Kaleidoscope of Death

Rozdział 125 – Rybożercy18 min. lektury

A co do wyniku tej bitwy… Lin Qiushi powoli podszedł do drzwi i zajrzał przez szparę.

Wnętrze pokoju było całkowicie pogrążone w ciemności, ale wciąż widział panujący tam bałagan. Meble walały się po podłodze, ale najbardziej rzucającą się w oczy rzeczą był leżący pośrodku rybolud, który wyglądał, jakby był o krok od śmierci. Był to żółtooki potwór, którego widzieli wczoraj w tym pokoju. Wciąż żył, ale jego oddech był już dość słaby. Nawet gdy Lin Qiushi podszedł bliżej, nie zareagował.

Lin Qiushi nadal jednak zachowywał ostrożność. W końcu nie wiedzieli, czy ma jeszcze w sobie choć krztynę waleczności.

Na szczęście sytuacja okazała się nieco lepsza, niż się spodziewali – ciało potwora było pokryte niezliczoną ilością ran. Jego krew też nie była czerwona, lecz atramentowozielona, lepka i cuchnąca. Leżał na podłodze, w ogóle nie reagując, gdy się zbliżyli. Ani drgnął, nawet gdy stali tuż przed nim.

Ruan Nanzhu patrzył przez chwilę w milczeniu, po czym wystawił stopę i nadepnął na jego skórę. Widząc, że nadal nie reaguje, powiedział:

– Jest prawie martwy.

– Mh. – Lin Qiushi przyjrzał się potworowi, obserwując, jak jego oddech staje się coraz słabszy. W końcu chrapliwy rytm również ustał i rybolud umarł. Wtedy Lin Qiushi wyciągnął nóż. – Ja to zrobię.

– Poczekaj – powiedział nagle Ruan Nanzhu.

Lin Qiushi się obejrzał. Myślał, że Ruan Nanzhu powie coś, żeby go powstrzymać, ale zamiast tego wyciągnął z plecaka parę gumowych rękawiczek i podał je Lin Qiushiemu.

– Załóż rękawiczki. Nie ubrudzisz się płynami.

Ciemnozielona ciecz wypływająca z potwora-ryby rzeczywiście nie była przyjemna. Najlepiej było unikać kontaktu fizycznego, o ile to możliwe, ponieważ nie wiedzieli, jakie będą konsekwencje.

Lin Qiushi skinął głową, wziął rękawice i je założył. Z nożem w dłoni, przykucnął na ziemi i zaczął odcinać ostry przedmiot na czubku głowy rybiego potwora.

Jego ruchy były ostrożne, bo nieustannie wypatrywał choćby najmniejszego ruchu potwora. Bał się, że nagle znów zacznie zachowywać się agresywnie, zanim faktycznie umrze.

Na szczęście, ten w ogóle nie zareagował. W rzeczywistości był już martwy – choć jego para dużych żółtych oczu pozostała szeroko otwarta, w jego ciele nie było już śladu oddechu.

Lin Qiushi wstał i podał przedmiot Ruan Nanzhu. Następnie zdjął rękawice i rzucił je na bok.

Był to długi, ostry kolec, o długości około pół metra. Był bardzo twardy i z łatwością mógł wybić dziurę w solidnej desce. Pokrywały go czarne plamy krwi i łatwo było sobie wyobrazić, że podczas bitwy on również musiał zadać sporo ran białookiemu potworowi. Ruan Nanzhu owinął go w plastikową torbę i bardzo ostrożnie schował ją do plecaka.

– Sznurek, długi miecz i aperitif. Wszystko gotowe – powiedział Lin Qiushi.

Ruan Nanzhu spojrzał w niebo.

– W takim razie poczekamy do wieczora.

Lin Qiushi skinął głową.

We trójkę weszli na górny pokład i znaleźli miejsce, żeby usiąść i porozmawiać. Reszta ludzi wciąż przemierzała kabinę, szukając wskazówek do drzwi i klucza.

– Te drzwi wydają się dość proste – powiedział Gu Longming.

– Niby jak? – odpowiedział chłodno Ruan Nanzhu. – Gdyby Linlin nie znalazł wskazówki dotyczącej owadów, prawdopodobnie bylibyśmy teraz w kompletnej rozsypce.

Jeśli chodzi o pokrytego owadami NPC, wszyscy instynktownie starali się go unikać, nie wiedząc, że jest on tak naprawdę kluczem do wydostania się stąd.

– Racja. – Gu Longming podrapał się po głowie. – Obaj jesteście niesamowici.

– Jak masz na imię? – zapytał Ruan Nanzhu.

Słysząc to pytanie, Gu Longming najpierw się zdziwił, a potem wyglądał na oszołomionego. Wiedział, co to oznacza – że Ruan Nanzhu zgadza się przyjąć go do Obsydianu. I to ktoś silniejszy niż Lin Qiushi… Gu Longming roześmiał się i podał im swoje prawdziwe imię.

– Jestem Ye Niao.

Ruan Nanzhu skinął głową na znak zrozumienia.

– Jak już wyjdziemy z tych drzwi, pójdę cię poszukać.

– Wiesz, gdzie mieszkam? – zapytał zdziwiony mięśniak.

– Oczywiście, że tak – powiedział Ruan Nanzhu. – W przeciwnym razie nie pozwoliłbym mojemu Linlinowi wejść z tobą przez drzwi.

Nie tylko wiedział, gdzie mieszka Gu Longming, ale znał też jego prawdziwe imię. Te pytania miały na celu jedynie sprawdzenie jego szczerości.

Gu Longming naprawdę nie wiedział, co powiedzieć.

Ze względu na wszystko, co wydarzyło się w ciągu ostatnich kilku dni, liczba osób zbierających się na posiłek w jadalni po raz kolejny zmalała. Przy stole siedziało tylko kilka osób.

Grzebali od niechcenia w miskach, ale nastrój był dość przyjazny.

Grupa Ruan Nanzhu oczywiście nie jadła ryb. Lin Qiushi nie mógł zrozumieć, dlaczego pozostałych nie odpychały te śmierdzące dania. Nawet facet, który miał chorobę morską, zjadł dziś kilka kęsów ryby.

– Nie uważasz, że to obrzydliwe? – Gu Longming nie mógł się powstrzymać od zadania tego pytania osobie siedzącej obok niego.

– Nie sądzę, żeby to było takie obrzydliwe, jak sobie wyobrażałem. – Od kilku dni Shen Juexin wymiotował w nieludzkich ilościach, ale dziś wydawał się w lepszej formie. Przynajmniej jego twarz nie była już woskowo żółta. – Och… Chyba czuję się teraz o wiele lepiej.

– Lepiej będzie, jeśli przestaniesz jeść. Ta ryba wcale nie wygląda świeżo.

Shen Juexin podrapał się po głowie.

– Wygląda w porządku.

Następnie wziął kolejny kęs bez śladu obrzydzenia.

Obserwując ruchy Shen Juexina, Lin Qiushi czuł się niepewnie. Próbował już tej ryby i była naprawdę obrzydliwa – do tego wciąż czuł ten sam rybi smród, więc wyobrażał sobie, że smak się nie zmienił. Nie rozumiał, dlaczego Shen Juexin uważał teraz, że ryba jest w porządku…

Właśnie gdy Lin Qiushi się nad tym zastanawiał, zobaczył, że Ruan Nanzhu bierze pałeczki i wkłada do ust kawałek ryby.

– Zhu Meng?! – Lin Qiushi był zaskoczony zachowaniem towarzysza. Nie sądził, że również spróbuje ryby.

Po przełknięciu gryza Ruan Nanzhu zmarszczył brwi.

– …Naprawdę nie jest już zła.

– Nie jest zła? – Lin Qiushi wyczuł, że coś jest nie tak. Usłyszawszy to, również spróbował i upewnił się, że w mięsie ryby nie ma żadnych innych smaków poza tą zgnilizną. – Jest paskudna! Chwila…

Spojrzał na Ruan Nanzhu oczami pełnymi niedowierzania.

– A może aperitif jest przypadkowy?

Ruan Nanzhu milczał, poruszając szybko pałeczkami w talerzu z rybami.

Wciąż żyło jedenaście osób, a siedem z nich siedziało w jadalni. Nie licząc Ruan Nanzhu, co najmniej trzy z nich siedziały z pałeczkami w dłoniach, zajadając się rybą. Sądząc po ich minach, nie było to wcale trudne – dla nich danie to wydawało się pyszne.

Lin Qiushi miał złe przeczucie.

– Zhu Meng, nie jedz więcej. Wracajmy do pokoju.

Jednak Ruan Nanzhu się nie poruszył. Jego wzrok był spuszczony, a spojrzenie skierowane na rybę przed nim, jakby miała w sobie jakąś ogromną siłę przyciągania, która uniemożliwiała mu oderwanie się od niej.

Jego zachowanie wywołało dreszcze na plecach Lin Qiushiego. Rzucił Gu Longmingowi spojrzenie, a ten zrozumiał bez słowa. Ujął Ruan Nanzhu za ramię, Lin Qiushi złapał po drugiej stronie i wyciągnęli go siłą z jadalni.

Wybrali losowy pokój, a gdy już byli w środku, Lin Qiushi w pośpiechu ściągnął prześcieradło i mocno przywiązał partnera do krzesła.

Na szczęście Ruan Nanzhu zachował spokój.

– Po co mnie wiążesz? – zapytał jedynie, marszcząc swoje śliczne czoło.

Lin Qiushi odpowiedział bardzo spokojnie:

– Boję się, że zjesz rybę.

Ruan Nanzhu nic więcej nie powiedział. Przechylił głowę, a w jego wyrazie twarzy dało się dostrzec zdenerwowanie, jakby on również nie do końca rozumiał, dlaczego teraz lubi jeść ryby. Lin Qiushi myślał, że będzie się kłócił, ale ostatecznie tego nie zrobił, mówiąc tylko:

– No dobrze.

Wydawało się, że te drzwi były zbyt łatwe – tak łatwe, że stracili czujność. Lin Qiushi kazał Gu Longmingowi wyprowadzić Ruan Nanzhu na korytarz, żeby nie zginął przy zmianie układu pomieszczeń, sam wrócił do jadalni i odkrył, że prawie wszyscy w środku zaczęli jeść rybę.

To, co pierwotnie było mdłym, lekko zgniłym mięsem, stało się teraz w ich oczach jakimś rzadkim przysmakiem. Ucztowali z pochylonymi głowami, zupełnie nieświadomi jego przybycia.

Lin Qiushi rzucił jedno spojrzenie, zanim uciekł. Kiedy dotarł na górny pokład, zobaczył Xiao Mo, która skuliła się w kącie z bladą twarzą. Kiedy go zobaczyła, spojrzała mu w oczy z paniką.

– Co się stało? – zapytał Lin Qiushi.

– Kuchnia… – odezwała się dziewczyna słabym głosem. – Coś się stało… kuchnia…

– Co? – zapytał Lin Qiushi. – Co się stało?

– Jest tak, jakby wszyscy oszaleli. – Xiao Mo trzymała się kawałek z dala od niego, jakby bała się teraz być blisko kogokolwiek. – Oni jedzą ryby. Wszyscy jedzą ryby, jakby oszaleli.

Choć to było tylko kilka zdań, Lin Qiushi i tak rozumiał pełne znaczenie słów Xiao Mo. Skinął głową i powiedział:

– Dobrze, rozumiem. Uważaj na siebie.

– Czy…czy pójdziesz tam?

– Mhm. Pójdę to zobaczyć.

Xiao Mo nie powiedziała nic więcej.

Lin Qiushi odwrócił się i skierował do kuchni. Ta również była w stałym miejscu, a gęsty rybi smród dało się wyczuć jeszcze przed dotarciem do niej.

Stopy Lin Qiushiego zatrzymały się w drzwiach i nie wszedł do środka. Usłyszał dziwny odgłos żucia dochodzący z jej wnętrza. Przez okno zobaczył przerażającą scenę.

Kilka osób kucało na ziemi z twarzami wbitymi w gigantyczną rybę. Nie była w żaden sposób ugotowana i miała blady, martwy kolor, a między mięsem wciąż można było dostrzec czerwone żyłki. Jednak trzy osoby obecne w środku zdawały się tym w ogóle nie przejmować, wkładając niemal całe głowy w mięso. Na ich twarzach ledwo było widać zadowolenie, jakby ryba przed nimi była naprawdę pysznym daniem.

Lin Qiushi mógł znieść wiele, ale nawet on poczuł falę mdłości na ten widok.

Wziął głęboki oddech i uspokoił umysł, po czym wszedł do kuchni i zawołał:

– Czy wszystko z wami w porządku? – Chciał sprawdzić, czy ci ludzie są jeszcze przytomni.

Jednak rzeczywistość, która go otaczała, zgasiła jego nadzieje. Ludzie przed nim zachowywali się, jakby w ogóle go nie słyszeli, wpatrzeni w rybie mięso. Nikt nawet nie podniósł wzroku. Było oczywiste, że już dawno im odbiło.

Widząc taką scenę, Lin Qiushi natychmiast coś sobie uświadomił, więc szybko odwrócił się i odszedł. Martwił się o Ruan Nanzhu, martwił się, że te same zmiany zajdą w jego ciele.

Po odejściu Lin Qiushiego Gu Longming wyniósł Ruan Nanzhu na korytarz razem z krzesłem. Korytarze były stałe, więc kiedy wrócił, zobaczył przyjaciela w tym samym miejscu. Tylko że wyraz jego twarzy nie wyglądał najlepiej.

– Zhu Meng – zawołał do niego Lin Qiushi. – Trzymaj się. Jeszcze tylko jeden dzień i wszystko będzie dobrze.

– Ale jestem strasznie głodna. – Ruan Nanzhu zwiesił głowę, a kosmyk włosów opadł mu na policzek, nadając mu jednocześnie słaby i kruchy wygląd. Do tego dochodził żałosny wyraz twarzy, któremu trudno było się oprzeć. Przygryzał wargi, a w jego oczach migotały wodniste iskierki. – Linlin, chcę coś zjeść.

Lin Qiushi w pośpiechu wyjął jedzenie z torby, ale gdy chciał włożyć je do ust Ruan Nanzhu, ten tylko zacisnął usta.

– Nie. Nie chcę tego jeść.

– A co chcesz zjeść?

– Chcę zjeść rybę. Pozwól mi, proszę?

Lekko podniósł wzrok i spojrzał na niego wzrokiem pełnym pragnienia. Prawdę mówiąc, gdyby chodziło o cokolwiek innego, Lin Qiushi prawdopodobnie natychmiast by się poddał w obliczu takiego Ruan Nanzhu. Jednak w tej sytuacji nie miał innego wyjścia, jak tylko zebrać się w sobie i powiedzieć „nie”.

Żałosny wyraz twarzy Ruana Nanzhu zniknął w jednej chwili, jego oczy stały się lodowate, a głos przerażająco zimny.

– Lin Qiushi, czy wiesz, co robisz?

Tak wyglądał Ruan Nanzhu w prawdziwym świecie: nieprzenikniony i wyniosły, niczym bóg patrzący na mrówki.

– Tak. – Lin Qiushi pozostał niewzruszony. Wyciągnął rękę i uniósł głowę partnera za brodę, wyraźnie wypowiadając każde słowo: – Dokładnie wiem, co robię. Chcesz jeść ryby? Nawet o tym nie myśl.

Ruan Nanzhu wpatrywał się w oczy Lin Qiushiego, jakby próbował dostrzec w nich choćby cień wahania. Jednak najwyraźniej mu się to nie udało, a jego głos znów złagodniał:

– Linlin, Linlin, ale ja naprawdę, naprawdę chcę zjeść rybę…

Jego nastawienie zmieniało się raz w tę, raz w tamtą stronę, ale Lin Qiushi pozostał niewzruszony.

Obserwując z boku, Gu Longming również był pod wrażeniem.

– Cholera, Linlin, dasz radę to wytrzymać?

– A co mam zrobić? Pozwolić mu zjeść rybę?

Opowiedział Gu Longmingowi, co wydarzyło się w jadalni i kuchni, obserwując, jak mięśniak się wykrzywia.

– Skąd ten nagły rozwój sytuacji… – Wydawał się o czymś myśleć. – Czy to może być jakiś efekt przyspieszenia po śmierci żółtookiego ryboluda?

– Nie wiem. – Lin Qiushi spojrzał na zegarek. Do wieczora pozostały jeszcze cztery godziny. Musieli jakoś wytrzymać.

Prawie widział cień ludzi pożerających rybie mięso w Ruan Nanzhu. Lin Qiushi z grubsza obliczył, że na całym statku nie było więcej niż cztery zdrowe osoby. Wszyscy inni wydawali się opętani.

Bez względu na to, jak bardzo Ruan Nanzhu groził lub kusił, Lin Qiushi udawał, że nic nie słyszy. W końcu najwyraźniej się zmęczył i w ogóle przestał mówić, siedząc w milczeniu na krześle. Wtedy Lin Qiushi zaczął przygotowywać się do zadania, które miał wykonać tej nocy.

Cały statek był już pełen aperitifu. Długi miecz trzymał w dłoniach, a nić też się pojawiła. Wyglądał jak rycerz, który zaraz wejdzie do labiryntu, by uratować księżniczkę – choć wyglądało na to, że w tej chwili własnymi rękoma przywiązał swoją księżniczkę do krzesła.

Widząc stan Ruan Nanzhu, Gu Longming westchnął i podrapał się po głowie.

– To po prostu dziwne. Obaj próbowaliśmy tej ryby, więc dlaczego akurat Zhu Meng tak to ruszyło?

Lin Qiushi mruknął, że on również nie wie.

Musiał istnieć jakiś ukryty powód – może dotyczyło to tylko tych, którzy dotąd nawet nie spróbowali ryby. Jednak na razie to były tylko spekulacje, a prawda nie była istotna. Ważne było, żeby ukończyli te drzwi jak najszybciej. W końcu Lin Qiushi nie mógł trzymać Ruan Nanzhu przywiązanego do krzesła w nieskończoność.

Po raz pierwszy tak wyczekiwał wieczoru. Gdy tylko zobaczył, że niebo stopniowo ciemnieje, Lin Qiushi i Gu Longming przenieśli związanego Ruan Nanzhu z powrotem do pokoju razem z krzesłem.

Mężczyzna wciąż milczał. Lin Qiushi jednak go rozumiał i po jego oczach widział, że wciąż się nie poddał.

– Linlin – odezwał się nagle Ruan Nanzhu.

Lin Qiushi spojrzał na niego.

– Linlin, idziesz go pokonać sam? – zapytał Ruan Nanzhu. – Martwię się, że pójdziesz sam. Czy pozwolisz mi iść z tobą?

– Nie – powiedział Lin Qiushi. – Widzisz? Znów mnie okłamujesz.

Ruan Nanzhu zachował szlachetny ton, mówiąc:

– Nie kłamię. Kiedy pójdziesz walczyć, będę stał za tobą i pilnował twoich pleców.

Słuchając, jak to mówi, Lin Qiushi pomyślał, że powinien się złościć, ale zamiast tego nie mógł powstrzymać śmiechu.

– Będziesz pilnował moich pleców? Chcesz powiedzieć, że kiedy zabiję potwora, to ty za mną będziesz wcinał ryby?

Ruan Nanzhu zerknął na niego i nie powiedział nic więcej.

– Czy smakuje aż tak dobrze? – zapytał Lin Qiushi.

Mężczyzna nadąsał się i nadal milczał.

– Czy smakuje lepiej niż ja? – dopytywał dalej Lin Qiushi.

– Oczywiście, że smakujesz lepiej – mruknął Ruan Nanzhu. W tej chwili całe jego zachowanie było nie na miejscu. Zachowywał się jak małe dziecko. – Ale jestem teraz głodny i nie mogę cię zjeść, byłbym wtedy smutny.

Lin Qiushi się roześmiał.

Obok nich Gu Longming mógł jedynie w milczeniu zajadać się karmą dla psów, myśląc: „Jak oni mogą to robić? Sytuacja jest beznadziejna, a oni wciąż muszą obnosić się z tą falą miłości”.

Lin Qiushi obserwował ciemniejące za oknem niebo i w duchu cieszył się, że on i Gu Longming są zdrowi. W przeciwnym razie te drzwi byłyby prawdziwym problemem.

Kiedy zapadł zmrok, Ruan Nanzhu był już znacznie cichszy, spokojnie wpatrując się w okno. Lin Qiushi początkowo myślał, że po odpoczynku będzie ich namawiał, żeby jeszcze trochę pojeść ryb, ale szybko zasnął.

– Powinniśmy położyć go na łóżku? – zapytał cicho Gu Longming. W końcu Ruan Nanzhu był związany cały dzień i na pewno już bolały go mięśnie.

Jednak po namyśle Lin Qiushi pokręcił głową.

– Nie. Trzymaj go związanego. – Nie mógł być pewien, czy Ruan Nanzhu rzeczywiście teraz śpi. Jeśli ten drań udaje, to biorąc pod uwagę jego umiejętności bojowe, nawet Lin Qiushi i Gu Longming razem mogliby nie być w stanie go powstrzymać.

Poza tym zbliżała się już noc. Potwór miał się pojawić, a gdyby Ruan Nanzhu uciekł, mogłoby się to źle skończyć.

– Powinienem iść z tobą – powiedział Gu Longming, patrząc, jak Lin Qiushi wyciąga długi kolec z worka. – Możemy się nawzajem pilnować.

Lin Qiushi pokręcił głową i odrzucił sugestię przyjaciela.

– Zostań tu i pilnuj go. Jeśli nie dam rady sam, twoja obecność niewiele pomoże. Poza tym on nie jest w dobrym stanie, ktoś musi go pilnować.

Widząc jego determinację, Gu Longming nie mógł powiedzieć nic więcej, poza życzeniem powodzenia. Lin Qiushi skinął głową, przyjmując jego błogosławieństwo.

Gdy noc zapadła, Lin Qiushi nasłuchiwał, czy coś się dzieje na zewnątrz. W końcu usłyszał cichy dźwięk. Słyszał go już wiele razy – duże stworzenie poruszające się po drewnianych deskach.

Lin Qiushi spojrzał na Gu Longminga.

– Idę.

– Idź, brachu, dobrze zaopiekuję się moją bratową.

Lin Qiushiego zatkało. Dlaczego to zabrzmiało tak źle?

Widząc jego wyraz twarzy, Gu Longming cicho się zaśmiał.

– No dobra, to był tylko żart. Powodzenia, wracaj szybko.

Lin Qiushi otworzył drzwi i wyszedł. Najpierw udał się do jadalni, która była punktem wejścia labiryntu. Zaczynała się tam również nić z owadów, a podążając za nimi, mógł odnaleźć potwora.

Lin Qiushi wziął długi miecz i ostrożnie podążył we wskazanym kierunku. Szybko usłyszał nieprzyjemny dźwięk. Brzmiał, jakby dzika bestia obgryzała mięso, a jedynym źródłem mięsa na statku byli…

Na górnym pokładzie znalazł swój cel.

To był gigantyczny rybo-potwór o umięśnionym ciele pokrytym atramentowymi łuskami. Tyle że w porównaniu z wczoraj, na jego ciele było znacznie więcej ran. Lin Qiushi oczywiście wiedział, skąd się wzięły. W tej chwili cała uwaga ryboluda skupiła się na pogryzionym ludzkim ciele pod jego stopami. Zdawał się nie zauważać Lin Qiushiego ostrożnie podchodzącego od tyłu.

Lin Qiushi wiedział, że to jego jedyna szansa, więc zachował ostrożność i bezwzględną determinację. Wziął długi róg do ręki i powoli go uniósł – po czym zanurkował w dół, przebijając szyję ryboluda.

Potwór wydał z siebie przeraźliwy wrzask. Czarna krew trysnęła z jego ciała, zanim bezwładnie osunął się na ziemię.

Jednak Lin Qiushi temu nie ufał. Po upadku ryboluda zadał mu serię jeszcze bardziej agresywnych ciosów. Odetchnął z ulgą, dopiero gdy upewnił się, że zwierzę na pewno zginęło.

Stał tam, gdzie był, odpoczywając przez chwilę, zanim rozłupał brzuch bestii. Stłumił obrzydzenie, grzebiąc wokół, aż w końcu, pośród resztek ludzkich szczątków, znalazł to, czego szukał – mosiężny klucz, który wyglądał zupełnie normalnie. Choć nie wyróżniał się niczym szczególnym, w oczach Lin Qiushiego nie było na świecie niczego słodszego niż ten przedmiot.

Podniósł go, schował do kieszeni i opuścił pokład.

Tłumaczenie: Ashi

Tom I Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32

Tom II
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53

Tom III
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77

Tom IV
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95

Tom V
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 126
Rozdział 126

Tom VI
Rozdział 127
Rozdział 128
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6
Ekstra 7
Ekstra 8
Ekstra 9
Ekstra 10

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: