Dwadzieścia minut. Biorąc pod uwagę obecną sytuację, ten czas może minąć w mgnieniu oka.
Wiele myśli krążyło w głowie Lin Qiushiego, ale odkrył, że żadna z nich nie pomoże mu uratować Ruan Nanzhu. Jedyne, co mogło mu pomóc – czyli drewniany pal – znajdowało się przy nim, lecz nie wiedział, czy może posłużyć do zabicia Hako Onny po aktywowaniu mocy. Nie wiedział też, czy benzyna, którą wsunął pod drzwiami drzwi, może zostać użyta… Nic nie wiedział, a ceną za niewiedzę mogło być życie Ruan Nanzhu.
Lin Qiushi poczuł niewysłowioną bezsilność. W obliczu zasad panujących w drzwiach był tak słaby, niczym modliszka krzyżująca ramiona przed samochodem. Ją można było tylko zmiażdżyć, a on mógł tylko patrzeć, jak umiera jego ukochany.
– Yu Linlin. – Nagle obok niego rozległ się głos. Xiao Ji, który stał daleko, podszedł do niego w pewnym momencie. – Wszystko w porządku, Yu Linlin?
Lin Qiushi spojrzał na niego. Chłód w jego spojrzeniu sprawił, że nawet Xiao Ji zamarł.
– Klucz, który wyjęliśmy wcześniej z sejfu… Czy nadal jest przy niej? – Xiao Ji bez ogródek przeszedł do sedna. – Jeśli Hako Onna go dorwie, będziemy w kiepskiej sytuacji, więc…
– I co z tego? – odpowiedział lodowato Lin Qiushi.
– Chodzi mi o to, czy nie mogłaby przekazać ci klucza przez szparę pod drzwiami…?
Zanim zdążył dokończyć, Lin Qiushi mu przerwał.
– Nie.
Nagle zgaszony przez Lin Qiushiego, Xiao Ji mógł tylko niezręcznie się roześmiać.
– Dobrze. Jeśli nie może… to nieważne.
„Nieważne”, powiedział, ale wszyscy inni, którzy to usłyszeli, nie wyglądali na zbyt przyjaźnie nastawionych. W końcu to był klucz do drzwi. Jeśli Hako Onna go ukryje, ich szanse na ucieczkę będą jeszcze mniejsze. I tak sposób, w jaki ludzie patrzyli na Lin Qiushi, zmienił się minimalnie. Współczucie zostało pomieszane z czymś innym.
On również odczuł tę zmianę, ale nie zareagował. Prawda była taka, że w tamtej chwili w jego głowie zrodził się dość szalony pomysł.
Drzwi miały swoje zasady. Jeśli została tylko jedna osoba, to ta osoba była pod ochroną drzwi. Wszystkie ghule i potwory w środku nie były w stanie zrobić jej krzywdy.Jeśli Ruan Nanzhu zostanie ostatnią osobą… Lin Qiushi siłą porzucił tę myśl. Mimo to strach przed utratą partnera był jak wąż zaciskający się wokół niego. Z każdą sekundą zawijał się coraz mocniej.
– Czy macie coś do powiedzenia?
Lin Qiushi nawet nie zauważył, że kiedy to powiedział, pozostali się odsunęli, przestraszeni jego wyrazem twarzy i tonem głosu.
– Linlin. – Sun Yuanzhou wyglądał, jakby chciał coś powiedzieć, ale w końcu stłumił to i tylko westchnął. – Zapomnij o tym… Nie będziemy cię zmuszać.
– Niby jak możemy go nie zmuszać! – rozległ się ostry głos z tłumu. Lin Qiushi spojrzał i zobaczył Xuan Zihui, która zawsze miała pretensje do Ruan Nanzhu. Zaczęła krzyczeć: – Jeśli ona umrze, nasz klucz przepadnie! Yu Linlin, wbij sobie to do głowy, jeśli cię kocha, sama odda ci klucz! Nie pozwoliłaby ci tu tak umrzeć!
Lin Qiushi wpatrywał się w nią, a jego oczy zamarzały niczym głębokie jeziora. Początkowa waleczna postawa Xuan Zihui, pod jego mrocznym spojrzeniem, zmieniła się w dziwnie nieśmiałą. Cofnęła się nawet o kilka kroków, przełykając ciężko ślinę.
– To… To tylko sugestia.
– Mhm – powiedział Lin Qiushi. – Więc mam prawo nie brać jej pod uwagę, tak?
Xuan Zihui nie mogła wydusić z siebie ani słowa, jedynie wściekle przygryzała dolną wargę.
– Jeśli coś jej się naprawdę stanie i nie znajdziemy tego kreta, to zgińmy tu wszyscy razem – dodał Lin Qiushi łagodnym i serdecznym tonem.
Kąciki jego ust uniosły się, a oczy stały się ciemne jak ocean przed burzą.
– Nie pozwolę, żeby osoba, która ją zabije, wyszła stąd żywa.
Wszyscy wiedzieli, że Lin Qiushi mówił poważnie. Nie odważyli się już więcej próbować go przekonać i mogli tylko patrzeć, jak czas upływa.
– Zhu Meng… – Lin Qiushi przycisnął twarz do drzwi. – Jesteś taka sprytna. Pomyśl, proszę, pomyśl, czy jest jakiś inny sposób…
Ruan Nanzhu wyczuł, że jego partner jest na skraju załamania nerwowego.
– Linlin, nie panikuj, pozwól mi to przemyśleć. Może… może jest jakieś inne wyjście. Nie panikuj.
Lin Qiushi zacisnął zęby.
– Okłamałaś mnie. Naprawdę, cholera, okłamałaś mnie.
Teraz, gdy o tym myślał, Ruan Nanzhu prawdopodobnie to przewidział.
Już w ciągu dnia dziwnie się zachowywał. Lin Qiushi myślał, że coś mu przypomniało o przeszłości, ale teraz wiedział, że to nie tylko wspomnienia, ale także domyślił się, że musi być druga wtyka.
Jednak co mógł zrobić? Pozostało mu jedynie zamknąć się z dala od innych, bo gdyby Hako Onna użyła tej mocy, być może nie tylko on musiałby umrzeć.
Jako jej główny cel, Ruan Nanzhu zrobił wszystko, co w jego mocy. Przynajmniej wykorzysta na niego swój najgroźniejszy atak i Lin Qiushi nie będzie w takim samym niebezpieczeństwie.
W pokoju zapadła cisza. Lin Qiushi nie chciał już tracić czasu, więc wstał, udał się na pierwsze piętro i zaczął otwierać skrzynie. Gdyby udało mu się znaleźć najbardziej przydatny przedmiot w grze, być może Ruan Nanzhu miałby jeszcze szansę na przeżycie.
Liang Miye wyraźnie domyśliła się, co Lin Qiushi chce zrobić. Patrzyła, jak otwiera dwie skrzynie, nic w nich nie znajdując, a potem podchodzi do trzeciej.
– Linlin, musisz się otrząsnąć. – Liang Miye wiedziała, że lepiej nie działać mu teraz na nerwy, ale widząc jego zachowanie, zmusiła się do otwarcia ust. – Nie otwieraj trzeciej skrzyni. Nie wiesz, co się trafi, a jeśli coś ci się stanie, to Ruan… Zhu Meng będzie smutna!
Lin Qiushi całkowicie ją zignorował. Otworzył skrzynię, ale ostatnie jego nadzieje legły w gruzach. W środku było pusto. Żadnych przedmiotów, żadnej mocy, żadnego Hakobito – absolutnie nic.
W tym momencie mroczna myśl wdarła się do piersi Lin Qiushiego. Miał nadzieję, że uda mu się otworzyć Hakobito i odejść, zanim zrobi to Ruan Nanzhu – żeby nie musiał znosić tego, co stanie się później.
Kiedy do końca pozostało jeszcze około dziesięciu minut, wrócił do pokoju, w którym zamknięty był jego ukochany, usiadł, oparł się o drzwi i ukrył twarz w kolanach.
Ruan Nanzhu zdawał się wyczuwać ruch na zewnątrz.
– Linlin, to ty? – zapytał.
– Nie wiem, co robić. Jestem za słaby. Nie mogę cię uratować.
Zakrył twarz dłońmi, ramiona mu drżały. Czuł, że jest na skraju załamania.
Rozpacz w jego głosie sprawiła, że serce Ruana Nanzhu ścisnęło się, nawet po drugiej stronie drzwi. Uklęknął, przycisnął twarz do drewna i pocieszył:
– Linlin, nie martw się, proszę, nie płacz…
Jednak gdy mówił, jego uśmiech był gorzki. Pocieszenie, jakie mógł zaoferować, było marne.
– Kto to? Kim jest ten kret? Zgadłeś? – zapytał Lin Qiushi. – To on, prawda?
Potem wypowiedział jakieś imię, na co Ruan Nanzhu mruknął potwierdzająco.
– To najbardziej prawdopodobna opcja, ale potrzebujesz jeszcze potwierdzenia… Mam sposób… Zrób, co mówię…
Zaczął opowiadać resztę, przekazując sprawę dalej.
Lin Qiushi słuchał przez chwilę, nie odzywając się ani słowem. Jednak gdy Ruan Nanzhu myślał, że trochę się uspokoił, nagle powiedział:
– Gdyby wszyscy zginęli, to ty byś przeżył, prawda?
– Nie – odparł Ruan Nanzhu. – Jeśli „wszyscy” to również ty, to wtedy też bym nie przeżył.
– Przeżyłbyś. Oddałbym za ciebie życie, więc na pewno byś to docenił.
– Nie możesz zabić wszystkich. Jest ze mną jeszcze jedna osoba.
W pokoju wciąż była z nim Tian Guxue. Kiedy kobieta odkryła, że drzwi są zamknięte, kompletnie się załamała. Uznając ją za irytującą, Ruan Nanzhu po prostu związał ją prześcieradłami i zakneblował – wobec zdrajcy nie miał litości.
– Czego więc ode mnie chcesz?!
Słysząc odpowiedź Ruan Nanzhu, Lin Qiushi zaczął ryczeć. Był wściekły, wręcz wpadł w szał, waląc pięściami w drzwi przed sobą.
– Nie potrzebuję twojego poświęcenia, kurwa, chcę być z tobą! Nawet jeśli umrzemy, musimy być razem! Ruan Nanzhu, nie możesz się wczuć w moją sytuację?!
Ruan Nanzhu nie odpowiedział.
Po tych słowach Lin Qiushi uspokoił się i mruknął do siebie:
– Myślałem, że mamy jeszcze tyle czasu dla siebie…
Wyglądało na to, że rzeczywiście był zbyt naiwny.
Choć Ruan Nanzhu był zdolny, to co z tego? W obliczu celowych ataków potworów za drzwiami wciąż był zwykłym człowiekiem. Nawet jeśli coś odkrył, mógł jedynie dopilnować, by nikt inny nie został wciągnięty w ten bałagan.
– Yu Linlin, kocham cię – powiedział nagle cicho Ruan Nanzhu.
Słysząc to, Lin Qiushi zamilkł na chwilę, po czym w końcu przemówił ochrypłym głosem.
– Ja też cię kocham. Czy przeżyjesz? Proszę?
Ruan Nanzhu zdawała się coś mówić, ale nagle zza drzwi dobiegł przerażający krzyk. Lin Qiushi znał go aż za dobrze – to był głos Hako Onny. Spojrzał na zegarek na nadgarstku i zobaczył, że wskazówka minutowa zatrzymała się dokładnie na godzinie dwunastej. Hako Onna znów mogła użyć mocy.
Po krzyku zapadła cisza. Bez względu na to, jak Lin Qiushi wołał, z wnętrza nie było odpowiedzi. Zachwiał się, wstał i odszedł, potykając się. Przynajmniej teraz miał jeszcze coś do zrobienia – zemścić się za Ruan Nanzhu.
Wszyscy nadal szukali gaśnicy, ale nawet po godzinie dwunastej nikomu nie udało się jej znaleźć.
Lin Qiushi wrócił do pokoju. Usiadł na krześle i przez długi czas się nie ruszał. Liang Miye była bardzo zmartwiona jego stanem psychicznym, ale nie chciała go pocieszać, więc mogła jedynie siedzieć obok, dotrzymując mu towarzystwa.
Dopiero około trzeciej nad ranem odezwała się ostrożnie.
– Linlin, chcesz się przespać?
Lin Qiushi spojrzał na nią. Im dłużej się wpatrywał, tym bardziej włosy jeżyły mu się na ramionach kobiety.
– Och… No cóż, w porządku, skoro nie chcesz spać… – powiedziała pospiesznie.
Gdyby to się jej przydarzyło, byłaby w jeszcze gorszym stanie.
– Dobrze, prześpijmy się trochę.
Po tych słowach rzeczywiście położył się do łóżka i w mgnieniu oka zasnął.
To tylko jeszcze bardziej zdenerwowało Liang Miyę. Widziała już wiele takich sytuacji i wiedziała, że lepiej zacząć płakać od razu. To ludzie tacy jak Lin Qiushi, którzy tłumili wszystko w sobie, byli najbardziej niebezpieczni.
Jednak Liang Miye nie odważyła się powiedzieć nic więcej. Odwróciła się i położyła do swojego łóżka. Przewracała się z boku na bok niespokojnie. Prawie w ogóle nie usnęła i dopiero około piątej rano w końcu zamknęła zamglone oczy.
Następnego ranka, kiedy Liang Miye się obudziła, Lin Qiushiego już nie było. Pobiegła w panice na dół, nawet nie myjąc twarzy, ale zastała go siedzącego w jadalni i jedzącego śniadanie. Nie widać było po nim załamania nerwowego. Wręcz przeciwnie, wydawał się spokojny.
Liang Miye miała rozczochrane włosy i wciąż była w piżamie. Narażając się na spojrzenia wszystkich, niezręcznie go powitała.
– Linlin, dzień dobry.
– Dzień dobry – odparł mężczyzna.
Ponieważ otworzył wczoraj trzy skrzynie naraz, Liang Miye nie mogła dziś jeść, ale to była tylko drobnostka. Znacznie poważniejszym problemem była nieobecność Ruan Nanzhu.
Liang Miye odwróciła się i wróciła do pokoju. Mijając pomieszczenie, w którym znajdował się Ruan Nanzhu, spróbowała je otworzyć, ale wcale nie była zaskoczona, widząc, że drzwi nadal są zamknięte. Ani drgnęły, a z wnętrza również nie dobiegał żaden dźwięk.
Liang Miye przypomniała sobie twarz Ruan Nanzhu i westchnęła głęboko w sercu. Sprawy takie jak życie i śmierć były bolesne, niezależnie od tego, kiedy i gdzie do nich dochodziło.
Śmierć Ruan Nanzhu i zaginiony klucz wstrząsnęły wszystkimi.
Najgorsze było to, że tego ranka mieli pecha, otwierając skrzynie i znaleźli trzy Hakobito z rzędu. Ich liczba gwałtownie spadła. Licząc Tian Guxue i Ruan Nanzhu, którzy zginęli poprzedniej nocy, w rezydencji pozostało teraz tylko trzynaście osób, mniej więcej połowa ich początkowej liczebności.
Po przebraniu się Liang Miye wróciła do jadalni i zastała kogoś płaczącego. Zbadała sytuację, ale odkryła, że ta osoba również straciła towarzysza i znajdowała się w podobnej sytuacji co Lin Qiushi.
– Czemu nie wziąłeś klucza? Gdybyś to zrobił, moglibyśmy już wyjść! – odezwał się nagle Xiao Ji. Nigdy nie był szczególnie uprzejmy i dziś nie było inaczej. W mgnieniu oka skierował grot strzały w stronę Lin Qiushiego.
Za jego przewodem wszyscy łypnęli na jedzącego spokojnie mężczyznę, który uśmiechnął się lodowato.
– Skoro jesteś taki cholernie zdolny, to czemu nie zareagowałeś, kiedy otwieraliśmy ten sejf? Czekałeś aż do teraz, żeby się wygadać?
– Nie masz zamiaru zachowywać się rozsądnie, co? – zapytał kpiąco Xiao Ji.
– A co, jeśli tego nie zrobię? – Lin Qiushi był bezwzględny. – Myślisz, że możesz mnie za to zabić?
Xiao Ji rzucił to, co trzymał w rękach, podwinął rękawy i natychmiast podszedł do Lin Qiushiego. Siedząca obok niego Xiao Mei, zerwała się na nogi, by go zatrzymać.
– Xiao Ji, zapomnij o tym, sytuacja i tak jest już kiepska, po co ją pogarszać? – Celowo ściszyła głos, kontynuując: – Właśnie stracił dziewczynę, nie ma nic do stracenia. Nie warto na niego naciskać.
Dopiero wtedy Xiao Ji się uspokoił.
Podczas gdy on robił zamieszanie, Lin Qiushi stał i chłodno go obserwował. W ogóle nie bał się tej konfrontacji. Prawdę mówiąc, aż go korciło, żeby z kimś powalczyć i dać upust temu stłumionemu uczuciu w piersi.
Z powodu śmierci Ruan Nanzhu, to, co kiedyś było dość zgranym zespołem, całkowicie się rozpadło. Nie znaleźli kreta, który doprowadził do jego śmierci i nikt nie odważył się dzielić informacjami tak jak wcześniej. Wszyscy po prostu po posiłku pośpiesznie opuścili jadalnię.
W obliczu takiej sytuacji Sun Yuanzhou chciał przywrócić wszystko do stanu sprzed konfliktu, ale intencje nie przekładały się na możliwości. Chciał zachęcić wszystkich do zjednoczenia się, ale ktoś natychmiast go zbył, mówiąc, że skoro nawet Zhu Meng nie była w stanie odkryć wtyki, to po co im to zjednoczenie? Co więcej, gdyby powiedzieli wszystkim, jakie karty trzymają, być może sami staliby się celem.
Zdesperowany Sun Yuanzhou zapytał Lin Qiushiego, czy ma jakieś przemyślenia.
Ten nie zawracał sobie głowy grzecznością, odpowiadając ostro:
– Przemyślenia? Może najpierw poszukasz tej gaśnicy, którą zgubiłeś, zanim zapytasz mnie o moje przemyślenia?
Sun Yuanzhou zamilkł.
Ta sytuacja rzeczywiście była jego winą. Gdyby nie ukradziono mu gaśnicy, to nie doszłoby do takich zdarzeń, a Zhu Meng by nie zginęła.
Widząc odchodzącego Lin Qiushiego, Sun Yuanzhou mógł tylko westchnąć.
Śmierć Zhu Meng całkowicie zrujnowała sojusz, który od początku nie był zbyt solidny. Wszyscy zaczęli działać na własną rękę.
Liang Miye nie jadła przez cały dzień i ani razu nie spotkała Lin Qiushiego. Dopiero wieczorem wrócił do pokoju.
– Linlin, dokąd poszedłeś? – zapytała go Liang Miye.
– Miałem coś do zrobienia – odpowiedział wymijająco.
Dziewczyna wiedziała, że jego nastrój jest kiepski i nie chciała drążyć tematu. W pokoju zapadła cisza.
Oboje byli zajęci myślami. Liang Miye pesymistycznie rozważała, czy wszyscy tu zginą. Nastrój Lin Qiushiego wydawał się dziś znacznie bardziej stabilny niż wczoraj, choć kto wie, jak szybko się adaptował. Musiała przyznać, że Obsydian jako organizacja naprawdę był najwyższej klasy. Gdyby była na miejscu Lin Qiushiego, prawdopodobnie już by się załamała.
Dzień minął tak sobie, w stagnacji i pustce. Jakby cała rezydencja zamieniła się w mauzoleum, a oni byli ludźmi pogrzebanymi żywcem w środku.
Następnego ranka Lin Qiushi i Liang Miye wyszli, żeby otworzyć kilka skrzyń. Trafiły im się puste pudła. Kiedy je otworzyli, oboje byli nieco rozczarowani.
Zebrawszy się w jadalni, odkryli, że z trzynastu osób, zginęły dwie kolejne. Teraz w rezydencji było dwunastu Hakobito i jedna Hako Onna, a ludzie ze skrzyń mieli miażdżącą przewagę.
W obliczu groźby śmierci nawet smak jedzenia stał się nużący. Liang Miye szturchała widelcem i podgryzała posiłek, obserwując, jak Xiao Ji i Xiao Mei wchodzą do jadalni. Śmiali się i rozmawiali, najwyraźniej w świetnych humorach.
Niespodziewanie Liang Miye odkryła jednak, że kiedy Xiao Mei usiadła, jej spojrzednie padło na Lin Qiushiego. Chociaż kontakt wzrokowy między nimi był stosunkowo dyskretny, Liang Miye była na nich skupiona, więc natychmiast to zauważyła. Na jej twarzy pojawił się wyraz podejrzliwości, gdy zastanawiała się, czy tych dwoje coś łączy?
Gdy o tym myślała, siedzący obok niej Lin Qiushi nagle odłożył pałeczki, które trzymał w rękach, i przemówił spokojnym tonem:
– Skoro wszyscy już tu są, chciałbym coś ogłosić.
– O co chodzi? – zapytał Sun Yuanzhou.
– Znalazłem drugiego kreta – odpowiedział Lin Qiushi.
W chwili, gdy to powiedział, cała sala wybuchła szokiem. Na twarzach wszystkich pojawiło się zdziwienie, wyraźnie wywołane zaskoczeniem tym, co właśnie powiedział.
Znalazł kreta? Minął zaledwie dzień, niby jak do tego doszło?
– Mówisz poważnie? – Liang Miye również była wstrząśnięta. Nie widziała go zaledwie jeden dzień, a on już zdobył informacje o wtyce?!
– Oczywiście, że mówię poważnie. – Lin Qiushi uśmiechnął się chłodno.
– Kto to jest? – zapytał Sun Yuanzhou gwałtownie.
Lin Qiushi nie odpowiedział, ale jego wzrok padł na pewną osobę. Kiedy mężczyzna zauważył, że Lin Qiushi na niego patrzy, wybuchnął, krzycząc głośno:
– Na kogo, kurwa, patrzysz? Jestem kretem? Wkurzyłeś się, że kazałem ci oddać klucz i teraz próbujesz mnie oczernić?
Rzeczywiście był to Xiao Ji, który stale popadał w konflikt z Lin Qiushim.
– Czy to naprawdę Xiao Ji? – Inni również wyglądali na sceptycznych, bo wszyscy byli świadkami ich kłótni. Jeśli Lin Qiushi nie miał żadnych dowodów, to na pewno ich nie przekona.
– Oczywiście, że to on – prychnął Lin Qiushi. – To jedyny z nas, który potrafi bezpiecznie otwierać skrzynie i nie wzbudzać przy tym podejrzeń.
– I co? Tylko tyle masz, żeby udowodnić, że jestem kretem? – zapytał Xiao Ji. – Mam szczęście, bo wyciągnąłem coś dobrego ze skrzyni. Nie podoba ci się to? No i co teraz zrobisz?
– Naprawdę wyjąłeś ten przedmiot ze skrzyni? – zapytał Lin Qiushi. – Wszyscy przeczytali zasady, prawda?
Wszyscy skinęli głowami.
– Książka z zasadami jest mniej więcej taka sama, jak w prawdziwej grze planszowej – powiedział Lin Qiushi. – To drugie wydanie.
Kiedy Hako Onna zadebiutowała, poziom gry był trudniejszy, ponieważ gracze nie mieli żadnych użytecznych przedmiotów. Jednak po modernizacji poziom trudności został obniżony. Jedną z głównych zmian było to, że przed wejściem przez drzwi gracze mogli wybrać spośród wielu narzędzi, w tym stetoskopu Xiao Ji i pióra wiecznego, które znalazł Lin Qiushi.
Początkowo myślał, że zasady panujące za drzwiami różnią się od tych na zewnątrz. Teraz wiedział, że to nieprawda.
Stetoskop w rękach Xiao Ji nigdy nie został znaleziony w skrzyni. Prawdopodobnie był to przyrząd przeznaczony dla graczy, który został dołączony do książki z zasadami. Tyle że Xiao Ji ukrył go w skrzyni, a następnie otworzył ją na oczach wszystkich, by nie nabrali podejrzeń.
– Hm. – W obliczu oskarżeń Lin Qiushiego, Xiao Ji wydawał się zupełnie niewzruszony. – Dużo gadasz, a nie masz dowodów. Wszyscy wiedzą, że masz ze mną problem. Myślisz, że wystarczy kilka słów, żeby skazać mnie na śmierć? Yu Linlin, czy nie jesteś trochę naiwny?
Lin Qiushi uniósł dłoń i przemówił spokojnie:
– To wszystko było tylko moim przypuszczeniem. Oczywiście, bez konkretnych dowodów, nie powiedziałbym tego przy wszystkich.
Wyraz twarzy Xiao Ji spochmurniał, zanim mężczyzna prychnął.
– Dobra, śmiało. Gdzie dowody? Najpierw jednak wyjaśnijmy, że nie cierpię być niesłusznie oskarżany. Jeśli nie potrafisz przedstawić wystarczających dowodów, żeby ich przekonać…
Lin Qiushi rzucił mu spojrzenie pełne pogardy.
– Dość udawania. Dowód, którego chcesz, wisi ci na szyi.
Tłum spojrzał w stronę szyi Xiao Ji i zobaczył wiszący tam stetoskop – ten sam, którego używał do sprawdzania drewnianych skrzyń w poszukiwaniu Hakobito i Hako Onny.
Tłumaczenie: Ashi
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Tom II
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53
Tom III
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77
Tom IV
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95
Tom V
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 126
Rozdział 126
Tom VI
Rozdział 127
Rozdział 128
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6
Ekstra 7
Ekstra 8
Ekstra 9
Ekstra 10