Kaleidoscope of Death

Rozdział 75 – Qianshan17 min. lektury

Chociaż Ruan Nanzhu z niego kpił, Luo Qianshan naprawdę nie odważył się „dowiedzieć, co jest dobre”.

Każdy, kto mógł dotrzeć do tych drzwi i nadal sprawiać wrażenie wyluzowanego, z pewnością nie był święty. Podobnie jak ta piękna kobieta, która nazywała się Zhu Meng – zdecydowanie nie była kimś, z kim można igrać.

– No dalej, powiedz, po co właściwie przyszedłeś z nami porozmawiać – przemówił Ruan Nanzhu.

– Chodzi o klucz – mruknął Luo Qianshan. – Znaleźliśmy, gdzie jest, ale… – Jego ton stał się nieco napięty. – Ale nie możemy go zdobyć.

– Co masz przez to na myśli?

– Nie mamy wystarczających umiejętności – powiedział wprost ich gość.

Wyraz twarzy Ruan Nanzhu był nieprzenikniony.

– Brak wam umiejętności? Myślę, że jesteście w tym naprawdę dobrzy.

Luo Qianshan nie szukał wymówek, po prostu podniósł dłonie w geście „i co na to poradzę?”.

– Kontynuuj. – Ruan Nanzhu wiedział, że Luo Qianshan chciał powiedzieć jeszcze więcej.

– Chciałem przyjść i zawrzeć umowę. Powiem ci, jak znaleźć klucz… – Tu zrobił przerwę. Ruan Nanzhu czekał, aż dokończy zdanie. Przecież na tym świecie nie ma nic za darmo. Po chwili kontynuował, przedstawiając swój warunek: – Ale kiedy stąd wyjdziecie, musicie zabrać ze sobą mnie i Qianshui.

– To wszystko? – W oczach Ruana Nanzhu pojawiło się oceniające spojrzenie, jakby próbował ustalić, czy mężczyzna kłamał.

– To wszystko – powiedział stanowczo Luo Qianshan.

Ruan Nanzhu skinął głową.

– No dobrze, mów.

Przyjął tę ofertę.

– Klucz jest w tym płonącym pokoju – powiedział Luo Qianshan. – Jednak warunek zdobycia klucza jest szczególny. Trzeba wejść tam nocą…

– Weszliście już do środka? – przerwał mu Lin Qiushi.

Luo Qianshan pokręcił głową.

– Nie. Widzieliśmy tylko klucz. Nie weszliśmy.

– Skąd więc wiesz, że klucz jest w środku? – Chociaż Luo Qianshan wydawał się bardzo poważny, Lin Qiushi wyczuwał, że coś jest nie tak. Rola klucza była zbyt ważna, a ten człowiek tak łatwo podawał im jego lokalizację, więc czy wszystko było tak, jak powiedział, czy też miał jakiś inny motyw?

– Widzieliśmy go – powiedział Luo Qianshan. – Drzwi były wtedy otwarte…

– Jeśli drzwi były otwarte, to dlaczego nie mogłeś wejść do środka? – zapytał Ruan Nanzhu.

Wyraz twarzy Luo Qianshana stał się nieco niezręczny.

– Ponieważ tam była matka i dziecko.

Cisza.

– Czyli przyszedłeś nam to powiedzieć, bo chcesz, żebyśmy my tam weszli? Widziałeś plakietkę na naszych drzwiach?

Luo Qianshan zmarszczył brwi.

– Nie widziałeś numeru? Nasz pokój jest ostatni. Nawet jeśli całe to piętro spłonie, my zginiemy jako ostatni.

– Nie próbuję wysłać cię na misję samobójczą. – Mężczyzna westchnął. – Jeśli jesteś chętny, możemy nawiązać współpracę.

– Na czym by to polegało?

– My będziemy odpowiedzialni za zwabienie matki i córki gdzie indziej, a wy w tym czasie zdobędziecie klucz.

Na to Ruan Nanzhu uniósł brew.

– Jesteś pewien?

– Jestem pewien.

– Nie wierzę ci – odpowiedział Ruan Nanzhu. – Chyba że najpierw nam to zademonstrujesz i okażesz się szczery.

Luo Qianshan milczał przez chwilę.

– To zbyt niebezpieczne, nie możemy zrobić demonstracji.

– W takim razie wybacz.

Luo Qianshan spotkał się spojrzeniami z Ruan Nanzhu i każdy z nich dostrzegł w oczach drugiego niezachwiany upór. Westchnął bez dalszych prób perswazji i wstał z krzesła.

– Chciałbym ci tylko powiedzieć, że jeśli naprawdę do tego dojdzie, ostatnimi, którzy przetrwają, będę ja i Qianshui – rzucił na odchodne.

Ruan Nanzhu patrzył na niego w lodowatym milczeniu.

– Do zobaczenia. – Luo Qianshan uśmiechnął się i odszedł.

– Skąd on bierze tę pewność siebie? – dumał Lin Qiushi. Kiedy Luo Qianshan i Ruan Nanzhu rozmawiali przed chwilą, użył lustra z brązu, aby obejrzeć ich gościa, potwierdzając, że jest żywym człowiekiem.

– Jeśli Luo Qianshan może tak powiedzieć, to z pewnością ma swojego asa w rękawie. – Ruan Nanzhu pokręcił głową i po chwili dodał: – Jeśli będziemy mieli okazję dziś wieczorem, chodźmy zajrzeć do tego pokoju.

Lin Qiushi przytaknął. Podczas ich rozmowy Cheng Yixie w ogóle się nie odzywał. Teraz jednak jego usta lekko się rozchyliły.

– Luo Qianshan też pachnie spalenizną.

– Co? – Lin Qiushi się zdziwił.

– Też to od niego czuję, chociaż zapach jest słabszy – powiedział Cheng Yixie. – Ale jestem tego pewny.

Po tym odkryciu Ruan Nanzhu i Lin Qiushi zamilkli.

Luo Qianshan śmierdział spalenizną? Czy miał coś wspólnego z tymi ludźmi, którzy zostali spaleni żywcem? Jednak zdecydowanie był człowiekiem. Dlaczego ten zapach miałby być na żywej osobie?

– Czułeś to wczoraj? – zapytał Ruan Nanzhu.

Cheng Yixie pokręcił przecząco głową.

To było rzeczywiście bardzo dziwne. Wyraz twarzy Ruan Nanzhu był niejednoznaczny.

– Może Luo Qianshan mówi prawdę.

– Hmm?

– Że będzie ostatnim ocalałym.

Po prostu jeszcze nie wiedzieli, na czym ta pewność polegała.

Dzień dobiegał końca.

W drodze powrotnej do pokoju Lin Qiushi zauważył Xia stojącą na korytarzu przodem do ściany i mruczącą coś pod nosem z wyrazem twarzy tak napiętym, że aż przerażającym.

Choć jej głos był cichy, Lin Qiushi i tak słyszał, co mruczała. Powtarzała jedno zdanie: nie zabijaj mnie, nie zabijaj mnie, nie zabijaj mnie, nie zabijaj mnie…

Przypomniał sobie Xiao Mian, która zginęła w wypadku z jej rąk tego ranka. Zgodnie z zasadami panującymi za drzwiami, mało prawdopodobne było, aby Xia przeżyła noc. Myśląc o tym, Lin Qiushi powstrzymał się od spojrzenia ponownie na kobietę, odwrócił się i wszedł do swojego pokoju.

Im ciemniejsza stawała się noc, tym cichsze było miasto. Ciemność była jak baldachim, okrywająca wszystko wokół.

Około dziewiątej wieczorem Lin Qiushi usłyszał dźwięk tłuczonego szkła na korytarzu. Spojrzał na Ruan Nanzhu i Cheng Yixiego, ale żaden z nich raczej tego nie wychwycił.

– Słyszeliście to? – zapytał po chwili wahania.

Ruan Nanzhu pokręcił głową.

– Co takiego?

– Dźwięk tłuczonego szkła. Mam iść i zobaczyć?

– Jasne.

Lin Qiushi wstał, podszedł do wizjera i wyjrzał na zewnątrz. Ze względu na kąt widzenia mógł widzieć tylko Xia.

Nadal stała tam, gdzie była, ale już nie mamrotała. Jej oczy patrzyły prosto przed siebie, a gałki oczne wybałuszyły się tak bardzo, że zdawały się wyskoczyć z oczodołów. Lin Qiushi nie widział tego, co ona, ale dostrzegł parę rąk powoli wysuwających się z lustra na suficie.

Dłonie ociekały świeżą krwią. Pojawiły się za kobietą i powoli objęły jej głowę. Xia dostała drgawek. Wydawało się, że chce krzyczeć, ale dźwięk uwiązł jej w gardle. Chciała się odwrócić, żeby zobaczyć, co ją chwyciło, ale gdy jej ciało próbowało się obrócić, jej głowa cały czas patrzyła przed siebie.

Trzask. Lin Qiushi usłyszał chrupnięcie – dźwięk łamanych kości.

Długie, cienkie ramiona wychodzące z sufitu chwyciły głowę Xia, a następnie wykręciły ją okrutnie, przeciwnie do ruchu wskazówek zegara. Po czym tak po prostu oderwały ją od reszty ciała.

Wszystko to działo się w prawie absolutnej ciszy. Lin Qiushi mocno wstrzymał oddech.

Para rąk powoli się cofnęła. Dał się słyszeć cichy chichot młodej kobiety.

Xia umarła, a jej ciało upadło na podłogę. Krew trysnęła i zachlapała dywan.

W tym momencie ciało Lin Qiushiego nagle zamarło. Poczuł chłodne spojrzenie z góry. Powoli uniósł wzrok i zobaczył, że w pewnym momencie w lustrze nad nim pojawiła się postać trzymająca głowę Xia. Sądząc po jej wyglądzie, była to dziewczyna, która umarła tamtego dnia – Xiao Mian.

Xiao Mian był w lustrze, a on na zewnątrz. Przez cienką warstwę szkła obserwowali się w milczeniu.

Lin Qiushi zobaczył cień złośliwości w oczach dziewczyny. Powoli rozluźniła uścisk, a głowa Xia wypadła z lustra prosto na niego. Następnie jej postać zniknęła.

Bam! To był dźwięk ciężkiego przedmiotu uderzającego o podłogę.

Ruan Nanzhu i Cheng Yixie spojrzeli w stronę Lin Qiushiego i zobaczyli go całego zakrwawionego, a obok niego ludzką głowę, której oczy, mimo śmierci, były wciąż otwarte.

Lin Qiushi z kamienną miną odwrócił się, by spojrzeć na Ruan Nanzhu.

– Co mam z tym zrobić?

Towarzysz do niego podszedł. Kiedy zobaczył zakrwawioną głowę, przechylił swoją głowę w zamyśleniu.

– Wyrzucić?

– Nie chcę tego dotykać rękami.

– Och. Kopnijmy to na korytarz.

Mówiąc to, uchylił drzwi, a następnie kopnął ludzką głowę w dal. Udało mu się to wszystko zrobić płynnym ruchem, jakby ćwiczył to już wiele razy.

Lin Qiushi odchrząknął.

– Nie będzie próbowała się na nas zemścić, prawda?

– Za co? – odpowiedział obojętnie Ruan Nanzhu. – To nie my ją zabiliśmy. Jak ona mogła robić coś takiego i wciąż bać się śmierci? – Mówił o tym, jak Xia celowo wciągała nowicjuszy do środka, testując na nich warunki śmierci.

Lin Qiushi wypuścił oddech i spojrzał na lustro nad głową.

– Te potwory są w stanie podróżować przez lustra…

Ruan Nanzhu również spojrzał w lustro, ale nie odpowiedział.

Xia umarła zgodnie z ich oczekiwaniami i w szczególnie okropny sposób. Prawdopodobnie dlatego, że był psychicznie przygotowany, Lin Qiushi również nie był szczególnie zszokowany… A przynajmniej aż do momentu, gdy Xiao Mian rzuciła mu głową w twarz.

W trakcie ich rozmowy z zewnątrz znów napłynął niepokojący zapach spalenizny. Jak przypuszczali, zasięg płomieni znowu się powiększył.

Lin Qiushi uchylił drzwi i na końcu korytarza zobaczył spaloną, czarną plamę, a języki ognia lizały strukturę budynku. Za linią żaru wciąż stali poparzeni matka i dziecko – tym razem nieco dalej.

Ludzie z innych pokoi również otworzyli drzwi w tym samym czasie. Lin Qiushi zobaczył Luo Qianshana i Luo Qianshui wychodzących ze swoich pokoi.

– Nie zostało już wiele czasu – powiedział nagle Luo Qianshan.

Po tych słowach Lin Qiushi zdał sobie sprawę, że pokoje z przodu szybko czernieją – tej nocy nie płonął tylko jeden więcej.

Ekhe, ekhe! Cheng Yixie znów zaczął się dusić i kaszleć.

– Mam nadzieję, że poważnie rozważysz naszą ofertę – rzekł Luo Qianshan lekkim tonem.

– Rozważaliśmy to. – On i Luo Qianshan patrzyli w tym samym kierunku, czyli na parę płonących krewnych, stojącą w milczeniu na końcu korytarza. – Udowodnijcie, że jesteście szczerzy, a my podejmiemy ryzyko.

Luo Qianshan chciał coś powiedzieć, ale Luo Qianshui wyciągnęła rękę i go powstrzymała.

Lin Qiushi pomyślał, że biorąc pod uwagę osobowość Luo Qianshui, pewnie powie coś prowokacyjnego. Jednak zamiast tego chłodno skinęła głową.

– Okej, pokażę ci, że jesteśmy szczerzy.

Podeszła do lustra oprawionego w ramę na ścianie korytarza i wyciągnęła rękę.

Stało się coś niesamowitego. Ręka Luo Qianshui, bez żadnych przeszkód, wsunęła się w taflę — mogła przemieszczać się między światem wewnątrz luster a światem na zewnątrz! Lin Qiushi obserwował to zszokowany i nawet Ruan Nanzhu wydawał się lekko zaskoczony.

Jednak Luo Qianshui bardzo szybko cofnęła rękę

– Nie mogę zostać w środku na długo. – Spojrzała na poparzoną matkę i dziecko na końcu korytarza. – Ten świat należy do nich. Jeśli zostanę w środku zbyt długo, nie będę mogła wyjść.

Ruan Nanzhu przechylił głowę.

– Jeśli możesz ich odciągnąć na własną rękę, dlaczego twój brat nie pójdzie po klucz?

– Potrzebuję jego pomocy, aby wejść do lustra, więc nie ma czasu, aby iść po klucz. – Luo Qianshui wydawała się nieco zniecierpliwiona wyjaśnieniami. – Zrobicie to czy nie?

– Pomyślimy o tym. – Ruan Nanzhu nie zgodził się od razu.

Luo Qianshui prychnęła i wciągnęła brata z powrotem do ich pokoju.

– Co o tym myślisz?

Lin Qiushi się zastanowił.

– Myślę, że możemy to zrobić. – Jeśli klucz naprawdę znajdował się w tym pokoju, podjęcie tego ryzyka byłoby tego warte.

– Też tak uważam. – Cheng Yixie wyraźnie nienawidził tego świata. Z jego wrażliwym nosem przebywanie w tym zadymionym wieżowcu było torturą.

Jednak Ruan Nanzhu zdawał się nad czymś zastanawiać.

– Najpierw połóżmy się spać. – Ostatecznie Ruan Nanzhu nie wyraził swojej opinii. – Jest późno.

Lin Qiushi również nie forsował sprawy. Po umyciu się poszedł do łóżka.

Zanim jednak zasnął, jego ręka powędrowała do kieszeni, w której znajdowało się to ładne lustro. Pomyślał o czymś, a jego oczy lekko pociemniały. Szybko jednak zamknęły się i zasnął.

Następnego ranka wpadł na Luo Qianshana w restauracji. Podczas śniadania każdego ranka frekwencja była maksymalna. Lin Qiushi siedział w odległym kącie i zaczął oglądać wszystkich za pomocą lustra.

Ruan Nanzhu siedział obok niego, jedząc jajko na twardo.

– I jak? – wymruczał, przeżuwając jajko.

– …niezbyt dobrze. – Było w sumie siedemnaście osób. Potwierdzone zgony to: Xiao Yan, która spłonęła żywcem, Wenjing, która rozbiła lustra, Xiao Mian, która została zabita przez Xia, i Xia, na której Xiao Mian się zemściła. Powinno być jeszcze trzynaście osób przy życiu. Jednak po użyciu lustra na wszystkich wokół, Lin Qiushi odkrył, że nie ma tak wielu ocalałych, jak myślał.

Spośród trzynastu, co najmniej cztery miały przekręcone stopy. Chodzili tak samo, jak normalni ludzie, ale to właśnie ich normalny wygląd sprawił, że dreszcz przeszedł im po plecach.

Cheng Yixie zmarszczył brwi.

– Nic dziwnego, że śmierdzi jeszcze bardziej. – Zapach naprawdę stawał się coraz trudniejszy do zniesienia.

Gdy rozmawiali, Luo Qianshan i Luo Qianshui weszli do restauracji

Zdając sobie z czegoś sprawę, Lin Qiushi skierował lustro w swojej dłoni tam, gdzie stała Luo Qianshui. To, co się w nim odbiło, sprawiło, że mężczyzna zamarł. Przetarł nawet oczy, żeby upewnić się, że dobrze widzi.

Na powierzchni lustra powinny pojawić się dwie postacie, ale była tam tylko sylwetka Luo Qianshana. Głowę miał zwróconą na bok i uśmiechał się ciepło, mówiąc cicho do powietrza.

Lin Qiushi zamilkł. Luo Qianshui nie mogła pojawić się w lustrze z brązu. Co to znaczyło? Nie była człowiekiem?

Nic nie powiedział, wyciągając po prostu rękę i podając lustro Ruan Nanzhu. Brodą wskazał na Luo Qianshui, sugerując, że przyjaciel powinien się jej przyjrzeć.

Ruan Nanzhu wziął lustro i zobaczył pustą przestrzeń obok Luo Qianshana.

– Ciekawe – mruknął cicho.

Cheng Yixie również zauważył tę dziwność Luo Qianshui i zmarszczył brwi.

– Ona nie jest człowiekiem?

Lin Qiushi nie był tego taki pewny. Jeśli Luo Qianshui nie była człowiekiem, to czy była przypadkiem szczególnym? Wszyscy inni mieli odwrócone stopy, ale jej w ogóle nie było widać.

Jaki więc miała związek z Luo Qianshanem? Czy mogli być NPC? Chociaż ta myśl przyszła mu do głowy, to nadal czuł, że coś jest nie tak. Poprzednie pytania pozostały bez odpowiedzi, a już zaczęły pojawiać się nowe problemy. Potarł gładką powierzchnię lustra i westchnął lekko w duchu.

Ruan Nanzhu nagle wstał i skierował się w stronę rodzeństwa.

Lin Qiushi przestraszył się i wstał, by pójść za nim, ale został powstrzymany.

– Zostańcie tutaj. Pójdę z nimi porozmawiać.

Lin Qiushi mógł się tylko zgodzić. Cheng Yixie skinął głową.

Ruan Nanzhu podszedł do stolika Luo Qianshana i Luo Qianshui. Dziewczyna nigdy nie lubiła Ruan Nanzhu i tym razem nie było wyjątku.

– Co? Przemyślałaś to? Jeśli masz coś do powiedzenia, to tak nie stój. Nadal jestem głodna, wiesz? – powiedziała nieprzyjemnie.

Ruan Nanzhu nie odpowiedział. Po prostu obserwował Luo Qianshui w milczeniu.

– Coś nie tak? – zapytał Luo Qianshan. Pod względem osobowości wydawał się o wiele przyjaźniejszy od swojej siostry, ale Lin Qiushi wolał osoby takie jak ona, których uczucia były wyraźnie wypisane na twarzy.

Ruan Nanzhu nadal milczał.

– Coś jest z tobą nie tak. Dlaczego się na mnie gapisz… – warknęła, najwyraźniej trochę przerażona jego spojrzeniem. Nagle ewidentnie coś jej przyszło do głowy, bo oświadczyła: – Mój brat ma już dziewczynę, więc nawet o tym nie myśl!

Zirytowany Luo Qianshan obserwował sytuację z boku. Z jakiegoś powodu Lin Qiushiemu zachciało się śmiać.

Nagle Cheng Yixie wyszeptał:

– Co oni mówią? – wyszeptał nagle

Lin Qiushi mrugnął, zanim zdał sobie sprawę, że osoba o normalnym słuchu nie usłyszy rozmowy z tak daleka.

– Luo Qianshui powiedziała Ruan Nanzhu, że jej brat ma dziewczynę – Lin Qiushi wyjaśnił Cheng Yixie, powstrzymując śmiech.

W oczach chłopaka też pojawiło się rozbawienie.

– Cóż, czyż nie jesteś zbyt zadufana w sobie? – powiedział Ruan Nanzhu. – Czego nie rozumiesz w moim guście w odnośnie mężczyzn?

Luo Qianshui uderzyła dłonią w stół.

– Co masz przez to na myśli?! Mój brat jest niesamowity, jak śmiesz go nie lubić!

– Bo już mam kogoś, kogo lubię.

– Niby kto to? Kogo lubisz?!

Luo Qianshan wyglądał, jakby zaczynała go boleć głowa.

– Przepraszam… O czym przyszłaś do nas porozmawiać? Qianshui, przestań gadać.

Luo Qianshui wyraźnie chciała kontynuować rozmowę, ale brat złapał ją za ramię, więc przerwała z buntowniczą miną. Jednak było oczywiste po jej spojrzeniu, że głęboko w sercu miała niezliczone obiekcje co do osoby Ruan Nanzhu.

– Przyszłam porozmawiać o twojej ofercie. – Ruan Nanzhu wyciągnął krzesło, siadając przed Luo Qianshanem, jakby to była najnaturalniejsza rzecz na świecie. – Myślę, że możemy ze sobą współpracować.

Oczy Luo Qianshana rozbłysły.

– Tylko wskazówka z tych drzwi musi być nasza – mówiąc to, Ruan Nanzhu obserwował wyraz twarzy Luo Qianshui kątem oka. – Czy to będzie problem?

– Nie – odparł mężczyzna. – W tej kwestii możemy się zgodzić.

Ruan Nanzhu przechylił głowę.

– Czy wy naprawdę jesteście spokrewnieni?

– Tak, dlaczego pytasz? – Luo Qianshan się uśmiechnął. – Nie wyglądamy na rodzeństwo?

– Nie.

Luo Qianshui zmarszczyła brwi.

– Jak to możliwe, że nie jesteśmy do siebie podobni…?

– Jak żywi i umarli mogliby być do siebie podobni? – przerwał jej lekko Ruan Nanzhu.

Atmosfera natychmiast zgęstniała. Oczy Luo Qianshui były szeroko otwarte z szoku, podczas gdy wzrok Luo Qianshana całkowicie przygasł.

– Co ty wygadujesz?

– Dokładnie to, co powiedziałem – odpowiedział Ruan Nanzhu. – W których drzwiach zginęła twoja siostra?

– Zamknij się! – krzyknął Luo Qianshan, zrywając się z krzesła.

Dzięki jego reakcji Ruan Nanzhu dostał odpowiedź na swoje pytanie. Skinął głową.

– Nie denerwuj się, nie wykorzystam tego przeciwko tobie. Jest to po prostu coś, co chciałem potwierdzić.

Luo Qianshui patrzyła na Ruana Nanzhu ze zmarszczonymi brwiami.

– Cieszę się z naszej współpracy.

Ruan Nanzhu wstał i odszedł. Wyglądało na to, że ci dwoje naprawdę przyszli z zewnątrz i nie byli tutejszymi NPC. Gdyby było inaczej, nie byłoby potrzeby, by z nimi współpracować.

Tłumaczenie: Ashi

Tom I Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32

Tom II
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53

Tom III
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77

Tom IV
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95

Tom V
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 126
Rozdział 126

Tom VI
Rozdział 127
Rozdział 128
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6
Ekstra 7
Ekstra 8
Ekstra 9
Ekstra 10

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: