Tradycyjnie domy yin były miejscami pochówku. Choć stanowiły całkowite przeciwieństwo domów yang, nadal podczas ich budowy brano pod uwagę feng shui.
Podczas gdy Gu Longming i Lin Qiushi rozmawiali, przeszukiwali dziedziniec. Był duży i oprócz ich sypialni znajdowały się tam również inne elementy i budynki.
Jednak między miejscem, w którym spali, a budynkiem, w którym mieszkali pozostali, rosła gęstwina dereni pagodowych. Chociaż Lin Qiushi nie wiedział wiele o feng shui, znał powiedzenie, że owe drzewa przyciągają duchy.
Zauważył, że na dereniach wisiały pęki dzwonków związane czerwonymi sznurkami. Gdy wiał wiatr, dzwoniły i grzechotały. Na tę chwilę brzmiały radośnie dla ucha, ale gdyby je usłyszeć w nocy, z pewnością wywołałby dreszcze na plecach.
Za drzewami płynął strumień, który przecinał dziedziniec. Strumień ten był prawdopodobnie źródłem wody dla miasta, ale został przecięty na pół przez ceglany mur i zamknięty w podwórzu.
Gu Longming zobaczył to i westchnął.
– Wyrzucony na brzeg smok, otoczony murem ze wszystkich czterech stron. To złowrogie wody. Nie powinno się ich w ten sposób zatrzymywać. Rozejrzałem się po tym miejscu i szczerze mówiąc, podziwiam ludzi, którym nie przytrafiły się tutaj żadne złe rzeczy.
– To my tu teraz mieszkamy – przypomniał mu Lin Qiushi.
– …cóż, jesteśmy całkiem imponujący.
Gdy rozmawiali, usłyszeli z zewnątrz cymbały i bębny. Podeszli do drzwi, żeby wyjrzeć i zobaczyli grupę ludzi na ulicy ciągnących żywą świnię gdzieś w dal.
Wszyscy ubrali się w ceremonialną czerwień. Atmosfera wydawała się radosna, ale przy dokładniejszym przyjrzeniu się ich twarzom można było zobaczyć niepewność, a nawet błysk strachu w ich oczach.
– Dokąd oni idą? – zapytał cicho Gu Longming.
Lin Qiushi pokręcił głową.
– Nie wiem. Pójdziemy i zobaczymy?
– Chodźmy. – Gu Longming martwił się o swoje ręce.
Inni ludzie z ich grupy również usłyszeli hałasy, ale niektórzy byli przestraszeni i nie chcieli opuścić dziedzińca. Pozostali jednak postanowili pójść za procesją, aby zobaczyć, dokąd zmierza tłum.
Więc sześć lub siedem osób skryło się w oddali.
Przeszli przez kilka uliczek i minęli niewielki las, aż w końcu zobaczyli, że pochód zatrzymał się nad rzeką za miastem.
Rzeka ta wydawała się być głównym nurtem strumienia posiadłości, w której się zatrzymali. Woda w kolorze gliny kotłowała się i nawet z daleka słychać było jej szum.
Ludzie składający ofiarę zbliżyli się do rzeki i ofiarowali żywą świnię. Lin Qiushi myślał, że wrzucą ją prosto do rzeki, ale niespodziewanie jeden z nich wyciągnął bęben grzechotkowy i zaczął coś skandować. Tłum był daleko, a dźwięk częściowo zagubił się w szumie wody. Większość nie mogła usłyszeć, co wykrzykiwano. Jednak Lin Qiushi słyszał wyraźnie – słyszał, jak powtarzali słowa ze wskazówki: Powiedziałem to raz, powtórzę po raz drugi, moje dziecko płacze z całych sił, więc przeczytaj to trzy razy, a będzie spało do świtu.
Dopiero gdy tłum kilka razy odśpiewał te słowa, wrzucili świnię do rzeki.
Prosiak przez chwilę walczył z prądem, ale szybko zatonął. Kiedy to zobaczyli, tłum odetchnął z ulgą. Odłożyli bęben grzechotkowy i zaczęli odchodzić.
Po kilku krokach usłyszeli, jak coś ciężkiego uderza o ziemię. Odwrócili się i zobaczyli, że świnia została wyrzucona przez coś z powrotem na brzeg.
Serce Lin Qiushiego zabiło mocniej na ten widok. Wyraźnie widział krwawe, czerwone ślady zębów, które gęsto krzyżowały się na skórze świni, jakby coś ją obgryzło. A pogryziony prosiak wciąż żył i z jego pyska wydobywały się żałosne piski.
Ludzie z procesji stracili panowanie nad sobą w chwili, gdy to zobaczyli. Na każdej twarzy pojawił się wyraz paniki. Wydawali się przestraszeni, że stoją przy rzece i pobiegli do miasta, jakby ścigał ich potwór.
– Co jest w tej rzece… – zapytał Gu Longming.
Lin Qiushi pokręcił głową.
– Nic dobrego.
– Co to za Święto Boga Rzeki, to raczej festiwal dla rzecznych upiorów.
Lin Qiushi zrozumiał, co się dzieje, gdy to usłyszał.
Gdy rozmawiali, zobaczyli, że dwie osoby z tych nielicznych, które przyszły z nimi, wychodzą z cienia i zbliżają się do rzeki. Wyglądało na to, że chcieli obejrzeć z bliska tę świnię i to, co było w wodzie.
Gu Longming zwrócił się do Lin Qiushiego, gotowy do działania.
– Czy nie powinniśmy pójść i sprawdzić? Może jest tam jakaś ważna wskazówka?
– Nie, nie pójdziemy. – Lin Qiushi nie chciał ryzykować własnym życiem. – Czy zapomniałeś, jak szybko ci ludzie uciekli? – Jakby na brzegu rzeki był krwiożerczy zły duch. Musieli być albo głupi, albo mieć w posiadaniu jakiegoś asa w rękawie, by podejść tam w tej sytuacji.
Dwie osoby udały się nad brzeg rzeki i najpierw obejrzały zwierzę. Ofiarna świnia wciąż żyła, z jej pyska wydobywały się jęki bólu. Świeża krew wyciekała z niej i spływała do gliniasto-żółtej rzeki. Nie znaleźli żadnych wskazówek dotyczących tego, co stało się świni, więc wystawili głowy nad rzekę. Mężczyzna najwyraźniej coś zobaczył i krzyknął w szoku:
– Coś tu jest, uciekaj…!
Ale powiedział to za późno. Gdy tylko stopy drugiej osoby dotknęły brzegu rzeki, coś natychmiast chwyciło jej kostkę i wciągnęło ją do wody. Potwór w rzece był silny i nie dał jej czasu na reakcję. Ta osoba krzyknęła, a następnie wpadła do rzeki z pluskiem.
– Xiao Yu, Xiao Yu…! – Mężczyzna, który wyszedł na brzeg, zawołał słabo za swoją przyjaciółką. – Xiao Yu…!
Woda w kolorze gliny zaczęła jakby wrzeć. Była zabarwiona świeżą krwią. Tak po prostu Xiao Yu została wciągnięta do rzeki i zniknęła.
Lin Qiushi usłyszał ostry śmiech dzieci. Spojrzał na Gu Longminga, którego twarz zbladła.
– Ty też to słyszałeś? – zapytał go Lin Qiushi.
– Co słyszałeś? – Gu Longming nie wiedział.
– No to co cię aż tak przestraszyło?
Gu Longming milczał przez chwilę, zanim cicho powiedział:
– Widziałem, co wciągnęło ją do wody. – W jego oczach pojawił się cień strachu. – To były… ręce dziecka.
Para przemoczonych, bladych i opuchniętych rąk dziecka.
– Chodźmy. – Gu Longming nie chciał tu zostać dłużej.
Lin Qiushi nie zauważył żadnych innych oznak ruchu nad rzeką, więc skinął głową i wstał.
Wrócili do miasta i odkryli, że zapanowała w nim bardzo dziwna atmosfera. Wszyscy na ulicach szeptali. Niektórzy wyglądali na przestraszonych, a inni na odrętwiałych.
Jednak kiedy zobaczyli tych dwóch outsiderów, ich przestraszone i odrętwiałe miny zabarwiły się czymś innym. Chociaż Lin Qiushi nie chciał się do tego przyznać, widział, że to było coś w rodzaju podniecenia.
– Kurwa, czemu oni tak na nas patrzą? – Gu Longming nie mógł już tego znieść. – Jak zboczeńcy nagabujący dziewczynę. Już przecież ubrałem się w normalne spodnie.
Lin Qiushi nie odezwał się, ale pomyślał, że nawet gdyby był w spódnicy, to Gu Longming prawdopodobnie nadal odgrywałby rolę zboczeńca.
Powiał silny podmuch wiatru, a czerwone latarnie zawieszone wzdłuż ulicy kołysały się jak kule jasnego światła pochodni. Choć odbywał się festiwal, nie było tu wcale świątecznego nastroju. Zamiast tego wszyscy byli przestraszeni nadchodzącymi urodzinami Boga Rzeki.
Lin Qiushi wszedł do pierwszego lepszego sklepu, dokonał zakupu, a następnie taktownie zapytał o Festiwal Boga Rzeki.
Właścicielem był mężczyzna po pięćdziesiątce. Rzucił im gniewne spojrzenie i niechętnie powiedział:
– To dla nas szczególne święto, modlimy się o pomyślną pogodę…
– To wszystko?
– To wszystko. – Właściciel trzymał miotełkę do kurzu i sprzątał dookoła, mrucząc: – Co innego moglibyśmy robić?
– Co dzieje się podczas składania ofiary?
– To po prostu wrzucanie bydła do rzeki, żeby nakarmić Boga Rzeki… – odparł niejasno właściciel.
Gu Longming zawsze mówił wprost.
– Tylko bydło? Nie wrzucacie ludzi na końcu, prawda?
Właściciel w końcu się zdenerwował.
– Oczywiście, że nie! Jeśli mi nie wierzysz, możesz sam sprawdzić. Przecież widzieliście!
– Dlaczego więc…
Chciał zapytać, dlaczego wtedy z rzeki wynurzyły się ręce dziecka, ale Lin Qiushi lekko go stuknął. W ostatniej chwili zmienił słowa.
– Dlaczego więc ci ludzie tak bardzo bali się tego, co jest w rzece?
– Mówiliśmy ci, że to Bóg Rzeki. Oczywiście, że wszyscy bogowie mają temperament. – Właściciel był bardzo niecierpliwy. – Dobra, dobra, muszę robić interesy. Zadajesz te wszystkie pytania i nawet nie kupujesz…
– Kto powiedział, że nie kupuję? – zapytał Gu Longming. – Akceptujecie Alipay? Jeśli Alipay nie działa, WeChat też jest w porządku.
Właściciel spojrzał na niego beznamiętnie.
– Przyjmuję tylko gotówkę.
– To nic nie da, zostaniesz wyeliminowany przez zmieniające się czasy. Powiem ci… – zaczął rozczarowany Gu Longming.
Zanim zdążył zacząć, Lin Qiushi go odciągnął.
Lin Qiushi pomyślał, że gdyby tego nie zrobił, idiota zacząłby wychwalać zalety wirtualnej płatności. Rzeczywiście wygodna, ale potrzebowali do niej przynajmniej smartfonów. A poza tym to było za drzwiami – co mogli zrobić, przynieść do domu lokalne specjały?
– Dlaczego mnie stamtąd zabrałeś? – Gu Longming podwinął rękawy, niezadowolony. – Nawet nie skończyłem mówić… – Zauważył wyraz twarzy Lin Qiushi i zaśmiał się słabo: – To tylko żart, tylko żart.
Wyglądało na to, że inni mieszkańcy również nie byli zbyt chętni do rozmowy o Festiwalu Boga Rzeki. Złapali jeszcze kilku przechodniów, których mogli przesłuchać, ale żadna z otrzymanych wskazówek nie była jasna. Wiedzieli tylko, że urodziny Boga Rzeki są za siedem dni i że wszyscy w mieście wezmą w nich udział.
O południu Lin Qiushi i Gu Longming wrócili do posiadłości na lunch.
Przynajmniej posiłek był obfity. Usiedli przy oddzielnych stolikach, a bystre uszy Lin Qiushiego sprawiły, że mógł podsłuchiwać większość rozmów.
– Naprawdę nie ma problemu z tą świątynią? – zapytał ktoś cicho.
– Myślę, że jest. Po prostu jeszcze go nie znalazłem – odpowiedziała inna osoba. Wyglądał na członka grupy, który wczoraj zasugerował, żeby podzielili się na pokoje. Lin Qiushi przypomniał sobie, że nazywa się Yan Shihe. Połączył siły z młodą kobietą o imieniu Xiao Qian.
– Nie chcę tam znowu wchodzić – powiedziała Xiao Qian. – Tam jest dziwnie i strasznie.
– Możesz poczekać na zewnątrz. Wejdę i sprawdzę.
Gdy Lin Qiushi uważnie słuchał, Gu Longming nagle poklepał go po plecach. Podskoczył i spojrzał na chłopaka.
– Tak?
– Czego słuchasz? – zapytał Gu Longming cicho. – Słyszysz nawet z tak daleka?
– Tylko trochę – odparł niejasno.
– Nawet odrobina robi wrażenie.
– Och… Wygląda na to, że w mieście jest świątynia. Powinniśmy tam zajrzeć.
– Jasne – powiedział Gu Longming. – Chodźmy po lunchu. – Wstał, żeby wziąć kolejną miskę ryżu. Trzeba przyznać, że jego apetyt był bardzo dobry. W pojedynkę pochłonął cztery duże porcje ryżu i zasadniczo sprzątnął całe jedzenie ze stołu.
Lin Qiushi nagle pomyślał, że Gu Longming i Cheng Qianli mają wiele wspólnych tematów do rozmowy.
Po obiedzie dokładnie wypytali służącego, aby dowiedzieć się, gdzie znajduje się świątynia. Dowiedzieli się, że muszą pójść dalej w górę rzeki.
Świątynia była również nazywana salą przodków, zbudowaną przez starożytne rodziny w celu oddawania czci zmarłym. Czasami odbywały się tam również ważne miejskie spotkania – na przykład jeśli ktoś zrobił coś przeciwko prawu wspólnotowemu, był tu karany przez przywódców społeczności.
Ze względu na swoje znaczenie, świątynie przodków były zazwyczaj budowlami symbolizującymi całą rodzinę – wspaniale zbudowanymi i misternie zdobionymi. Ta świątynia wyglądała tak samo.
Drzwi były otwarte, a przed nimi siedział strażnik. Nie przywitał się z nimi, gdy się zbliżyli, tylko otworzył oczy na tyle, by ich obejrzeć, a potem zamknął je z całkowitym brakiem zainteresowania.
– Dlaczego nas nie powstrzymał? – Gu Longming pomyślał, że to dziwne. – Tak ważne miejsce, a każdy może po prostu wejść? Tablice pamiątkowe ich przodków są tutaj, czy nie boją się, że je wszystkie zniszczymy?
– To faktycznie dziwne. – Świat za drzwiami zazwyczaj nadal przestrzegał zasad panujących w rzeczywistości. Na przykład w takim miejscu normalnie ktoś by ich zatrzymał przy drzwiach i musieliby znaleźć inną drogę do środka.
Gu Longming rozmyślał nad tym, ale nie znalazł odpowiedzi, więc mógł się tylko poddać.
W sali ustawiono schludne rzędy tablic pamiątkowych. Było ich tak wiele, że Lin Qiushi nie wiedział nawet, z której strony zacząć je liczyć. Kadzidło i inne ofiary ustawiono przed tablicami. Wyglądało to jak zwykła świątynia przodków.
Jednak Lin Qiushi nadal czuł, że jest tu jakaś anomalia. Po prostu nie potrafił określić, co to jest.
Gu Longming spojrzał w lewo, spojrzał w prawo, czując się coraz dziwniej.
– …Ta świątynia nie jest całkiem w porządku.
– Co jest nie tak?
Gu Longming wskazał na tabliczkę umieszczoną wyżej niż pozostałe.
– Widzisz tamtą tabliczkę?
– Tak? – Spojrzał tam, gdzie wskazał Gu Longming i zobaczył czarną tabliczkę.
– Daty są chyba błędne.
Krótko mówiąc, na środku tablicy pamiątkowej wyryte jest imię i rola danej osoby w społeczeństwie. Po lewej stronie znajduje się data urodzenia, a po prawej data śmierci. Lin Qiushi spojrzał na daty i był w szoku.
– Miał tylko rok?
Tabliczka oznaczała miejsce pochówku rocznego dziecka, chłopca, który zmarł przedwcześnie.
Gu Longming pokręcił głową, a w jego oczach widać było niezgodę.
– Martwych dzieci nie można umieszczać w kapliczkach przodków.
Lin Qiushi również znał ten zwyczaj. Prawo ludowe mówiło, że młodych zmarłych nie można było wpuszczać do rodzinnych grobów, ponieważ legendy głosiły, że umierali pełni urazy, a nawet mogli mieć żal do bliskich członków rodziny. Gdy tak rozmawiali, tabliczka, na którą patrzyli, spadła z góry z hukiem i rozpadła się na pół tuż przed nimi.
Lin Qiushi i Gu Longming zamilkli.
– Haha, to pewnie wiatr. – Mięśniak zaśmiał się słabo.
Wzrok Lin Qiushiego przesunął się po górnym rzędzie tabliczek w holu i odkrył, że wszystkie należały do dzieci nie starszych niż trzy lata, a najmłodsze miały około roku… Może nawet mniej.
Tabliczka na pewno nie została rozbita przez wiatr. Nie było tu okien, a drzwi były na wpół zamknięte, więc skąd miałby się tu wziąć?
– Chodźmy – powiedział Lin Qiushi, spoglądając na połamaną tablicę.
Gu Longming nie pragnął niczego więcej i ochoczo podkulił ogon, szykując się do ucieczki. Gdy wychodzili, grupa Yan Shihe właśnie przybyła. Przywitali się z nimi uprzejmie.
– Dokonaliście nowego odkrycia? – zapytał ich Yan Shihe.
– Gdybyśmy to zrobili, nie powiedzielibyśmy ci. – Gu Longming był osobą bezpośrednią i mówił bez wahania, co myślał. – Jeśli dzięki naszym wskazówkom zdobędziesz klucz i z nim uciekniesz, to co mamy zrobić?
Yan Shihe się roześmiał. Najwyraźniej uważał Gu Longminga za interesującą osobę.
Lin Qiushi wciąż myślał o tym, co wydarzyło się w świątyni przodków, ale nagle poczuł, jak Gu Longming zbliża się do jego ucha. Mężczyzna dmuchnął, a on zadrżał.
– Co robisz?
– No cóż, chcę z tobą porozmawiać, prawda? Hej, myślisz, że mają jakieś inne wskazówki?
Zanim Lin Qiushi zdążył odpowiedzieć, ze świątyni dobiegł nieprzerwany łoskot. Dźwięk był aż nazbyt znajomy, ponieważ słyszeli go już wcześniej – był to dźwięk tablic pamiątkowych rozbijających się o podłogę. Po głośności Lin Qiushi podejrzewał, że upadło ich całkiem sporo.
Gu Longming też to usłyszał i trochę się przestraszył.
– Kurwa, co oni tam, do cholery, zrobili? Poszli i wkurzyli całą rodzinę.
– Nie wiem…
Strażnik świątyni również usłyszał hałas. Wyglądał na wściekłego, wstał i wszedł do środka. Chwilę później usłyszeli krzyki z wnętrza. Wtedy Yan Shihe i jego przyjaciółka Xiao Qian wyszli ze wstydem.
Gu Longming poświęcił chwilę na okiełznanie schadenfreude, przybrał zaniepokojony wyraz twarzy i zapytał:
– Wszystko w porządku?
– Tak – powiedział Yan Shihe. – To tylko wypadek.
Xiao Qian była zrozpaczona.
– Ktoś naprawdę mnie popchnął. W przeciwnym razie nie upadłbym na te tablice… – mruknęła.
– Nie myśl o tym za dużo – powiedział Gu Longming. – A co, jeśli to nie człowiek cię popchnął?
Xiao Qian była bliska łez. Lin Qiushi pomyślał, że jego nowy towarzysz ma naprawdę niewyparzoną gębę.
Niebo pociemniało, więc powoli zaczęli wracać do posiadłości. Pogoda za drzwiami nigdy nie była dobra. Nawet błękitne niebo w dzień wydawało się ponure. Około szóstej w mieście znowu zapanowała martwa cisza. Pozostały tylko czerwone latarnie, które wisiały wzdłuż ulicy i kołysały się na wietrze.
Wróciwszy na dziedziniec, Lin Qiushi dostrzegł gospodynię, która ich przywitała. Przebrała się i usiadła wśród dereni pagodowych na podwórzu. Wydawało się, że trzyma coś w ramionach. Na początku myślał, że buja dziecko. Dopiero gdy podszedł, odkrył, że nie trzyma w ramionach bobasa, ale mały kocyk w jaskrawoczerwonym kolorze. Wyglądał, jakby kiedyś był pieluszką niemowlęcia.
Kiedy Lin Qiushi obserwował, Gu Longming podszedł i znów dmuchnął mu w ucho.
– Na co patrzysz?
– Czy możesz przestać dmuchać mi w ucho? Łaskocze – odparł z irytacją Lin Qiushi.
– Kiedy to robię, końcówka twojego ucha drga. To jest cholernie urocze.
– Uważaj, przecież masz być licealistką! – warknął Qiushi.
Gu Longming w milczeniu wyjął spinkę z marchewką i przypiął ją do włosów. Lin Qiushi przyznał się do porażki.
Kiedy rozmawiali, gospodyni wstała i powoli odeszła.
– Chodźmy coś zjeść – powiedział Lin Qiushi.
Gu Longming skinął głową z zadowoleniem.
Dziś jedna osoba niespodziewanie zginęła nad wodą, a w domu zostało jeszcze jedenaście osób na kolację. Gu Longming stwierdził, że posiłki były dla niego najszczęśliwszymi chwilami za drzwiami. Zapytał, kiedy Lin Qiushi jest najszczęśliwszy.
– Kiedy wychodzę z drzwi.
– Och…
– Czy to naprawdę twój czwarty raz? – Szczerze mówiąc, uważał, że Gu Longming radził sobie zbyt dobrze i wcale nie wyglądał na początkującego.
– Tak. – Chłopak otarł usta. – Ale ja robię takie rzeczy w prawdziwym świecie.
Lin Qiushi był zszokowany.
– Co takiego? Polowanie na duchy?
Gu Longming skinął głową.
Lin Qiushi milczał przez długi czas, zanim w końcu otworzył usta.
– Na zewnątrz też są duchy? – Czy nie może po prostu być materialistą w spokoju?
– Nie – odpowiedział spokojnie Gu Longming, ku jego zaskoczeniu. – Więc w inny sposób jestem po prostu oszustem…
Lin Qiushiego zatkało. Dlaczego jesteś taki szczery?
– Myślałem, że moje umiejętności nigdy nie będą nigdzie przydatne, ale kto by pomyślał, że coś takiego może jednak istnieć? A co z tobą, co robisz za drzwiami?
– Jestem bezrobotnym włóczęgą. – Kiedyś miał pracę, ale teraz po prostu głaskał kota i przesypiał całe dnie. Stał się zwykłą soloną rybą bez celu w życiu. Gu Longming miał właśnie okazać odrobinę współczucia, gdy usłyszał, jak Lin Qiushi dodaje: – Czasami biorę zlecenia, żeby trochę dorobić.
– …jesteśmy już przyjaciółmi, prawda?
– Nie oferuję zniżek.
– …Linlin, naprawdę jesteś bez serca! Ale mi się to podoba. Podoba mi się, że jesteś taki bez serca!
Jasne, skoro tak ci się podoba, to mogę jeszcze bardziej podnieść cenę – pomyślał Lin Qiushi.
Tłumaczenie: Ashi
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Tom II
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53
Tom III
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77
Tom IV
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95
Tom V
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 126
Rozdział 126
Tom VI
Rozdział 127
Rozdział 128
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6
Ekstra 7
Ekstra 8
Ekstra 9
Ekstra 10