Tej nocy Qin Jing zapadł w głęboki sen, ale kiedy się obudził, słońce jeszcze nie wzeszło. Papier w oknie miał matowy, szary kolor.
Przytulił kołdrę i wpatrywał się w nią przez chwilę, zanim zauważył, że miał na sobie inne ubranie i nie czuł się lepko. Zdumiał się, że jego towarzysz tym razem poświęcił czas na opiekę.
Wstał z łóżka i zrobił kilka kroków. Mężczyzna prawdopodobnie nałożył też nową warstwę leku, bo jego pośladki były lekko wilgotne i chłodne. Poruszanie się lekko ciągnęło za rany, ale nie było to nic poważnego. Wyjął bawełnianą szatę i włożył ją, po czym umył twarz i usta w misce przy łóżku. Po tym rytuale otworzył drzwi i uderzył go podmuch wilgotnego, zimowego wiatru z południa. Horyzont powoli się rozjaśniał, ale w niedalekiej odległości gromadziły się gęste, czarne chmury, które mogły przynieść później zimny prysznic.
Qin Jing wpatrywał się tępo w niebo, aż chłód przeniknął jego szatę i przyprawił go o dreszcze. Dopiero wtedy przypomniał sobie, żeby pójść do kuchni zagotować wodę, by móc się ogrzać. Odwrócił się i zobaczył dym unoszący się z kuchennego komina. Cienka, blada smuga przypominała samotnego ducha, który zmagał się w szarym świetle świtu przez kilka metrów, zanim niechętnie się rozwiewał.
– Jesteś tu jeszcze?
Qin Jing podszedł i obserwował zza drzwi, jak Shen Liangsheng robi owsiankę. Dopiero gdy zaswędział go nos i kichnął, przekroczył próg i zamknął za sobą drewniane drzwi, odcinając się od chłodu.
– Która godzina? – Gdy drzwi się zamknęły, w kuchni zrobiło się jeszcze ciemniej. Qin Jing podszedł do jedynego źródła światła – blasku ognia w piecu – i chwycił stołek, żeby usiąść i ogrzać dłonie.
– Minęła połowa godziny węża1 – odpowiedział chłodno Shen Liangsheng, ujawniając lekarzowi, że słońce wzeszło już dawno. Tylko z powodu złej pogody i zachmurzenia wciąż nie było widoczne o tej porze.
– Zima w tym roku przyszła naprawdę wcześnie. – Po ogrzaniu się przy piecu, znów poczuł senność i ziewnął. Stwierdził, że stołek jest wyjątkowo niewygodny dla pośladków, a jego talia dość słaba. Kątem oka dostrzegł Shen Liangshenga, więc po prostu oparł się o nogę mężczyzny. Po ponownym ziewnięciu pozwolił powiekom opaść, sprawiając wrażenie niewyspanego.
Shen Liangsheng pozwolił mu oprzeć się na nodze i nie odpowiedział na pogawędkę. Po chwili jednak Qin Jing poczuł dłoń na głowie, delikatnie muskającą jego rozpuszczone włosy.
– Wiesz, nie musisz tego robić. – Qin Jing spojrzał na mężczyznę. – Nie winię cię za nic.
Stojący hufa przechylił głowę i spojrzał lekarzowi w oczy, jakby czekał na więcej.
– Shen-hufa, nie zapomnij. – Qin Jing spojrzał na niego z uśmiechem, a jego oczy wciąż były szczere i ciepłe w szkarłatnym blasku ognia. – Kocham cię.
– Qin Jing. – Shen Liangsheng tym razem odpowiedział inaczej, niż zwykle. Zakładając luźne pasma włosów za uszy, odparł cicho: – Nie zapominaj własnych słów.
Po długim, milczącym kontakcie wzrokowym, to właśnie hufa pochylił się i pocałował lekarza w usta. Shen Liangsheng rozchylił wargi językiem i objął nim język partnera, ale ten nie posunął się dalej, jedynie muskając ich koniuszki w zmysłowej grze. W cichym mroku płytki pocałunek zdawał się emanować nieuchwytną intymnością.
Nagły krzyk ptaka z podwórza przerwał ciszę. Shen Liangsheng natychmiast cofnął się i poszedł do głównej części chaty, nie wracając przez jakiś czas. Qin Jing domyślił się, że mężczyzna wysłał sygnał dymny, który przywołał ptaka posłańca sekty Xing. Poszedł za nim. Shen Liangsheng stał przy biurku i pisał coś pożyczonym atramentem na papierze. Na krawędzi biurka siedział mały sokół, który przekręcił głowę, by przyjrzeć się Qin Jingowi swoimi pozornie inteligentnymi, czarnymi, paciorkowatymi oczami, gdy wszedł.
Qin Jing, zachowując dyskrecję, nie podejrzał kartki papieru i poszedł tylko do małego pokoju przylegającego do głównej izby. Znalazł nowy komplet pościeli, aby uprzątnąć bałagan, jaki panował na łóżku.
– To w porządku, jeśli masz jakieś sprawy do załatwienia – powiedział Qin Jing, rozkładając nową kołdrę. – Wygląda na to, że niedługo będzie padać. Może weźmiesz ze sobą parasol?
– Nie ma potrzeby. – Shen Liangsheng odłożył pędzel i złożył papier ryżowy na pół, po czym wsunął go do tuby na nodze sokoła. Poszedł na podwórko, żeby wypuścić ptaka, a kiedy wrócił, miał ze sobą miskę gorącej owsianki. Zobaczył, że lekarz już się rozebrał, położył do łóżka, otulił kołdrą i oparł o wezgłowie, więc rozkazał stanowczo:
– Zjedz przed snem.
– Nie śpię. – Qin Jing wziął owsiankę, między kęsami mówiąc: – Na zewnątrz jest za zimno, więc wybacz, że cię nie odprowadzę. Jeśli będziesz miał czas… – Spojrzał na twarz Shen Liangshenga, ale zgodnie z oczekiwaniami nie mógł niczego dostrzec. – Przyjdź ponownie, kiedy będziesz miał czas.
– Wysłałem wiadomość. – Wyższy mężczyzna również usiadł na łóżku i obserwował, jak lekarz je. – Wyjadę wieczorem.
– Ale w nocy drogi są wyboiste.
– To nie będzie miało znaczenia, gdy już się z nimi zapoznam.
Qin Jing chciał tylko pogawędzić, ale dostrzegł ukryte znaczenie słów hufy. Spojrzał w górę, myśląc, że znalezienie sensownej odpowiedzi jest zbyt trudne, więc w końcu przystawił łyżkę do ust mężczyzny.
– Chcesz trochę?
Ku jego zaskoczeniu, Shen Liangsheng otworzył usta i zjadł. Qin Jing obserwował, jak jego wąskie wargi rozchylają się i zamykają, i nie mógł się powstrzymać, by nie pochylić się i nie skraść pocałunku. Po skorzystaniu z okazji udawał nieświadomego i niewinnego, a jego chytry uśmiech sprawiał, że wyglądał jak aktor w todze uczonego.
Kiedy mężczyźni skończyli razem owsiankę, Shen Liangsheng wziął miskę i postawił ją na stole. Gdy się odwrócił, Qin Jing cofnął się, robiąc mu miejsce, i poklepał pościel. Na jego twarzy malował się krzywy uśmieszek. To doskonały przykład małego człowieczka, który czuł się wielkim.
– Przyłączysz się?
Łóżko Qin Jinga było dość duże i było w nim wystarczająco dużo miejsca dla dwóch mężczyzn. U wezgłowia znajdował się rząd ukrytych szuflad, w których mieściły się książki do czytania przed snem.
Qin Jing otworzył szufladę i wyjął kilka na chybił trafił, podczas gdy Shen Liangsheng zdjął buty i się położył. Następnie oparł się o wezgłowie i wziął owiniętego kołdrą lekarza w ramiona. Każdy wybrał książkę i zaczęli czytać, a atmosfera wokół nich była po raz pierwszy spokojna i kojąca.
Wkrótce zaczął padać deszcz, ale niezbyt intensywny. Szum mżawki był słyszalny tylko dlatego, że w środku panowała cisza. Na wezgłowiu łóżka stała lampa z wulkanicznego szkła. Qin Jing specjalnie poprosił o nią swojego shifu, aby mógł czytać w nocy. Szklany klosz był bardzo cienko oszlifowany i lśnił jasnym bursztynowym ombre. U dołu, w miejscu najciemniejszego koloru, wyrzeźbiono kilka kwiatów rajskiej jabłoni, które w blasku świec emanowały nutą zmysłowości.
Przenikliwy wiatr i lodowaty deszcz nie mogły zakłócić tej przestrzeni. W miękkim i ciepłym łóżku, otulony grubą kołdrą, Qin Jing trzymał w ramionach piękność… nie, był trzymany w ramionach piękności, leniwie kartkując książkę o jakiejś dynastii sprzed wieków.
Z drugiej strony, Shen Liangsheng miał książkę o kręgach i formacjach. Nie powinna być lekturą dla przyjemności, ale z jakiegoś powodu lekarz odłożył ją do szuflady. Po przeczytaniu pierwszych stron powoli dotarło do niego, o co chodzi – Qin Jing prawdopodobnie czytał ją często w dzieciństwie, sądząc po sporadycznych notatkach na marginesach. Nie były to ważne zapiski, a raczej luźne myśli.
Deszcz pada od trzy dni. Kiedy wyjdzie słońce? Xiao Rong powiedziała, że chce iść oglądać lotosy. Obawia się, że zapomni, jeśli ten deszcz będzie się utrzymywał dłużej.
A-Mao z sąsiedztwa urodziła miot szczeniąt. Chcę poprosić o jednego. Shifu mi nie pozwala. Uparty staruszek.
Powiedziałem Xiao Rong. Powiedziała, że się tym zajmie, jeśli o to poproszę, ale jej mama też się nie zgodziła.
Wiedziałam, że nie powinienem wychodzić, gdy zbliża się ten czas, ale nie mogłem się powstrzymać. Xiao Rong była przy mnie, gdy doszło do ataku. Przestraszyłem ją na śmierć. Powiedziałem jej, że ta choroba jest jak miesięczna krew, którą mają kobiety. Kiedy nadejdzie, nadejdzie. Kiedy minie, wszystko będzie dobrze. Skończyło się jednak na tym, że zostałem przez nią zrugany. Co ja takiego zrobiłem?
Shifu uziemił mnie na dwa miesiące z powodu tego, co zrobiłem. O Buddo, proszę, uratuj mnie.
Wymknąłem się, żeby znaleźć Xiao Rong, ale Shifu mnie złapał, zanim zdążyłem wyjść z zaułka. Minęły już trzy miesiące. Cholera.
Chyba zakochałem się w Xiao Rong. Cholera. Teraz jestem w poważnych tarapatach.
Shen Liangsheng przewracał kartkę po kartce. Po chwili Qin Jing odwrócił się, żeby coś powiedzieć, i zauważył pismo na stronie. Zamarł, jakby właśnie przypomniał sobie o istnieniu tej książki w szufladzie. Pokręcił głową, cicho chichocząc.
– To sprzed dziesięciu lat. Jakież to musi być żenujące dla ciebie.
– Ile miałeś lat? – zapytał obojętnie Shen Liansheng, nie odrywając wzroku od książki i przewracając kolejną stronę.
– Czternaście? Może piętnaście.
– Co wydarzyło się później?
Lekarz nie zrozumiał, więc Shen Liangsheng wskazał palcem na „Xiao Rong” i spojrzał na niego ukosem.
– Nic się nie stało. Shifu i ja się wyprowadziliśmy i nigdy już jej nie widziałem.
– Czy czujesz żal? Była twoją miłością z dzieciństwa.
– Ha, jesteś zazdrosny, Shen-hufa? – Qin Jing rzucił mężczyźnie rozbawione spojrzenie. – Oczywiście był ku temu powód. Nie pożyję długo, więc nie powinienem marnować czasu pięknej panny.
Słysząc to, Shen Liangsheng odłożył książkę, aby przyjrzeć się wyrazowi twarzy doktora, lecz nie dostrzegł na nim śladu smutku, jakby nie mówił o własnej śmierci.
– Z powodu twojej choroby?
– Powiedzmy.
– Nie ma lekarstwa?
– Wcześniej nie, ale teraz może się znaleźć. – Qin Jing również odłożył książkę i wyprostował się w objęciach mężczyzny. Patrząc na towarzysza, powiedział: – Prosiłem cię o łodygę huai meng cao, żeby jakieś stworzyć.
– Mhm. – Wyraz twarzy Shen Liangshenga był łagodny, ale bardziej odpowiedni do sytuacji, gdy tematem rozmowy była zupełnie obca osoba.
– Shen-hufa, twoja reakcja naprawdę rozdziera mi serce. – Qin Jing nachylił się żartobliwie. – A może chcesz powiedzieć, że wolałbyś, bym umarł wcześniej, żebyś mógł szybciej znaleźć nowego męża?
– Qin-taifu. – Wyższy mężczyzna przyciągnął go bliżej i wsunął lewą rękę pod kołdrę, by lekko poklepać doktora po pupie. – Nierozsądnie jest zapominać o bólu po zagojeniu się rany.
Qin Jing przypomniał sobie o swoim cierpieniu z poprzedniej nocy i jego twarz zesztywniała. Zbyt przestraszony, by dłużej zachowywać się tak bezczelnie, otworzył książkę i wrócił do czytania.
Był teraz grzeczny, ale dłoń Shen Liangshenga już nie. Pozostała pod prześcieradłem i zaczęła głaskać udo doktora przez spodnie, po czym przesunęła się w górę, do jego brzucha, powoli go masując.
Początkowo Qin Jing czuł jedynie komfort masażu, więc rozluźnił się i pozwolił mężczyźnie pracować, aż ten rozchylił koszulę i dotknął jego nagiej skóry. Przesuwał palcami po jego talii, aż lekarz zdał sobie sprawę z nadchodzącego niebezpieczeństwa i pospiesznie odłożył książkę.
– Właściwie, Shen-hufa, moja rana jeszcze się nie zagoiła. Nadal boli, rozumiesz – powiedział, przytrzymując dłoń mężczyzny i marszcząc brwi.
– Nie ruszaj się – szepnął mu do ucha Shen Liangsheng. – Tylko podotykam. Nic więcej.
Zbadali, co było dozwolone, a co tabu, do tego stopnia, że ciało Qin Jinga nie miało już przed nim żadnych tajemnic, a mimo to jego policzki wciąż płonęły rumieńcem na dźwięk tego stosunkowo łagodnego sformułowania. Wkrótce brzoskwiniowa czerwień dotarła aż do uszu.
Od momentu, gdy Shen Liangsheng wyraził swoje intencje, zaczął swobodnie poruszać ręką. A ponieważ ubranie mu przeszkadzało, postanowił rozebrać lekarza do naga, ściągając koszulę i spodnie i odrzucając je na bok.
Jedyną reakcją Qin Jinga na powolne zrywanie i rzucanie bielizny w nieopisanie erotyczny sposób było przybranie jeszcze głębszego odcienia czerwieni na policzkach. Zdumiewał się, jak pozornie porządny, czysty mężczyzna może być taki…
Taki… jaki właściwie? Nawet sprytny, bezczelny Qin-taifu nie potrafił teraz znaleźć właściwego opisu.
– Wygląd przeciętny. Skóra jednak wyjątkowa.
Dłoń Shen Liangshenga leniwie wędrowała po nagim ciele – sutkach, talii, pośladkach, udach. Qin Jing nie widział ruchów mężczyzny przez grubą kołdrę, ale bardzo wyraźnie czuł, dokąd zmierza jego dłoń, siłę nacisku przy każdym dotknięciu i delikatne mrowienie. Członek, który był dręczony poprzedniej nocy, stopniowo reagował na stymulację, a jego oddech również przyspieszał.
– Nawet ta część jest miękka i jedwabista, jak skóra dziewicy.
Shen Liangsheng dotknął każdego kawałka skóry, którego mógł dosięgnąć, i doskonale wiedział, że lekarz jest podniecony. Jego otwarta dłoń zsunęła się do krocza i zamknęła się wokół członka. Wkrótce po kilku delikatnych ruchach całkowicie stwardniał. Chociaż nie był tak gruby ani długi jak jego własny, nie można było tego zignorować. Był delikatny i jedwabisty w dotyku jak skóra niemowlęcia, a maleńki otwór na górze był już lekko wilgotny.
– …bzdura.
Qin Jing skomentował ostatnią część zdania, ale Shen Liangsheng celowo źle zrozumiał, szepcząc mu do ucha:
– Jeśli mi nie wierzysz, Qin-taifu, sam zobacz.
Zanim wypowiedź dobiegła końca, lewa dłoń Qin Jinga, znajdująca się na zewnątrz kołdry, została wciągnięta pod nią i, częściowo siłą, a częściowo perswazją, przyłożona do jego piersi, wielokrotnie pocierając sutki, zanim zsunięto ją w dół, by chwyciła twardy trzon. Po chwili głaskania dłoń hufy przesunęła się w dół, by objąć jądra.
Podniecony przez mężczyznę i niezdolny do powstrzymania się, Qin Jing kontynuował pieszczoty, podczas gdy partner masował jego mosznę. Eksplodując rozkoszą, osiągnął spełnienie w czasie krótszym niż czas potrzebny do wypicia herbaty, brudząc świeżutką pościel.
Podczas gdy Qin Jing był czerwony i dyszał, Shen Liangsheng wydawał się niewzruszony. Zaczął pieścić sutki doktora, na zmianę dotykając jednego i drugiego, jakby te dwa guzki były jego osobistymi zabawkami.
– Powiedz, nigdy się nie rozbierasz, kiedy uprawiasz seks?
Złapawszy oddech, Qin Jing wyprostował się, wymykając się dłoni mężczyzny i patrząc na niego pytająco. Nie czekając jednak na odpowiedź, sięgnął zębami do węzła na pasku i rozerwał go.
– Wiesz, już od dłuższego czasu myślałem o tym, żeby cię rozebrać do naga.
Pewien święty kiedyś powiedział „niegrzecznie jest nie odwzajemniać się”. Qin Jing próbował zdjąć wierzchnią szatę Shen Liangshenga, jednocześnie żartując. Przez cały czas utrzymywał kontakt wzrokowy z mężczyzną, aby móc przerwać akcję w razie zagrożenia. To była wada bycia słabszym – tylko ci, którzy mieli władzę i wpływy, mogli igrać z pięknościami i dręczyć je do woli.
Shen Liangsheng był znacznie odporniejszy na zimno niż przeciętny człowiek, nosząc pod wierzchnią szatą tylko jedną warstwę, nawet zimą. Dłoń Qin Jinga zatrzymała się na guzikach i kontynuowała, nie widząc sprzeciwu na twarzy mężczyzny. Kiedy dostrzegł napiętą, nagą klatkę piersiową, serce zabiło mu mocniej.
Następnie zdjął mężczyźnie bieliznę i wyskoczył z niej sprawca, który dwukrotnie odpowiadał za jego bolesną ekstazę. W świetle wulkanicznej lampy jego czubek był czerwony, spuchnięty i cieknący, co świadczyło o długotrwałym podnieceniu.
– A ja myślałam, że to ty masz kontrolę… – Qin Jing lekko szturchnął członka, chichocząc. – Nie zauważyłem tego przez kołdrę, ale założę się, że od dawna jest sztywny, co?
Shen Liangsheng tylko spojrzał na niego uważnie, ale Qin Jing wciąż przekraczał jego granice, drocząc się z nim.
– Myślałem, że ta twoja mantra wymaga dużo wewnętrznej siły i opanowania? Co się teraz dzieje?
– A może zamiast mówić, Qin Jing, użyjesz swoich ust do czegoś innego?
Jeśli chodzi o bitwę na słowa, Shen Liangsheng nigdy nie pozwolił Qin Jingowi odnieść łatwego zwycięstwa. Po raz kolejny z łatwością uciszył lekarza jednym zdaniem. Ten zawahał się i przygryzł wargę, pytając:
– Naprawdę tego chcesz?
Shen Liangsheng nie odpowiedział, ale jego gesty mówiły głośno i wyraźnie. Przytrzymując głowę lekarza, przycisnął ją do dołu.
Qin Jing pozwolił mężczyźnie zaprowadzić się do tej potworności. Kiedy przysunął się bliżej, zamknął oczy i wsunął członka do ust, ale zmieścił się tylko w połowie, zanim dotknął podstawy jego języka.
Qin Jing trzymał go tylko w ustach, a Shen Liangsheng go nie poganiał. Dawszy lekarzowi trochę czasu na przyzwyczajenie się, poprowadził jego głowę tam i z powrotem.
Pręt rzeczywiście nie miał typowych rozmiarów, tak bardzo, że policzki Qin Jinga były rozciągnięte i obolałe, nie pozostawiając miejsca na ssanie. Udało mu się poruszyć językiem, żeby przesunąć go po całej długości, próbując jednocześnie zassać. Czasami udawało mu się polizać maleńki otwór i poczuć słony, piżmowy smak nasienia. Nie czuł wstrętu, a nawet połknął go wraz z własną śliną, patrząc na mężczyznę.
W świetle lampy brwi Shen Liangshenga były lekko zmarszczone, a oczy częściowo przymknięte. Z wysokim nosem i wąskimi ustami, jego twarz należała do osoby pozbawionej emocji i pożądania, ale wkrótce ujawniła ślad podniecenia, który sprawił, że serce Qin Jinga zabiło mocniej. To on obsługiwał ustami innego mężczyznę, ale nie mógł powstrzymać własnego podniecenia.
Partner nie okazywał absolutnie żadnych oznak ulgi, nawet gdy policzki Qin Jinga były zbyt obolałe, by kontynuować, więc mógł jedynie porzucić zadanie i podczołgać się do ucha mężczyzny.
– Shen-hufa, moje usta zdają się nie być w stanie dokończyć zadania… – Zamilkł, a potem zniżył głos, mówiąc niemal niesłyszalnie: – Czy mógłbyś to skończyć własnymi rękami? Zawsze chciałem cię takiego zobaczyć.
Otwierając oczy w odpowiedzi na prośbę, Shen Liangsheng uśmiechnął się niejednoznacznie i odpowiedział lekko:
– Skoro tak bardzo tego chcesz, to obserwuj uważnie.
Po tych słowach Shen Liangsheng chwycił swojego członka i zaczął go spokojnie głaskać pod okiem lekarza. Obserwował, jak nagi mężczyzna klęczący przed nim znów zaczyna twardnieć i, najwyraźniej zniecierpliwiony, wkrótce przysuwa się, kładąc swoją odnowioną erekcję na jego dłoni, i cicho prosząc:
– Pomóż i mnie.
Shen Liangsheng objął doktora wolną ręką i przywarli do siebie, klatka piersiowa do klatki piersiowej, członek do członka. Obaj mężczyźni ocierali się o siebie, jedna główka zwilżała drugą.
Przytulając wyższego mężczyznę, Qin Jing jęczał mu cicho do ucha słodkie słówka.
– Twoje… jest takie przyjemne… tak…
– Och? – Z uniesionymi brwiami Shen Liangsheng wyciągnął rękę za plecy lekarza i wsunął palec z maścią jako smarem. – Nie czujesz się lepiej w środku?
– Lepiej nie… – Qin Jing wrócił do rzeczywistości po tej groźnej uwadze. – Możemy o tym porozmawiać na-następnym razem.
– Powinieneś był o tym pomyśleć, zanim mnie skusiłeś. Już za późno, żeby udawać niewiniątko. Qin Jing, na pewno narobisz sobie kłopotów swoją lekkomyślnością.
O dziwo, Qin Jing nie odpowiedział, lecz spojrzał na niego z uśmiechem. Dopiero po dłuższej chwili przemówił:
– Nieczęsto słyszę, żebyś wypowiadał tyle słów. – Zrobił pauzę, a potem dodał: – Kocham cię.
Shen Liangsheng wytrzymał jego spojrzenie, ale pozostał niewzruszony i przyspieszył ruchy dłoni. Głaskał ich na całej długości lewą ręką, jednocześnie wsuwając i wysuwając palec drugiej dłoni z Qin Jinga, od czasu do czasu drapiąc pewien wrażliwy punkt. Wkrótce doprowadził lekarza do orgazmu, ale być może z powodu nadmiernej rozkoszy, wytrysk był niewielki, a Qin Jing leżał bezwładnie, dysząc na piersi wyższego mężczyzny.
– Jesteś szczuplejszy niż wtedy, gdy cię poznałem. – Shen Liangsheng wciąż był twardy, ale zdawał się nie spieszyć. Musnął plecy lekarza i powiódł palcami po wystających łopatkach.
– Tak. Może wkrótce wyruszę w drogę ku oświeceniu i innemu światu. Chcesz, żebym cię zabrał?
– Qin Jing. – Shen Liangsheng odpowiedział pytaniem niezwiązanym z tematem. – Ciągle wspominasz o miłości, ale dlaczego tym razem nie martwisz się, że możesz zmarnować czyjś czas?
– No cóż, też mam do ciebie pytanie! – kontynuował żartobliwie Qin Jing, chichocząc. – Czy po mojej śmierci będziesz miał problem ze znalezieniem męża lub żony? Jeśli nie, to dlaczego miałabym się martwić?
Nie odpowiadając na zaczepki, Shen Liangsheng ponownie przycisnął głowę lekarza w dół.
– Possij jeszcze trochę – rozkazał.
Posłuszny Qin Jing zrobił, jak mu kazano, ale tym razem wyższy mężczyzna go nie oszczędził. Wbijał się w ciepłą jamę, aż ślina ciekła po całej powierzchni przyrodzenia. Lekarz bełkotał jakieś słowa, ledwo mógł oddychać, a łzy napłynęły mu do oczu. Dopiero wtedy Shen Liangsheng wytrysnął gorącym nasieniem prosto w usta mężczyzny, ale się z nich nie wycofał, zmuszając go do połknięcia.
Ekhe, ekhe, ekhe! Reakcja Qin Jinga nie wynikała z obrzydzenia, lecz po prostu się zadławił. Kiedy znów się odezwał, jego głos był bardzo ochrypły.
– Bądź spokojny, Shen Liangsheng… – Qin Jing spojrzał na mężczyznę, opierając dłoń na piersi, jakby wciąż łapał oddech, a drugą ręką otarł z kącika ust kroplę mlecznobiałej cieczy. – Nasz koniec nastąpi dopiero wtedy, gdy rozdzieli nas śmierć.
1. Godzina węża – przypada na godziny od 9:00 do 11:00 rano.