Po prostu jestem do tego trochę nieprzyzwyczajony.
– Och – odparł spokojnie Ruan Nanzhu, po czym zapytał: – Więc wolisz Zhu Meng czy mnie?
Lin Qiushiego zatkało. Czy to nie jest jedna i ta sama osoba? O jakie bzdury pytasz?
– Hmm? – mruknął ponaglająco mężczyzna.
Wola życia Lin Qiushiego podpowiedziała mu odpowiedź. Zmusił serce, które praktycznie wyskoczyło mu z piersi, do powrotu na swoje miejsce i odpowiedział w całkowicie spokojny sposób:
– Oczywiście wolę brata Ruana.
Dopiero wtedy Ruan Nanzhu ukazał lekki, słaby uśmiech. Kiedy Lin Qiushi to zobaczył, wypuścił oddech ulgi.
Tłumaczenie: Ashi
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Tom II
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53
Tom III
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77
Tom IV
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95
Tom V
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 126
Rozdział 126
Tom VI
Rozdział 127
Rozdział 128
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6
Ekstra 7
Ekstra 8
Ekstra 9
Ekstra 10