Po kolacji niebo zaczęło ciemnieć.
Wszyscy wrócili do swoich pokoi, aby odpocząć. Lin Qiushi i Gu Longming nie byli wyjątkami. Po szybkiej kąpieli Lin Qiushi nie rzucił się do łóżka, ale stanął przy oknie i obserwował inne pokoje.
Miejsca, w których wczoraj płakało ciało dziecka, znajdowały się naprzeciwko nich. Nocowały tam dwie grupy ludzi, w sumie cztery osoby. Pokój, z którego wczoraj wieczorem się wyprowadzili, był wciśnięty dokładnie między ich sypialnie.
Podczas dziennej inspekcji nie znalazł niczego szczególnego w tych pokojach, oprócz małych dziurek w papierze okiennym, które łatwo było przeoczyć.
Okna tutaj były przedzielone drewnem na małe kwadraty, ze szkłem u góry i papierem u dołu. Stojąc, mógł patrzeć na zewnątrz przez szkło, ale gdyby siedział, nie byłby w stanie nic zobaczyć.
– Na co patrzysz? – Gu Longming, który leżał na łóżku, przechylił głowę i zapytał Lin Qiushiego.
– Chcę wiedzieć, co sprawia, że te pokoje są tak różne od naszych – powiedział Lin Qiushi. – Idź spać.
– Zróbmy to razem, dobrze?
– Poradzę sobie, nie będę długo patrzeć. Ty śpij. Nawet jeśli zostaniesz, nie bardzo jest w czym pomóc.
Gu Longming mrugnął wielkimi oczami i nie nalegał.
– W porządku. – Ziewnął, odwrócił się i dwie minuty później zasnął.
Patrząc na niego, Lin Qiushi nie mógł nie pomyśleć o Ruan Nanzhu… Zdolność Ruan Nanzhu do zasypiania była również pierwszorzędna. Jak tak o tym pomyśleć, partnerzy, którzy wchodzili z nim przez drzwi, wydawali się raczej szybko zasypiać, wliczając Cheng Yixiego.
Noc robiła się gęsta, a chłodne wiatry atakowały korytarze, bujając ustawionymi tam latarniami i powodując, że prawie się przewróciły.
Światło ognia wzbierało i przygasało. Lin Qiushi mógł tylko czuwać w ciemności, choć jego widok korytarza na zewnątrz był niewyraźny. Spojrzał na zegarek. Była już jedenasta wieczorem, zbliżała się północ.
Planował poczekać do północy, a następnie, jeśli pokój naprzeciwko nie ulegnie żadnej zmianie, pójść spać.
Jednak gdy tylko o tym pomyślał, zauważył ruch na końcu korytarza. Rozmazana czerwona masa pojawiła się znikąd i powoli przesuwała się przez ciemność. Dopiero gdy znalazła się pod latarnią, Lin Qiushi mógł dostrzec, co to takiego.
Było to siedmioro, może ośmioro dzieci ubranych w czerwone stroje. Każde z nich trzymało rękę na ramieniu poprzedzającego go dziecka, a ich głowy były zwieszone w dół, gdy powoli robiły krok do przodu. Może to odległość dezorientowała Lin Qiushiego, ale ze sposobu, w jaki chodziły, te dzieci wydawały się ewidentnie nieludzkie.
Poruszały się powoli. Gdy znalazły się pod oknem, nagle zatrzymały się, a pierwsze dziecko z okropnie bladą twarzą, uśmiechnęło się złowieszczo, powoli odwracając się w stronę okna. Stanęło na palcach, wyciągnęło mały, cienki palec i zrobiło dziurkę w papierze okiennym. Następnie przycisnęło twarz do dziurki.
Kiedy Lin Qiushi to zobaczył, wszystkie włosy na jego ciele stanęły dęba. W końcu zrozumiał, skąd wzięły się te otwory… Gdyby nie przyniósł zwłok niemowlęcia i nie zmienił pokoju, to w tej chwili te dzieci-duchy patrzyłyby prosto na nich.
Potwory najwyraźniej zdały sobie sprawę, że w pokoju nie ma nikogo i odwróciły się, by skierować się w stronę następnego. Lin Qiushi przypomniał sobie, że w tym pokoju mieszkali ludzie – więc mógł zobaczyć, jak te dzieci robią dziurę, zamieniają się w strumień krwawej cieczy i wślizgują się do środka.
Wszystko to działo się niemal w ciszy, ale po chwili na korytarzu znów zapanował poprzedni spokój.
Lin Qiushi przypomniał sobie, co wydarzyło się w ciągu dnia i cicho wymamrotał wskazówkę kilka razy: “Powiedziałem to raz, powtórzę po raz drugi, moje dziecko płacze z całych sił, więc przeczytaj to trzy razy, a będzie spało do świtu”. Po trzeciej recytacji ruszył w stronę łóżka, ale wtedy zauważył sylwetkę kobiety na środku dziedzińca. Miała na sobie długą czerwoną suknię i czarne włosy. To gospodyni, która ich tu zaprosiła. Po prostu stała tam cicho, obserwując pokój, do którego weszły dzieci. Z daleka wyglądała jak zamrożona statua.
Lin Qiushi nie chciał już dłużej patrzeć. Ostrożnie się odwrócił i podszedł do łóżka. Jednak gdy tylko usiadł na brzegu, przed jego oczami pojawił się nagły błysk jasności. Oszołomiło go to – z jakiegoś powodu lampa naftowa stojąca na stole sama się zapaliła.
Oświetliła cały pokój, niewątpliwie przyciągając uwagę wszystkich rzeczy, które budziły się w środku nocy, bez względu na to, czy były dobre, czy złe.
W tym oślepiającym błysku Lin Qiushi rzucił się na lampę naftową. Nie zwracając uwagi na nic innego, sięgnął po kapturek i szybko zgasił płomień.
Światło lampy natychmiast zgasło, ale ciało Lin Qiushiego zamarło. Poczuł spojrzenie dochodzące zza okna. Przykucnął, bojąc się wstać, martwiąc się, że cokolwiek było na zewnątrz, go zobaczy.
Być może to nerwy dały o sobie znać, ale zdawało mu się, że słyszy nawet delikatny szelest spódnicy powiewającej na wietrze za oknem. A potem coś zaczęło delikatnie drapać papier w oknie. Chwilę później palec z paznokciem pomalowanym na czerwono przebił się przez cienką warstwę.
Lin Qiushi kucał tuż przy oknie, w martwym punkcie tej dziury. Osoba ta nie mogła go widzieć, ale on mógł widzieć ją – pojedyncze czarne oko pojawiło się w otworze, szpiegując pokój ze zgubnym zamiarem, szukając celu.
Gu Longming, leżący na łóżku, nadal oddychał równomiernie. Lin Qiushi wstrzymał oddech i zrobił, co mógł, by zminimalizować swoją obecność.
Te oczy długo zaglądały do środka, ale ostatecznie ich właścicielce nie udało się go znaleźć. Westchnęła z lekkim rozczarowaniem i powoli się odsunęła. Jednak Lin Qiushi nadal nie chciał się ruszyć. Miał przeczucie, że ta rzecz wciąż była w pobliżu…
Kilka sekund później ta czarna źrenica pojawiła się ponownie. Gdyby uwierzył, że odeszła, prawdopodobnie patrzyłaby na niego teraz. Co by się stało później, nikt nie wiedział. Nadal nie mogąc znaleźć Lin Qiushiego, wpadła we wściekłość z niezadowolenia.
Z oddali dało się usłyszeć miejskiego wołacza na zewnątrz dziedzińca – po usłyszeniu tego dźwięku właścicielka czarnych oczu w końcu zniknęła zza papierowego okna.
Lin Qiushi pozostał w kucki tam, gdzie był. Dopiero po potwierdzeniu, że rzecz na zewnątrz odeszła, powoli podniósł się z ziemi. Jego nogi zdrętwiały, więc zatoczył się z powrotem do łóżka.
Gu Longming nadal spał, zupełnie nieświadomy tego, co się właśnie wydarzyło. Lin Qiushi odetchnął i położył się obok niego. Jego mózg był wypełniony myślami o tych dzieciach i gospodyni. Miał przeczucie, że na tym dziedzińcu kryje się kluczowa wskazówka.
Normalna osoba nie mogłaby zasnąć po tym, co właśnie przeżyła. Ale po wielu doświadczeniach z poprzednich drzw był w stanie szybko się uspokoić. Zamknął oczy i spróbował przypomnieć sobie to spokojne uczucie leżenia obok Ruan Nanzhu. Dzięki temu faktycznie szybko zapadł w sen marzeń.
Wydawało się, że Ruan Nanzhu, Wróżka Pigułki Nasennej, był bardzo skuteczny. Sama myśl o nim mogła uśpić.
Trzeciego dnia ruchy Gu Longminga wstającego z łóżka obudziły również Lin Qiushiego. Otworzył oczy i zobaczył, jak mięśniak wita go z entuzjazmem.
– Dzień dobry! Nic ci się wczoraj nie stało, prawda?
– Tak. Prawie umarłem.
– …mówisz poważnie?
– Oczywiście, że mówię poważnie. – Usiadł na łóżku i szybko opowiedział, co wydarzyło się wczoraj wieczorem.
Gu Longming na początku był wyluzowany, ale kiedy usłyszał, że ta rzecz po prostu stała przy oknie i go obserwowała, zaczął wyglądać na przestraszonego.
– Kurwa, więc ona po prostu gapiła się na mnie całą noc?
– I to dość uważnie.
– Dobrze, że miałem na sobie piżamę. Gdybym spał nago, jak to robię w domu…
Lin Qiushi zamilkł. Prawdopodobnie byłbyś martwy.
Po żartach Gu Longming znów stał się poważny.
– Czy znów zamieniamy się pokojami dziś wieczorem?
Lin Qiushi pomyślał chwilę.
– Chodźmy najpierw zjeść śniadanie – powiedział w końcu.
Podczas śniadania Lin Qiushi odkrył, że dwie osoby z grupy zniknęły. To właśnie one nocowały zeszłej nocy w tamtym pokoju.
– Wrócili wczoraj wieczorem, prawda? – Wszyscy cicho dyskutowali o zaginionych.
Lin Qiushi szybko skończył śniadanie i rzucił Gu Longmingowi spojrzenie pełne ukrytego znaczenia. Ten wciąż się nie najadł, więc wsadził sobie do ust kolejną bułkę.
– Tak, tak, chodźmy – wymamrotał.
Wstali i skierowali się do wyjścia.
– Dokąd idziecie? – zapytał ich ktoś.
– Obejrzeć ich pokój – odpowiedział Lin Qiushi. – Zobaczymy, czy nadal tam są.
– Pójdę z wami. – Yan Shihe, który wczoraj po nich udał się do świątyni przodków, również wstał. Jego partnerka wydawała się nieco niechętna, ale ostatecznie nie protestowała i poszła za nim.
Szli korytarzem. Yan Shihe zapytał, czy słyszeli cokolwiek wczoraj wieczorem.
– Nie – powiedział szczerze Gu Longming. – Zawsze śpię do rana, w ogóle nic nie słyszałem.
Lin Qiushi również pokręcił głową.
– Och. – Yan Shihe wyglądał na zdziwionego. – Cóż, wczoraj usłyszałem płacz dziecka… Dochodził z miejsca, w którym się zatrzymaliście, więc uważajcie dziś wieczorem.
Lin Qiushi nie odpowiedział. Nie słyszał niczego dziwnego wczoraj wieczorem, a biorąc pod uwagę jego wyostrzony słuch, coś, co mógł usłyszeć Yan Shihe, nie powinno umknąć jego uwadze.
W grę wchodziły dwie opcje – albo kłamał, albo tylko on słyszał ten płacz.
Podczas rozmowy dotarli do drzwi pokoju, w którym mieszkały zaginione osoby. Lin Qiushi zapukał i czekał. Wcale nie był zaskoczony brakiem ruchu w środku.
– Wchodzimy? – zapytał.
– Czemu nie. – Yan Shihe nie miał nic przeciwko. – Ale wygląda na zamknięte od środka.
– Spróbuję otworzyć. – W prawdziwym świecie zaczął uczyć się otwierania zamków od Ruan Nanzhu, choć jego postępy nie były szybkie i nie potrafił jeszcze otwierać tych bardziej skomplikowanych. Ten stary zamek przed nim był w porządku. Jeśli naprawdę nie będzie mógł go otworzyć, rozbicie go było nadal opcją.
Minutę później zamek kliknął i się otworzył.
Gu Longming spojrzał na niego z podziwem.
– Bracie, jesteś niesamowity. Teraz wierzę, że naprawdę jesteś bezrobotnym włóczęgą.
Lin Qiushi milczał. To, co właśnie powiedział, nie brzmiało jak komplement.
Yan Shihe otworzył przed nimi drzwi, odsłaniając wnętrze pokoju. Mała sypialnia była całkowicie pokryta czerwoną krwią. Krew nie wyglądała jednak na rozpryskiwaną, a raczej na ślady pozostawione przez coś, co zostało przeciągnięte.
Nie ulega wątpliwości, że właścicieli pokoju spotkało nieszczęście.
Lin Qiushi, udając obojętność, wszedł do środka i rozglądał się, powoli zbliżając się do okna. Znowu dostrzegł małe dziurki. Dziś jednak, widząc je, czuł znacznie bardziej złożone emocje niż wczoraj.
Yan Shihe również był skrupulatny i szybko odkrył dziury w oknie. Zbadał je, nie potrafiąc zrozumieć ich pochodzenia. To Gu Longming, który również udawał obojętność, zauważył:
– To przypomina mi kadzidło, które odurzało i było często używane w serialach wuxia. To nie ludzie ich zabili, prawda?
W odpowiedzi Yan Shihe spojrzał na Gu Longminga.
Inną godną uwagi rzeczą w pokoju było to, co odkrył Lin Qiushi. Stojąca na stole lampa naftowa była pusta. Lampa była dopełniona, kiedy się wprowadzili, a minęły dopiero dwie noce, więc nie było mowy, żeby zdążyli ją całą wypalić. Albo ktoś opróżnił lampę z oleju, albo była jakaś inna przyczyna.
– Zwłoki? Gdzie są ich zwłoki? – Nawet po przeszukaniu pokoju Yan Shihe nie mógł znaleźć ciał i wydawał się mieć wątpliwości. – Nawet jeśli nie żyją, powinniśmy być w stanie znaleźć zwłoki.
Jednak ciał brakowało. Sypialnia nie była duża i nie było w niej niczego, w czym można by je ukryć.
– Nie wiem – odpowiedziała Xiao Qian. – A co jeśli te rzeczy je zjadają?
Yan Shihe zmarszczył brwi i nie odpowiedział. Prawda była taka, że to było możliwe, ponieważ za drzwiami mogło się wydarzyć wszystko. Lin Qiushi również zastanawiał się nad ciałami, ale bardziej zależało mu na tym, aby dowiedzieć się, gdzie jest gospodyni.
Pokój nie wydawał się zawierać żadnych wskazówek, chociaż Gu Longming znalazł krwawy odcisk dłoni dziecka w kącie. Nie wspomniał o tym przy Yan Shihe, ale poczekał, aż rozejdą się w swoje strony, zanim powiedział o tym Lin Qiushiemu w tajemnicy.
– Mh, rozumiem. – Lin Qiushi skinął głową. – Jak myślisz, gdzie zabrano ich ciała?
– Nie wiem… Czy to nie jest normalne, że ciała tutaj znikają?
– Może, może nie. – Gu Longming może i miał rację, ale po prostu czuł, że coś jest nie tak. Jego instynkt podpowiadał mu, że to, gdzie zniknęły zwłoki, było bardzo ważne. Jednak to był czysty instynkt i nie było na to dowodów. To mogło być doświadczenie, o którym mówił Ruan Nanzhu, coś trudnego do opisania.
– Jeśli to cię tak bardzo denerwuje, możemy się rozejrzeć – powiedział Gu Longming, zauważając, że Lin Qiushi nie spuszczał brwi. – Są jeszcze miejsca w tej posiadłości, do których nie poszliśmy.
– No to się rozejrzyjmy. – Lin Qiushi skinął głową.
Zaczęli wędrować po posiadłości. Niewątpliwie majątek był ogromny, z chaotycznie zaprojektowanymi ścieżkami i korytarzami, w których bardzo łatwo można było się zgubić. Dzięki jego dobrej pamięci przebrnięcie przez to wszystko z Gu Longmingiem nie było trudne.
Za to towarzyszący mu mięśniak całkowicie się zgubił.
– Czy my już tędy nie przechodziliśmy? – Ich otoczenie wyglądało cały czas tak samo.
– Nie było nas tutaj – powiedział Lin Qiushi. – Głaz na tamtej ścieżce był trochę mniejszy od tego.
Gu Longming wpatrywał się w głaz tak intensywnie, że prawie latały iskry, ale nadal nie mógł dostrzec żadnej różnicy między tym a poprzednim. Dlatego zwrócił pełne podziwu spojrzenie na Lin Qiushiego.
– Jesteś niesamowity… Zauważasz nawet takie rzeczy.
Lin Qiushi uśmiechnął się, ale nie odpowiedział.
Właściwie, wcześniej nie miał takiej pamięci. Odkąd wszedł przez drzwi, jego pamięć zaczęła się poprawiać, a zapamiętywanie statycznej scenerii nie było dla niego trudne.
Majątek został praktycznie zaprojektowany tak, aby ludzie mogli się w nim zgubić. Wiele rzeczy zostało zbudowanych podobnie i nawet rośliny doniczkowe miały te same układy.
Lin Qiushi i Gu Longming spędzili cały poranek w posiadłości i w końcu znaleźli miejsce, którego szukali – dziedziniec, przy którym mieszkała gospodyni.
Skąd mogli być pewni, że to jej kwatera? Ponieważ Lin Qiushi zobaczył przewieszoną przez gałąź drzewa długą czerwoną suknię kołyszącą się na wietrze. Pamiętał ją. Kobieta w nocy miała ją na sobie.
– Czujesz to? – Gu Longming zmarszczył brwi i pomachał ręką przed nosem. – Śmierdzi.
Lin Qiushi też to poczuł. Zapach był trudny do opisania – trochę jak krew, a trochę jak coś zgniłego. Podsumowując, był absolutnie odrażający.
Dobrze, że Cheng Yixie tu nie było, w przeciwnym razie miałby ciężko.
Kwaterę gospodyni od reszty posiadłości oddzielały pojedyncze metalowe drzwi. Były uchylone, więc mogli zajrzeć do środka.
Lin Qiushi poświęcił chwilę na obserwację.
To był spory dziedziniec, ale zupełnie pusty. Oprócz dużego martwego drzewa nie było widać żadnych innych roślin. A sukienka gospodyni zwisała z samego jego czubka. Po upewnieniu się, że w środku nic się nie porusza, Lin Qiushi lekko otworzył drzwi i weszli na dziedziniec.
Rozglądając się, szybko odkrył krew w kącie. Ślad wyglądał, jakby coś tam przeciągnięto i wydawał się bardzo podobny do śladów wewnątrz pokoju dwóch zaginionych osób.
Gu Longming wydawał się nie lubić tego miejsca. Miał nos zasłonięty jedną ręką i wyraz odrazy na twarzy.
– Co się stało? – zapytał go Lin Qiushi.
– Feng shui tego podwórka jest okropne. Jest praktycznie zbudowane dla zmarłych.
– Czy nasze pokoje nie zostały stworzone również dla zmarłych?
Gu Longming pokręcił głową.
– To miejsce jest gorsze. Dla większości budynków plan kwadratu jest dobry, ale tutaj nawet celowo pościnali rogi.
Lin Qiushi przyjrzał się bliżej i odkrył, że budynkom rzeczywiście brakowało narożników. Ściany zostały siłą wycięte w ćwierćkola i wyglądały niezwykle dziwnie.
Gdy rozmawiali, wyraz twarzy Lin Qiushiego nagle się zmienił.
– Ukryj się. Ktoś nadchodzi – powiedział szybko i zaraz potem znalazł kryjówkę, wślizgując się do środka z Gu Longmingiem.
Chwilę później w drzwiach pojawiła się gospodyni ubrana na czerwono, z ładną twarzą o zimnym wyrazie. Nie zauważyła ich obecności i skierowała się do jednego z budynków.
Gdy już weszła do środka, Gu Longming westchnął z ulgą.
– To mnie okropnie wystraszyło… Wychodzimy? – mruknął.
– Nie, chcę podejść i zobaczyć.
– Pomimo tego, jak niebezpieczne to jest?
Lin Qiushi gestem nakazał mu milczenie. W rzeczywistości niedługo po tym, jak gospodyni weszła do budynku, Lin Qiushi zaczął słyszeć dziwny dźwięk. Odgłos był jak ostry nóż rozłupujący coś twardego — uderzenie po uderzeniu, dudniący dźwięk dobiegał ich uszu.
Chociaż Gu Longming był bardzo przeciwny decyzji Lin Qiushiego, aby przyjrzeć się temu bliżej, nie protestował i posłusznie za nim podążył. Skradali się na palcach, a widok robiącej to tak dużej osoby był dość zabawny.
Lin Qiushi podszedł do progu gospodyni, przechylił się i bardzo ostrożnie zajrzał do środka. Kobieta stała tyłem do nich, trzymając długie ostrze. Jej głowa była pochylona, jakby coś cięła. Przyjrzał się bliżej i odkrył, że to był duży kawałek mięsa… A sądząc po wystających żebrach, to była ewidentnie część ludzkiego ciała.
Najwyraźniej ciała dwóch zaginionych wczoraj wieczorem osób były właśnie przez nią obrabiane.
W pokoju gospodyni było coś jeszcze dziwniejszego, co przyciągnęło wzrok Lin Qiushiego. Stały tam rzędy półek, gęsto zapełnione lampami naftowymi. Niektóre były puste, podczas gdy inne wypełniał zakrzepły olej.
Gospodyni nuciła, z łatwością rozdzielając mięso. Lin Qiushi spojrzał na jej dłonie i stopy i stał się jeszcze bardziej pewny swojej hipotezy. Po rozcięciu mięsa zaczęła rozpalać ogień i umieściła wok na kuchence.
Co ona zamierza zrobić…? – zapytał wzrokiem Gu Longming, z przerażeniem w oczach.
Lin Qiushi bezradnie wzruszył ramionami, dając do zrozumienia, że on również nie wie.
– O, kurwa, nie, to mięso, które jadłem wczoraj, ono nie jest… – mruknął w końcu mięśniak.
– …to niemożliwe, prawda?
Ton Lin Qiushiego również był powątpiewający, ewidentnie niepewny. Przypominając sobie pyszne dania, które jedli w ciągu dnia, a szczególnie zupę z kości, którą podano im wczoraj wieczorem, Gu Longming był gotowy zwymiotować wszystko na miejscu. Jednak udało mu się stłumić mdłości. Zrobił sobie notatkę w myślach, aby jeść tylko rzeczy takie jak pakowane krakersy w przyszłych drzwiach, na wszelki wypadek…
Gdy wok był już rozgrzany, Gospodyni zaczęła wrzucać do niego kawałki mięsa, jeden po drugim.
Tłumaczenie: Ashi
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Tom II
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53
Tom III
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77
Tom IV
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95
Tom V
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 126
Rozdział 126
Tom VI
Rozdział 127
Rozdział 128
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6
Ekstra 7
Ekstra 8
Ekstra 9
Ekstra 10