Pracownia mieściła się na siódmym piętrze.
Xiao Su zniknęła po odwiedzeniu tego miejsca. Jednak według towarzyszącego jej mężczyzny nigdy nie weszli do pracowni artystycznej i po prostu oglądali obrazy znajdujące się w pobliżu.
Po wejściu po krętych schodach na siódme piętro Ruan Nanzhu i Lin Qiushi po raz kolejny stanęli przed upiornym, ciemnym korytarzem. Ciągnął się bez końca, a raczej ledwo co można było gołym wzrokiem zobaczyć jego kraniec. Podłogi były pokryte grubym dywanem, który rozciągał się aż do drzwi na końcu holu.
Pracownia zasadniczo różniła się od pozostałych pomieszczeń znajdujących się na tym korytarzu. Wejście do niej zasłonięto czarną, grubą tkaniną – wyglądało na to, że właściciel atelier nie życzył sobie, aby przez szpary w drzwiach przebijał się choćby cień światła.
– Gdzie ona może teraz być? – Tan Zaozao była przestraszona i niepewna. Pocierając ramiona, na których pojawiła się gęsia skórka, nerwowo wyszeptała: – Byłoby cholernie niezręcznie, gdyby była w trakcie malowania, kiedy wtargniemy do środka.
– No cóż, miejmy nadzieję, że teraz jej tam nie ma – powiedział Ruan Nanzhu. – Zostań tutaj. Najpierw zapukam do drzwi.
Ruan Nanzhu nie żartował, gdy to powiedział. Trzema dużymi krokami z łatwością pokonał dystans dzielący go od atelier, a następnie podniósł rękę i zapukał uprzejmie.
Widząc mężczyznę śmiało pukającego do drzwi, oczy Tan Zaozao zrobiły się wielkie jak spodki. Czknęła z szoku.
– Kurczę, jak wielkie są jego jaja?!
Lin Qiushi, który już się do tego przyzwyczaił, nie zareagował zbyt mocno. Spokojnie stwierdził:
– Zawsze miał wielkie jaja.
Natarczywe pukanie Ruan Nanzhu spotkało się z głuchą ciszą. Zastukał knykciami w drzwi po raz ostatni, upewniając się, że nikogo nie ma po drugiej stronie.
– Wejdźmy – powiedział.
– Jest zamknięte – zauważyła Tan Zaozao. – Jak mamy się dostać do środka?
Ruan Nanzhu wyjął z kieszeni spinkę do włosów i pochylił się, zupełnie naturalnie biorąc się do roboty.
Tan Zaozao zatkało. Pomyśleć, że prawie zapomniałam o boskich umiejętnościach tego faceta!
Ruan Nanzhu przykucnął i przez chwilę gmerał w dziurce od klucza. Wkrótce zamek cicho kliknął, a mężczyzna delikatnie chwycił klamkę jedną ręką i powoli ją otworzył, odsłaniając wnętrze pokoju. Zajrzał do środa, po czym odwrócił się i skinął na Lin Qiushiego.
– Wejdziesz ze mną. Tan Zaozao, będziesz czuwała przy drzwiach i ostrzegała nas o wszystkim, co podejrzane.
Tan Zaozao posłusznie skinęła głową.
Lin Qiushi zrobił krok naprzód i wszedł do atelier wraz z Ruan Nanzhu.
Studio nie było wcale duże i dość marnie oświetlone. Okna były osłonięte ciężkimi czarnymi zasłonami, całkowicie blokującymi naturalne światło. Mogli polegać tylko na blasku rzucanym przez wyblakłe, migoczące światła nad głowami, ale to nie wystarczyło, aby rozproszyć przytłaczającą ciemność. Naprawdę musieli bardzo wysilić wzrok, aby cokolwiek zobaczyć.
Na samym środku znajdowało się zasłonięte materiałem płótno ustawione na sztaludze. Ostre opary gryzącej farby wypełniały całe pomieszczenie, dusząc ich.
Ruan Nanzhu jak zwykle nie tracił czasu. Szybko podszedł do sztalugi i natychmiast podniósł osłonę.
Gest ten odsłonił niedokończony obraz. Lin Qiushi zamarł przerażony na widok dzieła sztuki przed swoimi oczami.
– To jest…
– Ostatnia wieczerza – dokończył Ruan Nanzhu.
Na pierwszy rzut oka obraz z pewnością przypominał Ostatnią wieczerzę. Dzieło sztuki żywo przedstawiało wzniosłą, dramatyczną scenę – grupa osób spożywała ostatni posiłek przy wielkim stole jadalnym. Jednak po bliższych oględzinach odkryli, że ludźmi uczestniczącymi w tej kolacji nie byli apostołowie i Chrystus. Nie, raczej byli to oni sami – każde z nich, które weszło do tego świata, zostało uchwycone na tym obrazie. Zebrali się przy tym dużym stole, jedząc swoje posiłki z pochylonymi głowami lub cicho rozmawiając między sobą.
Ten obraz byłby całkiem akceptowalny i o wiele mniej szokujący, gdyby był wierną reprezentacją, ale oczywiście tak nie było. Prawie wszystkie postacie zilustrowane na tym dziele nie miały twarzy i pozostały całkowicie pozbawione rysów. Lin Qiushi zdołał ich rozpoznać tylko dzięki znajomym ubraniom.
– Jej twarz została narysowana. – Ruan Nanzhu wskazała na młodą kobietę w rogu obrazu. – To musi być Xiao Su.
Lin Qiushi podążył spojrzeniem za wyciągniętym palcem Ruan Nanzhu i przyjrzał się wskazanemu przez niego miejscu. Na skraju stołu siedziała młoda kobieta, której twarz była szczegółowo przedstawiona. Jej mina nie wyrażała ani przyjemności, ani spokoju, a nieopisane przerażenie i wzburzenie, niezwykle żywe i realistyczne. Było tak, jakby całe nieszczęście uwięzione w płótnie ożyło dzięki tej jednej kropli koloru z palety malarza. Dręczący oddech rozpaczy pieścił istotę Lin Qiushiego, podstępnie osadzając się w głębi jego serca. Mógł wyraźnie wyczuć te tragiczne emocje, jakby sam był częścią obrazu.
Oprócz tego dzieła w studiu nie było niczego szczególnie godnego uwagi. Po bezskutecznym przeszukaniu każdego zakamarka Ruan Nanzhu nie odważył się dłużej tu zostać. Bezzwłocznie wyprowadził Lin Qiushiego z pokoju i zamknął za nimi drzwi.
Widząc, jak wychodzą ze studia, Tan Zaozao z niepokojem zaczęła wypytywać, co widzieli w środku.
– Obraz – wyjawił Lin Qiushi. – Obraz przedstawiający nas jedzących kolację.
Opisał dokładnie, co zobaczyli. Po wysłuchaniu wszystkiego Tan Zaozao głośno przełknęła ślinę i ze strachem wyjąkała:
– T-ta dziewczyna, Xiao Su…naprawdę stała się częścią obrazu?
– Mhm – przytaknął Ruan Nanzhu. – Wydaje się, że tak jest. Chcę zajrzeć na szóste piętro.
– Chodźmy – poparł go Lin Qiushi.
Oczywiście chodziło o wstąpienie do miejsca, przed którym stanowczo ostrzegał ich steward – o salę wystawową niedokończonych dzieł sztuki.
Jak sama nazwa wskazuje, w tym miejscu przechowywano niekompletne obrazy. Ruan Nanzhu natychmiast zlokalizował odpowiedni pokój na szóstym piętrze, bez wysiłku otworzył drzwi i wszedł do środka z Lin Qiushi.
Ponura atmosfera tego miejsca była nieco bardziej znośna niż w atelier. Przynajmniej okna nie były zasłonięte czarnymi zasłonami, a samo pomieszczenie okazało się stosunkowo przestronne.
Różne abstrakcyjne dzieła sztuki były poustawiane wokół, ozdabiając ściany i podłogi. Lin Qiushi swobodnie rozejrzał się po pomieszczeniu, odkrywając, że zaledwie kilka z tych dzieł pozostało niedokończonych, podczas gdy zdecydowana większość płócien wyblakła z kolorów – była pozbawiona tematu i całkowicie pusta.
Zmysł obserwacji Ruan Nanzhu był tak ostry jak zawsze. Jego oczy szybko przesunęły się po setkach obrazów i szybko znalazł to, czego szukał. Cicho zawołał towarzysza, który wciąż się rozglądał.
– Qiushi.
Podszedłszy na drugą stronę, Lin Qiushi w końcu zobaczył, co przykuło uwagę Ruan Nanzhu. Cienkie włoski na karku zjeżyły mu się, gdy spojrzał na wskazany przez niego obraz. Głos na długą chwilę zamarł mu w gardle, zanim w końcu chrapliwe wyskrzeczał:
– To jest… moja sypialnia.
– Tak. To twoja sypialnia.
Układ był dokładnie taki sam, od drobnych szczegółów w jego pokoju po scenerię za oknem. Obraz przed oczami Lin Qiushiego wyraźnie przedstawiał jego sypialnię. Drzwi do komnaty były szeroko otwarte, a podłogi nasiąknięte brudną wodą – była to replika piekielnego koszmaru, który wydarzył się poprzedniej nocy. Jednak na obrazie brakowało ważnego fragmentu. W pobliżu otwartych drzwi znajdowała się pusta przestrzeń, jakby była specjalnie zarezerwowana dla pewnej osoby – dla Lin Qiushiego.
– Gdybyś nie zdał sobie sprawy, że to nie była prawdziwa Tan Zaozao… – Ruan Nanzhu wpatrywał się w przejmujący obraz, a jego głos był przerażająco spokojny. – To na pewno wypełniłbyś tę lukę na płótnie.
– …Tak.
– Mimo wszystko, ten obraz jest dość fascynujący. Zastanawiam się, czy możemy go ze sobą zabrać. – Chociaż tak powiedział, nie miał najmniejszego zamiaru dotykać płótna gołymi rękami. Szybko obrócił się na pięcie. – Chodźmy. Nie ma tu nic innego do zobaczenia.
– Zapamiętałeś obrazy?
– W pewnym stopniu. – W rzeczywistości Ruan Nanzhu zwrócił uwagę jedynie na ogólny zarys przedstawiony w dziełach sztuki. Gdy opuszczali pokój, wyjaśnił: – Nie ma sensu zapamiętywać takich rzeczy. Te obrazy są eksponowane w każdym zakątku tego zamku i nie można ich uniknąć.
Lin Qiushi westchnął.
– Jeśli od tej pory będziesz ostrożny, nie powinno być żadnych problemów – zapewnił Ruan Nanzhu. – W końcu to drzwi niższego poziomu, więc warunki śmierci nie są aż tak surowe.
Tan Zaozao mruknęła sprzeciw, argumentując, że warunki były wyjątkowo trudne. Nie było to nawet kwestią sporną i nie trzeba chyba dodawać, że byłaby już sześć stóp pod ziemią, gdyby wczoraj wieczorem była na miejscu Lin Qiushiego. Kto na świecie mógłby myśleć jasno i spokojnie, stając w obliczu tak wstrząsającej sytuacji?
Ruan Nanzhu spojrzał na nią kątem oka i, okazując rzadki przejaw życzliwości, delikatnie ją pocieszył.
– Nie martw się. Jeśli staniesz się obrazem…
– Uratujecie mnie? – dokończyła z zapałem Tan Zaozao patrząc na nich błyszczącymi oczami.
– Z pewnością będziemy pamiętać o tobie i twoich ostatnich chwilach. Będziemy żyć za ciebie pełnią życia, abyś mogła odejść w spokoju i bez zmartwień.
Tan Zaozao zamilkła. Łał, dzięki za takie pocieszenie.
Spędzili więcej czasu na eksploracji tych dwóch miejsc, niż się spodziewali. Kiedy w końcu zeszli na dół, nadszedł już prawie czas na kolację.
W odpowiednim czasie wszyscy przybyli do wielkiej jadalni i zajęli miejsca przy stole, przygotowując się do jedzenia. Podczas gdy zajadali się posiłkiem, Lin Qiushi zauważył, że kogoś brakuje – przy stole siedziało tylko siedem osób.
– Jednej osoby brakuje, co się stało? – zapytał Lin Qiushi.
– Powiedział, że nie czuje się najlepiej, więc odpoczywa w swoim pokoju.
– Nie chce zjeść kolacji?
– Nie wiem… – Padła odpowiedź, a rozmówca wyraźnie się zawahał. – Zajrzę do niego później.
Lin Qiushi mruknął coś pod nosem, nie zastanawiając się nad tym dłużej.
Zamek był ogromny i otaczał go spory ogród, a wszyscy byli zawsze rozproszeni po całym terenie. Jedynie podczas posiłków mogli się przeliczyć i ocenić bieżącą sytuację.
Mężczyzna, który odpowiadał na pytania Lin Qiushiego, wydawał się być dość nerwowy, nieustannie trzęsąc się na siedzeniu. W końcu szybko wybiegł z jadalni po zjedzeniu połowy posiłku. Minęło zaledwie kilka minut, gdy wrócił pospiesznie z bladą twarzą, cały się trzęsąc. Przez drżące usta wyjąkał:
– O-odszedł. Nie ma go w jego pokoju.
W tłumie zapadła przytłaczająca cisza.
– Szukałeś go? – odezwał się w końcu Lin Qiushi. – Na korytarzach albo w pobliskich łazienkach…
– Sprawdzałem. Ale go nie było.
Ruan Nanzhu z gracją otarł usta.
– Czy w pokoju było coś jeszcze? Na przykład obraz lub coś takiego?
– …nie zwróciłem uwagi. – Mężczyzna się zająknął.
– Chodźmy zobaczyć – powiedział Ruan Nanzhu.
Mężczyzna spojrzał na Ruan Nanzhu i skinął głową z wdzięcznością. Wyglądało na to, że bał się sprawdzić sam.
Opuszczając jadalnię, grupa udała się do sypialni zaginionego mężczyzny. Gdy tylko Lin Qiushi wszedł do pokoju, panujący w nim odór wody zaatakował jego nozdrza. Bez wątpienia właściciel tego pokoju spotkał się z podobnym incydentem co Lin Qiushi, ale niestety, szczęście tej osoby nie było tak duże jak jego.
– W tym pokoju powinien być obraz. – Ruan Nanzhu spojrzał na ścianę. – Ale go nie ma.
– Co masz na myśli? Ten obraz… – Biorąc pod uwagę to, co stało się z Xiao Su, ani jedna osoba nie miała nadziei na przeżycie mężczyzny. W końcu ktoś z niepokojem wypowiedział: – Yang Jie jest…
Najwyraźniej Yang Jie było imieniem mężczyzny, który rozpłynął się w powietrzu.
– Jeszcze nie możemy być pewni. – Ruan Nanzhu pokręcił głową. – Musimy się rozejrzeć.
Przeszukali cały zamek, piętro po piętrze, nie zaniedbując ani jednego kąta. Jednak pomimo tego, nie udało im się znaleźć obrazu Yang Jie. Tak było aż do następnego dnia, kiedy Lin Qiushi przypadkowo spojrzał za okno. Przez przezroczystą szybę dostrzegł coś dziwnego wystającego z odległych krzaków.
Natychmiast pobiegł w tamtą stronę i odkrył obraz ukryty wśród gęstych krzewów. Czarna rama, która go otaczała, była aż nazbyt znajoma, podobnie jak smugi świeżej ziemi plamiące jej powierzchnię – to była, bez wątpienia, ta sama rama, którą Lin Qiushi i Ruan Nanzhu wcześniej głęboko zakopali w ziemi.
Yang Jie nie był już nieobecny – stał się częścią obrazu trzymanego w rękach Lin Qiushiego. Jego powykręcana postać wtopiła się w krzewy, wyginając się dziwacznie i pochylając, tworząc niepokojąco dziwny widok do oglądania.
– Znalazłem go – oznajmił Lin Qiushi, wracając do zamku z obrazem w ręku.
– Łaaaaa… – Towarzysz Yang Jie zaczął jęczeć ze strachu, widząc portret. Jakby został uderzony piorunem, wielki mężczyzna trząsł się gwałtownie. Smarki i łzy spływały bez końca po jego bladych policzkach, gdy bełkotał:
– Wszyscy tu umrzemy, łaaaa, wszyscy tu umrzemy…
Wyglądało na to, że już dawno się załamał, a teraz ostatni strzęp rozsądku roztrzaskał się na kawałki. Jeden po drugim, inni zaczęli padać na ziemię, szlochając. Mina Ruan Nanzhu stawała się coraz bardziej ponura wraz z narastaniem hałasu. Wkrótce w pokoju słychać było jedynie krzyki rozpaczy i histeryczne zawodzenie.
Nie mogąc pocieszyć tych płaczących ludzi, Lin Qiushi po prostu pozwolił im płakać. W końcu cierpliwość Tan Zaozao się wyczerpała. Nie mogąc znieść dłużej zamieszania, wybuchła, przeklinając szaleńczo.
– Spójrzcie na siebie, wy pieprzeni tchórze płaczący za mamusią! Myślicie, że płacz cokolwiek rozwiąże, co?! Taka drobna dziewczyna jak ja jest najwyraźniej odważniejsza niż każdy dorosły facet w tym pokoju!
– No to mów! Co mamy zrobić, co?! – ryknął na nią jakiś mężczyzna. – Ktoś znowu zamienił się w obraz!
– Skąd mam wiedzieć, co, kurwa, robić! – odwarknęła niegrzecznie celebrytka. – Pieprzony kretyn! Nie jestem waszą, kurwa, matką! Po co, kurwa, miałbym opiekować się takimi dzieciakami jak wy?!
Nastrój Ruana Nanzhu był w tym momencie okropnie podły. Na oczach przerażonego tłumu gwałtownie się odwrócił i bez słowa opuścił pomieszczenie. Lin Qiushi i Tan Zaozao pośpiesznie poszli za nim.
Dopiero gdy dotarli do swojego pokoju, Ruan Nanzhu w końcu się odezwał:
– Podejrzewam, że wśród nas jest zdrajca.
– Co? Co masz na myśli? – wyrzucił z siebie zdezorientowany Lin Qiushi.
– Dokładnie to, co powiedziałem. Ktoś wśród nas celowo zabija pozostałych.
Lin Qiushi nie dowierzał.
– Celowo zabija pozostałych?
– Rama skierowana w stronę twojego pokoju mogła zostać tak specjalnie przez kogoś ustawiona – stwierdził spokojnie Ruan Nanzhu.
Słysząc to, Tan Zaozao się wzdrygnęła.
– Ale skąd wiesz…? Jak w ogóle doszedłeś do tego wniosku?
– Oczywiście to na razie tylko domysły. – Usiadł na skraju łóżka i spokojnie kontynuował: – Znalazłem chwilę, aby obejrzeć miejsce, w którym zakopaliśmy ramę obrazu, i znalazłem tam dodatkową parę odcisków stóp. To były damskie buty około rozmiaru 35, co eliminuje Tan Zaozao i panią zamku. – Delikatnie zamknął oczy, jakby coś sobie przypominając. – Ktoś odkopał ramę… W drużynie jest w sumie pięć dziewczyn. Wyłączając Tan Zaozao i Xiao Su, zostają nam trzy podejrzane, z których dwie spełniają kryteria.
– Pamiętasz tę nowicjuszkę, która chciała z tobą współpracować? – zapytał Lin Qiushi.
– Tak.
– Czy to mogła być ona…?
– Możliwe – zauważył Ruan Nanzhu. – Ona też dzisiaj płakała.
– Ona ciągle beczy. – Tan Zaozao prychnęła zirytowana. – Odkąd tu przybyła, nie robi nic innego, tylko płacze cały dzień.
– Na razie po prostu obserwujmy sytuację. W końcu to tylko moje własne spekulacje – wymamrotał zamyślony Ruan Nanzhu.
– Okej. – Lin Qiushi skinął głową. – Będę spał z wami dziś wieczorem.
– Brzmi nieźle.
Tej nocy Lin Qiushi i Ruan Nanzhu, po raz kolejny, przytulili się do siebie w dużym, wygodnym łóżku, podczas gdy Tan Zaozao leżała na twardej, niewygodnej podłodze obok. Po tym, jak przyzwyczaiła się do złego traktowania i zaakceptowała swoją niską pozycję, wydawało się, że jej uraza również zniknęła.
Podłoga jest świetna, ach! – pomyślała sobie Tan Zaozao, patrząc na sufit z zimnej podłogi. – Mam całą tę przestrzeń dla siebie. Mogę się przekręcać, jak mi się podoba, i nawet nie muszę się martwić, że ktoś zajmie moją połowę! Podłoga jest naprawdę najlepsza… Ugh! Cholera, Ruan Nanzhu, ty skąpy draniu! Zapamiętam to! Hmph!
Umysł Lin Qiushiego nieustannie błądził, a jego serce było obciążone niepokojem i lękiem. Początkowo sądził, że w ogóle nie będzie w stanie zasnąć, ale jak się okazało, dzięki specjalnemu narkotykowi, który leżał obok, udało mu się to dość szybko.
Lin Qiushi spał spokojnie, nie budząc się aż do następnego ranka. Po otwarciu oczu zdał sobie sprawę, że Ruan Nanzhu nie było już przy nim.
Lin Qiushi szybko usiadł na łóżku i rzucił okiem na podłogę. Niestety była tam tylko Tan Zaozao – zawinięta w koc i chrapiąca irytująco.
– Zaozao. – Lin Qiushi ostrożnie ją obudził. – Widziałaś Ruan Nanzhu?
Tan Zaozao powoli otworzyła oczy i niewyraźnie jęknęła:
– Czy on już poszedł?
– Tak – odpowiedział Lin Qiushi. – Nie widziałem go. Nie ma go tu z nami.
– Nie wiem… – Tan Zaozao był nadal nieco oszołomiona nagłym przebudzeniem. – Też go nie widziałam.
To było tak, jakby rozpłynął się w powietrzu – nie pojawił się nawet na śniadanie. Gdyby ktoś inny zniknął tak nagle, Lin Qiushi założyłby, że dawno nie żyje. Jednak Ruan Nanzhu nie był byle kim, więc Lin Qiushi po prostu zastanawiał się, czy mężczyzna odszedł, żeby coś zrobić.
Niestety Ruan Nanzhu nadal się nie pojawił, nawet po śniadaniu, a Lin Qiushi również zaczynał odczuwać niepokój.
– Gdzie on mógł zniknąć? – Tan Zaozao wierciła się w miejscu. – Czy coś mogło się stać…?
Pomimo własnych obaw Lin Qiushi nadal ją uspokajał.
– Nie martw się. Rozejrzyjmy się jeszcze trochę. Jeśli już, Ruan Nanzhu jest silny i potrafi o siebie zadbać. Na pewno nie przydarzyłby mu się wypadek. Poza tym poszedł z nami do łóżka wczoraj wieczorem i nic się wtedy nie wydarzyło.
Tan Zaozao nie odezwała się już, ale jej brwi zmarszczyły się w głębokim grymasie.
Przeszukali każde piętro zamku, od pierwszego do ósmego, lecz bez rezultatu. Nie znaleziono ani śladu Ruan Nanzhu.
W tym momencie Tan Zaozao była niesamowicie zdenerwowana i zaniepokojona, wyobrażając sobie najgorsze.
– Jesteś pewien, że nic złego mu się nie stało? Czy słyszałeś coś wczoraj wieczorem?
– Nie. – Zmysł słuchu Lin Qiushiego był zadziwiająco ostry. Gdyby coś wydarzyło się poprzedniej nocy, z pewnością by to usłyszał, jednak spał głęboko aż do świtu, ani razu się nie budząc.
– Co powinniśmy zrobić? – Tan Zaozao była zdenerwowana i nie potrafiła jasno myśleć.
– Obejrzyjmy… wszystkie obrazy. – Lin Qiushi lekko się zakrztusił, a jego głos był pełen cierpienia. – Powinniśmy się upewnić… na wszelki wypadek.
Tan Zaozao wstrzymała oddech i zamilkła. Wiedziała dokładnie, co Lin Qiushi sugerował. Mężczyzna obawiał się, że Ruan Nanzhu został zamieniony w obraz. Jeśli naprawdę tak się stało… Nie chciała o tym w ogóle myśleć. Bez słowa podążyła za towarzyszem, oglądając wszystkie obrazy po kolei.
Ponownie przeszukali wszystkie piętra, ale tak jak poprzednio nie znaleźli nawet cienia Ruan Nanzhu. Nieco im ulżyło, ale niepokojące uczucie strachu wciąż gryzło ich wnętrzności, zakopując się głębiej w ich ciężkich sercach.
Ponieważ nigdzie nie mogli znaleźć Ruan Nanzhu, oboje byli w ponurym nastroju i nie mieli apetytu na lunch.
Tan Zaozao ponuro oznajmiła, że chciałaby wrócić do pokoju, aby odpocząć przez chwilę, zanim po południu będą kontynuować poszukiwania. Widząc, że nie była w najlepszym stanie psychicznym, Lin Qiushi skinął głową na znak zgody.
Jednak gdy tylko weszli do sypialni, zauważyli Ruan Nanzhu, który spokojnie leżał w łóżku, próbując nadrobić stracony sen. Wyglądał na tak beztroskiego i zrelaksowanego, jakby nic dziwnego się nie wydarzyło.
– Ruan Nanzhu! – Tan Zaozao szlochała, a jej napięty głos podniósł się do słabego krzyku. – Gdzie byłeś?! Czy wiesz, jak długo cię szukaliśmy?!
Ruan Nanzhu leniwie otworzył oczy i ziewnął.
– Miałem coś do zrobienia.
– Coś do zrobienia?! Dlaczego przynajmniej nie dałeś nam znać! – krzyknęła ze złością Tan Zaozao. – Czy masz pojęcie, jak bardzo się o ciebie martwiliśmy? Szukaliśmy cię wszędzie aż do tej pory!
– Nie spodziewałem się, że tak długo mnie nie będzie.
– Och, naprawdę? Gdzie do cholery byłeś?
– Wewnątrz obrazu.
Gdy tylko wypowiedział te słowa, Tan Zaozao oniemiała. Minęła długa chwila ciszy, zanim otworzyła usta i nieśmiało zapytała:
– Wewnątrz obrazu? Tego, o którym myślę?
Ruan Nanzhu skinął głową.
Lin Qiushi był oszołomiony.
– Jak w ogóle udało ci się wejść… czy rama nie zniknęła…
– Nie. Jest jedna rzecz, którą źle zrozumieliśmy. Chociaż Xiao Su odeszła, to jej rama pozostała. Yang Jie zniknął, ale rama nie. Chodzi o to, że jeśli obraz zostanie włożony w starą ramę, zawsze pojawi się nowa.
Lin Qiushi zamilkł, nie rozumiejąc, o co chodzi.
– Osoba, która nas zabijała, za każdym razem używała nowej ramy – kontynuował Ruan Nanzhu, a jego usta się wygięły. – Na szczęście ta sprawa została już rozwiązana.
– O czym ty mówisz…
– Jest dokładnie tak, jak powiedziałem. Do tego udało mi się zdobyć nową wskazówkę.
Nie mogąc przetworzyć nagłego potopu informacji, Lin Qiushi i Tan Zaozao po prostu się wyłączyli. Oboje mieli na twarzach wyraz całkowitego zagubienia. Było oczywiste, że ich mózgi nie wytrzymały tego przesytu danych.
Widząc ich oszołomione spojrzenia, wyraz twarzy Ruana Nanzhu znacznie złagodniał. Delikatnie ich pocieszył:
– Nie martwcie się. Wiem, że to dużo do przetworzenia. Poświęćcie na to tyle czasu, ile będziecie potrzebować.
Lin Qiushi dalej milczał. Czy to jego sposób na okazanie tolerancji dla naszego IQ?
Nie, to bez wątpienia współczucie i litość. Tan Zaozao delikatnie przycisnęła dłoń do serca, smutno rozumiejąc znaczenie kryjące się za miłym spojrzeniem w oczach Ruan Nanzhu.
Sądząc po ich głupich minach, Ruan Nanzhu uznał, że wciąż są zdezorientowani. Z westchnieniem podniósł się do pozycji siedzącej i krótko opowiedział, co wydarzyło się wczoraj wieczorem.
Zaraz po tym, jak Lin Qiushi zasnął tej nocy, Ruan Nanzhu nagle się obudził i od razu poczuł, że coś jest nie tak. Cicho wyszedł z łóżka i niespodziewanie odkrył kolejną ramę przy oknie.
Została dość skrupulatnie ukryta w ciemności nocy. Gdyby nie bystry wzrok Ruana Nanzhu, z pewnością by ją przeoczył.
Jego intuicja ostrzegała go, że coś jest z nią strasznie nie tak, więc bez zwłoki wybiegł z pokoju, chcąc ją przechwycić. Jednak gdy zamierzał zejść po schodach, natknął się na kobietę ubraną na czarno, stojącą cicho na najwyższym stopniu i patrzącą na niego pustym wzrokiem.
Każdy inny w takiej sytuacji byłby przerażony na śmierć, ale Ruan Nanzhu był przyzwyczajony do takich tanich sztuczek. Nie tylko był opanowany, ale też odważnie wpatrywał się w kobietę przez kilka minut, aż w końcu odwróciła się i odeszła z własnej woli.
– Kurwa mać! – Z ust Tan Zaozao wypłynęła seria wulgaryzmów, gdy to usłyszała. Złapała oddech. – W ogóle się nie bałaś? Tak po prostu na nią patrzyłeś?
– Czego tu się bać? To ona wycofała się pierwsza, prawda?
Tan Zaozao zatkało. Wyraźnie zabrakło jej słów.
– Pojawiła się jeszcze kilka razy. Początkowo chciałem wyjść, żeby zabrać ramę, ale cały czas miałem wrażenie, że coś jest nie tak. Myślę, że próbowała zwabić mnie gdzie indziej.
Lin Qiushi słuchał go w milczeniu.
– Pomyślałem o tym przez chwilę i zdałem sobie sprawę, że zawsze pojawiała się na szczycie schodów. A jednak ani razu nie zrobiła nawet ruchu, żeby mnie zaatakować. Być może po prostu nie chciała, żebym wchodził na górę – opowiadał Ruan Nanzhu. – Jednym miejscem, w którym nigdy się nie pojawiła, były drzwi wyjściowe, więc przypuszczam, że chciała, żebym wyszedł na zewnątrz.
– Gdybyś to zrobił, wszedłbyś do świata z obrazu – powiedziała Tan Zaozao. – Czyż nie?
– Dokładnie tak – odpowiedział Ruan Nanzhu. – Dzięki informacjom, które dostarczył nam Lin Qiushi, szybko zdałem sobie sprawę, że krajobraz na zewnątrz był w rzeczywistości lustrzanym odbiciem.
Na zewnątrz było zupełnie ciemno, a krzaki były przysłonięte cieniami. Dla zwykłych ludzi znalezienie jakichkolwiek anomalii byłoby niemal niemożliwe. Jednak ponieważ Lin Qiushi już stworzył precedens, Ruan Nanzhu uważnie obserwował okolicę, łatwo potwierdzając, że widok z zewnątrz rzeczywiście został odwrócony.
– Ostatecznie nie wyszedłem i po prostu poczekałem chwilę w pokoju. – Ruan Nanzhu rozłożył szeroko dłonie i wzruszył ramionami. – Skąd miałem wiedzieć, że będę musiał tak długo czekać?
– Wystraszyłeś mnie na śmierć! – Teraz, gdy otrzymała uzasadnione wyjaśnienie od Ruan Nanzhu, dziewczyna poczuła się o wiele lepiej. Westchnęła z ulgą. – Nie masz pojęcia, co chodziło nam po głowie. Myśleliśmy, że zamieniłeś się w obraz.
Lin Qiushi skinął głową na znak zgody.
– Cóż, oto jestem, cały i zdrowy. – Oczy Ruana Nanzhu wygięły się w półksiężyce, gdy uśmiechnął się ciepło.
Chociaż Ruan Nanzhu opisał swoje doświadczenie niezbyt szczegółowo, Lin Qiushi doskonale zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństwa, którego tamten ledwo uniknął. Naprawdę był o włos od opuszczenia tego świata.
– Pomijając to, co miałeś na myśli, mówiąc, że masz nową wskazówkę? – Lin Qiushi był dość zainteresowany tą sprawą.
– Och. – Ruan Nanzhu wyciągnął z kieszeni kartkę papieru i mu ją podał.
Po otrzymaniu notatki Lin Qiushi zobaczył napisany na niej krótki wiersz:
Stoisz na moście i podziwiasz krajobraz,
a ktoś podziwiający krajobraz z góry patrzy na ciebie.
Jasny księżyc ozdabia twoje okno blaskiem,
a ty ozdabiasz czyjeś marzenie1.
Po przeczytaniu go był co najmniej zaskoczony.
– To jest… kolejna wskazówka dotycząca tych drzwi?
– Tak – powiedziała Ruan Nanzhu. – Wziąłem ją od kogoś.
– Od kogo? – zastanawiała się Tan Zaozao.
Ruan Nanzhu uśmiechnął się z politowaniem.
– Od tamtej nowicjuszki, która próbowała do mnie dołączyć.
1. Wiersz pod tytułem 断章 autorstwa Bian Zhilina.
Tłumaczenie: Ashi
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Tom II
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53
Tom III
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77
Tom IV
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95
Tom V
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 126
Rozdział 126
Tom VI
Rozdział 127
Rozdział 128
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6
Ekstra 7
Ekstra 8
Ekstra 9
Ekstra 10