Kaleidoscope of Death

Rozdział 80 – Dziewiąte drzwi18 min. lektury

Lin Qiushi najpierw policzył, aby upewnić się, że wchodzi przez czwarte drzwi, po czym ruszył naprzód i wyciągnął rękę, aby je otworzyć.

Scena zmieniała się w miarę jak szedł. Pomieszczenie wokół niego zmieniło się w przysadziste, tradycyjne budynki, a dywan pod jego stopami stał się wąską ścieżką z kamiennych płyt.

To był pierwszy raz, kiedy Lin Qiushi wszedł sam przez drzwi bez Ruan Nanzhu, który pilnowałby jego pleców. Nie mógł powstrzymać się od uczucia lekkiego zdenerwowania. Jednak wkrótce zdenerwowanie rozwiało się, zmieniając się w spokojną akceptację. Ruszył ścieżką wyłożoną płytami kamiennymi, rozglądając się po otoczeniu.

Świat za tymi drzwiami wydawał się być malowniczym miasteczkiem. Wszystkie budynki były stare i zabytkowe, wielopiętrowe i każdy z ładną czerwoną latarnią wiszącą z przodu. Było już ciemno, a każda czerwona latarnia jarzyła się delikatnym światłem, oświetlając ścieżkę dla pieszych.

Ulica nie była szeroka. Była też pusta, z obu stron otoczona dużą liczbą sklepów i kilkoma budynkami mieszkalnymi. Lin Qiushi zobaczył nawet kamienne lwy majestatycznie stojące przed niektórymi sklepami. Wszystkie szyldy były zapisane tradycyjnymi znakami. Czy ten świat był średniowieczny…?

Idąc dalej, szybko odkrył cel, do którego zmierzał.

Mając za sobą kilka drzwi, Lin Qiushi zdobył już spore doświadczenie. Zasadniczo, po wejściu do dowolnych drzwi, była dostępna tylko jedna droga. Prowadziła do szerszej, bardziej otwartej przestrzeni, gdzie zazwyczaj czekali ludzie. Tym razem Lin Qiushi wydawał się być pierwszy.

Wszedł na dziedziniec przed dużą posiadłością z otwartymi drzwiami.

Ogródek był dość przestronny. Dziedziniec został gęsto obsadzony drzewami i krzewami, wydawało się, że jest pełen życia.

Lin Qiushi zatrzymał się i zaczął czekać, nie zapominając zdjąć bransoletki z ręki. Kilka dni temu wysłał pasującą bransoletkę do licealistki, która go zatrudniła. Dopiero gdy oboje mieli je na sobie, mogli wejść przez te same drzwi.

Jeśli zlecenie zakończy się sukcesem, studentka ma ją zwrócić. Oczywiście, niektórzy byli chciwi i nie chcieli jej zwrócić, ale każdy klient zastawiał coś ważnego w ramach kaucji, więc jeśli ktoś nie działał w dobrej wierze, nie odzyskał zaliczki. Mogli nawet zostać ukarani przez administrację forum, więc niewiele osób faktycznie to zrobiło.

Nawet nie wiedział, jak wyglądała ta dziewczyna. Lin Qiushi o tym myślał, gdy nagle ktoś wszedł przez drzwi. Gdy zobaczył tę osobę, jego wyraz twarzy natychmiast stał się sztywny.

Był to umięśniony mężczyzna, około 180 cm wzrostu, trzeba przyznać, że dość przystojny. Zobaczywszy Lin Qiushiego, obdarzył go olśniewającym uśmiechem.

Gdyby to było wszystko, byłoby w porządku, ale ten umięśniony mężczyzna miał na sobie także niebieski top i białą minispódniczkę, która, gdy powiał wiatr, ujawniła coś, co wyglądało jak białe, koronkowe majtki. Na jego krótkich włosach wisiała pomarańczowa spinka w kształcie marchewki.

Lin Qiushi przyjrzał się ubiorowi mięśniaka i pogrążył się w głębokim, ciężkim milczeniu. Choć naprawdę nie chciał, wciąż pamiętał opis ubrań, które jego klientka powiedziała, że będzie miała na sobie.

Więc będę miała na sobie niebieski crop top, białą minispódniczkę i spinkę do włosów z marcheweczką – tak opisała siebie „licealistka”. – Kiedy się spotkamy, nasz tajny kod zacznie się od tego, że powiem „pika pika”, a ty odpowiesz „pika pikachu”, okej?

Lin Qiushi wtedy uważał, że ta dziewczyna jest całkiem słodka, ale teraz…

Umięśniony mężczyzna prawdopodobnie też rozpoznał jego strój, bo podbiegł do niego i krzyknął piskliwym barytonem:

– Pika pika!

W chwili, gdy Lin Qiushi usłyszał to „pika pika”, poczuł, że zaraz nogi się pod nim ugną.

– Pika pika! – powtórzył mięśniak. Jego akcent miał nieco północną nutę i sprawiał, że wydawał się jeszcze bardziej męski. Gdyby nie ten strój, byłby naprawdę porządnym mężczyzną.

– Pika pikachu… – wydusił z siebie w końcu.

– Cześć, bracie! – Mięśniak poklepał Lin Qiushiego po ramieniu i radośnie dodał: – Jestem Gu Longming! A ty?

– Jestem Yu Linlin… Ty…

Gu Longming prawdopodobnie wiedział, że Lin Qiushi jest w szoku z powodu jego wyglądu i pośpieszył z wyjaśnieniem:

– Naprawdę jestem uczniem szkoły średniej! Tylko nie dziewczyną.

– …kiblujesz od dekady?

Gu Longming zaczął się serdecznie śmiać i sięgnął, by zdjąć spinkę do włosów.

– No cóż, bałem się, że mnie nie poznasz, prawda? Specjalnie kupiłem ten strój. Na szczęście mnie poznałaś.

Lin Qiushi poczuł się trochę zaniepokojony i pomyślał, że skoro tacy ludzie są powszechni, to nic dziwnego, że Ruan Nanzhu ma zwyczaj źle rozpoznawać klientów. W ogóle nie chciał pracować z tą „licealistką”.

Myśląc o Ruan Nanzhu, Lin Qiushi przypomniał sobie dziwny wyraz twarzy, który miał przyjaciel, gdy opowiedział mu o tym zleceniu. Czyli ten drań to przewidział… Obaj byli drag queen, ale dlaczego różnica była aż tak wyraźna? Lin Qiushi aż zatęsknił za Zhu Meng i Ruan Baijie.

– Ile drzwi już przekroczyłeś? – Gu Longming był ewidentnie osobą otwartą i podszedł do skały z boku, żeby usiąść. – To naprawdę mój czwarty raz. Za każdym razem jest cholernie strasznie.

– Uważaj.

– Ach? Na co?

– Uważaj, jak siedzisz.

Widząc Gu Longminga siedzącego z szeroko rozchylonymi nogami, z białymi majtkami pod spódnicą w pełnym świetle… I było też to dziwne wybrzuszenie. Lin Qiushi pomyślał, że na pewno oślepnie.

– Co w tym takiego wielkiego? – Więc Gu Longming pomyślał, że to w porządku. – Masz to samo, co ja, prawda? Nie ma nic do zobaczenia!

Lin Qiushi prawie nie mógł powstrzymać się od przekleństw.

Mimo tych słów Gu Longming złożył nogi.

Korzystając z okazji, zanim ktokolwiek inny przybył, Lin Qiushi dał Gu Longmingowi wskazówkę do tych drzwi.

Gu Longming był kompletnie zdezorientowany.

– Jakie dziecko, nigdy o tym nie słyszałem.

Lin Qiushi miał właśnie zamiar mu to wyjaśnić, gdy na podwórze weszło dwoje ludzi – mężczyzna i kobieta, a sądząc po sposobie, w jaki zaczęli liczyć obecnych, oni również prawdopodobnie się znali.

Na początku rozmawiali między sobą, ale gdy zobaczyli Gu Longminga siedzącego na środku dziedzińca, niedowierzanie przemknęło przez ich twarze.

Gu Longming najwyraźniej potrafił znieść cudze osądy. Nie odczuwał dyskomfortu, a nawet przywitał się z nimi uśmiechem.

Kobieta odwróciła się, by przemówić do towarzysza i chociaż jej głos był cichy, Lin Qiushi i tak ją usłyszał.

– To prawdopodobnie wina jakiegoś zaburzenia emocjonalnego, nie bądź dziwny…

Mężczyzna pośpieszył, by zmienić kierunek spojrzenia, kiwając głową. Lin Qiushi dostrzegł w tym mężczyźnie swoją wcześniejszą reakcję. Wszystko byłoby w porządku, gdyby Gu Longming był rzeczywiście osobą transpłciową, ale on chciał tylko wrobić go w przyjęcie jego fuchy.

Lin Qiushi pomyślał z bólem, że tak naprawdę wszyscy mężczyźni są po prostu wielkimi kłamcami.

Stopniowo pojawiło się siedem lub osiem osób, w tym dwóch nowicjuszy, którzy po raz pierwszy weszli przez drzwi.

Nowicjuszkami były obie dziewczyny i obie szlochały ze strachu. Ludzie oferowali im kilka słów pocieszenia, ale rezygnowali, gdy nie przestawały beczeć. Nie każdy mógł dobrze znieść drzwi. I zazwyczaj dla każdego pierwsze były najtrudniejsze, jak prawdziwe bramy piekieł.

Majątek był duży, a oni czekali na centralnym dziedzińcu, pełnym malowniczej zieleni. Wyostrzony słuch Lin Qiushiego mógł nawet wychwycić dźwięk kapiącej wody. Źródło wydawało się znajdować za budynkiem i sądząc po dźwięku, nie był to zwykły strumień.

Po prawej stronie posiadłości znajdował się duży staw, ale było już ciemno, więc ciężko było stwierdzić, co rosło wokół niego. Sprawdzą to jutro.

Budynki posiadłości znajdowały się dalej, ukryte w zagajniku drzew. Lin Qiushi szybko zauważył, że między drzewami pojawiła się rozgwieżdżona plamka światła i stopniowo się zbliżała.

– Więc wszyscy przybyliście. – Światło zatrzymało się niedaleko nich. Była to kobieta niosąca czerwoną latarnię. Miała na sobie piękne qipao i posiadała długie, rozpuszczone włosy, ale jej rysy nie były wyraźnie widoczne. – Tędy proszę.

Grupa zaczęła za nią podążać.

– Święto Boga Rzeki, na które przyszliście, jest za siedem dni. – Kobieta objęła prowadzenie, a jej ciało kołysało się z każdym krokiem. Jej kobiece ruchy przyciągały wzrok, owszem, ale w takiej chwili nikt nie miał czasu na zbędne myśli. – Będziecie musieli trochę poczekać, ale to nie potrwa długo… Już za siedem dni spełnią się wszystkie wasze życzenia.

Uśmiechnęła się, a jej blada twarz wydawała się nieco upiorna w ciemności.

– Tutaj będziecie spali. Jeśli będziecie czegoś potrzebować, zawołajcie któregoś ze służących. Jest już ciemno, więc dlaczego nie położycie się wcześniej? – Po tych słowach kobieta odwróciła się i leniwie zniknęła w ciemności.

– Wszyscy powinni utworzyć zespoły. Zazwyczaj w jednym pokoju jest od dwóch do trzech osób. Jeśli będzie ich więcej, istnieje większe prawdopodobieństwo, że coś pójdzie nie tak – przemówił mężczyzna po trzydziestce. Lin Qiushi pamiętał, że nazywa się Yan Shihe. Wydawał się dość doświadczony i nie wyglądał na kogoś, kto wchodzi do czwartych drzwi. Domyślił się, że on też może kogoś wprowadzać.

W ułamku sekundy podzielili się na pięć grup. Kiedy Lin Qiushi się ocknął z zamyślenia, został tylko Gu Longming, szczerzący się do niego.

– Lin-gege, zostaniemy razem? – Trzeba było powiedzieć, że 180-centymetrowy mięśniak w mini spódniczce nazywający cię Lin-gege nie jest szczególnie przyjemnym doświadczeniem. Gu Longming złapał Lin Qiushiego za ramię i nieśmiało zakołysał się na piętach tam i z powrotem. – Proszę? Ładnie proszę?

– Dobrze, dobrze. Przestań ciągnąć, boli mnie ramię – wydusił w końcu Qiushi.

Pozostali spojrzeli na niego ze współczuciem.

Gu Longming się zaśmiał. Jego głos to był dudniący bas, więc całe jego udawane jęczenie i przymilanie się naprawdę przyprawiało o dreszcze.

– Jesteś taki słodki!

Twarz Lin Qiushiego wydawała się zdrętwiała. Nigdy tak bardzo nie tęsknił za Ruan Nanzhu.

Choć utworzyli sześć grup, przydzielono im więcej niż sześć pokoi. Było ich łącznie dwanaście albo nawet trzynaście.

Jednak po wybraniu obejrzeniu losowych dwóch pomieszczeń, Lin Qiushi nie znalazł żadnych znaczących różnic między nimi – przynajmniej na razie.

Ponieważ było już ciemno, on i Gu Longming wybrali na nocleg pokój w środku. Był podobny do dziedzińca na zewnątrz, udekorowany w tradycyjny sposób i z klasycznym rozmachem. Był jednak pewien problem. W pokoju stało tylko jedno łóżko… Było duże, owszem, ale…

Lin Qiushi spojrzał na „licealistkę” stojącą obok niego. Widząc jego spojrzenie, Gu Longming wybuchnął śmiechem.

– Okej, okej, skoro już się rozpoznaliśmy, nie założę tego jutro, więc możesz przestać tak na mnie patrzeć.

– To nie jest twoje hobby?

– Nie – mówiąc to, zdjął krótki top. – Ale po tym, jak go dziś przymierzyłem, uważam, że jest całkiem fajny. Chcesz spróbować?

Lin Qiushi pokręcił głową i pomyślał: Nie, dziękuję, już tam byłem, zrobiłem to, nie podobało mu się, musiałem udawać niemego.

Pokój oświetlała jedna lampa naftowa. Choć niewielka, była też dość jasna, dokładnie oświetlając cały pokój. Kto wiedział, jak została zrobiona?

Lin Qiushi i Gu Longming położyli się w łóżku.

– Czy naprawdę jesteś super dobry? – Gu Longming był pod prześcieradłami, a tylko jego ciemne oczy błyszczały w ciemności, wpatrując się intensywnie w Lin Qiushiego. – Musisz mnie chronić.

Lin Qiushi leżał w łóżku i patrzył w sufit.

– Ale ja chcę chronić tylko licealistki.

– To jutro to założę…

Lin Qiushi zamilkł, ale po chwili się poddał.

– Właściwie myślę, że też potrzebujesz ochrony.

Choć jego nowy towarzysz był wyższy i bardziej umięśniony, to miał dość wrażliwe serce. Zamknęli oczy i Lin Qiushi szybko zasnął.

O północy, z zamglonymi od snu zmysłami, usłyszał uderzenie drewnianych klepek. Ktoś na zewnątrz ogłosił godzinę i poprosił, żeby uważać na płomień świecy.

Głos był blisko, a potem znów zniknął w oddali. Jednak gdy Lin Qiushi miał już zasnąć, usłyszał cichy krzyk dziecka. Na początku pomyślał, że to kot, bo pisk był cichy i cienki, ale jego ostry słuch szybko wychwycił coś dziwnego – dźwięk dochodził z wnętrza ich pokoju.

Gdy tylko to sobie uświadomił, cała senność Lin Qiushiego natychmiast całkowicie zniknęła. Otworzył oczy i zobaczył szorstką twarz śpiącego Gu Longminga – drań był praktycznie nieprzytomny, wyraźnie głuchy na wszelkie zamieszanie w ich pokoju.

Lin Qiushi wstał z łóżka i się rozejrzał. Szybko znalazł źródło krzyku w swoim plecaku. Zawahał się, po czym włączył latarkę w telefonie i poszedł do bagażu.

Przez drzwi zabrał ze sobą czarny plecak podróżny z dużą ilością miejsca do przechowywania. Miał tam ubrania na zmianę i przedmioty codziennego użytku, a także awaryjną przekąskę.

Lin Qiushi otworzył torbę i szybko zorientował się, co płakało. To był trup dziecka, którego przyniósł z sanatorium Waverly Hills. Zanim wszedł przez drzwi, umieścił zwłoki w drewnianym pudełku, aby je przenieść. W tym momencie Lin był pewien, że krzyk dochodzi z wnętrza pudełka.

Po chwili wyjął pudełko z torby i wsłuchał się w ciche, słabe szlochy martwego dziecka. Brzmiało to jak żałosny kociak.

Dlaczego martwe dziecko zaczęło płakać? Lin Qiushi trzymał pudełko i pamiętał, co powiedział Ruan Nanzhu. Wszystko, co wyniesiono zza drzwi, było bardzo ważne i mogło uratować życie w kluczowych momentach. Czyli teraz go przed czymś ostrzegało?

Lin Qiushi kontynuował tę myśl, krążąc po pokoju z pudełkiem. Szybko odkrył coś dziwnego – im bliżej drzwi, tym cichszy był płacz dziecka. Wydawało się, że sprzeciwia się samemu pokojowi.

Klatka piersiowa Lin Qiushiego zrobiła się zimna. Pobiegł do łóżka i obudził Gu Longminga.

– Co się stało? – Oczy mięśniaka otworzyły się, choć wciąż był półprzytomny.

– No, wstawaj. Zmieniamy pokój – powiedział Lin Qiushi. – Szybko!

Gu Longming obudził się w mgnieniu oka.

– Coś jest z nim nie tak? – zapytał, ale szybko również usłyszał szloch dziecka i spojrzał na pudełko, wydając się lekko przestraszony. – Co to za stwór tak ryczy…?

– Przestań pytać, musimy iść.

– Och! – mruknął mężczyzna i porzucił temat, w panice zakładając z powrotem krótki top i minispódniczkę.

Lin Qiushi zaczynał żałować, że kazał Gu Longmingowi szybko się ubrać. Kiedy opuścili pokój, trup przestał płakać, tak jak się tego spodziewał.

– Ale dokąd pójdziemy… Jest już tak późno…

Lin Qiushi nie odpowiedział, po prostu wziął pudełko i poszedł z nim na korytarz. Odkrył, że martwe dziecko reagowało tylko na niektóre pokoje. Ponieważ było późno, włóczenie się na zewnątrz w ten sposób było niebezpieczne, więc wybrał pokój, w którym martwe dziecko nie płakało.

– Czy mogę już spać? – Gu Longming patrzył na niego z niepokojem.

– Tak, śpij.

Gu Longming przyjął to do wiadomości, położył się i zasnął. Nie minęły nawet trzy minuty, a odgłos jego oddechu się uspokoił.

Lin Qiushi był naprawdę pod wrażeniem takich ludzi, którzy potrafili spać zawsze i wszędzie. Westchnął i niechętnie zamknął oczy. Przez resztę nocy wpadł tylko w półsen. Był pogrążony w myślach i bał się, że zaśnie zbyt głęboko. Przy wszystkich innych drzwiach kazał Ruan Nanzhu stać na straży, ale nie przy tych. Lin Qiushi mógł liczyć tylko na siebie. Więc pomimo przygotowań, w jego sercu wciąż był lekki niepokój.

Na szczęście nic się nie wydarzyło. Dwanaście osób przybyło punktualnie do holu głównego budynku, gdzie przygotowano szeroką gamę obfitych, ciepłych dań śniadaniowych.

Po pomyślnej adopcji Gu Longming zrezygnował z minispódniczek i założył normalne ubrania. Jego sylwetka była, co prawda, całkiem niezła i w zwykłych ubraniach był całkiem przystojny. Poza tym był wysportowany i prawdopodobnie bardzo atrakcyjny dla młodych kobiet. Chociaż teraz już i tak by żadnej nie poderwał, ponieważ wszyscy pamiętali przerażający widok, jak próbował kokietować w tej cholernej minispódniczce.

Śniadanie było w porządku. W każdym razie smakowało Gu Longmingowi, który pochłonął pięć bułek gotowanych na parze wielkości jego pięści, dwie miski owsianki i dwa solone jajka kaczki, wyraźnie rozkoszując się posiłkiem.

W porównaniu do niektórych, którzy wyglądali na zbyt niespokojnych i przygnębionych, żeby cokolwiek zjeść, on sprawiał wrażenie, jakby był na wakacjach.

Lin Qiushi naprawdę podziwiał tak beztroskich ludzi.

Po prostym śniadaniu rzucił jakąś wymówkę i wyszedł na spacer na zewnątrz. W szczególności poszedł obejrzeć pokoje, w których płakało wczoraj martwe dziecko.

Nie wydawały się wyjątkowe, ale dostrzegł jedną szczególną cechę: w papierowych siatkach okiennych znajdowały się maleńkie, nowe dziurki. Te dziury były małe i nisko położone. Nie wiedział, kiedy zostały zrobione ani co je zrobiło. Poza tym nie działo się nic dziwnego.

Gdy tak rozmyślał, Lin Qiushi dostrzegł na dziedzińcu kilkoro służących. Każdy z nich trzymał kilka czerwonych latarni i wychodził na zewnątrz.

Zastanowił się chwilę, po czym poszedł zapytać, dokąd idą.

Słudzy odpowiedzieli, że festiwal Boga Rzeki jest już prawie tuż-tuż, a ulice potrzebują dekoracji. Każde drzwi wejściowe muszą zostać ozdobione latarnią.

– Festiwal Boga Rzeki? Co świętujecie?

– To święto narodzin Boga Rzeki – odpowiedzieli uprzejmie i posłusznie. – To bardzo ważne święto w naszym mieście.

Kiedy przybyli po raz pierwszy, kobieta również wspomniała o święcie Boga Rzeki. Musi mieć zatem ważny związek z kluczem.

Gdy Lin Qiushi myślał, ktoś poklepał go po ramieniu. Odwrócił się i zobaczył za sobą gapiącego się Gu Longminga.

– Jak leci Linlin? Znalazłeś jakiś trop?

– Nie.

– Dobrze, to dopiero pierwszy dzień. Nie panikuj – powiedział rozczarowany mięśniak.

– Nie panikuję. – Panikowanie nie miało sensu i służyło jedynie torturowaniu samego siebie.

– Nie uważasz, że coś jest nie tak?

– Co takiego?

– Feng shui tego budynku – odparł Gu Longming.

Lin Qiushi nie wiedział nic o feng shui, ale sądząc po jego słowach, jego towarzysz miał o tym jakieś pojęcie.

– Co masz na myśli?

– Większość domów jest zwrócona na południe. Podczas budowania za wszelką cenę próbuje się to osiągnąć, nawet jeśli miałby być tylko częściowo skierowany w tę stronę. Ale ten budynek jest inny.

Lin Qiushi słuchał dalej.

– Ten jest skierowany na północ. Okna i drzwi są zwrócone w stronę cienia. Widziałem też przed chwilą…

– Hmm?

– Wszystkie ważne punkty w tym domu są całkowitym przeciwieństwem domu yang.

Lin Qiushi myślał, że zrozumiał, co miał na myśli Gu Longming.

– Więc mówisz… że ten budynek nie jest yang?

– Tak. – Gu Longming skinął głową. – Tak. W normalnych okolicznościach tylko budynki yin tak budowano.

Budynki yin – to były domy dla zmarłych. Wyraz twarzy Lin Qiushiego stał się uroczysty.

Tłumaczenie: Ashi

Tom I Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32

Tom II
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53

Tom III
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77

Tom IV
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95

Tom V
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 126
Rozdział 126

Tom VI
Rozdział 127
Rozdział 128
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6
Ekstra 7
Ekstra 8
Ekstra 9
Ekstra 10

1 Comments

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: