– Co z moim stetoskopem?
Xiao Ji wcale nie wydawał się przestraszony podejrzeniami Lin Qiushiego i w odpowiedzi zadał mu ostre pytanie.
– Używałeś go dziś rano, prawda? – zapytał Lin Qiushi.
Xiao Ji ani nie zaprzeczył, ani nie potwierdził. Wyczuł, że pytanie jest pułapką, więc nic nie mówił.
Jednak Xiao Mei, siedząca obok niego, odezwała się spokojnie:
– Tak, dziś rano otworzył skrzynię ze stetoskopem. Ktoś inny też to widział.
Wskazała na osobę w tłumie, która skinęła głową, dając do zrozumienia, że dziewczyna nie kłamie.
– Kiedy przechodziłem obok salonu, zobaczyłem Xiao Ji otwierającego skrzynię. Użył też stetoskopu.
– Czyli twój stetoskop jest obecnie sprawny? – zapytał Lin Qiushi. – Jeśli nie ma żadnych problemów, czy mogę na niego zerknąć?
Xiao Ji prychnął, zdjął stetoskop z szyi i rzucił go mężczyźnie.
– Chciałbym zobaczyć, jaki kit próbujesz nam wcisnąć.
Lin Qiushi wziął stetoskop.
– Xiao Mei, nic nie jadłaś, prawda?
Kobieta skinęła głową i obojętnie odpowiedziała:
– Tak. Xiao Ji słyszał wczoraj Hakobito, więc nic nie zjadłam.
To nie był dziwny obrót spraw, wręcz przeciwnie, całkiem normalny. W końcu liczba Hakobito stopniowo rosła. Dziwniejsze byłoby, gdyby od początku Xiao Ji nigdy nie natknął się na coś takiego.
– Mh, skoro da się usłyszeć ruchy Hakobito, to znaczy, że ten stetoskop na pewno działa – powiedział Lin Qiushi. – W takim razie spróbujmy.
Założył stetoskop i wybrał losowo wybraną osobę obok siebie, przyciskając końcówkę do jej klatki piersiowej. Zgodnie z oczekiwaniami nie wychwycił żadnych dźwięków. Nic nie dobiegało przez końcówki, które włożył do uszu.
– Nic nie słyszę – powiedział Lin Qiushi. – Wy też możecie spróbować.
Rzucił stetoskop komuś innemu.
Inna osoba wzięła przedmiot i po uważnym osłuchaniu potwierdziła, że przez niego nic nie słychać.
Wyraz twarzy Xiao Ji stał się zimny.
– Chcesz, żebym został skazany tylko na podstawie tego? – powiedział.
Lin Qiushi wzruszył ramionami.
– Twój stetoskop jest zepsuty, więc jak usłyszałeś dźwięki z wnętrza skrzyni?
Xiao Ji uniósł brodę.
– A ja myślałem, że jakoś udowodnisz mi winę. No cóż, przepraszam, ale już to próbowałem. Ten stetoskop jest wyjątkowy. W ogóle nie słyszy bicia ludzkiego serca.
Usta Lin Qiushiego wygięły się w łuk.
– Och? Jesteś pewien?
– Rekwizyty za drzwiami różnią się od tych na zewnątrz. Yu Linlin, chyba nie chcesz mnie oczernić, żeby mi odebrać stetoskop?!
Z całej siły uderzył pięścią w stół, najwyraźniej będąc na granicy ataku szału z powodu niesłusznego oskarżenia.
– Jesteś pewien, że przez ten stetoskop nie słychać bicia serca i że to po prostu specjalny przedmiot? – zapytał Lin Qiushi.
– Co? Sugerujesz, że znasz mój przedmiot lepiej ode mnie?
Xiao Ji był uparty. W końcu stetoskop zawsze był przy nim. Mógł mówić, co chciał i nikt nie mógł nic zrobić.
Lin Qiushi westchnął i wziął przedmiot z powrotem do ręki.
– Jaka szkoda. Gdybyś tego nie powiedział, naprawdę nie wiem, co bym zrobił.
Mówiąc to, zaczął rozbierać stetoskop na części.
Słuchawki stetoskopu miały metalowe pierścienie, które można było odkręcać, a w środku zamontowano specjalne dyski wzmacniające dźwięk. Jednak kiedy Lin Qiushi rozkręcił jeden z nich i wyjął dysk, wszyscy patrzący na stetoskop byli w szoku – ponieważ przestrzeń za nim była wypełniona kłębkiem gęstej waty, skutecznie tłumiąc dźwięk. To oczywiste, że nie dałoby się przez to nic usłyszeć.
Kiedy Xiao Ji po raz pierwszy zobaczył watę, zamarł. Potem, wykrzywiając się ze złości, ryknął:
– Kto powiedział, że możesz rozmontować mój stetoskop…!
Rzucił się przed Lin Qiushiego, próbując odebrać mu przedmiot, ale Sun Yuanzhou, który już stał obok w pogotowiu, powstrzymał go.
Xiao Ji zauważył, że nie może dosięgnąć stetoskopu i zaczął przeklinać. Łatwo było zauważyć, że jego reakcja była dość dziwna.
W obliczu gróźb i obelg chłopaka, Lin Qiushi pozostał niewzruszony. Spokojnie wyjął watę i złożył stetoskop z powrotem. Tym razem bicie serca było wyraźnie słyszalne.
Lin Qiushi się zaśmiał.
– To właśnie tego użyłeś do rozpoznania, czy skrzynia zawiera Hakobito? Bardzo imponujące.
Xiao Mei dołączyła do niego z szyderczym uśmiechem. Od śmierci ukochanego w jej ciele zaszła nieodwracalna zmiana, która całkowicie wyrugowała niezręczność i nieśmiałość nowicjuszki, czyniąc ją nieporównywalnie zimną.
Widząc taką interakcję między Lin Qiushi i Xiao Mei, Xiao Ji w końcu wszystko zrozumiał i rzucił kobiecie wściekłe spojrzenie.
– Zdradziłaś mnie? – warknął. – Cholerna suko, wypchałaś mi stetoskop watą?!
Xiao Mei skrzyżowała ramiona na piersi i chłodno przyglądała się chłopakowi.
– A co jeśli tak zrobiłam?
– Dlaczego, kurwa, mnie wydałaś? – zapytał Xiao Ji. – Pomogłem ci zabić Wei Xiude…!
Na to Xiao Mei zaczęła się śmiać tak głośno, że aż popłynęły jej łzy. Otarła kąciki oczu i powiedziała:
– Czy jesteś aż tak głupi? Pomogłeś mi? Czy nie pomagałeś sobie? Poza tym… – Jej głos stał się brutalny, a ton głosu sprawiał wrażenie, jakby chciała obedrzeć go ze skóry. – Hako Onna zabiła mojego ukochanego, a ty z nią współpracujesz?! Zasługujesz na śmierć!
Xiao Ji tak dyszał ze złości, że jego oczy zrobiły się czerwone. Aby uniemożliwić mu ucieczkę, ktoś inny przyniósł liny i związał go. Lin Qiushi złożył stetoskop z powrotem i położył go na stole.
– Chciałbyś jeszcze coś powiedzieć? – zapytał.
Xiao Ji zacisnął zęby i uśmiechnął się szyderczo.
– Ha, i co z tego, że to ja? Zabij mnie, jeśli potrafisz.
Tak naprawdę nie polegał na stetoskopie, żeby znaleźć wroga, ponieważ mógł otwierać trzy skrzynie dziennie i wystarczyło jedynie słuchać wskazówek Hako Onny, aby uniknąć błędów.
Gdyby im nie powiedział, że skrzynia, którą Xiao Mei chciała wczoraj otworzyć, zawierała Hakobito, mógłby się obronić. Wyglądało jednak na to, że ci ludzie podejrzewali go od dawna.
– Jaka szkoda. Naprawdę myślisz, że nie mogę cię zabić? – Lin Qiushi wstał i podszedł do Xiao Ji, spuszczając głowę i wpatrując się w niego. – Znam mnóstwo sposobów.
Xiao Ji najpierw zadrżał pod wpływem spojrzenia Lin Qiushiego, ale potem rozgniewał się na własną reakcję. Obnażył zęby i się roześmiał.
– Hahahah, ty też jesteś żałosny! Co z tego, że mnie zabijesz? Jeśli to zrobisz, twoja ukochana wróci do życia? Ona już nie żyje! Zginęła wczoraj w nocy, zabiła ją Hako Onna. Nie chcesz wiedzieć, gdzie jest gaśnica? Powiem ci, to ja ją schowałem. I to w skrzyni, więc nikt z was jej nigdy nie znajdzie!
Zanim Lin Qiushi zdążył się ruszyć, obok niego przemknęła Xiao Mei. Kopnęła Xiao Ji prosto na ziemię, a następnie brutalnie przydepnęła jego dłoń.
– To wszystko twoja wina – krzyknęła. – To twoja wina, że on nie żyje. Jesteś potworem, potworem, który stanął po stronie demonów! Zgiń!
– Xiao Mei, uspokój się! – Sun Yuanzhou rzucił się, by ją chwycić, martwiąc się, że zrobi coś, czego nie powinna. Choć byłby to sposób na rozładowanie gniewu, zapłaciłaby za to życiem.
– Wiem. – Xiao Mei zatrzymała się i lodowatym tonem powiedziała: – Wiem. Nie umrę. Będę żyć. Będę żyć dla niego. – Podniosła rękę, otarła łzy i jej głos ścichł. – To ja miałam otworzyć tę skrzynię…
Kiedy jednak ją usłyszał, Xiao Ji tylko się roześmiał, głośno i radośnie. Odwrócił się do Lin Qiushiego z wrogością w oczach i ostrymi słowami na końcu języka, planując znowu go sprowokować, gdy nagle usłyszał lekkie kroki w drzwiach, a po nich rozbawiony głos.
– Kto ci powiedział, że nie żyję? – Wszyscy drgnęli i spojrzeli w stronę drzwi, gdzie zobaczyli, że Ruan Nanzhu, który powinien był umrzeć poprzedniej nocy, pojawił się przed nimi. Mężczyzna spojrzał na wszystkich z uśmiechem, powoli podchodząc do Lin Qiushiego. – Kochanie, wróciłam.
Lin Qiushi spojrzał na niego i się nie odezwał.
– Nie wierzę, nie wierzę! Jak mogłaś przeżyć?! Nie wierzę! – krzyczał przeraźliwie Xiao Ji.
Zabicie Ruan Nanzhu praktycznie oznaczało zwycięstwo. Nie dość, że powodowało to zaginięcie klucza, to jeszcze zniszczył przedmiot, który mógł zabić Hako Onnę. Jednak ta osoba, która powinna była zginąć, nagle pojawiła się przed nim cała i zdrowa!
– Młody, chcesz wiedzieć, dlaczego weterani nie lubią zabierać nowicjuszy do zbyt wielu drzwi? – Ruan Nanzhu patrzył na niego wzrokiem pełnym współczucia. – Bo tylko przechodząc przez drzwi, możemy mieć jakąś kartę w rękawie. Naprawdę myślisz, że to wszystko jest na nic?
Lin Qiushi stał obok Ruan Nanzhu, mierząc go wzrokiem. Zauważył czerwony okrąg, który znaczył nadgarstek mężczyzny – wyglądał, jakby ktoś go wytatuował, mocno się odznaczając na bladej skórze.
– Spójrz. Czyż nie wyglądam doskonale? – Ruan Nanzhu zwrócił się do Xiao Ji. – Jesteś zaskoczony? Jesteś oszołomiony?
Xiao Ji drżał. Był tak zły, że omal nie zemdlał.
– O cholera, Zhu Meng, jak ty do cholery przeżyłaś?! – Liang Miye, widząc Ruan Nanzhu, również była zdumiona. Teraz zadawała pytanie, które wszyscy chcieli zadać. – Ty… ty… czy…
– Mówiłam ci, mam asa w rękawie – powiedział Ruan Nanzhu. – Nie ma się czym martwić…
Mówiąc to, obserwował Lin Qiushiego, który całkowicie go ignorował, stojąc obok z beznamiętnym wyrazem twarzy. W myślach zaczął przeklinać.
– Najpierw dowiedzmy się od niego, gdzie jest gaśnica – wtrącił się Lin Qiushi. – To ważniejsze.
– Pozwól mi to zrobić – powiedziała ciepło Xiao Mei, obracając kosmyk włosów przy uchu. – Gwarantuję, że kiedy uzyskam odpowiedź, będzie jeszcze żył.
– Co zamierzasz zrobić?! – Xiao Ji był przerażony tym, co zobaczył w oczach Xiao Mei i znów zaczął przeklinać, używając całej serii naprawdę brzydkich słów. Gdy zauważył, że ani trochę jej to nie ruszyło, spróbował ponownie zagrać na jej uczuciach. – Xiao Mei, naprawdę cię lubię! Inaczej nie pomógłbym ci zabić Wei Xiude!
Kobieta tylko się roześmiała.
– Ha, zabić Wei Xiude? – powiedziała bez cienia emocji. – Oczywiście, że głupi nowicjusz jest łatwiejszy do kontrolowania niż przebiegły weteran. Poza tym nie sądzę, żebyś pozostawił mnie przy życiu.
Ponieważ Xiao Ji i Hako Onna doszli do porozumienia, z pewnością zabiłby wszystkich pozostałych, dzięki czemu byłby chroniony przez zasadę drzwi. Xiao Mei byłaby naprawdę głupia, gdyby uwierzyła w jego bzdury.
Kobieta miała co do tego całkowitą pewność. To był również powód, dla którego zdecydowała się na współpracę z Lin Qiushim. Spojrzała na Ruan Nanzhu.
– Naprawdę myślałem, że nie żyjesz.
Ruan Nanzhu tylko się uśmiechnął, nie wypowiadając się jednoznacznie.
Pozostali zaczęli wypytywać Xiao Ji o lokalizację ukrytej gaśnicy. Lin Qiushi siedział z boku, niewiele mówiąc. Właściwie od powrotu ukochanego, nie odezwał się do niego ani słowem.
Ruan Nanzhu początkowo wciąż się uśmiechał i mu dokuczał. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że coś jest nie tak i poprosił go o wyjście na zewnątrz, żeby mogli porozmawiać w cztery oczy.
Lin Qiushi beznamiętnie podążył za nim do pokoju na uboczu.
– Proszę bardzo. Co chciałeś powiedzieć?
– Linlin, jesteś zły? – jęknął Ruan Nanzhu robiąc smutną minę. Jego piękna mordka wyglądała niezwykle żałośnie. – Proszę, nie bądź na mnie zły.
Prawdę mówiąc, w każdy inny dzień gniew Lin Qiushiego prawdopodobnie nie trwałby długo po zobaczeniu takiej miny, ale dziś mężczyzna prychnął tylko raz, beznamiętnie i dwuznacznie.
– Linlin, Linlin… – powiedział Ruan Nanzhu. – Nie złość się już, tak mi przykro, kiedy widzę, że jesteś zdenerwowany.
Wziął dłonie Lin Qiushiego i delikatnie cmoknął kącik jego ust.
– Proszę?
Lin Qiushi pozostał niewzruszony.
– Pozwól, że zadam ci tylko jedno pytanie.
– Tak?
– Byłeś pewien, że przeżyjesz?
– Oczywiście, że byłem tego…
Nim zanim zdążył skończyć mówić, Lin Qiushi przerwał mu i, tłumiąc w sobie ogromny gniew, użył jego prawdziwego imienia.
– Ruan Nanzhu, po tym wszystkim nadal będziesz mnie okłamywać?!
– Linlin, naprawdę miałem zabezpieczenie – powiedział Ruan Nanzhu. – Pamiętasz drzwi z lustrami, kiedy dałem ci tę czerwoną bransoletkę? Może zneutralizować trzy nadprzyrodzone ataki… – Wyciągnął nadgarstek, pokazując Lin Qiushiemu jaskrawoczerwony ślad na ramieniu. – Widzisz? Czyż nie czuję się doskonale?
Mówiąc to, uśmiechnął się do niego pochlebczo. Jednak słysząc to wyjaśnienie Lin Qiushi tylko prychnął.
– Gdybyś naprawdę wiedział, że przeżyjesz, czy schowałbyś w sypialni klucz i drewniany kołek? – Wściekał się coraz bardziej, a jego ostatnie słowa brzmiały jak stłumiony krzyk. – Zamierzasz mnie traktować jak idiotę?
Ruan Nanzhu chciał wyjaśnić, ale Lin Qiushi miał już dość słuchania.
– Porozmawiamy o tym na zewnątrz. Nie jestem teraz w dobrym humorze i jeśli będziemy dalej gadać, naprawdę się na ciebie wścieknę.
Po tym odwrócił się i odszedł, nie dając partnerowi szansy na wyjaśnienia. Ruan Nanzhu jęknął bezgłośnie.
W tamtej chwili Lin Qiushi naprawdę myślał, że nie żyje. Dopiero gdy usłyszał pożegnalne słowa Ruan Nanzhu – „Yu Linlin, kocham cię” – to wszystko zrozumiał w ułamku sekundy.
Gdyby naprawdę myślał, że umrze, to podczas ostatniego wyznania powinien przynajmniej użyć jego prawdziwego imienia. Lin Qiushi, gdy wszystko zrozumiał, natychmiast się uspokoił. Całą swoją furię skierowaną do Ruan Nanzhu zakopał głęboko w sobie.
Przesłuchanie przyniosło rezultaty – Xiao Ji powiedział im, gdzie ukrył gaśnicę. Lin Qiushi nie zapytał, jakiej metody użyła Xiao Mei. Nie był na tyle uprzejmy, by wybaczyć komuś, kto o mało nie doprowadził do śmierci Ruan Nanzhu. Pozostawienie chłopaka przy życiu było jego ostatnim aktem łaski.
Xiao Ji przyznał się do wszystkiego. Powiedział, że zaraz po przybyciu na miejsce zawarł pakt z Hako Onną. Miał o wiele więcej szczęścia niż martwa Tian Guxue. W chwili, gdy przekroczył próg, otrzymał stetoskop, a także ukrytą księgę zasad.
Oczywiście, żeby nikt go nie podejrzewał, ukrył przedmiot w jednej ze skrzyń w salonie. Następnie, po przeczytaniu zasad, odłożył je na półkę w jadalni. Następnie otworzył trzy skrzynie z rzędu na oczach wszystkich. „Znalazł” przedmiot i jedną z mocy Hako Onny.
Jeśli chodzi o Tian Guxue, była ona jedynie zasłoną dymną, którą przygotowała Hako Onna. Kiedy Ruan Nanzhu podejrzewał dziewczynę, to od początku czuł, że coś jest nie tak, ponieważ nie wydawała się wystarczająco inteligentna, by być kompetentnym partnerem. I rzeczywiście tuż za nią stał lepszy gracz, Xiao Ji, którego nikt nawet nie podejrzewał.
Jednak kiedy Ruan Nanzhu przydarzyło się coś nieoczekiwanego, Lin Qiushi zaczął się nad tym wszystkim zastanawiać. Skontaktował się prywatnie z Xiao Mei i namówił ją do pogrzebania przy stetoskopie Xiao Ji. Miał sporo szczęścia – chłopak natychmiast się ujawnił i pozwolił Lin Qiushiemu potwierdzić, że to on jest kretem.
Wszystko poszło gładko, pomijając osobę, która go okłamała.
Ruan Nanzhu musiał już domyślić się obecności drugiej wtyki. Przewidział nawet, że stanie się jego celem, a żeby uchronić Lin Qiushiego przed niebezpieczeństwem, ukrył wszystko i skierował dwie moce Hako Onny na siebie. Prawda była taka, że wszystko, co robił, było ryzykowne. Nawet jeśli był prawie pewien, że bransoleta wytrzyma atak, wciąż pozostawało trochę niepewności. Dlatego postanowił zostawić klucz i przedmiot, zamykając się w pokoju Tian Guxue.
Lin Qiushi rozumiał tę logikę, ale wciąż nie potrafił opanować gniewu. W chwili, gdy pomyślał o Ruan Nanzhu umierającym samotnie w tym pokoju, nie pozostawiając nawet ciała, które mógłby odzyskać, było mu to cholernie trudno znieść.
– Czy między wami wszystko w porządku? – zapytała cicho Liang Miye, bo kiedy wrócili, dziwna atmosfera między nimi stała się wręcz niepokojąca.
– Wszystko w porządku – odpowiedział chłodno Lin Qiushi. – Co może być nie tak?
Liang Miye zatkało. Naprawdę nie wyglądali dobrze. To był pierwszy raz, kiedy widziała u Ruan Nanzhu tak usłużny wyraz twarzy.
– Kochanie, jesteś głodny?
– Nie.
– Kochanie, jesteś spragniony?
– Nie.
– Kochanie…
– Nie nazywaj mnie kochaniem.
– Linlin…
– Zamknij się.
Tak właśnie wyglądała ich rozmowa, a wszyscy wokół, którzy ich słuchali, zaczęli wyglądać dziwnie. Sun Yuanzhou zmusił się do śmiechu i odchrząknął kilka razy, zanim powiedział:
– Owszem, wyglądacie razem uroczo, ale to nie czas na flirt. Porozmawiajmy najpierw o Hako Onnie.
Jak zdobyć przedmioty, jak zabić Hako Onnę i jak się stąd wydostać – to były najważniejsze sprawy.
– Pozostało nam co najwyżej sześć dni – powiedział Ruan Nanzhu. – Po tym czasie Hako Onna prawdopodobnie będzie mogła ponownie aktywować kartę Jestem za tobą. Jeśli do tego czasu się nie wydostaniemy… Cóż, to może być nasz koniec.
– Przedmiotem, który mamy i który może zabić Hako Onnę, jest drewniany kołek. Kiedy ustalimy, gdzie się znajduje, możemy ją nim ugodzić, a żeby użyć mocy, musi zapłakać. – Sun Yuanzhou również uporządkował myśli. – Jeśli poczekamy…
– Zgadza się – powiedział Ruan Nanzhu. – Ale kołka można użyć tylko raz, a jeśli zrobimy to w niewłaściwym miejscu, stracimy ważny przedmiot. – Drewniany kołek musiał zostać użyty przed otwarciem skrzyni. Kontynuował: – Nie zużyłem benzyny, którą podaliście mi przez szparę w drzwiach. To również kluczowy przedmiot.
– Mh, po prostu nie wiemy, czy istnieje jakaś zauważalna różnica między skrzynką Hako Onny a Hakobito – powiedział Lin Qiushi. – Jeśli za pomocą stetoskopu słychać jakąś różnicę, to będzie wspaniale. Jeśli nie, będzie trochę trudniej.
Patrząc na obecną sytuację, gdy Hako Onna płakała, można było jedynie potwierdzić, w którym pokoju się znajdowała, ale w każdym pomieszczeniu było po kilka skrzyni. Wiązało się to dla nich z pewnym ryzykiem.
– Znalezienie większej ilości przedmiotów byłoby bezpieczniejsze – powiedział Ruan Nanzhu. – Jednak czas nam ucieka.
Wszyscy zaczęli się nad tym zastanawiać.
Dziś Hako Onna prawdopodobnie zaczęła zdawać sobie sprawę, że sytuacja nie wygląda dobrze, więc nie użyła mocy ani nie krzyknęła. Lin Qiushi mógł jedynie potwierdzić, że znajduje się na pierwszym piętrze, ale nie znał jej konkretnej lokalizacji.
Jeśli nie zapłacze, nie zrobią postępu. Mogą tylko czekać.
W trakcie oczekiwania Ruan Nanzhu bezczelnie próbował nawiązać rozmowę z Lin Qiushim. Początkowo mężczyzn odpowiadał zwięźle, ale gdy się zdenerwował, w ogóle nie zawracał sobie nim głowy i grał w coś na telefonie.
Na twarzy Ruana Nanzhu pojawiła się uraza. Chciał być tym, co Lin Qiushi trzyma w dłoni.
Liang Miye obserwowała ich interakcje i powstrzymywała śmiech. Przywódca Obsydianu, Ruan Nanzhu, był taki surowy i zimny w prawdziwym świecie, ale kto by pomyślał, że w środku będzie taki słodki? Oczywiście nie odważyła się roześmiać, bo jeśli zirytowałaby Ruana Nanzhu i naprawdę go rozgniewała… Nie zamierzała być przez niego traktowana tak samo jak on przez Lin Qiushiego.
Lin Qiushi był wyraźnie nadal zły i nie było to byle jakie zdenerwowanie.
Widząc go w takim stanie, Ruan Nanzhu był zaniepokojony. Pomyślał, że jeśli nie uda mu się go udobruchać jako piękna Zhu Meng, to za drzwiami będzie mu jeszcze trudniej.
Idąc spać wieczorem, Ruan Nanzhu wślizgnął się do jego łóżka.
– Linlin, boję się. – Zhu Meng wpatrywała się niewinnie w Lin Qiushiego wielkimi, ciemnymi, pięknymi oczami. – Mogę spać z tobą, proszę?
Lin Qiushi pozostał niewzruszony.
– Boisz się?
– Tak.
– To wspaniale. Ja też się boję.
Po czym wstał, zostawiając go samego i kładąc się na łóżku obok.
Ruan Nanzhu zatkało. O cholera, o cholera, jego najdroższy Linlin był naprawdę zły i to tak zły, że nawet słodkie słówka nie pomagały!
Tłumaczenie: Ashi
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Tom II
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53
Tom III
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77
Tom IV
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95
Tom V
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 126
Rozdział 126
Tom VI
Rozdział 127
Rozdział 128
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6
Ekstra 7
Ekstra 8
Ekstra 9
Ekstra 10