Kaleidoscope of Death

Rozdział 57 – Czarny cylinder20 min. lektury

Po poinformowaniu burmistrza o szczegółach odnośnie odnalezionego dziecka udali się w kierunku fabryki konserw.

Jednak gdy dotarli na miejsce, Lin Qiushi odkrył, że ciało zniknęło. Wydrążony pień drzewa był jedynym dowodem na to, że to, co widzieli wczoraj, nie było ich własną wyobraźnią i że naprawdę się wydarzyło.

Patrząc na to wszystko, Ruan Nanzhu zmarszczył brwi. Właśnie gdy przygotowywał się do wyjaśnień, burmistrz zachował się tak, jakby to było normalne.

– Prawda jest taka, że nigdy nie byliśmy w stanie ich znaleźć…

Nigdy nie byli w stanie znaleźć dzieci, nigdy nie byli w stanie znaleźć ich zwłok. Dzieci z tego miasta, które zaginęły bez śladu, nigdy nie wrócą. Dlatego nie było dziwne, że ich ciała zniknęły. Co więcej, minęła noc od czasu, gdy je znaleziono.

Ruan Nanzhu wpatrywał się w drzewo, pogrążając się w głębokim zamyśleniu. Nie wykazywał chęci powrotu nawet po odejściu burmistrza. Lin Qiushi wiedział, że nadal chce obejrzeć wnętrze fabryki, więc cicho stanął obok niego.

– Powiedz, dlaczego to stworzenie tak nagle się zmieniło? – zapytał Ruan Nanzhu. – Czy to naprawdę dlatego, że stało się silniejsze?

Lin Qiushi pokręcił głową, dając do zrozumienia, że nie jest pewien.

– Chodźmy. Rzućmy okiem na to, co jest w środku.

Fabryka wstrzymała produkcję na bardzo długi czas. Maszyny korodowały. Lin Qiushi potwierdził, że zasilanie zostało odcięte w całym obiekcie. Nie można było obsługiwać ani maszyn, ani systemów oświetleniowych.

Wzrok Ruan Nanzhu był skupiony na maszynie do konserwowania. Lin Qiushi podążył za jego spojrzeniem i chociaż nie zobaczył niczego podejrzanego, wiedział, że coś musiało przykuć uwagę przyjaciela. Ruan Nanzhu podszedł do maszyny i powiedział:

– Była niedawno używana.

– …jesteś pewien? Ma ślady korozji.

– Nie wiem, jak oni to obsługują. – Rozejrzał się dookoła. – Coś jest nie tak.

Coś rzeczywiście było nie tak. Gdy tylko weszli, Lin Qiushi poczuł na sobie czyjeś spojrzenie. Po prostu nie potrafił określić, skąd dokładnie pochodziło.

Ruan Nanzhu zdawał się coś sobie przypominać.

– Powiedz, co twoim zdaniem stanie się z tą osobą w kapeluszu?

– Może zniknąć? Albo umrzeć?

Ruan Nanzhu jedynie uśmiechnął się w odpowiedzi.

Liu Qiushi myślał, że uśmiecha się z kaprysu. Dopiero gdy nadeszło popołudnie i znów zobaczył mężczyznę w kapeluszu, zdał sobie sprawę, o co chodziło.

W jego budowie ciała zaszła dość dziwna zmiana. Kończyny mężczyzny zaczęły stawać się cieńsze i dłuższe, a on sam zdawał się również rosnąć. Chociaż rysy jego twarzy nadal były widoczne, wydawały się niewyraźne i trudno było dokładnie zobaczyć, jak wyglądał.

Jeśli ktoś nie znał wskazówki, mógł poczuć mieszankę konsternacji i przerażenia. Jednak Lin Qiushi i Ruan Nanzhu doskonale wiedzieli, co oznaczały zmiany: zmieniał się w slendermana.

Jego kończyny były długie i cienkie, podobne do węża. Powoli rósł i w końcu jego twarz stała się całkowicie biała, a wszystkie rysy zdawały się zniknąć pod skórą. Wszystkie te zmiany nastąpiły w ciągu jednego dnia. To było coś, co mogło zmrozić krew w żyłach. Lin Qiushi powoli odwrócił wzrok.

Kto by pomyślał, że Ruan Nanzhu nagle wstanie, otrze usta serwetką i pójdzie w kierunku tego człowieka? Widząc, że ktoś się do niego zbliża, mężczyzna nie odezwał się ani słowem, tylko spojrzał na niego swoimi ledwo dostrzegalnymi oczami.

To, co zrobił Ruan Nanzhu, wystraszyło Lin Qiushiego na śmierć. Obserwował, jak jego przyjaciel, uśmiechając się, nagle złapał kapelusz i mocno pociągnął.

– Ach! – Przeraźliwy krzyk wydobył się z ust mężczyzny. Lin Qiushi był oszołomiony tym, co zobaczył. Nawet myślał, że coś mu się przywidziało. Ten cylinder był fizycznie połączony ze skórą głowy tego mężczyzny. Było to podobne do próby wyrwania kończyny brutalną siłą. Można było się spodziewać, że zareaguje tak gwałtownie. Wydawało się, że odczuwa wielki ból, a w jego oczach widać było gniew.

Ruan Nanzhu puścił kapelusz.

– Przepraszam, po prostu pomyślałem, że twój kapelusz jest piękny i nie mogłem powstrzymać się od chęci zobaczenia, jak bym w nim wyglądał.

Po tych pochwałach gniew człowieka opadł. Wymamrotał odpowiedź:

– Ja… też myślę… że wygląda ładnie.

Ruan Nanzhu odwrócił się i odszedł.

Po zobaczeniu tej sceny ludzie w jadalni w końcu otrząsnęli się z otępienia, w jakim się znajdowali. Nie czuli już, że mężczyzna w cylindrze jest normalny, a ich spojrzenia zaczęły wypełniać się przerażeniem.

Opuścił stołówkę po skończeniu posiłku. Wszyscy inni obserwowali jego oddalającą się postać i pogrążyli się w burzliwej, szeptanej dyskusji.

– Jak… co stało się z jego ciałem? Jak zamienił się w takiego potwora?

– Jak to możliwe, że dopiero teraz zauważyliśmy, że coś jest z nim nie tak… Czy on zmienił się w potwora…?

– To takie przerażające. Jak możemy się przed tym uchronić?

Tego typu uwagi wypełniły salę, jednak zarówno Lin Qiushi, jak i Ruan Nanzhu zachowali spokój.

Lin Qiushi coś napisał i pokazał to Ruan Nanzhu: Czy powinniśmy pójść za nim i zobaczyć, co się stanie?

Ruan Nanzhu zastanowił się przez chwilę.

– Zostań tutaj. Pójdę to sprawdzić.

Lin Qiushi: Chodźmy razem.

Ruan Nanzhu wyciągnął rękę, by uszczypnąć go w policzek.

– Powiedziałam ci, żebyś została, więc powinnaś tu zostać. Bądź posłuszna, panno niemowo.

Ruan Nanzhu był nieugięty. Lin Qiushi mógł tylko skinąć głową, by pokazać, że się zgadza.

Po tej sytuacji nie miał apetytu, żeby dalej jeść. Postanowił wrócić do swojego pokoju. Niespodziewanie po kilku krokach ktoś nagle złapał go za ramię. Lin Qiushi odwrócił się i zobaczył Wang Tianxina.

Mężczyzna uśmiechał się do niego, a jego wyraz twarzy wyrażał złośliwe intencje.

– Hej, niemowo, twojego przyjaciela nie ma w pobliżu?

Wyraz twarzy Lin Qiushiego był obojętny. Spojrzał w stronę jadalni i rozważał konsekwencje pobicia Wang Tianxina w tym miejscu.

Na szczęście, zanim zdążył pomyśleć, co robić dalej, Wang Tianxin, jakby nagle go oświeciło, dyskretnie pociągnął go do kąta. Lin Qiushi udawał, że jest całkowicie bezradny. Nawet współpracował, przybierając zaniepokojony i przestraszony wyraz twarzy.

– Nie bój się, takie rzeczy są naprawdę całkiem przyjemne. – Uśmiech Wang Tianxina był niepokojąco złowrogi. Przerażony wyraz twarzy „dziewczyny” tylko go jeszcze bardziej podniecił. Ta osoba nie potrafi mówić, więc bez względu na to, co jej zrobi…

– Czy on już cię pieprzył? – zapytał Wang Tianxin. Wulgarne słowa wylewały z jego ust. – Obiecuję, że jestem w tym o wiele bardziej niesamowity niż on…

Lin Qiushi rozejrzał się wokół. Upewniwszy się, że nikogo nie ma w pobliżu, uśmiechnął się do Wang Tianxina.

Mężczyzna uznał to za zgodę. Gdy chciał zdjąć kurtkę Lin Qiushiego, usłyszał nagle, jak ta żałosna niema dziewczyna otwiera usta i wyrzuca z siebie:

– Uważasz się za silniejszego? Kurwa, już po tobie.

Ten głos ewidentnie należał do mężczyzny. Wang Tianxin zamarł i szybko zdał sobie sprawę, że nie jest równy osobie stojącej przed nim.

Chociaż Lin Qiushi nie wdawał się regularnie w bójki, nadal był dorosłym mężczyzną. Wang Tianxin, jako ktoś, kto dawno nie trenował przez jego skłonność do rozwiązłości, został z łatwością pokonany.

Twarz mężczyzny była obita na kwaśne jabłko i leżał drżący pod stopami Lin Qiushiego.

– Czy nie mówiłeś, że jesteś bardziej niesamowity od niego? To wszystko? Jesteś nic niewart. Dlaczego nie wstaniesz…?

Wang Tianxin był na skraju łez. Myślał, że Lin Qiushi jest słaby, mały i bezradny. Teraz było jasne, że w rzeczywistości to on był słaby, mały i bezradny. Nie był nawet równy tej niemej dziewczynie… Nie, tej transkobiecie.

– Przepraszam, przepraszam. Myliłem się… starszy bracie, myliłem się! – mówił rozpaczliwie, spoglądając na niego błagalnym wzrokiem.

– Niby kto jest twoim pieprzonym bratem? Wang Tianxin, ty draniu, zapamiętaj to sobie. Jeśli ośmielisz się mnie znowu nękać lub powiedzieć komukolwiek, co się między nami wydarzyło, to cię wykończę. – Pochylił się tak, że jego usta były przy uchu Wang Tianxina i chłodno dodał: – To nie tak, że zabicie kogoś tutaj jest niezgodne z prawem.

Wang Tianxin zadrżał. Gwałtownie skinął głową, jakby chciał powiedzieć, że rozumie. Lin Qiushi wypuścił oddech. Zdjął stopę z mężczyzny i wygładził ubranie. W krótkim czasie zmienił się z powrotem w małą i żałosną niemą dziewczynę.

Spojrzał po raz ostatni na Wang Tianxina, odwrócił się i odszedł. Pobity mężczyzna patrzył na oddalającą się sylwetkę, a jego wzrok był niespokojny i niepewny.

Kiedy Lin Qiushi wrócił do jadalni, Ruan Nanzhu też był już z powrotem. Widząc, że się zbliża, szybko zapytał:

– Gdzie poszłaś?

Lin Qiushi napisał na swoim telefonie: Wang Tianxin czegoś próbował, więc go pobiłem.

Ruan Nanzhu przeczytał to, co napisał i się uśmiechnął.

– Łał, niesamowite.

Inni ludzie patrzyli na Lin Qiushiego z pożądaniem. Nie wiadomo było, co sobie wyobrażali, widząc go rozczochranego i w pomiętych ubraniach.

Na szczęście ktoś z obecnych nie mógł już dłużej tego oglądać i ostrożnie podszedł do Ruan Nanzhu, aby poinformować go, że Lin Qiushi przed chwilą został zabrany „na stronę”.

Drań Ruan Nanzhu znów zaczął dramatyzować. Ze złością uderzył pięścią w stół, gdy tylko ta osoba skończyła mówić.

– On ośmiela się dotykać moją kobietę?! – Szybko odszedł, a wkrótce rozległy się dźwięki wycia Wang Tianxina i żałosnych próśb o litość.

Lin Qiushi napił się wody, udając, że nic nie słyszał. Takie szumowiny jak Wang Tianxin zasługiwały na porządne lanie, żeby pokazać im ich miejsce.

Mężczyzna w kapeluszu, który wyszedł przed chwilą, zniknął w mgnieniu oka z miasteczka. Istniała obawa, że najprawdopodobniej był już martwy.

Lin Qiushi był od dawna na to przygotowany, więc ani trochę go to nie zdziwiło. Jednak tej samej nocy wydarzyło się coś dziwnego.

Kiedy Ruan Nanzhu brał prysznic, Lin Qiushi stał przy oknie, patrząc na drzewa i gęstą mgłę.

Noc właśnie okryła miasto, a na niebie wciąż pozostało trochę blasku z zachodu, oświetlając ponury las spowity mgłą. Lin Qiushi mógł jedynie niewyraźnie dostrzec krajobraz.

Pośród mgły nagle pojawiła się wysoka postać.

Była co najmniej dwa razy wyższa od normalnego człowieka i stała cicho między drzewami. Wydawało się, że patrzy w jego stronę. Zarówno jej ramiona, jak i nogi były nieproporcjonalnie długie, przerażające jak kończyny pająków. Tułów również miała wysmuklony, przez co idealnie wpasowała się między uschnięte drzewa.

Lin Qiushi próbował oderwać od tej postaci wzrok, ale zdał sobie sprawę, że obiekt się poruszył. Stworzenie powoli ruszyło w stronę okna, kierując się prosto na niego.

Lin Qiushi był zaskoczony. Jego pierwszym odruchem było zasunięcie zasłon. Ale gdy ich dotknął, zauważył, że były w dotyku inne niż pozostałe zasłony w gospodzie. Bardzo go to zaniepokoiło. Odwrócił się, ale nie zobaczył ich pokoju w gospodzie, a swoje własne mieszkanie.

Ten sam salon, te same dekoracje i ten sam kot.

Kasztan stał pośrodku salonu i miauczał do niego.

To była scena, która powinna była rozweselić serce Lin Qiushiego, ale tylko zmroziła krew w jego żyłach – na sofie siedział mężczyzna. Chociaż nie mógł mu się przyjrzeć z bliska, Lin Qiushi wiedział, że nie żyje.

To była jego idealna kopia, która wydawała się być martwa od bardzo dawna. Był wyraźnie opuchnięty, a od głowy do palców u stóp z jego ciała sączył się zielony płyn. Kasztan wskoczył mu na kolana i ocierał się o niego, miaucząc i najwyraźniej próbując obudzić swojego właściciela.

Ale jak martwy człowiek mógł się obudzić? Kot zaczął gryźć twarz trupa, próbując ożywić go bólem. Jednak nie był w stanie kontrolować swojej siły i zamiast tego przegryzł skórę aż do kości.

Lin Qiushi wiedział, że to, co widział przed sobą, było jego największą obawą. Bał się, że umrze w samotności, bał się, że jeśli umrze w domu, nikt go nie znajdzie.

Może minąć tydzień, a nawet miesiąc, zanim sąsiedzi poczują dziwny zapach dochodzący z jego mieszkania i dopiero wtedy odkryją jego ciało.

Widok własnego kota żującego jego zwłoki był rzeczywiście czymś, co było niezwykle niekomfortowe, ale Lin Qiushi był w stanie szybko się pozbierać. Przypomniał sobie informacje, które przeczytał o slendermanie i że te stworzenia były dobre w wykorzystywaniu lęków swoich ofiar.

Wiedziały, czego ludzie najbardziej się boją. Nie potworów, ale konotacji, jakie ze sobą niosły – śmierci. Tylko nieliczni się jej nie obawiali, ale Lin Qiushi do nich nie należał.

Ta scena jednak za bardzo na niego nie wpłynęła. Spojrzał w stronę postaci za oknem i wyszeptał:

– Przepraszam. Czy powinienem był ci powiedzieć, że już się wyprowadziłem?

Postać przestała się ruszać.

– Mam teraz wokół siebie wielu przyjaciół. Gdybym umarł, wiedzieliby o tym na pewno. – Zastanowił się chwilę, zanim dodał: – Mogą nawet wezwać karetkę i mnie reanimować.

Postać stała nieruchomo. Chociaż jej pozbawiona cech twarz była wciąż ukryta za mgłą, Lin Qiushi czuł na sobie jej wzrok.

– Nie boję się tego za bardzo. – Jego ton był niesamowicie spokojny, a ten spokój naprawdę nie był wymuszony. – Może spróbuj z kimś innym?

Huk. Coś spadło z drzewa. Lin Qiushi spojrzał w dół i zobaczył czarny cylinder.

Widząc to, natychmiast pomyślał o tamtym mężczyźnie, który nosił czarny kapelusz. Wyglądało na to, że nieszczęście już go spotkało.

Slenderman pochylił się i podniósł nakrycie głowy. Lin Qiushi myślał, że teraz odejdzie, ale zamiast tego, trzymając kapelusz w dłoni, skłonił się przed nim dżentelmeńsko. Następnie odwrócił się i zniknął w gęstej mgle.

Lin Qiushi wpatrywał się w oddalającą się postać, lekko zdezorientowany. Dopiero gdy para rąk oparła się na jego ramionach, Lin Qiushi odwrócił się ze zdziwieniem i zobaczył Ruan Nanzhu.

– Na co patrzysz? – zapytał.

Lin Qiushi wskazał na las.

– Dopiero co widziałem to stworzenie.

Ruan Nanzhu uniósł brwi.

– Slendermana?

Lin Qiushi skinął głową.

– Pokazał mi jedną z halucynacji.

– Co widziałeś?

– Że umarłem sam w domu, a mój kot gryzie mnie w twarz. – Ton Lin Qiushiego był obojętny, jakby opisywał coś zupełnie niezwiązanego z nim samym. – Teraz, kiedy o tym myślę, Kasztan tak bardzo mnie już nie lubi, więc nie wiem, czy byłby skłonny…

Ruan Nanzhu zaniemówił. Ten poziom kociego uwielbienia był wręcz porażający.

Jednak bez względu na to, czego doświadczył Lin Qiushi, nie dostał się pod kontrolę tego stworzenia. Gdyby tak się stało, to następną osobą, która założyłaby ten kapelusz, byłby on sam.

– Nanzhu, czego boisz się najbardziej? – zapytał nagle Lin Qiushi.

– Niczego się nie boję.

– Naprawdę?

Ruan Nanzhu się uśmiechnął, zakręcając lok towarzysza między palcami. Pieszcząc pasma, szepnął delikatnie:

– Naprawdę. Jestem taki sam jak ty.

Jego głos brzmiał pewnie, bez śladu fałszywej brawury.

Lin Qiushi od razu mu uwierzył.

– Wiedziałem o tym od pierwszych drzwi – powiedział Ruan Nanzhu. – Lin Qiushi, tak naprawdę ty… ty jesteś do tego bardzo odpowiedni.

Lin Qiushi uniósł brew.

– Co masz na myśli?

– Dosłownie to, co powiedziałem. Masz bardzo silną zdolność adaptacji. – Ani trochę nie przesadzał. Kiedy Ruan Nanzhu spotkał go po raz pierwszy i potwierdził, że to rzeczywiście jego pierwsze drzwi, zdał sobie sprawę, że Lin Qiushi był kimś, kto wydawał się dzielić powinowactwo ze światem za drzwiami. Szanse na znalezienie kogoś takiego jak on były bardzo nikłe.

Ruan Nanzhu spojrzał na niego roztargnionym wzrokiem i pomyślał, że to dobrze, że miał takiego farta.

I tak noc dobiegła końca w ciszy i spokoju.

Następnego dnia w jadalni pojawiło się tylko jedenaście osób. W nocy dwie zniknęły.

Zaginione osoby były młodymi kobietami. Wydawało się, że wszystko jest w porządku, gdy kładli się spać, ale mimo to, gdy ich towarzysze się obudzili, nigdzie ich nie było.

– To stworzenie na pewno ją zabrało – powiedział ktoś z obecnych. – To nie wróży nic dobrego.

Nikt inny nie zabrał głosu, ale większość się zgodziła.

Lin Qiushi pomyślał o postaci, którą widział za oknem poprzedniej nocy. Nie chciał zgadywać, co by się stało, gdyby spokojnie nie odrzucił halucynacji wywołanych przez to stworzenie. Czy również zniknąłby w nocy jak te kobiety?

Zanim Lin Qiushi zdążył dojść do tego wniosku, dokonali kolejnego strasznego odkrycia – zniknęło kolejne dziecko.

–W tym mieście jest w sumie ośmioro dzieci – powiedział Ruan Nanzhu. – Myślę, że zaginięcie kobiet z naszej grupy jest powiązane z ich zniknięciem.

Lin Qiushi również miał podobne odczucia.

– Dlaczego nie znajdziemy pozostałych dzieci i nie sprawdzimy, czy uda nam się wyciągnąć od nich jakieś informacje?

– Chcę jeszcze raz sprawdzić fabrykę konserw. – Ich spojrzenia się spotkały i doszli do porozumienia. – Rozdzielimy się?

– Możemy tak zrobić, ale czy niemożność mówienia nie sprawi Ci problemów?

Lin Qiushi nie sądził, by to stanowiło dużą przeszkodę.

–Będzie dobrze, jeśli zabiorę ze sobą telefon.

– W porządku. Spotkajmy się ponownie w jadalni.

Lin Qiushi skinął głową. Rozdzielili się na drodze i każdy udał się w innym kierunku.

Miejscem docelowym Lin Qiushiego był podupadły sklep spożywczy. Wcześniej usłyszał, że właściciel ma siedmioletniego syna. Kiedy przybył na miejsce i wszystko wyjaśnił, postawa ojca nie była zbyt ugodowa.

– Mój syn nie spotyka się teraz z nieznajomymi – powiedział właściciel. – Nie mogę być pewien, że będziesz w stanie zapewnić mu bezpieczeństwo.

Lin Qiushi cierpliwie próbował go przekonać: Rozumiem, co masz na myśli, ale musisz wiedzieć, że to stworzenie staje się silniejsze każdego dnia. Jeśli nie znajdziemy jego legowiska i go nie zniszczymy jak najszybciej, następne dziecko, które zniknie, może być twoim synem. Pozostałe zaginione dzieci również były ukryte w domach, kiedy zniknęły.

Po tych słowach właściciel wydał się mniej nieugięty.

Lin Qiushi przez długi czas go namawiał, aż w końcu ten zgodził się, by porozmawiał z jego synem.

Odetchnął z ulgą. Po wejściu do domu zobaczył małego chłopca siedzącego na sofie z opuszczoną głową i bawiącego się zabawkami.

Lin Qiushi podszedł do niego i przywitał się za pomocą telefonu. Dziecko spojrzało na niego, jakby nie chciało z nim rozmawiać. Odpowiadało na niektóre pytania, ale nie na inne, dopóki… Lin Qiushi nie podniósł tematu kapelusza.

– Kapelusz? Masz na myśli czarny cylinder? – Dziecko wyglądało na dość przestraszone, jakby przypominało sobie coś nieprzyjemnego. Przełknęło ślinę. – Chyba już go kiedyś widziałem…

Oczy Lin Qiushiego rozbłysły. Napisał: Widziałeś go już wcześniej?

Przestraszone spojrzenie dziecka spoczęło na schodach.

Według właściciela sklepu budynek ten miał dwa piętra. Pierwsze piętro zostało przerobione na sklep, a rodzina mieszkała na drugim. Pokój chłopca znajdował się więc na górze.

– Widziałem go…

Kapelusz wisiał gdzieś na poręczy schodów. Chłopiec się trząsł i bezładnie wymawiał słowa, ale Lin Qiushi zrozumiał, co miał na myśli. Powiedział, że kilkanaście dni temu na górze pojawił się czarny cylinder, ale nikt inny nie uznał go za dziwny, więc go tam zostawili.

Lin Qiushi: Kapelusz jest na górze? Możesz mi go pokazać?

Chłopiec zawahał się, zanim skinął głową.

Poszli w stronę schodów. Podążając w górę, szybko dostrzegli kapelusz, o którym mówił chłopiec. W chwili, gdy Lin Qiushi go zobaczył, zdał sobie sprawę, że coś jest nie tak. Zatrzymał się, ponieważ ogarnęły go podejrzenia.

– Mówiłeś, że jest w twoim domu od kilkunastu dni? Ty… poza tym kapeluszem, nie natknąłeś się na żadne inne dziwne rzeczy? – Lin Qiushi nie wierzył, że slenderman będzie tak cierpliwy, aby spokojnie czekać kilkanaście dni w domu tego malca.

Dziecko również się zatrzymało. Odwróciło się i spojrzało w stronę Lin Qiushiego.

Mężczyzna był zaskoczony wyrazem twarzy chłopca. Już miał zamiar się odezwać, gdy zobaczył, że dziecko przechyliło głowę, która następnie spadła prosto na ziemię.

Choć doświadczył wielu podobnych momentów, widok przed nim i tak zaparł mu dech w piersiach. Głowa dziecka stoczyła się po schodach, a Lin Qiushi spojrzał na cylinder. Z kapelusza wyciągnęła się śmiertelnie blada ręka.

Wydłużyła się jeszcze bardziej, jakby czegoś szukała. Gdy już ustaliła dokładną lokalizację Lin Qiushiego, wystrzeliła prosto w jego kierunku.

Mężczyzna odwrócił się i odskoczył, ledwo unikając ataku. Zbiegł po schodach i zobaczył głowę chłopca leżącą na ziemi, z ustami rozciągniętymi szeroko w zadowolonym uśmiechu.

Lin Qiushiego zatkało. Czy ty oszalałeś? Jak możesz się tak radośnie uśmiechać, skoro twoja pieprzona głowa odpadła!

Tłumaczenie: Ashi

Tom I Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32

Tom II
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53

Tom III
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77

Tom IV
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95

Tom V
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 126
Rozdział 126

Tom VI
Rozdział 127
Rozdział 128
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6
Ekstra 7
Ekstra 8
Ekstra 9
Ekstra 10

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: