Living to Suffer

Rozdział 715 min. lektury

Prawda jest taka, że tego dnia Shen Liangsheng przez chwilę myślał, że umrze.

Otworzył oczy i zobaczył parasol wykonany z papieru, na którym były namalowane żółte trzciny. Być może to była jego niezdolność do poruszenia choćby jednym mięśniem, a może rozpaczliwy odgłos deszczu – w tym momencie naprawdę myślał, że tam umrze. W jego sercu jednak nie było żalu, nie było zmartwień. Niczego.

Przez ułamek sekundy cicha myśl przemknęła mu przez umysł. Przez dwadzieścia sześć lat chodził po ziemi, popełnił niezliczone grzechy i zasiał wiele złych nasion karmy. Ostatecznie jednak jego świat został zredukowany do maleńkiego mikrokosmosu: świątynia, letni deszcz, trzciny.

Jednak nie umarł, a mikrokosmos powoli skurczył się do rozmiarów szpilki, wydając się tak odległy, że przypominał stary sen.

Letni deszcz dawno ustał, a papierowe trzciny wpadły w błoto. Pozostała tylko osoba, która otworzyła mu okno na ten mały, prywatny wszechświat.

Shen Liangsheng musiał przyznać, że wielokrotnie robił wyjątki dla Qin Jinga. Nieodrzucenie go oznaczało ciche przyzwolenie. Niezabicie go oznaczało, że chciał, aby mężczyzna żył.

Qin Jing siedział przy stole i opatrywał swoją ranę. Odwrócony plecami do drzwi, skupił się wyłącznie na owijaniu bandaża i nie zauważył, że Shen Liangsheng się odwrócił.

Jego prawe ramię było ranne, więc mógł używać tylko lewej ręki. Każda warstwa bandażu oznaczała, że musiał unieść ramię, co powodowało, że syczał z bólu, a kiedy w końcu skończył, był pokryty zimnym potem. Prawie stracił czucie w lewej ręce i walczył, aby zawiązać węzeł.

Shen Liangsheng obserwował to z progu. Powinien był wyjść, gdy zobaczył, że mężczyzna żyje, ale nadal tam stał, gapiąc się na lekarza, który próbował raz za razem bezskutecznie zawiązać węzeł.

Nie ruszaj się.

Qin Jing miał słaby neigong i nie mógł wykryć kroków Shen Liangshenga. Dopiero po usłyszeniu polecenia zauważył obecność innej osoby. Instynktownie obejrzał się za siebie, ale mężczyzna położył mu rękę na ramieniu.

Potem zobaczył, jak Shen Liangsheng krąży wokół niego, pochyla się lekko i ostrożnie, starannie wiąże mu węzeł.

Gardło Qin Jinga było suche. Chociaż wiedział, że po utracie krwi należy unikać nawodnienia, sięgnął po czajnik na stole i nalał sobie pół filiżanki zimnej herbaty, opróżniając ją jednym haustem. Dopiero wtedy powoli się podparł i poprawił ubranie.

Nie pytając mężczyzny, dlaczego wrócił, Qin Jing ominął go i skierował się do kuchni, aby przygotować sobie leczniczą owsiankę.

Jakby nie przeszkadzało mu, że jest ignorowany, Shen Liangsheng podążył śladami doktora i stanął przy ceglanym piecu, obserwując go. Qin Jing umył ryż, odsłonił palenisko i wrzucił kilka garści chrustu do ognia. Gdy ryż i woda się zagotowały, dodał lecznicze składniki jeden po drugim. Następnie przykrył garnek pokrywką, po czym przyciągnął stołek, usiadł i zaczął roztargnionym ruchem rozgrzebywać ogień.

Jedynymi dźwiękami w kuchni były ciche trzaski drewna. Być może Qin Jing był zmęczony, ponieważ jego powieki zaczęły opadać, gdy bezmyślnie wpatrywał się w ogień, a w końcu zamknęły się, jakby spał.

Myślę, że prawdopodobnie o tym wiesz, Shen-hufa – odezwał się doktor, gdy Shen Liangsheng myślał, że już zasnął. – Kocham cię.

Nic więcej nie nastąpiło. Pod łagodnym słońcem głowa Qin Jinga opadła. Naprawdę zasnął

Miał sen. Śniło mu się, że znów jest młody, płacze i ciągnie za brzegi tuniki swojego shifu. Płacząc, błagał: „Nie chcę umierać, shifu. Proszę, pozwól mi się ukryć w miejscu, gdzie nikt mnie nie znajdzie. Nie chcę umierać”.

Jak długo minęło od ostatniego snu podobnego do tego? Qin Jing wciąż zachowywał odrobinę świadomości w tym śnie, jakby jego dorosłe ja cofnęło się w czasie jako zagubiona dusza i unosiło się w miejscu, obserwując kapryśnego płaczliwego dzieciaka, którym był kiedyś.

Ponad dwieście lat temu znikąd pojawił się zły demon. Mantra, którą praktykował, była dziwna i tajemnicza, ale niezwykle potężna, pozwalając mu w pojedynkę ustanowić sektę Xing i niemal wywrócić jianghu do góry nogami.

Ostatecznie jednak zło nie mogło zwyciężyć nad dobrem. Po wykonaniu jednego złego ruchu przywódca sekty Xing otrzymał to, co powinno być śmiertelną raną, ale dzięki Pustce pięciu skandh udało mu się zachować życie, pozostawiając jianghu z poważnym zmartwieniem.

Po ponad dwóch stuleciach pozorowanej śmierci wciąż spokojnie czekał na swoje odrodzenie, kiedy to powróci z mocami sto razy silniejszymi niż wcześniej, czyniącymi go niemal niezwyciężonym. W takim przypadku mieszkańcy jianghu będą mogli jedynie bezradnie patrzeć, jak zakończy się życie, jakie znali.

Niestety dla niego, mantrze brakowało dwóch ostatnich, najważniejszych stron. Dlatego sekta Xing wiedziała tylko, że odrodzenie ich przywódcy wymagało katalizatora duszy i katalizatora krwi. Katalizator duszy był przekazywany z pokolenia na pokolenie za pośrednictwem zastępcy przywódcy, podczas gdy miejsce pobytu katalizatora krwi było wciąż nieznane.

Najlepiej byłoby, gdyby te strony zostały zniszczone, ale plotka głosiła, że zawierały mapę skarbów. Ten potwór wykorzystał tylko niewielką część skarbów, aby założyć sektę, co oznaczało, że ktokolwiek mógłby rozszyfrować mapę, stałby się wystarczająco bogaty, aby z nimi rywalizować.

Niezależnie od tego, czy była to prawda, czy tylko plotka rozsiewana przez sektę Xing, tak jak ptaki umierają dla jedzenia, tak ludzie umierają dla bogactwa. Przez dziesięciolecia strony te podróżowały po kraju, przechodząc przez kilka grup, aż w końcu trafiły w ręce potężnego pustelnika z jianghu. Ten osobnik ich nie zniszczył, ale wręczył je dobremu przyjacielowi z sekt buddyjskich, aby można było rozszyfrować sekrety stojące za mantrą.

Po wielu badaniach stało się jasne, że katalizator krwi był kluczem do pokonania diabła. Zgodnie z tekstem, termin „katalizator krwi” odnosił się do krwi płynącej bezpośrednio z serca. Naczynie katalizatora krwi miało być jednostką wybraną przez niebiosa, a jako znak jego przeznaczenia jego serce miało być inne niż serca innych. Jeśli zły diabeł miał zostać wskrzeszony, tę osobę należało powiesić, a jej krew spuszczano bezpośrednio z bijącego serca przez siedem dni. Studiując tekst, mnisi spekulowali, że jedyną szansą na odwrócenie podtrzymujących życie efektów mantry był koniec siedmiodniowego okresu, dokładnie w momencie udanego wskrzeszenia.

Zarówno zło, jak i dobro czekały dwa stulecia, aż narodzi się katalizator. Sekta Xing miała niewielką wiedzę, gdzie go szukać, ale shifu Qin Jinga był uczniem tego potężnego pustelnika i znał sztukę wróżbiarstwa. Zabrał Qin Jinga ze sobą, gdy ten był jeszcze owinięty w pieluszki, aby uwolnić niemowlę od wszelkich ziemskich więzów i móc przetestować spekulacje tych, którzy studiowali tekst. Ponieważ stawiał życie swojego ucznia przeciwko pomyślnemu wynikowi, można powiedzieć, że zamiłowanie Qin Jinga do ryzyka i hazardu zostało przekazane mu przez mistrza.

Shifu Qin Jinga nigdy nie trzymał go w nieświadomości. Od kiedy był wystarczająco dorosły, by myśleć i mówić, wiedział, że urodził się, by umrzeć.

Niezależnie od tego, czy jego śmierć miała na celu pogrążenie świata w chaosie, czy też ocalenie wszystkich istnień na ziemi, jego przeznaczeniem była bolesna i potencjalnie bezsensowna śmierć.

Niestety, młody Qin Jing nie chciał zaakceptować swojego losu, często płakał i błagał swojego shifu, aby ukrył go gdzieś, aby demoniczna sekta nie mogła go znaleźć. Płakał, mówiąc: „Chcę żyć. Nie chcę umierać”.

Jednak gdy osiągnął dojrzałość, pogodził się ze swoim przeznaczeniem i został nieortodoksyjnym lekarzem. Dzięki swoim doskonałym umiejętnościom uzdrawiania ratował każdego ptaka lub zwierzę, każdego dobrego lub złego człowieka, na którego się natknął. Jak sam powiedział, lepiej było pozostać przy życiu, jeśli się mogło.

I tak oto Shen Liangsheng, Shen-hufa, został przez niego uratowany. Kiedy Budda powiedział, że nienawiść i uraza się spotykają1, prawdopodobnie miał na myśli, że im więcej długu i karmy nagromadziło się między dwoma osobami, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że będą mogli się unikać. Musicie się spotkać, a nawet jeśli nie chcecie, trudno.

Niebiosa spłatały figla Qin Jingowi, a on powitał go z otwartymi ramionami. Widząc, że Shen-hufa jest całkiem przystojny, był zdecydowany i poddał się pożądaniu i żądzy, myśląc o tym jako o zaledwie przedsmaku przyjemności przed śmiercią.

Budząc się ze snu przeszłości, Qin Jing był przez chwilę oszołomiony. Poczuł w powietrzu zapach ryżu i ziół i zobaczył kogoś stojącego przy ceglanym piecu, z głową spuszczoną, mieszającego w garnku owsiankę.

Spoglądając na plecy Shen Liangshenga, Qin Jing chwalił sam siebie za swój talent. Powiedział sobie: „on jest tym jedynym, zakochaj się w nim” i dokładnie to zrobił. Jeśli chodzi o to, czy jego miłość była prawdziwa, Qin Jing uważał, że tak, tak samo jak uważał to za prawdę, gdy powiedział: „do tej ziemi i do ludzkości nie żywię urazy”.

Ktoś kiedyś powiedział, że kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą i on zgadzał się z tym rozumowaniem. Fałsz zlał się z prawdą, a prawda zlała się z fałszem. Życie było zbyt krótkie, by tracić czas na rozgryzanie, co jest czym.

Shen-hufa, gdybym wiedział, że nie stronisz od kuchni, kazałbym ci pracować, żebyś mógł zapłacić czynsz za miesiąc, przez który tu mieszkałeś.

Qin Jing wstał z miejsca i stanął tuż przy plecach mężczyzny, opierając brodę na jego ramieniu. Sięgnął, by chwycić porcelanową miskę z blatu, po czym wziął drewnianą chochlę od Shen Liangshenga i nabrał porcję owsianki. Następnie odsunął się na bok i zaczął jeść, dmuchając na każdą łyżkę.

Wyższy mężczyzna patrzył, jak doktor je posiłek. Na jego ustach gościł delikatny ślad łagodnego uśmiechu, a na policzku miał płytki dołeczek, być może dlatego, że drzemka dobrze mu zrobiła.

Wtedy słońce chyliło się ku zachodowi, a jego promienie świeciły przez okna, uderzając w twarz doktora. Cienka blizna na jego policzku wyglądała jak smuga łez i wraz z lekkim uśmiechem tworzyła uśmiechnięty szloch, a może był to szlochający uśmiech.

Wiem. – Wypowiedź Shen Liangshenga była cicha, ale mimo to nagła. Qin Jing zamarł z łyżką w ustach, a następnie przypomniał sobie swoje wcześniejsze wyznanie. Pokręcił głową, a uśmiech rozszerzył się na jego twarzy.

I co teraz? – Qin Jing spojrzał na niego z uśmiechem, dodając jednocześnie sugestywny ton do swojego pytania.

Ja też mam pytanie.

Och? Słucham uważnie.

Qin Jing pomyślał sobie, że nawet Shen-hufa nie może uniknąć banałów. Być może mężczyzna zapyta „dlaczego mnie kochasz?” albo „co z tego, że mnie kochasz?”.

Qin Jing, od jak dawna chcesz, żebym cię przeleciał?

Ekhe, ekhe, ekhe!

Qin Jing była w trakcie połykania owsianki i w rezultacie się zakrztusił.

Shen-hufa, proszę, nie opowiadaj dowcipów, kiedy jem.

Jednak zamiast odpowiedzieć, Shen Liangsheng zrobił krok w stronę lekarza, blokując skośne promienie słońca i przycisnął wargi do kącika ust mężczyzny, zlizując resztki kleiku powolnymi ruchami języka.

Ty… – Qin Jing zaczął mówić, ale mężczyzna wykorzystał okazję, by wsunąć język do środka, podczas gdy jedna ręka przesunęła się do jego ucha, delikatnie masując płatek.

Qin Jing poczuł lekkie mrowienie w uchu, a chwilę później mężczyzna ostrożnie przesuwał język wzdłuż jego podniebienia.

Ja… – Opanowując się, Qin Jing zrobił mały krok w tył i spróbował przemówić ponownie, ale wyższy mężczyzna przycisnął go z powrotem do siebie jedną ręką i wznowił pocałunek, tym razem głębszy. Czubek jego języka dotarł do podstawy języka doktora i delikatnie lizał mięsień, zapraszając go do długiego tańca.

Chociaż Qin Jing miał wiele do powiedzenia, w tym momencie nie chciał już mówić nic więcej. Zamknął oczy, gdy wieczorne słońce wiło się w przestrzeni między ich twarzami, lekko muskając jego powieki i barwiąc je na czerwono jak rubiny. Żarliwy pocałunek był odurzający, jak stuletnia butelka wina.

Qin Jing próbował odwzajemnić pocałunek, ale mężczyzna nie dał mu najmniejszej szansy, a delikatny pieszczota stała się agresywnym atakiem, pozbawiając doktora jakiejkolwiek własności nad własnymi ustami. Niemal stracił czucie w języku i mógł jedynie kołysać się na wzburzonych falach jak kajak podczas burzy.

Pochłonięty pocałunkiem, Qin Jing zapomniał przez jakiś czas oddychać przez nos, a gdy w końcu to zrobił i jego myśli nieco się oczyściły, zauważył, że wyższy mężczyzna zwolnił tempo. Jego język teraz wielokrotnie wpychał się głęboko do ust, wirując jak podczas stosunku.

Drażnienie sprawiło, że gardło Qin Jinga zadrżało, a w ustach pojawiła się ślina. Nie mogąc przełknąć, mógł jedynie pozwalać, by wyciekała z jego ust pomiędzy stłumionymi jękami.

Ich ciała znajdowały się niezwykle blisko siebie, a w miarę jak pocałunek się przedłużał, członek Qin Jinga zaczął się poruszać i wbijać swoją na wpół wzwiedzioną długość w udo wyższego mężczyzny.

Lekko się wiercił, pocierając swoją miękką erekcję o nogę partnera przez kilka warstw materiału, jakby błagał albo się drażnił.

Shen Liangsheng płynnie podążył za wskazówką, jego palce opuściły ucho doktora i powędrowały w dół jego pleców. Objął pośladki dłońmi, przyciskając biodra do siebie i jednocześnie żartobliwie je ugniatając.

Zanim Qin Jing się zorientował, Shen Liangsheng porzucił jego usta, kończąc pocałunek, i zamiast tego przeszedł do płatka ucha. Wyższy mężczyzna delikatnie ugryzł, zanim wziął całość do ust. Czubek jego języka przesunął się po krzywiźnie chrząstki, zanim wślizgnął się do środka i zwilżył każdy milimetr skóry.

Dreszcz przebiegł przez Qin Jinga i niemal pozbawiło go to sił. Musiał ze sobą walczyć, by utrzymać się w pozycji pionowej. Ze zdziwieniem odkrył wrażliwość swoich uszu.

Shen Liangsheng mocno objął doktora i świadomy potencjału tego gestu, bez chwili przerwy wsuwał i wysuwał język do jego ucha.

Mmm… – Bez zagłuszających go ust mężczyzny jęk Qin Jinga stał się głośniejszy i wyraźniejszy. Czuł, jakby to coś w jego uchu nie było językiem, ale wężem. Miejsca, których dotykał, mrowiły, a rozgrzany oddech mężczyzny był jak wąż, który wgryzał się coraz głębiej, od ucha do serca, a następnie wraz z przepływem krwi do reszty ciała, pozostawiając jego kości, skórę – każdy centymetr jego istnienia – obolałe z pożądania.

Instynktownie jego ciało wiło się, a skóra ocierała się o ubranie. Miękki materiał stał się teraz narzędziem tortur, nie robiąc nic, by złagodzić jego tęsknotę, a raczej pogłębiając problem. Nie pragnął niczego bardziej, niż je zerwać i oszczędzić sobie męki.

Jego członek był teraz całkowicie utwardzony, a czubek mokry. Chciał go dotknąć, ale ich ciała przylegały do siebie, nie dając mu miejsca na manewry. Jedyne, co mógł zrobić, to przylgnąć do pleców mężczyzny z całą siłą, jaką potrafił w sobie zebrać, niczym tonący chwytający kawałek drewna, dysząc i jęcząc.

Shen Liangsheng zaś był spokojny i opanowany, kontynuował zabawę z uchem, pozwalając doktorowi się go trzymać. Poczuł, jak oddech Qin Jinga przyspiesza. Znikąd szorstki dreszcz przebiegł przez mężczyznę w jego ramionach i wiedział, że znalazł wyzwolenie bez żadnego bezpośredniego kontaktu.

Qin Jing. – Shen Liangsheng go puścił. Jego wyraz twarzy był zimny jak lód, a jego oddech był w normie. Zamiast namiętnego i intymnego romansu, wyglądało to tak, jakby był na negocjacjach wojskowych na polu bitwy. – Pragnienie jest iluzją. Jeśli nie możesz się go pozbyć, musisz cierpieć.

Czy dajesz mi ostrzeżenie, Shen-hufa? – Gdy Qin Jing złapał oddech, wydawał się jak zwykle nonszalancki, spoglądając na niereagujące krocze towarzysza. – Ja nie mogę odpuścić. Ty nie możesz go podnieść. Sądzę, że jesteśmy kwita.

Nieważne, Qin-taifu. – Shen Liangsheng nie wydawał się zły i tylko skinął głową. – Noc jest młoda.


1. Nawiązanie do szóstego duḥkha (w buddyzmie jest to wszystko, co jest „niepokojące, niewygodne, nieprzyjemne, trudne, powodujące ból lub smutek”) – spotkania z tym, czego nienawidzimy (怨憎会苦).

Tłumaczenie: Ashi

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: