Living to Suffer

Rozdział 1620 min. lektury

Szczerze mówiąc, tym razem Shen Liangsheng nie wykorzystał całego swojego arsenału w walce Buddy z Marą1. Nie dlatego, że jego myśli krążyły wokół romantycznych kaprysów, ale dlatego, że mnich otwarcie ogłosił, że Shaolin posiada poszukiwane przez nich strony, co wzbudziło jego podejrzenia.

Po chwili namysłu zdecydował się nie toczyć otwartej wojny i wycofali się bez strat. Następnie Shen Liangsheng najpierw napisał do trzech podróżujących tangchu, prosząc ich o jeszcze większą czujność i poszukiwanie informacji w jianghu, a następnie do Miao Jan, opisując wydarzenia i prosząc o wszelkie dostępne informacje.

Sokół posłaniec przyleciał i odleciał. Miao Jan wydawała się pewna, że to pułapka i napisała: „Te łyse muły prawdopodobnie chcą nas zatrzymać na następne dwa tygodnie, a gdy niebiańska data minie, to oznacza to dla nich zwycięstwo. Jeśli stanie się coś gorszego, możemy zebrać sektę i zniszczyć tę nędzną świątynię”.

Schowawszy list Miao Jan, Shen Liangsheng otworzył kolejną tajną wiadomość i zmarszczył brwi, czytając jej treść. Rozkazał dwóm starszym, aby bacznie obserwowali to miejsce, zanim sam udał się do Kaifeng.

Chociaż Qin Jing opuścił Shaolin, nie odszedł daleko. Zaszył się w największym kasynie w Kaifeng, przegrywając i wygrywając, wygrywając i przegrywając. Kiedy się zmęczył, wracał do gospody, żeby odpocząć, a po przebudzeniu od razu rzucał się do gry, całkowicie tracąc poczucie dnia i nocy.

„Zerwanie” było z pewnością ważne. Qin Jing dostrzegł dobroć w oczach opata, ale w myślach prowadził potajemną rozmowę:

Musisz wiedzieć, Tashi, że ten mój shifu tak naprawdę nie ma sobie równych. Jego sztuki walki są może trochę lepsze od moich, ale jego medycyna i formacje nie. A jednak postanawia mnie opieprzyć. Piję, a on jest. Rzucam kośćmi, a on jest. Nie pozwolił mi nawet mieć psa, kiedy byłem dzieckiem. Nie ma nic gorszego od niego.

Ale ten stary dziad zaraz umrze.

Nie potrafię i nie chcę zerwać tej więzi.

Temu uczniowi nigdy nie było dane pojąć dobroci Buddy w tym życiu”.

Od czasu otrzymania ostatniego listu od swojego mistrza, Qin Jing nie potrafił pozostać bierny. Poczuł potrzebę zrobienia czegoś, czegokolwiek, nawet pochopnego, aby potwierdzić, że żyje.

Udał się do Shaolin i zastawił śmiertelną pułapkę. Nienawiść w nim trochę osłabła, ale niepokój ani trochę. Sięgnął więc po kości i stale utrzymywał przyzwoity poziom alkoholu we krwi, planując spędzić resztę życia w ten beztroski sposób.

Pewnej nocy Qin Jing w końcu dotarł z powrotem do gospody w godzinę szczura. Zasnął w chwili, gdy tylko padł na łóżko, ale obudził go pęcherz nad ranem. Otworzył oczy tylko po to, by zobaczyć białą postać stojącą przy łóżku. Przerażony, pomyślał, że naprawdę nawiedził go duch.

– Och… to tylko ty, Shen-hufa – zauważył beznamiętnie. – Myślałem, że nie masz dla mnie czasu. – W końcu, po odzyskaniu panowania nad sobą, rozpoznał gościa. Zmarszczył brwi z powodu bólu głowy po kacu, ale, o dziwo, nie czuł urazy ani smutku, nienawiści ani furii. Zdążył nawet pomyśleć: „No cóż, tym razem biały duch wuchang naprawdę po mnie przyszedł”.

Shen Liangsheng nie zareagował ani werbalnie, ani mimiką, ale był dość zaskoczony. Czy ten mężczyzna rzeczywiście zapomniał, co zrobił nie tak dawno temu? Co więcej, ta obojętna postawa była u niego raczej rzadka.

W rzeczywistości Qin Jing myślał, że sekta Xing już zdobyła strony, za które jego shifu zapłacił życiem. Jednak Shen Liangsheng zaczął go szukać, gdy tylko przeczytał wiadomość od szpiegów donoszącą, że Qin Jing „nadal przebywa w gospodzie Kaifeng” i nie otrzymał żadnych wieści od sekty.

Shen Liangsheng milczał i Qin Jing milczał. Po chwili martwej ciszy doktor w końcu się ocknął i spróbował otrząsnąć się po swoim wcześniejszym, nieco obojętnym tonie. Usiadł przy okrągłym stole w pokoju i zaczął pocierać czoło, badając grunt.

– Musisz mi wybaczyć mój nocny temperament…

– Obawiam się, że gdybym miał cię usprawiedliwić, nie dotyczyłoby to tej sprawy – zauważył beznamiętnie Shen Liangsheng. – Dam ci jedną szansę na wytłumaczenie się, Qin-taifu.

Qin Jing otworzył usta, ale nic nie powiedział. Zaplanował spotkanie, podczas którego prawda wyszłaby na jaw, czyniąc jego życie czymś więcej niż cennym. W takim przypadku mężczyzna nie byłby w stanie zmusić go do poniesienia konsekwencji za formację w Shaolin. Nigdy jednak nie zastanawiał się, co zrobić w takiej sytuacji.

Mężczyzna jeszcze nie wiedział i on sam nie mógł tego wyjawić. W istocie, prędzej czy później musiał umrzeć, ale na miłość boską, nie mógł umrzeć teraz. Ten człowiek, prawdziwa reinkarnacja Mary, prawdopodobnie wciąż był wściekły z tego powodu, więc musiał wymyślić, jak ma ten gniew uśmierzyć i nie dostać mieczem w serce.

– Mój shifu ma szeroki zasięg, a ktoś poprosił mnie o przysługę. Był zbyt zajęty, żeby zrobić to sam, więc mnie zgłosił. Co mogłem zrobić… – Qin Jing wydusił z siebie jakąś wymówkę. – Za każdym razem, gdy nachodził mnie ból serca, byłem praktycznie na wpół martwy. Mój shifu bał się, że umrę, więc zabrał mnie do Shaolin i nawet sprawił, że jeden mnich przyjął mnie na świeckiego ucznia. Musiałem więc odwdzięczyć się za tę przysługę… – Pod koniec nawet Qin Jing poczuł, że siła jego słów słabnie, więc porzucił tę taktykę i zamiast tego wstał i chwycił Shen Liangshenga w pasie, nucąc mu w pierś: – Shen-hufa, Shen-hufa, wiem, że się myliłem. Nie denerwuj się na mnie, dobrze?

Shen Liangsheng wciąż się nie odzywał, ale widząc, że mężczyzna go nie odepchnął, Qin Jing kontynuował swój bezczelny uścisk.

To było coś znajomego. Przez ubranie mężczyzny czuł temperaturę, która delikatnie go pieściła. W powietrzu wokół jego nozdrzy unosił się aromat kadzidła, które wąchał już wiele razy.

Kontynuując uścisk, Qin Jing poczuł, że niepokój, który wisiał nad nim przez wszystkie te dni, ustępuje miejsca niewypowiedzianemu pragnieniu zmieszanemu z jeszcze bardziej niewytłumaczalnym poczuciem absurdu.

Miał nienawidzić i kiedyś właśnie to zrobił, ale jego nienawiść do sekty Xing ukradkiem znikała, gdy tylko chodziło o Shen Liangshenga. W końcu to ten mężczyzna sprawił, że poczuł ciepło w jego objęciach, jakby smacznie spał przy piecu w środku zimy, gdy kwitną śliwy.

– Shen Liangsheng, więc przytulanie cię to takie uczucie…

– …

– Minęło tyle czasu. Prawie zapomniałem, jak to jest.

– Minął dopiero miesiąc lub coś koło tego. – Shen Liangsheng w końcu przemówił, oczywiście swoim chłodnym tonem. Szerokie dłonie jednak objęły talię Qin Jinga i przysunęły mężczyznę nieco bliżej. Jego słowa nie miały już znaczenia i nie brzmiało to już tak, jakby przyszedł domagać się wyznania, lecz raczej jakby wpadł na schadzkę, by podzielić się słowami pocieszenia i tęsknoty.

– Czy mógłbym cię jeszcze trochę potrzymać? – wyszeptał Qin Jing, muskając nosem brodę mężczyzny. – Dopiero teraz naprawdę czuję, jak bardzo za tobą tęskniłem.

– Czuję też, jak bardzo za mną tęskniłeś, gdy planowałeś te wszystkie śmiertelne pułapki w formacji.

– Nie wiedziałem, że to będziesz ty. – Chociaż Shen Liangsheng wrócił do tematu, Qin Jing nie bał się teraz, gdy był pewien, że nic mu nie zrobi. – Poza tym doskonale znam twoje możliwości. Nawet jeśli dałaby radę uwięzić boga, to ty byłeś poza jej zasięgiem.

– Jakie możliwości? – Shen Liangsheng pochylił się i pocałował go w nos. – Co wiesz poza moimi możliwościami w łóżku?

– To jedyne, na których mi zależy. – Qin Jing zawsze potrafił zrobić jedno: pokonać drugą osobę wulgaryzmami. Po żarcie dodał: – Ale naprawdę za tobą tęsknię.

– Myślałem, że możesz to poczuć tylko wtedy, gdy mnie przytulasz?

– Nie, robię to cały czas – kontynuował żart Qin Jing. – Zwłaszcza gdy…

– Gdy co?

– Nie udawaj, że nie wiesz.

– A dlaczego miałbym wiedzieć?

– Zwłaszcza kiedy leżę w łóżku w nocy… – wyszeptał mężczyźnie do ucha. – Przód… i tył, obie strony szaleńczo za tobą tęsknią.

Po wdaniu się w słowną potyczkę z lekarzem Shen Liangsheng musiał przyznać, że nie ma sposobu, aby poradzić sobie z tą śliską rybką, która nie chciała utrzymać się na desce do krojenia.

– Qin Jing, odpuszczę to tym razem, ale jeśli kiedykolwiek…

– Obiecuję, że to się nigdy więcej nie powtórzy. – Qin Jing szybko wykorzystał okazję i przybrał poważny wyraz twarzy.

Shen Liangsheng spojrzał na niego i powiedział:

– Niezły jesteś.

– Co? – Qin Jing był zagubiony.

– Jeszcze nic nie zrobiłem. – Shen Liangsheng puścił jego talię i poklepał go po twarzy jedną ręką, a drugą zsunął do krocza. – Więc co tu jest?

Qin Jing, obudzony w środku nocy, miał na sobie tylko bieliznę, a jego lekko twardy członek nie miał gdzie się schować. Nie dlatego, że podniecało go patrzenie na twarz Shen Liangshenga, ale dlatego, że powstrzymywał się od dłuższego czasu.

Skupił się na uspokojeniu gniewu mężczyzny, a teraz, gdy gniew minął, jego biologiczny popęd powrócił. Odepchnął dłonie mężczyzny i powiedział pospiesznie:

– Chcę to zrobić, ale proszę, wybacz mi, muszę iść do toalety.

– Możesz iść później. – Shen Liangsheng sięgnął prosto po majtki i ściągnął je do kolan. Głaszcząc mężczyznę, zwilżył pozostałe palce w dzbanku z zimną herbatą i włożył je w Qin Jinga. Po szybkiej palcówce, wyjął swoją twardą jak skała erekcję i powoli ją wsunął.

Prawda kryjąca się za tym, że kiedyś wdarł się siłą, była taka, że wymusił również własną erekcję, kierując qi na swoją męskość, a wszystko z powodu jakiegoś niezadowolenia. Tym razem jednak jego członek gwałtownie spuchł, gdy masturbował mężczyznę i wsunął mu palce. Stało się to tak gwałtownie, że Shen Liangsheng nie mógł powstrzymać cichego śmiechu. Z ciebie też niezłe ziółko!

I nie dotyczyło to tylko tej sprawy. Dotyczyło to bardziej momentu zniszczenia formacji. Przechodzień nie dostrzegłby wahania, gdy ostrze roztrzaskało miraż, ale sam Shen Liangsheng doskonale wiedział, że choć to był fałszywy obraz, jego uderzenie osłabło, choć tylko na ułamek sekundy.

Okazało się, że już wpadł w to tak głęboko.

– Uch… – Qin Jing stęknął z powodu tępego bólu z tyłu, ale jeszcze bardziej z powodu dyskomfortu w pachwinie. Naprawdę potrzebował toalety, ale także ulgi. Tego uczucia nie potrafił opisać.

To był pierwszy raz, kiedy robili to na stojąco. Nogi Qin Jinga nie były szeroko rozstawione, a Shen Liangsheng mógł czerpać przyjemność z tej pozycji, po prostu będąc tak mocno trzymanym przez kanał.

Dawszy lekarzowi trochę czasu na przyzwyczajenie się, Shen Liangsheng zaczął powoli i niezbyt forsownie się poruszać. Qin Jing wciąż mógł ustać na nogach, ale jego erekcja coraz bardziej słabła.

Lewa dłoń hufy ani na chwilę nie puściła jego obolałego członka i traktowała go inaczej niż kiedykolwiek wcześniej, ugniatając i ciągnąc dość brutalnie. Qin Jing był rozdarty między bólem a przyjemnością i jakimś sposobem doszedł do poznania niewypowiedzianej rozkoszy trzymania go w sobie, mimo silnego dyskomfortu. Jego członek zdawał się nadmiernie chętny do uwolnienia z powodu zbliżającego się strumienia moczu, a maleńka szparka została zbombardowana uczuciem, które zwykle odczuwał tuż przed orgazmem – swędzeniem i gorącem. Jęki wyrwały mu się z ust, zanim zorientował się, gdzie się znajdują, i zmusił się do milczenia.

Kwatera była zaledwie przeciętnym zajazdem. Pokój nie był zbyt duży, a ściany również były cienkie. O tej spokojnej porze każdy głośniejszy dźwięk prawdopodobnie zwróciłby uwagę sąsiadów, odwodząc Qin Jinga od wszelkich nieprzyzwoitych zachowań.

Shen Liangsheng wiedział o jego obawach. Nagle zmienił sposób pchania, wsuwając tylko połowę męskości, tak że główka uderzała prosto w ten wrażliwy punkt, delikatnie pocierając, ugniatając i szturchając. Qin Jing osłabł i upadłby, gdyby nie prawe ramię hufy obejmujące go w talii. Nie chciał wydawać żadnych dźwięków, więc przygryzł wargę, tłumiąc krzyki i przekształcając je w stłumione, żałosne jęki.

– Słysząc cię w ten sposób, naprawdę mam ochotę zrobić ci krzywdę – zauważył Shen Liangsheng leniwie, zanim wznowił pełne pchnięcia. Nie ominął tego guzka i upewnił się, że za każdym razem, gdy wchodził, ocierał się o niego. Jego dłoń również przyspieszyła i po kilkudziesięciu pchnięciach poczuł, jak mężczyzna zadrżał, a dwie białe kulki wystrzeliły daleko w głąb ciemnego pomieszczenia. Członek jednak nie opadł, a z wąskiej szparki wytrysnęła gęstsza sperma, spływając po całej długości i zwilżając dłoń Shen Liangshenga.

– Spójrz na to. Nie możesz się zadowolić jednym orgazmem. – Rzeczywiście, hufa nie zamierzał mu łatwo odpuścić. Nie dając mężczyźnie chwili wytchnienia, ponownie zaczął masować erekcję z pełną prędkością, a jego biodra kołysały się jeszcze intensywniej, wytrącając Qin Jinga z równowagi. Doktor upadł do przodu i musiał się podeprzeć na stole. Jego stłumione szlochy nasiliły się, brzmiąc jeszcze bardziej kusząco niż nieskrępowane krzyki.

Po około stu pchnięciach Shen Liangsheng zauważył, że jego ramiona opierają się o stół, więc puścił talię lekarza. Lewą rękę pozostawił na męskości, głaszcząc ją, podczas gdy prawa przesunęła się na brzuch, gdzie wyczuł lekkie wybrzuszenie z powodu pełnego pęcherza. Lekko je nacisnął.

– Nie… – Qin Jing poczuł ukłucie, ale jego członek poczuł nutę przyjemności. Drgnął kilka razy, najwyraźniej osiągając spełnienie.

– Tak szybko? – mruknął mu do ucha Shen Liangsheng, unosząc brew, ale jego dłoń nadal głaskała członka pokrytego lepką cieczą, od czasu do czasu drapiąc szparę i uniemożliwiając mu zmięknięcie, mimo że wytrysk miał już miejsce dwa razy. Mógł tylko stać, drżąc i pozwalając hufie robić, co mu się żywnie podobało.

Qin Jing naprawdę myślał, że umiera. Rozkosz nie przestawała tryskać z dwóch miejsc poniżej, a co więcej, dłoń mężczyzny ani na chwilę nie puszczała jego brzucha. Czasem delikatnie go pieściła, a czasem mocno uciskała. Sygnały ostrzegawcze wystrzeliły do jego mózgu wraz z potokami ekstazy, a tył głowy pulsował z potrzeby orgazmu i jednoczesnego opróżnienia pęcherza. W końcu stracił wszelkie poczucie i zrozumienie, dochodząc raz po raz. Z dolnej wargi sączyły się strużki krwi, ale nic nie czuł.

Po kolejnej chwili Shen Liangsheng uznał, że doktor osiągnął kres swoich możliwości, ponieważ jego członek nie stwardniał, bez względu na to, jak się nim bawił – miękki guzek leżał żałośnie w jego dłoni. Nogi mężczyzny były pokryte białą, lepką mazią.

– Ja… ja naprawdę nie mogę… już… Po prostu się pospiesz, proszę, błagam… – Qin Jing wykorzystał krótką pauzę, by wydusić z siebie błaganie, ale ledwo skończył, a pchnięcia powróciły. Dłoń na jego brzuchu też pracowała mocniej niż wcześniej. Nie miał już sił, by troszczyć się o sąsiadów, więc błagał ochrypłym, chrapliwym głosem.

– Nie…nie…błagam cię… Nie mogę…naprawdę nie mogę… błagam cię, przestań… Shen…błagam cię…nie naciskaj… – W końcu Qin Jing zrozumiał, że Shen Liangsheng tym razem mu nie odpuści. Mężczyzna nie zazna spokoju, dopóki nie nadepnie na resztkę jego godności. Pozostało mu więc tylko odwrócić głowę i wygłosić ostatnią prośbę: – Ja… nie mogę już wytrzymać… Proszę, wyjmij nocnik spod łóżka…

Słysząc to, Shen Liangsheng podniósł go jednak ze stołu za włosy, usiadł na krześle i posadził doktora na swoich kolanach, nie przerywając ich połączenia. Ta seria ruchów sprawiła, że jego członek wypełnił się ogromną przyjemnością, a on sam poczuł zbliżający się orgazm.

– Po prostu zrób to tak. – Shen Liangsheng zaczął pchać, rozchylając nogi mężczyzny. Trzymając w dłoni jego bezwładnego członka, wyszeptał mu do ucha: – Pozwól mi cię obserwować.

Światło księżyca wpadało przez misterną drewnianą ramę okna na podłogę obok stołu. Nogi Qin Jinga zwisały w jego blasku i widział wszystko, co się z nim działo. Nie mógł sobie wyobrazić wstydu, jaki wiązałby się z sikaniem tuż przed mężczyzną, ale pragnienie uderzało w niego niczym fale, a pęcherz miał rozciągnięty do granic możliwości. Mimo to dłoń mężczyzny wciąż go pocierała i uciskała, aż jego oczy zrobiły się czerwone i wybuchnął szlochem.

– Naprawdę nie mogę się powstrzymać… Czy możesz po prostu nie patrzeć…

Shen Liangsheng nie zwrócił na to uwagi. Nie pierwszy raz doktor płakał w łóżku, więc mocno się w nim zagłębiając, przypomniał:

– Nie musisz się powstrzymywać.

– Mmnn… mmn… – Stymulacja w jego wnętrzu była tak oszałamiająca, że jęknął przez szloch, mimo że zdecydowanie nie mógł dojść. Kilka kropel czegoś gorącego wyciekło z jego szparki, ale ponieważ absolutnie nie chciał stracić kontroli nad własnym pęcherzem przed tym mężczyzną, powstrzymał resztę przed ucieczką. Niestety, jego członek wciąż tkwił w dłoni hufy, który kilka razy mocno szarpnął, niwecząc jego wcześniejsze wysiłki. Krzycząc, Qin Jing nie był w stanie się oprzeć i w końcu stracił całkowitą kontrolę. Gorący strumień wytrysnął i uderzył w podłogę. Był to jednocześnie orgazm i utrata panowania nad funkcjami fizjologicznymi. Jego otwór drżał i piekł, a wraz z prymitywną sceną, którą Shen Liangsheng w jakiś sposób uznał za zmysłową, hufa osiągnął punkt kulminacyjny, głęboko zanurzony w mężczyźnie.

– Nadal płaczesz? – Widząc, że mężczyzna wciąż drży, choć nie wydaje dźwięku, Shen Liangsheng zdał sobie sprawę, że płacz nie ustał, więc wyślizgnął się z ciała mężczyzny. Następnie obrócił go, by wziąć w ramiona i złożył mu delikatne pocałunki na oczach. – Nie płacz teraz.

– W porządku. – Qin Jing skinął głową, ale łzy po prostu płynęły dalej. Nie było już szlochu, tylko niekończący się strumień, który po prostu trwał w ciszy.

– To nic wielkiego – powiedział Shen Liangsheng żartobliwie i przepraszająco, myśląc, że tym razem chyba trochę przesadził. – Nie zrobię tego więcej, dobrze? Jeśli będziesz dalej płakał, pomyślę, że naprawdę ożeniłem się z dziewczyną.

– W porządku. – Qin Jing ponownie skinął głową, ale łzy nadal nie ustawały. Wyglądał na zaskoczonego własnym zachowaniem. Jego pusty wzrok przesunął się po ramionach Shen Liangshenga, a ciało zesztywniało jak gliniana figurka.

Shen Liangsheng milczał przez chwilę, po czym przyciągnął go do piersi i odgarnął mu włosy.

– W porządku, o co chodzi?

– …Nie wiem.

Opierając się o pierś mężczyzny, Qin Jing zadawał sobie to samo pytanie. On też nie wiedział, co się dzieje. Wyglądało to tak, jakby niewylane łzy nocy, w której siedział w milczeniu aż do świtu, w końcu wypłynęły i nie dały się ujarzmić.

Ale dlaczego potrafił płakać tylko w objęciach tego mężczyzny?

Naprawdę nie wiedział

– Qin Jing… – W końcu, gdy Shen Liangsheng poczuł, że całe jego ramię jest mokre od łez lekarza, lekko odepchnął mężczyznę i spojrzał mu w oczy. – Płaczesz tak, bo myślisz…

– Hę? – Człowiek nie był w całości zrobiony z wody, więc stopniowo płacz ustał sam. Słysząc, jak głos hufy cichnie, Qin Jing uspokoił się w oczekiwaniu.

– Czy to dlatego, że myślisz, że ja…

– Co ty? – Qin Jing po raz pierwszy widział tego mężczyznę tak niezdecydowanego. Jego ciekawość wzrosła, gdy sformułowanie jednego zdania zdawało się zajmować mężczyźnie godziny.

– Czy nadal pamiętasz, o co mnie wtedy pytałeś? – Shen Liangsheng zmienił temat i zadał pytanie.

– O której godzinie?

– Kiedy rozmawialiśmy o sekcie Qiseshan.

– Aha… – Qin Jing odpowiedział głośno, domyślając się konsekwencji, ale nie był pewien, co tak naprawdę powie mężczyzna.

– Od tej chwili bądź posłuszny i nie sprawiaj żadnych kłopotów.

– W porządku – zgodził się bez przekonania, jednocześnie rozmyślając nad faktem, że Shen-hufa marnuje czas, ostrzegając człowieka, który nie miał żadnego „od tej chwili”.

– Ko… – Shen Liangsheng zająknął się, nie mogąc wydusić z siebie słowa „kocham cię”, ale wiedział, że musi coś powiedzieć, widząc, jak bardzo zdenerwowany jest lekarz. W końcu wziął go za rękę, splótł ich palce i przekręcił słowa. – Jeśli to zrobisz, to od teraz będę się tobą opiekował.

Słowa te sprawiły, że Qin Jing zamarł. To było zbyt absurdalne.

– Shen Liangsheng…

A może też trochę ponure.

– Kocham cię, Shen Liangsheng.

Nie czuł wdzięczności ani chęci zemsty, ale mimo to szczerze spojrzał mężczyźnie w oczy i wyraźnie wypowiedział każdą sylabę.

– Nie zapomnij więc dziś swoich słów.

Kiedy noc się skończy, gdy woda opadnie i ukażą się skały, modlę się, abyś pamiętał każde swoje dzisiejsze słowo.

I modlę się, abyś na zawsze zapamiętał to, co czułeś w tym momencie.


1. Mara – buddyjski demon stojący na drodze do przebudzenia.

Tłumaczenie: Ashi

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: