Kaleidoscope of Death

Rozdział 34 – Dodatkowa osoba29 min. lektury

Po usłyszeniu tej wypowiedzi Ruan Nanzhu poruszył smukłymi ustami, chcąc coś powiedzieć, ale Lin Qiushi natychmiast podniósł rękę, nie dając mu szansy na sprzeciw.

Dobrze wiemy, że nie jesteś teraz w najlepszym stanie. Jeśli pójdziesz na górę i coś ci się stanie, co wtedy mamy zrobić? Poza tym nie zawsze możesz towarzyszyć mi w świecie drzwi.

Ruan Nanzhu dziwnie zamilkł na słowa Lin Qiushiego. Po kilku napiętych chwilach odwrócił się i wskazał na Cheng Qianliego.

Idziesz z nim.

Ku zaskoczeniu wszystkich chłopak nie zgłosił żadnych skarg i posłusznie się zgodził.

Xu Jin wyglądała, jakby chciała się wtrącić, ale ostatecznie się nie odezwała. Naprawdę chciała przekonać Lin Qiushiego, żeby nie szedł, ale za nic w świecie nie była w stanie wymyślić żadnego argumentu w ramach sprzeciwu.

Gdy wszystko ustalone, szybko znaleźli drewnianą drabinę w pobliżu świątyni. Miała ponad dziesięć metrów wysokości i była niemal tak wysoka jak budynek.

Więc to już wszystko, co? – Lin Qiushi wyciągnął rękę i mocno pchnął drabinę, upewniając się, że jest wystarczająco stabilna, by utrzymać zarówno jego, jak i Cheng Qianliego.

Mhm. Jeśli coś się stanie lub jeśli poczujesz, że coś jest nie tak, natychmiast zejdź. Twoje bezpieczeństwo powinno być priorytetem numer jeden. Skup się na pozostaniu przy życiu i niczym innym.

Lin Qiushi skinął głową i wszedł na drabinę. Wyglądała dość staro, ale na szczęście była mocna i stabilna. Nie mieli wrażenia, że się pod nimi zawali, gdy tylko wejdą wyżej.

Kiedy Lin Qiushi stawiał powolne, ostrożne kroki w górę, zadał pytanie towarzyszowi:

Cheng Qianli, nie boisz się wysokości?

Nie boję się niczego poza duchami.

Dzięki temu Lin Qiushi był spokojny. Sądził, że wszystko będzie dobrze. Cheng Qianli potrafił błyskawicznie myśleć na bieżąco i całkiem dobrze reagować na stresujące sytuacje. W wieku zaledwie szesnastu lat ten chłopiec był u szczytu młodości, kipiał energią i miał świetny refleks. W rzeczywistości, gdyby nie złapał i nie ochronił Lin Qiushiego, gdy ten został zepchnięty z drabiny parę dni temu, to z pewnością by umarł.

Wiatr stawał się coraz silniejszy, im wyżej wspinali się po drabinie, zmuszając ich do zwolnienia. Podczas gdy konsekwentnie posuwał się naprzód, Lin Qiushi badał teren, oceniając sytuację.

Drabina miała nie mniej niż dziesięć metrów wysokości, prowadząc do drewnianej platformy połączonej ze szczytem świątyni. Znajdując się w jej najwyższym punkcie, mógł podziwiać zapierający dech w piersiach panoramiczny widok na otaczającą scenerię. Niezależnie od tego, czy była to wspaniała świątynia, czy tajemnicza dżungla, jego oczy dostrzegały wyraźnie każdy szczegół. Chociaż widział już ten sam widok, gdy byli na poziomie gruntu, patrzenie na to z tego kąta było zupełnie nowym doświadczeniem, pozwalającym mu naprawdę go docenić.

Widząc, że Cheng Qianli również jest blisko szczytu, Lin Qiushi spojrzał na niego i przypomniał:

Kiedy już wejdziesz, bądź ostrożny.

Cheng Qianli pokiwał głową na zgodę.

Okej.

Biorąc głęboki oddech, Lin Qiushi przygotował się i przeniósł swoje ciało bezpośrednio na platformę. Początkowo myślał, że będą tam na wpół pożarte, rozkładające się ciała, jednak odkrył, że platforma była pusta, czego się nie spodziewał. Nic na niej nie było.

Cóż, to niekoniecznie było prawdą. Zwłoki zostały całkowicie pożarte, od włosów aż po kości. Pozostały kałuże krwi, pokrywające platformę i kapiące przez pęknięcia w podłodze i ujawniające makabryczne okropności, które się wydarzyły.

Dach świątyni powinien być widoczny z miejsca, w którym Lin Qiushi stał na platformie, jednak w ciągu kilku chwil wszystko pokryła gruba warstwa mgły, przesłaniając cały widok. Wkrótce krajobraz przed jego oczami stał się zamglony, zniekształcony niczym miraż.

Lin Qiushi odsunął się na bok, ustępując miejsca Cheng Qianliemu.

Gdy chłopak stanął na drewnianej platformie, szybko rozejrzał się wokół, ale zabrakło mu słów. Przygnębiająca mgła, która niespodziewanie się do nich zbliżyła, sprawiła, że zamarł w miejscu, przerażony prawie do nieprzytomności.

Jest dopiero południe, ale ta mgła… – Odwrócił się, by stanąć przodem do towarzysza, a na jego twarzy pojawił się wyraz paniki. – Idziemy dalej?

Lin Qiushi zawahał się na moment, po czym spojrzał w dół.

Zarówno Xu Jin, jak i Ruan Nanzhu uważnie obserwowali ich z dołu. Widząc, że obaj weszli na platformę, pomachali im. Byli zbyt daleko, więc nie mógł dokładnie dostrzec ich wyrazu twarzy, ale wyczuł, że wyrażają niepokój i zdenerwowanie.

Tak. Chodźmy. – Lin Qiushi przełknął ślinę, a w jego oczach błysnęła determinacja. – Tak jak powiedziała siostra Zhu Meng, musimy podjąć ryzyko, aby przetrwać.

Mhm. – Cheng Qianli chrząknął na znak zgody.

Obaj ostrożnie stąpali naprzód, stopniowo zbliżając się do dachu. Niepokojąca muzyka docierała do ich uszu, rozbrzmiewając w powietrzu. Im bliżej byli celu, tym głośniejsza i bardziej przenikliwa stawała się ta nieludzka pieśń. Mieli wrażenie, jakby osoba grająca na instrumencie była na wyciągnięcie ręki.

W końcu Lin Qiushi przeszedł z platformy na dach świątyni i zatrzymał się na chwilę. Było coś innego w podłożu. Powierzchnia pod jego stopami wydawała się trochę dziwna, dość niecodzienna.

Cheng Qianli prawdopodobnie pomyślał to samo, bo nagle zaczął tupać.

– …Pieprzyć moje życie. Proszę, nie mów mi, że to jest to, co myślę.

Kto wie – odpowiedział ponuro Lin Qiushi. –. W każdym razie ten dach jest daleki od normalności.

Powierzchnia nie była ani za twarda, ani za miękka. Gdyby mieli ją opisać, była bardzo elastyczna i rozciągliwa, jak sprężysta trampolina. Zgodnie z tym, co wcześniej stwierdzili na temat tej świątyni, jeśli cały budynek był korpusem bębna, to czy jego dach, który technicznie reprezentował szczyt instrumentu, nie powinien być również wykonany z ludzkiej skóry?

Potwierdziwszy swoje podejrzenia, twarze mężczyzn wykrzywiły się, pociemniały i nabrały powagi.

W równym tempie Lin Qiushi maszerował dalej, tylko po to, by odkryć, że każdy jego krok generował czysty, pogłosowy dźwięk. Był to ten sam dźwięk, który słyszał przedwczoraj, tuż przed deszczem ostrzy spadającym z nieba.

Czyli to nie tak, że ktoś grał na bębnie, ale biegał po dachu?

Dźwięki muzyki prowadziły ich w głąb tej gęstej, złowrogiej mgły. Chociaż świątynia nie była zbyt duża, Lin Qiushi czuł się, jakby wędrował bez celu przez stulecia. Bez względu na to, w którą stronę się odwrócił, widział tylko mgłę. Było tak, jakby nic innego nie istniało w pobliżu. Już zaczynał wątpić, czy po prostu nie kręcą się w kółko, gdy przed jego oczami coś się pojawiło.

To był cień jakiejś osoby. Sylwetka młodej dziewczyny.

Długie, czarne włosy spływały kaskadą po jej plecach, zasłaniając większość jej ciała. Prawie niemożliwe było jej zidentyfikowanie, ale Lin Qiushi natychmiast rozpoznał ją po ubraniu – miała na sobie dokładnie taki sam strój jak dziewczyna, którą zobaczył w iluzji.

Gdzie jesteś? – zawołała młoda dziewczyna. – Gdzie jesteś?

Lin Qiushi i Cheng Qianli wstrzymali oddech. Obaj zdawali sobie sprawę, że dziewczyna przed nimi nie mogła być człowiekiem.

Gdzie jesteś – Ona była źródłem tej muzyki. Wydawała się wyczuwać ich przybycie, ponieważ nagle przestała grać na instrumencie. – Ktoś przyszedł.

Powoli obróciła swoje ciało, odsłaniając całą postać.

Twarz bez skóry. Paski ciała i tkanki zwisały z jej policzków. Krew barwiła jej twarz na szkarłat, co jakiś czas skapując na ziemię. Obie gałki oczne zostały wydrążone, a w ich miejscu pozostały puste jamy. Tak wstrząsającego widoku nie dało się opisać słowami.

To takie bolesne! – krzyknęła głośno.

Lin Qiushi nie odważył się tracić czasu. Szybko złapał oszołomionego Cheng Qianliego, przyciągając go do siebie i odwrócił się, by uciec.

Młodzieniec od dawna był przerażony tą koszmarną sceną. Całe jego ciało było sztywne, a oczy puste. Kiedy Lin Qiushi siłą go odciągał, mógł tylko bezmyślnie podążać za nim.

Obaj biegli, ile sił w nogach. Ich stopy uderzały o gumowatą powierzchnię dachu, a każdy krok wydawał wyraźny dźwięk przypominający odgłos bębna.

To takie bolesne. – Głos młodej dziewczyny rozległ się za nimi. Ponownie zawołała: – Gdzie jesteś?

Dźwięk bębna stawał się coraz głośniejszy, coraz bliższy, stopniowo zwiększając tempo. Lin Qiushi czuł, jakby przytłaczający ciężar miażdżył jego ciało, ciągnąc go w dół. Jego ciało było na skraju wyczerpania, a on walczył o każdy kolejny oddech, rozpaczliwie łapiąc powietrze. Zmusił swoje ciało do ekstremalnego wysiłku, ale nie był w stanie biec szybciej. Apokaliptyczny ból spowodowany brakiem tlenu przeszył jego płuca, lekko go przyduszając… Po raz pierwszy w życiu zdał sobie sprawę, jak słabe i uciążliwe było jego ciało.

Lin Qiushi tracił siły. Jego ruchy stały się ociężałe, on sam poczuł ospałość, a tempo biegu znacznie zwolniło. Rzucił ostre spojrzenie za siebie, ale nie zauważył młodej dziewczyny, która powinna go gonić.

Haa, haa, haa. Jego serce waliło jak szalone, łomocząc mocno w piersi. Pochylił się do przodu i gwałtownie wciągnął powietrze, wtłaczając do płuc jak najwięcej zimnego tlenu. Ledwo złapał oddech, gdy usłyszał cichy głos.

Dochodził bezpośrednio zza jego pleców.

Dlaczego nie walisz w bęben? – wyszeptała dziewczynka.

Lin Qiushi sztywno odwrócił głowę, tylko po to, by zobaczyć groteskową twarz z dwoma krwawymi oczodołami, które przenikliwie się w niego wpatrywały.

Ekhe, ekhe! Zaskoczony tym okropnym widokiem, Lin Qiushi zgiął się wpół przez atak kaszlu. Pieczenie rozeszło się po jego płucach, zwiększając intensywność z każdą mijającą sekundą. Jego ciało zatoczyło się do przodu i upadł na ziemię, mocno. Wyciągnął przed siebie ręce, próbując złagodzić uderzenie, tylko po to, by zetknąć się z elastyczną skórą.

Była niezwykle miękka w dotyku. I ciepła, zupełnie jak temperatura żywego człowieka. Lin Qiushi opuścił głowę, próbując uspokoić kołaczące serce i powstrzymać się od dalszego kaszlu. Dziewczyna za nim leniwie przysunęła się w jego stronę, dziwacznie czołgając się po ziemi, aż znalazła się tuż przed nim.

Gdzie ona jest? – zapytała dziewczyna, krzywo przechylając głowę na bok. Można było odnieść wrażenie, że to były jedyne słowa, jakie potrafiła powiedzieć. – To takie bolesne.

Obficie się pocąc, Lin Qiushi podniósł wzrok, będąc twarzą w twarz z dziewczynką, której w końcu mógł przyjrzeć się bliżej.

Nie miała nóg – wyglądały, jakby zostały oderwane. Mogła jedynie czołgać się na rękach, leniwie ciągnąc zakrwawioną górną połowę ciała po ziemi. Jej skóra została brutalnie zdarta, odsłaniając ropiejące, czerwone, teksturowane ciało, surową różową tkankę i lepką krew. Jej oczy zostały okrutnie wydłubane, pozostawiając dwa krwawe, głębokie otwory wypełnione resztką jakiejś miazgi. W tej chwili te czarne, ziejące otwory obojętnie patrzyły na Lin Qiushiego, czekając na jego odpowiedź.

Mężczyzna nagle przypomniał sobie zapiski w pamiętniku. Przełknął ślinę, czując boleść w zdartym gardle, po czym odpowiedział:

Ona cię szuka.

Dziewczyna umilkła.

Ona zawsze cię szukała. – Lin Qiushi nieśmiało kontynuował. – Dopóki obie istniejecie i dopóki jedna z was nie opuści tego świata… ona zawsze będzie cię szukać.

Dziewczyna wyprostowała się, po czym wyciągnęła rękę i zaczęła gwałtownie uderzać pięściami w powierzchnię bębna.

Bum! Głęboki dźwięk wywołał dreszcze wzdłuż jego kręgosłupa, pozostawiając po sobie gęsią skórkę. Wkrótce mgła się rozwiała, a jego otoczenie stało się przejrzyste.

Czy…chcesz ją zobaczyć? – zapytał Lin Qiushi ostrożnie.

Przyprowadź ją do mnie. – Po tym jednym żądaniu dziewczyna zniknęła na jego oczach.

Po zmierzeniu się ze śmiercią zamkniętą w młodym ciele Lin Qiushi stracił całkowicie siły. Zszokowany ledwo mógł podnieść się z ziemi. Z trudem wstał, spojrzał na Cheng Qianliego, który równie pozbawiony sił klęczał obok niego, i zobaczył, że dusza chłopaka dawno go opuściła.

Cheng Qianli spojrzał na niego i wydał z siebie przestraszony bulgot, zanim wychrypiał:

Kurczę, Lin Qiushi, pospieszmy się i uciekajmy stąd.

Lin Qiushi skinął głową i podeszli do krawędzi platformy.

Twarz Cheng Qianliego była nieziemsko blada. Po tym incydencie nie wydał ani jednego dźwięku. Jego ubranie było poplamione krwią, ale Lin Qiushi nie mógł dokładnie przypomnieć sobie, czy dziewczyna weszła z nim w jakikolwiek kontakt.

Jak zombie, apatycznie schodzili po drabinie, aż dotarli na dół. Ich matowe oczy były przysłonięte martwotą, a ich zmęczone ciała otaczała ponura aura.

Ruan Nanzhu pośpiesznie podszedł do nich, aby dowiedzieć się, jak wygląda sytuacja. Lin Qiushi osunął się na ziemię i pokręcił głową, krótko opowiadając, co się wydarzyło.

Po wysłuchaniu jego relacji Ruan Nanzhu coś zauważył.

Cheng Qianli, co trzymasz w ramionach?

Lin Qiushi spojrzał na Cheng Qianliego, tylko po to, by zobaczyć, że jego koszulka jest nienormalnie wybrzuszona. Po tym jednym spojrzeniu automatycznie wiedział, że ich towarzysz coś ukrywał.

Cheng Qianli wziął głęboki oddech, zanim wyłowił przedmiot, który próbował przed nimi ukryć – był to flet z kości. Chociaż jego pierwotny kształt został dość mocno zmieniony, nadal można było rozpoznać, z czego został wykonany.

– …Łał, naprawdę jesteś niezły, wiesz o tym?

Przerażony Cheng Qianli, który tym razem był odważny, głośno szlochał. Jak przestraszony królik zaczął czołgać się w stronę Lin Qiushiego, obejmując jego nogę i niechlujnie wycierając śluz i łzy w nogawkę.

To nie było dla mnie łatwe, wiesz! Widząc tego okropnego potwora stojącego tuż przed tobą, jak tchórz taki jak ja mógłby odważyć się skoczyć na twój ratunek! To było takie stresujące. Mogłem tylko zacisnąć zęby, tupnąć nogą, modlić się o twoje szczęście w życiu pozagrobowym i zobaczyć, czy mogę spróbować wyciągnąć coś przydatnego z tej sytuacji! Zwłaszcza że nie chciałem, aby twoja ofiara poszła na marne, i nie wiedziałem, czy faktycznie ci się uda… – wydusił, jęcząc i czkając.

Ruan Nanzhu pogłaskał go po głowie.

Nie płacz. Jesteś już taki duży, nie wstydzisz się tak płakać?

Cheng Qianli, z opuchniętymi, czerwonymi oczami, wydął wargi i powiedział:

Mam jeszcze dwa lata do dorosłości.

Powiedz to temu potworowi tam na górze. Może zapewni ci łatwą śmierć, gdy zda sobie sprawę, że jesteś nieletni.

Nie, nie, nie, wszystko w porządku…

Na widok kościanego fletu Lin Qiushi w końcu zrozumiał, dlaczego nogi dziewczyny tak wyglądały. Od niechcenia zauważył:

Cóż, sądzę, że to nie jest nic wielkiego, skoro dziewczyna ostatecznie pozwoliła Cheng Qianliemu zabrać jej flet i przynieść go tutaj.

Czyli teraz chce, żebyśmy przyprowadzili do niej jej młodszą siostrę? – zapytał Ruan Nanzhu.

Na to wygląda. – Gdy się nad tym zastanawiał, na jego twarzy pojawiło się zdziwienie. – Ale jak mamy zidentyfikować kości jej młodszej siostry?

Jeśli jego przypuszczenie było prawidłowe, ciało młodszej siostry powinno być ukryte w jednej z wież. Problemem było jednak to, że we wszystkich tych wieżach znajdowało się tak wiele szczątków, że praktycznie niemożliwe było odnalezienie tych właściwych.

Ruan Nanzhu potarł brodę w zamyśleniu.

Cóż, jeśli jest wola, to i sposób się znajdzie.

Kiedy w końcu udało mu się otrząsnąć z ataku paniki, Cheng Qianli otarł gluty i łzy spływające mu po twarzy, po czym zaczął znacznie wyolbrzymiać niebezpieczne i przerażające zdarzenie, jakie przeżył na dachu, snując porywającą, makabryczną opowieść pełną groteski.

Nie masz pojęcia, jak bardzo się przestraszyłem, gdy zobaczyłem tę okropną rzecz przyczepioną do pleców Lin Qiushiego. Prawie zsikałem się w gacie! – opowiadał Cheng Qianli. – Tak bardzo chciałem powiedzieć o tym starszemu bratu Linlinowi, ale ta rzecz cały czas patrzyła na mnie swoimi złowrogimi, pustymi oczami. Naprawdę myślałem, że już po nas!

Hah. – Lin Qiushi westchnął głęboko. – Też myślałem, że to koniec.

Pochylił głowę i pociągnął za koszulkę. Cała była przesiąknięta szkarłatną krwią, sprawiając wrażenie, jakby był ofiarą bezdusznego morderstwa.

Cóż, przynajmniej udało wam się bezpiecznie dotrzeć na dół. – Ruan Nanzhu spokojnie pokrzepił ich swoimi słowami pocieszenia. Następnie dodał: – Wygląda na to, że klucz pojawi się dopiero, gdy siostry się połączą. Ale nadal musimy znaleźć drzwi…

Rozmawiali w drodze do świątyni. Kiedy w końcu dotarli na miejsce, zobaczyli Meng Yu pogrążonego w rozmowie z młodą kobietą. Wydawali się sobie bardzo bliscy, a nastrój między nimi był dość sugestywny.

Ruan Nanzhu i Xu Jin spojrzeli na siebie, wymieniając spojrzenia wyrażające wzajemne zrozumienie.

To naprawdę cudowne, że ludzie wciąż mogą się zakochiwać w tym miejscu – wymamrotała Xu Jin i po tych słowach zalotnie spojrzała na Lin Qiushiego.

Zupełnie zdezorientowany mężczyzna po prostu nie był w stanie zrozumieć jej słów, ale Ruan Nanzhu nie można było lekceważyć. Świadomy intencji drugiej osoby, Ruan Nanzhu przykleił się do ciała Lin Qiushiego i uśmiechnął się olśniewająco, nieśmiało mrucząc:

Ach, Linlin, było dość niezręcznie cisnąć się z na jednym łóżku z Mu Yu wczoraj wieczorem, prawda? Tej nocy może prześpisz się ze mną?

Pewnie, jeśli cię to uszczęśliwi.

Z zaciśniętych zębów Xu Jin dało się słyszeć zgrzytanie.

Mimo że zdał sobie sprawę, że został przyłapany, Meng Yu pozostał opanowany i pewny siebie. Powitał ich promiennym uśmiechem.

Znaleźliście coś? – zapytał Meng Yu.

Nie – zaprzeczył bardzo chłodno Ruan Nanzhu.

Meng Yu uniósł brew, nie przestając się uśmiechać, ale widać było, że nie jest rozbawiony. Jego brzoskwiniowe oczy przesunęły się na ciało Lin Qiushiego.

W co się wpakowaliście? Jesteście cali we krwi.

To był nieszczęśliwy wypadek. Tak jak ostatnio wpadliśmy na potwora, ale na szczęście udało nam się uciec. – Mówiąc to, dodał kilka słabych kaszlnięć, aby historia była bardziej wiarygodna, udając bardzo kruchą kobietę. Wyglądał, jakby mógł się przewrócić przy najmniejszym podmuchu wiatru, a jego słaby wygląd sprawił, że serca gapiów poruszyły się z litości i opiekuńczości.

Meng Yu nie nękał ich już o odpowiedzi. Po prostu powiedział im, żeby byli ostrożni, zanim odszedł z partnerką. Lin Qiushi nie spodziewał się, że tak łatwo odpuści i nie był w stanie pojąć, co właśnie się wydarzyło, jednak miał przeczucie, że coś było nie tak. Jednak Ruan Nanzhu tylko machnął ręką i z głębokim grymasem na twarzy powiedział, że nie ma potrzeby, aby przejmowali się sobą nawzajem. Podejrzewał, że Meng Yu prawdopodobnie jest kimś, kto pracuje w tej samej branży co oni – doświadczonym graczem, który przyjmuje klientów. Gwarantując bezpieczeństwo swoim klientom, zazwyczaj nie przejmowali się tym, czy środki, których używali, były uczciwe czy nie do końca. W jego przypadku, jeśli miało to zwiększyć szanse, że razem z klientem wyjdą z tego cało, równie dobrze mógł wykorzystać innych, aby otworzyć drzwi. W końcu osiągnięcie sukcesu bez kiwnięcia palcem było najbardziej kuszącą opcją.

Właściwie – zaczął Ruan Nanzhu – ten Meng Yu wygląda strasznie znajomo…

Wygląda znajomo?

Mam wrażenie, że już go gdzieś widziałam…

Przeczesywał wspomnienia, próbując przypomnieć sobie cokolwiek, ale wyglądało na to, że nie mógł znaleźć żadnych tropów.

Zapomnij o tym. Skoro nie stanowi dla nas zagrożenia, to zostawmy to na później. Teraz najważniejsze jest jak najszybsze znalezienie klucza.

Lin Qiushi skinął głową.

Gdy weszli do świątyni, powitała ich przytłaczająco napięta atmosfera. Po ostrożnym zapytaniu o sytuację, szybko odkryli, że napotkane wcześniej istoty pojawiły się ponownie, gdy eksplorowali teren poza świątynią. Podobnie jak poprzednio, potwory taszczyły za sobą długie miecze, ale tym razem nie spadł z nieba deszcz ostrzy, więc wszyscy uciekli na zewnątrz. Wrócili do świątyni dopiero gdy te obrzydliwe stworzenia zniknęły.

Niektórzy zauważyli, że potwory pojawiły się dopiero po odgłosie bębna. Lin Qiushi natychmiast przypomniał sobie, jak on i Cheng Qianli szaleńczo biegali po dachu przez długi czas. Myśląc o tym, uznał, iż było duże prawdopodobieństwo, że ten incydent był z nimi powiązany.

Jednak nawet jeśli podejrzewał, że ta sprawa ma z nimi związek, z pewnością by się do tego nie przyznał. Podobnie jak pozostali zmarszczył brwi i wyraził swoje obawy i wątpliwości. Na szczęście poza tym incydentem nie doszło do żadnych innych wypadków ani nie było nowych ofiar.

Gdy zapadł zmrok, przewodniczka punktualnie przybyła na wyznaczone miejsce. Z uśmiechem powtórzyła te same słowa, które wypowiedziała przedwczoraj, po czym odprowadziła wszystkich z powrotem.

Po poinformowaniu wszystkich o następnym spotkaniu przewodniczka się pożegnała. Zanim jednak odeszła, nagle dodała nowe zdanie, którego nie było w scenariuszu dwa dni temu:

Wszyscy mają się zjawić punktualnie jutro rano! Powinno być nie mniej niż dwanaście osób.

Gdy tylko to zdanie padło z jej ust, uśmiechy z twarzy wszystkich natychmiast zniknęły. Byli tacy, których cera zbladła ze strachu, i inni, którzy wyglądali, jakby zjedli najkwaśniejszą cytrynę na świecie.

Przewodniczka nie zauważyła tych ponurych min, pomachała radośnie ręką i odeszła.

Dwanaście? Dlaczego tylko dwanaście? Przecież zostało nas trzynaścioro! – Tłum stał się hałaśliwy i oburzony, a każdy z nich krzyczał niezadowolony. – Czy to znaczy, że ktoś umrze dziś wieczorem…?

Tak, tak musi być! – krzyknął mężczyzna, wywołując echo zgody wśród reszty tłumu. – To prawda! Ponieważ jutro będzie tylko dwanaście osób, ktoś z nas nie przeżyje tej nocy!

Im więcej paplali o swoich podejrzeniach, tym bardziej panikowali. Oczywiste było, że nikt nie chciał skończyć jako biedna ofiara.

Zarówno Meng Yu, jak i Ruan Nanzhu milczeli w obliczu tego chaosu. Raczej zblazowani i nie chcąc tracić oddechu na zbędne dyskusje, bez słowa słuchali histerycznych pogawędek pozostałych.

Jestem taki śpiący. Chodźmy dziś wcześniej spać. – Ruan Nanzhu leniwie ziewnął, zupełnie niewzruszony ogłoszeniem przewodniczki. Przetarł oczy i sennie oparł się o ramię Lin Qiushiego.

Tak, chodźmy już – odpowiedział Lin Qiushi, kiwając głową.

Słysząc głos Ruan Nanzhu, Meng Yu, który swobodnie siedział obok niego, parsknął śmiechem, a jego usta wygięły się w grymasie rozbawienia.

Młoda damo, musisz mieć spore jaja, skoro nadal chcesz spać w takiej sytuacji.

Ludzie umierają również z powodu braku snu, nie wiedziałeś? – Leniwie machnął ręką. – W każdym razie to po prostu śmierć. A zasłużona śmierć jest o wiele lepsza niż nijaka śmierć z powodu braku snu.

Cóż, może i masz rację.

Niedługo potem wrócili do swojego pokoju i po szybkim umyciu się, wpełzli do łóżka. Ponieważ Ruan Nanzhu już wcześniej tego dnia zdecydował, że będzie spać w łóżku Lin Qiushiego, Cheng Qianli był zmuszony spać sam.

Xu Jin od dawna była apatyczna w tej sytuacji. Ciągłe obserwowanie, jak te dwie osoby rozrzucają przed nią karmę dla psów, sprawiło, że poczuła się odrętwiała. Nie wydawała się być dziś w dobrym humorze. Przez cały dzień prawie nic nie mówiła, a nawet teraz zasnęła szybciej niż zwykle po położeniu się do łóżka.

Lin Qiushi myślał, że Ruan Nanzhu zasnął, ale nagle przysunął się do niego. Jego ciepły oddech łaskotał w ucho, gdy mężczyzna wymamrotał:

Co myślisz o słowach przewodniczki?

Pozostali mogą mieć rację – szepnął Lin Qiushi. – Coś może się wydarzyć dziś wieczorem…

Ja myślę inaczej – powiedział Ruan Nanzhu. – Ale nie jestem pewny. Zobaczymy jutro.

Lin Qiushi czule pogłaskał go po głowie.

Jak się teraz czujesz?

O wiele lepiej. A teraz idź spać – odmruknął leniwie.

Okej. – Lin Qiushi zamknął oczy.

Za każdym razem, gdy Ruan Nanzhu spał obok niego, Lin Qiushi nie miał problemów z bezsennością. Dzisiaj również przespał całą noc i nie obudził się ani razu aż do następnego ranka.

Tym, który wyglądał, jakby nie miał spokojnej nocy, był Cheng Qianli. Z cieniami pod przekrwionymi oczami, skomentował:

Starszy bracie Linlin, jesteś naprawdę odważny, wiesz o tym?

Jak to? Co masz na myśli?

Cheng Qianli był oszołomiony.

Co masz na myśli, pytając, co mam na myśli?! Nie mów mi, że zapomniałaś o krwawych odciskach dłoni, które widzieliśmy wczoraj pod łóżkiem?!

Lin Qiushi zamilkł. Wyglądało na to, że naprawdę zapomniał. Mimo to nadal zachowywał się tak, jakby to straszne wydarzenie wciąż było żywe w jego pamięci. Z fałszywą szczerością uroczyście oświadczył:

Nie zapomniałem. Jak mógłbym zapomnieć o czymś tak ważnym?

Nie bałeś się?

Lin Qiushi, który kłamał bez mrugnięcia okiem, stanowczo odpowiedział:

Czy strach w czymś pomoże? – Mocno poklepał Cheng Qianliego po ramieniu i powiedział mu szczere słowa otuchy: – Musisz być odważny!

Z szeroko otwartymi oczami wypełnionymi czystym podziwem, prostoduszny Cheng Qianli wstrzymał oddech w całkowitym zachwycie, po czym energicznie pokiwał głową, nieświadomy, że właśnie został całkowicie oszukany.

Po tym, jak Lin Qiushi wygłosił do chłopca znaczącą przemowę motywacyjną, z poczuciem winy podszedł do Ruan Nanzhu i łagodnie wyszeptał:

Hej, Nanzhu, czy ty też pamiętasz wczorajsze krwawe odciski dłoni?

Tak – mruknął Ruan Nanzhu.

Mimo to byłaś w stanie zasnąć obok mnie? Nie bałaś się?

Wyraz twarzy Ruana Nanzhu wskazywał, że nie miał zielonego pojęcia, o czym mówił Lin Qiushi. Z lekkim wyrazem zakłopotania na twarzy odpowiedział:

Nie boję się duchów. Boję się tego, co źródło krwawych odcisków dłoni mogłoby ci zrobić.

Jak można było się spodziewać, ten starszy brat naprawdę zasługiwał na miano szefa.

Z powodu złowrogich słów przewodniczki, ciężkie do zniesienia obawy przesłoniły umysły całej grupy. Dopiero gdy wszyscy zebrali się rano, i odkryli, że nikomu nic się nie stało, trochę się uspokoili.

Wczoraj było trzynaście osób i dzisiaj też było trzynaście, ani jednej więcej, ani jednej mniej.

Dzięki Bogu. Ts przewodniczka naprawdę przyprawiła mnie o zawał serca. – Ktoś z tłumu odetchnął z ulgą.

Tak. Na szczęście nie ma ani jednej osoby mniej. – Jeden po drugim, wszyscy zaczęli dziękować niebiosom, a ich uspokojone tony rozbrzmiewały w całym pomieszczeniu.

Jednak Lin Qiushi zauważył, że po tym odkryciu twarz Ruan Nanzhu przybrała ponury wyraz. Nie tknął śniadania, a jego wzrok powędrował w stronę tłumu, uważnie obserwując każdą osobę.

Co się dzieje? – Lin Qiushi był lekko zaskoczony.

Byłoby lepiej, gdyby ktoś umarł – warknął Ruan Nanzhu, wyraźnie w złym humorze. – Nie spodziewałem się, że znów spotka mnie coś tak kłopotliwego.

Co masz na myśli? – Lin Qiushi był zdezorientowany.

Ważni NPC zazwyczaj nie kłamią – wyjaśnił krótko.

W takim razie… – Na słowa Ruan Nanzhu oczy Lin Qiushiego rozszerzyły się ze zrozumieniem. – Chcesz powiedzieć, że wśród nas jest ktoś, kto nie jest człowiekiem?

Gdyby ktoś umarł wczoraj, byłoby o wiele łatwiej sobie z tym poradzić. – Ruan Nanzhu przeczesał palcami włosy z frustracją. – Niestety, teraz już tak nie jest.

Wziął szklankę wody i się napił.

Teraz sprawy stały się jeszcze bardziej skomplikowane. Jakież to denerwujące.

Ta kwestia rzeczywiście była dość kłopotliwa. Minęły już cztery dni odkąd tu przybyli, a Lin Qiushi nie pamiętał nawet dokładnie twarzy wszystkich towarzyszy, nie mówiąc już o ich imionach. Nie trzeba dodawać, że próba odkrycia, kto spośród nich nie jest człowiekiem, nie będzie łatwym zadaniem.

Widząc, że poprzedniej nocy nic się nie wydarzyło, wszyscy wydawali się bardzo optymistyczni i beztroscy. Wszyscy z wyjątkiem Ruan Nanzhu i Meng Yu.

Na pierwszy rzut oka poważny wyraz twarzy Ruan Nanzhu i Meng Yu był nieco podobny. Ich brwi były lekko zmarszczone, a w oczach błyszczała obojętność i zamyślenie.

W ciągu kilku chwil ich linie wzroku spotkały się ze sobą. Nie tracąc ani chwili, Meng Yu swobodnie wstał i podszedł do Ruan Nanzhu, kierując swój zwykły łagodny uśmiech w jego stronę.

Czy mógłbyś wyjść ze mną na małą pogawędkę?

Oczywiście – odpowiedział Ruan Nanzhu z profesjonalnym uśmiechem, po czym zwrócił się do Lin Qiushiego i mruknął: – Poczekaj na mnie chwilę. Wrócę wkrótce.

Następnie odszedł z Meng Yu.

Co się stało? – Cheng Qianli i Xu Jin, którzy wracali po zjedzeniu śniadania, wpadli na wychodzących Ruan Nanzhu i Meng Yu. Chłopak nie słyszał, co zostało powiedziane wcześniej, więc naturalnie nie zdawał sobie sprawy z sytuacji. Podobnie jak pozostali, cieszył się z faktu, że nikt nie zginął wczoraj wieczorem.

Lin Qiushi pierwotnie chciał go poinformować o tej nowinie, ale nagle się zawahał. Ostatecznie zdecydował, że najlepiej będzie zostawić go w niewiedzy, przynajmniej dopóki Ruan Nanzhu nie wróci.

Meng Yu miał jej coś do powiedzenia – powiedział po prostu.

Och, okej. – Cheng Qianli roztargnionymi ruchami pokiwał głową, nie zadając już żadnych pytań.

Xu Jin usiadła obok Lin Qiushiego, z ciekawością pytając:

Starszy bracie Linlin, wyszli gdzieś sam na sam. Nie jesteś zazdrosny?

Zazdrosny? Dlaczego miałbym być zazdrosny?

Cóż, ty i Zhu Meng…

Jesteśmy tylko przyjaciółmi – przerwał jej.

Przyjaciółmi?!

To naprawdę całkowicie platoniczna przyjaźń… Czy mężczyzna i kobieta nie mogą być po prostu przyjaciółmi?

Xu Jin zamilkła, po czym powiedziała nieoczekiwanie:

Starszy bracie Linlin, naprawdę jesteś dobrym człowiekiem.

Po prostu jesteś trochę zbyt głupi i wyrozumiały.

Po kilku minutach Ruan Nanzhu i Meng Yu wrócili, a ich twarze nie zdradzały już ponurego nastroju. Choć wciąż się nie uśmiechali, z pewnością wydawali się być w lepszym humorze niż wcześniej.

O czym rozmawialiście? – zastanawiał się głośno Cheng Qianli.

Dzieci nie powinny się odzywać, jeśli się do nich nie zwraca. Dlaczego to dziecko ciągle zadaje tyle pytań? – odparł Ruan Nanzhu, a następnie odwrócił się, by spojrzeć na Lin Qiushiego. – Czy chciałbyś wiedzieć, o czym rozmawialiśmy?

To lekka przesada, ach… – pomyślał Cheng Qianli.

Lin Qiushi nieśmiało skinął głową.

Ruan Nanzhu chytrze zmrużył oczy, kąciki jego ust wygięły się w uroczy łuk.

Pocałuj mnie, a wtedy ci powiem.

Ha? – mruknął osłupiały Lin Qiushi.

Xu Jin zacisnęła pięści i odwróciła wzrok, wpatrując się nienawistnie w ziemię. W jej wnętrzu szalały smutek i tęsknota.

Tłumaczenie: Ashi

Tom I Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32

Tom II
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53

Tom III
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77

Tom IV
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95

Tom V
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 126
Rozdział 126

Tom VI
Rozdział 127
Rozdział 128
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6
Ekstra 7
Ekstra 8
Ekstra 9
Ekstra 10

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: