Kaleidoscope of Death

Rozdział 91 – Teru Teru Bozu17 min. lektury

Ruan Nanzhu wyglądał poważnie, jakby wcale nie żartował. Powoli położył teru teru bozu na pobliskiej ławce, a następnie rozwiązał bawełniany sznurek przywiązany u dołu białej tkaniny. Bez problemu udało się go poluzować, odsłaniając owinięty przedmiot – Lin Qiushi zobaczył ludzką głowę, zbielałą od wilgoci.

Głowa zdawała się tkwić w wodzie przez długi czas, a skóra nasiąkła okropną barwą martwej ryby. Oczy były szeroko otwarte z przerażenia i niedowierzania, jakby miały zaraz wyskoczyć z oczodołów.

Gdy Ruan Nanzhu ją puścił, głowa stoczyła się po ławce, aż z głuchym odgłosem uderzyła w przeciwległą ścianę, po czym się zatrzymała.

– Ktoś umarł? – zapytał Lin Qiushi, spoglądając na znalezisko.

– Być może – odpowiedział Ruan Nanzhu. – Słyszałeś legendę o teru teru bozu?

– Tak, ale nie znam szczegółów. – Wiedział, że zarówno w japońskim, jak i chińskim folklorze istnieją tego typu rzeczy, ale chińska „laleczka słonecznego dnia” lub „dziewczyna zatrzymująca deszcz” trochę różniła się od japońskiego teru teru bozu.

– W Japonii istnieje legenda o teru teru bozu. Mnich przechodzący przez miasto powiedział mieszkańcom, że potrafi powstrzymać deszcz. Gdy czytał swoje sutry, deszcz nie ustawał, więc rozgniewani mieszkańcy odcięli mu głowę, owinęli ją w białą tkaninę i powiesili wysoko… Potem deszcz ustał.

Lin Qiushi spojrzał na zanurzoną w wodzie głowę i pogrążył się w ciszy.

– Chodzi właściwie o lalkę… – kontynuował cicho Ruan Nanzhu. – Teru teru bozu, teru bozu. Daj nam jutro słoneczny dzień. Tak jak wymarzone czasem niebo, jeśli będzie słońce dam ci złoty dzwonek. Teru teru bozu, teru bozu. Daj nam jutro słoneczny dzień. Jeśli spełnisz me życzenie, będziemy pić dużo słodkiego sake. Teru teru bozu, teru bozu. Daj nam jutro słoneczny dzień. Ale jeśli będą chmury i będziesz płakać, wtedy utnę ci twoją głowę1.

Gdy Ruan Nanzhu skończył recytować wierszyk, Lin Qiushi usłyszał nagły świst. Spojrzał na dziedziniec i zobaczył krople deszczu wielkości grochu spadające z nieba. Deszcz stał się niczym zasłona, całkowicie oddzielając ich od reszty świata.

– Więc do tego służy ta głowa – powiedział Ruan Nanzhu. – To naprawdę lalka dobrej pogody.

Ponieważ lalkę zdjęto, oczyszczone niebo w mgnieniu oka znów pokryło się chmurami. Lin Qiushi patrzył na to z lekką irytacją.

– Jeśli powiesimy to z powrotem, to może uda nam powstrzymać deszcz?

– Możemy spróbować. – Ruan Nanzhu owinął więc głowę z powrotem białym materiałem, zawiązał bawełniany sznurek, a następnie odłożył ją na miejsce. Zgodnie z przewidywaniami, wkrótce niebo na zewnątrz znów się przejaśniło. Gęste chmury burzowe praktycznie zniknęły w ciągu kilku chwil.

– Interesujące – powiedział Ruan Nanzhu, wpatrując się w lalkę wykonaną z ludzkiej głowy.

– Chodźmy zobaczyć, kto zginął pierwszy – powiedział Lin Qiushi, zerkając na zegarek.

– Okej. – Ruan Nanzhu skinął głową.

Następnie udali się do jadalni.

W tej chwili prawie wszyscy byli w sali. Lin Qiushi zobaczył Lin Xingping i jej garstkę przyjaciół. W niecały dzień zaprzyjaźniła się z Wang Ronghua, nowicjuszem, którego wczoraj poznali. A Wang Ronghua zdawał się już ufać Lin Xingping najbardziej na świecie.

Lin Xingping zobaczyła ich wchodzących i powitała z entuzjazmem, machając ręką, by podeszli i coś zjedli. Ruan Nanzhu przylgnął do Lin Qiushiego, tak blisko, jak to tylko możliwe, gruchając:

– Linlin, burczy mi w brzuchu. – Gdyby był w swojej najlepszej formie, taki flirt z pewnością wydałby się wszystkim bardzo nieharmonijny. Jednak skurczył się w tych drzwiach o cały rozmiar, więc nie przyciągał tak bardzo spojrzeń.

Lin Qiushi pogłaskał go po głowie.

– No to chodź, kochanie.

Ruan Nanzhu skinął głową, promieniejąc.

Cue Xueyi obserwował ich interakcję z obrzydzeniem w oczach, najprawdopodobniej myśląc, że paskudni ludzie robią paskudne wrażenie. W końcu makijaż Lin Qiushiego sprzed drzwi nie zniknął w środku, więc obecny on wciąż był tym samym nieurodziwym mężczyzną, którego Cheng Qianli nie mógł nawet zdzierżyć.

Znaleźli wolne miejsce do siedzenia i policzyli ludzi podczas posiłku. Rzeczywiście, okazało się, że z pierwotnych czternastu osób zrobiło się trzynaście.

– Dlaczego kogoś brakuje? – Ktoś inny też to odkrył. – Czy ktoś jeszcze nie przyszedł? Może jeszcze śpi?

– Mój… Mój współlokator zniknął wczoraj w nocy… – wyjąkał mężczyzna siedzący w kącie. – Wyszedł po coś o północy i nie wrócił…

– Czemu nie wspomniałeś o tym wcześniej? – zapytała kobieta, którą rozgniewała jego odpowiedź. – Wychodzi i włóczy się w środku nocy, ma przechlapane, prawda?

– Ja… ja nie wiem. Ostrzegałem go, ale powiedział, że coś słyszał – odpowiedział mężczyzna. – Kto by pomyślał, że nie wróci…

Kobieta prychnęła i nic już nie powiedziała. W jadalni także zapadła cisza, a tłum pogrążył się w zadumie.

– Dobra, przestańcie się kłócić – powiedziała Lin Xingping. – Tym razem NPC nie dał nam limitu czasowego, a zasady powinny być dość proste. Nie denerwujcie się tak, wszystko się ułoży. – Była naprawdę całkiem atrakcyjna, miała łagodny głos i spokojną, opanowaną aurę. W chwilach masowej paniki stawała na czele grupy i z łatwością zyskiwała nad nią przewagę.

Oczywiście, dotyczyło to tylko drzwi na niższym poziomie. Gdyby to były jakieś trudniejsze, nikt nawet nie zwróciłby na nią uwagi.

– Może skorzystamy z okazji i rozejrzymy się, póki pogoda dopisuje – powiedziała Lin Xingping. – Jeszcze nie byliśmy w okolicy.

– Tak, chodźmy razem po posiłku– – dodał Cue Xueyi. – Współpraca, żeby szybko znaleźć wskazówki i drzwi, to najlepsza droga.

Grupa postanowiła więc wyruszyć po posiłku.

Jednak gdy dotarli do korytarza, ktoś odkrył dziwnie teru teru bozu wiszące na jego końcu.

– Co to jest? – zapytał ktoś z tłumu.

– Lalka dobrej pogody? – Lin Xingping podeszła bliżej. – Łał, jaka ona ogromna…

Stanęła na palcach, jakby chciała to zdjąć, ale nie była wystarczająco wysoka.

– Niech ktoś to zdejmie.

Osoba stojąca obok niej podeszła i ściągnęła lalkę.

Obserwując tę scenę, Lin Qiushi nie mógł powstrzymać się od uniesienia brwi. Ta Lin Xingping była naprawdę inteligentna. Nie wiedziała, co robi lalka ani czy można jej dotykać, ale jej ruchy wydawały się tak naturalne, że z łatwością oszukiwała osoby, które nie miały doświadczenia z drzwiami.

Osobą, która zdjęła lalkę, był mężczyzna, który natychmiast zauważył dziwny ciężar. Wyraz jego twarzy się zmienił, gdy wyjąkał:

– W środku… wydaje się być głowa…

– Głowa? – Wyrazy twarzy tłumu uległy zmianie. Lin Xingping również udawała przerażenie. – Ot-otworzysz?

Mężczyzna, który zdjął lalkę, ostrożnie rozsunął białą tkaninę, odsłaniając znajdującą się w środku nasiąkniętą wodą, spuchniętą ludzką głowę.

Grupa to zobaczyła i wciągnęła głośno zimne powietrze.

Osoba, która powiedziała, że jego współlokator nie wrócił, natychmiast zidentyfikowała głowę.

– To on. Po tym, jak wyszedł wczoraj wieczorem, nie wrócił.

I wyglądało na to, że nigdy nie wróci.

– Niestety już odszedł. Pochowajmy go tutaj – oznajmiła ze smutkiem Lin Xingping. – Chociaż to nie jest nasz dom, nie możemy pozwolić mu tu wisieć.

Niektórzy się zgodzili, inni się nie odzywali. Ostatecznie jednak grupa wykopała dół na dziedzińcu i zakopała głowę.

Lin Qiushi uznał za dziwne to, że po zdjęciu lalki nie zaczęło padać. Niebo było wciąż pogodne, bez śladu deszczu.

Lin Qiushi był nieco zmieszany, ale szybko przypomniał sobie, że kiedy Ruan Nanzhu zdjął lalkę, wyrecytował długi wierszyk. Zerknął w jego stronę i przypadkiem spotkał się wzrokiem z towarzyszem.

Ruan Nanzhu oparł się o ramię Lin Qiushiego, czując się lekki jak piórko. Przycisnął policzek do piersi przyjaciela.

– Czy nie byłoby ciekawie, gdybym to teraz wyrecytował? – wyszeptał.

Lalka została zdjęta. Gdyby Ruan Nanzhu wymówił teraz tę rymowankę jeszcze raz, być może ulewa spowiłaby cały dziedziniec. Nikt z obecnych nie zostałby oszczędzony, w tym ci, na których chciał się zemścić: Cue Xueyi i jego przyjaciele.

Palce Lin Qiushiego przeczesały włosy Ruan Nanzhu. Obserwował pozostałych, którzy pochylali się na dziedzińcu, kopiąc dół dla swojego zmarłego towarzysza, i w końcu pokręcił głową.

Widząc tę odpowiedź Ruan Nanzhu się roześmiał.

– Linlin jest moim ulubieńcem.

– Ty też jesteś moim ulubieńcem. – W końcu zapytano go o zdanie i je uszanowano.

Gdy głowa była już zakopana, grupa wybrała się na spacer po mieście.

Miasteczko nie było duże. Po ulicach chodziło kilku cywilów, a atmosfera była naprawdę przyjemna. Wszędzie rosły kwiaty wiśni. Był też mały park i czysty strumień – gdyby to nie był świat za drzwiami, życie tutaj mogłoby być całkiem komfortowe.

Lin Qiushi chciał odwiedzić jeszcze kilka miejsc, ale nagle niebo zaczęło ciemnieć. Obawiając się deszczu, wrócili wcześnie na dziedziniec i stali na korytarzu.

Rzeczywiście, wkrótce z nieba spadły krople deszczu wielkości ziarnka grochu, ponownie zalewając świat wodą. Lin Qiushi i Ruan Nanzhu wrócili wcześnie i w ogóle nie zmarzli. Jednak kilka osób, które wróciły późno, było kompletnie przemoczone.

Lin Xingping początkowo chciała iść z Lin Qiushim i Ruan Nanzhu, ale ostatecznie nie mogła znieść widoku tej brzydkiej, lepkiej pary i zostawiła ich w połowie drogi.

– Siostro Lin, ach, nigdy nie byłaś zakochana, prawda? Kiedy spotkasz kogoś, kogo polubisz, naprawdę nie będziesz mogła się powstrzymać – powiedział Ruan Nanzhu wyrozumiale, przysunął się bliżej i pocałował „ukochanego” w podbródek.

Lin Qiushi obserwował to w porozumieniu i zgodzie.

Twarz Lin Xingping wyraźnie drgnęła. Kobieta z trudem powstrzymała się od wypowiedzenia paru dosadnych słów.

– Mam jeszcze kilka miejsc do sprawdzenia. Wy się po prostu odprężcie – mruknęła w końcu.

– W porządku – powiedział Ruan Nanzhu. – Muszę porozmawiać z moim Linlinem.

– Kochanie, znajdźmy park…

Zobaczyli, jak Lin Xingping odchodzi z czystą odrazą. Kiedy odchodziła, Lin Qiushi nie mógł już powstrzymać śmiechu.

– Masz okropne poczucie humoru.

Ruan Nanzhu prychnął.

– A myślałem, że wytrzyma dłużej. Chcesz znać prawdę? Trochę żałuję, że cię tak oszpeciłem. Wymawianie tych słów w tę twarz jest po prostu obrzydliwe.

Lin Qiushi, z nienagannym wyrazem twarzy, pomyślał: Czy to nie twoja sprawka… Dlaczego teraz mówisz, jakby to była moja wina…

Niedługo po ich powrocie zaczął padać ulewny deszcz. Lin Qiushi obserwował, jak nieliczni, którzy wrócili późno, wpadają przemoczeni od stóp do głów.

– Leje jak z cebra – mruknął ktoś, gdy wszedł do środka. Jego przemoczone ciało zostawiło na drewnianych deskach szereg śladów stóp.

Lin Qiushi nagle zauważył, że kiedy ci ludzie weszli, starzec, który ich wprowadził pierwszego dnia, stał w milczeniu w kącie. Jego wzrok zdawał się tkwić w śladach stóp na podłodze. Z jakiegoś powodu to spojrzenie sprawiło, że Lin Qiushi poczuł, jak jeżą mu się włosy na karku.

– Kazali nam zabrać parasole, gdzie są parasole? Serio… – mamrotali ludzie, wchodząc do swoich pokoi, a ich głosy cichły.

Zanim wyszli, przeszukali pokoje w poszukiwaniu parasola, ale nigdzie go nie znaleźli. Wszyscy zakładali, że skoro było słonecznie, to raczej nie można było się spodziewać deszczu. Kto by pomyślał, że spadnie tak nagle? Nieprzygotowani byli przemoczeni do suchej nitki. Lin Qiushi i Ruan Nanzhu skończyli posiłek i wrócili do swojego pokoju.

Na dworze wciąż lało. Lin Qiushi siedział na łóżku z opuszczoną głową i grał w sudoku. Ruan Nanzhu siedział obok niego, pogrążony w myślach.

– Naprawdę myślę, że coś jest nie tak – powiedział nagle.

– Co? – Lin Qiushi spojrzał w jego stronę.

– Zazwyczaj za drzwiami zawsze obowiązuje jakiś limit czasowy. Te drzwi są zbyt spokojne – powiedział Ruan Nanzhu. – Zbyt dziwne.

Lin Qiushi rozważył to uważnie. Rzeczywiście, za drzwiami zazwyczaj istniał wyraźny limit czasowy. Ale tym razem NPC nie podał terminu. To było dość nietypowe.

– Czy jest coś, czego jeszcze nie odkryliśmy?

– Prawdopodobnie – powiedział Ruan Nanzhu. – Ale to dopiero pierwszy dzień, nie ma się co spieszyć. – Niektóre zasady wymagały sprawdzenia. W tej chwili miał przypuszczenie, ale nie było to nic pewnego.

Lin Qiushi przypomniał sobie dziecięcą piosenkę, którą słyszał wczoraj wieczorem w deszczu.

– To… Dziś wieczorem chcę wyjrzeć na zewnątrz…

Ruan Nanzhu mrugnął.

– Nie boisz się? A co jeśli wystarczy na nich spojrzeć, by zginąć?

Lin Qiushi pokręcił głową.

– Prawdopodobnie nie. Skoro ktoś wyszedł wczoraj wieczorem z pokoju, inni też musieli usłyszeć tę piosenkę, ale nic im się nie stało.

– Tak, to logiczne – odpowiedział leniwie Ruan Nanzhu. – W takim razie obudź mnie, to pójdziemy razem. Jeśli coś się stanie, przynajmniej będziemy mogli się nawzajem wspierać.

– Dobra.

Dla Lin Qiushiego, który miał wyostrzony słuch, dudniący deszcz był bardzo uciążliwy. Nawet z Ruan Nanzhu leżącym obok niego, dźwięk był na tyle głośny, że nie dawał mu zasnąć. Towarzysz zasugerował, żeby zatkał uszy zgniecionym papierem, ale odmówił.

– Może następnej nocy – powiedział Lin Qiushi. – Nie będzie dobrze, jeśli prześpię północ.

– W porządku.

Zwinęli się w kłębek w łóżku, Ruan Nanzhu szybko zasnął. Lin Qiushi natomiast drzemał i śniły mu się dziwne rzeczy.

Jego sny były chaotyczne i zupełnie pozbawione logiki. Z jakiegoś powodu śnił nawet o swoim ślubie – tylko że kiedy uniósł czerwony welon panny młodej, zobaczył pod nim twarz Ruan Nanzhu. Na ten widok natychmiast się ocknął. Lekko dyszał, szeroko wpatrując się w przesiąknięty nocą sufit. Do jego uszu znów dobiegł cichy dźwięk dziecięcej piosenki: Dziura w wiklinie, dziura w wiklinie, ptak w klatce…

Lin Qiushi usiadł na łóżku, budząc przyjaciela. Ruan Nanzhu otworzył oczy, wciąż jakby pogrążony w śnie. Jednak ta senność szybko ustąpiła.

– Już? – zapytał cicho.

Lin Qiushi skinął głową i wskazał na drzwi.

– Chodźmy.

Powoli podeszli do drewnianych drzwi, uchylając je tylko odrobinę. Zobaczyli scenę na zewnątrz.

Ponieważ noc była ciemna, Lin Qiushi nie widział zbyt wyraźnie. Mógł jedynie dostrzec, że na dziedzińcu kilkoro dzieci trzymało się za ręce i kręciło się wokół czegoś. Dopiero po uważnym przyjrzeniu się odkrył, że otaczali drżącego człowieka.

– Dziura w wiklinie, dziura w wiklinie, ptak w klatce, kiedy wyjdziesz? O świcie. Żuraw i żółw się poślizgnęły, kto jest teraz za tobą? – Gdy piosenka dobiegła końca, dzieci się zatrzymały. Ich twarze były blade, całe opuchnięte jakby od wody. Powtórzyły ostatnią linijkę: – Kto jest teraz za tobą?

Otoczona osoba się nie odezwała. A może to zrobiła, ale jej nie usłyszeli. Następnie rozległ się trzask. Głowa i ciało tej osoby rozdzieliły się, tak po prostu.

Dzieci chichotały swoimi krystalicznymi głosami. Wydawały się bardzo szczęśliwe, wołając:

– Teraz ty zgadujesz, ty zgadujesz!

Bezgłowy trup powoli wstał i się obrócił. Zajął miejsce dziecka za nim. Wtedy Lin Qiushi zauważył, że wśród nich znajduje się jeszcze jedno ciało bez głowy, które trzymało za ręce dwójkę dzieci.

Zabici zajęli miejsca dzieci i… stali się duchami. Wszystko w końcu stało się jasne.

Pieśń znów rozbrzmiała. Istoty na podwórku wirowały radośnie, aż deszcz zatarł ich sylwetki i uniemożliwił mu dalszą obserwację. Za to Ruan Nanzhu, opierając się o plecy Lin Qiushiego, nagle zaczął szybciej oddychać.

– Widziałeś to?

– Co? – Lin Qiushi nie zrozumiał.

– Tam. – Ruan Nanzhu wskazał na róg dziedzińca.

Lin Qiushi spojrzał, ale nic nie zobaczył. W kącie było po prostu zbyt ciemno. Choć jego wzrok był dobry, nie był zbyt wybitny i nie dorównywał bystrym oczom Ruan Nanzhu.

– Nie widzę…

– Nie widzisz? – Jego brwi powędrowały w górę. – W porządku. Nieważne, że nie widzisz.

– O co chodzi? – zapytał Lin Qiushi.

– Ktoś tam stoi z parasolem. Wydawało mi się, że na nas patrzy.

Lin Qiushiego zatkało.

– Nie przejmuj się, zapomnij o nich. Idźmy spać, bo zaraz będzie ranek.

– Okej. – Lin Qiushi skinął głową.

Zamknęli drzwi i wrócili do łóżka. Gdy już mieli zasnąć, usłyszeli, jakby coś odbijało się od ścian pokoju.

Ten dźwięk był Lin Qiushi znajomy i jego wyraz twarzy natychmiast się zmienił.

– Słyszę piłkę.

Ruan Nanzhu usiadł.

Gumowa piłka z hukiem odbiła się od framugi drzwi. Zamarli, gdy zobaczyli, jak maleńkie dłonie otwierają ich drzwi zaledwie odrobinę. Potem w szczelinie pojawiło się oko, ciemne jak smoła.

Rozległ się młody głosik dziewczynki.

– Widziałeś moją piłkę? – zapytała.

Ani Lin Qiushi, ani Ruan Nanzhu nie odpowiedzieli.

– Widziałeś moją piłkę? – Ponowiła pytanie i uchyliła drzwi nieco szerzej. Lin Qiushi widział jej twarz. Miała na wpół zgniłe policzki i wybielone zęby. Była przemoczona od stóp do głów, a na podłogę kapała ciemna woda.

– Widziałeś… – Dziewczyna miała zamiar powtórzyć po raz trzeci.

– Zalewasz podłogę – przerwał jej nagle Ruan Nanzhu.

Dziewczyna natychmiast zamarła, jakby usłyszała coś przerażającego. Potem odwróciła się i zniknęła za drzwiami. Lin Qiushi ponownie usłyszał głuchy odgłos. To gumowa piłka, jakby świadoma, zatrzymała się tuż przed drzwiami. Wtedy para małych rączek ją zabrała.

W pokoju znów zapanował spokój.

– Możemy już spać – powiedział Ruan Nanzhu. – Śpij.

– Mh. – Lin Qiushi wstał i zamknął drzwi. Nie było w nich zamka, więc otwarcie ich nie wymagało wysiłku, ale nie było bezpieczniejszego miejsca do spania.

– Śpij. – Ruan Nanzhu skulił się w jego ramionach.

Lin Qiushi przytulił go, czując dziwny spokój. Zatkał uszy papierowymi kulkami, a jego oddech bardzo szybko się wyrównał. Obaj pogrążyli się w głębokim śnie.

Drugiego dnia Lin Qiushi obudził się, gdy słońce było już wysoko na niebie.

Po przebudzeniu zobaczył Ruan Nanzhu grającego na telefonie. Lin Qiushi wstał i oszołomiony zapytał:

– Która godzina?

– Jedenasta – odpowiedział Ruan Nanzhu. – Wstajesz?

Lin Qiushi podskoczył.

– Jest tak późno! Czemu mnie nie obudziłeś?

– Byłeś zbyt zmęczony. Sen to zdrowie. No ale już wstawaj.

Skinął głową i zaczął się ubierać, gdy nagle usłyszał:

– Znaleźli nową lalkę. W środku była owinięta głowa osoby, która zmarła wczoraj w nocy.

To było zgodne z przewidywaniami Lin Qiushiego. Po usłyszeniu tego mógł tylko lekko westchnąć.


Tłumaczenie: Ashi

Tom I Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32

Tom II
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53

Tom III
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77

Tom IV
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95

Tom V
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 126
Rozdział 126

Tom VI
Rozdział 127
Rozdział 128
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6
Ekstra 7
Ekstra 8
Ekstra 9
Ekstra 10

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: