W miarę jak zbliżał się dzień przekroczenia drzwi, Lin Qiushi i Ruan Nanzhu powoli kończyli swoje przygotowania.
To był pierwszy raz, kiedy Lin Qiushi miał wejść przez drzwi z kimś z internetu. Ruan Nanzhu powiedział mu, że zawsze istnieje ryzyko związane ze zleceniami online, więc muszą dobrze ukrywać swoje prawdziwe tożsamości, gdy już wejdą do środka. Zostanie odkrytym byłoby dość kłopotliwe – ale Lin Qiushi uznał to za wymówkę, aby zmusić go do przebrania się za kobietę. Jednak gdy Ruan Nanzhu włożył damskie ubrania, poczucie nierównowagi w jego sercu znacznie się zmniejszyło.
Cheng Qianli zdawał się wiedzieć, co Lin Qiushi o tym myślał, i uroczyście przestrzegł go, aby zachował spokój ducha i nie pozwolił, aby przerażające zachowanie Ruan Nanzhu zniszczyło także jego umysł.
Lin Qiushi spojrzał na Cheng Qianliego, ale się nie odezwał.
– Dlaczego mnie ignorujesz…
Lin Qiushi napisał na telefonie: Wcielam się w rolę niemej dziewczyny.
Cheng Qianliego zatkało. Chłopie, masz przerąbane.
Czasem bycie zbyt dobrze dostosowanym wcale nie było najlepsze.
W końcu, po kilku dniach włóczenia się po rezydencji w sukience, Lin Qiushi poczuł, że to już ta pora. Jadł obiad, gdy nagle objawiło mu się tajemnicze uczucie. Znał je bardzo dobrze. Odłożył pałeczki, odwrócił się i wyszedł z jadalni do holu. Wcale nie był zaskoczony, że przestrzeń zamieniła się w korytarz z dwunastoma metalowymi drzwiami.
Pięć z nich było zamkniętych, sześciu innych nie dało się jeszcze otworzyć. Jedyne, które miały otwarty zamek, należały do właściciela drzwi.
Lin Qiushi wziął głęboki oddech, złapał za klamkę i pociągnął.
Drzwi rozchyliły się, a scena przed nim się zmieniła. Powietrze było stęchłe, a przed nim rozciągały się długie i pozornie niekończące się schody. Lin Qiushi powoli wspiął się na górę i po wielu zakrętach w końcu zobaczył ludzi czekających w holu.
Zdejmując bransoletkę z nadgarstka, przyjrzał się otoczeniu, aby potwierdzić, że rzeczywiście znajduje się w miejscu wymienionym we wskazówce. Choć było to sanatorium, unosił się w nim zapach środków dezynfekujących podobny do tego ze szpitala. Wszędzie stały opuszczone łóżka dla chorych. Mijając jedno z nich, zobaczył brązowe plamy zaschniętej krwi.
Osiem osób już się zebrało, on był dziewiąty. Niektórzy tylko spojrzeli na niego pobieżnie, ale kilka osób się nim zainteresowało i zaczęło go uważnie oglądać. Ich spojrzenia miały wyraźny zamiar, ale Lin Qiushi pozostał niewzruszony i udawał, że nic nie widzi.
Ktoś podszedł do niego, wyciągając rękę z uśmiechem.
– Cześć, jestem Jiang Yingrui. Czy możemy się poznać?
Lin Qiushi napisał na swoim telefonie: Przepraszam, nie mogę mówić. Jestem Lin Qiuqiu.
– Och, przepraszam. Które to drzwi dla ciebie?
Lin Qiushi: Szóste.
Jiang Yingrui wydawał się bardzo zainteresowany Lin Qiushim i wcale nie zniechęciła go jego chłodna postawa. Ostatecznie musiał napisać wprost: Przepraszam, ale chciałabym zostać sama przez chwilę.
Jiang Yingrui przeczytał te słowa i się uśmiechnął.
– W porządku.
Przynajmniej nie robił problemu, po prostu odwrócił się i odszedł. Wyglądało na to, że chciał z nim współpracować, ale Lin Qiushi go odrzucił.
Hol, w którym się znajdowali, był na pierwszym piętrze sanatorium. Na zewnątrz rozciągał się zarośnięty dziedziniec, a nad nim sale dla pacjentów.
Było w sumie sześć pięter, wyraźnie rozgraniczonych funkcją. Wyglądało jednak na to, że nikt tutaj nie był w dobrym nastroju – a przynajmniej Lin Qiushi widział mnóstwo niechlujnych bazgrołów i graffiti pokrywających ściany.
Gdy tak się rozglądał, poczuł lekkie dotknięcie na ramieniu. Odwrócił się i zobaczył stojącą za nim kobietę. Choć jej twarz wydawała się obca, ubrania były znajome.
– Cześć, jestem Ruan Baijie.
Lin Qiushi zrozumiał. Witam, jestem Lin Qiuqiu.
Ruan Nanzhu się uśmiechnął.
– Miło cię poznać.
Tym razem Ruan Nanzhu wyglądał tak pięknie jak zwykle, gdy był kobietą: długie czarne włosy, długa biała spódnica. Mimo że był o wiele wyższy od przeciętnej kobiety, przyciągał spojrzenia swoją wyjątkową elegancją. Jego uśmiech był delikatny i chociaż Lin Qiushi wiedział, że to mężczyzna, i tak poczuł, jak jego serce zaczyna bić szybciej.
Ręka Ruan Nanzhu spoczęła na jego ramieniu.
– Stworzymy drużynę?
Mężczyzna skinął głową.
Ktoś ich obserwował i Lin Qiushi wyraźnie wyczuwał złe intencje.
Choć nigdy nie spotkał się z czymś takim, świat za drzwiami był bezprawny, a ludzie nie musieli odpowiadać za swoje czyny w środku. Obawiając się śmierci, ludzie często robili nikczemne rzeczy – to było coś, o czym Ruan Nanzhu często go pouczał. Po usłyszeniu tego Lin Qiushi zdębiał i zapytał, czy w tym momencie nie grozi im niebezpieczeństwo. Jego przyjaciel odpowiedział jedynie: „za dużo o tym myślisz”.
Od tamtej pory się nad tym zastanawiał i dziś w końcu zrozumiał, ponieważ jakiś idiota podszedł do nich i zaczął mówić różne wulgarne rzeczy. Dokładne słowa nie zostaną tu przytoczone, ale kiedy facet skończył mówić, Ruan Nanzhu zaczął wyglądać na trochę wściekłego.
Widząc to, facet jeszcze bardziej się podniecił i chciał chwycić Lin Qiushiego za włosy. Ten właśnie rozważał, jak „delikatnie” sprawić mu lanie, gdy zobaczył, jak Ruan Nanzhu łapie go za ramię – i mocno je wykręca.
Usłyszał trzask łamanych kości i kwik przypominający głos ubijanego prosiaka.
Wyraz zainteresowania na twarzy natręta zmienił się w przerażenie. Ruan Nanzhu nie zapomniał rzucić się Lin Qiushiemu w ramiona, wyglądając na bezradnego.
– Qiuqiu, Qiuqiu, on jest taki straszny – powiedział, pociągając nosem.
Lin Qiushiego zatkało.
Teraz nikt nie odważył się podejść i z nimi porozmawiać. Właściwie wszyscy zaczęli ich po cichu unikać, a Lin Qiushi nie wiedział, czy śmiać się, czy płakać.
Wtedy dostrzegł ich cel. Było to młody mężczyzna w czarnej koszulce, dżinsach i czapce. Wyglądał na około osiemnaście lat i miał przystojną twarz. Gdy tylko wszedł, jego wzrok padł na nich dwóch.
Po chwili wahania podszedł do nich.
– Cześć, jestem Feng Yongle – przedstawił się. To był ten sam pseudonim, który podał w sieci. – Czy mogę dołączyć do waszej dwójki?
Słysząc to, ludzie zaczęli spoglądać na niego z politowaniem, jakby spodziewali się, że on również zaraz straci ramię.
Ale Ruan Nanzhu tylko słodko się uśmiechnął.
– Pewnie.
Feng Yongle westchnął z ulgą, ale zauważył dziwne spojrzenia. Był zdezorientowany.
– Co się stało?
Ruan Nanzhu wskazał na mężczyznę w kącie, który wyglądał, jakby miał zemdleć z bólu.
– Ten facet nękał nas wcześniej. Przegoniłam go.
Feng Yongle spojrzał na tego mężczyznę, a potem z powrotem na Ruan Nanzhu. Zamilkł, jakby zastanawiał się, jak ze swoimi drobnymi sylwetkami mogły kogoś przegonić. Lin Qiushi potrafił odczytać jego myśli z samego spojrzenia… ale nie potrafił mu tego wyjaśnić. Mógł jedynie naśladować minę przyjaciela z cyklu „rany, nie wiem, co się stało, jestem tylko niewinnym kociakiem” – coś, w czym również nabrał wprawy.
Na szczęście Feng Yongle nie drążył tematu.
Ludzie stopniowo się zbierali. Było ich tyle samo, co przy szóstych drzwiach Lin Qiushiego – czternaścioro. Tym razem jednak był tylko jeden nowicjusz, zwinięty w kłębek i drżący w kącie, obserwujący nieśmiało otoczenie.
Niedługo po tym, jak wszyscy przybyli, pojawiła się przed nimi kobieta ubrana w strój pielęgniarki. Wyglądała surowo i okropnie, jakby była chora. Omiotła tłum zimnym spojrzeniem.
– Proszę za mną na czwarte piętro.
Grupa podążyła za nią.
– Wasze leczenie rozpocznie się za siedem dni. – Ton pielęgniarki również był chłodny. – W ciągu tych siedmiu dni mamy nadzieję, że zapoznacie się z warunkami zakwaterowania w ośrodku. – Na te słowa dziwny uśmiech uniósł kąciki jej ust. – Będzie wam tu miło.
Następnie powiedziała im też kilka zasad, na przykład, że mogą jeść tylko w jadalni, jedzenie z zewnątrz nie jest dozwolone, a opuszczanie pokoju po godzinie ósmej jest zabronione. Kiedy skończyła, odwróciła się i odeszła, zostawiając ich samych sobie.
– Kurwa, przerażające – mruczała jedna z kobiet. – To człowiek czy duch…
Nikt nie odpowiedział na jej pytanie.
Dostępnych było osiem pokoi, każdy z dwoma łóżkami piętrowymi, co oznaczało cztery osoby w pokoju. Oczywiście, jeśli ktoś nie chciał towarzystwa, mógł po prostu spać sam.
Lin Qiushi, Ruan Nanzhu i Feng Yongle naturalnie zamieszkali razem. W międzyczasie dziewczyna o imieniu Xue Zhiyun poprosiła o dołączenie do nich, ale została odrzucona przez Ruan Nanzhu, który oczywiście spławił ją w najbardziej złośliwy sposób z możliwych.
– Po prostu nie jestem przyzwyczajona do dzielenia pokoju z tyloma ludźmi!
– Jest was już troje, nie zniesiesz jeszcze jednej osoby?
– Nie. Od początku wiedziałam, że ja i siostra Linlin jesteśmy bratnimi duszami i musimy zostać razem.
– A co z tym facetem? – Wskazała na Feng Yongle.
Ruan Nanzhu bezczelnie stwierdził, że „to dzieciak, a nie facet”.
Xue Zhiyun odeszła z ponurym wyrazem twarzy, a Feng Yongle również nie wyglądał na zbyt szczęśliwego. Lin Qiushi w rzeczywistości współczuł im obojgu – co to za bzdura o bratnich duszach od pierwszego wejrzenia i gadanie, że to nie jest facet? To szczyt małostkowości.
Jednak oczywiście właśnie w ten sposób Ruan Nanzhu skutecznie odparł atak czwartego intruza i zapewnił im trzem prywatny pokój.
Warunki były, delikatnie mówiąc, okropne. Najgorsze było, gdy Feng Yongle znalazł w swoim łóżku całe ludzkie paznokcie.
Feng Yongle strząsnął pościel i powiedział:
– Musimy tu zostać przez siedem dni?
– Nie ma wyjścia – odparł Ruan Nanzhu.
– Mam nadzieję, że przetrwamy.
– Przetrwamy? Nie sądzę, żeby to była kwestia przetrwania – powiedział Ruan Nanzhu, wyglądając przez okno.
– Co masz na myśli? – zapytał Feng Yongle.
– Nie przeczytałeś informacji?
– Przeczytałem.
– Pamiętasz, jak pacjenci uciekali wtedy z sanatorium?
– Masz na myśli ten tunel…?
– Zobaczymy, co się stanie.
Podczas gdy rozmawiali, Lin Qiushi oglądał swoją ścianę, która nosiła dziwne ślady, jakby wydrążone przez paznokcie. Mógł sobie wyobrazić stan psychiczny poprzedniego „mieszkańca” tego łóżka.
– Już czas. Chodźmy na lunch – oznajmił Ruan Nanzhu. – Musimy przestrzegać zasad, które daje nam NPC.
Udali się na stołówkę na drugim piętrze, o której wspomniała pielęgniarka. Pora posiłku już się zaczęła, a pacjenci byli w ponumerowanych szpitalnych koszulach.
Mówiąc szczerze, Lin Qiushi po raz pierwszy widział świat drzwi zamieszkany przez tak wielu ludzi. Logicznie rzecz biorąc, im więcej ludzi, tym mniej przerażająca sytuacja, ale na widok ich stanu po jego plecach przebiegł dreszcz.
Pacjenci byli ewidentnie chorzy. Niektórzy wyglądali na zupełnie nieobecnych, inni mieli pochylone głowy i mruczeli do siebie, a pozostali wpatrywali się katatonicznie w podłogę. Podsumowując, nie bardzo przypominało to sanatorium, a bardziej duży szpital psychiatryczny.
– Jedzmy szybko i stąd chodźmy – powiedział Ruan Nanzhu. – Takie stany psychiczne są zaraźliwe.
Rzeczywiście, przebywanie w towarzystwie dziwnych ludzi oznaczało, że samemu można stać się dziwnym.
Podczas gdy jedli, zaczęły przybywać inne grupy. Wśród nich był Jiang Yingrui, facet, który chciał poderwać Lin Qiushiego. Wydawał się być bardzo nim zainteresowany i z daleka się do niego uśmiechnął.
Lin Qiushi udawał, że tego nie widzi.
Gdy skończyli, postanowili rozejrzeć się po budynku. Najpierw udali się do sali zabiegowej na najwyższym piętrze. To nie był szpital, więc faktyczne możliwości leczenia były ograniczone – ale mimo to w każdym pokoju było pełno łóżek dla chorych, a w niektórych nawet leżeli umierający pacjenci.
– Kto wie, ilu tu zginęło – mruknął Feng Yongle.
– Prawdopodobnie zbyt wielu.
Lin Qiushi szedł dalej, a wzrok utkwił w graffiti na ścianach. Choć słowa nie były zbyt wyraźne, można było rozczytać wołania o pomoc i o śmierć.
– Hm? Ktoś tu je. – Odkrył nagle Feng Yongle.
Lin Qiushi podszedł do okna i zobaczył pacjenta jedzącego makaron widelcem. Jadł powoli i długo żuł każdy kęs.
– Czy ona nie mówiła, że nie możemy jeść poza stołówką? – zapytał Feng Yongle. Przyniósł własne jedzenie z prawdziwego świata.
Ruan Nanzhu spojrzał na niego.
– Możesz spróbować.
– Nie słuchaj mnie, nie nie mówiłem.
Przyglądali się przez chwilę i odeszli, gdy nic dziwnego się nie wydarzyło. Jednak po kilku krokach Lin Qiushi usłyszał dziwny dźwięk – ciche chlupotanie, jakby coś zostało przebite. Zatrzymał się, zerkając na pokój. To sprawiło, że jego oddech zamarł.
Widelec, którego używano do makaronu, wystawał teraz z oka pacjenta. Na zewnątrz pozostał tylko trzonek, a ta osoba, z twarzą zalaną krwią, nie wydała ani jednego dźwięku. Tak głęboka rana powinna go zabić, ale on tylko powoli wyciągnął sztuciec i wrócił do jedzenia.
Lin Qiushi w milczeniu pociągnął Ruan Nanzhu za rękaw.
Ruan Nanzhu odwrócił się i również rozejrzał wokół.
Reakcja Feng Yongle była najbardziej dramatyczna. Przeklął głośno i potarł ramiona.
– O cholera, takie gówno też może się zdarzyć?
Czy to się mogło wydarzyć, Lin Qiushi nie wiedział. Niezależnie od tego, pacjent naprawdę robił wrażenie, pochłaniając własną krew jak ketchup na makaronie. Wyglądało na to, że zauważył ich zainteresowanie i uśmiechnął się w ich kierunku. Był to widok, który sprawił, że włosy stanęły im dęba.
Zgadzając się bez słów, odwrócili się i odeszli. Pod koniec dnia, gdy wrócili do pokoju, Feng Yongle w milczeniu wyrzucił do kosza całe jedzenie, które przyniósł i nigdy więcej nie wspomniał o przekąskach.
Po chwili spaceru po tym piętrze niebo pociemniało. Pędząc z powrotem, aby zdążyć przed zapadnięciem zmroku, Lin Qiushi zatrzymał się przed drzwiami pokoju, zauważając coś. Pacnął lekko Ruan Nanzhu, wyjął telefon i wpisał: czy my nie mieszkamy na czwartym piętrze?
– Tak, a co?
Lin Qiushi: …to dlaczego te drzwi mają numer 502?
Ruan Nanzhu spojrzał w górę i zobaczył, że drzwi najbliżej schodów rzeczywiście miały teraz numer 502, podczas gdy wszystkie inne pokoje pozostały bez zmian.
– Pamiętasz, co było w naszych zapiskach?
Oczywiście, że Lin Qiushi pamiętał.
W sanatorium pokój 502 był czymś wyjątkowym. Stało się tak, ponieważ w środku zginęła pracownica. Historia głosiła, że po tym, jak oddziałowa zaszła w ciążę z lekarzem i nie udało jej się przeprowadzić aborcji, postanowiła popełnić samobójstwo, skacząc z okna pokoju 502. Po tym wydarzeniu to miejsce zaczęły nawiedzać duchy.
Według legend każdej nocy ze środka dobiegał płacz niemowlęcia i wycie kobiety pogrążonej w bólu. Pokój został zamknięty i nigdy więcej go nie używano.
Dlatego też 502 było tutaj liczbą szczególną.
Podczas przydziału pokoi tego popołudnia Lin Qiushi cieszył się, że przypadło im czwarte piętro. Kto by pomyślał, że wystarczyło się odwrócić, by ktoś podmienił tabliczkę?
Realistycznie rzecz biorąc, większość ludzi nie zauważyłaby czegoś takiego. Lin Qiushi przypomniał sobie, że w tym pokoju przebywali mężczyzna i kobieta, więc spojrzał na Ruan Nanzhu, by poznać jego opinię.
– Powiem im – odparł Ruan Nanzhu.
Nagłe pojawienie się tabliczki 502 było ewidentnym sygnałem ostrzegawczym przed śmiercią – nie było nic złego w zaalarmowaniu innych osób z ich grupy.
Więc Ruan Nanzhu zapukał do drzwi, zanim zdążyli się naradzić.
– Tak? – Drzwi otworzyła kobieta, która spojrzała nieufnie na ludzi zgromadzonych na zewnątrz.
– Coś jest nie tak z numerem waszego pokoju. – Ruan Nanzhu nie owijał w bawełnę.
Kobieta wychyliła głowę i po zobaczeniu zmienionego numeru jej wyraz twarzy drastycznie się zmienił.
– Kiedy…
– Nie wiemy – powiedział Ruan Nanzhu. – Zauważyliśmy to teraz, gdy byliśmy w drodze powrotnej. Chcesz przenieść się do innego pokoju? – W końcu było mnóstwo zapasowych, a będzie ich jeszcze więcej, gdy liczba osób się zmniejszy.
– Tak. – Kobieta przyjęła dobrą wolę Ruan Nanzhu i skinęła głową z wdzięcznością. – Dzięki za ostrzeżenie.
– Nie ma problemu – odpowiedział Ruan Nanzhu.
Po przekazaniu ostrzeżenia wrócili do swojego pokoju. Niebo było już prawie czarne, a do godziny 20:00 pozostało około pół godziny.
Po umyciu się Lin Qiushi zaczął grać w Candy Crush na łóżku. Ruan Nanzhu siedział na górze w zamyśleniu.
Feng Yongle, który być może uznał tę atmosferę za niezręczną, przemówił:
– Nie sądziłem, że będą to dwie kobiety.
– Kim innym mogłybyśmy być?
– Myślałem, że jesteście facetami.
– Kto powiedział, że kobiety są mniej zdolne?
Lin Qiushi, siedząc cicho na łóżku, pomyślał: Ha, ta aktywistka na rzecz praw kobiet jest tak naprawdę doświadczonym drag queen!
Zbliżała się godzina 20:00, ale Lin Qiushi usłyszał, że ktoś biegnie po korytarzu. Dźwięk był wyraźny, trochę spanikowany. Lin Qiushi i Ruan Nanzhu wymienili spojrzenia.
– Pójdę – powiedział Nanzhu, ale Lin Qiushi zdążył już wstać. Podszedł do drzwi i ostrożnie je otworzył, chcąc zobaczyć biegacza.
Za otwartymi drzwiami ujrzał tylko pusty korytarz. Coś ścisnęło mu się w piersi i chciał je zamknąć – ale poczuł, że drzwi o coś zaczepiły. Spojrzał w dół i zobaczył, że w progu nagle pojawił się czerwony but na wysokim obcasie, mocno osadzony w rogu framugi.
Ruan Nanzhu podszedł i również zobaczył but. Rozejrzał się dookoła, nie chcąc dotykać go rękami. Zamiast tego wrócił do środka i wyciągnął z łazienki brudną szczotkę do kibla. Jednym zamachem wyrzucił but na zewnątrz.
Lin Qiushi był zdumiony tym gestem.
Feng Yongle najwyraźniej też. Patrzył z opadniętą szczęką, jak Ruan Nanzhu niedbale odrzucił szczotkę na bok i spokojnie poszedł umyć ręce.
Wracając, Ruan Nanzhu odkrył, że towarzysze wciąż się na niego gapią.
– Dlaczego tak na mnie patrzycie?
Lin Qiushi wyciągnął telefon i napisał: Ponieważ jesteś ładna.
Ruan Nanzhu uśmiechnął się i pocałował Lin Qiushiego.
– Qiuqiu, jesteś taka słodka. Chodź, pocałuj siostrzyczkę.
Lin Qiushi był zawstydzony: To nie przystoi mężczyźnie i kobiecie.
Wyraz twarzy Ruan Nanzhu stał się dziwny po przeczytaniu tekstu Lin Qiushiego. Wiedział od początku, że za każdym razem, gdy zakładał spódnicę, jego towarzysz był trochę zdezorientowany, ale żeby nawet teraz?
A Lin Qiushi natychmiast pożałował tekstu, który napisał, bo przypomniał sobie, że śliczna panna Baijie, którą miał przed oczami, nie była jakąś damą, lecz szorstkim i brutalnym mężczyzną.
Lin Qiushi zdębiał. Ech, te oczy były zbyt dobre w kłamaniu.
Znów rozległ się dźwięk kogoś chodzącego w butach na obcasach na zewnątrz. Lin Qiushi tym razem nie otworzył drzwi, chociaż dźwięk wydawał się roznosić po całym pokoju.
Niebo było teraz zupełnie ciemne. Całe sanatorium było spowite czernią.
Wszystko było ciche, więc ten dźwięk stał się jeszcze bardziej rażący. Ostry słuch Lin Qiushiego wychwycił również ciche szlochy dziecka, chociaż były słabe i prawdopodobnie niesłyszalne dla Ruan Nanzhu i Feng Yongle.
Zwinął się więc w kłębek na łóżku i udawał, że nic nie słyszy.
– Śpij. – Ruan Nanzhu życzył mu dobrej nocy z piętra łóżka. – Jeśli nie możesz zasnąć, to dołącz do mnie.
Lin Qiushi nie odpowiedział. Pisanie teraz było zbyt irytujące, więc nie zawracał sobie głowy kontynuowaniem rozmowy.
Oddech Ruan Nanzhu szybko się wyrównał. Oczywiste było, że udało mu się usnąć.
Spojrzał na Feng Yongle leżącego w łóżku obok i zobaczył, jak wpatruje się tępo w sufit. Poczuł dziwną pociechę – przynajmniej nie tylko on nie mógł spać.
Chłopak zdawał się zauważyć jego spojrzenie. Odwrócił się z uśmiechem i wyszeptał:
– Nie możesz spać?
Lin Qiushi skinął głową.
Feng Yongle obserwował go uważnie, a jego oczy były wypełnione… rodzajem łagodności, którą trudno było opisać. Lin Qiushi przestraszył się i natychmiast opuścił powieki. W jakiś sposób czuł, że jeśli natychmiast nie uda, że śpi, Feng Yongle powie coś bardzo przerażającego.
Tłumaczenie: Ashi
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Tom II
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53
Tom III
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77
Tom IV
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95
Tom V
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 126
Rozdział 126
Tom VI
Rozdział 127
Rozdział 128
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6
Ekstra 7
Ekstra 8
Ekstra 9
Ekstra 10