Tan Zaozao przyszła z wizytą i z serdeczną troską zapytała o samopoczucie Ruan Nanzhu. Jednak on przez cały czas ją ignorował.
– Jak tam twoje czwarte drzwi? – Lin Qiushi zapytał od niechcenia, siedząc z boku i nie mając nic do roboty.
– Moje czwarte drzwi? – Tan Zaozao podrapała się po głowie. – Chyba w porządku… – Nie wydawała się chętna do rozmowy o świecie drzwi, szybko zmieniając temat.
Widząc to, Lin Qiushi również nie zadał więcej pytań.
Telewizor wiszący na ścianie szpitala od czasu do czasu odtwarzał jedną z reklam perfum Tan Zaozao. Na ekranie jej szlachetny urok wydawał się całkowicie nie z tego świata. Lin Qiushi spojrzał na reklamę, a następnie na kobietę skurczoną obok Ruan Nanzhu, której twarz była ubrudzona mango, a żółty miąższ owocu miała rozsmarowany na ustach. Zapadł w osobliwą ciszę.
Tan Zaozao wyraźnie odgadła jego myśli po wyrazie twarzy i krzyknęła:
– Przestań się gapić, to wszystko jest fałszywe!
– Och…
– Czy są jakieś gwiazdy, które szczególnie lubisz? – zapytała złośliwie celebrytka.
– Nie – odparł szczerze. Nie zachowywał się jak fan.
Tan Zaozao była rozczarowana.
– Szkoda. Mogłabym zdobyć dla ciebie autograf albo coś.
Mogłabym nawet opowiedzieć ci plotki, które całkowicie zepsułyby to, jak patrzysz na tę osobę… – pomyślała kobieta.
W trakcie ich rozmowy w telewizji pojawił się raport mówiący, że jakaś gwiazda miała wypadek samochodowy w drodze na koncert i zmarła na miejscu. Pokazano nawet nagranie.
Tan Zaozao, która pracowała zażarcie nad swoim mango, nagle podniosła wzrok, sprawiając wrażenie zagubionej.
– On…
– Znałaś go? – zapytał cicho leżący na łóżku Ruan Nanzhu.
Tan Zaozao skinęła głową.
Odłożyła mango, które trzymała w dłoni.
– Wydaje mi się, że to ktoś z drzwi. Nakręciliśmy razem reklamę, ale nie byliśmy blisko ani nic takiego… – wymamrotała.
Lin Qiushi obserwował Tan Zaozao, której nastrój wyraźnie się pogorszył.
– Potem zaczął mieć te wszystkie wypadki. Podczas koncertu oświetlenie spadło mu prosto na głowę, ale miał tylko drobne obrażenia. I inne rzeczy. Wtedy nabrałam podejrzeń…
– Może to naprawdę tylko wypadek? – Lin Qiushi zmarszczył brwi. – To może nie być wina drzwi…
– To pewnie drzwi. – Tan Zaozao westchnęła, wyraźnie zdołowana. – Idę. Dbajcie o siebie.
Lin Qiushi nie wiedział, jak poprawić jej humor. Mógł tylko patrzeć, jak odchodzi. Wyraz twarzy Ruan Nanzhu pozostawał spokojny przez cały czas.
– Myślisz, że nic jej nie będzie? – zapytał Lin Qiushi.
– Na pewno. Za kilka dni jej przejdzie.
Lin Qiushi zawsze uważał Tan Zaozao za osobę dość optymistyczną. Widzieć, jak załamuje się tak niespodziewanie… Chociaż tak naprawdę wyszła, zanim się faktycznie załamała.
– Naprawdę nigdy nikogo konkretnego nie lubiłeś? – zapytał Ruan Nanzhu, kontynuując temat zaczęty przez celebrytkę.
Lin Qiushi zastanowił się chwilę, po czym powoli, ale stanowczo pokręcił głową.
– Nie. Moja rodzina nigdy nie była blisko. O ile pamiętam… Tak, nigdy nikogo nie lubiłem.
Od młodości liczbę przyjaciół, których miał, można było policzyć na dwóch rękach. Właśnie dlatego mógł opuścić rodzinne miasto bez wahania i przyjechać tu do pracy.
– Ale dziewczyny musiały cię lubić. – Ruan Nanzhu mówił z absolutną pewnością. – Chyba że nigdy nikt nie wyznawał ci uczuć?
Ruan Nanzhu nie wierzył, że Lin Qiushi, ze względu na swoją osobowość i wygląd, nie został dobrze przyjęty przez kobiety.
– Jasne, otrzymywałem wyznania, ale wszystkie odrzucałem – odpowiedział Lin Qiushi.
– Dlaczego?
– Ponieważ nie mogłem im dać tego, czego chciały.
Ruan Nanzhu zmarszczył brwi.
– Skąd wiedziałeś, że nie możesz?
– Ponieważ ich nie lubiłem – odparł cicho Lin Qiushi po chwili milczenia.
Ruan Nanzhu nie mógł powstrzymać się od śmiechu.
– Jesteś zbyt przewrażliwiony.
Lin Qiushi się uśmiechnął.
– Nie mogłem marnować ich czasu, wszystkie były dobrymi kobietami.
Rzeczywiście był ciepłą osobą. Jeśli spotkał kogoś, kto potrzebował pomocy, zrobiłby wszystko, co w jego mocy, aby jej udzielić. Jednak jego życzliwość nie była nieograniczona. Mówiąc wprost, nigdy nie pomagał, poświęcając siebie. Miał dogłębne zrozumienie swoich możliwości i nigdy nie prosił innych, aby robili rzeczy wykraczające poza zakres ich możliwości.
Osoba miła i inteligentna, potrafiąca trafnie ocenić sytuację, musiała być atrakcyjna. Ruan Nanzhu powoli zamknął oczy. Jednak rzeczy, które przyciągnęły go do Lin Qiushiego, na tym się nie skończyły.
Widząc, że przyjaciel zamknął oczy, Lin Qiushi pomyślał, że musi być zmęczony. Wstał od łóżka i cicho opuścił szpitalny pokój. Kiedy to zrobił, dostrzegł Cheng Qianliego, który właśnie wracał z umytymi liczi.
– Co tu robisz? – zapytał chłopak.
– Nie wchodź – powiedział Lin Qiushi. – On teraz odpoczywa. Zaozao też już poszła.
– A co z liczi?
Lin Qiushi rzucił na nie okiem.
– Po prostu je zostaw. Przynieś mu, kiedy się obudzi, albo po prostu je zjedz.
– Nie, nie zrobię tego. Brat Ruan naprawdę lubi liczi.
Wtedy Lin Qiushi nagle się zainteresował tematem.
– Co jeszcze lubi oprócz liczi?
Mieszkał już od jakiegoś czasu z Ruan Nanzhu, ale wciąż niewiele wiedział o jego preferencjach.
– Co lubi? Lubi mnóstwo rzeczy. – Spojrzał na liczi, a potem na Lin Qiushiego. – Wydaje mi się, że ciebie też bardzo lubi.
– A ciebie niby nie?
Cheng Qianli zachichotał.
– Hehehe, to prawda, bo jestem uroczy.
Lin Qiushi pomyślał: No cóż, jesteś po prostu bezwstydny.
W czasie rekonwalescencji Ruan Nanzhu wiele osób z innych organizacji przyszło go odwiedzić. Cóż, powiedzieli „odwiedzić”, ale „zebrać informacje” było bardziej trafnym określeniem. W końcu boss, który przeszedł swoje dziesiąte drzwi, był rzadkim widokiem.
Li Dongyuan z Białego Jelenia również przyszedł bez żadnego poczucia wstydu. Chociaż Ruan Nanzhu zgodził się go wpuścić, przez cały czas nie szczędził mu nieprzychylnych spojrzeń.
Lin Qiushi siedział przy jego łóżku, obierając dla niego liczi. Ruan Nanzhu jedynie rozchylał usta, by mleczny owoc mógł przejść przez jego blade wargi. Następnie, po dokładnym przeżuciu, otwierał je ponownie, a Lin Qiushi podstawiał talerz, by złapać czarną pestkę.
Cały ten proces był niezwykle elegancki. Patrząc na Ruan Nanzhu, Lin Qiushi nagle zrozumiał, co Tan Zaozao miała na myśli, gdy powiedziała, że piękni ludzie powinni jeść liczi.
Li Dongyuan siedział tuż obok niego, uśmiechając się przyjaźnie. Naprawdę był bardzo inny za drzwiami.
– Nanzhu ach…
Ruan Nanzhu rzucił mu gniewne spojrzenie.
Li Dongyuan mógł więc tylko zmienić ton.
– Bracie Ruan, bracie Ruan, jak się masz?
– Przecież widzisz. Powiedz, co przyszedłeś powiedzieć.
Li Dongyuan odwrócił się i spojrzał na Lin Qiushiego. Ruan Nanzhu zrozumiał, co ma na myśli i zamknął oczy.
– Nie ma potrzeby przed nim tego ukrywać.
– Wkrótce przejdę przez dziewiąte drzwi, więc czy jest…
– Nie. Wyjdź.
Li Dongyuana zatkało.
Lin Qiushi chciał się roześmiać, ale pomyślał, że byłoby to niestosowne. Więc trzymał głowę nisko i udawał, że skupia się na obieraniu liczi.
– Nie bądź taki podły. – Li Dongyuan zaczął się dąsać. – Nawet nie mam ci za złe, no wiesz, kiedy udawałeś moją ukochaną Zhu Meng.
Te jego wielkie, zapłakane oczy przypomniały Lin Qiushiemu Cheng Qianliego…
Ruan Nanzhu miał serce ze stali i był zupełnie niewzruszony. Nawet nie wydawał się zszokowany, gdy Li Dongyuan w ten sposób zdradził jego tożsamość.
– Nie marnuj mojego czasu. Porozmawiajmy o interesach.
– Słyszałem, że zdobyłeś wskazówkę dotyczącą dziewiątych drzwi…
Usta Ruan Nanzhu wygięły się w coś, co nie było do końca uśmiechem.
– Usłyszałeś?
– Kurwa, człowieku, mówię prawdę! Wszyscy o tym mówią.
W tym momencie Lin Qiushi nagle przypomniał sobie, że Ruan Nanzhu minął już swoje dziesiąte drzwi. Czy to nie oznaczało, że prawdopodobnie miał już wskazówkę do jedenastych? Jak one mogły wyglądać? Czy było w nich coś innego niż we wszystkich innych drzwiach?
– Więc? – Ruan Nanzhu wpatrywał się w niego.
– Więc czy możesz mi ją sprzedać? – Li Dongyuan w końcu powiedział, co go tu dziś sprowadziło.
– Nie ma mowy. – Ruan Nanzhu odrzucił jego propozycję bez wahania.
– Podaj dowolną cenę, bylebym mógł sobie na nią pozwolić.
Wskazówki do dziewiątych drzwi były zbyt rzadkie. Nawet jemu nie udało się żadnej znaleźć. Tylko szalony drań Ruan Nanzhu mógł zdobyć dwie.
Ruan Nanzhu zjadł liczi, którym go nakarmiono. Nie odpowiedział.
Widząc jego postawę, Li Dongyuan nieco się denerwował.
– Trzynaście dni od teraz to mój limit. Tylko tyle czasu mi zostało.
– Czyż nie bawiłeś się świetnie, kradnąc moich klientów? Mówiąc im, że osiągnąłem to wszystko tylko dzięki wyglądowi? – Jego usta się uśmiechały, ale oczy były zimne. – A teraz nauczyłeś się mnie błagać?
Li Dongyuan zaczął się niezręcznie śmiać.
– Moja wina, moja wina. To co powiesz na to, żebym służył ci przez noc, a ty będziesz dobroduszny i o tym wszystkim zapomnisz?
Ruan Nanzhu wskazał na drzwi.
– Wynocha.
Li Dongyuan wyglądał na poirytowanego.
Naprawdę przesadzasz. Chcesz wskazówkę, w porządku, ale chcesz też wykorzystać naszego szefa? Zdecydowanie zasługujesz na wyrzucenie – pomyślał Lin Qiushi.
– Mogę dać ci wskazówkę do dziewiątych drzwi – powiedział Ruan Nanzhu – ale mam warunek.
– Jaki?
– Wejdziesz z nim do dziesiątych drzwi.
Na to Li Dongyuan się przestraszył. Spojrzał na Lin Qiushiego.
– Ty chyba…
– Ani trochę.
Wyraz twarzy Li Dongyuana natychmiast się zmienił.
– Czy ty oszalałeś?!
Ruan Nanzhu był już zdenerwowany.
– Zgadzasz się albo wychodzisz, nie siedź tu i nie marnuj mojego czasu.
Li Dongyuan nadal wyglądał na wściekłego, ale w końcu przełamał się i zgodził się przejść przez dziesiąte drzwi z Lin Qiushim. Sądząc po jego minie, chciał powiedzieć jeszcze więcej, ale powstrzymał się, ponieważ wspomniany mężczyzna wciąż był obecny.
Lin Qiushi wstał i powiedział, że idzie umyć ręce. Ruan Nanzhu tym razem go nie powstrzymał.
Jednak kiedy wrócił z łazienki, usłyszał, jak Ruan Nanzhu i Li Dongyuan się kłócą. Lider Białego Jelenia jednak nie miał w tej dyskusji szans i w przypływie złości wybiegł za drzwi. Gdy zauważył Lin Qiushiego, rzucił mu wściekłe spojrzenie.
– Uważaj na siebie! Jeśli Zhu Meng go wyciągnie, na pewno będzie większy od twojego! – powiedział Li Dongyuan, widząc go zdezorientowanego całą sytuacją.
Lin Qiushiego zatkało. Już wiem, że jest ode mnie większy, nie potrzebuję przypominania, dziękuję.
Wrócił do pokoju i zobaczył Ruan Nanzhu siedzącego bez wyrazu na łóżku.
– Co was tak nagle skłoniło do kłótni?
Ruan Nanzhu prychnął.
– Oskarżył mnie o jedną rzecz za dużo. Uważa, że jest tego godny?
– Nadal nie czujesz się zbyt dobrze, więc się nie złość. Co chcesz zjeść dziś wieczorem?
Ruan Nanzhu oparł się o łóżko.
– Owsiankę. Zrobioną przez ciebie.
Lin Qiushi nie wziął sobie do serca tego, że Li Dongyuan tego dnia rzucił się do ucieczki, ponieważ myślał, że będzie jeszcze czas na wszelkiego rodzaju historie, dobre i złe. Nie wyobrażał sobie, że to będzie ostatni raz, kiedy zobaczy go żywego.
Trzynaście dni później Ruan Nanzhu, który wyszedł ze szpitala, odebrał telefon. Wszyscy w rezydencji zebrali się na śniadanie. Po tym, jak się rozłączył, jego wyraz twarzy na chwilę stał się pusty.
– Li Dongyuan nie żyje – powiedział po chwili.
Gawędzący tłum nagle ucichł. Wszyscy usłyszeli jego słowa.
Cheng Qianli także zamarł, przestając żuć bułkę.
– Ach – powiedział chłopak, po czym zapytał o to, o co wszyscy chcieli zapytać: – Bracie Ruan, co ty mówisz… Li Dongyuan? Ten z Białego Jelenia?
Ruan Nanzhu potwierdził to mruknięciem i wstał.
– Muszę iść.
– Pójdę z tobą – wtrącił Lin Quishi.
Chociaż Ruan Nanzhu opuścił już szpital, nie wyzdrowiał jeszcze całkowicie i nawet teraz jego twarz była blada. Lin Qiushi martwił się, że jeśli cokolwiek się stanie, to jego ciało tego nie wytrzyma.
– Okej.
Lin Qiushi szybko się przebrał i wsiadł do samochodu.
Po ogłoszeniu celu podróży Ruan Nanzhu usiadł na fotelu pasażera z zamkniętymi oczami, by odpocząć. Jego twarz była blada, długie, kruczoczarne rzęsy lekko drgały, a w powietrzu wokół niego unosiła się nuta kruchości. Ale ta kruchość była prawdopodobnie wytworem wyobraźni Lin Qiushiego.
Czy Ruan Nanzhu cierpiał? Nie. Lin Qiushi uważał, że jego zdenerwowanie było raczej współczuciem. Lis opłakujący martwego królika. Może i nienawidził Li Dongyuana, ale nie chciał, żeby tak po prostu umarł, ponieważ widząc, co się stało z nim, trudno było nie myśleć o tym, że to samo wkrótce dosięgnie ich.
Lin Qiushi przypomniał sobie ostatni raz, kiedy widział Li Dongyuana, nieco ponad dziesięć dni temu i długo głęboko oddychał, jakby chciał wypuścić z piersi całą masę duszącego powietrza.
Po czterdziestu minutach jazdy dotarli do budynku mieszkalnego w mieście. Lin Qiushi początkowo myślał, że Biały Jeleń ma siedzibę w jednym z mieszkań i dopiero po przybyciu dowiedział się, że wykupili cały budynek.
Na zewnątrz zebrało się wiele osób. Lin Qiushi miał złe przeczucie, gdy to zobaczył. Po zaparkowaniu podeszli do zgromadzonego tłumu i zobaczyli, co obserwowali zgromadzeni.
Połamane i zakrwawione ciało. Twarzy nie dało się już rozpoznać, ale po ubraniu i ogólnym wyglądzie można było stwierdzić, że to Li Dongyuan.
To nie był pierwszy raz, kiedy Lin Qiushi widział martwe ciało w prawdziwym życiu, ale za to po raz pierwszy ktoś mu znany zmarł w ten sposób. Spojrzał w bok na Ruan Nanzhu. Mężczyzna nadal zachowywał spokojny wyraz twarzy – jednak w jego ciemnych oczach było mnóstwo światła, jak w dwóch bezdennych jeziorach.
Rozległ się krzyk kobiety. Nastolatka wyskoczyła z tłumu, uklękła obok zwłok Li Dongyuana i zaczęła zawodzić. Próbowała nawet wziąć go w ramiona, jednak osoby znajdujące się wokół dziewczyny zatrzymały ją i siłą odciągnęły.
Lin Qiushi rozejrzał się wokół i zobaczył, że niektórzy ludzie cicho szepczą, inni patrzą w odrętwieniu z bolesnymi minami. To powinni być członkowie Białego Jelenia.
Piękna kobieta podeszła do Ruan Nanzhu i cicho powiedziała:
– Panie Ruan, dzień dobry.
– Witam, pani Jin – powiedział Ruan Nanzhu.
– Mów do mnie po imieniu, jestem Jin Yurui. – Kobieta wydawała się chcieć uśmiechnąć się do Ruan Nanzhu, ale wyszło to sztywno. Kąciki jej ust uniosły się siłą i wyglądały bardzo żałośnie. – Od teraz przejmę wewnętrzne sprawy Białego Jelenia.
Czytając między wierszami, miała zostać następną przywódczynią tej organizacji.
– Mh. – Ruan Nanzhu skinął głową na znak zrozumienia. Następnie, po chwili ciszy, nagle dodał: – Nie musisz się uśmiechać, jeśli nie chcesz.
Uśmiech Jin Yurui natychmiast zgasł. Wzięła głęboki oddech, jakby chciała opanować emocje.
– Proszę wejść, panie Ruan – powiedziała chrapliwie.
Ruan Nanzhu skinął głową i ruszył w stronę wejścia, a Lin Qiushi podążył za nim.
W holu budynku stało sześć osób. Dodając do tego osoby czekające na zewnątrz, Biały Jeleń prawdopodobnie liczył około dwudziestu członków.
Jin Yurui zaczęła ogłaszać rzeczy, które Li Dongyuan przygotował przed śmiercią. Cały proces przebiegł cicho.
Jednak w tej ciszy Lin Qiushi wyczuł narastający gniew. Nie wszyscy wydawali się zadowoleni z Jin Yurui jako następcy. Jednak gdy ich wzrok padł na Ruan Nanzhu, wydawali się zaskakująco ostrożni. Lin Qiushi nagle zrozumiał, dlaczego Ruan Nanzhu tu przybył. Był tu, aby rozwiązać jeden z ostatnich problemów Li Dongyuana.
Jin Yurui była teraz liderką organizacji. Właśnie minęła ósme drzwi, a do dziewiątych zostało jej jeszcze trochę czasu. Jednakże było jasne, że członkowie nie byli z niej tak zadowoleni, jak z Li Dongyuana. Ruan Nanzhu z pewnością również to zauważył. Nie miał jednak zamiaru ingerować w sprawy Białego Jelenia, więc siedział tylko cicho z boku.
Lin Qiushi obserwował jego okropną bladość i pomyślał, że musi mu być teraz niewygodnie. Zaniepokojony myślał przez chwilę, po czym wyciągnął cukierek i wsunął mu go do ręki.
Ruan Nanzhu spojrzał na niego na chwilę, po czym lekko skinął głową. Rozpakował słodycz i powoli włożył do ust. Smak cukierków był słodki i zmył pewne poczucie dyskomfortu. Ruan Nanzhu siedział w tym holu przez długi czas, aż Jin Yurui skończyła delegować sprawy.
Grupa zaczęła się rozchodzić, aż w końcu zostali we troje. Jin Yurui spojrzała na nich z bolesnym uśmiechem.
– Dziękuję, panie Ruan. Gdyby pana tu nie było, nie wiem, co bym zrobiła.
– Mogę zrobić tylko tyle. Resztę drogi musisz przejść sama.
Jin Yurui skinęła głową. Nie była kruchym kwiatem na łące. Choć w obliczu wichury trochę się zachwiała, ostatecznie sama przetrwa burzę.
– Będziemy iść – powiedział Ruan Nanzhu.
– Nie zostaniecie na kolacji? – zapytała uprzejmie kobieta.
– Nie, dziękuję. – Ruan Nanzhu odrzucił zaproszenie. – Przyjdę ponownie po pogrzebie.
Jin Yurui nie wywierała presji. Skinęła głową i odprowadziła ich do drzwi.
Ciało Li Dongyuana zostało już zabrane. Pozostała tylko plama krwi na ziemi, która mówiła światu, co się tu wydarzyło.
Za kilka dni ta plama również zniknie. W Białym Jeleniu ludzie przychodzili i odchodzili. Być może wszyscy bardzo szybko zapomną, że kiedykolwiek istniał przywódca o imieniu Li Dongyuan.
Przez całą drogę Ruan Nanzhu nie wyglądał dobrze. Dopiero w samochodzie Lin Qiushi zauważył, że coś jest nie tak.
– Nanzhu, czy wszystko w porządku z twoimi ranami?
Mógł wyczuć słaby zapach krwi w powietrzu. Na początku myślał, że to od Li Dongyuana, ale nawet teraz dało się go wyczuć.
– Nic mi nie jest. – Ruan Nanzhu opierał się o drzwi.
Lin Qiushi wcale nie wierzył, że wszystko jest w porządku i zmarszczył brwi.
– Daj mi rzucić okiem.
– Nie.
Lin Qiushi się przestraszył. Nie sądził, że Ruan Nanzhu odmówi mu tak otwarcie.
– Najpierw wróćmy do domu – powiedział mężczyzna. Chwilę potem jego oczy zamknęły się z powodu widocznego wyczerpania.
Zmartwiony Lin Qiushi nie mógł się powstrzymać i jechał odrobinę szybciej.
Kilkadziesiąt minut później wrócili do rezydencji, a Ruan Nanzhu w końcu otworzył oczy. Lin Qiushi szybko go złapał pod ramię i pomógł mu wejść do środka. Gdy już był w łóżku, Lin Qiushi bardzo naturalnie usiadł obok niego, biorąc w dłoń róg jego koszuli.
Ruan Nanzhu spojrzał na niego.
– Co robisz?
– Chcę spojrzeć na twoje plecy.
Najgorsze rany były na plecach Ruan Nanzhu.
Przechylając głowę na bok, mężczyzna cały czas patrzył na Lin Qiushi.
– A możesz odpuścić?
Lin Qiushi zmarszczył brwi.
– Nie.
Był przekonany, że rany Ruan Nanzhu na pewno znów się otworzyły.
– W takim razie daj mi cukierka.
Lin Qiushi wyłowił cukierka, rozwinął go i włożył do ust Ruan Nanzhu.
– No weź – mruknął przyjaciel wokół landrynki. – Naprawdę nie ma tu wiele do oglądania…
Lin Qiushi podniósł koszulę Ruan Nanzhu i nie był zaskoczony, że rany się otworzyły. Krew spływała mu po plecach i wsiąkała w ubranie.
– To nie wygląda dobrze. Musimy iść do szpitala.
Ruan Nanzhu przestał się ruszać, a jego oddech się wyrównywał.
Podnosząc wzrok, Lin Qiushi westchnął.
– A teraz udajesz, że śpisz?
Mężczyzna nadal milczał.
Zirytowany Lin Qiushi mógł tylko wstać, żeby wziąć czystą gazę. Kiedy po czyścił rany, pod nosem ciągle mamrotał:
– Musimy iść do szpitala jutro rano…
Z niejasnym dźwiękiem potwierdzenia, Ruan Nanzhu ponownie zamknął oczy. Naprawdę był zmęczony i chciał trochę odpocząć.
Tłumaczenie: Ashi
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Tom II
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53
Tom III
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77
Tom IV
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95
Tom V
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 126
Rozdział 126
Tom VI
Rozdział 127
Rozdział 128
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6
Ekstra 7
Ekstra 8
Ekstra 9
Ekstra 10