Lin Qiushi krótko opowiedział o scenie, której był świadkiem chwilę wcześniej, po czym zamilkł.
Po wysłuchaniu tej dziwnej historii Ruan Nanzhu również pogrążył się w myślach. Minuty mijały, zanim jego niski głos w końcu przerwał napiętą ciszę:
– Udajmy się na szczyt wieży i się rozejrzyjmy.
Po tych słowach ruszył dalej, wchodząc na następne piętro pagody.
Lin Qiushi podążał tuż za nim jak w transie. Po prostu nie mógł wyprzeć tej złowrogiej iluzji. Ciągle miał przeczucie, że to, co właśnie zobaczył, nie było takie proste, jak im się wydawało i w rzeczywistości kryło się za tym coś o wiele głębszego.
Ostatnie piętro pagody było zupełnie puste – nie było tam absolutnie nic, poza świetlikiem. Gdy tylko ktoś spojrzał w górę, mógł zobaczyć niebo, a także przyciągający wzrok kulisty pomnik umieszczony na iglicy.
Ruan Nanzhu bez słowa wpatrywał się w rzeźbę. Cheng Qianli i Lin Qiushi zachowali ciszę, starając się mu nie przeszkadzać.
Lin Qiushi powoli krążył po piętrze, przeszukując każdy zakamarek pomieszczenia, ale nic nie znalazł. Już miał otworzyć usta, by powiedzieć coś Cheng Qianliemu, gdy ze ściany obok niego dobiegło słabe drapanie.
Brzmiało to tak, jakby ktoś wbijał palce w ścianę, drapiąc ją bez ustanku. Ten niepokojący dźwięk sprawiał, że ludziom włosy stawały dęba.
W tym momencie Lin Qiushi miał mglistą świadomość, jak nienaturalnie ostry był jego słuch. Był w stanie słyszeć głośno i wyraźnie nawet najdelikatniejszy szmer, a sądząc po głupiej i nieświadomej minie Cheng Qianliego, stojącego nieopodal z wybałuszonymi oczami i otwartą buzią, najwyraźniej on nie miał pojęcia, że coś się działo.
Tym razem nawet go o to nie zapytał, tylko podszedł bezpośrednio do ściany i delikatnie w nią zapukał. Odgłosy drapania natychmiast ustały, a Lin Qiushi w ten sposób coś zrozumiał. Ze wszystkich ścian na najwyższym piętrze tylko ta jedna była pusta.
– Wygląda na to, że coś jest w środku.
– Co? Coś jest w środku? – zapytał z ciekawością Cheng Qianli. Zapukał w ścianę, co odbiło się pustym echem. – Tutaj?
Ruan Nanzhu oderwał wzrok od iglicy pagody.
– Naprawdę?
– Ta ściana jest pusta – dodał Lin Qiushi – – Chcę spróbować ją otworzyć i zajrzeć do środka.
Ruan Nanzhu, podszedł bliżej, wyciągnął rękę i dociekliwie pomacał powierzchnię. Nie zmieniając wyrazu twarzy, wyciągnął z kieszeni długi, ostry przedmiot i powoli zaczął rozcinać ścianę.
Lin Qiushi był oszołomiony.
– Masz ze sobą coś takiego?
– Oczywiście, to dla niego nic! Brat Ruan jest zbyt niesamowity, zbyt potężny! Nic nie może stanąć mu na drodze! – odparł z dumą Cheng Qianli.
Ściana pękła pod ostrzem i naciskiem mężczyzny, odsłaniając sekretną, ciemną przegrodę. W środku znajdowało się małe czerwone pudełko.
Ruan Nanzhu sięgnął do środka, by je wyjąć.
Cała ich uwaga skupiła się na pudełku. Palce Ruan Nanzhu zadrżały, gdy jego ręka ostrożnie zbliżyła się do przedmiotu. Następnie otworzył pokrywę, odsłaniając twardy skórzany dziennik.
– To nie może być pamiętnik, prawda? – Cheng Qianli od razu się zainteresował przedmiotem. Uśmiechając się figlarnie, podniósł notatnik i otworzył go na pierwszej stronie. – Ciekawe, czy w środku będzie jakaś wskazówka odnośnie klucza.
Teraz, gdy dziennik był otwarty, mogli bez problemu zobaczyć jego zawartość, jednak było tam zapisane tylko jedno słowo: Odeszła.
Odeszła. Odeszła. Odeszła. Odeszła. Odeszła. Dokładnie to samo słowo, tylko za każdym razem nabazgrane inaczej. Następna strona, i następna, i następna… pokrywało wszystkie strony, a z każdą kolejną kartką pismo stawało się coraz bardziej chaotyczne i niespokojne. Dreszcze przechodziły im po kręgosłupach na ten widok.
Ruan Nanzhu pobieżnie przejrzał notatnik do końca. Coś przykuło jego uwagę, gdy miał już zamknąć zeszyt. Na ostatniej stronie znajdowało się krótkie zdanie, inne od pozostałych wpisów. Napisano cztery proste słowa: Nie mogłam jej znaleźć.
– Co? Co to jest? – Cheng Qianli natychmiast przypomniał sobie wskazówkę, którą otrzymali przed wejściem do tych drzwi. – Czy to napisała młodsza siostra?
Ruan Nanzhu, wciąż z pochyloną głową, kontynuował badanie zawartości dziennika. Po chwili wskazał na jedno miejsce i zauważył:
– Brakuje jeszcze jednej strony. Wyraźnie została wyrwana.
Przyglądając się bliżej, Lin Qiushi zauważył, że rzeczywiście brakowało jednej strony. Rozdarcie było niezwykle schludne – gdyby nie szukali jakichś nieścisłości, to łatwo było je przegapić. Na szczęście Ruan Nanzhu był dokładny niczym stróż, więc nic nie mogło umknąć jego oczom.
– Jak się zorientowałeś, że coś jest nie tak z tą ścianą? – zapytał Ruan Nanzhu.
– …Usłyszałem, jak ktoś o nią drapie.
Na te słowa Cheng Qianli nagle wyciągnął ręce i zaczął gwałtownie drapać ścianę paznokciami.
– Oho, tak?
Bębenki w uszach Lin Qiushiego niemal eksplodowały, gdy usłyszał głośny, niespodziewany pisk.
Ruan Nanzhu zganił chłopaka:
– Wygląda na to, że nie zostałeś nauczony manier. Zrób to jeszcze raz, a zobaczysz, jak cię naprostuję. A może powinienem powiedzieć twojemu drogiemu bratu, żeby się tym zajął?
Cheng Qianli pośpiesznie cofnął ręce. Zachowując się, jakby został bardzo skrzywdzony, jęknął i nadąsał się, mówiąc, że to tylko demonstracja.
Ruan Nanzhu nawet się tym nie przejął.
– Na grobie osoby, która kiedyś zrobiła taką demonstrację, wyrosło już pięć metrów trawy. – Ruan Nanzhu schował dziennik do torby, dodając: – Mam przeczucie, że będziemy musieli wrócić do świątyni.
Lin Qiushi nie mógł zrozumieć jego toku myślowego, więc zapytał:
– Co masz na myśli?
Ruan Nanzhu machnął ręką.
– To na razie tylko spekulacje. Dam ci znać, gdy będę pewien.
Podczas ich rozmowy z jednego z niższych pięter dobiegł przeraźliwy wrzask. Chwilę później rozległy się gorączkowe kroki kogoś, kto próbował wbiec na górę, wielokrotnie potykając się o własne nogi w panice.
– Aaaa! Duchy! Duchy! – Właściciel głosu darł się na cały głos, histerycznie wołając o pomoc.
Lin Qiushi i Ruan Nanzhu nawiązali kontakt wzrokowy i obaj dostrzegli ten sam wyraz na swoich twarzach. Zdając sobie sprawę, że myślą o tym samym, Lin Qiushi powiedział tylko:
– Chodźmy.
Jego towarzysz skinął głową. Planowali zejść na dół, aby ocenić sytuację. Gdy dotarli na czwarte piętro, gdzie najpewniej doszło do wypadku, zamieszanie już ucichło.
Kobieta, która krzyczała, teraz była zwinięta w kłębek, trzęsąc się jak osika w ramionach swojego towarzysza. Jej twarz była blada jak ściana, a w szeroko otwartych oczach widać było czyste przerażenie. Dygocząc gwałtownie, podniosła palec i drżąco wskazała na przeciwległą ścianę.
– T-tam… tam jest duch!
Z powodu zamieszania, które wywołała, prawie wszyscy zebrali się na czwartym piętrze. Lin Qiushi spojrzał w kierunku, w którym wskazała, ale zobaczył tylko czarną ścianę.
– Jaki duch? – Mężczyzna trzymający kobietę zapytał nieco niecierpliwie. – Co dokładnie widziałaś?
– To był duch. – Zadrżała ze strachu i przyciągnęła kolana bliżej ciała. – Nie mogę powiedzieć…
– No spójrzcie na nią, narobiła tyle zamieszania i nie chce nic powiedzieć. – Spoglądając na nią z góry potępiającym wzrokiem, wszyscy zaczęli narzekać. Ktoś złośliwie mruczał pod nosem, ale było to wystarczająco głośne, by cały tłum mógł usłyszeć. – To prawie tak, jakby po raz pierwszy weszła do świata drzwi. Niemal przyprawiła nas wszystkich o zawał serca tym swoim krzykiem i płaczem, tylko dlatego, że zobaczyła ducha. Na litość boską, dorośnij już. Czy można być bardziej bezwstydnym?
Na chwilę zapominając o swoich obawach, kobieta rozgniewała się słowami mężczyzny. Podsycana złością, odwarknęła:
– I co z tego, że będę krzyczeć i płakać?! To lepsze niż umierać cicho bez walki!
– Dobra, dobra. Wszyscy się uspokójcie, okej? Przynajmniej tym razem to nie był wielki problem. – Meng Yu wystąpił do przodu, by załagodzić sytuację i rozładować napięcie. – Tak wiele osób nie powinno się gromadzić na jednym piętrze razem. Jeśli coś pójdzie nie tak, nikt z nas może nie być w stanie uciec…
Widząc, że nic poważnego się nie stało, postanowili opuścić to miejsce.
Kobieta, która spowodowała zamieszanie, również już miała odejść, ale gdy tylko wstała, jej rękaw o coś zahaczył. Myśląc, że to stojąca za nią osoba ją złapała, agresywnie szarpnęła za materiał i oburzona syknęła:
– Co się z tobą dzieje? Co robisz?! Puść mnie! Powiedziałam, żebyś przestał ciągnąć mnie za ubranie! – Po bezskutecznych próbach uwolnienia się, w końcu wybuchnęła. Wściekle łypiąc, odwróciła głowę za siebie, by wykrzyczeć tej osobie przekleństwa prosto w twarz, ale to jedno spojrzenie sprawiło, że jej krew natychmiast zamarzła.
Za nią nie było nic. Ani jednej duszy w zasięgu wzroku.
– Ach… – Przenikliwy dreszcz przebiegł po ciele kobiety i pośpiesznie pobiegła w stronę schodów, aby jak najszybciej wydostać się z tego miejsca. Jednak gdy tylko zrobiła jeden krok do przodu, para zakrwawionych rąk pojawiła się znikąd i złapała ją za nogi.
– Aaach… Mmmh! – Kobieta rozpaczliwie próbowała krzyczeć o pomoc, ale jej usta szybko zostały zasłonięte przez inną parę dłoni. Z wysiłkiem jeszcze raz odwróciła głowę i spojrzała za siebie, tylko po to, by zobaczyć niezliczone wijące się, szkarłatne ramiona wystające z czarnej ściany, mocno owijające się wokół jej ciała i siłą wciągające ją w ścianę.
W tej chwili gorące łzy spływały jej po policzkach. Robiła wszystko, co w jej mocy, by wezwać pomoc i w myślach błagała, by ktokolwiek ją usłyszał, ale niestety, jej usta były tak mocno zakryte, że nawet najcichsze stłumione jęki nie mogły się z nich wydostać.
Mężczyzna, który jej towarzyszył, wyczuł, że coś jest nie tak, ale gdy się odwrócił, było już za późno, gdyż kobieta już dawno została wciągnięta w ścianę… W mgnieniu oka dorosła, zdrowa kobieta rozpłynęła się w powietrzu.
Mężczyzna był zagubiony. Zdziwiony zaczął wypytywać dookoła:
– Czy ktoś widział Xiao You?
Okazało się, że nazywała się Xiao You.
– Xiao You? Czy nie była tu przed chwilą…? – Zaskoczeni tym pytaniem ludzie zaczęli mieć pewne wątpliwości. Obejrzeli się za siebie, nie widząc ani śladu kobiety, a ich niepewność się wzmogła. – Czy to możliwe, że poszła na górę?
– Pójdę sprawdzić. – Mężczyzna szybko wspiął się na szczyt pagody. Jednak mimo że przeszukał każde piętro, nie dostrzegł nawet cienia osoby, której szukał. Kiedy wrócił do grupy, jego twarz była blada i ociekała zimnym potem. – Ona… Ona zniknęła.
Zniknęła? Gdy tylko te słowa wyszły z jego ust, w pokoju zapadła przytłaczająca cisza. Gdyby to był prawdziwy świat, osoba nagle znikająca bez śladu była nie do pomyślenia. Gdyby ktoś dokładnie zbadał sprawę, z pewnością byłby w stanie ją znaleźć. Niestety, to nie była rzeczywistość, a w świecie za drzwiami zaginięcie było równoznaczne z wyrokiem śmierci.
– Czy ktoś nie zniknął wczoraj w głównej sali świątyni? – przypomniał im jeden z obecnych. – Czy możliwe, że oni…
– Nie ma sensu jej szukać – odezwał się nagle Meng Yu. – Bez wątpienia nie żyje.
Jego słowa rozwścieczyły towarzysza kobiety, który ze złością krzyknął:
– Dlaczego tak powiedziałeś?!
– Wydaje się, że nie pamiętasz, co powiedziała nam przewodniczka, kiedy nas tu przywiozła, więc pozwól, że odświeżę ci pamięć. – Nawet w obliczu wrogości mężczyzny Meng Yu był spokojny i niewzruszony. – Ostrzegała, że kiedy już tu dotrzemy, nie możemy robić zamieszania ani mówić zbyt głośno. Czyż nie to właśnie zrobiła Xiao You? Czy nie krzyczała i nie zakłócała spokoju chwilę temu?
Gdy usłyszał tę argumentację, mężczyzna zamknął usta i nic więcej nie powiedział.
– Czasami trzeba słuchać innych i przyjmować ich rady – podsumował chłodno Meng Yu, po czym skierował swoją uwagę gdzie indziej. – Ej, wy. Czy widzieliście coś, kiedy tu przed chwilą weszliście?
Zadając to pytanie, zwrócił się ku Lin Qiushiemu i Ruan Nanzhu.
– Zobaczyliśmy bęben – odpowiedział cicho Ruan Nanzhu. – Nie odważyliśmy się go dotknąć i natychmiast zeszliśmy na dół.
Meng Yu uniósł brew.
– Bęben? Obejrzę go. – Po tych słowach on i kilku innych, którzy dołączyli do niego, udali się na szczyt pagody.
Ruan Nanzhu zamyślony obserwował oddalające się plecy mężczyzny, lekko zaciskając usta.
Milcząco się zgodzili, że najlepiej będzie na razie zachować pamiętnik w tajemnicy. Chociaż nie znali dokładnego powodu, mieli gryzące przeczucie, że nie powinni wybiegać myślami w przyszłość i impulsywnie wspominać o swoim znalezisku.
Sprawa zaginięcia Xiao You nigdy więcej nie została poruszona.
Niektórzy z tych, którzy ukrywali się w pagodzie, drżeli ze strachu, podczas gdy inni siedzieli w milczeniu. Nikt więcej nie odważył się ponownie eksplorować pięter, z obawy, że ich niezamierzone krzyki spowodowane spotkaniem z potworami czy duchami doprowadzą ich do śmierci.
Lin Qiushi i pozostali też już się nie włóczyli. Ruan Nanzhu oparł głowę o ramię towarzysza i zamknął oczy, odpoczywając.
Cheng Qianli usiadł przy otwartym oknie i spojrzał na zewnątrz. Bóg wie, na co patrzył.
Niebo nad nimi stopniowo ciemniało, a przenikliwe wycie wiatru stawało się coraz głośniejsze i brzmiało coraz bardziej żałobnie.
Lin Qiushi początkowo oparł się o ścianę, ale po chwili zaczął czuć się nieswojo, więc usiadł prosto, pomimo tego, że było mu tak wygodnie. Chociaż utrzymywanie takiej postawy było dość męczące, to kiedy przypominał sobie tamtą iluzję, ból i zmęczenie nie miały znaczenia. W końcu wszystko było lepsze niż opieranie się o powierzchnię zrobioną z ludzkiej skóry.
– Jak długo jeszcze? – mruknął Cheng Qianli.
Lin Qiushi zerknął na zegarek na swoim telefonie i zobaczył, że zostało jeszcze dwadzieścia minut, zanim przewodnik przyjdzie ich odebrać.
Cheng Qianli jęknął.
– Ughhh, dwadzieścia minut… to za długo… – Jego głos wyrażał bolesne znudzenie i apatię, których obecnie doświadczał. W tej chwili leżał bezwładnie na brzuchu jak otępiały, patrząc przez okno. – Tęsknię za herbatą, którą robi mój starszy brat, tą ekstra pikantną…
Lin Qiushi wyciągnął rękę i delikatnie pogłaskał go po głowie.
Czas płynął niemiłosiernie wolno. Minęło zaledwie dwadzieścia minut, ale mieli wrażenie, jakby upłynęły wieki. Zwykła rozmowa uczyniłaby czekanie nieco bardziej znośnym, ale nikt nie pofatygował się, by zacząć jakikolwiek temat.
Zapadł zmrok i w końcu przybyła ubrana na czerwono przewodniczka.
– Cześć wszystkim! Dobrze się dziś bawiliście? – Kobieta skierowała promienny uśmiech w stronę tłumu i entuzjastycznie pomachała flagą. – Każdy z was z pewnością miał satysfakcjonujące doświadczenie podczas swojej wizyty i wszyscy musieliście zdobyć sporo wiedzy. Nie mam wątpliwości, że nauczyliście się jeszcze bardziej doceniać lokalne zwyczaje i tradycje!
Nikt nie wypowiedział ani słowa. Wszyscy mieli ponure miny, a ich spojrzenia były pozbawione ducha. Wyglądali, jakby przeżyli wielką katastrofę, która skróciła ich życia o dziesięć lat.
– No to co, wracamy? – Przewodniczka znowu uśmiechnęła się promiennie, mrużąc oczy w półksiężyce, po czym poprowadziła wszystkich przez gęstą dżunglę.
Zejście z dość stromej góry po ciemku nie było najłatwiejszym wyczynem. Wszyscy pomagali sobie nawzajem i wspierali tych, którzy z trudem schodzili z góry, a po długiej, godzinnej podróży w końcu cali i zdrowi dotarli na miejsce.
Po zjedzeniu prostej kolacji wszyscy byli gotowi na dobry sen, więc wrócili do swoich pokoi. Cheng Qianli poszedł za Ruan Nanzhu i Lin Qiushim. Początkowo dzielił pokój z dwiema innymi osobami, ale ponieważ tak wiele się dzisiaj wydarzyło, chciał wcisnąć się na noc do nich.
– Naprawdę chcesz spać obok mnie? – zapytał Lin Qiushi.
– Mhm, chcę. – Cheng Qianli spojrzał na Lin Qiushiego oczami pełnymi nieuronionych łez. Zachowując się żałośnie, cicho błagał: – Jesteśmy sobie bliscy, naprawdę nie mogę?
Zmiękłszy już pod wpływem szczerej prośby, Lin Qiushi rzucił spojrzenie na Ruan Nanzhu. Ten tylko odpowiedział energicznym skinieniem głowy, wskazując, że chłopak może wcisnąć się do łóżka Lin Qiushiego.
I tak, z cichym westchnieniem, Lin Qiushi zaakceptował swój los, ale jedna osoba również będąca z nimi w pokoju była trochę bardziej niż niezadowolona.
Zrozpaczona Xu Jin nie odważyła się pójść za nimi dzisiaj na górę wieży. Podczas gdy oni razem eksplorowali, ona siedziała sama przez cały dzień. A teraz musiała być świadkiem tej absurdalnej sceny! Słysząc, że Cheng Qianli będzie się trzymał blisko Lin Qiushiego przez całą noc, złośliwie skomentowała:
– Nie uważasz, że jest gruby?
Cheng Qianli wydał z siebie pełen niedowierzania okrzyk na jej słowa. Po prostu nie mógł zrozumieć, dlaczego nazwała go grubym.
– Hę?! Gruby?! Nie jestem gruby!
– To prawda. Nie jest gruby – wtrącił Lin Qiushi.
Xu Jin pomyślała: “…To dlaczego wczoraj nazwałeś mnie grubą? Nie możesz myśleć, że ten głupek jest lepszy ode mnie! Ewidentnie nie jest ani lepszy, ani chudszy!”.
Oczywiste było, że Lin Qiushi całkowicie zapomniał o wymówce, której użył wczoraj, aby odrzucić zaloty Xu Jin. Nie zwracając na nią więcej uwagi, zaczął dyskutować z Cheng Qianlim, kto będzie spał po zewnętrznej stronie łóżka, a kto po wewnętrznej.
Xu Jin zaczęła się dąsać na łóżku, a nastrój wokół niej stał się melancholijny. Ruan Nanzhu podszedł do niej i pocieszył ją, mówiąc, że wcale nie jest gruba, a problem tkwi w oczach starszego brata Linlin i jego guście w kobietach. Podsycił płomienie, spokojnie dodając: – Mężczyźni to takie świnie, czyż nie?
Pełna żalu Xu Jin zgodziła się całym sercem.
Lin Qiushi i Cheng Qianli byli zdezorientowani ich niezrozumiałą „dziewczęcą rozmową”. Nie byli do końca pewni treści ich tête-à-tête, ani nie chcieli naprawdę zrozumieć. Jedynym aspektem ich rozmowy, który zaniepokoił Lin Qiushiego, było to, jak łatwowierna Xu Jin spoufaliła się z Ruan Nanzhu, a oni nagle stali się świniami.
Xu Jin, najgorsza świnia z nas wszystkich siedzi właśnie obok ciebie i karmi cię słodkimi kłamstewkami…
Biorąc pod uwagę, ile energii wszyscy zużyli przez cały dzień, nie było niczym dziwnym, że padli jak kłody, gdy tylko ich głowy dotknęły poduszek. Nawet Lin Qiushi, który zwykle nie mógł łatwo zasnąć, nie był wyjątkiem.
Gdy tracił i odzyskiwał przytomność, Lin Qiushi zauważył, że ktoś chodzi po pokoju. Sądząc, że to tylko Cheng Qianli, postanowił to zignorować i spokojnie spać dalej. Dopiero następnego ranka zdał sobie sprawę, że był w błędzie.
Obudziło go narzekanie zrzędliwego Cheng Qianli, który uważał, że Lin Qiushi nie dał mu spać całą noc swoim nieustannym chodzeniem.
– Chodzeniem? Nie wstawałem z łóżka – zaprzeczył Lin Qiushi. – Wczoraj spałem tak głęboko, że nawet nie wstałem, żeby skorzystać z toalety.
– Kłamiesz – prychnął Cheng Qianli prychnął. – Na pewno wstawałeś.
Lin Qiushi upierał się przy swojej niewinności.
– Przysięgam, że nie wstałem. Ale czułem też, że ktoś chodził, kiedy spałem…
Spojrzenie obu mężczyzn skierowało się w stronę pozostałych w pokoju. Jak jeleń złapany w światła reflektorów, Xu Jin potrząsnęła głową w panice, zaprzeczając, by w nocy choć raz ruszyła się z łóżka. Nawet nie było potrzeby pytać Ruan Nanzhu. W końcu zawsze spał tak mocno, że ciężko było go wybudzić. Zawsze zasypiał pierwszy, a jego pęcherz był na tyle silny, że nie musiał w środku nocy biegać do toalety. Innymi słowy, zasadniczo przespał całą noc aż do rana, ani razu się nie budząc.
– Więc… kto to był? – wykrztusił Cheng Qianli. Jego cera zbladła, a oczy zrobiły się wielkie jak spodki.
Podczas gdy próbowali wymyślić wiarygodną odpowiedź, Ruan Nanzhu szybko wstał. Podszedł do nich, a następnie przykucnął, zaglądając pod łóżko.
Zaskoczony jego nagłym zachowaniem Lin Qiushi się wzdrygnął.
– Co się stało?
Ruan Nanzhu nie odpowiedział. Po prostu wyciągnął palec i wskazał pod ich łóżko:
– Spójrzcie sami.
Nie wiedząc, czego się spodziewać, Lin Qiushi i Cheng Qianli pochylili się, w końcu dostrzegając to, do czego odnosił się Ruan Nanzhu. Drewniane deski pod ich łóżkiem były umazane krwawymi odciskami dłoni. Pokrywały nie tylko podłogę, ale również ścianę, wywołując dreszcze przerażenia.
– O cholera! – Cheng Qianli nie mógł już tego znieść. Pękła ostatnia nić, która trzymała go w ryzach. Zaczął wrzeszczeć jak nieszczęśliwy kurczak, histerycznie wymachując rękami. Głowa Lin Qiushiego zaczęła boleć od tego hałasu, jaki powodował przyjaciel. W przeciwieństwie do niego wcale nie czuł, by ta makabryczna scena była aż tak przerażająca.
– Czy mógłbyś przestać tak krzyczeć? – skrzywił się Lin Qiushi.
– Aaa! To jest najgorsze! Absolutnie najgorsze, mówię ci! Jakie straszne aaach! – Cheng Qianli rzucił się na półklęczącego Lin Qiushiego i złapał garściami za jego włosy, namiętnie szarpiąc, ciągnąc i przez cały czas żałośnie wrzeszcząc. Nastrój Lin Qiushiego pogarszał się z każdą sekundą.
– Puść moje włosy! Puść moje włosy! – warknął po chwili Lin Qiushi. Gdy to nie przyniosło żadnego efektu, ryknął: – Puść moje włosy NATYCHMIAST!
– Tak się boję! Aaaach!
– Mu Yu…
Masz pojęcie, co projektant ceni najbardziej? Włosy! Włosy, do cholery! Ten mały łobuz, Cheng Qianli, kurczowo trzymał się moich włosów, gwałtownie je ciągnąc, jakby pielił ogród! Tylko diabeł wiedział, czy ten incydent wpłynie na cebulki… nie daj Boże, skończę z łysymi plackami!
W końcu Cheng Qianli rozluźnił uścisk.
– Przepraszam. Pozwoliłem, by emocje wzięły górę.
Xu Jin obserwowała tę haniebną scenę z beznamiętnym wyrazem twarzy. Następnie odwróciła się do Ruan Nanzhu, mówiąc:
– Zhu Meng, chodźmy coś zjeść.
Ruan Nanzhu radośnie zanucił na zgodę.
I tak, trzymając się za ręce, obie „damy” radośnie wyszły na śniadanie, podczas gdy dwie świnie pozostały w pokoju, w oszołomieniu wpatrując się w krwawe odciski dłoni.
– Chodźmy. – Lin Qiushi westchnął zirytowany. – Skoro żyjemy, to znaczy, że nie chciało nas zabić.
Cheng Qianli położył rękę na sercu i głośno wciągnął powietrze.
– Kurczę, ten świat drzwi jest zbyt niebezpieczny i przerażający. – Na szczęście w nocy nie wstał, żeby zobaczyć, co się dzieje. Gdyby to zrobił, kto wie, co zobaczyłby pełzającego po ziemi.
Po kolejnym przygnębiającym śniadaniu przewodniczka znowu się szybko przed nimi pojawiła. Przypominała marionetkę, z tym przerażająco szerokim uśmiechem na twarzy i mechanicznym ruchem czerwonej flagi w dłoni. Każdego dnia musieli patrzeć na ten sam wyraz twarzy i ten sam gest.
Z entuzjazmem ogłosiła:
– Dzisiaj zabiorę wszystkich na zwiedzanie świątyni. Jest uważana za jeden z najwspanialszych budynków w tej okolicy i jestem pewna, że wszyscy będziecie zachwyceni jej elegancją od pierwszego spojrzenia.
Lin Qiushi zmarszczył brwi i spytał:
– Dlaczego te słowa brzmią tak znajomo?
– Oczywiście, że brzmią znajomo. – Meng Yu, który stał obok niego, przypadkiem to usłyszał i beznamiętnie stwierdził: – Powiedziała dokładnie to samo pierwszego dnia.
Rzeczywiście tuż po wyruszeniu w drogę, przewodniczka zaczęła przedstawiać kulturę i tradycję tego miejsca. Oczywiście, wszyscy słyszeli to już pierwszego dnia. Od tonu jej głosu po kolejność wypowiadanych słów, nie było prawie żadnej rozbieżności między tamtą chwilą a teraz. Brzmiała jak zdarta płyta.
Nikt nie wiedział, jak zareagować na tę sytuację. Wszyscy mogli jedynie przybierać zakłopotane, niezręczne wyrazy twarzy.
– To nie jest powtórka pierwszego dnia, prawda? – szepnęła Xu Jin z rozpaczą. – Nie musimy znowu iść w to miejsce, prawda?
– Trudno powiedzieć. – Lin Qiushi pokręcił głową. – Myślę, że musimy zobaczyć, jak sprawy potoczą się przez następne dwa dni.
Xu Jin milczała. Teraz zmierzali w stronę przeklętego miejsca, w którym każdy z nich mógł umrzeć. Oprócz niej zostało tylko dwanaście innych osób. Ilu z nich jeszcze zginie, gdy tam dotrą? Nie mogło być tak, że wszyscy zostaną zabici jeden po drugim, aż zostanie tylko jeden ocalały?
Oczywiście, Xu Jin nie była jedyną, która miała te same straszne myśli. Ponury wyraz twarzy każdego z nich ujawniał podejrzenia nawiedzające ich umysły.
To była ich druga wizyta w tym miejscu, ale żadne z nich nie rzuciło się impulsywnie do środka.
Wszystko to było spowodowane sugestią Ruan Nanzhu. Wcześniej obejrzeli wnętrze budowli, więc teraz zaproponował, aby zbadali jej okolicę. I tak, z nim na czele, zaczęli eksplorować teren wokół budynku.
Świątynia była otoczona masami gęstych drzew ze wszystkich stron. Promienie słońca przebijały się przez warstwy rozproszonych liści, rzucając na ziemię słaby blask.
Małe pnącza i paprocie porastały ścieżkę wyłożoną kamiennymi płytami, szeleszcząc za każdym razem, gdy ktoś na nie nadepnął. Świątynia była imponująco wysoka – ledwo byli w stanie zobaczyć szczyt z miejsca, w którym stali. I tak jak poprzednio, upiorna muzyka rozbrzmiewała z daleka.
– Budowa tej świątyni jest dość dziwna i niekonwencjonalna… – Po chwili oględzin Lin Qiushi, który znał się na projektach architektonicznych, poczuł, że coś jest zdecydowanie nie tak. Im więcej obserwował, tym silniejsze stawało się to poczucie niesłuszności. – Świątynia jest okrągła.
– Okrągła? – Na wzmiankę o tym Cheng Qianli również przyjrzał się budynkowi, tylko po to, by dojść do tego samego wniosku. – Och, masz rację, jest okrągła.
Zazwyczaj takich nie budowano, dlatego na świecie nie było ich zbyt wiele. Można wręcz powiedzieć, że widok okrągłej świątyni był rzadkością.
– Co przychodzi wam na myśl, gdy myślicie o kole? – zapytał Ruan Nanzhu.
Po długiej chwili ciszy Lin Qiushi i Cheng Qianli odpowiedzieli jednocześnie:
– Bęben.
Ruan Nanzhu potarł brodę w zamyśleniu.
– Myślę…
– Co?
– Że powinniśmy zobaczyć szczyt świątyni.
Oczy Cheng Qianliego niemal wyskoczyły mu z orbit na sugestię Ruan Nanzhu.
– Naprawdę tam idziemy? Na szczyt świątyni… Ale czy osoba, która zaginęła przedwczoraj, nie zniknęła, bo spojrzała w górę?
– To prawda, ale tam na górze powinna być też jakaś wskazówka. – Dotknął swojej torby i powiedział: – Pamiętasz, co widzieliśmy wczoraj w wieży?
Oczywiście, że pamiętał. Nie sposób było zapomnieć czegoś tak przerażającego. Lin Qiushi wciąż żywo pamiętał uczucie po dotknięciu bębna z ludzkiej skóry. Jednak Ruan Nanzhu nie miał na myśli bębna, ale pamiętnik, który znaleźli w ścianie. Ten, który obecnie znajdował się w jego torbie.
– Możemy nie mieć zbyt wiele czasu – ostrzegł Ruan Nanzhu. – Teraz nie mamy innego wyboru, jak tylko użyć wszelkich dostępnych środków i metod.
Dla kogokolwiek innego deklaracja Ruan Nanzhu, że ich czas się kończy, wydawałaby się raczej bezpodstawna. Ale dla Lin Qiushiego, który przypomniał sobie krwawe odciski dłoni pod łóżkiem, to stwierdzenie nie mogło być bardziej prawdziwe. Nie był pewien, czy te odciski dłoni były ostrzeżeniem, czy niespodziewanym wypadkiem, ale, jakkolwiek by było, wyraźnie nie były dobrym omenem.
Świątynia była wysoka i nigdzie nie było żadnych schodków czy drabin, które mogłyby ich doprowadzić na najwyższe piętro. Jednak jak głosi przysłowie, jeśli jest wola, jest i sposób. Bez względu na to, jak trudne wydawało się zadanie, o ile chcieli iść w górę, z pewnością znajdą sposób, aby osiągnąć ten cel.
Okrążając świątynię, Ruan Nanzhu nagle wpadł na pomysł. Gdy pozostała trójka usłyszała o jego rzekomo genialnym planie, wszyscy zaniemówili.
– Chcesz użyć tamtej drewnianej platformy…? – wyjąkał Lin Qiushi, nieco zaskoczony jego propozycją.
– Mhm.
– Ale czy ona nie jest przeznaczona do niebiańskich pochówków?
Ruan Nanzhu skinął głową.
– A co jeśli te rzeczy z ostatniego razu też tam będą? Jeśli tam będą, a my nierozważnie pójdziemy w górę… – dodał zmartwiony Lin Qiushi.
Ruan Nanzhu spojrzał na niego kątem oka.
– Jeśli chcesz przeżyć, musisz podjąć ryzyko.
To była prawda. Lin Qiushi westchnął w duchu, zanim wziął głęboki oddech, aby się uspokoić, pozbywając się wahania i strachu głęboko zakopanego w sercu.
Zdeterminowany, spojrzał prosto na Ruan Nanzhu i powiedział:
– Twoje ciało jest teraz zbyt słabe. Pójdę i to zrobię.
Tłumaczenie: Ashi
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Tom II
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53
Tom III
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77
Tom IV
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95
Tom V
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 126
Rozdział 126
Tom VI
Rozdział 127
Rozdział 128
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6
Ekstra 7
Ekstra 8
Ekstra 9
Ekstra 10