Kaleidoscope of Death

Rozdział 109 – Ograniczenia18 min. lektury

Gdy wyszli z łazienki, udali się prosto do salonu, gdzie znaleźli Xiao Ji, który poprzedniego dnia wyjął stetoskop ze skrzyni.

Wczoraj otworzył trzy skrzynie na raz. Miał szczęście, że nie zginął od razu. W jednej skrzyni znajdował się przedmiot dla ludzi, w drugiej umiejętność Hako Onny, a trzecia była pusta.

Kiedy Lin Qiushi i Ruan Nanzhu go znaleźli, Wei Xiude siedział obok niego.

Ruan Nanzhu wyjaśnił sytuację, wskazując, że stetoskop pozwalał odróżnić, czy Hako Onna znajduje się w skrzyni. Gdyby otworzyli skrzynię po użyciu go, ryzyko znacznie by zmalało.

Wei Xiude nie odezwał się, ale Xiao Ji natychmiast stanął na baczność.

– Naprawdę? Ten stetoskop jest aż tak przydatny? W takim razie trafiliśmy w dziesiątkę, możemy po prostu posłuchać.

– Musi być jakiś limit użycia tego przedmiotu – powiedział Ruan Nanzhu. – Najlepiej będzie, jak go przetestujesz.

Po wysłuchaniu ich rozmowy Wei Xiude nadal się nie odzywał, zachowując się, jakby był tylko biernym obserwatorem. Choć wydawał się niegroźny, nikt, kto dotarł do dziesiątych drzwi, nie był łatwym łupem – wszyscy byli tego pewni. Poza tym wszyscy nowicjusze, których ze sobą przyprowadził, sprawiali problemy.

Xiao Ji założył stetoskop i wybrał losową skrzynię w salonie. Przyłożył przedmiot do drewnianej obudowy i długo nasłuchiwał, po czym odwrócił się i powiedział:

– W środku nie słychać żadnego dźwięku.

– Spróbuj ją otworzyć – powiedział Ruan Nanzhu.

– Dlaczego tego sama nie zrobisz? – zapytał Xiao Ji. – Trochę się boję.

Powiedział, że się bał, ale na jego twarzy nie było ani śladu strachu. Najwyraźniej po prostu nie chciał ryzykować otwarcia skrzyni.

Usta Ruan Nanzhu wygięły się w uśmiechu.

– Jasne, mogę to zrobić, ale jeśli w środku będzie przedmiot, kto będzie go mógł zatrzymać?

– Ja, oczywiście. To ja wybrałem tę skrzynię.

– Czyli ja podejmuję całe ryzyko, a ty zatrzymujesz wszystkie korzyści? – mruknął leniwie przebrany z kobietę mężczyzna.

Xiao Ji zastanowił się i najwyraźniej uznał te słowa za logiczne. Już miał zamiar ją sam otworzyć, ale Ruan Nanzhu nagle coś przyszło do głowy.

– Zaczekaj. Chcę posłuchać skrzyni.

– Hm? – Xiao Ji był trochę zaskoczony.

Ruan Nanzhu przycisnął się do kufra i nasłuchiwał przez chwilę. Potem skinął na Lin Qiushi i Liang Miye. Cała trójka nasłuchiwała przez chwilę, aż w końcu Ruan Nanzhu wstał i pomachał Xiao Ji.

–Dobrze, otwórz.

Przynajmniej Xiao Ji był odważny. Wśród nowicjuszy, którzy weszli do środka, nie był w złym stanie psychicznym ani nie wykazywał oznak zbliżającego się załamania nerwowego. Pocierając dłonie, chwycił wieko skrzyni i uniósł je z impetem…

Skrzynia otworzyła się z kliknięciem, odsłaniając puste dno. W środku nie było nic.

– Pusto. – Xiao Ji był rozczarowany, że nie odkryli żadnych przydatnych przedmiotów.

– Chodź na chwilę – powiedział Ruan Nanzhu. – Chodź ze mną do łazienki.

– Ach. – Xiao Ji zmierzył Ruan Nanzhu wzrokiem od góry do dołu. – To… nie zadziała, prawda?

– Powiedziałam, żebyś poszedł do łazienki, a nie z niej korzystał. Chodźmy.

Xiao Ji roześmiał się i potulnie poszedł za nim.

Lin Qiushi podążył za nimi i bardzo szybko zrozumiał, co Ruan Nanzhu chce zrobić. Zobaczył, jak prowadzi Xiao Ji do kabiny i wskazuje na skrzynię w środku.

– Osłuchaj ją stetoskopem.

To właśnie ta skrzynia użyła przed chwilą mocy Fałszywych odpowiedzi, aby nakłonić Lin Qiushiego do jej otwarcia. Skoro istniały ograniczenia dotyczące ruchów Hako Onny, to nie mogła opuścić tej skrzyni w tak krótkim czasie. Z różnic między tymi dwiema skrzyniami wynikało wiele informacji: po pierwsze, jakie dźwięki wydobywają się ze skrzyni z Hako Onną w środku, a po drugie, jaki jest limit użycia stetoskopu.

Xiao Ji wyjął stetoskop i, tak jak poprzednio, przyłożył końcówkę do drewnianej skrzyni. Chwilę później jego wyraz twarzy się zmienił i zaklął cicho:

– O cholera!

– Słyszałeś coś? – zapytał Ruan Nanzhu.

– Tak – powiedział Xiao Ji. – W środku płacze dziecko…

Szybko schował stetoskop, najwyraźniej nie mając ochoty słuchać dalej.

Ruan Nanzhu podszedł do skrzyni i poklepała ją kilka razy, mówiąc:

– Wygląda na to, że ona naprawdę jest w środku. Jeśli znajdziemy jakieś kluczowe przedmioty, możemy je wypróbować.

Nie udało im się jednak jeszcze znaleźć żadnych przedmiotów, które mogłyby zostać użyte przeciwko Hako Onnie.

– Twojego stetoskopu można użyć co najmniej dwa razy. Jeśli jutro będziesz miał okazję, możesz spróbować użyć go po raz trzeci – powiedział Ruan Nanzhu. – To naprawdę dobry sprzęt, gratulacje.

– Ha, po prostu miałem szczęście – odpowiedział Xiao Ji obojętnie.

Wei Xiude przez cały czas stał cicho z boku. Dopiero teraz uśmiechnął się i wtrącił:

– Zgadza się, Xiao Ji zawsze miał szczęście. Inaczej nigdy nie chciałbym mu pomóc przejść przez drzwi.

– Dziękuję, bracie Wei – odparł Xiao Ji, uśmiechając się.

Choć dziękował Wei Xiude, w jego oczach nie było aż tak wiele wdzięczności. Wyglądało na to, że nie był też idiotą. W końcu, mimo że byli nowicjuszami, ta grupa miała co najmniej średni poziom intelektualny. Zrozumieli, że Wei Xiude zwerbował ich na mięso armatnie. Po prostu tym razem mieli mniej szczęścia i natrafiali na świat, który przekraczał przeciętność.

Po potwierdzeniu użyteczności stetoskopu Ruan Nanzhu powiedział, że chce jeszcze raz przeszukać drugie piętro, więc Xiao Ji i Wei Xiude wyszli.

Kiedy jednak odeszli, Ruan Nanzhu nadal nie spieszył się z wyjściem z łazienki. Podszedł do skrzyni, schylając się i przyciskając do niej głowę, by posłuchać. Następnie skinął na Lin Qiushiego.

– O co chodzi?

– Spróbuj sam – powiedział Ruan Nanzhu. – Kto wie, czy stetoskop rzeczywiście ma jakieś specjalne moce, czy to tylko wzmacniacz. Jeśli to tylko wzmacniacz… – Zatrzymał się, zerknął na Lin Qiushiego i się uśmiechnął. – Czyż nie mamy tu jeszcze lepszego?

Lin Qiushi się roześmiał.

– To nie może być po prostu wzmacniacz, prawda? Po co te przedmioty, jeśli można to usłyszeć?

Mówiąc to, on również przyłożył ucho do drewnianej skrzyni, lecz w chwili, gdy tylko jej dotknął, rzeczywiście usłyszał cichy dźwięk… który, gdy wsłuchał się uważnie, brzmiał jak płacz małej dziewczynki.

Zmiana w jego wyrazie twarzy dała Ruan Nanzhu odpowiedź.

– Co? Naprawdę to słyszysz?

– Tak. – Oczy Lin Qiushiego były szeroko otwarte. – …Naprawdę to słyszę.

Sprawdzał raz po raz, czy to nie wytwór jego wyobraźni. Jednak naprawdę słyszał dźwięk wydobywający się z wnętrza skrzyni.

– Kurwa, to musi być oszustwo. – Liang Miye również słyszała ich rozmowę z boku. – Więc Linlin wie, co jest we wszystkich skrzyniach?

– Nie – powiedział Ruan Nanzhu. – Stetoskop ma limit użycia, więc Linlin też może mieć. Nadal lepiej zachować ostrożność. Ale przynajmniej… mamy dwie próby dziennie.

Lin Qiushi zostawił skrzynię.

– Czy możemy stwierdzić, kiedy Hakobito są w środku? – zapytał.

– Prawdopodobnie tak, choć nie wiemy jeszcze, jak będą brzmieć – powiedział Ruan Nanzhu. – Z Qiushim nasz współczynnik bezpieczeństwa jest znacznie wyższy.

Bycie łatwym celem nie było już problemem.

Lin Qiushi był pod wrażeniem Ruan Nanzhu. Kto inny by o tym pomyślał?

Po otrzymaniu potwierdzenia udali się na drugie piętro. Kiedy tam dotarli, usłyszeli gwar dochodzący z gabinetu, jakby w środku tłoczyło się mnóstwo ludzi.

Ruan Nanzhu poszedł do niego, żeby się rozejrzeć. Zobaczył ludzi kucających przed sejfem z opuszczonymi głowami i coś robiących.

– Czy oni próbują haseł? – zapytała Liang Miye. – Czy to zadziała?

Gdyby chcieli, oczywiście, że mogliby to zrobić. Było dziesięć tysięcy możliwych kombinacji – jeśli liczyli dwie sekundy na próbę, dziesięć tysięcy prób to dwadzieścia tysięcy sekund, co w godzinach dawało około pięciu. Mogliby to zrobić w jedno popołudnie.

Był to najgorszy scenariusz. W normalnych okolicznościach byłoby szybciej, bo praktycznie niemożliwe było, żeby musieli sprawdzić wszystkie kombinacje.

– Jedynie w ich snach.

Drzwi nigdy nie dałyby im tak dużej furtki, przez którą mogliby się przedostać.

– Przestańcie. Nie ma mowy, żeby za dziesiątymi drzwiami była aż tak oczywista luka – zawołał do zgromadzonych.

– Skąd wiesz, że to nie zadziała? Poza tym próbowanie bezpiecznych kodów dostępu to standard. – Ludzie w tłumie myśleli inaczej niż Ruan Nanzhu. Kontynuowali: – A my już tak długo nad tym pracujemy…

Lin Qiushi miał zamiar zrobić krok naprzód i zajrzeć do gabinetu, ale Ruan Nanzhu go zatrzymał.

– Nie wchodź.

– Dlaczego nie? – zapytał Lin Qiushi.

– Złe przeczucie.

W chwili, gdy skończył mówić, z wnętrza pokoju dobiegł krzyk: „Otwarte!”.

– Co? – Liang Miye była oszołomiona. – Otworzyło się, tak po prostu? Niemożliwe, prawda?

Ruan Nanzhu zmarszczył brwi. Choć wydawało się to nieprawdopodobne, usłyszeli kliknięcie i zobaczyli, że sejf się otwiera.

Ludzie w środku, widząc otwarty sejf, rzucili Ruan Nanzhu szydercze spojrzenia przez ramię, jakby chcieli powiedzieć: Patrz, czy jednak go nie otworzyliśmy?

– Zobaczmy, co jest w środku.

Osoba sprawdzająca kody dostępu zatarła dłonie z podniecenia i otworzyła drzwi sejfu. Jednak na widok tego, co było w środku, jej mina natychmiast zmieniła się w wyraz czystego przerażenia. Z krzykiem rzuciła się do ucieczki – ale chwilę później ze skrytki wynurzyły się chude, białe ramiona i chwyciły ją w śmiertelnym uścisku, w jednej chwili wciągając do tego małego sejfu.

– Aaaaach…!

Wciągany mężczyzna wydał z siebie pojedynczy, przeraźliwy krzyk, po czym zniknął na oczach wszystkich. To, co przed chwilą było pełną energii atmosferą w gabinecie, natychmiast zamarzło, niczym bryła lodu.

Ruan Nanzhu podszedł do sejfu i pociągnął za drzwi. Nie był wcale zaskoczony, gdy odkrył, że znów się zamknęły.

Z wnętrza dobiegały przeraźliwe jęki o pomoc. Wychodziły z ust osoby, którą właśnie tu wciągnięto.

– Pomocy, pomocy, pomocy, proszę, proszę, musicie mi pomóc…

Gdy z wnętrza gabinetu rozległy rozpaczliwe krzyki, wszyscy w gabinecie odwrócili się i uciekli. Liczba Hakobito w domu wzrosła do trzech. Sytuacja stale się pogarszała.

Ruan Nanzhu zmarszczył brwi.

– Właśnie dlatego nie lubię nowicjuszy.

Gdyby to weterani próbowali otworzyć sejf, prawdopodobnie zatrzymaliby się w chwili, gdy tylko coś powiedział… Nie, weterani nigdy nie próbowaliby do tego stopnia podważać autorytetu drzwi i próbować go otworzyć siłą.

– Tak, nie mają żadnego poczucia szacunku i każdy z nich myśli, że jest tu głównym bohaterem – westchnęła Liang Miye, kręcąc głową. – Ciągle myślą, że będą mieli szczęście, podczas gdy w rzeczywistości są tylko biernymi obserwatorami i mięsem armatnim.

Mężczyzna wciągnięty do sejfu wciąż zawodził. Słuchanie go wywoływało dreszcze.

Z powodu tego incydentu, kiedy Ruan Nanzhu wrócił do holu, w całym domu panowała cisza. Weterani sprawdzali każdy zakątek rezydencji, a nowicjusze skuleni w salonie drżeli jak owce. Niektórzy nawet szlochali. Lin Qiushi dostrzegł w grupie mężczyznę po trzydziestce… Wyglądało na to, że on również jest u kresu sił.

– Najpierw coś zjedzmy – powiedział Ruan Nanzhu. Nie było sensu ich pocieszać. – Jest dwunasta.

– Nie mam apetytu. – Wśród obecnych była żałośnie wyglądająca młoda kobieta. – Co mamy zrobić? Czy umrzemy?

Ruan Nanzhu spojrzał na nią.

– Nie wiem, czy tu umrzesz, czy nie, ale wiem, że ludzie umrą, jeśli nie będą jeść. Chodźmy, jestem głodny.

We trójkę poszli do jadalni i zastali stół z parującymi potrawami oraz siedzącą przy nim grupę bladych ludzi. Byli to w większości weterani. Nikt z nich nie chwycił za pałeczki i wszyscy w milczeniu, bez słowa, obserwowali ucztę.

– Co się stało? – Ruan Nanzhu wyczuł, że coś jest nie tak. – Dlaczego nie jecie?

– Nie możemy – odpowiedział Sun Yuanzhou, najwyraźniej mając dobre zdanie o Ruan Nanzhu. – Dlaczego nie spróbujesz?

Nie mogą? Słysząc to, Lin Qiushi zamrugał. Usiadł na losowym miejscu, wziął pałeczki i zaczął się szykować do jedzenia, ale nagle poczuł, że jakaś siła go powstrzymuje – nie mógł dosięgnąć pałeczkami jedzenia przed sobą.

Ruan Nanzhu i Liang Miye również znaleźli się w podobnej sytuacji co Lin Qiushi. Wyglądało to tak, jakby przed nimi postawiono jakąś ścianę, uniemożliwiającą im dostęp do jedzenia.

– Nie ma mowy… – Twarz Liang Miye zaczęła blednąć. Najwyraźniej domyśliła się bardzo niefortunnej możliwości. – Powiedzcie mi, że to nie to, co myślę.

– Typowy świat drzwi – westchnął Ruan Nanzhu. – Nie mamy tyle szczęścia.

Myślał, że mają mnóstwo czasu, ale w rzeczywistości drzwi nie były wcale tak łagodne, jak sobie wyobrażali.

Ruan Nanzhu wstał.

– Najpierw to potwierdźmy.

Poszedł do salonu i zawołał Xiao Ji.

– Ale jeszcze nie jestem głodny – zaprotestował mężczyzna.

– Po prostu coś przekąś – powiedział Ruan Nanzhu.

Xiao Ji był zdezorientowany, ale posłusznie przyszedł do jadalni. On również wyczuł, że w dzieje się coś niepokojącego – kiedy usiadł i nabrał pałeczkami garść warzyw, dostrzegł natychmiastową zmianę w spojrzeniach wszystkich i podskoczył.

– Kurwa, czemu się tak na mnie gapisz? – Spojrzał na pałeczkę i natychmiast upuścił jedzenie. – Jest w tym trucizna?

– Nie ma wątpliwości, nasze przypuszczenia są słuszne – mruknął Ruan Nanzhu.

W jadalni panowała grobowa cisza. Xiao Ji, nieco zdenerwowany tym, że wszyscy na niego patrzyli, wybuchnął pozbawionym humoru śmiechem.

– Czemu się na mnie tak patrzycie?

– Czy można się podzielić jedzeniem? – zapytał Sun Yuanzhou. – Xiao Ji, nakarm mnie.

– Ach? – Wystraszony widokiem Sun Yuanzhou siedzącego tuż obok niego, Xiao Ji zerwał się na równe nogi. – Stary, nie bądź taki, nie kręcą mnie mężczyźni.

Sun Yuanzhou zgrzytnął zębami.

– Mnie też nie! Nie możemy nic zjeść, a ty jesteś jedyną osobą, która jest w stanie…

Widząc, że Xiao Ji nadal nie ma pojęcia, o co chodzi, Sun Yuanzhou chwycił pałeczki i postanowił zademonstrować.

Początkowo Xiao Ji pomyślał, że Sun Yuanzhou żartuje, bo to było zbyt absurdalne. Jednak kiedy zobaczył, że miny wszystkich są śmiertelnie poważne, zrozumiał, że to nie żart.

– Chodzi wam o to, że jeśli nie otworzycie skrzyni, nie będziecie mogli jeść?

– Tak – powiedział Ruan Nanzhu.

– Dlaczego więc mogliśmy zjeść śniadanie? – zapytał Xiao Ji.

Liang Miye opowiedziała żart, który wcale nie był śmieszny:

– Może martwili się, że będziemy mieli niski poziom cukru we krwi?

– Pospiesz się i spróbuj mnie nakarmić. – Sun Yuanzhou był nieco niecierpliwy. – Umieram z głodu.

– …czy mogę spróbować na kimś innym?

Jego wzrok powędrował w stronę Ruan Nanzhu. Karmienie pięknej młodej damy było przecież o wiele przyjemniejszym zajęciem niż karmienie nieokrzesanego staruszka.

– Naprawdę lubisz wygadywać bzdury – zadrwił Sun Yuanzhou.

Pod wpływem gniewnego spojrzenia mężczyzny, Xiao Ji niechętnie poszedł na kompromis. Nabrał kęs jedzenia i zaczął kierować go do ust Sun Yuanzhou. Zanim jednak zdążył tam dotrzeć, poczuł blokadę wokół pałeczek w dłoniach. Cel powinien być w zasięgu ręki, ale po prostu nie mógł wykonać ostatniego ruchu.

– Świetnie. – Widząc to, grupa miała niezbite dowody na prawdziwość hipotezy.

– Co za chujowe drzwi – przeklął jeden z obecnych, wkurzając się.

Lin Qiushi miał ochotę roześmiać na te słowa, ale nie wydawało mu się to stosowne. Zakrył więc usta dłonią.

– Co mamy zrobić? – Liang Miye trochę się załamała. – Jeśli chcemy jeść, musimy otworzyć skrzynie… Cholera, wiedziałam, że musi być jakiś limit czasowy.

A myśleli, że drzwi tym razem okazały im łaskę. Kto by pomyślał, że podstęp czyha właśnie tutaj?

W tej grze rzeczywiście był błąd. Jeśli gracze nie otwierali żadnych skrzyń, Hako Onna nie mogła się ruszać. Mając wystarczająco dużo czasu, mogli za pomocą stetoskopu znajdować po jednym przedmiocie dziennie. Mogli nawet zgromadzić wiele przydatnych rzeczy. Przecież, żeby Hako Onna mogła zabić, musiały zostać spełnione pewne warunki.

Jednak drzwi blokowały im teraz tę potencjalną drogę. Stawiały ich też przed dylematem wyboru: mogli zostać złapani przez Hako Onnę albo umrzeć z głodu.

Xiao Ji również zrozumiał swoją osobliwą sytuację. Szybko chwycił miskę i wrzucił do niej kilka kęsów ryżu, mamrocząc:

– W takim razie najpierw zjem, jeśli pozwolicie…

Wszyscy patrzyli na niego z niecierpliwością, jakby chcieli go żywcem zjeść. Liang Miye westchnęła głęboko, po czym spojrzała na Ruan Nanzhu.

– Co robimy, Zhu Meng?

– Co możemy zrobić? Nie możemy zjeść, to nie jemy. – Upuszczając pałeczki, wstał. – Chodźmy.

Lin Qiushi i Liang Miye wyszli za nim z jadalni. Pozostali weterani również stopniowo wychodzili. Na twarzach wszystkich malowała się ponurość. Xiao Ji wiedział, że sam prosił się o kłopoty, więc po pochłonięciu całego ryżu ze swojej miski, również szybko odszedł.

Ich grupa wróciła do swojego pokoju. Siedzieli w głębokiej ciszy.

– Dzisiaj nie jemy – powiedział spokojnie Ruan Nanzhu. – Poczekamy, aż Linlin jutro posłucha jakichś skrzyń, a potem zjemy.

Jeden dzień głodowania cię nie zabije, ale otwarcie jednego niewłaściwego pudełka może kosztować cię życie.

– Nie sądziłam, że będą aż takie ograniczenia – powiedziała Liang Miye. – To praktycznie zmusza nas do samobójstwa.

Gra planszowa nie zmuszała graczy otwierania skrzyń. W końcu to była tylko gra, a żeby wygrać, gracze z pewnością musieli szukać i otwierać skrzynie.

Jednak teraz, gdy gra stała się rzeczywistością, było inaczej. Straciliby nie tę drobną, nieistotną rolę, ale własne życie. Gdyby mieli wybór, kto zaryzykowałby własne życie? Wszyscy woleliby zostać w rezydencji dłużej, niż podjąć takie ryzyko.

Teraz jednak, przy takim ograniczeniu, drzwi zmuszały graczy do działania. Wszyscy weterani łatwo zaakceptowali tę rzeczywistość, ale dla nowicjuszy było to zbyt okrutne posunięcie.

Nawet na drugim piętrze Lin Qiushi słyszał ich zawodzenie dochodzące z pierwszego. Pomiędzy zawodzeniem rozbrzmiewały przeraźliwe krzyki:

– Nie chcę otwierać skrzyń, nie chcę ich otwierać! Chcę wyjść, wypuśćcie mnie!

Ktoś zaczął walić w drzwi, próbując uciec z rezydencji.

– Wei Xiude, Wei Xiude! Powiedziałeś, że nas ochronisz! – Ktoś inny poszedł szukać Wei Xiude i odezwał się drżącym głosem. – Co mamy teraz zrobić?!

Mężczyzna uspokajał ich powierzchownymi słowami pocieszenia, mówiąc, że na pewno znajdzie się jakieś rozwiązanie. Co do tego, jakie to rozwiązanie mogłoby być, sam raczej nie wiedział.

Lin Qiushi widział, że rzeczywiście mu się nie spieszy. Xiao Ji był w jego grupie i posiadał kluczowy przedmiot. Mogli otwierać dwie skrzynie dziennie, więc przynajmniej oni dwaj byli uratowani.

Pogrążyło to cały dwór w chaosie. Zanim kurz opadł, był już wieczór.

Sun Yuanzhou zebrał wszystkich na pierwszym piętrze i zarządził spotkanie grupowe. Wszyscy siedzieli w martwej ciszy wokół stołu, słuchając jego słów.

– Już doszliśmy do tego punktu. Czy wszyscy rozumieją, że to praca zespołowa? – Uderzył dłonią w stół. – Musimy współpracować, inaczej wszyscy zginiemy za tymi drzwiami!

Po długiej chwili ciszy ktoś przemówił:

– Jak możemy współpracować?

– Zaczniemy od otwierania skrzyń – powiedział Sun Yuanzhou. – Nie będę cię zmuszał. Możesz umrzeć z głodu, jeśli chcesz. Po otwarciu skrzyni proszę przykleić na nią karteczkę, aby zapobiec powtórzeniom. Zapiszcie też, co znaleźliście w środku.

– Dobrze – zgodził się Ruan Nanzhu, obejmując się ramionami. – Ale co się stanie, jeśli ktoś skłamie?

– Wtedy wyrzucimy kłamcę z grupy – odpowiedział chłodno Sun Yuanzhou. – Hako Onna jest wystarczająco irytująca, nie mamy siły na kłótnie. Mam nadzieję, że dla każdego jest to jasne.

Tłumaczenie: Ashi

Tom I Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32

Tom II
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53

Tom III
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77

Tom IV
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95

Tom V
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 126
Rozdział 126

Tom VI
Rozdział 127
Rozdział 128
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6
Ekstra 7
Ekstra 8
Ekstra 9
Ekstra 10

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: