Już wkrótce Lin Qiushi znalazł odpowiedź – postanowił przejść przez dziewiąte drzwi Cheng Yixiego.
Ruan Nanzhu nie był zaskoczony tą decyzją.
– Przemyślałeś to? – zapytał dla pewności.
Lin Qiushi skinął głową.
– Tak.
– Dziewiąte drzwi będą o wiele trudniejsze. Nawet ja nie mogę zagwarantować, że wyjdziesz bezpiecznie – powiedział Ruan Nanzhu bez ogródek. – Te drzwi mogą być twoimi ostatnimi.
– W porządku.
Ruan Nanzhu przez chwilę w milczeniu go obserwował, po czym skinął głową na znak akceptacji. Lin Qiushi pomyślał, że chce coś jeszcze dodać, lecz ostatecznie już się nie odezwał.
Po potwierdzeniu, że pójdzie z nimi, Ruan Nanzhu przekazał mu wskazówkę do dziewiątych drzwi. Lin Qiushi przybrał zszokowany wyraz twarzy.
– To jest wskazówka?
– Mhm.
Na kartce zapisano: z brązem jako zwierciadłem można poprawić swoje odzienie, z historią jako zwierciadłem można zrozumieć fale losu, z ludźmi jako zwierciadłem można zyskać na stracie.
– Co to znaczy? – Lin Qiushi przypomniał sobie, że był to słynny cytat Li Shimina z dynastii Tang, który omawiano nawet w szkole. Jednak w świecie drzwi taka wskazówka nie była w zasadzie żadną pomocą.
– Nie wiem – powiedział Ruan Nanzhu. – Wskazówki dotyczące późniejszych drzwi są bardziej abstrakcyjne. Nie są już tak jasne jak poprzednie. Dopiero w środku możemy ją zrozumieć.
Lin Qiushi ścisnął karteczkę z podpowiedzią i długo się na nią gapił.
– Okej – powiedział w końcu.
Ich czas wejścia wypadał piętnastego dnia następnego miesiąca. Kiedy Cheng Yixie dowiedział się, że Lin Qiushi wejdzie z nimi przez drzwi, wydawał się dość spokojny, jakby już przewidział, że Ruan Nanzhu go zabierze. Był prawdopodobnie najcichszą osobą w rezydencji. Cały czas milczał, z wyjątkiem chwil, gdy chciał zrugać brata.
Chociaż Cheng Qianli i Cheng Yixie byli bliźniakami, ich osobowości były całkowitymi przeciwieństwami. Młodszy zachowywał się jak roztrzepane dziecko, podczas gdy starszy był bardzo dojrzały.
Pozostało jeszcze trochę czasu, zanim mieli wejść do środka. Lin Qiushi nadal odpoczywał w rezydencji.
W międzyczasie pojawili się także Tan Zaozao, legenda filmowa Zhang Yiqing, a także mężczyzna, który przyjął Zhang Yiqinga pod swoje skrzydła.
Ta osoba nazywała się Bai Ming. Zarówno wyglądem, jak i usposobieniem był bardzo pogodny, z jasnymi, naturalnymi lokami i uroczym dołeczkiem na policzku, gdy się uśmiechał.
Szczerze mówiąc, Lin Qiushi miał trudności z powiązaniem takiej osoby z ważnym graczem wewnątrz drzwi. Był bardzo ciekaw, jak ten Bai Ming pojawił się za drzwiami. Pytanie wydało mu się jednak nieco natarczywe, więc nic nie powiedział.
Stan Zhang Yiqinga wydawał się lepszy niż wcześniej. Przynajmniej nie wyglądał, jakby był na skraju załamania.
Bai Ming również bardzo interesował się Lin Qiushim, choć nie ośmielił się tego wyrazić przy Ruan Nanzhu. Jednak dało się zauważyć jego ciekawskie spojrzenia.
– Premiera filmu Yiqinga jest w maju, musicie go zobaczyć. – Pierwszą rzeczą, jaką Bai Ming zrobił po przybyciu do rezydencji, było rozdanie biletów na pokaz. – Już widziałem wersję bez cięć, jest niesamowita.
Siedząc z boku i wszystko obserwując, Zhang Yiqing nie miał zbyt uszczęśliwionej miny. Lin Qiushi domyślił się, że może to być wyraz upokorzenia…
– Yiqing jest absolutnie niesamowity, bardzo go lubię. – Bai Ming wyznał mu miłość, wyglądając jak fanatyk. Co normalnie byłoby w porządku, ale teraz, gdy siedział obok niego, było dość trudne do zniesienia. Lin Qiushi wyraźnie widział, że pomimo surowego wyrazu twarzy Zhang Yiqinga, jego uszy zrobiły się całkowicie czerwone. Mężczyzna wstał, udając spokój, i powiedział, że wychodzi na balkon, żeby zapalić.
Lin Qiushi prywatnie uważał za całkiem zabawne, że Bai Ming całkowicie okiełznał Zhang Yiqinga.
Tan Zaozao zaczęła głośno rechotać, ani trochę się nie powstrzymując.
– Zaozao, znowu będziesz wchodzić? – Lin Qiushi szybko obliczył, że kolejne drzwi Tan Zaozao powinny być wkrótce.
– Mhm. – Tan Zaozao skinęła głową. – Chen Fei tym razem mnie przyprowadzi… A ty? Przy których drzwiach jesteś?
– Przy szóstych. – Nie wspomniał, że idzie przez dziewiąte drzwi z Ruan Nanzhu.
– Och… – Uwaga Tan Zaozao zdawała się błądzić, jakby nad czymś rozmyślała.
– O co chodzi?
– O nic – westchnęła kobieta. – Zastanawiam się tylko, co zrobić z kolejnymi drzwiami. – Nie mogła całkowicie porzucić swojej prawdziwej pracy, tak jak Ruan Nanzhu i Lin Qiushi, aby skupić się na przechodzeniu przez drzwi, a nie miała odwagi, aby się szkolić. Oznaczało to, że w przypadku drzwi wyższego poziomu prawdopodobnie będzie miała więcej pecha niż szczęścia, nie wspominając o tym, że nawet Ruan Nanzhu zasadniczo nie zajmował się drzwiami powyżej szóstych.
Ludzie mówili, że po szóstych drzwiach poziom trudności całkowicie się zmieniał. Tan Zaozao nie była pewna szczegółów. Wiedziała tylko, że będzie ciężko.
Rozmawiali przez chwilę przy lunchu. Lin Qiushi dowiedział się z rozmowy Ruan Nanzhu i Bai Minga, że znali się od około czterech lat i byli starymi przyjaciółmi.
Bai Ming minął już dziewiąte drzwi i czekał na dziesiąte. Po posiłku poszli we dwóch do gabinetu. Wyglądało na to, że mają coś do omówienia w cztery oczy.
Tan Zaozao namówiła Lin Qiushiego i Zhang Yiqinga, żeby pograć w gry.
Gdy Ruan Nanzhu i Bai Ming schodzili na dół po swojej rozmowie, wpatrywali się w Lin Qiushiego.
– O co chodzi? – zapytał, lekko zaskoczony.
– O nic. – Bai Ming się uśmiechnął. – Tylko trochę mnie to ciekawi.
– Co takiego?
– Czy nie uważasz, że jest w tobie coś wyjątkowego?
Lin Qiushi zastanowił się, zanim wymamrotał:
– Bardzo lubię koty? – Mówiąc to, delikatnie szturchał fasolki na łapach Kasztana, podczas gdy ten patrzył na niego z niezadowoleniem.
Ruan Nanzhu zatkało. Jasne, można to uznać za coś wyjątkowego.
Słysząc to, Bai Ming się zaśmiał.
– Naprawdę jesteś interesujący. – Nie wspomniał już nic więcej o Lin Qiushim, a po chwili wyszedł z Zhang Yiqingiem i Tan Zaozao.
Lin Qiushi spojrzał na siedzącego obok niego Ruan Nanzhu i cicho zapytał:
– Czy jest we mnie coś wyjątkowego?
Ruan Nanzhu spojrzał na niego.
– A jak myślisz?
Lin Qiushi pokręcił głową, nie rozumiejąc.
– Naprawdę nie czujesz, że jest w tobie coś specjalnego?
– Nie.
Ruan Nanzhu wstał.
– Skoro tak, to zapomnij o tym. – Po tych słowach odwrócił się i odszedł, nie dając Lin Qiushiemu szansy na zadanie kolejnych pytań. Z jakiegoś powodu poczuł, że nastrój Ruan Nanzhu się pogorszył.
Cheng Qianli dowiedział się, że wkrótce wchodzą przez dziewiąte drzwi. Bardzo się martwił. Ustawił ołtarz w swoim pokoju i zaczął się poważnie modlić. Lin Qiushi został nawet zaciągnięty, żeby zapalić trzy kadzidełka.
– Proszę, pobłogosław ich, aby wrócili bezpiecznie. – Maniery Cheng Qianliego wydawały się całkowicie pobożne.
Lin Qiushi nie wierzył w takie rzeczy. Jednak świat za drzwiami całkowicie wywrócił jego światopogląd do góry nogami, więc nie powiedział nic niegrzecznego przed ołtarzem.
– Tak się boję. – Po modlitwie Cheng Qianli usiadł na łóżku. – Jestem po prostu bardzo, bardzo przestraszony.
– Nie bój się, wszystko będzie dobrze. – Lin Qiushi pogłaskał go po głowie. Cheng Qianli miał zaledwie szesnaście lat. Był jeszcze praktycznie dzieckiem. – Twój brat Ruan tam będzie.
– Mhm – mruknął Cheng Qianli. – Chcę być silniejszy, żebym… żebym mógł… – W tym momencie wydawał się trochę zawstydzony.
– Żebyś co mógł?
– Żebym mógł chronić mojego brata! – Wydął pierś, wyglądając na dumnego.
Lin Qiushi się uśmiechnął.
– To musisz ciężko pracować.
Czasami Cheng Qianli potrafił być tak głupio uroczy.
– Ma okropny charakter i cały czas mnie lekceważy, ale mimo wszystko jest moim bratem, prawda? – Położył się na łóżku, mrucząc do siebie. – W końcu wygląda dokładnie jak ja…
Lin Qiushi po prostu siedział cicho i słuchał z boku.
Szczerze mówiąc, nie do końca rozumiał braterską miłość, o której mówił Cheng Qianli. Nawet w młodości nie zetknął się z rodzinną atmosferą, nie miał też braci ani sióstr. W wieku dwudziestu sześciu lat nie miał nawet osoby, którą by lubił. Kiedy Lin Qiushi o tym pomyślał, nagle poczuł, że jego życie jest trochę żałosne. Jeśli umrze za tymi drzwiami, to pozostanie bardzo wiele rzeczy, których nigdy nie doświadczył.
Dzień otwarcia drzwi Cheng Yixiego zbliżał się coraz bardziej. Atmosfera wewnątrz rezydencji również zaczęła stawać się napięta.
Oprócz Ruan Nanzhu nikt nie miał tak wysokiego poziomu drzwi jak Cheng Yixie. Lin Qiushi mniej więcej obliczył czas, jaki Cheng Yixie spędził w drzwiach, i odkrył, że po raz pierwszy musiał do nich wejść, gdy miał jedenaście lub dwanaście lat. Przetrwać tyle drzwi w tak młodym wieku? Cheng Yixie naprawdę był niesamowity.
Jego młodszy brat Cheng Qianli był dopiero przy drzwiach szóstych. Od jego pierwszych też musiało już minąć trochę czasu.
Tym razem Ruan Nanzhu nie kazał mu się przebrać w sukienkę. Chociaż był zadowolony, Lin Qiushi odkrył, że głęboko w jego sercu tkwi cienka igła rozczarowania. Kiedy to zauważył, sam się przestraszył. Nie sądził, że przebieranki mogą uzależniać.
Oczywiście bardzo szybko to przepracował i pozbył się tych uczuć, ponieważ naprawdę cieszył się, że nie musi już udawać niemowy. W końcu wciąż nie rozgryzł, jak najlepiej udawać damski ton głosu.
Dni mijały i wkrótce nadeszła pora, aby przejść przez drzwi.
Pogoda również stopniowo stawała się gorąca. Po kolacji Lin Qiushi usiadł na balkonie, aby się ochłodzić, i zobaczył Cheng Yixiego stojącego w ogrodzie na dole. Wyraz jego twarzy był poważny, a w dłoni trzymał powoli palącego się papierosa.
Lin Qiushi obserwował go z góry i po chwili namysłu zawołał:
– Cheng Yixie!
Chłopak podniósł wzrok.
– Nieletni nie powinni palić – oświadczył głośno Qiushi.
Cheng Yixie zmarszczył brwi. On i Cheng Qianli byli niemal identyczni, z wyjątkiem tej zimnej aury, którą emanował. Choć był młody, ta aura wyraźnie dawała ludziom znać, że nie jest to osoba, z którą można zadzierać. Posłuchał jednak Lin Qiushiego i naprawdę zgasił papierosa.
Lin Qiushi wziął garść cukierków i rzucił je z drugiego piętra.
– Zjedz to.
Kolorowe cukierki spadały na zieloną trawę niczym konfetti. Były naprawdę ładne.
Cheng Yixie się pochylił. Podniósł jednego, rozwinął go i włożył do ust.
Lin Qiushi obserwował go, uśmiechając się.
– Dobre? Ten fioletowy ma smak winogronowy… – To były twarde cukierki, które zamówił online, zrobione z soku owocowego. Smakowały całkiem nieźle.
Cheng Yixie spojrzał na niego raz i nie powiedział ani słowa. Ostrożnie pozbierał jednak wszystkie cukierki i schował je do kieszeni, po czym odszedł.
Patrząc, jak odchodzi, Lin Qiushi był szczęśliwy. Chociaż Cheng Yixie wszedł przez drzwi przed nim, w jego oczach nadal był dzieckiem. W końcu nie miał nawet osiemnastu lat.
Dzień przed wejściem Ruan Nanzhu ubrał się w sukienkę. Wszyscy zaś założyli te specjalne bransoletki i zaczęli czekać na przybycie drzwi. Cheng Qianli czuł się coraz bardziej niespokojny i zaczął chodzić tam i z powrotem po domu. W końcu Cheng Yixie nie wytrzymał i zmarszczył brwi, mówiąc:
– Przestań krążyć, robi mi się słabo od samego patrzenia na ciebie.
– Nie mogę nawet chodzić?
– Nie.
– …hmph! Cóż, nie, będę się kręcił! – Mimo że to powiedział i posłusznie usiadł z powrotem na sofie, podniósł Tosta znajdującego się nieopodal, by zacząć go zaciekle pocierać. Oszołomiony tym gwałtownym atakiem pies mrugał wielkimi, czarnymi oczami i wył z rozpaczy.
– Przestań go torturować – przemówił ponownie Cheng Yixie.
– Ach, przesadzasz! Nie pozwolisz mi tego zrobić, nie pozwolisz mi tamtego zrobić…!
Cheng Yixie nie wydał ani jednego dźwięku w odpowiedzi, po prostu bez wyrazu wpatrywał się w brata. Stali tak naprzeciwko siebie przez dziesięć, jedenaście sekund, zanim Cheng Qianli nieomylnie poniósł porażkę po raz kolejny. Ze smutną miną puścił okrągły mały tyłek Tosta i obserwował uciekającego psa.
Cheng Yixie spojrzał na zegarek. Cheng Qianli to zobaczył i tylko bardziej się zdenerwował. Jego usta poruszały się bezgłośnie przez chwilę, aż niemal niesłyszalnie wydusił:
– Musisz wrócić.
Cheng Yixie spojrzał na niego.
– Ej, mówię do ciebie! – powiedział Cheng Qianli. – Słuchasz mnie, Cheng Yixie? Musisz wrócić. – Wydawało się, że zajęło mu trochę czasu, zanim zebrał się na odwagę, żeby to powiedzieć. – Musisz wrócić!
Cheng Yixie wydał z siebie pojedynczy, słaby dźwięk oznaczający zgodę. Jego brat i tak był zadowolony, mrucząc kolejne drobiazgowe polecenia.
Gdy bracia wchodzili w interakcję, Lin Qiushi siedział tuż obok nich. Widział na własne oczy, jak kąciki ust Cheng Yixie unoszą się, gdy Cheng Qianli mruczy, choć ruch był słaby i tylko chwilowy, więc łatwo można go było uznać za iluzję.
Drzwi pojawiły się następnego wieczoru.
Po kolacji Lin Qiushi wrócił do swojego pokoju, siadł przed komputerem i właśnie miał go włączyć, gdy jego ciało ogarnęło bardzo dziwne uczucie. To było uczucie, które znał – drzwi były gotowe.
Lin Qiushi wstał i wyszedł na korytarz. Wcale nie był zaskoczony, widząc dwanaście metalowych drzwi. Osiem z nich było zamkniętych. Trzech nie dało się otworzyć.
Jedynymi, które mogły się otworzyć, były dziewiąte drzwi Cheng Yixiego.
Lin Qiushi podszedł do nich i szarpnął za klamkę. Wszystko wokół zawirowało, a chwilę później pojawił się na szerokiej, asfaltowej drodze.
Gdy przyglądał się otoczeniu, wyglądał na nieco zszokowanego, ponieważ nie było to jakieś odludne pustkowie, ale ruchliwa ulica handlowa. Kolorowe szyldy wisiały po obu stronach drogi i chociaż było już późno, a większość sklepów była zamknięta, nadal łatwo było sobie wyobrazić tę ulicę w ciągu dnia.
Droga pod jego stopami była bardzo gładka. Lin Qiushi podążył nią i zobaczył wysoki szczyt, który sięgał chmur. Specjalna powłoka pokrywała zewnętrzną część budynku, sprawiając, że wyglądał, jakby był zbudowany z luster. Pochłaniał całe światło z otoczenia i przyciągał uwagę nawet w ciemniejącą noc.
Kiedy Lin Qiushi patrzył na ten wieżowiec, z jakiegoś powodu przyszło mu do głowy pewne pojęcie: fototaksja.
Fototaksja była rodzajem biologicznej reakcji na bodźce świetlne obserwowanej zarówno u zwierząt, jak i roślin. Najbardziej oczywistym przykładem było to, jak owady rzucają się na źródło światła w nocy, nawet jeśli byłby to płomień, który by je spalił.
Ludzie też są zwierzętami, pomyślał Lin Qiushi. W ciemnościach nocy zawsze szli w stronę źródła światła, które widzieli. Nie zważając na to, co czekało ich po drugiej stronie.
Drzwi do wieżowca były otwarte. Powoli wszedł do środka i zobaczył osiem lub dziewięć osób stojących w holu. Widać było, że już podzielili się na grupy. Widząc wchodzącego Lin Qiushiego, większość zaczęła obserwować go oceniająco.
Tym razem nie było widać żadnych nowicjuszy.
Biorąc pod uwagę stopień trudności dziewiątych drzwi, jeśli rzeczywiście byłby tu jakiś nowicjusz, to zapewne zostałby on wciągnięty do tych drzwi dosłownie kilka sekund przed śmiercią.
Rozglądając się, Lin Qiushi nie znalazł swoich towarzyszy. Usiadł więc na sofie i zaczął obserwować sytuację wokół.
Poza nim było dziewięć osób. Pięciu mężczyzn i cztery kobiety, podzieleni na mniej więcej trzy grupy. Prawdopodobnie wszyscy byli doświadczeni i nikt nie udawał, że nie rozpoznaje swoich towarzyszy. Zamiast tego szeptali między sobą, cicho omawiając sytuację.
Lin Qiushi siedział na sofie przez chwilę, aż zobaczył, że wchodzą dwie osoby. Jedna była wysoka, a druga niska. Wysoka była kobietą w długiej spódnicy, niska była chłodnym młodym mężczyzną. Choć ich twarze zupełnie się różniły od wyglądu w prawdziwym świecie, Lin Qiushi potrafił ich rozpoznać po ubraniach i sylwetce – to byli Ruan Nanzhu i Cheng Yixie.
Szybko zauważyli Lin Qiushiego siedzącego na sofie i podeszli do niego.
– Myślicie, że wszyscy już są? – zapytał Lin Qiushi.
– Jeszcze nie, nie sądzę. – Ruan Nanzhu usiadł obok niego. – Wciąż jest kilka osób wyglądających na zewnątrz. Prawdopodobnie czekają na swoich kolegów i koleżanki.
Lin Qiushi jak zawsze był pod wrażeniem umiejętności obserwacji Ruan Nanzhu. Był tu dopiero od kilku minut, a już zebrał sporo informacji o otaczających ich ludziach.
Rzeczywiście, po jakichś trzech minutach z zewnątrz weszły dwie kolejne osoby, również mężczyzna i kobieta. Gdy tylko weszli, skierowali się prosto do kąta.
Kiedy Lin Qiushi zobaczył, dokąd poszli, był zaskoczony.
– Oni… mają pięcioosobową drużynę?
– To bardzo prawdopodobne.
– Czy można mieć tutaj przewagę liczebną? – Lin Qiushi próbował to przemyśleć, ale coś mu nie pasowało.
– Do pewnego stopnia tak – powiedział Ruan Nanzhu, odchylając się na sofie. – Im więcej ludzi przyprowadzisz, tym więcej warunków śmierci możesz skreślić, prawda?
Lin Qiushi zamilkł.
Ruan Nanzhu spojrzał w kąt i zaśmiał się chłodno.
– Niektórzy ludzie zrobią wszystko, żeby przeżyć.
Niektórzy ludzie, aby wykluczyć śmiertelne warunki, celowo wpuszczali do środka wielu nowicjuszy. Ci nic nie rozumieli i bardzo łatwo było im się narazić na wypadki. Oczywiście było to w porządku, a dla tych, którzy ich wpuścili, było to nawet bardzo dobre – w końcu wykorzystywali dzienne limity zgonów. Zgodnie z zasadami wewnątrz, liczba osób, które mogły umrzeć każdego dnia, była ograniczona, więc byli w ten sposób bezpieczniejsi.
Lin Qiushi nie sądził, że można to zrobić w ten sposób.
– I ci nowicjusze przychodzą pomimo tego?
– Dlaczego nie mieliby być chętni? – odpowiedział leniwie Ruan Nanzhu. – Zawsze znajdą się ludzie, którzy chcą się wzbogacić za jednym kęsem.
Kto nie chciał przeskoczyć prosto przez dziewiąte drzwi? Ryzyko i nagroda były równoważne. Aby coś zyskać, trzeba było coś poświęcić.
Takie było życie.
Grupa w końcu się zebrała. Było ich w sumie siedemnaścioro, podzielonych na mniej więcej pięć lub sześć zespołów. Największa ekipa wśród nich składała się z pięciu osób. Lin Qiushi miał jasne przeczucie, że ich przywódczynią była kobieta o niemiłym wyrazie twarzy.
Gdy wszyscy zebrali się w holu, gwar stał się głośniejszy.
W tym momencie z windy wyszedł mężczyzna w stroju boya hotelowego. Uśmiechnął się do nich szeroko, w ręku trzymając plik kart pokojowych.
– Przepraszam, że kazaliśmy wszystkim czekać – powiedział chłopak. – To są karty do waszych pokoi.
Zaczął rozdawać karty dostępu.
– Ile osób w pokoju? To pokoje jednoosobowe czy standardowe?
– To standardowe pokoje – powiedział i znowu się uśmiechnął. – Pokoje z czerwoną kartą mają jedno duże łóżko, pokoje z białą kartą są dwuosobowe, a pokoje z zieloną kartą mieszczą trzy osoby, choć ktoś będzie musiał spać na sofie. – Jego głos był miękki i delikatny. – Witamy na wakacjach, mam nadzieję, że wszyscy świetnie się bawicie.
Więc mieli być turystami. Serce Lin Qiushiego podskoczyło.
– Kiedy kończą się nasze wakacje? – odezwała się nagle liderka pięcioosobowej grupy. – Czy w pobliżu są jakieś atrakcje turystyczne?
Chłopak się uśmiechnął.
– Jutro dam wszystkim przewodniki, a na nim zaznaczone będą wszystkie miejsca docelowe podróży. – Skończył rozdawać karty dostępu. – Proszę, wypoczywajcie dobrze tej nocy.
Lin Qiushi wstał i przyniósł im zieloną kartę. Boy hotelowy powiedział, że pokoje z zieloną kartą mogą pomieścić trzy osoby. To było dla nich idealne.
Karty do pokoi stopniowo przechodziły z rąk do rąk, a tłum rozproszył się sam.
Pokój Lin Qiushiego, Ruan Nanzhu i Cheng Yixiego znajdował się na trzydziestym czwartym piętrze. Podłoga była wyłożona grubym dywanem, a w korytarzu unosił się gęsty zapach palonego kadzidła.
Oświetlenie było bardzo słabe. Kiedy weszli do pokoju i włożyli kartę do gniazdka, wszystkie światła w środku się zapaliły.
Lin Qiushi podszedł do okna i przez nie wyjrzał. Zobaczył zaciemnione miasto. Wszystko spowiła martwa cisza. Nie było widać nawet latarni ulicznej – chociaż kiedy był na zewnątrz, wszystkie były powłączane.
– Ten pokój jest bardzo interesujący – powiedział Ruan Nanzhu.
Lin Qiushi się odwrócił.
– Hm?
– Wszędzie są lustra.
Rozglądając się, Lin Qiushi odkrył, że w pomieszczeniu rzeczywiście było wiele luster. Najbardziej niewiarygodne było to na podłodze.
Na ten widok Lin Qiushi nie mógł nie pomyśleć pierwszej części podpowiedzi. Wyczuł, że klucz ma związek z lustrami, ale podpowiedź nie wystarczyła i nie mógł jeszcze w pełni tego zrozumieć.
Cheng Yixie wpatrywał się w lustro pod swoimi stopami i milczał przez długi czas. Lin Qiushi już miał odejść, gdy nagle i cicho powiedział:
– To jest lustro weneckie.
Twarz Lin Qiushiego zamarła.
– Ludzie na dole mogą zajrzeć do naszego pokoju – kontynuował bardzo powoli chłopak.
Na to Ruan Nanzhu nagle spojrzał na swoją spódnicę.
– Czyli zostałem zdemaskowany?
Jego towarzysze zamarli.
– Po bliższym zastanowieniu czuję się trochę zawstydzony.
Jeśli tak się wstydzisz, to dlaczego podciągasz spódnicę wyżej…? – pomyślał z przekąsem Lin Qiushi.
Tłumaczenie: Ashi
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Tom II
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53
Tom III
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77
Tom IV
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95
Tom V
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 126
Rozdział 126
Tom VI
Rozdział 127
Rozdział 128
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6
Ekstra 7
Ekstra 8
Ekstra 9
Ekstra 10